Młoda dziewczyna, która zaszła w ciążę
Adobe Stock, anatoliy_gleb
Prawdziwe historie

„Byłam sama i bezradna.  Musiałam oddać syna po porodzie, bo miałam tylko 17 lat. Niczego tak bardzo nie żałuję”

„Dzisiaj mija 10 lat od tamtego dnia, który zmienił moje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Był najgorszym dniem mojego życia. W szpitalu podpisałam dokumenty, w których zrzekłam się praw do dziecka. Nawet na niego nie spojrzałam. Nie dałam rady".
Dzisiaj mija dziesięć lat. Dziesięć lat od tamtego dnia, który zmienił moje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Był najgorszym a jednocześnie najpiękniejszym dniem mojego życia. Nienawidzę go i kocham. Chciałabym wymazać z pamięci, a jednocześnie nigdy nie zapomnieć.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Nigdy nie zapomnę…

W wakacje przed drugą klasą technikum poznałam Piotrka. Przyjechał do naszego miasteczka do pracy. Był zatrudniony w firmie, która remontowała kościół. Spodobał mi się od razu. Przystojny, opalony… 
 
Mama bardzo krzywo patrzyła na moją fascynację.
 
– Jest od ciebie dużo starszy, poza tym przyjechał tu na chwilę. Zrobią swoje i pojadą. Przestań się koło niego kręcić, bo cię zbałamuci i tylko kłopoty będą – mówiła.
 
Ja jednak byłam młoda, zakochałam się i nie docierały do mnie żadne logiczne argumenty.
 
Na szczęście dla mnie – kościół jest tuż obok parku, więc mogłam bezkarnie kręcić się wokół niego prawie całe dnie. Przecież kto zabroni mi odpoczynku i czytania książek na łonie natury? Po kilku dniach chyba zauważył, że coś jest na rzeczy. Nic dziwnego – wciąż posyłałam mu zalotne spojrzenia, niby przypadkiem przechodziłam tuż obok, kiedy miał przerwy i kiedy kończył pracę.

Wreszcie podszedł, zagadał, umówiliśmy się wieczorem na spacer i tak się zaczęło.
 
Potem spotykaliśmy się dość często, kiedy tylko się dało. Byłam w nim zakochana bez pamięci! Nie przeszkadzało mi dziewięć lat różnicy, ani to, że Piotrek był taki… oschły, momentami nawet opryskliwy. Wręcz jeszcze bardziej mnie do niego ciągnęło. Nie od dziś wiadomo, że źli chłopcy kręcą kobiety. Chociaż niekoniecznie dobrze na tym wychodzą. Tak było ze mną.
 
Piotrek wyjechał pod koniec września. Zanim do tego doszło, płakałam, mówiłam mu, że nie dam rady.
 
– Jak daleko jest stąd do twojego domu? Może będziemy spotykać się chociaż w weekendy? – próbowałam znaleźć rozwiązanie. 
 
– Mała, jakie weekendy, o czym ty mówisz? W weekendy pracuję, jak zauważyłaś. A poza tym było minęło, nie ma co się rozczulać. Na pewno wkrótce poznasz jakiegoś fajnego kolesia i szybko przestaniesz za mną płakać. A co przeżyliśmy, to nasze – puścił do mnie oko.

Zatkało mnie

Wprawdzie nigdy nie rozmawialiśmy o przyszłości, o tym, co będzie, jak zakończą pracę. Ale dla mnie było oczywiste, że będziemy nadal razem! Przecież go kochałam! Jak się okazało – on mnie nie.

Byłam załamana. Nie sądziłam, że jestem aż tak naiwna! Że pozwoliłam się oszukiwać przez ponad dwa miesiące! Byłam w stanie zrobić dla niego wszystko, oddałam mu całą siebie, sprzeciwiłam się mamie, a on mnie najzwyczajniej w świecie wykorzystał! Pobawił się i pojechał dalej, pewnie szukać kolejnej naiwnej.
 
Po wyjeździe Piotrka okazało się, że jego numer telefonu przestał być aktywny. Przepłakałam niejedną noc. Byłam załamana. W dodatku mama jeszcze mnie dobijała, co chwilę powtarzając:
 
– A nie mówiłam? Ty jak zawsze byłaś najmądrzejsza. To teraz masz. 
 
Po kilku tygodniach, kiedy nieco zaczęłam dochodzić do siebie, czekał mnie kolejny cios – okazało, się że jestem w ciąży!

 

– Jesteś pewna? Może to jakieś wahania hormonów, czy coś? – spytała moja przyjaciółka, Monika, kiedy zwierzyłam jej się ze swojego problemu.

Byłam pewna

Przez tę całą sytuację nawet się nie zorientowałam, że nie mam okresu. Dopiero kiedy nie dopięłam się w kolejną parę spodni, zaczęłam kojarzyć fakty.
 
– Ostatnią miesiączkę miałam jakoś w sierpniu, a mamy już prawie grudzień… – powiedziałam zrezygnowana.
 
Długo bałam się powiedzieć mamie, jednak w końcu musiałam to zrobić. Przez kilka dni się do mnie nie odzywała. A ja znów cały czas płakałam. Byłam załamana! Miałam dopiero 17 lat, żadnego kontaktu z ojcem dziecka. Byłam sama, bezradna…
 
Po kilku dniach mama zawołała mnie do kuchni. Zrobiła herbatę i spokojnie wyjaśniła, co postanowiła. Miała gotowy plan. Cały pokornie wypełniłam, bo wtedy wydawał mi się najlepszym z możliwych i byłam mamie wdzięczna, że wszystko załatwiła. Do końca roku zaliczyłam półrocze, potem wyjechałam do Niemiec, do jakiejś dalszej ciotki mojej mamy. Spędziłam u niej kilka miesięcy, aż do porodu. W szpitalu podpisałam dokumenty, w których zrzekłam się praw do dziecka.

Nie chciałam na nie nawet spojrzeć po porodzie. To znaczy chciałam. Bardzo chciałam. W gruncie rzeczy bardzo pokochałam to dziecko. Wiedziałam jednak, że nie mam wyjścia, że muszę je oddać. A gdybym wzięła je w ramiona, przytuliła… Byłoby mi o wiele trudniej.
 
Przez kilka tygodni jeszcze mieszkałam u cioci Gerty, a z końcem czerwca wróciłam do domu. Mama tak wszystko załatwiła, że przez wakacje pozaliczałam wszystkie egzaminy i od września wróciłam normalnie do trzeciej klasy. Według oficjalnej wersji miałam poważne kłopoty zdrowotne, o których nie chcę już mówić i byłam na leczeniu za granicą.
 
Rzeczywiście, nie chciałam już o tym mówić. Żyłam dalej, nie myślałam, nie analizowałam. Po technikum poszłam na studia, miałam znajomych, wychodziłam na imprezy, spotykałam się z chłopakami. Nigdy jednak nie wymazałam z pamięci mojego dziecka. Nie było dnia, bym przed zaśnięciem nie zastanawiała się, jak ma na imię, gdzie mieszka, czy mu dobrze, czy trafił w dobre ręce…

Zazwyczaj wyobrażałam sobie, że trafił do bogatej rodziny, żyje w luksusach, i że jest najszczęśliwszym chłopcem na świecie.

W to wyobrażenie chciałam wierzyć

Czasem rozmawiałam, a raczej próbowałam o tym rozmawiać z mamą. Im byłam starsza, tym częściej. Drażniło ją jednak samo nawiązanie do tego tematu. Szybko go ucinała.
 
– Mamo, ja chciałabym naprawić swój błąd! Chciałabym odnaleźć mojego synka! – krzyknęłam kiedyś.
 
Mama spojrzała na mnie, jak na trędowatą i rzuciła, że zwariowałam. A potem podała mi szereg argumentów, które ostatecznie zniechęciły mnie do tego pomysłu. Od problemów formalnych i bariery językowej, poprzez duże koszty, problemy, wstyd w rodzinie i wśród znajomych, aż po krzywdę dziecka, które pewnie ma już dom, rodzinę, nawet nie wie, że jest adoptowane, a ja chcę się nagle zjawić po kilku latach i wszystko zburzyć, fundując mu traumę i niszcząc życie. Ten ostatni argument przemawiał do mnie najbardziej. Zamknęłam temat. 
 
Na studiach poznałam Marcina. Zaczęliśmy się spotykać, a tuż po obronie pracy magisterskiej dostałam pierścionek zaręczynowy. Byłam szczęśliwa, ale zaraz też pojawił się lęk – czułam bowiem, że muszę powiedzieć Marcinowi prawdę. Miał prawo ją znać i dopiero wtedy zdecydować, czy nadal chce ze mną być.
 
To była jedna z najtrudniejszych rozmów w moim życiu. Utwierdziła mnie jednak tylko w tym, że Marcin jest cudownym człowiekiem. Nie oceniał mnie, nie krytykował, nie przerywał. Wysłuchał mnie do końca, potem mocno przytulił i kazał otrzeć łzy. Cierpliwie czekał, aż się uspokoję. A później zadawał pytania, na które ja odpowiadałam.
 
Ten jeden wieczór dużo w moim życiu zmienił. Poczułam ulgę, że mogłam podzielić się z kimś swoim sekretem. Mało tego – że zostałam zrozumiana, wysłuchana. Marcin powiedział, że cokolwiek postanowię – jest po mojej stronie.
 
Nie podjęłam decyzji w jeden dzień. Ale po wielu rozmowach, nieprzespanych nocach i analizowaniu wszystkich za i przeciw postanowiłam, że spróbuję dowiedzieć się, co stało się z moim synkiem. Chciałabym chociaż mieć pewność, że nie dzieje mu się krzywda. Móc zasypiać ze świadomością, że jest szczęśliwy, ma ciepły dom i kochających rodziców…
 
Boję się… Boję się, że prawda okaże się zupełnie inna i nigdy nie wybaczę sobie, że skazałam własne dziecko na nieszczęśliwe dzieciństwo. Boję się też, że nawet jeśli moje modlitwy zostaną wysłuchane, nie będę mogła powstrzymać się przed pójściem o krok dalej.

Jeśli już będę wiedziała, jak się nazywa, gdzie mieszka, jak wygląda – czy nie pęknie mi serce? Czy będę potrafiła przejść nad tym do porządku dziennego i wrócić do swojego codziennego życia? Targa mną mnóstwo wątpliwości. Boję się każdego z możliwych rozwiązań. Jednak mimo wszystko wczoraj podpisałam umowę z biurem detektywistycznym. Wiem, że jeśli nic bym nie zrobiła, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła...

Kinga, 27 lat

Czytaj także:
Mężczyzna, który wspiera syna
Adobe Stock, altanaka
Prawdziwe historie
„Kolega z klasy znęcał się nad moim opóźnionym w rozwoju synkiem. Tymek wracał do domu zalany łzami"
„To nie była krótka ani prosta rozmowa. Opowiadałem synkowi tym, co czeka go w przyszłości, o byciu ofiarą i zwycięzcą, o ustalaniu hierarchii w grupie, a także o metodach obrony przed atakiem kogoś silniejszego. Oczywiście żona sprała mi za to głowę, ale cóż. Najważniejsze, że Tymek przestał się bać".

Tymek nie był zwykłym dzieckiem. Urodził się za wcześnie i lekarze ledwie go uratowali. Gdy podrósł był lękliwy, a na dokładkę stwierdzono u niego nadpobudliwość. Dlatego obydwoje tak baliśmy się, co będzie, jak nasz syn pójdzie do szkoły. Sprawa wyszła, gdy na Tymka poskarżyła się przedszkolanka – Przeszkadza w zajęciach – powiedziała. – Czasem ciężko do niego dotrzeć. Można mu kilka razy zwracać uwagę i jak grochem o ścianę. Jakby się zatracał w swoim własnym świecie, gdzie nikt inny nie ma dostępu. To dla mnie kłopot, bo mam pod opieką też inne dzieci, a nie tylko państwa syna – poskarżyła się.   Zaniepokojeni umówiliśmy się na wizytę u specjalisty.   – Nadpobudliwość ruchowa – stwierdziła pani psycholog. – Do tego problemy z koncentracją. Tymon to zdolny chłopiec i jeśli coś go zainteresuje, dokończy zadanie. Pod warunkiem, że nie potrwa to dłużej niż pół godziny.   – Mój Boże, jak on sobie poradzi w szkole? – zmartwiła się moja żona.   – Bez obaw – uspokoiła nas psycholożka. – Poradnia wystawi opinię, dzięki której Tymek pójdzie do pierwszej klasy rok później. Do tej pory na pewno przeprowadzimy dodatkowe konsultacje.   – Co możemy zrobić? – zapytałem.   – Proszę ćwiczyć z nim koncentrację – zaleciła. – Warto też, byście państwo poszukali szkoły z małą liczbą uczniów w klasie oraz udali się do neurologa.   Ulżyło nam, że nie musimy posyłać Tymka do szkoły. A otrzymawszy konkretne wytyczne, przystąpiliśmy do działania. O ile ćwiczenie koncentracji nie do końca nam wychodziło, bo synek niechętnie współpracował, o tyle wizyta u neurologa przyniosła sporo konkretów.   – Co za diabełek w tobie siedzi, Tymek, hm? – zaczął wywiad pan doktor. – Bajek...

Szczęśliwi młodzi rodzice
Adobe Stock, Daisy Daisy
Prawdziwe historie
„Była zamieć i wyłączyli prąd. Myślałem, że gorzej być nie może. Do czasu aż... moja żona zaczęła rodzić"
„Moja żona ma urodzić dziecko w starej chałupie na końcu świata. Serce mi stanęło. Tego nie przewidziałem w najgorszych snach. Niemożliwe! Małgosia musi urodzić w szpitalu. Tylko tam będzie bezpieczna. Ona i nasze dziecko. Nie mówiąc o mnie…".

Najstraszniejszy dzień mojego życia okazał się wspaniałym początkiem naszej rodzinnej historii. Jesteśmy razem. I to jest najważniejsze. Wiedziałem, że Małgosia musi tam pojechać. Bardzo chciałem dziecka, ale  gdybym to ja miał je urodzić, byłbym przerażony – przyznałem szczerze. Chcę pojechać na 2 dni w góry, do babci Agnieszki – powiedziała moja żona, Małgosia.    – Kochanie – zaprotestowałem – poród za dwa tygodnie. Zapomniałaś?   Małgosia skrzywiła się bliska płaczu.   – Właśnie dlatego chcę ją zobaczyć. Boję się..., a tylko ona może mi pomóc. Moja żona ma urodzić dziecko w starej chałupie na końcu świata?! Więcej nie dyskutowałem. Ja też się bałem. Brzuch Małgosi był wielki jak worek z arbuzami. Nie mieściło mi się w głowie, że w środku siedzi człowiek. „Jak zmieni się nasze życie, gdy się stamtąd wydostanie?”. Byłem pełen obaw, ale nie dzieliłem się nimi z żoną. Zgrywałem opanowanego. Wydawało mi się, że na tym polega rola męża.  Wziąłem urlop i pojechaliśmy w Beskid Niski. Małgosia w dzieciństwie spędzała tam każde wakacje. Zawsze mi powtarzała, że babcia Agnieszka jest jak jej druga mama. A nawet lepsza. Ze swoją matką Małgosia wciąż się kłóciła. A z babcią umiały znaleźć wspólny język. Przez całą ciążę Małgosia chciała się z nią zobaczyć.   Ciągle coś stawało na przeszkodzie – a to moja praca, a to jej słabe zdrowie. Bo Małgosia musiała dużo leżeć. Uważałem, że podróż w jej stanie tuż przed porodem to ogromne ryzyko. Ale wiedziałem też, że nie mam innego wyjścia. Muszę ją tam zawieść, jeśli mamy żyć w zgodzie. Śnieg zaczął padać, gdy tylko wyjechaliśmy z miasta Z każdym kilometrem było trudniej. W górach samochód dwa razy zakopał się w puchu. Na szczęście...

Dziewczynka, którą ktoś chce porwać
Adobe Stock, tgordievskaya
Prawdziwe historie
„Chwaliłam się zdjęciami córki w Internecie. Teraz jakiś zboczeniec chciał porwać moje dziecko. Cudem uniknęliśmy tragedii"
„Policjantka rozłożyła przede mną setki zdjęć mojego dziecka. To nie byli zwykli porywacze, tylko... pedofile. Gdy pomyślę, co mogło się stać i jak blisko byliśmy tragedii, wpadam w histerię. Przez nasza bezmyślność prawie straciliśmy córkę".

To chyba normalne, że uważaliśmy naszą córeczkę Agatkę za najpiękniejszą na świecie. Większość rodziców myśli podobnie o swoich pociechach. Czy to coś złego? Samo w sobie nie, ale przekonałam się, że konsekwencje wynikające z takiego podejścia mogą być opłakane.   Gdy urodziłam Agatkę, postanowiliśmy ze Zbyszkiem utrwalać nasze szczęście na fotografiach. Zrobiliśmy naszemu dziecku niezliczoną liczbę zdjęć. Mnogość ujęć, póz, fotki ustawiane, spontaniczne – pełen przekrój tego, jak nasza córcia rośnie z każdym dniem i z każdą chwilą pięknieje, ku radości swoich rodziców.    Rodzina i znajomi patrzyli na nas trochę jak na zwariowaną parę, która rekompensuje sobie jakieś bliżej niesprecyzowane kompleksy czy dokonują projekcji miłości własnej na dziecko (trafiały się takie diagnozy). Tłumaczyliśmy to zazdrością, zwłaszcza gdy takie psychologizowanie serwowały nam moje bezdzietne koleżanki i znajomi Zbyszka, którzy nie zaznali dotąd uroków rodzicielstwa. Ale już mój ojciec pozwalał sobie na prelekcje, wydawać by się mogło, czysto praktyczne.   – Kiedyś było inaczej – marudził. – Na kliszy dwadzieścia cztery albo trzydzieści dwa zdjęcia, więc należało starannie dobierać momenty na fotografowanie. A to cyfrowe cykanie w końcu wam spowszednieje. Kto znajdzie tyle czasu, żeby te wszystkie zdjęcia obejrzeć! Robicie z dziecka maskotkę, modelkę… Spasujcie trochę.   – Ale co jest złego w dziecięcych fotografiach? – pytałam obrażona. – Nie moja wina, że nie miałeś takich możliwości. Ja bym bardzo chętnie pooglądała swoje zdjęcia z różnych okresów dzieciństwa. A jest ich tyle, co kot napłakał. Miałeś tylko jedną kliszę, jak byłam mała?   Wtedy ojciec się obrażał i z tematu zdjęć schodził na kwestie wychowania.   – Wiesz dobrze, że...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj