chciał zrobić ze mnie inkubator
Adobe Stock
Prawdziwe historie

„Chciał zrobić ze mnie inkubator!”

Myślałam, że jestem dla niego najważniejsza, że mu na mnie zależy. Zależało mu tylko na dzieciach. Mnie gotowy był poświęcić i zastąpić, bylebym urodziła mu syna.

Michał i ja to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Nasze uczucie rozwijało się powoli, ale z dnia na dzień stawało się silniejsze i głębsze. W końcu zrozumieliśmy, że nie potrafimy bez siebie żyć. Gdy braliśmy ślub, byłam pewna, że przeżyjemy razem resztę swoich dni, że nie ma takiej siły, która byłaby nas w stanie rozdzielić. Dziś mieszkam u rodziców i zamierzam złożyć pozew o rozwód. 

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Czułam, że jestem dla niego najważniejsza

Wszystko zaczęło się pięć lat temu, gdy okazało się, że spodziewamy się dziecka. Oboje bardzo tego chcieliśmy, więc byliśmy bardzo szczęśliwi. Niestety, wkrótce wyszło na jaw, że jestem chora na cukrzycę. Lekarz ostrzegł, że jeśli nie będę stosować się do zaleceń, przyjmować leków, mogę nie tylko stracić dziecko, ale sama przypłacić ciążę zdrowiem, a nawet życiem. Byłam przerażona, ale postanowiłam podjąć ryzyko. Pragnienie zostania matką było silniejsze niż strach. Ustaliliśmy z ginekologiem, że urodzę przez cesarskie cięcie. Tak miało być bezpieczniej i dla mnie, i dla maluszka.

Przez całą ciążę dbałam o siebie jak chyba nigdy dotąd. Pilnowałam diety, godzin posiłków, regularnie mierzyłam poziom cukru, chodziłam na wizyty kontrolne i modliłam się, żeby wszystko dobrze się skończyło.

Trzeba przyznać, że Michał bardzo mnie wtedy wspierał. Pocieszał, dodawał otuchy, a nawet jadł to samo co ja, żeby mi nie było smutno, że nie mogę sobie pozwolić na smakołyki. W tamtych chwilach byłam przekonana, że mam najwspanialszego męża na świecie.

Najpierw ja, potem dziecko!

Niestety, moje starania nie przyniosły takich efektów, jakich się spodziewałam. Zaczęłam rodzić miesiąc przed terminem.
Gdy Michał wiózł mnie do szpitala, ogarnął mnie potworny lęk. W głowie kołatała mi się tylko jedna myśl: że w czasie porodu dojdzie do powikłań i umrę. Starałam się ją odgonić, ale wracała jak bumerang i to ze zdwojoną siłą. W pewnym momencie lęk był tak wielki, że zaczęłam głośno płakać.

– Co ci jest? Aż tak boli? – zapytał mąż.
– Nie, to nie to… Boję się, że to ostatnie chwile mojego życia – wychlipałam.
– O czym ty mówisz? Uspokój się! Wszystko będzie dobrze… – zaczął mnie pocieszać.
– A jak nie? Musisz mi coś obiecać! Natychmiast! – krzyknęłam w rozpaczy.
– Co?
– Że gdyby coś poszło nie tak, każesz lekarzom ratować najpierw mnie, a potem dziecko! Nie chcę jeszcze umierać! – krzyknęłam.

Spodziewałam się, że obieca bez wahania. Powie, że to oczywiste, że nie mógłby beze mnie żyć. Tymczasem on milczał.
– Dlaczego nic nie mówisz? – zdenerwowałam się wreszcie.
– Bo jestem zaskoczony – odparł.
– Czym?
– Myślałem, że każesz w pierwszej kolejności ratować dziecko.
– Słucham? To ja już się nie liczę?
– Liczysz się, pewnie, że liczysz. Ale…
– Ale co?
– Nic, nic. Nie ma o czym mówić! I skończmy już tę dyskusję. Wszystko dobrze się skończy – uciął, parkując przed szpitalem.

Na szczęście Gabrysia urodziła się zdrowa

Gdy godzinę później wieziono mnie na salę operacyjną, ciągle miałam przed oczami zdziwioną minę Michała, a w uszach brzmiały mi słowa: „Myślałem, że każesz w pierwszej kolejności ratować dziecko”. Nie byłam pewna, czy spełni moją prośbę.

Urodziłam na szczęście bez większych komplikacji. Córeczkę, Gabrysię. Gdy miesiąc później odbieraliśmy ją ze szpitala, była już zupełnie zdrowa. Niestety, ja nie czułam się najlepiej. Cukrzyca nie ustąpiła, miałam kłopoty z nerkami, pogorszył mi się wzrok. Mimo to nie żałowałam swojej decyzji. Cieszyłam się, że jestem matką. Moją radość burzyło tylko wspomnienie tamtej rozmowy z mężem w drodze do szpitala. Nieraz kusiło mnie, żeby wrócić do tematu, bo przecież nie dowiedziałam się, czy kazałby ratować w pierwszej kolejności mnie, ale rezygnowałam. Kochałam go i wolałam myśleć, że jestem dla niego najważniejsza.

Drugie dziecko może pani przypłacić życiem

Gdy Gabrysia skończyła dwa lata, mąż zaczął namawiać mnie na drugie dziecko. Ciągle chorowałam na cukrzycę i nerki, więc odmawiałam, lecz on naciskał coraz mocniej. Córeczka była jego ukochaną księżniczką, ale marzył o synu. Wieczorami opowiadał, jak to będzie go w przyszłości zabierał na mecze, na ryby. Zależało mi na jego szczęściu, chciałam spełnić jego marzenie, więc rozpoczęłam wędrówki po lekarzach. Zamierzałam się dowiedzieć, jak kolejna ciąża i poród odbiją się na moim zdrowiu.

Specjaliści nie mieli dla mnie dobrych wiadomości. Każdy z nich twierdził, że oczywiście mogę starać się o dziecko, ale raczej nie powinnam. Bo istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że mój stan zdrowia bardzo się pogorszy. Jeden z lekarzy powiedział nawet bez ogródek, że mogę przypłacić to życiem. 

W razie czego, pomoże mi mama

Po ostatniej konsultacji opowiedziałam o wszystkim Michałowi. Byłam pewna, że gdy usłyszy, co mi grozi, przytuli mnie czule i powie, że córeczka mu wystarczy, że moje dobro jest najważniejsze. Tymczasem on zamyślił się na dłuższą chwilę.

– Te twoje kłopoty zdrowotne… to tylko przypuszczenia, nie taka stuprocentowa pewność? – zapytał.
– No nie… Szansa na szczęśliwe zakończenie jest, ale bardzo niewielka – wykrztusiłam zaskoczona, bo nie tego się spodziewałam.
– To może jednak zaryzykujesz? Raz się udało, to i drugi się uda! Ci lekarze często przesadzają – machnął ręką, a ja poczułam, jak ogarnia mnie wściekłość.
– Człowieku, czy ty rozumiesz, co do ciebie mówię? Mogę stracić zdrowie, a nawet umrzeć! Zostaniesz z dziećmi sam?! Nie poradzisz sobie! – wrzasnęłam
– Poradzę sobie, poradzę. Umiem opiekować się maluchami. A zresztą, nie będę sam. W razie czego mama mi pomoże! Nie musisz się więc martwić – odparował. Zapowietrzyło mnie. Na amen.

Nie jestem dobrą matką?!?

Przez dłuższą chwilę nie mogłam wydusić z siebie słowa.
– Możesz powtórzyć? Bo chyba się przesłyszałam – odezwałam się wreszcie.
– O rany, o co ci chodzi? Przecież to tylko teoretyczne rozważania. Takie na wszelki wypadek. W rzeczywistości wszystko będzie dobrze. I skończ już ten temat, bo robi się nieprzyjemnie.
– Skończę, jak wszystko sobie wyjaśnimy. A więc uważasz, że powinnam zajść w ciążę, mimo że grozi mi nawet śmierć?
– Ja tam nie wiem, bo nie znam się na kobiecej psychologii. Ale moja mama stwierdziła, że tak. Bo dawanie nowego życia to powinność i największe szczęście kobiety, że tego się od was oczekuje.
– No proszę, to nawet już z mamą o tym rozmawiałeś?
– A rozmawiałem. Opowiedziałem jej, co mi kazałaś obiecać tuż przed narodzinami Gabrysi. Była oburzona! Chciała ci nawet zrobić awanturę, ale ją powstrzymałem. Nie chciałem, żeby ci było przykro.
– Oburzona? A czym?
– A tym, że w razie komplikacji kazałaś ratować najpierw siebie, a potem nasze dziecko. Zdaniem mamy to egoizm. Każda prawdziwa matka stawia dziecko na pierwszym miejscu i jest skłonna poświęcić własne życie, by ono mogło żyć!
– Czyli ja nie jestem prawdziwą matką dla naszej córki?
– W sumie jesteś, ale… Dbasz o nią, kochasz… Ale gdyby wszystkie kobiety tak się o siebie bały jak ty, to w ogóle dzieci na świecie by nie było! Powinnaś się nad tym poważnie zastanowić.
– Zastanowię się, dzisiejszej nocy się zastanowię – wycedziłam.
Poszłam do pokoju Gabrysi i zamknęłam się w nim na klucz. Nie miałam ochoty dłużej rozmawiać z mężem, nie miałam ochoty nawet go oglądać. W tamtej chwili chciałam mu napluć w twarz.

Wszystko, co do niego czułam, ulotniło się

Do rana nie zmrużyłam oka nawet na sekundę. Myślałam o tym, co usłyszałam od Michała. Im dłużej to trwało, tym coraz większe rozczarowanie i żal czułam. Z przeraźliwą jasnością dotarło do mnie, że mój mąż nie jest tak cudownym mężczyzną, za jakiego go uważałam, że nie jestem dla niego ukochaną kobietą, tylko inkubatorem, w którym ma żyć do narodzin jego wymarzonego sya. A ja? Ja mogę nawet umrzeć, bo z powodzeniem zastąpi mnie teściowa! 

To było tak przykre, tak bolesne, że aż się rozpłakałam. Gdy jednak łzy obeschły, zrodziły się potworna wściekłość i bunt. O świcie wiedziałam jedno: że nie chcę żyć z tym człowiekiem pod jednym dachem sekundy dłużej. Miłość, szacunek, oddanie, którymi go obdarzałam, rozpłynęły się jak sen.

Następnego dnia Michał jak zwykle wyszedł do pracy. Gdy usłyszałam odgłos zamykanych drzwi, szybciutko nakarmiłam Gabrysię, spakowałam do toreb nasze najpotrzebniejsze rzeczy, wsiadłam w samochód i pojechałam do rodziców. Wychodząc, zostawiłam na stole w kuchni list: „Michał, tak jak prosiłeś, zastanowiłam się nad tym, co powiedziałeś. I doszłam do wniosku, że nie możemy być dłużej razem. Nie wyobrażam sobie dalszego życia z kimś, kto wbrew mojej woli chce zrobić ze mnie inkubator. Ma za nic mój lęk, moje obawy, zdrowie i życie. Może na świecie rzeczywiście są kobiety zdolne do wielkich poświęceń w imię miłości do dopiero planowanego czy jeszcze nienarodzonego dziecka. I chwała im za to. Ja do nich nie należę. Jestem człowiekiem, który myśli i czuje. Mam prawo żyć w zdrowiu, patrzeć, jak rośnie moja córka. Cieszyć się macierzyństwem tu, na tym świecie, a nie z zaświatów. I nie obchodzi mnie, co myślą o tym wszyscy i czego ode mnie oczekują. Prawdę mówiąc, mam to gdzieś!”.

Nie liczyłam na to, że ten list wstrząśnie moim mężem. Nie chciałam po prostu odejść bez słowa.

Ładne mi nieporozumienie!

Od tamtego dnia minął rok. Ciągle mieszkam u rodziców i to się raczej nie zmieni. Na szczęście oboje stoją za mną murem, wspierają, jak umieją. Będę im za to wdzięczna do końca życia. Zamiast o pojednaniu z Michałem, coraz poważniej myślę o rozwodzie. Nie potrafię zapomnieć, wybaczyć tego, jak mnie potraktował. Może gdyby przeprosił, zrozumiał, jaki sprawił mi ból. Może wtedy bym się jeszcze zastanowiła. Ale nie. Przez ten czas kilka razy z nim rozmawiałam, bo regularnie przyjeżdżał zobaczyć się z Gabrysią. I za każdym razem te rozmowy kończyły się niczym. 

Mąż ciągle nie rozumie, o co mi chodzi. A jak po raz enty mu tłumaczę, denerwuje się, obraża, krzyczy. Twierdzi, że przesadzam, że robię z igły widły, że jedno małe nieporozumienie nie może przekreślić szczęśliwych lat wspólnego życia, że nasza córeczka potrzebuje obojga rodziców.

Ciekawe, jak by się czuł, gdyby to od niego ktoś wymagał takiego poświęcenia! Gdybym to ja mu powiedziała, że jego życie się nie liczy. I że w razie gdyby coś poszło nie tak, zastąpi go mój ojciec. Któregoś razu nawet go o to zapytałam. Wiecie co odpowiedział? Że jest mężczyzną, nie może zajść w ciążę, i takie dylematy go nie dotyczą.

Ja nie będę się tak poświęcać

Wiele kobiet oburzy to, co napisałam. Powiedzą, że teściowa i Michał mają rację, że jestem bezduszną egoistką, że kobieta powinna się poświęcić dla rodziny, stawiać siebie na ostatnim miejscu. Bo tak było od zawsze, bo taki jest porządek świata. Nie dziwię się, bo tak nas wychowano. I jeśli któraś chce się poświęcać, proszę bardzo. Wolny wybór. Ale niech nikt nie ocenia tych kobiet, które uważają inaczej. Dla własnego dobra warto pomyśleć: „Czy moje poświęcenie wynika z prawdziwej potrzeby serca, czy chęci zadowolenia innych?”. Ja w każdym razie mam tych innych gdzieś. Tak było, gdy pisałam list do Michała, i tak jest teraz…

Iwona

Przeczytaj:

czuję się jak najgorsza matka
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Moje dziecko chodzi do państwowego przedszkola i jeździ na wakacje tylko raz w roku. Czuję się jak najgorsza matka!”
Nie mogę zapewnić mojej córce wyjazdów na narty co roku, prywatnej szkoły i lekcji tenisa. Ale kiedy patrzę na jej kuzynki, zawsze w najmodniejszych ciuchach, jest mi tak strasznie przykro. A na ostatniej rodzinnej imprezie chciałam się ze wstydu schować pod stołem!

Z mężem żyjemy skromnie, ale szczerze – niczego nam nie brakuje. Nigdy nie potrzebowaliśmy zbytków, wystarczały nam wakacje nad polskim morzem i ciuchy z second-handów. Dzięki oszczędnościom wyremontowaliśmy mieszkanie i mamy całkiem sporo pieniędzy na tzw. czarną godzinę. Do tego dobrze zabezpieczyliśmy przyszłość naszej jedynej córeczki. Byłam z tego taka dumna, ale moja rodzina skutecznie zniszczyła we mnie to uczucie. Nie zarabiam kokosów, ale czy jestem złą matką? Nie zarabiam mało – 3 tysiące w małym mieście to jest coś. Mój Janek dostaje niewiele mniej. Zawsze mogliśmy sobie pozwolić na najpotrzebniejsze rzeczy, i wcale nie biedowaliśmy, jak uważa moja mama. Odziedziczyłam mieszkanie po babci, więc mieliśmy dobry start. No ale w mojej rodzinie trzeba mieć grubą skórę – porównywanie i presja, by móc pochwalić się jakimś dalekim ciotkom sukcesami dzieci, są nie do zniesienia. Moja matka w tym przoduje. A ma z kim mnie porównywać, bo mój brat, Marcin, wyjechał do stolicy i jest menadżerem w międzynarodowej korporacji. Dwie kuzynki za to jeżdżą po świecie, uczą się i rozwijają talenty. Jak my przy nich wyglądamy? Skromna bibliotekarka i kierowca autobusu... Postanowiliśmy jednak z Jankiem nie dać się i po prostu robić swoje. Tak, żebyśmy my byli szczęśliwi, a nie nasze matki i ciotki. Kiedy urodziła się Marysia, wszystko się skomplikowało. Nie chcieliśmy jej zalewać niepotrzebnymi zabawkami i posyłać od niemowlaka na zajęcia rozwojowe, które kosztują masę kasy, a niewiele wnoszą. Moja mama zaczęła wytykać mi to na każdym kroku. – Marcinek trzy razy w tygodniu jeździ ze Stasiem na zajęcia muzyczne. A wy co? Zmarnujecie to wasze biedne dziecko – wzdychała, a we mnie wszystko się gotowało. Nie miałam nawet ochoty wchodzić z nią w dyskusję. I tak byłam na przegranej pozycji. Żyliśmy zwyczajnie,...

teściowa obcięła mojej córce włosy
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Teściowa obcięła mojej córce włosy BEZ MOJEJ ZGODY. Zrobiła to nożyczkami kuchennymi!”
Moja relacja z teściową nie należy do tych najłatwiejszych. Obie jesteśmy uparte, w dodatku ona myśli, że pozjadała wszystkie rozumy, a z racji wieku i doświadczenia – jest wręcz nieomylna. Często dochodziło między nami do sprzeczek, które po narodzinach mojej córki Nikoli tylko przybrały na sile.

Mąż woli siedzieć cicho i nie opowiadać się po żadnej ze stron, a już na pewno nie ma odwagi, by sprzeciwić się swojej mamie. A ta kobieta jest tyranem, wszystko musi być tak, jak ona sobie to zaplanuje. W ogóle nie liczy się ze zdaniem innych, nie wspominając już o uczuciach. Niestety, tak było i tym razem, jednak teraz moja cierpliwość się skończyła.  Wyjazd teściów z wnuczką nad morze Teściowie wpadli na pomysł, że zabiorą naszą córkę na tydzień nad morze. Byłam zachwycona! Wreszcie odpocznę od dziecka, ale przede wszystkim od tego okropnego babsztyla. Używam tak niemiłych słów, opisując moją teściową, bo po prostu nie mam już do tej kobiety siły! Teściowie pojechali z Nikolą do Gdańska. Przez cały tydzień wszystko było w porządku. Teściowa codziennie do mnie dzwoniła, żeby zdać raport z całego dnia (żebym była pewna, że nie dzieje się nic złego). Nikola była szczęśliwa, że może pluskać się w morzu, chodzić na spacery z dziadkami. Teściowie oczywiście rozpieszczali ją przez cały ten czas, ale nawet nie miałam im tego za złe – w końcu to wakacje! Nie wiedziałam jednak, że całość będzie mieć tak zły finał. Przykra niespodzianka Nadszedł dzień powrotu całej gromadki do domu. Upiekłam ciasto z truskawkami, ugotowałam pyszny obiad – chciałam, by było naprawdę miło. Gdy teściowie razem z moją córką weszli do domu, oniemiałam. Nikola, która wcześniej miała włosy do pasa, teraz była ścięta „na boba”. Teściowa obcięła mojej córce włosy! W dodatku przyznała się, że zrobiła to nożyczkami kuchennymi. Co było zresztą doskonale widać po nierównościach. Dziecko miało teraz typowe „schodki” na włosach. Koszmar! Chciało mi się płakać. Od razu się domyśliłam, dlaczego to zrobiła. Już przed wyjazdem namawiała mnie, żeby skrócić Nikoli włosy. Nie chciałam się na to zgodzić, tak długo...

rodzina w łóżku
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Córka wciąż śpi w naszym łóżku, a mój mąż jej na to pozwala. Mnie brakuje intymności!”
Jeszcze w ciąży wiedziałam, że chcę wychowywać moją córeczkę w nurcie rodzicielstwa bliskości – żeby od maleńkości czuła, że jest chciana, kochana, bezpieczna. Agatka ma teraz 4 lata. Kocham ją nad życie, ale w tym całym macierzyństwie czuję, że straciłam… męża.

Od narodzin Agatka spała z nami w sypialni. Gdy była bardzo malutka, kładliśmy ją w łóżeczku dostawionym do naszego łóżka – dzięki temu nocne karmienie było o wiele łatwiejsze, a ja wiedziałam, że jeśli będzie czegoś potrzebować, ja będę tuż obok. Gdy skończyła roczek, coraz częściej spała z nami w łóżku. Cieszyłam się, że daję mojemu dziecku to, co najlepsze. Mój mąż też tak myślał – w ogień by za małą skoczył. Teraz czuję, że w tej całej trosce o dziecko zgubiliśmy tę iskrę, która była na początku naszego związku. Kilka miesięcy temu, po czwartych urodzinach Agatki, uznałam, że już czas, by mała zaczęła spać w swoim łóżku. Ma swój pokoik, piękne łóżeczko – sama była z nami na zakupach i je wybrała – więc zaczęłam ją przyzwyczajać do tego, że niedługo to tam będzie spędzać noce… Myślałam, że iskra znów się pojawi Mamy całą wieczorną rutynę – najpierw kolacja, potem kąpiel, później wspólne czytanie bajek i przytulanki. Nie sądziłam, że przeniesienie tej rutyny do pokoju Agatki będzie takim wyzwaniem. Pierwszej nocy Agatka była podekscytowana, że jest na tyle duża, że może spać w swoim pokoju. Wiedziała, że jeśli coś złego jej się przyśni – zawsze może do nas przyjść. I rzeczywiście, nad ranem weszła do nas pod kołdrę, przytuliła się i było tak jak zawsze…   Drugiej nocy już nie chciała sama zasypiać. Prosiła, żebym z nią została, dopóki nie zaśnie. Zostałam – gładziłam ją po policzku, czytałam bajkę, dopóki nie zasnęła… Nie zdążyliśmy jeszcze z Pawłem położyć się do łóżka, a ona już na nas czekała z misiem pod pachą. Nie chciała spać sama. Przez kilka kolejnych nocy spała z nami. Choć przy niej tego nie pokazuję, ja już naprawdę chciałabym, żeby zaczęła spać sama. Brakuje mi mojego męża, bliskości. Spontanicznego...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj