omal nie zabiłam córki
Adobe Stock
Prawdziwe historie

„Chciałam dla córki jak najlepiej, a omal jej nie zabiłam!”

Jestem samotną matką, muszę więc podejmować decyzje za dwoje. I odpowiedzialność ponosić za dwoje – matkę i ojca. To trudniejsze niż mi się wydawało.

Zanim jeszcze odezwała się moja komórka, ja już wiedziałam, że coś się stało. Odebrawszy, zapytałam tylko:
– Coś z Martynką?
– Kaszle tak okropnie, jakby szczekała! – wyjąkała Diana, młoda opiekunka, którą zatrudniałam, żeby mała nie musiała chodzić do przedszkola, tej wylęgarni chorób. – Dałam jej syrop, ale go zwymiotowała. Ma wysoką gorączkę i chyba coraz ciężej oddycha… – szeptała dziewczyna wyraźnie przestraszona.
– Chyba? – zdenerwowałam się. – Dziewczyno, skup się!
– Na pewno – wzięła się w garść Diana. – Wezwałam pogotowie. Na wszelki wypadek.
– Co?! – poczułam, jak oblewa mnie fala gorącej złości, a potem lodowatego przerażenia.

Już widziałam, jak faszerują moje dziecko antybiotykami i innymi środkami „na wszelki wypadek”. Robiłam, co mogłam, żeby trzymać córkę z dala od skutków zachłanności firm farmaceutycznych, wybierając medycynę naturalną.

Szczepienia zalecane [Wirtualne Warsztaty]

Czułam się jak sierota

I Martynka rosła zdrowo! Na przekór czarnym wizjom mojej przemądrzałej matki. Odkąd urodziłam córkę, straszyła mnie, że jej szkodzę, że prowokuję los. Nawet się nie dziwię, że tak mówiła. Jako dentystka należała do jednej lekarskiej bandy z pediatrą i lekarzem rodzinnym, z którymi prowadziłam nieustanne boje ideologiczne.

Moja światła, wyemancypowana matka nigdy nie miała dla mnie czasu: praca i rozwój kliniki były dla niej ważniejsze. Wciąż tułałam się więc po przedszkolach, świetlicach i zajęciach dodatkowych. Czasami czułam się jak sierota, jakbym wcale nie miała matki… A teraz ona śmie mnie pouczać, jak powinnam wychować własne dziecko!

Dlatego ograniczyłam nasze kontakty do minimum. Oczywiście to też mi miała za złe, twierdząc, że separuję ją od wnuczki ze szkodą dla nich obu. Bo się kochają, tęsknią za sobą i tak dalej. Nagle się w niej instynkt macierzyńsko-babciny obudził! Szkoda że teraz, nie wcześniej; może ja też bym na tym skorzystała.

Martynka ma tylko mnie

Nagle poczułam, jak moja złość opada, przykryta strachem. A jeżeli to naprawdę coś poważnego? Diana nie jest histeryczką, między innymi dlatego ją wybrałam. Coś mówiła. Skupiłam się…
– Przepraszam, ale tak się bałam… Może spanikowałam, ale gdyby coś się małej stało, nigdy bym sobie nie wybaczyła. Są! – krzyknęła nagle.
– Co?! – moje serce stanęło, a potem ruszyło z kopyta; nogi i ręce zaczęły mi dygotać.
– Przyjechali. I dzięki Bogu, bo Martynka oddycha coraz ciężej, już nie może mówić…
Dochodziły do mnie odległe, przytłumione odgłosy krzątaniny, jakieś polecenia, potem trzask drzwi, wreszcie sygnał karetki.
– Proszę jechać do szpitala, lekarz mówił, że do dziecięcego!

Diana coś jeszcze mówiła, przekazywała informacje, które docierały do mnie jak przez mgłę. W końcu rozłączyła się, a ja przez chwilę trwałam w bezruchu.
Byłam jak sparaliżowana. Lęk o córkę odbierał mi siły. Jednak nie mogłam sobie pozwolić na słabość. Byłam samotną matką. To mnie określało. Martynka miała tylko mnie i byłam jej potrzebna. Teraz, zaraz! W biegu rzuciłam do koleżanki:
– Muszę wyjść, małą zabrali do szpitala. Wyjaśnij szefowi.

Przecież ja na nic nie wyraziłam zgody!

W izbie przyjęć poinformowano mnie, że moja córka trafiła do sali zabiegowej, a mnie przedłożono formularze zgody na leczenie oraz wykonanie zabiegów tracheotomii oraz bronchoskopii.
– Potem dziecko trafi na oddział zakaźny – usłyszałam.
– Ale czemu zakaźny?! I gdzie w tej chwili jest moja córka?
– W sali zabiegowej.
Wiedziałam, że tak będzie, że zaczną moje dziecko ciąć i faszerować nie wiadomo czym…!
– Jak to? Bez mojej zgody?
– Proszę porozmawiać z lekarzem… O, pani doktor! – zawołała kobieta z rejestracji. – To mama tej dziewczynki, co się dusiła. Nie chce podpisać zgody!

Odwróciłam się jak fryga w stronę młodej, ładnej, choć wyraźnie zmęczonej kobiety.
– Chcę wiedzieć, co robicie mojemu dziecku, i czy to konieczne – wyjaśniłam nieco napastliwym tonem. – A wy mi każecie podpisywać wsteczną zgodę na coś, co już i tak robicie!
– Stan zagrożenia życia, dziecko się dusi, krtań jest obrzmiała, drogi oddechowe niedrożne. Będziemy dalej dyskutować czy udało mi się panią przekonać, że ratujemy pani córkę? – odparła lekarka monotonnym tonem, który zrobił na mnie większe wrażenie, niż gdyby krzyczała.

Groźna moda unikania szczepień

– Ale… Ale co jej jest? – dopytywałam, drepcząc za lekarką.
Boże, jaka ta kobieta jest rzeczowa, oschła.
– Podejrzewam krup. Błonicę krtani inaczej. Ale dla uzyskania absolutnej pewności konieczne są badania wirusologiczne. Już je zleciłam. Niestety, to trochę potrwa. Panią poproszę o dostarczenie książeczki szczepień. Może któreś ze szczepień DPT zostało pominięte albo to jednak coś innego. Chyba że… – zastanowiła się i spojrzała na mnie przenikliwie – uległa pani tej nowej groźnej modzie unikania obowiązkowych szczepień.

Zarumieniłam się. Choć w sercu nie czułam się winna. Fakt, nie szczepiłam Martynki rozmyślnie, ale wyłącznie dla jej dobra.
– Pani doktor, proszę tak nie patrzeć. Przecież mnie najbardziej zależy na zdrowiu córki. Właśnie dlatego jej nie szczepię. Nie chcę narażać jej na zbędne, a niebezpieczne komplikacje. Czytałam książki na ten temat, artykuły, dyskusje na różnych portalach. I wszędzie tam przewija się zdanie, że szczepienia mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Ot, choćby autyzm…
– Nie ma żadnych naukowych dowodów, że szczepienia wywołują autyzm u dzieci – weszła mi w słowo lekarka.
Wtedy ja przypomniałam jej o licznych przypadkach narkolepsji w Norwegii. Na apel władz ludzie masowo szczepili się tam na świńską grypę i w efekcie zafundowali sobie coś o wiele groźniejszego, czego wyleczyć się nie da.
– Nikt nas nie ostrzega o realnej możliwości powikłań, nikt ich nie odnotowuje, żeby nie straszyć społeczeństwa – mówiłam. – Prawda wygląda tak, że większości chorób niegdyś dziesiątkujących ludzkość już nie ma, a te, na które każą nam szczepić dzieci, można dziś łatwo wyleczyć. A taka na przykład szczepionka na gruźlicę wcale nie chroni przed zachorowaniem. Nie wolno nikogo uszczęśliwiać na siłę, powinniśmy mieć wybór!

Pani córka wyboru nie miała

– Racja, szczepionka nie zapewnia ochrony przed płucną postacią gruźlicy, jednak daje ochronę przed najgroźniejszymi postaciami tej choroby bezpośrednio zagrażającymi życiu – odparła lekarka. – Wybór? Pani córeczka go nie miała. Zdecydowała pani za nią i pomówmy o skutkach tej decyzji, a nie o hipotetycznych zagrożeniach wynikających ze szczepień.
Większość dawnych plag obecnie nie występuje, przynajmniej u nas, właśnie dzięki szczepieniom. Ale przy takim podejściu rodziców zaczną wracać. Powołuje się pani na argumenty z książek i portali. Jednak fakty są takie, że nie zaszczepiła pani córki na błonicę i mała przypuszczalnie na to zachorowała. Przywieziono ją do nas niemal w ostatniej chwili, mogła umrzeć. Błonica jest chorobą śmiertelną. I pani córka mogła umrzeć – powtórzyła tym strasznym, wypranym z emocji tonem, który nicował moją duszę i sumienie.
– Wyleczymy ją, ale nie mogę zagwarantować, że nie pojawią się komplikacje. Choćby po tracheotomii. Czy piszą o tym na portalach? O powikłaniach na skutek zapadnięcia na choroby, których niby nie ma? Szczepienia niosą ryzyko, tylko czy większe i poważniejsze niż skutki chorób, przed którymi mają nas chronić? Jak pani myśli?

– Ale… – urwałam, bo nagle zabrakło mi słów.

Moja córeczka mogła umrzeć. Przeze mnie. Bo miałam swoją wizję, swoją koncepcję, bo nie chciałam słuchać argumentów drugiej strony, choćby mojej mamy. Boże, ale będzie triumfować, gdy się dowie! I jakie będzie mieć znaczenie, że przecież się starałam postępować właściwie, rozważnie? Zrobiłam tak, jak uważałam za słuszne, w zgodzie ze swoim sumieniem. I pomyliłam się, a za mój błąd zapłaciła Martynka, moja mała, pięcioletnia córeczka. Poczułam się taka bezradna i taka do niczego… Łza spłynęła mi policzku.

Nie oceniała mnie, nie próbowała osądzać

Matki mają wbudowany jakiś radar. U samotnych matek ten radar jest bardziej czuły. Nim zdążyłam się porządnie rozpłakać, odezwała się komórka. Zerknęłam na wyświetlacz. Mama. Czasem zapominałam, że ona też wychowywała mnie sama. Oskarżałam ją o wiele, miałam mnóstwo pretensji za zmarnowane, moim zdaniem, dzieciństwo. Nigdy nie spróbowałam spojrzeć na sprawy jej oczami, nawet kiedy ja też zostałam sama z dzieckiem. 

Dopiero teraz w pełni dotarło do mnie, że moja mama również musiała samodzielnie podejmować decyzje i sama za nie odpowiadać. Nie miała z kim się podzielić odpowiedzialnością i obowiązkami. I zapewne też starała się postępować właściwie. A jeśli się myliła, kto ją rozliczał z błędów? Bezlitosny sędzia – własna córka, która nie dostrzegała żadnych okoliczności łagodzących…

Odebrałam połączenie.
– Mamo…
– Co się stało? Masz dziwny głos. Coś z Martynką?
– Tak, jest w szpitalu. Musieli jej zrobić tracheotomię, bo by się udusiła. Podejrzewają krup, błonicę krtani, bo… bo jej nie zaszczepiłam… – wyznałam jej prawdę i czekałam na wyrok.
Na chwilę zapadła cisza, a potem usłyszałam:
– Już jadę. Trzymaj się, córcia. Kocham cię.

Alicja

Przeczytaj też:

przemoc w szkole
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Moje dziecko wracało ze szkoły pobite. Nie mogłam tego tak zostawić!”
Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić wszystko, żeby mój syn był bezpieczny w szkole… Wiedziałam, że nie będzie to łatwe, ale się udało!

Razem z mężem przyglądaliśmy się naszemu synkowi ubranemu w białą koszulę i granatowe spodnie. Był bardzo przejęty pierwszym dniem w szkole. Powiedzieliśmy mu, że w szkole dowie się wielu ciekawych rzeczy i pozna nowych kolegów. Z rozpoczęcia roku szkolnego wrócił uśmiechnięty i zadowolony. Ale już drugiego dnia wyszedł ze szkoły smutny i z opuszczoną głową. To tylko dzieci – Synku, co się stało? – zapytałam. – Spotkała cię jakaś przykrość? – Nic się nie stało, mamo – odpowiedział cicho i milczał całą drogę do domu. Wieczorem przy kąpieli zauważyłam siniaki na ciele Mateuszka. – Kto ci to zrobił, kochanie? – próbowałam się dowiedzieć, ale mój syn uparcie milczał. Byłam zdziwiona i bardzo zaniepokojona. Mieliśmy do siebie zaufanie, Mateusz zawsze mówił mi o wszystkim. Kiedy mąż dotarł domu, opowiedziałam mu, co się stało. – To są tylko dzieci – zbagatelizował problem. – Za parę dni wszystko się uspokoi, zobaczysz. „Może faktycznie robię z igły widły” – pomyślałam. Jednak następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Syn znowu był smutny, a przy kąpieli zobaczyłam nowego siniaka. „Tego już za wiele!” – pomyślałam. Pewnie się przewrócił Przed lekcjami poszłam do wychowawczyni syna i opowiedziałam o swoich podejrzeniach. Poprosiłam, aby zwróciła uwagę, kto krzywdzi Mateusza. – Kiedy dzieci znajdują się w nowej grupie, czasem zdarzają się jakieś poszturchiwania, ale zazwyczaj po kilku dniach przepychanek jest spokój. Postaram się mieć oko na pani syna – powiedziała. Trochę uspokojona wróciłam do domu. Jednak po kilku godzinach okazało się, że moja interwencja nic nie dała. Mały znów miał nowe siniaki. Ponownie pojawiłam się w szkole. Dowiedziałam się, że na przerwach pilnują dzieci dyżurni...

dmuchańce porwał wiatr
Adobe Stock/YouTube
Aktualności
Przerażający film – wiatr porwał dmuchańce
Dmuchańce, które tak uwielbiają dzieci, mogą stać się dla nich śmiertelnie niebezpieczne. To naprawdę realne zagrożenie, zwłaszcza przy tak gwałtownych zmianach pogody, jakie teraz się zdarzają. Zobacz film nagrany przez jednego z rodziców na letnim festynie.

W ostatnią sobotę na Białorusi świętowano Noc Kupały. Z tej okazji w mieście Aleksandria zorganizowano dla dzieci festyn. Znalazły się na nim trampoliny i dmuchane zabawki dla najmłodszych . Gdy bawiła się tam ponad setka osób, nagle zerwał się silny wiatr i uniósł zabawki wraz z dziećmi . Na szczęście nikt nie zginął, ale siedem osób doznało obrażeń. Gdy rodzice zobaczyli unoszące się w powietrzu olbrzymie dmuchane trampoliny, zaczęli biec, aby ratować swoje dzieci. Siedem osób musiało trafić do szpitala, na szczęście ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. W śród poszkodowanych jest czworo dzieci i troje dorosłych. Dzieci płakały, rodzice byli przerażeni Jak opowiedzieli portalowi Zerkalo świadkowie zdarzenia, wiatr pojawił się dosłownie znikąd, a wszystko wydarzyło się w jednej chwili. Najpierw poszybowała jedna zabawka, za chwilę uniosła się druga. Choć na filmie cała sytuacja nie wygląda aż tak groźnie, to i dzieci, i rodzice przeżyli chwile prawdziwej grozy – dzieciaki płakały, rodzice w popłochu biegali, szukając swoich pociech. Na pomoc ruszyli żołnierze, którzy znajdowali się na miejscu. Po rannych przyjechały karetki. Kluczowe momenty całego zdarzenia widać na poniższym filmie: Przyczyną wypadku było prawdopodobnie nienależyte zabezpieczenie dmuchańców. Okoliczności zdarzenia badają miejscowe służby. Sprawdź także: Woda po kostki i dmuchane kółko? To może nie wystarczyć, aby dziecko było bezpieczne Zasady bezpiecznych wakacji z dzieckiem nad wodą Tragiczny wypadek i został trójka sierot. Można im pomóc!

„Z moim facetem łączy mnie już tylko dziecko. Nie kocham, ale nie potrafię go zostawić”
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Z moim facetem łączy mnie już tylko dziecko. Nie kocham, ale nie potrafię go zostawić”
Nie chę, żeby moje dziecko wychowywało się bez ojca, więc tkwię w tym chorym układzie. Mam wrażenie, że mąż przyzwyczaił się do tego, jak jest między nami. Nic nie mówi, nie narzeka. Może ma kogoś na boku?

Jeszcze pamiętam, jak bardzo byliśmy zakochani. Byliśmy już dobrze po trzydziestce, kiedy się poznaliśmy, a zachowywaliśmy się jak naiwni nastolatkowie. Nie mogliśmy się sobą nasycić. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem i wciąż nam było mało. Co prawda ucierpiały na tym inne nasze relacje (część przyjaciółek nie mogła mi wybaczyć, że przeszły na drugi plan), ale czego nie robi się dla wymarzonego partnera? Naprawdę było jak w bajce. Nie mieszkaliśmy razem, ale widywaliśmy się codziennie. Chodziliśmy do świetnych restauracji i na długie spacery, podczas których trzymaliśmy się za ręce. Za dnia, kiedy każde z nas było w swojej pracy, snuliśmy wspólne plany, a wieczorami patrzyliśmy w gwiazdy (nie żartuję, tak właśnie było). Robert wciąż mnie komplementował. Mówił mi, że jestem tą jedyną. Że ma ogromne szczęście, bo w końcu spotkał właściwą kobietę. Zaręczyny, ślub i... proza życia Finał tej historii mógł być tylko jeden. Na wspólnych wakacjach we Włoszech Robert poprosił mnie o rękę. Oczywiście powiedziałam „tak”, nie mogłam być szczęśliwsza. Dzień naszego ślubu (zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach) był idealny. Goście rozpływali się nam nami. Życząc nam wszystkiego najlepszego, wszyscy powtarzali, że dawno nie widzieli tak zgranej pary. Czy mogło być lepiej? Tuż po powrocie z podróżny poślubnej wprowadziliśmy się do naszego wspólnego mieszkania (to prezent od rodziców, mieliśmy ogromne szczęście, że nie musieliśmy się tym martwić). I wtedy się zaczęło. Zniknął romantyzm, pojawiła się proza życia. Mnie przeszkadzała jego bielizna, niedbale rozrzucona po mieszkaniu, i fakt, że nigdy po sobie nie zmywał. On denerwował się, że kupuję za dużo ciuchów i nie mamy już gdzie ich trzymać. To tak naprawdę drobnostki, które z czasem powodowały w naszym domu wielkie awantury. Zawsze było tak samo....

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj