Dziewczynka z chomikiem
Adobe Stock, New Africa
Prawdziwe historie

„Córka jest wrażliwa, więc gdy jej chomik umierał, podmienialiśmy go na nowego. To błąd, ale nie chcemy złamać jej serca”

„Renatka to bardzo wrażliwe dziecko. Na widok nieżyjącego ptaka, wybuchła płaczem i nie przestawała przez tydzień. Nie chce myśleć, co by było, gdyby, wiedziała o naszych przekrętach”.
Weszłam do ulubionego sklepu zoologicznego po karmę dla rybek. Od progu poczułam specyficzny zapach, charakterystyczny dla takich sklepów. Mieszanka karmy, ziół, siana, trocin. Zawsze miło mi się to kojarzyło.
 
Zanim podeszłam do lady, poprzyglądałam się zwierzakom w terrariach. Wesoło baraszkujące koszatniczki, śpiące pokotem myszki, świnka morska z noskiem przytkniętym do szyby, rozszczebiotane papużki. I patrzący spode łba królik miniaturka, który zapewne właśnie obmyślał, jak poprzegryzać kable w mieszkaniu przyszłego właściciela. Oj, mieliśmy kiedyś takiego łobuziaka. Jeden był, a rozrabiał za trzech. Nigdy więcej.
 
– Dzień dobry, czy ma pani biało-beżowe chomiki? – za plecami usłyszałam zdenerwowany kobiecy głos.
 
Pytanie było skierowane do ekspedientki stojącej za ladą.
 
– Proszę zerknąć do terrarium – odparła spokojnie. – Jeśli któryś się pani spodoba, to go wyjmę.
 
– Łaciaty mi potrzebny. To znaczy biały z beżowymi plamkami – tłumaczyła kobieta. – Synek wyjechał do babci na kilka dni, jutro wraca, a jego ukochany chomik leży sztywny i zimny w klatce. Nie wiem, co mu się stało. Jeszcze wczoraj zjadł marchewkę i ziarenka, brykał w nocy, słyszałam, jak hałasuje, a rano… leży nieżywy.
 
Sprzedawczyni pokiwała głową, a ja odwróciłam się i zerknęłam na kobietę szukającą chomiczego sobowtóra. Mogła mieć koło trzydziestki.
 
– Nie wiem, jak to powiem synkowi. Pomyślałam, że jeśli kupię takiego samego, to się nie zorientuje – przykucnęła przed terrarium z chomikami i przyglądała się im uważnie.
 
Uśmiechnęłam się pod nosem. Sama parę razy biegałam do zoologicznego, żeby dokonać podmiany chomika. Może to niewychowawcze, ale Święty Mikołaj też nie istnieje, a podtrzymujemy tę piękną bajkę, póki się da. Chomiki są idealnymi pierwszymi zwierzątkami, testerami dziecięcej odpowiedzialności, również dlatego, że nie żyją zbyt długo. Tyle że potem trzeba malcowi wytłumaczyć, czemu ulubieniec nie reaguje na stukanie w klatkę, czemu leży i się nie rusza. To bywa trudne. Zwłaszcza gdy dzieciak naprawdę przywiązał się do zwierzaka, a ze śmiercią nigdy dotąd w swoim życiu się nie zetknął.
Niemniej kiedyś będzie musiał to zrozumieć.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Chomik wyglądał jak nieżywy, a tylko spał

Kobieta obejrzała dokładnie chomiki w terrarium i westchnęła ciężko.
 
– Żaden nie jest podobny – oznajmiła ze smutkiem. – Nie ma pani na zapleczu innych? – spytałam z nadzieją.
 
Sprzedawczyni spojrzała niepewnie na klientkę i odchrząknęła.
 
– Proszę pani… – zaczęła.
 
Do kobiety dotarł absurd jej pytania.
 
– Oczywiście – powiedziała prędko. – Nie trzymacie przecież zapasu chomików na zapleczu – westchnęła.
 
– Proszę zobaczyć jeszcze w sklepie na Pudlerskiej. Może tam będą – doradziła uprzejmie sprzedawczyni.
 
– Zawsze można kupić podobnego i powiedzieć, że ulubieniec zmienił kolor sierści – wtrącił starszy pan, stojący przed akwariami. – Skoro koty czy psy zmieniają sierść, to można wmówić malcowi, że chomik też gubi futerko. A potem odrasta mu inne.
 
Spojrzałyśmy na niego jak na wariata.
 
– Oczywiście, jeśli chomik był ciemny, to nawet dziecko może nie uwierzyć, że nagle zrobił się jasny… – mężczyzna odchrząknął i oddalił się ku klatkom z papugami.
 
– To ja pójdę na tę Pudlerską – w głosie kobiety zabrzmiała desperacja.
 
Wtedy coś mi się przypomniało.
 
– A może on po prostu śpi?

Kobieta spojrzała na mnie.
 
– Jak to śpi? I dlatego jest sztywny i zimny? – wyraźne mi nie dowierzała.
 
No… tak. Mieliśmy kiedyś chomika, który zapadał w letarg.
 
– Co też pani opowiada?! – obruszyła się sprzedawczyni. – Przecież chomiki nie zapadają w sen zimowy. To nie niedźwiedzie czy borsuki.
 
Wzruszyłam ramionami.
 
– Nie znam się, mówię, jak było. Nasz chomik wyglądał jak nieżywy, ale wcale nie umarł. Niech go pani spróbuje ogrzać. A kiedy się przebudzi, napoi odrobiną wody z glukozą.
 
Kobieta i sprzedawczyni wciąż wyglądały na nieprzekonane. Ich sprawa, chciałam dobrze. Kupiłam karmę dla rybek i wyszłam ze sklepu. Swoją drogą nie dziwię się, że wątpiły w moje słowa. Sama bym nie wierzyła, gdyby nie fakt, że przytrafiło się to właśnie naszemu pupilowi.

Tamtego wieczoru moja córka przybiegła z płaczem do pokoju

– Mamo, mamo, Kubuś się nie rusza! – w wyciągniętych rączkach Renatka trzymała sztywnego chomika.
 
Był z nami już ponad dwa lata, chociaż córcia wierzyła, że więcej (ach, te podmiany chomików). Uznałam więc, że odszedł do chomiczego raju.
 
– Widzisz… – zaczęłam, zastanawiając się, jak wytłumaczyć siedmiolatce, że jej pupil umarł. – Zwierzątka…
 
Początek mojej przemowy został przerwany przez powrót męża do domu. Renatka z chomikiem w rączkach pobiegła do przedpokoju.
 
– Tato! Kubuś zachorował! – usłyszałam jej rozżalony głos.
 
– Zaraz sprawdzimy – odpowiedział spokojnie Rafał.
 
Oboje weszli do pokoju. Mąż mrugnął do mnie porozumiewawczo. Wziął zwierzątko i przyjrzał mu się uważnie. Dmuchnął w futerko, dotknął sztywnych łapek.
 
– Myślę, że Kubuś po prostu zasnął – oznajmił po dłuższej chwili.
 
Przytaknęłam prędko. Wiedziałam, co miał na myśli. Ktoś rano pobiegnie do zoologicznego, a potem…
 
– Na pewno do jutra się obudzi, prawda? – spojrzał na mnie znacząco.
 
– Tatuś ma rację – uśmiechnęłam się do córki. – Kubuś pewnie się zmęczył i chciał odpocząć. Kiedy jutro wrócisz ze szkoły, będzie już wyspany.
 
Renatka otarła rączką zapłakane oczy i spojrzała na nas nieufnie.
 
– Przecież Kubuś nie oddycha – oznajmiła z powagą.
 
– Jak to nie oddycha? – zdziwił się mój mąż. – Sama zobacz, jak leciutko porusza mu się futerko – podsunął chomika przed twarz Renatki. 
 
– Położymy go w jego domku i pozwolimy mu odpocząć, dobrze?
 
Ku naszej uldze córcia się zgodziła. Kiedy przeczytałam jej bajkę i usnęła, usiadłam obok męża w pokoju.
 
– Kolejna podmiana? – spytałam. 
 
– Chyba już najwyższy czas powiedzieć Renatce, że takie małe zwierzątka żyją bardzo krótko.
 
– Jest do niego przywiązana. Pamiętasz, jak zareagowała, kiedy zobaczyła martwego gołębia? Tydzień płakała.
Fakt – pokiwałam smętnie głowę. 
 
– Wrażliwe dziecko nam się trafiło.
 
– Włożę go do pudełka, a rano zakopię pod jakimś drzewem – obiecał Rafał. – Podejdziesz do zoologicznego?
 
– Podejdę – potwierdziłam.
 
Mąż włożył chomika do pudełka po margarynie i postawił na górnej półce w szafie w przedpokoju.
 
– Czekaj… Zawsze wkładaliśmy im tam watę – zawołałam.
 
Napchałam waty do opakowania, otuliłam nią truchło chomika i odstawiłam pudełko. Dopiero w nocy przypomniałam sobie, że zapomniałam je przykryć. Wstałam i poszłam do przedpokoju. Już miałam położyć na pudełku pokrywkę, gdy zauważyłam, że Kubuś jednak oddycha. To znaczy poruszyła się wata, którą był okryty. Dotknęłam go ostrożnie, rozgarnęłam watę. Chomik był zimny i sztywny, ale ta łapka, która zadrżała…

Nie dawało mi to spokoju. Ogrzaliśmy go, a potem napoiliśmy

Zabrałam pudełko do pokoju i położyłam je na kaloryferze. Potem zaś obudziłam Rafała i powiedziałam mu, co zaobserwowałam.
 
– Halinko, to chomik. One nie zapadają w sen zimowy – mój mąż uśmiechnął się pobłażliwie.
 
Długo przyglądaliśmy się Kubusiowi.
 
– O rany, naprawdę ruszył łapką! – szepnął podekscytowany Rafał.
 
– Może było mu zimno na tym parapecie? I się zahibernował czy coś?
 
Postanowiliśmy go ogrzać. Mąż przyniósł suszarkę do włosów i ostrożnie skierowaliśmy strumień ciepłego powietrza na chomika. Ku naszemu zdumieniu po kwadransie Kubuś zaczął niemrawo ruszać wszystkimi łapkami. Próbował nawet wstać.

 

– Daj mu coś do picia.
 
– Ale co?
 
– Osłabiony jest. Może wody z cukrem? Albo ciepłego mleka?
 
Pełna nadziei ruszyłam do kuchni. W szafkach znalazłam resztkę glukozy w proszku. Rozpuściłam odrobinę z wodą. Uzbrojona w kroplomierz wróciłam do pokoju. Udało nam się napoić Kubusia, choć pił dość niemrawo i wtedy… ożył! Dwie godziny później brykał wesoło na kołowrotku. To było niesamowite.
 
– Nie rozumiem… – Rafał patrzył to na chomika, to na mnie. – Cud jakiś?
 
– Może zasłabł czy coś – snułam swoje teorie. – Może zmarzł? Temperatura skacze, nieraz chłodno jest, zwłaszcza jak wiatr w okna wieje. Może są nieszczelne. Mówiłam, że nie zaszkodziłoby ich wymienić…
 
– Z powodu hibernującego się chomika mam okna w całym domu wymieniać?
 
Wzruszyłam ramionami.
 
Nazajutrz rano Renatka po obudzeniu przybiegła do mnie z uśmiechem na ustach. Była bardzo szczęśliwa.
 
– Kubuś wstał! – zawołała. – Widać już odpoczął.
 
Od tamtej pory Kubuś wyciął nam taki numer jeszcze trzy razy. Do dziś nie wiemy, co sprawiało, że zasypiał. Przenieśliśmy go z parapetu, a i tak trzy razy znajdowaliśmy go sztywnego w klatce i trzy razy ogrzewaliśmy, poiliśmy wodą z glukozą, by odzyskał siły. Niestety za czwartym razem ten sposób już nie zadziałał. Musieliśmy pogodzić się ze śmiercią pupila. Był z nami prawie cztery lata. Jak na chomika to i tak bardzo długo.
 
Do tamtego sklepu zoologicznego zajrzałam ponownie miesiąc później. Chciałam dokupić jeden z preparatów do akwarium. Sprzedawczyni rozpoznała mnie od razu.
 
– A wie pani, że tamten chomik faktycznie spał? Miała pani rację… – poinformowała mnie, gdy podeszłam do lady. – Ta klientka wróciła tutaj na drugi dzień, bo na Pudlerskiej mieli tylko chomiki mandżurskie i nie kupiła żadnego. Powiedziała, że ogrzała zwierzaka i faktycznie ożył. Podejrzewa, że zasnął, bo jak syna nie było w domu, z oszczędności zakręcili kaloryfer w jego pokoju i temperatura mocno spadła. Może te chomiki zamiast syryjskie powinny się nazywać zombie – zażartowała na koniec.

Beata, 35 lat

Czytaj także:
Pokochałam go jak swoje dziecko
Adobe Stock, fizkes
Prawdziwe historie
„Matka alkoholiczka zafundowała mu traumę. To ja byłam macochą idealną. Teraz ona wróciła i poszłam w odstawkę”
Nagle wyrodna matka wróciła i zapomniał o mnie, choć to ja go wychowywałam, nie ona. Poświęciłam wszystko dla cudzego syna, nawet własne dziecko, a teraz wygląda na to, że mogę zostać z niczym.

Kiedy zobaczyłam Pawełka, od razu zdobył moje serce. Poczułam, że chcę go chronić przed złem całego świata. Nie mieściło mi się w głowie, że można skrzywdzić taką bezbronną istotę. A jednak jego matka to zrobiła. Zanim sąd w końcu odebrał jej władzę rodzicielską, potrafiła głodzić synka nawet po kilka dni, bo nie miała na jedzenie dla dziecka. Ale zawsze miała dla siebie na wódkę. Zamykała go samego w domu i szła w tango A potem przyprowadzała do domu rozmaitych „wujków”. Kiedyś któremuś z nich przeszkadzał mały, to wyrzuciła syna na balkon. Jesienią, w samej piżamce! Pięciolatka! Kiedy Antek, mój ukochany mi o tym opowiadał, serce mi się krajało. Znałam losy jego małżeństwa z tą pijaczką i wiedziałam, jak bardzo walczył o swoje dziecko w sądzie. Długo nie chciano mu przyznać opieki nad Pawełkiem, bo uważano, że matka zaopiekuje się nim lepiej. Nie wiem, ile czasu trwałaby jeszcze ta batalia, gdyby nie to, że właśnie tamtego wieczoru, gdy wyrzuciła syna na balkon, zauważyli to sąsiedzi. To oni zawiadomili policję, która przyjechała i zastała w domu pijaną matkę i jej kompana, a na balkonie zziębnięte i wygłodzone dziecko. Pawełek trafił wtedy do szpitala z zapaleniem płuc Ze szpitala pojechał od razu do ojca. A raczej do mnie, do mojego domu, bo Antek mieszkał już wtedy ze mną. Widziałam, jak mój ukochany cieszy się z tego, że ma syna przy sobie i sama także byłam z tego powodu szczęśliwa. Wiele rozmawialiśmy, jak bardzo tęskni za dzieckiem i że chciałby, aby mały z nami zamieszkał. Nie miałam nic przeciwko temu. Pawełek był przecież miniaturką Antka – te same niebieskie oczy, identyczne usta. Jak mogłabym go nie pokochać? Przysięgłam sobie, że będę dla niego dobrą macochą, po prostu najlepszą na świecie. Wynagrodzę mu wszystko to, co zrobiła...

Musiałam zajść w drugą ciążę, aby ratować starsze dziecko
Adobe Stock, Stéphane Bidouze
Prawdziwe historie
„Tylko rodzeństwo mogło być dawcą dla Marysi. Zaszłam w drugą ciążę, która zagrażała mojemu życiu, aby ratować dziecko”
– Pani Iwono, raz udało się pani oszukać los. Ale drugi raz może się nie udać. Oczywiście decyzja należy do państwa, jednak najlepiej by było, żeby Marysia była jedynaczką – powiedział ginekolog. Ale ja nie miałam wyjścia.

To była najtrudniejsza decyzja w całym moim życiu. Ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie podjąć ryzyka. Nie zrobić wszystkiego, co możliwe, by ratować moją ukochaną córeczkę… Marysia jest naszym jedynym dzieckiem Wyśnionym, wyczekanym. Dużo ryzykowałam, żeby przyszła na świat. Już wtedy chorowałam na cukrzycę i lekarze przestrzegali mnie, że mogę przypłacić ciążę zdrowiem, a nawet życiem. Mimo to zdecydowałam się urodzić. Tak bardzo pragnęłam zostać matką… Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Ja przeżyłam, choć bardzo pogorszył mi się wzrok i prawie wysiadły nerki, ale córeczka była zdrowa i śliczna. Szaleliśmy z Piotrem ze szczęścia. – Pani Iwono, raz udało się pani oszukać los. Ale drugi raz może się nie udać. Oczywiście decyzja należy do państwa, jednak najlepiej by było, żeby Marysia była jedynaczką – powiedział ginekolog, który prowadził moją ciążę. – Wiem, panie doktorze, będziemy rozsądni, przyrzekam – odparłam mu wtedy. Zawsze marzyliśmy z mężem o gromadce dzieci, ale nie zamierzaliśmy kusić losu. Cieszyliśmy się, że mamy chociaż to jedno. Marysia świetnie się rozwijała. Szybko zaczęła chodzić, mówić. Była wesoła, pogodna… Biegała po mieszkaniu jak szalona, dokazywała, śmiała się. Chwilami trudno nam było za nią nadążyć. Aż niedługo po swoich czwartych urodzinach zaczęła płakać w nocy Mówiła, że boli ją nóżka, że nie może wytrzymać. Myślałam, że się po prostu uderzyła. Ale gdy po kilku dniach ból nie przechodził, pojechałam z nią do lekarza. Zlecił badania, potem następne. Diagnoza była przerażająca – białaczka. Przepłakaliśmy z mężem całą noc. Nad ranem jednak otarliśmy łzy i obiecaliśmy sobie, że zrobimy wszystko, by ratować córeczkę. Czuwaliśmy przy niej na zmianę, gdy przechodziła kolejne...

Przerażona dziewczynka
Adobe Stock, Artsiom Kuchynski
Prawdziwe historie
„Moje dziecko zaginęło na obozie i przez cały dzień nikt tego nie zauważył. Policja znalazła ją w przydrożnym toi toiu”
„Wychowawczyni aż do wieczora nie zauważyła, że brakuje jej jednej obozowiczki. Mojej córki nie było podczas kolacji, a ona nadal nie zareagowała. Gdyby nie mój telefon, to moje biedne dziecko spędziłoby noc w przydrożnej toalecie”.

Pozmywam jeszcze tylko naczynia i zadzwonię do Ewy – pomyślałam, widząc, że zbliża się szósta po południu.    O tej i tylko o tej godzinie wychowawczyni na obozie pozwalała dzieciom dzwonić do domu. Taki był regulamin, o czym my, rodzice, zostaliśmy zawczasu poinformowani.   – Dzieci powinny odpocząć, także od urządzeń mobilnych – powiedziała nam kierowniczka już na samym początku. – Będą grały w gry zespołowe na świeżym powietrzu, chodziły na spacery i uprawiały sport. Nie przewidujemy siedzenia w internecie. Dlatego wychowawcy zostali poinstruowani, żeby zabierać komórki i tablety na cały dzień i oddawać je tylko na godzinę dziennie, między szóstą a siódmą, tuż przed kolacją. Wtedy dzieci będą miały czas wolny i będą mogły robić, co chcą: grać, dzwonić do rodziców, surfować w sieci – zaznaczyła.   Te reguły wydały mi się bardzo rozsądne. Wprawdzie Ewa nie była tak bardzo uzależniona od komputera jak jej starszy brat i jego koledzy, ale uznałam, że mojej dziesięciolatce przyda się abstynencja od telefonu. Może pozna kogoś nowego, zamiast cały czas dzwonić do koleżanek.    Odstawiłam ostatni talerz na ociekacz i spojrzałam na zegarek. Było pięć po szóstej. Wybrałam numer córki, ale nikt nie odebrał telefonu. Przez kwadrans próbowałam jeszcze kilka razy, z identycznym skutkiem. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo zwykle córka odbierała po pierwszym sygnale. Uznałam jednak, że może dobrze się bawi i zapomniała spojrzeć na zegarek. Kiedy jednak dochodziła siódma, a ona się nie odzywała, poczułam niepokój. Dlaczego milczy? „Może dzisiaj nie ma ochoty ze mną rozmawiać” – pomyślałam, ale przecież sama w to nie wierzyłam. Gdyby Ewa weszła już w okres dojrzewania, pewnie miałaby muchy w nosie. Ale ona była jeszcze w wieku, kiedy mama jest najlepszą...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj