Nie jestem ojcem mojej córki
Adobe Stock, Photographee.eu
Prawdziwe historie

„Córka latami obwiniała mnie o rozwód. Nie wiedziała, że odszedłem, bo dowiedziałem się, że nie jest moją córką”

Nie chciałem, żeby moja córka miała złe zdanie o matce, z którą mieszkała. Już wolałem, żeby na razie myślała źle o mnie. A prawdę niech pozna, gdy będzie już dorosła.

Mogłem kłamać i dzięki temu wciąż mieć córkę, choć szczerze mnie nienawidzącą. Albo: powiedzieć prawdę i stracić ją na zawsze. W mojej głowie stworzyłem tylko dwa scenariusze zdarzeń. Nie sądziłem, że może być jeszcze trzeci...

– Gdzie idziesz, Zosiu? – zapytałem, widząc córkę zbierającą się do wyjścia z domu. – Robi się już ciemno…

– Jest dopiero szósta. A ja mam szesnaście lat.

– Ale chyba możesz mi jeszcze powiedzieć, gdzie idziesz, córeczko?

– Nie mów do mnie „córeczko”! – zdenerwowała się. – Nie jestem małą dziewczynką i nie znoszę, jak mnie tak traktujesz. A idę na cmentarz, pomodlić się za mamę. Zapomniałeś? Dziś minęły trzy lata od chwili, kiedy powiedziała mi, że jest nieuleczalnie chora. I że będę pewnie musiała zamieszkać z tobą… Mógłbyś pamiętać o rocznicach z nią związanych!

– Znam datę jej urodzin i śmierci. I zawsze wtedy jestem na cmentarzu.

– I uważasz, że to wystarczy?

– Tak uważam. I nie mam zamiaru obchodzić każdej bzdurnej rocznicy, którą wymyślisz! – zdenerwowałem się.

– Ale pozwolisz, że ja to będę robić? – Zosia chyba była zadowolona z tego, że wyprowadziła mnie z równowagi.

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Postanowiłem nie dać się jej dalej prowokować

– Nie wracaj zbyt późno. Koło cmentarza nie jest bezpiecznie. Uważaj na siebie.

Od kiedy się o mnie tak troszczysz? – moja córka nie odpuszczała. – Przez tyle czasu miałeś mnie kompletnie w nosie, a teraz nagle…

– Nie mam ci nic więcej do powiedzenia – uciąłem kłótnię i poszedłem do swojego pokoju.

Chwilę potem usłyszałem trzask zamykanych drzwi. Podszedłem do okna i zobaczyłem, jak Zosia idzie tym swoim szybkim, nerwowym krokiem, łudząco podobnym do kroku Magdy, jej matki. Przypominała ją zresztą nie tylko sposobem poruszania się. Tak naprawdę była jej idealną kopią.

Te same oczy, włosy i sposób mówienia. Zapewne i uśmiech miała podobny do matki, ale tego nie mogłem sprawdzić, bo Zosia się przy mnie od dawna nie uśmiechała. Starała się mnie w ogóle unikać, na ile to możliwe dla osób mieszkających pod jednym dachem. A gdy już znajdowaliśmy się w jednym pomieszczeniu patrzyła na mnie zwykle z wyrzutem.

Uważa, że to przeze mnie zmarła jej matka

Nie poczuwałem się do winy, ale w jakiś sposób rozumiałem, dlaczego tak myśli. Kiedy rozwodziłem się z Magdą, Zosia miała dziesięć lat. Bardzo ciężko znosiła nasze rozstanie. I od początku, w ślad za matką, obwiniała mnie o wszystko.

Wprawdzie próbowałem zachować z nią jak najlepszy kontakt i wyjaśnić, że sprawa nie jest taka prosta, jak się jej wydaje, ale nie mogłem jej powiedzieć, jak jest naprawdę. Tej prawdy nie mogłem powiedzieć z wielu względów. Po pierwsze Zosia była jeszcze za mała, żeby tłumaczyć jej takie rzeczy. Bałem się też, że Magda wykorzysta to, co powiedziałem i pozbawi mnie możliwości widywania się z Zosią.

I wreszcie, nie chciałem, żeby moja córka miała złe zdanie o matce, z którą mieszkała. Już wolałem, żeby na razie myślała źle o mnie. A prawdę niech pozna, gdy będzie już dorosła.

Wszystko zmieniło się, gdy żona zachorowała na raka

Złośliwy nowotwór rozwijał się błyskawicznie. Lekarze mówili, że to dlatego, że Magda ma słabą krzepliwość krwi i osłabiony układ odpornościowy. Ona dodawała do tego fakt, że to przez stres i nerwy, które zafundowałem jej rozwodem. I to przekonanie utrwaliła w naszej córce.

Po śmierci mojej byłej żony Zosia przeprowadziła się do mnie. Od początku jasno dawała mi do zrozumienia, że nie jest szczęśliwa z tego powodu. Największa półka w jej pokoju zamieniła się w ołtarzyk poświęcony matce. Stały tam zdjęcia, różne wspólne pamiątki, wszystko, co było związane z matką.

Każda z tych rzeczy miała też jeszcze jedną dodatkową cechę. Nie miała nic wspólnego ze mną. Godziłem się na to, bo rozumiałem, jak ciężko Zosia przeżywa śmierć matki. Dlatego wiedziałem, że wciąż nie mogę jej powiedzieć, jak to było naprawdę z tym naszym rozwodem. I godziłem się na rolę winnego…

Spojrzałem na zegarek. Minęła już ósma

Cmentarz, na którym pochowano Magdę, znajdował się od naszego domu najwyżej 10 minut autobusem i pół godziny spacerem. Zatem Zosia powinna już zdecydowanie wrócić. Pomyślałem, że dam jej jeszcze pół godziny i zadzwonię do niej. Kiedy minęło wpół do dziewiątej, miałem już do niej telefonować.

Ale nie zdążyłem wziąć do ręki komórki, gdy odezwał się jej dzwonek. Odebrałem.

– Pan Krzysztof Banaś? – zapytał ponury głos w słuchawce. – Tak, to ja. A o co chodzi?

– Pana córka miała wypadek, ma złamaną nogę i straciła sporo krwi…

Nie czekając ani chwili, rzuciłem się do wyjścia. Zakładając pospiesznie kurtkę, spytałem jeszcze tylko dzwoniącego do mnie lekarza, w którym szpitalu leży moja córka. Na szczęście obok naszego domu był postój taksówek, bo sam bym nie był w stanie prowadzić.

Przestraszyłem się nie tyle tej złamanej nogi, ale krwawienia, o którym wspomniał lekarz dzwoniący do mnie. Zosia w spadku po matce odziedziczyła słabą krzepliwość krwi. Szkoda, że nie dostała po niej także dość powszechnej grupy krwi, czyli AB Rh plus, tylko miała bardzo rzadką 0 Rh minus.

Tej szpitalom najczęściej brakowało...

A była ona niezbędna, bo osoby które ją miały, nie mogły dostać krwi od nikogo z inną grupą… Wpadłem do szpitala i plącząc się straszliwie ze zdenerwowania, dopytałem się, gdzie leży moja córka. Była w ciężkim stanie, dlatego mnie do niej nie wpuszczono.

Spytano tylko, czy mogę być dawcą, a kiedy zaprzeczyłem, powiedziano, żebym czekał, bo robią co w ich mocy, ściągając krew z innych szpitali. Przesiedziałem na korytarzu całą noc.

Na szczęście krew dotarła i stan mojej córki powoli się stabilizował. Mogłem się z nią na chwilę zobaczyć. Poza złamaniem miała rozległą ranę na udzie i pośladku i była ogólnie potłuczona. Nie pamiętała chwili wypadku i tego, że ktoś najechał na nią, gdy szła chodnikiem niedaleko cmentarza. Jej stan poprawiał się stopniowo i po miesiącu mogła zostać wypisana ze szpitala.

Przez ten czas odwiedzałem ją codziennie na kilka godzin i nawet miałem wrażenie, że stosunki między nami zaczęły się poprawiać. Lecz gdy przyjechałem, aby zabrać ją ze szpitala, była strasznie naburmuszona. Odpowiadała mi półsłówkami i wyglądało na to, że najchętniej by się do mnie w ogóle nie odzywała.

– Zosiu, czy coś się stało? Coś cię boli? – zapytałem już w domu.

– Tak.

– Z nogą gorzej?

– Nie o nogę tu chodzi. Przez ten tydzień myślałam… wydawało mi się, że ci na mnie zależy.

– Ależ oczywiście, że mi zależy. Zawsze mi na tobie zależało! Jak mogłaś pomyśleć co innego?

– Tuż przed wypisaniem ze szpitala dowiedziałam się, że nawet nie oddałeś dla mnie krwi.

– Mam inną grupę, mówiłem im…

– Ale ja wiem, że masz taką jak ja!

– A skąd to wiesz?

– Bo znam własną i znam grupę mamy. Były różne. A moja przecież nie wzięła się z kosmosu!

Zosia pokuśtykała wściekła do swojego pokoju

Ja zaś stanąłem przed największym dylematem w swoim życiu. Jeśli chciałem odzyskać zaufanie córki, musiałem jej wyznać smutną prawdę. A jednocześnie wyznając ją, w jakiś sposób nieodwracalnie traciłem córkę. Tylko czy był sens wciąż jeszcze ukrywać prawdę?

Może lepiej stracić córkę, niż miałaby mnie nienawidzić? Poszperałem trochę w starych dokumentach i wyjąłem swoją legitymację honorowego dawcy krwi sprzed lat. Schowałem ją do kieszeni i poszedłem do pokoju córki. Siedziała na łóżku wpatrzona w zdjęcie matki. Znów ogarnęły mnie wątpliwości, czy powinienem jej to wyznawać. Ale chyba już nie miałem wyjścia.

– Czego chcesz? – burknęła.

– Zobacz – podałem jej swoją legitymację. – Nie oddawałem już wprawdzie krwi od lat, ale jej grupa się nie zmienia…

– Ale to niemożliwe… – powiedziała, patrząc mi prosto w oczy. – Ty nie możesz mieć AB Rh plus!

– Chyba nie myślisz, że spreparowałem tę legitymację dwadzieścia lat temu, żeby teraz przekonać cię o swojej niewinności?

– Ale jak to… jak to możliwe?

– Niestety nie jesteś moją córeczką, Zosiu.

– Nie, to nie może być prawda! Przecież ożeniłeś się z mamą dwa lata przed moimi urodzinami!

– Jesteś już chyba na tyle dorosła, że rozumiesz, iż ludzie się czasem niestety zdradzają…

Zosia jeszcze jakiś czas się broniła przed prawdą. Dla niej matka była świętą osobą, kimś absolutnie niezdolnym do czegoś tak przyziemnego i obrzydliwego jak zdrada.

Wiedziałem, że burzę cały jej świat wartości, który szczególnie dla kogoś tak młodego jak Zosia jest czymś niesłychanie ważnym.

Ale musiałem wyjaśnić jej tę sprawę do końca…

Musiałem jej opowiedzieć, że jej matka przed ślubem ze mną była bardzo w kimś zakochana. Ten ktoś złamał jej serce, lecz nie zabił jej miłości. Związek ze mną był próbą pocieszenia. Przyjęcie moich oświadczyn czymś w rodzaju aktu desperacji, bo jej dawna miłość też miała się żenić.

Ale matka wciąż kochała tamtego. I zdradziła mnie z nim. On się bardzo wystraszył, gdy Magda zaszła w ciążę. Zaś ona chciała mnie zostawić, by ułożyć sobie życie z tym dupkiem. Lecz on nie miał zamiaru się rozwodzić, zerwał z nią wszelki kontakt, a wkrótce wyjechał ze swoją żoną z kraju.

To ostatecznie wyleczyło matkę Zosi z tej miłości. Ja byłem wciąż nieświadomy tego wszystkiego i strasznie się cieszyłem z narodzin córeczki. I dopiero, gdy Zosia miała osiem lat, poznałem jej grupę krwi i domyśliłem się wszystkiego.

To był dla mnie straszny cios. Magda mówiła mi wprawdzie, że tamten to już przeszłość, że nic do niego nie czuje i w tej chwili kocha już tylko wyłącznie mnie. Ale ja nie potrafiłem się pogodzić z tym, co stało się przed laty.

Zażądałem rozwodu

Magda próbowała mnie szantażować swoim złym stanem zdrowia, bo już wtedy dość często chorowała. Z Zosi uczyniła również swoistą kartę przetargową. A ja, z różnych względów, nie mogłem powiedzieć jej prawdy.

Lecz godziłem się płacić na nią alimenty. Bo gdybym chciał się od tego wymigać i przyznał się głośno do tego, że nie jestem jej ojcem, mógłbym stracić prawo widywania się z nią.

Zosia po usłyszeniu tego wszystkiego była w szoku. Zostawiłem ją samą, żeby sobie to przetrawiła na spokojnie i poszedłem do swojego pokoju. Przyszła do mnie dopiero późnym wieczorem. Po podpuchniętych oczach można się było domyślić, że płakała. Usiadła obok mnie na kanapie i przytuliła się.

Nie wiedziałam, że mama… że mama…

– Nic nie mów, Zosiu – głaskałem ją po głowie. – To nie mamy wina, że kochała kogoś innego…

– Ale ty jej nie wybaczyłeś tej zdrady…

– Wybaczyłem, Zosiu. Tylko nie potrafiłem żyć z myślą, że byłem takim pocieszeniem. Trudno mi było uwierzyć w to, że mama naprawdę kocha również mnie. Teraz, z perspektywy lat, trochę żałuję, że chciałem rozwodu.

– Dlatego że umarła?

– Nie, nie dlatego. Nie uważam, że trwanie naszego małżeństwa uratowałoby mamie życie. Ale mógłbym wtedy spędzić więcej czasu z nią i z tobą. Rozumiesz, Zosiu?

– Tak… tato. Czy mogę cię o coś prosić?

– Oczywiście, Zosiu.

– Mów do mnie jak najczęściej „córeczko”. Bardzo lubię, gdy tak mówisz…

Nigdy już nie wracaliśmy do tematu zdrady Magdy. Nasze relacje z Zosią od tamtej chwili diametralnie się poprawiły. I, na całe szczęście, moja córka nie zaczęła myśleć źle o swojej matce. W jej pokoju wciąż jest swoisty ołtarzyk, poświęcony pamięci Magdy. A jedyne, co się tam zmieniło, to fakt, że znalazło się też miejsce na moje zdjęcia. 

Adam, lat 40

Czytaj także:

Rodzice ukrywali, że mam siostrę
Adobe Stock, mitarart
Prawdziwe historie
„Rodzice latami ukrywali przede mną, że mam siostrę. Teraz ona jest chora i tylko ja mogę uratować jej życie”
„Kinga ma dzisiaj 14 lat i mieszka z mamą prawie 300 kilometrów od naszego miasta. Niestety nikt z rodziny nie może jej pomóc, ja jestem jej ostatnią deską ratunku. No i dlatego ojciec zdecydował się porozmawiać ze mną”.

Rodzice nigdy nie dali mi odczuć, że poza mną liczy się dla nich ktoś jeszcze. Byłam ich ukochaną jedyną córeczką. Żyłam w takim przekonaniu jeszcze do niedawna... Nie podejrzewałam, że mam rodzeństwo. Nawet przez myśl mi to nie przeszło. Gdy się urodziłam, mama podobno zapowiedziała, że więcej w ciążę już nie zajdzie i nigdy nie zmieniła zdania, choć ojciec błagał ją o to na kolanach, a i ja, gdy byłam jeszcze mała, domagałam się siostrzyczki lub braciszka. Będąc jedynaczką, żyłam więc sobie beztrosko i szczęśliwie Rodzice rozpieszczali mnie na wszystkie sposoby. Zwłaszcza tata. Byłam jego ukochaną córeczką. Miałam wrażenie, że gdyby tylko było to możliwe, kupiłby mi gwiazdkę z nieba. Stać go było na to. Mama zawsze mówiła z dumą, że ojciec, czego się nie dotknie, zamienia w złoto. Rzeczywiście potrafił o nas zadbać. Mama nie musiała pracować, mieszkaliśmy w pięknym domu, uczyłam się w najlepszych szkołach. I zawsze dostawałam to, co chciałam: firmowe ciuchy, włoski skuter, pokaźne kieszonkowe, własne mieszkanie, które czeka, aż pójdę na studia. – Dla mojej jedynej córeczki wszystko co najlepsze – mawiał zawsze tata, wręczając mi prezent. Niedawno wyszło na jaw, że wcale nie jestem jedyną. To było tydzień temu, tuż po moich 21. urodzinach Ojciec zaprosił mnie na obiad do małej knajpki na obrzeżach miasta. Trochę mnie to zdziwiło, bo zawsze jadaliśmy w naszej ulubionej, w centrum. Gdy tylko usiadłam przy stoliku, zauważyłam, że ojciec jest jakiś inny niż zwykle. Kręcił się na krześle, unikał mojego wzroku. Widziałam, że kilka razy nabierał powietrza, jakby chciał mi coś powiedzieć, ale w ostatnim momencie rezygnował. – No wyduś z siebie wreszcie, o co ci chodzi, bo za chwilę pękniesz. Nadymasz się jak balon – zażartowałam. Po raz kolejny...

Dziecko, które cierpi na kolki
Adobe Stock, Konstantin Aksenov
Prawdziwe historie
„Żyłam pod dyktando teściowej, która nie pozwalała nam nawet robić prania. Doceniłam jej pomoc, gdy urodziłam syna”
„Urządziła nam mieszkanie, wchodziła do sypialni, o której tylko zachciała, nie pozwalała nawet decydować o stopniu czystości naszej podłogi, czy o ubraniach do prania. Zajęła się również naszymi finansami. Miałam po dziurki w nosie mieszkania z tą babą...”.

Mieszkanie na piętrze willi urządzone było ze smakiem, niczego w nim nie brakowało.   – Masz doskonały gust – chwalili znajomi, zakładając, że to moja zasługa.   Uśmiechałam się i dziękowałam, chociaż aż mnie skręcało z bezsilnej złości. Nie wybierałam mebli, ozdób ani dywanu, nie miałam na to szans. Gustowne wnętrze było dziełem Małgorzaty, mojej teściowej.   – Wprowadzicie się na piętro, nie ma sensu pakować pieniędzy w wynajem mieszkania – zdecydowała, jak tylko dowiedziała się o zaręczynach.   Ucieszyłam się, bo dom teściów był duży i stał w uroczym ogrodzie, zawsze marzyłam o czymś takim. Adrian studził mój zapał. Marudził, że nie chce mieszkać z rodzicami, a szczególnie z matką.   – Jest strasznie apodyktyczna, do wszystkiego się wtrąca – ostrzegał.   Trudno mi było w to uwierzyć. Małgorzata nie wpisywała się w stereotyp teściowej zazdrosnej o synka i prymat w domu. Elegancka, zadbana, miała mnóstwo spraw, pracowała i lubiła podróże. Takie osoby nie muszą żyć cudzym życiem, wystarczająco zadowala ich własne. Nie miałabym nic przeciw temu, żeby za trzydzieści lat wyglądać i czuć się tak jak ona.   – Jest bardzo fajna, bez problemu się dogadamy, zobaczysz – starałam się nie podzielać obaw Adriana.   – Nie wiesz, o czym mówisz. Będziemy mieszkać u rodziców, a to oznacza konieczność dostosowania się do wymagań. W domu rządzi matka, nami też będzie.   – Przyznaj się, masz złe wspomnienia ze szczenięcych lat? – spytałam wesoło.    – Trzymała cię żelazną ręką?   – Żebyś wiedziała.   – Nie sadzę, żeby nadal chciała cię wychowywać, jesteśmy razem prawie dwa lata i nigdy nie zauważyłam, żeby dyktowała ci, co masz robić, a czego nie.  ...

Dzieci wstydzą się mnie w szkole
Adobe Stock, Monkey Business
Prawdziwe historie
„Moje dzieci wstydzą się, że ciągle robię awantury w szkole. A ja walczę o swoje. Ci mali niewdzięcznicy tego nie doceniają”
– Dlaczego ty zawsze musisz być taka? Dlaczego ty nie możesz być jak inne mamy?! Dlaczego ciągle z kimś walczysz, awanturujesz się, a ja i Jędrek się... wstydzimy! Tak, wstydzimy się za ciebie, bo ciągle krzyczysz i wszyscy cię nienawi...

Nie rozumiem, o co tym moim dzieciakom chodzi. Przecież dbam tylko o ich dobro. A tym niewdzięcznikom, jeszcze źle! – Pani widzi, co tu się stało? Przecież tu jest dziura! Ta kobieta musi za to zapłacić! I nic mnie nie obchodzi, czy ona ma z czego, czy nie ma! Jej synalek zniszczył plecak mojej córce, więc chłopak musi ponieść tego konsekwencje. Co to za szkoła, skoro nie potrafiła pani dopilnować, żeby nie doszło na lekcji do takiej sytuacji! Znowu ten babsztyl robi taką minę, jakby plecak był cały, a ja się czepiam nie wiadomo o co. No wiecie co... Co ona sobie wyobraża, zwykła nauczycielka w prowincjonalnej szkółce Już ja jej pokażę. I jeszcze ta moja córka. Ciągnie mnie za rękaw i wstydzi się, że robię coś złego. Czy ta dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, że wszystko w obecnych czasach kosztuje, a my z ojcem ciężko pracujemy na to, żeby w ogóle miała w czym nosić książki? I jakie to ma znaczenie, że ten jej kolega „nie chciał”? Taka już jestem, że swojego nie odpuszczę! I jestem z tego dumna. Teraz też nie zamierzam ustąpić. Nigdy nie ustępuję. Dlatego coś w życiu osiągnęłam i jestem tam, gdzie jestem. Teraz nie są czasy dla mięczaków. Choćbym musiała pójść do sądu – pójdę . Znam swoje prawa i inni też muszą sobie zdawać sprawę, że nie rozmawiają z byle kim! Nie mogę powiedzieć, gdzie pracuję, wystarczy wam wiedzieć, że to szanowana instytucja państwowa. Dostać się tam nie było łatwo. W końcu przyjechałam do Warszawy ze wsi. Teraz już się tego w towarzystwie nie wstydzę. Powód jest prosty – nikt mnie już o to nie pyta. Baliby się Ale wtedy, na początku... Do tej pory czerwienię się, kiedy przypomnę sobie te pierwsze potknięcia językowe i niezręczności. Z czasem jednak się nauczyłam, „otrzaskałam”, jak to mówią. Poznałam Roberta, mojego obecnego męża. Niewiele mnie...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj