Kobieta, która kłóci się z pasierbicą
Adobe Stock, Syda Productions
Prawdziwe historie

„Córka mojego męża mnie nienawidzi i oskarża o rozbicie rodziny. Smarkula mści się i zatruwa mi życie"

„Nie masz prawa mi rozkazywać, nie jesteś moją matką! – Sylwia, nastoletnia córka Jurka, robiła dosłownie wszystko, żeby mnie do siebie zrazić. Nie spodziewałam się, że Sylwia aż tak da mi w kość. Przecież ja nie chcę zastąpić jej matki".
Stanęła w sobotę na progu objuczona plecakiem. Nie raczyła nam wyjaśnić, dlaczego wyprowadziła się od matki i postanowiła zamieszkać z ojcem. No i ze mną, żoną nr 2.
 
Wychodząc za mąż za ojca dwójki dzieci, naturalnie zdawałam sobie sprawę, że będą one częścią mojego życia. Właściwie nie miałam nic przeciwko temu. W głowie przewijał mi się familijny film… Grałam w nim rolę ich przyjaciółki i opiekunki. Nie miałam zamiaru zastępować im matki, ale na pewno brakowało mi też zadatków na złą macochę. Nie jestem młodą dzierlatką, mam poukładane życie i zasady, którymi się kieruję. Nie czuję zazdrości o to, że Jurek kocha swoje dzieci i chce z nimi spędzać czas. Okazało się jednak, że to nie mnie, a potomstwo gnębiła zazdrość o względy ojca. Nie było mi łatwo nawiązać z nimi przyjacielskich kontaktów. 
 
W końcu udało mi się jako tako zaprzyjaźnić z ośmioletnią Antosią, jednak jej siostra wciąż stanowiła ogromne wyzwanie. Nie chciała mieć ze mną nic wspólnego i już. Dlatego bardzo się zdziwiłam, kiedy dowiedziałam się, że Sylwia postanowiła z nami zamieszkać.
 
Zaniepokojony Jurek zadzwonił do mamy Sylwii, żeby dowiedzieć się, o co tu chodzi.
 
– Pokłóciły się i Sylwia uciekła z domu. Dobrze, że do nas! Zbuntowanej nastolatce mogą wpaść do głowy całkiem inne pomysły – wyjaśnił, odkładając komórkę.
 
– Zamieszka z nami? – spytałam, patrząc na szczelnie zamknięte drzwi do małego pokoju, w którym mieszkały dzieci podczas pobytów w naszym domu.
 
– Na razie tak. Chyba nie masz nic przeciw temu? Muszę z nią porozmawiać, przemówić jej do rozumu. Powinna zdecydować, gdzie chce mieszkać, no i musi w końcu zacząć zachowywać się odpowiedzialnie.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Uśmiechnęłam się. Odpowiedzialnie!

Pamiętałam jeszcze swoje nastoletnie zrywy, które przysporzyły siwych włosów moim rodzicom, więc nie miałam złudzeń. Czasem trzeba przejść przez piekło, żeby wychować dziecko. Jednak byłam pozytywnie nastawiona i nie spodziewałam się, że Sylwia tak da mi w kość.
 
Postanowiłam nie narzucać się jej, poczekać, aż emocje opadną, i będzie można się porozumieć. Ależ byłam naiwna!
Sylwia od początku traktowała mnie jak wroga. Nie odzywała się, a zagadnięta wybuchała. Jurek starał się poskromić córkę, lecz wzbudzał w niej tylko bunt i chęć odwetu.
 
– To niesprawiedliwe, zawsze stajesz po JEJ stronie! – krzyczała dziewczyna. – Już mnie nie kochasz? Tylko ONA się liczy?!

 

– Córeczko, tu nie ma stron, a ciebie zawsze będę kochać. Chciałbym, żebyś zaczęła się przyzwoicie zachowywać, i to wszystko.
 
Do Sylwii nic nie docierało, co mnie nie dziwiło – przechodziła przez piekło dorastania i nie potrafiła odnaleźć się w nieprzyjaznym świecie. Ale oczywiście było jeszcze coś.
 
– Zabrałaś mi tatę! – wykrzyczała mi w twarz, kiedy któregoś dnia poprosiłam ją o zebranie talerzy ze stołu. – Gdybyś nie omotała go, miałabym normalny dom!
 
Jurek był rozwodnikiem, gdy go poznałam, nigdy nie odebrałabym ojca dzieciom, lecz jakiekolwiek tłumaczenia nie dotarłyby do dziewczyny. Chciała uderzyć i wyprowadziła cios, by mnie zranić. Przy okazji opuściła gardę. Zobaczyłam nieszczęśliwe, zagubione dziecko, tęskniące za ciepłem rodzinnego domu.

Wtedy zmieniłam taktykę

Zaczęłam o nią dbać najlepiej, jak umiałam, nie przejmując się docinkami i pyskowaniem. Gotowałam to, co lubiła, szykowałam drugie śniadania do szkoły, prałam ciuchy. Jak matka. Na początku Sylwia ze wzgardą odrzucała moje względy. Krytykowała obiady, pojemniki z kanapki zostawiała w domu. Zaciskałam zęby. To była sprawa między nami – wóz albo przewóz.

Któregoś dnia kanapki zniknęły i odtąd tak już było. Sylwia łaskawie zaakceptowała drugie śniadania od macochy. Zaczęła też trochę mniej pyskować, chociaż ciągle trzymała mnie na dystans.
 
Mijały tygodnie, a ona nie wspominała o powrocie do domu. Miałam już dosyć nie tyle jej obecności, ile zacietrzewienia, z jakim odrzucała wszystko, co pochodziło ode mnie. Ojca też nie traktowała lepiej, ale on mógł liczyć chociaż na chwilowe zawieszenie broni.
 
– Jesteś aniołem, że to wszystko wytrzymujesz – powiedział pewnego razu Jurek.
 
Nie byłam, oj, nie byłam! Nie zliczę, ile razy z trudem się hamowałam, żeby nie posłać Sylwii do diabła. Chyba mnie ciekawiła. Sama się dziwiłam, skąd mi się wzięły pokłady cierpliwości do tej krnąbrnej nastolatki. Wojowałam z nią podstępem, osaczałam troskliwością i czekałam, co z tego wyniknie. 
 
Po kilku tygodniach pobytu Sylwia spakowała plecak i wróciła do mamy. Odetchnęłam. Znów było cicho i… chyba trochę nudno. Bez nadętej nastolatki w mieszkaniu zrobiło się pusto, bez przesady jednak; nie ogarnął mnie z tego powodu żal. Tak tylko pomyślałam, że może szkoda, że nie mam własnych dzieci.
 
Pół roku później nasze życie wywróciło się do góry nogami. Żona Jurka wyjeżdżała na półroczny kontrakt do Stanów Zjednoczonych. Miała tam wykładać na jednym z uniwersytetów, myślała o zabraniu dzieci, ale na przeszkodzie stanęła szkoła i niedostateczna znajomość angielskiego dziewczynek.
 
– Zanim nadrobią braki, będą już wracać do Polski, to nie ma sensu – powiedział Jurek.
 
Zrozumiałam, że nadchodzą bardzo trudne dni.

Dzieci miały zamieszkać u nas

– Co na to Sylwia? – spytałam.
 
– Nie wiem dokładnie, ale nie słyszałem, żeby gwałtownie protestowała. Ona chce zostać w Polsce, tu ma przyjaciół, a dla nastolatki grupa rówieśników wiele znaczy.
 
Pierwsza noc była trudna dla wszystkich. Antosia płakała z tęsknoty za mamą, nie można jej było uspokoić. Łkała w objęciach ojca, a jej rozpacz była tak wielka, że nawet Sylwia wyglądała na wzruszoną, chociaż początkowo zniecierpliwiona krzyczała na małą. Jurek położył córeczkę w naszym łóżku, zmęczone płaczem dziecko przytuliło się do niego i ucichło. 
 
– To ja idę do siebie – Sylwia stała niezdecydowana nad Antosią.
 
– Nie! – mała wyciągnęła rączki do siostry.
 
Tę noc spędziliśmy razem, gniotąc się niemiłosiernie w dwuosobowym łóżku. Harda Sylwia siedziała początkowo w nogach, potem jednak położyła się i zmorzył ją sen. Ja nie spałam. Nie tylko z powodu ciasnoty. Antosia zwinęła się w kłębek jak kotek, obejmując przez sen moją rękę. Płynęło od niej ciepło i to spowodowało, że się rozkleiłam. Chyba obudził się we mnie instynkt macierzyński.
 
Kolejne dni były łatwiejsze, mała szybko aklimatyzowała się u nas, rozmawiała przez Skype'a z mamą, wreszcie miała na co dzień tatę. Nie było źle. Mnie przybyło obowiązków: prowadzenie domu dla czterech osób, odprowadzanie i przyprowadzanie, na zmianę z mężem, małej ze szkoły i dodatkowych zajęć. W codziennym wirze przegapiłam zmianę, jaka zaszła w Sylwii. Dziewczyna przycichła, starała się nie sprawiać kłopotów, czasem nawet odzywała się do mnie. Nie liczyłam na pokój, ale miałam nadzieję na zawieszenie broni.
 
– Jakoś się poukładało – szepnął Jurek. 
 
Siedzieliśmy wszyscy w pokoju. Był wieczór. Antosia ogrywała mnie po raz piąty w chińczyka, a Sylwia z nieodgadnioną miną stukała w ekran smartfona. Doceniłam fakt, że została z nami, nie próbując się izolować. To już było coś. Miałam miłe poczucie, że wygrałam batalię – w końcu udało mi się z nią nawiązać kontakt…
 
Dwójka dzieciaków potrafi rozjaśnić dom. Byłam zmęczona nawałem obowiązków, ale – o dziwo – szczęśliwa. Czytałam Antosi książki, ciesząc się z powrotu do lektur własnego dzieciństwa, pomagałam odrabiać lekcje i nie tylko… Pewnego późnego wieczoru Sylwia konspiracyjnym szeptem poprosiła mnie o pomoc.
 
– Nie zdążę z tym – pokazała mi okładkę ćwiczeń do geografii. – Wszystko jest na jutro. Mam do wyboru: albo napiszę wypracowanie i przygotuję się do testu z biologii, albo uzupełnię geografię… Co robić?
 
Sylwia dobrze się uczyła, lecz przeładowany program stawiał duże wymagania. Bez słowa wzięłam ćwiczenia. W tajemnicy przed Jurkiem postanowiłam pomóc pasierbicy. Mąż by protestował; uważał, ze dziecko powinno samo odrabiać lekcje – ale uznałam, że mała pomoc przyda się od czasu do czasu każdemu. Sylwia doceniła mój gest i chyba właśnie wtedy zaakceptowała mnie w swoim życiu.
 
Było pięknie, lecz chyba za bardzo przyzwyczaiłam się do roli matki, zapominając, że to dzieci męża, nie moje. Minęło sześć miesięcy i mama dziewczynek wróciła do Polski. Jurek z dziećmi wybierali się po nią na lotnisko, dziewczynki szalały ze szczęścia. Wtedy uświadomiłam sobie, że nie jestem dla nich ważna. Byłam tylko tymczasową opiekunką. Zaangażowałam się, pokochałam smarkule, i teraz one odchodzą, nawet się nie obejrzą. Mają swoją mamę, to ona jest i zawsze będzie dla nich najważniejsza. Trzasnęły drzwi. Sylwia i Antosia znikły tak nagle, jak się pojawiły. 

Teresa, 32 lata

Czytaj także:
 
smutne dziecko
Adobe Stock, luckybusiness
Prawdziwe historie
„Moja 17-letnia córka wpadła. Musieliśmy zająć się wnuczką, bo młoda mama wolała imprezy i alkohol"
„Myśleliśmy, że Natalia zmądrzała. Odpuściła imprezy, alkohol na rzecz dziecko... niestety do czasu. Coraz częściej wracała do domu tylko na kilka godzin, albo była pijana. Strach było zostawić z nią wnuczkę".

Natalia to nasza najmłodsza. Urodziła się późno: Witek miał wtedy 17 lat, Ewelina 15. No, nie była planowana, to fakt… Jednak gdy pojawiła się w naszym domu, od razu podbiła serca wszystkich. Pewnie dlatego tak ją rozpieściliśmy. I o ile z synem i starszą córką nigdy nie mieliśmy większych problemów, to Natalka zawsze była zbuntowana i wymagała więcej uwagi niż reszta.    Oczywiście, to nasza wina, że pozwalaliśmy jej na więcej niż należało, ale była pełna wdzięku i śliczna jak laleczka. Rodzina i wszyscy znajomi się nią zachwycali. Co chciała, to natychmiast dostawała. Nawet jeśli ja ani mąż jej tego nie daliśmy – rodzeństwo albo ciocie natychmiast nas w tym wyręczały. Natalka nawet nie miała z kim rywalizować, bo różnica wieku między nią a starszymi dziećmi była tak duża, że zawsze jej ustępowały. Robiła, co tylko chciała, i nie liczyła się z nikim Kiedy Witek i Ewelina wyprowadzili się z domu, Natalka miała 9 lat. Bardzo przeżyła fakt, że brat i siostra założyli własne rodziny, że to nie ona jest teraz dla nich najważniejsza. Chcieliśmy z mężem jej to jakoś wynagrodzić i to był nasz kolejny błąd. Natalka już i tak była wystarczająco rozpieszczona; należało raczej uczyć ją życia, a nie nadal chronić przed rozczarowaniami. Wkrótce zorientowaliśmy się, jaką krzywdę zrobiliśmy i jej, i sobie.   Okazało się, że nasza śliczna, najmłodsza córka nie stosuje się do żadnych reguł. Zawsze robiła, co chciała, i jakiekolwiek próby zmuszenia jej do tego, żeby wypełniała swoje obowiązki, spełzały na niczym. Uczyła się słabo, a jedyne, co ją interesowało, to ciuchy i zabawa. I choć wiedzieliśmy, że nie robimy dobrze, zgadzaliśmy się na to. A raczej – nie byliśmy dość stanowczy, żeby się jej sprzeciwić.   Rezultaty były łatwe do przewidzenia. Natalka po gimnazjum poszła do...

Nowonarodzone dziecko
Adobe Stock, Tomsickova
Prawdziwe historie
„Przyjęłam pacjentkę z ostrym bólem brzucha. Dziewczynka miała 13 lat i była... w ciąży. Była w trakcie akcji porodowej"
„Czyżby matka nigdy nie rozmawiała z nią o seksie, zabezpieczaniu się? Nie powiedziała, co oznacza, kiedy nie ma się miesiączki? Jakie są objawy ciąży? To wszystko wina rodziców. Najpierw robią z tego temat tabu, a później dziwią się, że dzieci mają dzieci".

Dziewczynka miała trzynaście lat i sporą nadwagę. Brzuch bolał ją tak bardzo, że lekarz nie mógł jej zbadać. Zlecił więc usg. W naszym szpitalu widziałam już różne rzeczy. Ale to, co wydarzyło w tamtą sobotnią noc dwa miesiące temu, będę pamiętać chyba do końca życia. Bo jak tu zapomnieć o sytuacji, w której przyjmuje się na oddział jedno dziecko, a wypisuje… dwoje. Ona miała nadzieję, że coś jej zaszkodziło  Zapowiadała się spokojna noc. Siedziałam z lekarzem i inną pielęgniarką w dyżurce i kończyłam kawę. Dochodziła północ, a my do tej pory mieliśmy tylko pięć interwencji. Jak na oddział ratunkowy szpitala dziecięcego, niewiele. Właśnie miałam umyć kubek, gdy dostaliśmy wiadomość, że wiozą trzynastolatkę z bardzo silnym bólem brzucha.    – Pewnie wyrostek – stwierdził lekarz.    – Sprawdź, czy sala operacyjna jest w razie czego gotowa – polecił mi.    Dziewczyna przybyła do nas pięć minut później. Za niosącymi ją na noszach ratownikami wbiegli przerażeni rodzice.    – Ratujcie nasze dziecko! – błagali.    Z informacji, które udało mi się od nich wyciągnąć, wynikało, że córka zaczęła mieć bóle kilka godzin wcześniej.    – Agatka lubi zjeść, ma sporą nadwagę… Myśleliśmy z mężem, że to niestrawność – relacjonowała gorączkowo mama. – Dałam jej krople żołądkowe i coś na wątrobę. Byłam pewna, że leki pomogą. Ale było coraz gorzej. Więc mąż wezwał karetkę. O Boże, mam nadzieję, że nie za późno… – denerwowała się.    Zapewniłam ją, że córka jest bezpieczna w naszych rękach i na pewno wszystko dobrze się skończy. Poprosiłam, by usiedli w poczekalni.    – Jak tylko będzie coś wiadomo, poinformujemy państwa...

Szczęśliwa rodzina
Adobe Stock, goodluz
Prawdziwe historie
„Moja córka znalazła mi męża. Gdyby nie jej problemy w szkole, nigdy nie poznałabym mojej wielkiej miłości"
„Podszedł do mnie wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w gustownych okularach, a ja patrzyłam na tego przystojniaka jak urzeczona. To był nauczyciel fizyki, z którym moja córka miała na pieńku. Mieliśmy wspólnie opiekować się dziećmi na wycieczce szkolnej. To była moja szansa na wielką miłość".

Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mojej córce, jak będzie wyglądała nasza rodzina, nie uwierzyłaby w to. Ten palant od fizyki wlepił mi jedynkę! Głupek jeden! – moja córka Julka, gimnazjalistka, była po prostu wściekła!    Wściekłam się i ja… Ale nie za tę jedynkę. Gdy sama chodziłam do szkoły, fizyka też była moją piętą achillesową… Ciśnienie podniósł mi ten „palant” i „głupek”!   – Julia! Jak ty się wyrażasz o nauczycielu i jednocześnie wicedyrektorze waszej szkoły?! – wykrzyknęłam. – Nie tak cię wychowałam! Masz szanować dorosłych! Ostatni raz tak powiedziałaś o kimś starszym! A na poprawienie tej jedynki daję ci dwa tygodnie!  Rzadko podnosiłam głos na córkę, ale tym razem przesadziła Wychowywałam ją sama, ojciec Julki nie interesował się nią. Bardzo dbałam, aby wyrosła na porządnego człowieka. A ta, ledwo poszła do gimnazjum, diabeł w nią wstąpił! Zamiast grzecznej, kochanej córeczki, stała przede mną jakaś obca dziewucha!   – Zawiodłaś mnie i tyle. Nie tą jedynką, bo to się każdemu może zdarzyć. Tylko tym, jak mówisz o innych ludziach! Nie sądziłam, że koledzy będą mieli na ciebie większy wpływ niż to, czego uczyłam cię latami! – popatrzyłam jej prosto w oczy.   – Oj, mamo, nie o to chodzi – córka złagodziła ton. – Wiem, czego mnie uczyłaś i pamiętam o tym. Ale ten wicedyrektor fizyk jest naprawdę beznadziejny! Wiesz, on zachowuje się tak, jakby był… Jakby był z zawodu dyrektorem! – wypaliła.   To, co mówiła, było trochę bez sensu, ale zrozumiałam, o co jej chodzi… Moja córka, a także jej koledzy i koleżanki z klasy mieli ostatnio „fazę” – jak to nazywali – na oglądanie starych, polskich komedii. I zasłyszane w nich zwroty wplatali potem z...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj