Dziewczynka, która ma traumę
Adobe Stock, Liliya Trott
Prawdziwe historie

„Córka po stracie babci ma okropną traumę. Widziała śmierć na własne oczy, zamknęła się w sobie i przestała mówić”

„Moja córeńka musiała obudzić się, kiedy babcia była już martwa albo, co gorsza, obudziła ją jej walka o ostatnie tchnienia. Wyobraziłam sobie, co musiała przeżyć. Jak bardzo się bała, jak samotna musiała się czuć. Musiała tak siedzieć przez wiele godzin. Potwornych, koszmarnych godzin… ”.
To stało się sześć miesięcy temu. Wtedy to moja córeczka przestała mówić. Od tego czasu ma też problemy ze snem, niewiele je i bardzo rzadko się uśmiecha. Bywają chwile, że w ciągu dnia zapomni się – rozweseli na moment, zajmie jakąś radośniejszą zabawą. Ale kiedy zbliża się wieczór i szykujemy się do snu, wracają straszne wspomnienia. Bezradnie patrzymy, jak strach znów odbiera nam nasze dziecko. Moja mała córeczka cierpi, a ja nie potrafię jej pomóc. 
 
Niedawno obudziłam się w nocy, a ona stała przy łóżku i patrzyła jak śpię.
 
– Majeczko, co się stało? – spytałam, ale ona jak zwykle nie odpowiedziała. 
 
Wtedy zdałam sobie sprawę, że już nie pamiętam, jak brzmi jej głos. Odtwarzamy go sobie z filmów, które nagraliśmy, zanim doszło do tej tragedii, ale to przecież nie to samo. 
 
– Maja… – dotknęłam jej ramionka ręką, a z jej oczu popłynęły łzy. 
 
Płakała też po cichu.
 
Przytuliłam ją, wzięłam na ręce i zaniosłam do łóżka. Położyłam się koło niej, głaskałam po główce i czułam, jak cała drży. Tak bardzo boi się, że znów przydarzy się jej coś podobnego. Rozpacz stała się naszym codziennym towarzyszem od tego dnia, kiedy Maja ostatni raz została na noc u babci.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Przeczuwałam, że stanie się coś niedobrego…

To była zwyczajna niedziela. Moja mama zaprosiła nas do siebie na obiad. Taty nie ma z nami już od wielu lat, więc odwiedzaliśmy ją często, żeby nie czuła się samotna. Ona szykowała pyzy, za którymi przepadaliśmy, a ja przynosiłam ciasto. Taka była tradycja tych spotkań. Zwyczajem stało się też, że nasza Majeczka tuż przed powrotem do domu zaczynała marudzić, że chce zostać u babci. Prawie zawsze jej na to pozwalaliśmy. Mama jeszcze ciągle pracowała, ale że mieszkaliśmy po sąsiedzku, to do przedszkola miała równie blisko, jak my. Babcia wieczorem zabawiała więc wnuczkę bajkami, a rano budziła, karmiła, ubierała i odprowadzała do przedszkola. A potem szła do pracy. Tak samo miało być tym razem. Choć, jeszcze zanim pozwoliliśmy Mai zostać, coś mnie tknęło, coś zaniepokoiło.
 
– Mamo, a może zabierzemy ją dziś do domu? – zapytałam. – Tyle się narobiłaś przy obiedzie…
 
– Nie, nie, spokojnie, dam radę – machnęła ręką. – Nie możemy jej tego zrobić, przecież by się zapłakała – uśmiechnęła się do nas.
 
– Ale na pewno się dobrze czujesz? Widziałam, że brałaś jakieś leki…
 
– To na nadciśnienie. Ale nic się nie martw, ja je biorę codziennie, profilaktycznie. Mówiłam ci przecież.
 
No i tak mnie przekonała. Maja została u babci, a my z mężem wróciliśmy do domu sami. Zawsze staraliśmy się wykorzystać ten czas na pielęgnowanie naszego małżeństwa – czyli jakąś dobrą kolację albo wspólne oglądanie filmów. Ale tego wieczoru nie mogłam się na niczym skupić. Cały czas myślałam o Mai i o mamie. Czułam dziwny niepokój. Dzwoniłam nawet do mamy kilka razy, żeby dopytać, czy wszystko jest w porządku, czy mała nie daje jej za bardzo popalić, ale po trzecim telefonie nakrzyczała na mnie, że panikuję i mam dać spokój. Więcej nie dzwoniłam. Poszliśmy z mężem spać.

 

Spaliśmy tak twardo, że nie usłyszeliśmy rano budzika. Obudziliśmy się więc pół godziny za późno i poranek był tak szalony, że zapomniałam zadzwonić do mamy. Przypomniałam sobie o tym dopiero, kiedy usiadłam w pracy za biurkiem. A że porządnie się spóźniłam, to była już godzina dziewiąta. Właśnie wtedy zadzwoniłam do mamy pierwszy raz. Nie odebrała, więc pomyślałam, że jest już w pracy i akurat nie może rozmawiać. Po godzinie spróbowałam jeszcze raz, ale znów się nie udało. Wtedy wybrałam numer stacjonarny do jej pracy, bo pomyślałam, że może ma wyciszoną komórkę albo gdzieś ją zostawiła.
 
– Halo? – odebrała jej koleżanka.
 
– Dzień dobry, pani Krysiu, tu Janka. Można prosić mamę?
 
– No właśnie nie ma jej dziś w pracy. Wszyscy się dziwimy, bo nikomu nie mówiła, że jej nie będzie, a wiesz, jaka jest sumienna. Może ty się domyślasz, dlaczego nie przyszła? – zapytała.
 
W jednej chwili cała krew uderzyła mi do głowy. Już wiedziałam, że musiało stać się coś złego. Rzuciłam tylko do słuchawki „przepraszam” i zaraz wybrałam numer do przedszkola. Tam dowiedziałam się, że Maja dzisiaj nie przyszła. Trzęsąc się z nerwów, zadzwoniłam do męża i kazałam mu jechać do mamy, a sama szybko zamówiłam taksówkę. Marek dotarł na miejsce pierwszy. Kiedy weszłam do mieszkania, on już tam był. Do końca życia nie zapomnę tego, co zobaczyłam. Nie zapomnę wrażenia, że kurczy mi się z żalu serce. Z całych sił musiałam walczyć o to, żeby nie zemdleć.
 
Marek siedział na podłodze z Mają w ramionach. Tuliła się do niego tak mocno, że nie było jej prawie widać. Kiwał się w przód i w tył, a z oczu leciały mu łzy. Obok nich, na łóżku leżała mama. Miała bladosiną twarz, rozchylone usta i rozrzucone na boki ręce. Jej klatka piersiowa nie unosiła się ani odrobinę. Kołdra spadła na ziemię. Leżała tuż obok Marka i Mai. Wtedy zrozumiałam, że mama nie żyje. 
 
Dotarło też do mnie, że moja córeńka musiała obudzić się, kiedy babcia była już martwa albo, co gorsza, obudziła ją jej walka o ostatnie tchnienia. Wyobraziłam sobie, co musiała przeżyć. Jak bardzo się bała, jak samotna musiała się czuć przez cały ten czas, kiedy czekała, aż ktoś z nas przyjdzie i ją stąd zabierze. Musiała tu tak siedzieć przez wiele godzin. Potwornych, koszmarnych, przerażających godzin… Wszystkie te myśli uderzyły mnie w jednej chwili i poddałam się, zemdlałam. Jedyne, co zdążyłam zapamiętała, zanim starciłam przytomność, to bose małe stópki mojej córki, wystające z piżamy w grochy. Potem była ciemność.

Od tej chwili codziennie zmagamy się z lękiem

Obudziłam się, kiedy przyjechało już pogotowie. Zajęli się mną, ale przede wszystkim małą. Trudno mi opisywać ten dzień, bo to były najstraszniejsze chwile mojego życia. Straciłam matkę, a moje dziecko uciekło do krainy ciszy i smutku.
Na początku lekarze myśleli, że Maja przestała mówić, bo zdarła sobie gardło od krzyku. Bo krzyczała długo. Sąsiad przyznał się, że słyszał płacz, ale nie interweniował, bo myślał, że to jakaś „zwyczajna” awantura domowa. Po jakimś czasie struny głosowe doszły do siebie, a Maja dalej nie odzyskała głosu. Wtedy okazało się, że to reakcja psychiczna.
 
Tak jest do dziś. Maja stała się cieniem dziecka, którym była przed tamtym strasznym dniem, a my nie wiemy, jak jej pomóc. Chodzimy na terapię, jednak ona nie przynosi prawie żadnych efektów. Mała nie chce zasypiać, bo boi się, że znów przydarzy jej się coś tak okropnego jak wtedy. Bywa, że znajdujemy ją śpiącą pod naszym łóżkiem. Często bierzemy ją do siebie na całą noc. Ale i wtedy co chwila rozbudza ją lęk. Czuję, jak się budzi i nasłuchuje naszych oddechów. Dotykam jej buzi, a ona jest mokra od łez.
 
Czasem wyobrażam sobie, co Maja przeżyła tego dnia… Jak bardzo musiała się bać, próbując obudzić babcię. Jak dotykała ją roztrzęsionymi rączkami i czuła tylko chłód martwego ciała. Jak płakała, wzywając nas na pomoc. Jak pewnie w tej małej główce pojawiło się przekonanie, że nikt już po nią nie przyjdzie, że zostanie tu na zawsze – sama, opuszczona.

Kiedy o tym myślę, nienawidzę samej siebie, za to, że nie ustrzegłam jej przed tą traumą. Że nie przewidziałam tego, spałam, a ona, czteroletnia kruszynka odchodziła od zmysłów. A myślę o tym często. Za każdym razem, gdy staram się zasnąć… 

Marta, 32 lata

Czytaj także:
Mężczyzna, który zabrał syna na survival
Adobe Stock, romankosolapov
Prawdziwe historie
„Zabrałem syna na wyprawę, żeby zrobić z niego prawdziwego faceta. Tymczasem to ja okazałem się słabeuszem bez wyobraźni”
„Chciałem pokazać synowi, co to jest prawdziwa szkoła przeżycia, i trochę mu zaimponować. Dzieciaki teraz nie widzą świata poza Internetem. Chciałem żeby syn poznał, co to znaczy być prawdziwym mężczyzną. Ale stało się odwrotnie i jestem z niego dumny”

Z dzieciństwa pamiętam, że większość czasu do piętnastego roku życia spędziłem na bieganiu po podwórzu, grze w piłkę i na zabawie w wojnę. Tymczasem mój syn za nic w świecie nie chciał wychodzić na powietrze. Ćwiczenia na lekcjach wuefu, wyjście na basen, kręgielnia – owszem, ale nic ponad to. Teraz próżno wypatrywać dzieci na podwórkach, za to wszyscy siedzą z tabletami w swoich pokojach i grają albo czatują przez internet. Cherlaki!    Postanowiłem to zmienić. Przynajmniej w swojej rodzinie. Oczywiście, wiedziałem, że samo ględzenie ojca z fotela przed telewizorem nie wystarczy. Tu trzeba dać przykład, a nie jedynie opowiadać tonem pełnym wyższości, co należy zrobić. Innymi słowy zamierzałem pojechać z synem w teren i podzielić się moim doświadczeniem trapera i włóczykija. Przedstawiłem pomysł małżonce. Trochę się bałem, że będzie oponować. Niepotrzebnie...   – Jedźcie, pewnie! – zakrzyknęła entuzjastycznie. – Ostatnio strasznie zdziadziałeś, przyda ci się trochę wysiłku.   „Co? Ja zdziadziałem?! No owszem, byłem facetem po czterdziestce, z nadwagą, zakolami i zmarszczkami wokół oczu. Ale do starego dziada jeszcze mi daleko”. I tego miałem zamiar dowieść. O dziwo, Ernestowi też spodobał się mój pomysł. Stwierdził, że w weekendy zazwyczaj się nudzi, więc możemy jechać. Określiłem nasz wypad jako bieg survivalowy, by podnieść atrakcyjność naszej wycieczki modnym nazewnictwem. Potem zaczęliśmy ustalać szczegóły. Jak survival, to survival, żadnej łatwizny. Każdy bierze swój plecak, żelazną rację żywności i podstawowe ubrania. Do tego mały namiot i wędkę.   – Pojedziemy pociągiem do Zalewek, tam jest kilka jezior i lasy. Spędzimy dwa dni z przyrodą i będziemy pokonywać własne słabości – ostrzegałem.   – Pociągiem? Super! – Ernest był...

Kobieta w ciąży
Adobe Stock, NDABCREATIVITY
Prawdziwe historie
„Renata >>wpadła<< i szukała naiwniaka, którego wrobi w alimenty. Wybrała mnie, a ja prawie wpakowałem się w to bagno”
„Gdybym posłuchał intuicji, to może opamiętałbym się wcześniej. A tak dbałem, dmuchałem i chuchałem nad nią i moją >>córeczką<<. Zrozumiałem także, dlaczego Renata tak bardzo nie chciała, żebym uczestniczył w porodzie. Liczyła na to, że się nie wyda”.

Chodziłem zdenerwowany po szpitalnym korytarzu. W tej chwili z jednej strony cieszyłem się, że Renata uparła się rodzić sama, bez mojego udziału, ale z drugiej tym bardziej się denerwowałem. Na sali porodowej wprawdzie nie miałbym na nic wpływu, ale przynajmniej widziałbym, co się dzieje, a to także ważne w podobnej sytuacji. Lecz moja młodziutka żona twierdziła, że porodówka to nie miejsce dla mężczyzny. „Mój brat był przy porodzie u swojej żony – powiedziała – i potem nabrał do niej niechęci. To nie są widoki i zapachy dla każdego mężczyzny”. Nie upierałem się. Tym bardziej że przecież rodziła dużo przed terminem. Pewnie i tak bym został wyproszony.   W ogóle to wszystko spadło na mnie tak jakoś nagle, że nie zdążyłem ochłonąć. Zaledwie pół roku wcześniej byłem swobodnym kawalerem z odzysku, zbliżającym się do lat średnich, a dzisiaj miałem zostać ojcem. Chciałem, by ktoś zagościł w moim życiu To nie ja zaczepiłem Renatę, jakoś tak samo wyszło, kiedy podeszła do kontuaru. Lokal był porządny, nie żadna mordownia. Czekałem na kolegę, mieliśmy wypić po piwie i ustalić parę spraw związanych z pracą. Makler giełdowy tak naprawdę nigdy nie ma wolnego, ale z drugiej strony zdarzają się chwile, kiedy jest spokój i można odpocząć. Dlatego nie denerwowałem się, że to czy owo trzeba załatwiać poza normalnymi godzinami pracy.   Jednak Rysiek nie przychodził, a ja piłem już drugie piwo. Nie miałem wprawdzie w czubie, jednak coraz mniej chciało mi się gadać o interesach. Wyczułem ruch po prawej, spojrzałem. Kobieta, czy może raczej jeszcze dziewczyna około dwudziestu pięciu lat, nie więcej. Ładna, nawet bardzo ładna brunetka. Widząc mój wzrok, uśmiechnęła się lekko.   – Nie przyszła? – spytała, ale tak niezobowiązująco, ewidentnie żeby coś powiedzieć, skoro już wymieniliśmy...

Dzieci, które straciły rodziców
Adobe Stock, fizkes
Prawdziwe historie
„Rodzice zginęli, a siostra zastąpiła nam mamę. Poświęciła wykształcenie i miłość, żeby uchronić nas przed sierocińcem”
„Nie musiała tego robić. Nie mam pojęcia, skąd wzięła na to wszystko siłę. Moja druga mama, kiedy została moją mamą, sama była jeszcze dzieckiem, bo miała siedemnaście lat! Było nas troje: ja – dziewięciolatka, siedmioletni Jasio i ona – nasza najstarsza siostra, tuż przed maturą”.

Moja druga mama, kiedy została moją mamą, sama była jeszcze dzieckiem, bo miała siedemnaście lat! Było nas troje: ja – dziewięciolatka, siedmioletni Jasio i ona – nasza najstarsza siostra, tuż przed maturą.   Rodzice pojechali na zakupy. To był piątek, pod wieczór… Jasio oglądał jakiś film, ja siedziałam przy komputerze, a Zosia wybierała się na randkę ze swoim chłopakiem. Właśnie suszyła włosy, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. To była policja.    Rodzice zginęli na miejscu, w czołowym zderzeniu z dostawczym tirem. Zostaliśmy sami… Najbardziej rozpaczał Jasiek. Nikt go nie mógł uspokoić. Dopiero kiedy Zosia mu przysięgła, że nas nie zostawi i nie odda do domu dziecka, przestał płakać.    – Na pewno? – zapytał. – Bo jak kłamiesz, to ja i tak stamtąd ucieknę!   – Słowo! – odpowiedziała. – Będziemy razem póki nie dorośniesz i nie pójdziesz na swoje. Czy ja cię kiedyś oszukałam?   Faktycznie. Zosia miała taką właściwość, że zawsze mówiła prawdę. Miała z tego powodu same kłopoty, nawet w szkole jej dokuczali, bo mówienie prawdy w każdej sytuacji, zwłaszcza szkolnej, nie zawsze się dobrze kończy. Ale ona była uparta jak muł! Nasz tata tak o niej mówił: wszystkich przekonasz, ale nie Zosię… Jak się uprze, nie ma na nią siły. Prawdziwy muł! Oprócz uporu Zosia miała jeszcze dar przekonywania o swoich racjach.    – Ona wszystkich przegada i wszystko załatwi – tak z kolei Zosię charakteryzowała nasza mama. – Nie ma sposobu, żeby ją przegadać!   Te cechy mojej najstarszej siostry bardzo się przydały, kiedy zaczęła walkę o to, żeby zostać naszą prawną opiekunką. Napisałam „walkę”, bo to była prawdziwa wojna z urzędami, ministerstwami, autorytetami psychologii i pedagogiki oraz  z...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj