Matka, która kłóci się z córka
Adobe Stock, David Pereiras
Prawdziwe historie

„Córka sprzedawała się w Internecie, a nas wyzywała od roboli i ciemniaków. Padła ofiarą szantażysty i chciała się zabić"

„Gosia ma szesnaście lat. Nie uczy się. Nie pracuje. Maż ze swoją ukochaną jedynaczką nie rozmawia, od kiedy w kłótni nazwała go niezaradnym kretynem. Nie miała do nas za grosz szacunku. Była potworem, ale gdy usłyszałam, że moje dziecko sprzedaje swoje nagie zdjęcia w Internecie, zamarłam".
Córcia – mówię – popatrz na mnie i na ojca! Oboje całe życie uczciwie pracowaliśmy…
 
– I co z tego macie? – przerywa mi ze złością moja jedynaczka. – M-3 w zapyziałym bloku? Meblościankę ze sklejki? Ja tak nie chcę!
 
Gosia ma szesnaście lat. Nie uczy się. Nie pracuje. Śpi do drugiej po południu, potem wstaje, siedzi przez dwie godziny w łazience, łaskawie zjada, co jej podsunę pod nos, i wychodzi. Nigdy nie mówi dokąd.
 
– Lepiej, żebyś nie wiedziała – słyszę, a potem córka dodaje: – Nie dzwoń do mnie. I tak nie odbiorę!
 
Mąż wychodzi przed klatkę, żeby kopcić papierochy. Nie wolno mu, ma rozedmę płuc, ale macha ręką, kiedy proszę, żeby przestał. 
 
– Po co mam dbać o siebie? Jak się wcześniej zawinę, to przynajmniej nie będę patrzył na to wszystko!
 
Ze swoją ukochaną jedynaczką nie rozmawia, od kiedy w kłótni nazwała go niezaradnym kretynem. Zapadł się w sobie. Milczy. Cierpi.
 
U nas zawsze było skromnie. Oboje z mężem pracujemy fizyczne, nie mamy wykształcenia, więc zarabiamy mało, tyle żeby starczyło na podstawowe potrzeby. Luksusy i jakieś tam modne gadżety nie dla nas. Gosia zawsze chciała więcej. 
 
Zazdrościła koleżankom ciuchów, komputerów, telefonów i tego całego sprzętu, którego ja nawet nie umiem nazwać. Płakała, dąsała się, potem zaczęła pyskować, że wszyscy mają, a ona jak żebraczka jakaś! W końcu powiedziała, że wstydzi się kogoś zaprosić, bo u nas nędza i prymityw.
 
– Nawet glazury w tym naszym kiblu nie ma, tylko ściany pomalowane na olejno – krzyczała. – Dziewczyny mnie zadziobią, jak to zobaczą!
 
No to postanowiliśmy z Zenkiem jej zrobić niespodziankę. Latem zeszłego roku, kiedy wyjechała na obóz wakacyjny, wzięliśmy pożyczkę i zaczęliśmy remont. Oczywiście, nie było nas stać na drogie kafle, ale te najtańsze, zielone, też były ładne. Jak my się cieszyliśmy, że przyjedzie, a tu taka ładna łazienka!

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Wyzywała nas od roboli i ciemniaków bez szkoły 

– Co to za chłam? – zapytała. – Szpital zrobiliście z mieszkania? Kompletne badziewie! Wiocha po prostu!
 
Do dzisiaj chce mi się płakać, kiedy sobie to przypomnę! Ale naprawdę źle zrobiło się wtedy, gdy Gosia poszła do gimnazjum… Łapała jedynkę za jedynką, nieustannie mnie wzywano do szkoły, bo zachowywała się arogancko i strasznie wagarowała. Tłumaczyłam, prosiłam – na próżno, jak grochem o ścianę!
 
Raz nawet zagroziłam, że jej spuszczę lanie, ale tylko się roześmiała. 
 
– A spróbuj! – zagroziła. – Teraz nie wolno stosować przemocy wobec dzieci! Dotknij mnie palcem, a powiem komu trzeba, i cię wsadzą!
 
Nie wiedziałam, co robić. Wstydziłam się komukolwiek przyznać, że mamy z nią takie kłopoty…
 
Kiedy się urodziła, świętowała cała nasza rodzina. Ja się długo leczyłam, zaszłam w ciążę dopiero przed czterdziestką. Naprawdę, narodziny Gosi to był prawdziwy cud! Teraz czasami myślę, że może my jesteśmy za starzy na to, żeby się z naszą córką dogadać? Nie rozumiemy tego świata, w którym ona czuje się jak ryba w wodzie. Nie mamy o czym z nią rozmawiać, a raczej – to ona nie jest ciekawa tego, co moglibyśmy jej powiedzieć. Uważa nas za niedołęgi, ciemniaki, robole… Zastanawiam się, czy nas chociaż trochę kocha?
 
Wcale się z nami nie liczy, byle problem – bierze nas na krzyk.
 
Oboje z mężem jesteśmy ludźmi cichymi, spokojnymi, nienawidzimy hałasu i wrzasków. Gosia to wykorzystuje, bo wie, że kiedy zacznie histerię, może z nami zrobić wszystko. Trzaska drzwiami, wrzeszczy, klnie najgorszymi słowami… U nas w rodzinach nigdy nikt się tak nie zachowywał, więc nie zgadzam się z tym, że dziecko wszystkiego uczy się  w domu. Teraz wychowuje telewizja, internet, koledzy i koleżanki. Jak inni rodzice sobie z tym radzą?
 
Niedawno Gosia zaczęła się ładniej ubierać. Ciągle miała na sobie coś nowego. To drogie i nieużywane rzeczy, więc na pewno nie kupiła ich w lumpeksie. Zapytałam, skąd je ma. 
 
– Nie twoja sprawa. Może zarobiłam? – rzuciła zaczepnie.
 
– Jak zarobiłaś? Gdzie?
 
– Nawet z domu nie musiałam wychodzić – roześmiała się. – Pracuję w cieple, wygodnie. Nie namęczę się. Nie tak jak ty przy tych swoich mrożonkach! I skrzynek też nie dźwigam!
 
– Dziecko, ty chyba nie robisz nic złego? – zapytałam ze strachem, że mi odpowie: „Tak, robię to, co myślisz, dokładnie to robię”.
 
A Gosia nagle spoważniała.
 
– Na razie się nie puszczam – stwierdziła. – Na razie… Więc się tak nie ciesz! Teraz można zgarnąć niezłą kasę na czym innym.
 
– Na czym?
 
– Eee, i tak nie zrozumiesz – najpierw machnęła ręką, a potem jednak dodała: – Wystarczy mała kamerka 
i internet. Każdy facet chętnie obejrzy ładny tyłek i cycki. Nie dotykają cię, a płacą. Może być lepszy interes?

Lekarze nie dawali Gosi praktycznie żadnych szans 

Wtedy faktycznie niewiele z tego zrozumiałam. Myślałam, że się fotografuje w jakichś wyuzdanych pozach, i już to było dla mnie koszmarem. Jednak wolałam zmilczeć, bo przecież i tak byłabym bezradna. Jednak prawda okazała się gorsza…
Ona myślała, że to gdzieś zniknie w sieci. Taka niby cwana i znająca się na komputerach, nie przewidziała, że jej rozbieranki ktoś sfotografuje i będzie ją tym szantażował.
 
Była mocna w gębie, udawała, że nie przestraszy się żadnego świństwa, ale kiedy ten cwaniak zagroził, że wstawi jej gołe fotki na różne strony, wpadła w panikę. On chciał więcej, miał ochotę na prawdziwe spotkania, też filmowane… Zgodziła się na jedno, bo jej obiecał, że to wystarczy.
 
Nie wystarczyło. Dalej ją szantażował i zmuszał do gorszych rzeczy. Czuliśmy z mężem, że dzieje się coś strasznego, ale tchórzliwie milczeliśmy, dawaliśmy się zbywać i okłamywać. Nigdy sobie tego nie darujemy. I tego, że nasza córka nie miała do nas zaufania i nie zawołała o pomoc!
 
Szczególnie ja, z moim matczynym instynktem powinnam była wiedzieć, że ona ginie! Przecież gdyby tonęła naprawdę, na moich oczach, to chociaż słabo pływam, rzuciłabym się na ratunek, krzyczałabym, nie przyglądałabym się bezradnie, jak ją wciąga czarna woda! A przez tyle czasu nic nie zrobiłam!
 
Ze strachu, ze wstydu, że w moim porządnym domu zagnieździł się ktoś obcy, z kim sobie nie radzę. I że to jest moje rodzone dziecko. No i któregoś dnia Gosia nałykała się tabletek męża i moich. Jednym cudem było to, że się urodziła, drugim, że ją odratowano. Bo lekarze od razu stwierdzili, że na wybudzenie ma zerowe szanse.
 
Teraz Gosia jest w szpitalu psychiatrycznym. Nie chce z nami rozmawiać. Grozi, że spróbuje jeszcze raz. Nadal nie wiem, co robić. Codziennie ją odwiedzamy. Niech wie, że nie jest sama. Piszę do niej listy, powtarzam, że ją kocham, i że wszystko będzie dobrze, tylko niech sobie i nam da szansę.
 
– Na razie wszystkie listy córka drze na drobne kawałeczki – mówi lekarz. – Ale niech pani nie rezygnuje… Może w końcu któryś przeczyta. Trzeba mieć nadzieję… 
 
Co innego mi zostało?
 
Krystyna, 53 lata

Czytaj także:
Moja mama miała depresję poporodową
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Mama miała depresję poporodową, nie wiedziała, że to się leczy. Nie wytrzymała, porzuciła nas, kiedy miałam 3 miesiące”
Dzisiaj pewnie by mnie leczyli na depresję, wtedy myślałam o sobie „potwór nie – matka!”, bo bałam się ciebie, nie chciałam cię dotykać, brzydziłam się pieluch, nawet chciałam, żebyś umarła. Nie mogłam się zmusić do kochania…

Przez lata tęskniłam za nią i wierzyłam, że wróci. Potem próbowałam zapomnieć, że w ogóle istniała. I nagle ona znów pojawiła się w moim życiu. Niestety na krótko.... Miałam trzy miesiące, gdy od nas odeszła. Nikt nie wiedział dokąd... Moja mama wyszła z domu dwadzieścia dwa lata temu. Zostawiła na blacie kuchennym pokrojony makaron, w garnku gotujący się rosół. Mięso na kotlety dopiero się rozmrażało, więc widocznie zapomniała je na noc wyjąć z zamrażalnika. Ja miałam dopiero trzy miesiące. Płakałam, bo mi wypadł smoczek Ojciec usłyszał ten mój płacz już na parterze i o mało nóg nie połamał, tak gnał na trzecie piętro. Mówił, że tego dnia, od rana miał złe przeczucia… Mama niczego ze sobą nie zabrała, nawet dokumentów. Wyglądało to tak, jakby na chwilę zeszła do sąsiadki albo do kiosku. Tym tropem szło śledztwo, przynajmniej na początku; podejrzewano, że może ktoś zadzwonił, ona otworzyła drzwi i została porwana albo wepchnięta z powrotem, zgwałcona, zamordowana, a później wywleczona, żeby się pozbyć ciała. Ale to się nie trzymało kupy, bo w domu był porządek, żadnych śladów jakiegoś szamotania czy walki. Więc kombinowano inaczej: wybiegła po coś do sklepu i wpadła pod samochód… Kierowca spanikował i gdzieś ją wywiózł, kiedy się zorientował, że nie żyje. Potem się pozbył zwłok i koniec! Były także inne teorie i spekulacje. Plotkowano, że miała kochanka i z nim uciekła, że zwyczajnie robiła tatę w konia, zdradzała go, aż wreszcie go olała na dobre. Ale to miało słabe uzasadnienie w faktach; nie zwiałaby przecież bez dowodu i innych papierów! Jednak najdziwniejsze było coś innego… Przy tym pokrojonym w łazanki makaronie leżała mamy obrączka Szeroka, złota z wygrawerowaną datą ślubu i inicjałami rodziców. Czy ją zdjęła, bo po...

Po narodzinach dziecka mieliśmy dosyć siebie i malucha
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Latami bezskutecznie staraliśmy się o ciążę. Kiedy już się udało... nie mogliśmy wytrzymać ze sobą i z dzieckiem”
Córeczka darła się całymi dniami. Nie mogliśmy tego wytrzymać. Były momenty, kiedy żałowałem tej naszej obsesji na punkcie ciąży. Wszystko mogło zostać po staremu... Teraz jestem wrakiem człowieka, zawalam pracę, a moje małżeństwo wisi na włosku.

– Przestań beczeć, błagam! – niemal wrzasnąłem na moją dwumiesięczną córeczkę i szarpnąłem mocniej wózkiem. Dało to tylko ten efekt, że Klaudia zamilkła na sekundę, spojrzała na mnie przerażonymi oczkami i zaczęła płakać jeszcze głośniej. A ja nienawidziłem siebie za to, że przestraszyłem własne dziecko Przecież ona nie jest winna temu, że dostała znowu kolki. U takiego szkraba to normalne. Tylko co z tego? Po kolejnych nieprzespanych nocach coraz mniej mnie to obchodziło. Miałem wszystkiego dość. Złapałem się nawet na myśli, jakby to było cudownie, gdyby Klaudia zasnęła i się nie obudziła. Może wtedy, po okresie krótkiej żałoby, wszystko byłoby tak jak dawniej. Wiem, to brzmi jak myśl psychopaty, ale naprawdę na nic nie miałem siły. Cały świat wywrócił mi się do góry nogami, w pracy zawalałem termin za terminem, a moje małżeństwo wyglądało coraz bardziej jak fikcja… Przez kilka pierwszych lat po ślubie nie myśleliśmy o dziecku. Pochłaniała nas praca i konieczność dorobienia się czegoś własnego. Myśl o potomstwie odkładaliśmy „na potem, jak już będziemy mieli dom i samochód”. Kiedy minęła nam „trzydziestka” pomyśleliśmy: „może byłoby już warto?” . Ale nasze starania ograniczały się do tego, co ginekolodzy nazywają finezyjnie „jazdą bez trzymanki”. Aż wreszcie przyszedł rok, w którym oboje skończyliśmy trzydzieści pięć lat Kilka dni po urodzinach żony, znalazłem ją zapłakaną w kącie naszego domu. – Co się stało, Kasiu? – Wiesz, ja chyba już nigdy nie będę mieć dziecka… – Daj spokój, nie przejmuj się, to przecież nic strasznego… – Łatwo ci mówić! – wybuchła. – Ty nawet za trzydzieści lat będziesz mógł znaleźć młodą siksę, która ci urodzi dziecko! – Ale ja nie chcę nikogo...

Dziecko, które płacze
Adobe Stock, pololia
Prawdziwe historie
„Przez sąsiadkę moja córeczka wylądowała w szpitalu. Ta durna baba się opiła i nie potrafiła upilnować rocznego dziecka"
„Dopiero w szpitalu wyszło na jaw, że Zofia jest alkoholiczką. Przez nią Natalka mogła się zabić! Jest jednak spore ryzyko, że uraz mózgu spowodowany upadkiem będzie miał wpływ na rozwój mojej córeczki. Mam nadzieje, że Zośka słono za to zapłaci"

Byłam chyba najszczęśliwszą kobietą na świecie, gdy z hałaśliwego blokowiska przeprowadzaliśmy się do własnego domu w podpoznańskiej wsi. Nareszcie mieliśmy dużą kuchnię z oknem, jadalnię, słoneczny salon, no i śliczną sypialnię z osobną łazienką. Obok sypialni urządziliśmy pokoje dzieci; czteroletniego Kacperka i niespełna rocznej Natalki.    Co więcej, po latach anonimowości na wielkim osiedlu, zamieszkaliśmy w miejscu, gdzie sąsiedzi lubią się i wspierają nawzajem. Zenek i Zosia, młode małżeństwo dzielące z nami płot, przez wiele miesięcy doglądali naszej budowy, podczas gdy my pracowaliśmy w mieście. Wystarczyło, że majster popił z ekipą budowlaną, a Zenek już dzwonił do Jarka z informacją. Zosia podlewała nasze tuje i świerki, bo założyliśmy ogród zaraz po kupieniu działki. Podczas przeprowadzki też mogliśmy na nich liczyć…   – To ja już się dziś pożegnam – powiedział Zenek, gdy wnieśli z Jarkiem wszystkie meble i kartony. – A zaraz przyślę tu żonkę, to pomoże ci się rozpakować, Joasiu.    – Dzięki wielkie, sąsiedzie – powiedział Jarek i podał mu rękę.    – W sobotę zapraszamy was na parapetówkę, musimy przecież uczcić naszą przeprowadzkę.    – Dzięki, przyjdziemy z przyjemnością – obiecał.    Kilka minut później przyszła Zosia. Akurat byłam pochłonięta wypakowywaniem naczyń kuchennych, poprosiłam więc sąsiadkę, żeby spróbowała uśpić Natalkę. Krzątając się, myślałam o tym, jakie mam szczęście. Własny dom, kochający mąż, zdrowe dzieci… Z rozmyślań wyrwał mnie głos Zosi.    – Joasiu, a z kim zostawisz dzieci, jak będziesz chciała wrócić do pracy? – spytała.    – Kacperka będziemy wozić do przedszkola, ale dla...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj