Dziewczyna, która ignoruje macochę
Adobe Stock, motortion
Prawdziwe historie

„Dzieci męża traktowały mnie jak trędowatą i oskarżały o rozbicie ich rodziny. We własnym domu czułam się jak intruz”

„Starałam się, jak babcię kocham, robiłam, co mogłam, byśmy się zaprzyjaźnili. Dla Tadeusza. zagryzłam zęby i wbrew sobie, z przyklejonym do ust uśmiechem, dogadzałam im, schlebiałam, poświęcałam czas. Wszystko na nic...”.
Tadeusza poznałam na mojej wystawie. Z miejsca zaiskrzyło – nie tylko dlatego, że kupił aż trzy moje obrazy. Był dojrzałym mężczyzną, czarującym i imponującym pod każdym względem. Przyjęłam oświadczyny już po pół roku znajomości. Mimo obaw mamy, która uważała, że sporo ryzykuję, pakując się w związek z piętnaście lat starszym facetem, na dokładkę obarczonym rodziną… Ślub wzięliśmy skromny. Zamiast tracić kasę na huczną imprezę, wolałam pojechać w podróż poślubną do Paryża. Poza tym dom pochłaniał mnóstwo wydatków.
 
Nasz dom… Jak to miło brzmiało. Starą secesyjną willę w nadmorskiej dzielnicy wypatrzyłam dawno. Mimo kuszącej ceny wciąż stała pusta, bo budynek wymagał gruntownego remontu, od dachu po piwnicę. Obiecywałam sobie, że kiedyś – gdy stanę się sławna i bogata – przywrócę mu świetność. O ile ktoś mnie nie uprzedzi. Dzięki Tadeuszowi nie musiałam się już o to martwić. W prezencie ślubnym wręczył mi klucze do wymarzonej willi. 
 
Po naszym powrocie z Paryża remont ruszył z kopyta. Mąż dał mi wolną rękę i urządziłam dom według własnego gustu. Z nowoczesną kuchnią, w której posiłki niemal same się gotowały, ze staroświecką sypialnią, z typowo męskim gabinetem dla mojego męża biznesmena i z jasną przestronną pracownią malarską dla mnie. Nie zapomniałam również o pokojach dla dzieciaków. Tak, wychodząc za Tadeusza, stałam się macochą. To już tak miło nie brzmiało, ale skoro kochałam Tadeusza, czemu jego dzieci miałabym nie polubić? Szczególnie że jemu bardzo na tym zależało. 
 
Przed ślubem spotkaliśmy się parę razy na neutralnym gruncie. Wydawali się ostrożni i nieco nadąsani. Nie zrażałam się jednak, wszak byliśmy teraz jedną wielką rodziną. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Gdy zjawili się u nas po raz pierwszy, nawet nie obejrzeli dokładnie domu, tylko od razu poszli do swoich pokojów. Szesnastoletni dryblas, Grzesiek, na widok komputera mruknął:

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Ja nie rozbiłam małżeństwa waszych rodziców!

– No, czyli z nudów tu nie zdechnę. A internet w tej chałupie jest?
 
– Jeszcze nie, mają założyć na dniach. I to nie jest chałupa.
 
– Skoro… pani się upiera.
 
– Miałeś mówić Zosi po imieniu – przypomniał mu ojciec.
 
– Wedle rozkazu – zasalutował.
 
Z czternastoletnią Martą poszło mi jeszcze gorzej. Ani słowem nie skomentowała wystroju wnętrza, tylko od razu rzuciła się na łóżko i zaczęła bawić swoją komórką. Zrobiło mi się przykro. Stałam przez chwilę w progu, niepewna, jak się zachować. Nawet nie raczyła na mnie spojrzeć, więc wyszłam. Schroniłam się w pracowni, gdzie znalazł mnie mąż, gdy skończył pomagać synowi w instalowaniu jakichś gier.
 
– Czy ja im coś złego zrobiłam? – pożaliłam się, kiedy do mnie podszedł.
 
– Będzie lepiej, kochanie. Daj im czas. Muszą się oswoić…Chyba wciąż liczyli, że zejdę się z ich matką. Nasz ślub pozbawił ich złudzeń.
 
– I dopiero teraz mi o tym mówisz? Nie mogłeś wcześniej mnie ostrzec? 
 
– I co? Nie przyjęłabyś oświadczyn, bo moje dzieci sobie tego nie życzą?
 
– No nie, ale wreszcie rozumiem, skąd te kwiaty niepasujące do okazji!
 
Po wyjściu z urzędu Marta wręczyła mi chryzantemy. Nie jestem przesądna, ale powiało grozą. Nie doszukiwałam się premedytacji w jej niestosownym geście, zresztą już szybowałam myślami w kierunku Paryża. Jednak teraz zwątpiłam. Jak mamy się dogadać przy jawnej niechęci ze strony smarkaczy? 
 
Z mojego punktu widzenia przyjacielskie rozstanie Tadeusza z byłą żoną miało jeden poważny minus. Alicja nie stawiała żadnych przeszkód w kwestii kontaktów ojca z dziećmi. Co gorsza, jako architekt często wyjeżdżała i wówczas nie miała oporów, by zwalić nam potomstwo na głowę. Bez uprzedzenia i poza grafikiem. Teoretycznie powinno mnie cieszyć takie zaufanie. Cóż… jakoś nie skakałam z radości.
 
Odmowa nie wchodziła w grę, wyszłabym na jędzę, choć wolałam dobrze się przygotować na starcie z gówniarzami. Boże, nie powinnam tak mówić, ale też zaleźli mi za skórę, aż przykro. Starałam się, jak babcię kocham, robiłam, co mogłam, byśmy się zaprzyjaźnili. Dla Tadeusza. Był dobrym ojcem, bardzo przywiązanym do dzieciaków. Tęsknił za nimi i gdy z jakichś względów nie mogli się spotkać – wyraźnie to przeżywał. Niesnaski między nami też go dręczyły. Toteż zagryzłam zęby i wbrew sobie, z przyklejonym do ust uśmiechem, dogadzałam im, schlebiałam, poświęcałam czas. I ponosiłam klęskę za klęską. Zasada przez żołądek do serca nie sprawdziła się. Specjalnie nauczyłam się robić pizzę, gdyż Grzesiek był jej fanem. Efekt – ugryzł kęs i wypluł. Ponoć dziwnie smakowała. 
 
Jak dyskutować z takim argumentem? Z kolei gdy upiekłam tort na imieniny Marty, ta nawet go nie tknęła.
 
– Odchudzam się – burknęła.
 
– Od kiedy? – zdziwiłam się. – Jesteś szczupła i nie potrzebujesz żadnej diety, aż ci zazdroszczę – podlizałam się. 
 
– Spoko – przerwała mi. – Odchudzam się. Od teraz.

Nie podobała wam się komedia? Może thriller?

W ramach integracji wzięłam ich do kina, na głośno reklamowaną komedię. Publika świetnie się bawiła, ja też bym mogła, gdyby nie te dwa złośliwe gnomy. Marta siedziała z grobową miną, Grzesiek – ostentacyjnie ziewał. Zwyczajnie robili mi na złość! 
 
Cokolwiek zaproponowałam – sabotowali. Próby rozmów też spełzały na niczym. Cwany pasierb załatwiał mnie jednym pytaniem tyczącym futbolu. Rany, miałam jeszcze zacząć się interesować piłką nożną, by zdobyć u niego punkty? Raz się przemogłam, poszłam z panami na mecz i czułam się tam jak piąte koło u wozu. W ogóle nie zwracali na mnie uwagi. A kiedy zapytałam, którzy to nasi, nawet Tadeusz wybuchnął śmiechem. Więc na co ta męka? Natomiast Marta…
 
– Uwzięłaś się? Nie rozumiesz po polsku? Nie jesteś moją matką, nie muszę z tobą gadać! – spławiła mnie przy kolejnym podejściu do pogawędki.
 
– Ale może byś chciała? Poplotkować z mamą nie zawsze się da. O chłopakach…? Mogłabym ci coś doradzić…
 
– Jasne. Na przykład, jak podrywać cudzych mężów. Obejdzie się.
 
Zabolało. Cios był poniżej pasa, zarzut cholernie niesprawiedliwy. Nie z mojej winy rozpadło się małżeństwo jej rodziców. Rozstali się, zanim Tadeusz mnie poznał. Po prostu się im nie udało. Bywa. Przyjaźń nie zastąpi miłości ani namiętności, która się wypaliła. Próbowałam jej to wytłumaczyć. Daremnie. Marta skończyła dyskusję, wkładając słuchawki do uszu. Jej wzrok omijał mnie jak trędowatą. 
 
Tak się przy nich czułam. Jak trędowata! W moim własnym, wymarzonym domu! Na dokładkę straciłam wenę, bo zamiast skupić się na pracy, w kółko zastanawiałam się, co robię źle. Miało być tak pięknie. Nie było. Czyżby moja mama wykrakała?
Co gorsza, Tadeusz, znajdując się między młotem a kowadłem, zwykle stawał po stronie swoich dzieci. Bronił ich, tłumaczył, mnie radził cierpliwość. W końcu przesadził. Zestresowana zbliżającym się najazdem nastoletnich dręczycieli, przy kolacji poskarżyłam się, że dłużej tego nie wytrzymam.
 
– We własnym domu jestem ignorowana, traktowana jak… jak macocha!
 
– Nie dramatyzuj, skarbie – odparł. 
 
– Będzie lepiej.
 
– Wciąż to powtarzasz. Uszami mi już wychodzi! A jak nie? A jak zajdę w ciążę? Twoje dzieci zaczną dla odmiany tępić nasze dziecko? Jak teraz tępią mnie, choć tak się staram.
 
– Może za bardzo… – westchnął. – Daj im trochę luzu. Gdzie się obrócą, już czyhasz z kolejnym smakołykiem czy propozycją. Pływalnia, gra w scrabble, kino… Z tą wyprawą do muzeum już zupełnie przegięłaś.
 
– Przegięłam? Czyham?! Czyli narzucam się, twoim zdaniem? Świetnie! Jutro dam im mnóstwo luzu, wiesz? Po prostu się wyniosę!
 
Nie słuchałam jego przeprosin ani apeli. Ledwie po trzech miesiącach małżeństwa spakowałam się i pojechałam do mamy. Nie powiedziała „a nie mówiłam”, gdy ze łzami rzuciłam się jej w ramiona. Długo mnie tuliła, wreszcie usadziła na kanapie i dała pudełko chusteczek. Potem kazała zeznawać. Smarkając i zaczynając niemal każde zdanie od „bo oni”, wylałam swoje żale na pasierbów. Mężowi też się oberwało, że nielojalny i stronniczy.

Mama słuchała, obserwując… kota.

Leżał rozwalony na parapecie i leniwie grzał się w słońcu. Najwyraźniej poprawiło mu się. Zwykle na mój widok zaszywał się w jakimś kącie. W ogóle był dziki i nieprzyjazny. Gdy próbowałam go pogłaskać czy wziąć na kolana – prychał, drapał, nawet gryzł. Mama przygarnęła go krótko po moim ślubie. Dla towarzystwa. A ten niewdzięcznik wciąż wymiotował, niszczył meble i traktował doniczkę z fikusem jak kuwetę. Mama cierpliwie znosiła jego okropne zachowanie, twierdząc, że dla kota nowy dom to wielki stres. Potrzeba czasu, żeby się oswoił. 
 
Taktyka odniosła skutek. Zatkało mnie, gdy w pewnym momencie kot zlazł z parapetu i wskoczył mamie na kolana. Usadowił się wygodnie, nadstawiając grzbiet do pieszczot.
 
– Ale komitywa – mruknęłam.
 
– Wreszcie się do mnie przekonał. Nawet śpimy razem.
 
Mama się uśmiechnęła. Potem spojrzała na mnie z zastanowieniem. 
 
– Hm, tylko znowu się nie zdenerwuj, ale sądzę, że Tadeusz może mieć rację. Przesadzasz z nadgorliwością. Marta i Grzesiek są trochę jak te koty w obcym domu. A ty zagłaskujesz ich na śmierć, zamiast dać czas i przestrzeń, aby się odnalazły w nowym miejscu i sytuacji. Nie dziwota, że drapią.
 
– Znaczy co, mam ich olać?
 
– Jejku, nie popadaj ze skrajności w skrajność. Po prostu zajmij się swoimi sprawami. Trochę dystansu, zdrowego egoizmu nie zaszkodzi. Nie odgaduj ich życzeń, nie dogadzaj na siłę. Będą chcieli, sami przyjdą.
 
Patrząc na zadowolonego, mruczącego kota, musiałam się z nią zgodzić. Noc miałam niespokojną. Śnili mi się ludzie o kocich rysach i obyczajach… Rano obudziłam się z pomysłem na nowy obraz, a może nawet całą wystawę. Śniadanie zjadłam niemal na stojąco i pognałam do domu. Zmartwionego Tadeusza przeprosiłam i czule pocałowałam. Dzieciakom rzuciłam dziarskie „cześć” i zniknęłam w  pracowni. Nie chciało mi się stać przy garach, więc gdy zgłodnieli, zaproponowałam zamówienie czegoś na wynos. Wybrali pizzę, którą spałaszowaliśmy w milczeniu. Lepsza cisza, pełna smakowitego mlaskania niż sztuczne podtrzymywanie rozmowy. 
 
Potem wróciłam na górę, skąd wieczorem wywabiła mnie głośna kłótnia. Rodzeństwo wyrywało sobie pilota. Marta chciała oglądać film, Grzesiek  boks na kanale sportowym. Żadne nie zamierzało ustąpić i skorzystać z małego telewizora w kuchni, co sugerował Tadeusz. Też podniesionym głosem. Kiedyś włączyłabym się do mediacji, daremnie próbując zadowolić wszystkich. Ale czyż mama nie wspomniała o zdrowym egoizmie…
 
– Albo się dogadacie, albo żadne niczego nie obejrzy – oświadczyłam stanowczo. – Pracuję na górze i wasze wrzaski mi przeszkadzają.
 
Smarkaczy zamurowało, a mąż spojrzał na mnie z uznaniem. Ostatecznie panowie obejrzeli wspólnie boks, gdyż obrażona Marta pomaszerowała do siebie, na odchodnym mierząc mnie wzrokiem bazyliszka. Trudno. Minęły dwa miesiące. Powoli nam idzie wzajemne oswajanie, opornie. Ale drobne sukcesy też mam na koncie. Tydzień temu Grzesiek poprosił, bym pomogła mu przy kolażu na zajęcia plastyczne. Zgodziłam się i dostaliśmy szóstkę. Natomiast przedwczoraj Marta o nic nie prosiła, tylko wzięła sobie mój własnoręcznie zrobiony sweter. Potem się tłumaczyła, że nie chciała mi przeszkadzać w pracy, dlatego nie spytała o pozwolenie.
 
– Twoje ciuchy są tak dziwaczne, że aż fajne. Zrobiłam furorę na imprezce. Powinno ci to schlebiać! – prychnęła.
 
– I schlebia. Ale nie toleruję podkradania rzeczy – stwierdziłam.
 
– To może mi coś uszyjesz na urodziny, zamiast piec jakiś durny tort? – rzuciła wyzywającym tonem.
 
– Bardzo chętnie.
 
– Tak? – speszyła się. – Super. Tylko nie wyobrażaj sobie zaraz Bóg wie czego, że się skumplujemy czy… coś.
 
– Ani mi to w głowie – odparłam, splatając za plecami palce.

Zofia, 35 lat

Czytaj także:
Chłopiec na obozie
Adobe Stock, Rawpixel.com
Prawdziwe historie
„Żona jest panikarą. Wystarczył jeden telefon z płaczem od syna, a ona już była w drodze, żeby zabierać go z obozu”
„Czy wszystkie matki tak panikują? Już pierwszego dnia obozu syn zadzwonił do nas z płaczem. Uznałem, że to normalne, a moja żona? Wpadła w histerię, od razu chciała wsiadać w samochód i jechać po swojego malutkiego bąbelka. Nic nie miałem do gadania”.

Był poniedziałkowy wieczór. Wracałem z pracy, marzyłem tylko o świętym spokoju. Miałem nadzieję, że zjem kolację, a potem posiedzę sobie przed telewizorem i pooglądam jakieś głupoty. Ledwie jednak otworzyłem drzwi mieszkania, dopadła mnie żona.    – Pół godziny temu dzwonił Bartuś! – krzyknęła, cała w emocjach.    – Tak? Co u niego? Dobrze się bawi?    – Nie! Płakał! Chce wracać do domu!   – Ale dlaczego?   – Nie wiem. Tak głos mu się rwał, że trudno mi go było zrozumieć. Mówię ci, omal mi serce nie pękło.   – Rozmawiałaś z wychowawcą?    – Oczywiście. Wiesz, co mi powiedział? Że nic złego się nie dzieje. Mały tęskni za nami i dlatego rozpacza. Ale zaraz mu przejdzie. I nie będzie nawet pamiętał, dlaczego płakał i dzwonił.    – No widzisz, nie ma się czym martwić – uśmiechnąłem się.    Spiorunowała mnie wzrokiem.   – Akurat! Od początku mówiłam, że nasze dziecko nie nadaje się na takie imprezy! Ale ty wszystko wiesz lepiej!    Kiedy ośmioletni syn powiedział mi trzy miesiące temu, że chce wyjechać latem na obóz na Mazury, byłem zachwycony. Uważałem, że to świetna lekcja samodzielności dla dziecka. Chłopak okrzepnie, zmężnieje, pozna nowych kolegów. Sam jeździłem w dzieciństwie na kolonie i miałem z nich wspaniałe wspomnienia. Niestety, Kasia była odmiennego zdania. Twierdziła, że Bartek jest jeszcze za mały na takie samodzielne wyjazdy, że nie poradzi sobie w grupie zupełnie obcych rówieśników. Bo jest za delikatny, zbyt nieśmiały i takie tam głupoty. Faktycznie, może syn rzeczywiście do odważniejszych nie należy, ale wcale nie jest gapą. Tłumaczyłem to Kasi, jednak upierała się przy swoim. Dopiero jak teściowie i moi rodzice stanęli za mną i za...

Mężczyzna, który zajmuje się dzieckiem
Adobe Stock, JenkoAtaman
Prawdziwe historie
„Żona wróciła do pracy, a ja zostałem z synem. Dopóki nie zamknęła za sobą drzwi, myślałem, że to nic trudnego”
„Gdy tylko kroki mamy ucichły, mały się rozryczał. Zanosił się takim szlochem, jakby ktoś go przypalał żywym ogniem. Nie pomagało noszenia na barana, podrzucanie ani gilgotanie. Przestało mi się to podobać...”.

Olga jest ekonomistką. Dlatego przy podejmowaniu tej decyzji kierowała się nie emocjami, a zimną kalkulacją. Liczyła, liczyła i wyszło jej, że w naszym przypadku opłaca się, żebym to ja został z Kubusiem w domu.   – Że coo? – wyjąkałem.   – No cóż, kochanie. Albo to, albo sprzedajemy twój samochód, bo z twojej urzędniczej pensji na pewno na utrzymanie tego smoka nie starczy.   Żona trafiła w czuły punkt. Uwielbiam mojego land rovera. I wyprawy nim na ryby z kolegami… Każda z opcji godziła w moją męską dumę. Bo zawsze wierzyłem, że jestem samcem alfa. Głową rodziny. Żywicielem i obrońcą. Olga pozwalała mi w to wierzyć. Dopóki robiłem wszystko, co chciała.   – Misiu. Te śmieci tyle ważą. Wyniesiesz? – pytała na przykład. – Misiu. Bolą mnie plecy, odkurzysz?   W nagrodę pozwalała mi na te męskie wypady na ryby… Gdyby nasze żony słyszały nasze wieczorne opowieści.    – No i mówię jej, podaj piwko i idź do kuchni, bo meczyk sam się nie obejrzy – przechwala się na przykład Michał. Rechoczemy zgodnie, choć doskonale wiemy, że gdyby kiedykolwiek powiedział tak do swojej Kasi, to trzy minuty później zbierałby graty z chodnika. Prawda jest taka, że wszyscy mamy fajne, inteligentne i absolutnie samowystarczalne żony, którym nie jesteśmy niezbędni. I że musimy się starać, żeby nie pokazały nam drzwi. Oczywiście wybrałem samochód – Ale masz dwa miesiące macierzyńskiego, przecież nie musimy podejmować tej decyzji dziś. Kto wie, czy będziesz umiała tak zostawić Kubusia.   Olga spojrzała na mnie jak nauczycielka na niesfornego ucznia.    – Wracam do pracy za tydzień. Zaczynamy ważny projekt i jestem potrzebna. Tu masz dokumenty, zanieś je do kadr u siebie. Jak nie wiesz, gdzie są, to poproś panią Bożenkę....

Dziewczynka, która bawi się z siostrą
Adobe Stock, pololia
Prawdziwe historie
„Starsza córka buntowała się na wieść o siostrze. Bałam się, że przez zazdrość nigdy nie zaakceptuje rodzeństwa”
„Bardzo chciałam oswoić Julkę z nową sytuacją, ale życie potoczyło się inaczej. Nie mogliśmy rozmawiać z małą o dziecku, które miało tak nikłe szanse na życie. Jednak kiedy przywieźliśmy ją ze szpitala, Julia nie odstępowała siostry na krok. I tak zostało odo teraz”.

Zaniepokoiła mnie dziwna w naszym domu cisza. Jeszcze przed chwilą słyszałam, jak moje dziewczynki przekomarzają się, rozstawiając lalczyny serwis do herbaty, a teraz zamilkły. Przestraszyłam się. Czy coś się stało? Wciąż jeszcze nie mogłam pozbyć się niepokoju o Natalkę, chociaż lekarze zapewniali, że jej serduszko pracuje normalnie. Rzuciłam obieranie jarzyn i wstrzymując oddech, zajrzałam do pokoju dzieci. Leżały na podłodze głowami do siebie, zawzięcie coś rysując, każda na swojej kartce. Nie zauważyły mnie. Spod ręki starszej, Julki, wychodziły całkiem udane figurki ludzików, młodsza naśladowała ją, wysuwając pracowicie język. Od kiedy nauczyła się chodzić, robiła wszystko to, co siostra. Przedtem… Niechętnie wróciłam myślą do tamtego najtrudniejszego roku w naszym życiu. Podczas gdy Jarek i ja wciąż zastanawialiśmy się, jak przygotować naszą jedynaczkę Julię na przybycie nowego członka rodziny, babcia załatwiła to jednym zdaniem:   – Będziesz miała siostrzyczkę, cieszysz się? Dobrze jest mieć rodzeństwo, prawda? – dopytywała malutką.   – Nie! – Julka spojrzała spode łba i na dodatek tupnęła nogą.   – Dlaczego? – zdumiała się babcia.   – Ja nie ciem! – w oczach Julki natychmiast ukazały się łezki.    Była jeszcze bardzo malutka, ale szybko uczyła się, jak owinąć sobie rodzinę dookoła palca. Teraz też chciała postawić na swoim…   – Będą kłopoty – mruknął pod nosem Jarek. – Dużo czytałem o zazdrości między rodzeństwem, mam wrażenie, że nasza Julia nie odda łatwo palmy pierwszeństwa.   – Musimy jej pomóc zaakceptować siostrzyczkę, oswoić z sytuacją – zniżyłam głos, żeby Julia nie usłyszała. Po porodzie nie mogłam jej nawet przytulić!  Mieliśmy najlepsze chęci, ale...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj