Ojciec, który kocha swoje dziecko
Adobe Stock, Halfpoint
Prawdziwe historie

„Gdy urodziła się moja córka wszędzie widziałem zagrożenie. Musiałem ją chronić. Nie pozwalałem nawet jej dotknąć"

„Swoją ojcowską karierę zacząłem niezbyt fortunnie, przez co przegapiłem narodziny Ani. Ale teraz nie umknie mi nic z życia córeczki. Wszyscy śmiali się, że obudził się we mnie instynkt macierzyński, a ja po prostu kochałem moją małą księżniczkę".
Pamiętam, jakby to było dzisiaj… Stałem nad szpitalnym łóżeczkiem, w którym leżał noworodek, i nie mogłem pozbierać myśli. Moja córeczka! Taka mała i krucha. „Nie za mała przypadkiem?” – zaniepokoiłem się nagle i była to pierwsza rozsądna myśl, jaka nawiedziła moją skołowaną głowę. I ta czerwona twarzyczka! Może z tego wyrośnie? 
 
Nagle poczułem wyrzuty sumienia. Na pewno czegoś nie dopilnowałem! Miałem wspomagać Kasię przy porodzie, tak jak uczyliśmy się w szkole rodzenia. Wszystko szło doskonale, dopóki akcja nie nabrała tempa. Ogromne emocje, krzyk żony, zapach środków dezynfekcyjnych – na to nie byłem przygotowany. 
 
Nie jestem szczególnie wrażliwy, ale to, co działo się na sali porodowej, wyraźnie mnie przerosło. Starałem się zignorować dziwny słodki smak, który poczułem w ustach, nie okazałem słabości nawet wtedy, gdy zakręciło mi się w głowie… Obudziłem się w szpitalnym łóżku sam, nie licząc gderającej pielęgniarki.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

To normalne, że ona jest taka czerwona? I mała?

– Nie powie jeden z drugim, że mu słabo, a potem bęc – i leży. Trzeba go wynosić, a ciężki jak kłoda. Gdyby mężczyźni musieli rodzić dzieci, ludzkość już dawno by wymarła. No i jak – lepiej panu? – zwróciła się do mnie bez cienia litości w głosie.
 
– Czy ja zemdlałem?
 
– A jakże, nie pan pierwszy! I to na samym początku! Nie doczekał pan nawet porządnych bólów partych. Nic wielkiego się nie działo, a pan już zrezygnował! Żona musiała zostać – dodała pielęgniarka dowcipnie. 
 
– Nie mogła panem się zająć…
 
– I co? – spytałem.
 
– Niech pan się pozbiera, bo tatusiem pan jest! Nie pora się wylegiwać! Żonę trzeba uściskać, córkę przytulić, i w ogóle do roboty się wziąć!
 
Myślałem o słowach energicznej pielęgniarki, stojąc nad łóżeczkiem dziecka. Nagle obleciał mnie strach. Jestem, a raczej jesteśmy, od teraz odpowiedzialni za małego człowieczka, jego zdrowie, życie, przyszłe wybory. Czy potrafimy temu sprostać?
 
– Weź ją na ręce – dobiegł mnie cichy głos żony. – Musicie się poznać.
 
Pochyliłem się niepewnie nad pomarszczonym zawiniątkiem. Właśnie zbierałem siły, żeby dotknąć noworodka, kiedy za moimi plecami zakotłowało się.
 
– Sto lat dla mamy i córki! Gratulacje! – moi rodzice oraz brat z żoną weszli do niewielkiego pokoju.
 
– Jestem twoją babcią – mama pochyliła się nad dzieckiem i pewnym chwytem wzięła je na ręce. 
 
Potem odwróciła się i ciach – znienacka podała mi córkę.
 
– Ucz się, synku – poinstruowała mnie. – To nic trudnego.
 
Trzymałem tłumoczek, jakby był ze szkła. Napuchnięte oczka dziecka były szczelnie zamknięte, przez czerwone powieki prześwitywały błękitne żyłki. Nie zdążyłem nic więcej zaobserwować, bo nagle mała otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
Ciemnogranatowe tęczówki były jak górskie jeziora, głębokie i tajemnicze, poczułem, że dziecko dociera wzrokiem do mojego serca. 
 
Dotknąłem lekko zaciśniętej piąstki, a córka z niespodziewaną siłą złapała mnie za palec. Zalała mnie fala czułości. Już nie widziałem braków w urodzie malutkiej, nie patrzyłem na nią oczami, lecz sercem. Nagle zyskałem głębokie przekonanie, że trzymam na rękach najpiękniejszą dziewczynkę na świecie, mój skarb.
 
– No dobra, daj przytulić malutką – świeżo upieczona babcia wyciągnęła ręce po dziecko.
 
Powodowany nieznanym impulsem odsunąłem się od własnej matki, a nawet, podobno, spojrzałem na nią nieprzychylnie. 

Odczuwałem niepokój

Nagle ukochana rodzina przemieniła się w moich oczach w ziejących zarazkami osobników zagrażających zdrowiu córeczki. Byłem gotów osłonić dziecko własnym ciałem przed całym światem.

– Brat mi zwariował – bezbłędnie zinterpretował moje zachowanie Jarek. – Ma poporodowy syndrom obrony potomstwa jak tygrysica, strach podejść. A mdłości ciążowych nie miał przypadkiem? – kwiknął radośnie w stronę Kasi. – Bo słyszałem, że poród pozbawił go świadomości.
 
– Zostawcie go w spokoju – zażądała słabym głosem żona, dodając mi otuchy wzrokiem.
 
– Niech się przyzwyczaja – Jarek nie dawał za wygraną. – Teraz córeczka, ale następny będzie syn!
 
Obolała po dwunastogodzinnym porodzie Kasia zabiła szwagra wzrokiem i zwróciła się do mnie.
 
– Podaj małą, nakarmię ją.
 
Położyłem moją księżniczkę w ramionach matki. Tak było dobrze, tu było jej miejsce. Stanąłem w rozkroku, zasłaniając dziewczyny przed resztą świata, a w szczególności moim młodszym bratem.
 
Rodzina pożegnała się z nami, dziwnie chichocząc. Nikt już na szczęście nie próbował dotykać mojej córki. Była zupełnie bezpieczna, zresztą zamierzałem o to zadbać również w przyszłości.

Zacząłem od wypucowania na błysk naszego niewielkiego mieszkania

Osobiście wysterylizowałem wszystko, co wpadło mi w ręce. Obicie kanapy nie najlepiej zniosło te zabiegi, ale przynajmniej zyskałem pewność, że przygotowałem wszystko na przyjęcie powracającej ze szpitala Kasi z dzieckiem. Wziąłem zaległy urlop, żeby zostać z nimi w domu, i wszystko mieć na oku. 

Zawiadomiłem też dzwoniących z gratulacjami rodzinę i znajomych, że w najbliższym czasie nie przyjmujemy wizyt ze względu na dobro córki. Naraziłem się przez to własnej matce, która uznała, że zwariowałem.
 
 – Myślisz, że my z jakąś zarazą byśmy przyszli?! – oburzyła się.
 
Nie przejąłem się zbytnio. Najważniejsza była moja księżniczka, principessa – jak nazywałem ją w myślach.
 
– Przecież nie możesz o niej mówić jak o włoskiej infantce, Ania to bardzo ładne imię – awanturowała się Kasia, ledwie nadążając za mną w drodze do samochodu. 
 
Wziąłem dobre tempo, starając się osłonić nosidełko z dzieckiem przed słońcem i wiatrem. Chciałem jak najszybciej ukryć swój skarb w zacisznym wnętrzu wozu. Żona doceniła mnie dopiero w domu. Szczególne wrażenie wywarło na niej wyposażenie dziecięcego kącika. Przewijak, podgrzewacz do butelek z piciem, gryzaki – wszystko było na medal, gotowe do użytku i oczywiście świeżo wysterylizowane. Żadna bakteria nie miała szans się tam uchować!

Precz z łapami! Z daleka też dobrze widać

W nocy spałem czujnym snem. Obudziłem się akurat w momencie, gdy córeczka zaczęła się kręcić i kwękać. Podałem ją Kasi, a po karmieniu fachowo trzymałem w pionie, dopóki dziecku się nie odbiło. Potem położyłem śpiącą księżniczkę do łóżeczka i tak już było każdej nocy. Ania nie miała kiedy zapłakać – tata stał na straży jej potrzeb. 
 
Kasia śmiała się, że prowadzę racjonalny, bezstresowy chów niemowlęcia. Twierdziła też, że obudził się we mnie instynkt macierzyński, a raczej tacierzyński. Nie przeszkadzały mi jej przyjazne docinki. Może nie spałem zbyt wiele, ale w zamian dostawałem coś, co dodawało mi skrzydeł – niesamowitą więź z moim dzieckiem. Przysiągłbym, że już po kilku dniach Ania poznawała mnie, a nawet raz się uśmiechnęła.
 
Żona twierdziła, że to stanowczo za wcześnie, ale ja wiedziałem swoje. Nawet rozmawialiśmy. Ja mówiłem, a Ania gugała i śliniła się radośnie. Rozumieliśmy się doskonale.
 
W końcu okrzepłem w roli ojca i byłem gotów na konfrontację z rodziną i przyjaciółmi. Kasia odetchnęła z ulgą i rozpoczęła się seria wizyt. Wszyscy chcieli obejrzeć Anię. Proszę bardzo, niech oglądają, ale na moich warunkach. Nie wypuszczałem córki z objęć. Kasia czyniła honory domu, a ja pokazywałem dziecko. Z daleka. Też dobrze widać. Tak przynajmniej wyjaśniłem żonie, która szeptem przywoływała mnie w kuchni do porządku, żądając udostępnienia małej chociaż babci.
 
O dziwo, ta nieprzejednana postawa wcale nie spowodowała rodzinnych niesnasek. Babcie i ciotki wybuchały śmiechem, widząc, jak wycofuję córkę z zasięgu ich kochających rąk.
 
– Przejdzie tatuśkowi – oznajmiła teściowa pobłażliwie. – Wszystko wróci do normy, nie bój się, Kasiu, nie będzie małej wiecznie pilnował.
 
– No, ale co będzie za kilkanaście lat, kiedy w życiu jego córki pojawią się chłopcy, nie chcę o tym nawet myśleć! – dodała moja mama. – A swoją drogą, kto by pomyślał, że z niego taki opiekun! Jak sobie przypomnę, jak łobuzował z kolegami…

 

„Mama ma rację – pomyślałem, stwierdzając jednocześnie konieczność przewinięcia małej. – Raczej nie zapowiadałem się na wykwalifikowaną nianię niemowlęcia. A tu proszę! – odrzuciłem brudną pieluszkę i wyciągnąłem świeżą. – Prawdziwy mężczyzna wszystko potrafi!”.

Jej pierwszy uśmiech, pierwszy krok w nieznane…

Następne miesiące potwierdziły tę tezę. Opiekowałem się córką, jakbym nigdy nic innego nie robił, a moja księżniczka rosła jak na drożdżach, codziennie zachwycając nas nowymi umiejętnościami. Pierwszy uśmiech, pierwszy krok w nieznane, pierwszy atak złości i tupanie nóżką…
 
Kiedy Ania podrosła, stało się jasne, że w pełni zasługuje na miano „córeczki tatusia”. Stałem się centrum jej małego świata i byłem z tego bardzo dumny. Moja córka święcie wierzyła, że „tatuś wszystko może”, a żona zaczęła w żartach nazywać mnie superbohaterem. Tak awansowałem na Supermena! A wszystko zaczęło się od omdlenia na sali porodowej…
 
– Tata! – do pokoju jak burza wpadła moja księżniczka i wdrapała mi się na kolana. – Patrz! 
 
Tu Ania zademonstrowała szczerbaty uśmiech, jednocześnie podsuwając mi pod nos rączkę trzymającą samotny mleczny ząb.
 
– Wypadł! Sam! – entuzjazmowała się. – Przyjdzie dziś do mnie wróżka zębuszka? – spytała, patrząc spod rozwichrzonej grzywki. – U wszystkich koleżanek już była, tylko u mnie jeszcze nie. Ale dziś przyjdzie?
 
Przytuliłem do siebie moją szczerbatą księżniczkę mocno, najmocniej. „Niechby spróbowała nie przyjść – pomyślałem rozbawiony. – Miałaby wtedy ze mną do czynienia!”.
 
Tadeusz, 28 lat

Czytaj także:
stopy dziecka
Adobe Stock, photobyevgeniya
Prawdziwe historie
„Zadłużyliśmy się na 100 tys. zł, a in vitro nie zadziałało. Popadłam w depresję. Straciłam już nadzieję na bycie mamą"
„Nie chciało mi się żyć! Nie mogłam chodzić do pracy. Po kilku tygodniach lekarz rozpoznał u mnie depresję. Nie liczyłam już na nic, na żaden cud! Los nas widocznie postanowił doświadczyć brakiem dziecka i po kolei odbierał nam każdą możliwość. To mąż namówił mnie na wizytę w ośrodku".

Trzy lata po ślubie okazało się, że mam problemy z zajściem w ciążę. Lekarz był z nami szczery i powiedział, że kuracja hormonalna nie da efektów. Spróbowaliśmy. Niestety, miał rację.   Cztery lata po tej diagnozie zrozumieliśmy, że pozostaje nam jedynie metoda in vitro. Wiele o niej słyszeliśmy i czytaliśmy rozmaite relacje o dzieciach poczętych tą drogą. Także to, że niektórzy nazywają je „dziećmi Frankensteina”.   Wiem, że można przed ludźmi ukryć, iż do zapłodnienia doszło taką drogą, ale przed najbliższą rodziną? Nie wyobrażałam sobie,  że nie zwierzę się z tego ukochanym rodzicom, ale bałam się, jak to przyjmą. Przyjęli wspaniale! Mało tego – sprzedali swój samochód, aby wesprzeć nas finansowo.   – Tata ma kłopoty z prowadzeniem, auto nie będzie nam potrzebne – twierdziła mama, chociaż podejrzewaliśmy, że nie jest to prawda.  Po prostu marzyli o wnuku, i tyle  Oddaliby ostatnie pieniądze, aby się nim cieszyć! Podobnie jak my z Frankiem. Zaczynając swoje zmagania z in vitro, nie sądziłam, że te „ostatnie pieniądze” dość szybko staną się prawdą… Jedno sztuczne zapłodnienie, wraz z hormonami i lekami, które przygotowują do niego organizm, kosztuje bowiem około dziesięciu tysięcy złotych! I nie ma żadnej pewności, że zajdzie się w ciążę.   Mnie się to nie udało. Ani za pierwszym, ani za drugim i trzecim razem.  Czwarty zabieg był ostatnim, na który mieliśmy pieniądze. Niestety, również był nieudany.   Załamałam się! Tak strasznie pragnęłam maleństwa i nie rozumiałam, dlaczego los mi go odmawia.   – Kochanie, będziemy próbowali aż do skutku! – obiecał mi mąż.    Ale za co? Wiedziałam, że już nie mamy zaoszczędzonych pieniędzy. Tymczasem pewnego dnia Franek przyszedł do domu z...

Smutek bezpłodnej kobiety
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Nie planowałam dzieci, ale kiedy dowiedziałam się, że nie mogę ich mieć, wpadłam w rozpacz"
Mąż powiedział, że moja bezpłodność jest nam na rękę, bo zaoszczędzimy na pigułkach. Moja matka, z kolei, że tragedią byłoby, gdyby to przytrafiło się kobiecie, która zawsze chciała mieć dzieci. Nie miałam żadnego wsparcia.

Miałam dość. Musiałam choć przez chwilę odetchnąć od pracy przy sortowaniu tysięcy zdjęć z ostatniej wyprawy. Włączyłam telewizor, oczywiście kanał podróżniczy. Zawsze warto było podpatrzeć innego kamerzystę czy fotografa przy pracy. Akurat leciał program o Ameryce Południowej. „O ile poziom życia w boliwijskich miastach jest względnie wysoki, to na terenach wiejskich ludność ma niejednokrotnie trudności z dostępem do opieki medycznej i edukacji. Uznaniem cieszy się tu model licznej rodziny, Boliwijki rodzą zazwyczaj więcej niż pięcioro dzieci . Niestety, nie tak rzadko zdarzają się powikłania podczas porodu czy połogu i wiele kobiet nie otrzymuje pomocy lekarza na czas. Osieroconymi dziećmi zajmuje się zazwyczaj dalsza rodzina, ponieważ nie jest przyjęty model samotnego ojcostwa. Jeśli jednak, szczególnie na terenach uboższych, tragedia dotknie kilku kobiet w rodzinie, lub krewni nie mogą się zaopiekować dziećmi, sieroty trafiają do ośrodków misyjnych. Ale tylko jeśli mają szczęście. Wiele dzieci żyje na własny rachunek, utrzymując się z tego, co znajdzie, wyżebrze czy nieraz ukradnie, i sypiając w opuszczonych domach albo wprost na ulicy. Ich sytuacja jest tragiczna i wiele fundacji…” Przełączyłam kanał Nie mogłam słuchać o dramatach dzieci, zwłaszcza tych urodzonych na skutek nieplanowania rodziny, tylko dlatego, że w danej kulturze po prostu „ma się” liczne potomstwo. Ja sama nie chciałam mieć dzieci . Nie dlatego, że ich nie lubiłam. Przeciwnie! Kochałam dzieci, wspierałam organizacje zajmujące się pomocą tym najuboższym czy chorym, ale uważałam, że przy moim trybie życia nie mogłabym zapewnić mojemu dziecku tego, na co każdy maluch zasługuje. – Po prostu jesteś egoistką i tyle – usłyszałam nieraz od mamy, siostry czy od koleżanek. –...

Babcia, która trzyma wnuka
Adobe Stock, New Africa
Prawdziwe historie
„Moja 16-letnia wnuczka będzie mamą. Zięć wpadł w furię, stwierdził, że to moja wina. Nie był nawet przy narodzinach wnuka"
„Okazało się, że moja niespełna 16-letnia wnuczka naprawdę jest w ciąży. Jak można sobie wyobrazić, była przerażona, rozbita psychicznie i myślała o ucieczce z domu. Jej ojciec tylko pogarszał sytuację. Wyzywał ją od najgorszych, milczał i nie pojawił się na narodzinach własnego wnuka".

Babuniu, gdzie jesteś? – tamtego dnia głos mojej starszej wnuczki drżał niemal jak moje ręce, którymi wygrzebałam komórkę z przepastnej torby na zakupy.   – Na ulicy, wracam z bazarku, a co się stało? – zapytałam.   Eliza rzadko do mnie dzwoniła, wolała wpaść po szkole.   – Babciu, przyjdź szybko – jej głos przeszedł w łkanie. – Siedzę pod twoją klatką…   Pomimo siedemdziesiątki na karku potrafię całkiem żwawo maszerować, więc już po dziesięciu minutach dostrzegłam sylwetkę wnuczki skulonej na krawężniku. Przed nią stał wielki szkolny plecak na kółkach wypchany chyba toną książek i zeszytów.   Znowu uderzył mnie kontrast między dziecinnymi, różowymi i błękitnymi motylkami na nim nadrukowanymi a niemal dorosłą twarzą wnuczki. Pomimo niecałych szesnastu lat miała już ufarbowane na rudo włosy i wyraźny makijaż postarzający ją o dobre dziesięć lat.    „Gdzie te czasy, gdy do szkoły chodziło się w mundurku, a za pomalowane paznokcie można było zostać zawieszoną w prawach ucznia?” – pomyślałam.   – Babcia! – Eliza poderwała się i przez moment wyglądała jak mała dziewczynka ucieszona widokiem Świętego Mikołaja.    No, z tym zastrzeżeniem, że małym dziewczynkom nie spływają po buziach smugi tuszu. Zabrałam ją na górę, dałam gorącej herbaty i sernik. Uznałam, że ma jakieś problemy w szkole. Wnuczka była wtedy w pierwszej klasie liceum; wiedziałam, że trudno jej wejść w nowe środowisko i przywyknąć do nowych wymagań. Moja córka, Lidka, jeszcze we wrześniu skarżyła się, że Eliza ma problemy z matematyką, a co gorsza, klasa jej nie akceptuje.   – Rano ze stresu zawsze boli ją brzuch – relacjonowała mi córka. – Mówi, że wszyscy z niej szydzą, bo jest pulchna....

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj