Smutny chłopiec
Adobe Stock, Andriy Petrenko
Prawdziwe historie

„Gdy zaszłam w ciążę, moja matka wyparła się własnego wnuka. Uważała, że jest za młoda na bycie babcią"

„Moja matka nie mogła pogodzić się ze swoim wiekiem. Miała dużo młodszych partnerów, wyzywająco się ubierała, a nawet podrywała moim kolegów. Przynosiła mi wstyd. Wiele przez nią wycierpiałam i nie pozwolę na to, by mój syn przeszedł przez podobne piekło".
Toksyczna matka to temat bardzo dobrze mi znany. Wprawdzie przez wiele lat nie wiedziałam, że tak to się nazywa, ale teraz wiem. A najważniejsze jest to, że zrobię wszystko, aby nie zniszczyła naszej rodziny. Mojej rodziny, której zamierzam bronić za wszelką cenę...
 
Mama zawsze była dziwna, inna niż reszta matek. Jako mała dziewczynka nie zauważałam tego. Podobało mi się, że jest modnie ubrana, umalowana, zadbana. I ma mnóstwo znajomych, którzy za każdym razem, gdy do nas przychodzili, przynosili mi lalki i zabawki. Tych wujków było sporo, taty nie znałam. I nigdy nie dowiedziałam się od mamy, kim on jest. Chociaż pytałam ją o to wiele razy.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Już w szkole wiedziałam, że coś jest nie tak

 Najpierw koleżanki nawet mi zazdrościły, bo ich mamy były wiecznie zmęczone, zapracowane, zajęte, a moja po pracy miała czas na zabawę. Inne dzieci musiały jeść na obiad jakieś zupy typu domowy krupnik, a ja się raczyłam pizzą i hamburgerami. Ale dość szybko rówieśnicy zaczęli mi dokuczać. Mówili, że moja mama to lafirynda i puszczalska, a ja, choć nie wiedziałam, co to znaczy, płakałam i kłóciłam się z nimi.

Dziś oczywiście mam świadomość, że dzieciaki powtarzały opinie dorosłych. Bo nie da się ukryć, że pośród tych wszystkich szarych i nijakich mam, moja się wyróżniała.
 
Nie tylko wiekiem; urodziła mnie, gdy miała niespełna dziewiętnaście lat, ale też krzykliwym makijażem i odważnym strojem. Na zebraniach szkolnych musiała rzucać się w oczy. 
 
Jednak wbrew plotkom i pogłoskom – nie była żadną prostytutką. Choć lubiła mężczyzn i umiała się bawić, na życie zarabiała jako pośredniczka nieruchomości. I to bardzo dobra pośredniczka! Kiedy w latach 90. zmienił się system i koniunktura, wykorzystała to i założyła własną firmę. Jak byłam w liceum, pomagałam jej w rachunkach i wiem, że była profesjonalistką. Co nie przeszkadzało jej po pracy zmieniać się w rozchichotaną uwodzicielkę.
 
Zawsze ukrywała swój wiek i robiła wszystko, by wyglądać na mniej lat, niż miała. Bardzo mnie to denerwowało, zwłaszcza w czasach liceum. Kiedy przychodzili do mnie znajomi, mama natychmiast zaczynała odstawiać ten swój teatr. Zawsze znalazła pretekst, żeby z nimi pogadać. Słuchała takiej samej muzyki co my, chodziła w młodzieżowych ciuchach i wymieniała się z moim koleżankami lakierami. A mnie wydawało się to sztuczne i głupie. Zwyczajnie wstydziłam się za mamę!
 
Przy moich kolegach zachowywała się tak, jakby chciała ich poderwać. To było żenujące! Naprawdę miałam jej serdecznie dość! Tym bardziej że w całym tym swoim udawaniu i zabawie zapominała, że jestem jej córką. Potrafiła ze mną konkurować, dokuczać mi, plotkować na mój temat z moimi koleżankami.

To nie był zdrowy układ

Na pierwszym roku studiów poznałam Pawła. Długo ukrywałam go przed mamą. Bałam się, że jak ją pozna, to mnie zostawi.  Wiadomo – mówi się, że córka upodabnia się do matki. Wolałam, żeby poznał ją jak najpóźniej.
 
Jednak los zadecydował za nas. Na początku drugiego roku studiów okazało się, że jestem w ciąży. Wprawdzie byłam starsza niż mama, gdy urodziła mnie, ale to i tak było za wcześnie. Czułam się zdruzgotana.
 
– Kochanie, damy radę – pocieszał mnie Paweł, który w przeciwieństwie do mnie bardzo się ucieszył, że będziemy mieli dziecko. – Do końca roku akademickiego dociągniesz, potem weźmiesz dziekankę…
 
– Nie chciałam tak – chlipałam mu w mankiet, całkiem rozstrojona. – Tak jak mama…
 
– Przecież cię nie zabije – zauważył Paweł, zupełnie nie rozumiejąc, o co mi chodzi. – Zrozumie, tym bardziej że sama też wpadła.
 
Opowiadałam mu o niej, ale podejrzewam, że nie do końca wierzył w te wszystkie historie. Jeśli nawet tak było, to już pierwsza wizyta u nas w domu otworzyła mu oczy.
 
Widziałam szok widoczny na jego twarzy, gdy mama otworzyła drzwi. Zapowiedziałam naszą wizytę, więc  musiała się odstawić. Przeszła samą siebie – mini, bluzka z dekoltem i taki makijaż, że naprawdę się za nią wstydziłam.
Ale prawdziwy popis dała, gdy dowiedziała się, po co przyszliśmy. 
 
– Jak mogłaś?! – krzyknęła w pierwszej i chwili myślałam, że mnie uderzy. – Jak ty mogłaś mi to zrobić?!
 
– Mamo, nie przesadzaj, każdemu się zdarza, sama chyba o tym wiesz najlepiej – wycedziłam, szykując się na wojnę.
 
– Ale jak ty to sobie wyobrażasz?! – krzyczała, cała czerwona, z takim zapamiętaniem, że jej idealny makijaż aż się rozmazał.
 
– Damy radę, mam Pawła, a na studiach wezmę rok urlopu – wyliczałam. – Paweł pracuje, pieniądze będą na pieluszki…
 
– A co mnie obchodzą pieluszki?! O czym ty w ogóle mówisz? Ja pytam o siebie! Jak ty to sobie wyobrażasz fakt, że ja będę babcią?!
 
Dopiero wtedy zrozumiałam, o co jej chodzi. No tak – nie ja byłam ważna, nie moje studia i moja miłość, nawet nie jej wnuk.

Ona – jak zwykle – była najważniejsza. Ona i jej uczucia. Jej próżność. Nie wytrzymałam.
 
– Nie musisz być babcią, skoro nie chcesz – rzuciłam i wstałam, odstawiając niedopitą herbatę. – Jeżeli zależy ci tylko na tym, co ludzie powiedzą o tobie, to widocznie niepotrzebnie tu przychodziliśmy.
 
– Oczywiście, że nie chcę być babcią! – obruszyła się. – I po raz kolejny ci przypominam, że powinnaś mi mówić Edyta.
 
Mama zawsze namawiała mnie, żebym zwracała się do niej po imieniu. Nie chciałam. Przecież była moją mamą, a nie koleżanką.
 
– Jesteś moją mamą – wzruszyłam ramionami. – I czy chcesz, czy nie, będziesz babcią.
 
– Nigdy nie pozwolę, żeby się tak do mnie zwracało – powiedziała, patrząc na mój brzuch, i aż się wzdrygnęła.
 
– W takim razie w porządku, tę sprawę mamy załatwioną raz na zawsze – podsumowałam, idąc ku drzwiom. – Jak zmienisz zdanie i dojdziesz do wniosku, że chcesz być mamą i babcią, zadzwoń.
 
Popłakałam się zaraz po wyjściu od niej; Paweł nawet martwił się, że stres zaszkodzi dziecku.
 
– Teraz cię rozumiem – powiedział, podając mi kolejną paczkę chusteczek. – Rzeczywiście, jest toksyczna.
 
Nie ukrywam, że liczyłam na telefon od niej. W końcu to moja mama… Zadzwoniła, owszem. Żeby mi powiedzieć, że wyjeżdża na rok do Francji i w związku z tym chce wynająć mieszkanie, więc mam zabrać swoje rzeczy…
 
Odezwała się też z Francji. Napisała na Facebooku, że jest jej cudownie, że świetnie się bawi. Rzeczywiście, ze zdjęć, które wrzucała, widać było, że raczej się tam nie nudzi.  
 
Zatrzymała się u swojej koleżanki, też agentki nieruchomości. Tamta zna francuski, mama umie sprzedawać mieszkania, założyły spółkę. Po roku napisała, że w związku z tym zostaje tam dłużej. Nie zamierza wracać, bo nic jej do Polski nie ciągnie. O swojego wnuka, który był już na świecie, nawet nie zapytała...
 
Odetchnęłam z ulgą. Bo chociaż zdarzało mi się płakać, to gdy uświadamiałam sobie, że moja matka nie chce znać własnego wnuka – wiedziałam, że tak jest lepiej. Patrząc na to, co wyprawiała, modliłam się, żeby Piotruś nigdy jej nie poznał. Wstydziłam się za nią. Poza tym pamiętam, co mi zrobiła, jak byłam mała, jakie upokorzenia musiałam przez nią znosić.

Nie chciałam, żeby mój syn przeżywał  podobne rozczarowanie. Babcie spotykane na placu zabaw były zwyczajne i serdeczne. Piekły ciasteczka dla wnuków, robiły babki z piasku i wycierały brudne noski. Moja mama zdecydowanie tu nie pasowała… 

Czy ona kiedyś zrozumie, że nie jest już podfruwajką?

Niestety, w zeszłym roku niespodziewanie wróciła do kraju. Nie wiedziałam, że pokłóciła się z koleżanką, więc gdy pewnego dnia zadzwoniła i zaprosiła nas na kawę, zwyczajnie... zbaraniałam.
 
Zapytałam Pawła, co zrobimy. Powiedział, że się do mnie dostosuje, ale widziałam, że wcale nie ma ochoty na bliższe poznawanie mojej mamy. A Piotruś… Ma pięć lat i jedną ukochaną babcię. I dziadka, który puszcza z nim latawce. A także naszą sąsiadkę, przemiłą panią Ewę, na którą też mówi babcia. Opiekuje się nim, gdy mały jest chory i nie może iść do przedszkola.
 
Chyba nie chcę, żeby poznał moją mamę. Wiem, to jego babcia, ale tylko biologiczna. A to za mało, żeby rościć sobie jakiekolwiek prawa. Piotruś jej nie potrzebuje.
 
Dlatego postanowiłam, że pójdę do niej sama. Bo pójdę, w końcu to moja mama. Poza tym mam nikłą nadzieję, że jednak się zmieniła. Skończyła już przecież 45 lat, swoje przeszła, nie jest podfruwajką. Jeżeli okaże się, że mam rację, to nad tym wszystkim jeszcze raz się zastanowię. Może kiedyś przyjdę do niej z Piotrusiem. Dam jej szansę...
 
A jeżeli nie? No cóż, na ostatnim zdjęciu, które wrzuciła na portal, siedzi w knajpie z koleżankami. Opalona, włosy blond, jasnoróżowe usta. Nie wygląda jak babcia. Niewykluczone, że będę musiała powtórzyć jej te słowa, które wypowiedziałam przed laty – albo chce być babcią, albo Piotrusia nigdy nie pozna. Nie pozwolę, żeby on też przez nią cierpiał i musiał się jej wstydzić. Jestem jego matką i powinnam go chronić.
 
Kinga, 26 lat

Czytaj także:
Depresja poporodowa u młodej dziewczyny
Adobe Stock, pololia
Prawdziwe historie
„Moja pasierbica miała depresję poporodową. Uciekła i zostawiła niemowlę samo w domu"
Poród przytłoczył Alę. Jej matka nie była nią zainteresowana, a mój mąż porzucił wcześniej dwie swoje żony z dziećmi. Miała tylko mnie, więc musiałam jej pomóc.

Pamiętam tamten obiad. Miał być wyjątkowy. I właściwie był, tyle że z innego powodu, niż planowałam. Jurek miał podczas toastu oznajmić coś ważnego: że się zaręczyliśmy. Bardzo żałowałam, że na tym obiedzie nie będzie nikogo z mojej rodziny, ale siostra mieszkała za daleko, a z bratem od dawna nie utrzymywałam kontaktów. Przygotowałam więc obiad dla rodziny Jerzego: czwórki dzieci ze współmałżonkami i potomstwem, dwóch sióstr i pary najlepszych przyjaciół. Jednak zanim Jerzy zdołał podzielić się fantastyczną nowiną, że zgodziłam się zostać jego żoną, Alicja nie wytrzymała i ogłosiła swoją wiadomość. – Jestem w ciąży! – wypaliła bez wstępów 23-letnia córka Jurka . – Będę mamą! A ty dziadkiem po raz kolejny, tatuś! W tym momencie wszyscy zajęli się Alą, próbując jednocześnie dowiedzieć się, kto jest ojcem jej dziecka, i nie urazić jej tym pytaniem. Nasza nowina musiała poczekać Ostatecznie wspomnieliśmy o zaręczynach przy deserze, nie wywołując większej sensacji. Ale może to i dobrze, że nikt się nie zdziwił. Miałam zostać trzecią panią M., dwie poprzednie żony Jerzego dały mu w sumie czworo dzieci, które stanowiły całkiem zgrane przyrodnie rodzeństwo. Dla mnie to miał być drugi związek, a własnych dzieci nie miałam . Szybko przekonałam się, że dla rodziny Jerzego jest to pewien problem. – Chciałem, żeby Ania i Artur zostawili nam Jagienkę na kilka godzin w niedzielę – powiedział mąż, cały zakochany w trzyletniej wnuczce – ale Ania nie chce się zgodzić. Boi się, że nie damy sobie z nią rady. Wcześniej usłyszeliśmy to samo od partnerki najstarszego syna mojego narzeczonego . Że nie da nam zabrać wnuka do wesołego miasteczka, bo „sobie z nim nie poradzimy”. – To nie chodzi o ciebie – zapewniał mnie ukochany – tylko o mnie. Nie byłem za dobrym...

Chłopiec, który bawi się z psem
Adobe Stock, androsov858
Prawdziwe historie
„Mikołaj miał 6 lat i nie mówił. Wszyscy myśleli, że ma autyzm. Wnuczek potrzebował miłości, której nie dali mu rodzice"
„Gdy przyjechał, bał się wysiąść z samochodu, a po kilku miesiącach nie chciał od nas wyjeżdżać. Nikt się nie spodziewał, że po tym czasie nasz wnuk z autystycznego, wycofanego chłopca przemieni się w żywe ciekawskie dziecko".

Marcin wpadł wieczorem bez uprzedzenia. Podjechał tym swoim czarnym, szpanerskim bmw od frontu, więc nawet się nie zorientowaliśmy, że ktoś nas odwiedza; dopiero kiedy przechodził przez furtkę, dobiegło nas na tarasie za domem radosne szczekanie.   – Swój idzie – mruknąłem, nawet nie wyjmując fajki z ust, a moja żona Grażyna zakomunikowała światu i przybyszowi:– Na tarasie!!!   Za chwilę nasz jedyny syn wyłonił się zza rogu. Przysiadł koło donicy z lawendą:   – Sprawę mam... – zaczął.   Westchnąłem ciężko, bo z doświadczenia wiedziałem, że taki wstęp dobrze nie wróży.   Wiedzieliśmy, że Marcin się rozwodzi. Jego żona żądała horrendalnych pieniędzy za to, że zostawi mu dziecko. Podejrzewam, że i tak by nie chciała zabrać Mikołaja ze sobą – była matką z przypadku i właśnie tak się zachowywała – ale miała haka na Marcina. Bo ten kochał syna, choć nie była to łatwa miłość.    Lekarze zdiagnozowali u naszego wnuka jakąś formę autyzmu, chociaż nie wszyscy byli zgodni, że właśnie dlatego sześcioletnie dziecko jeszcze nie mówiło. Ponadto Mikuś był ekstremalnym niejadkiem, podobno „uczulonym” niemal na każde pożywienie, poza lodami i frytkami. Interesująca alergia...    Tak czy siak, naprawdę wymagał opieki. A z racji niezbyt pokojowego rozstania rodziców atmosfera w ich domu była mocno napięta, więc nasz syn zaproponował, żebyśmy wzięli Mikołaja do siebie. Do czasu, aż wszystko się jakoś ułoży. To znaczy – aż się rozwiodą.   – W porządku, przywieź małego do nas – uznaliśmy z żoną.   – Prawdę mówiąc, już go przywiozłem. Wiedziałem, że mogę na was liczyć…   – A gdzie on jest? – zapytała Grażynka.   – W samochodzie. Nie chciał wysiąść,...

Chłopiec, który pali papierosy
Adobe Stock, motortion
Prawdziwe historie
„Mój syn chodzi do szkoły z internatem. Miał uczyć się lotnictwa, a nie palenia marihuany i brania narkotyków"
„Mąż stwierdził, że już taka torebeczka wystarczy, aby sprawa trafiła do prokuratora. Chłopak nieodwracalnie obraca swoje życie w ruinę i zgliszcza. Tyle kasy i wyrzeczeń, bo synkowi zachciało się być lotnikiem. Faktycznie prawdziwy z niego amator odlotów, tyle że innego rodzaju".

Nasz jedynak wymarzył sobie zawód lotnika, więc wyjechał do szkoły z internatem. Myślałam, że go tam dopilnują, ochronią…   Michaś od rana siedział przy kuchennym stole, gdzie było najlepsze światło, i kreślił rysunki techniczne, a mąż naprawiał kran w łazience, podśpiewując stary szlagier Stonesów. W którymś momencie zorientowałam się, że nucimy go wszyscy troje, i roześmiałam się… Zapomniałam już, jak fajnie może być w domu, gdy jesteśmy razem! Na co dzień mój ślubny stawia szklarnie w Holandii, a syn uczy się w szkole z internatem i przyjeżdża raz w miesiącu na weekend. Siedzę sama jak palec, nawet zaczęłam brać nadgodziny w pracy, żeby mieć więcej kontaktu z ludźmi i nie zdziczeć.   – Dobrze, że istnieją święta - szepnął mąż, szukając śrubokrętu w szufladzie. – No nie?   – Pewnie, że tak! – zmierzwiłam mu siwiejące włosy.   Potem Michał wstał, przeciągnął się, aż mu kości zatrzeszczały, i zaproponował, że zrobi wszystkim herbaty z cytryną. T ak się rozpędził, że nakroił jeszcze na talerz makowca i babki.  „Kiedy z umorusanego smyka wyrósł taki zaradny i przystojny facet?” – zadałam sobie pytanie i nagle poczułam się wzruszona.     Radkowi chyba przyszła podobna myśl do głowy, bo odłożył narzędzia i zaproponował, żebyśmy się gdzieś wybrali.  Może na basen? Ze mnie akurat kiepski był towarzysz z okazji comiesięcznej dolegliwości, więc przekonałam ich, żeby pojechali sami. Już miałam się położyć, gdy przypomniałam sobie o stercie rzeczy do prania i zeszłam do sutereny. Zaczęłam segregować ciuchy kolorami, sprawdzać, czy nic nie zostało w kieszeniach, i nagle… Zachciało mi się robić pranie w święta  Z wrażenia aż usiadłam na zimnej posadzce. Siedziałam tak...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj