Kobieta karmiąca dziecko
Adobe Stock, Radoslav
Prawdziwe historie

„Karmiłam dziecko w miejscu publicznym i zostałam zmieszana z błotem przez obcego faceta. Usłyszałam, że jestem perwersyjna i obleśna”.

„Czy naprawdę widok matki tulącej dziecko do piersi w miejscu publicznym może kogoś obrażać? Gdybym robiła to na środku pikniku, mogłabym to jeszcze zrozumieć, ale przecież schowałam się w oddalonej altance. Zamiast zrozumienia, usłyszałam, że jestem obleśna i mam się natychmiast wynosić. Co za wstyd”
Odkąd pół roku temu urodził się mój synek i siedzę z nim w domu, czuję się trochę zaniedbana. Po porodzie przybyło mi kilogramów, których nie mogę zrzucić, mimo że karmię swoje maleństwo piersią. Kubuś bardzo chorował w pierwszych tygodniach życia i zrobił się przez to nieco marudny. Nie śpi po nocach, więc jestem przemęczona, a podkrążone oczy nie dodają mi urody.
 
Dlatego, kiedy mąż przyszedł do domu z informacją, że jego firma organizuje rodzinny piknik, nie byłam tym zachwycona. Normalnie jestem osobą towarzyską, więc byłabym bardzo zadowolona, że mogę spotkać nowych ludzi, porozmawiać, wyrwać się z domu, ale w tej sytuacji…
 
– Nawet nie mam co na siebie włożyć! Wszystko jest na mnie za małe!
 
– A ta sukienka, ta niebieska? Tak ładnie zawsze w niej wyglądasz – nie dawał za wygraną Marcin. 
 
Udało mu się mnie rozbawić, bo tę sukienkę, którą tak pamiętał, nosiłam na długo przed urodzeniem Kubusia. Teraz z pewnością się w nią nie zmieszczę. Poza tym jest wciągana przez głowę, a ja przecież karmię synka piersią, muszę więc mieć na sobie coś rozpinanego z przodu.
 
Wzbraniałam się jeszcze długo przed pójściem na piknik, ale mąż bardzo nalegał, tłumacząc mi, że w jego biurze nie jest dobrze widziane rezygnowanie z takich imprez.
 
– Szefowie patrzą na to, kto się utożsamia z firmą. Może od tej imprezy będzie zależał mój awans? – mówił, więc z końcu musiałam ulec. 
 
W końcu Marcin zabrał mnie do sklepu i kupił mi śliczną bluzeczkę w kwiaty, w której czułam się naprawdę świetnie i wyglądałam bardzo kobieco, mimo tuszy.
 
W piknikową sobotę oboje z Kubusiem byliśmy wystrojeni i gotowi na godne reprezentowanie taty. Widziałam po oczach Marcina, że jest z nas bardzo dumny, kiedy przedstawiał nas szefowi i kolegom z pracy. Wszyscy zresztą z miejsca zachwycili się Kubusiem, który gaworzył i uśmiechał się zadowolony, a potem, zmęczony tym całym zainteresowaniem jego osobą, zasnął spokojnie w wózeczku…
 
Po dwóch godzinach obudził się z głośnym płaczem. Jak zawsze, gdy jest bardzo głodny.
 
– Muszę go gdzieś nakarmić – szepnęłam do Marcina, który rozmawiał właśnie z dwoma kolegami.
 
– Teraz? – rozejrzał się nieco bezradnie, ale zaraz stanął na wysokości zadania. – Słuchaj, tam w rogu ogrodu widziałem fajną altankę. Może w niej nakarmisz naszego brzdąca?
 
To był dobry pomysł. Drewniana altanka była ukryta wśród zieleni i chyba nieco zapomniana. Z dala od zgiełku rozpięłam bluzkę, a Kuba ochoczo przyssał się do mojej piersi. Po chwili popadł w błogostan, a i ja lekko przymknęłam oczy.
Z odrętwienia wyrwał mnie szelest  i jakieś chichoty. Ktoś ewidentnie zbliżał się do altanki. Po głosach poznałam, że to jakaś parka, której chyba zebrało się na amory.
 
Do głowy by mi nie przyszło odrywać mojego synka od piersi, tym bardziej że przysypiał zadowolony. Byłam pewna, że parka widząc zajętą altankę, po prostu oddali się spokojnie w innym kierunku.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Niestety, przeliczyłam się…

Najpierw do altanki wszedł facet w rozchełstanej koszuli, pociągając za sobą kobietę, również niekompletnie ubraną. Tak byli zajęci całowaniem się, że wcale mnie nie zauważyli! Musiałam chrząknąć i odezwać się, żeby zauważyli moją obecność.

Kiedy w końcu zrozumieli, że nie są sami, aż podskoczyli. A potem… Jeśli sądziłam, że przeproszą i sobie pójdą, to byłam naiwna. Kobieta spojrzała na mnie chłodnym wzrokiem, a facet jak się nie wydarł.
 
– Co pani tutaj robi?!
 
– Karmię dziecko – odparłam, siląc się na pozorny spokój, bo patrząc na ich miny, już przeczuwałam kłopoty.
 
– Publicznie?! To jest publiczne miejsce, tutaj takich rzeczy się nie robi! – facet zrobił się czerwony, aż po pępek widoczny z rozpiętej koszuli.
 
– A gdzie mam karmić, jak nie w altance? Nikogo tutaj nie było, nikt mnie nie widział… Muszę przecież nakarmić gdzieś syna – zaczęłam się tłumaczyć, licząc jeszcze naiwnie na to, że się jednak opamięta i rozsądek weźmie górę nad jego złością.
 
– Ale to jest prywatne przyjęcie! – wysyczał coraz bardziej zdenerwowany. – Pani nie ma prawa tutaj robić takich rzeczy! To jest nieprzyzwoite!
 
– A przyzwoite jest to, co pan tutaj zamierzał robić? – wypaliłam bez namysłu, bo zagotowałam się ze złości; jak on śmiał nazywać tak karmiącą matkę? – Chyba nie przyszedł pan tutaj omawiać spraw służbowych? – dodałam zjadliwie.
 
– Pani pokazuje piersi! Pani jest obleśna! – głos faceta przeszedł w wysokie rejestry, aż mój Kubuś puścił pierś i obejrzał się na niego zaskoczony. – Pani się powinna zasłonić!
 
– Byłam zasłonięta przez zieleń, dopóki pan tutaj nie wszedł nie zwracając uwagi na to, że tu jestem i karmię dziecko. A poza tym… Nie ja jedna pokazuję pierś publicznie – spojrzałam wymownie na biust jego partnerki, który wyskakiwał z rozpiętej do połowy brzucha bluzki.
 
– Pani jest bezczelna! Ja tego tak nie zostawię! – zapiał wkurzony. – Ja… mam możliwości! Proszę się stąd wynosić! To prywatne przyjęcie! – powtórzył.
 
– Zostałam na nie zaproszona! – odparłam z godnością.
 
– Ale chyba nie po to, aby się obnażać! – nie dawał za wygraną.

Miałam dosyć tej prostackiej wymiany zdań. Ze zdenerwowania aż trzęsły mi się ręce, kiedy kładłam Kubusia do wózeczka i zapinałam bluzkę, aby wrócić do swojego męża.

 

– Żegnam! – rzucił mi facet na odchodne. – I proszę tu nie wracać! – dodał z satysfakcją.
 
Szłam przez trawnik, czując na sobie jego wzrok i walczyłam z tym, aby się nie rozpłakać. Jednak mi się nie udało… Kiedy odnalazłam Marcina, który pił piwo z kolegami, miałam łzy w oczach.
 
– Co się stało? – zainteresował się natychmiast, widząc moją minę.
 
– Chodźmy już stąd – wydusiłam z siebie i odwróciłam głowę.
 
– Ale dlaczego? – mąż był zaskoczony. – Przecież jeszcze nie koniec imprezy, będzie jeszcze pokaz i...
 
– Chodźmy! Nie pytaj! – poprosiłam przez zaciśnięte gardło i mimo że nie chciałam się rozpłakać, łzy same mi popłynęły. Szlochałam, czując się idiotycznie. Naprawdę nie chciałam robić z siebie pośmiewiska! Czułam się jednak strasznie poniżona.
 
Widziałam, że Marcin czuje się zażenowany sytuacją, żeby więc wytłumaczyć mu swoje dziwne zachowanie, wydusiłam w końcu z siebie, co takiego stało się w altance, i jak zostałam potraktowana.

Mąż szybko objął mnie ramieniem

– Kochanie, tak mi przykro, że spotkało cię coś takiego – wyszeptał.
 
Było mi głupio, że zrobiłam scenę przy jego kolegach, zwłaszcza że jeden z nich po chwili zapytał:
 
– Przepraszam, wyrzucono panią z altanki, kiedy pani karmiła?
 
Skinęłam głową.
 
– Wiem, że nie powinnam była tego robić na przyjęciu, ale… – zaczęłam.
 
– Ależ wprost przeciwnie! Moja żona wielokrotnie karmiła nasze dziecko w miejscach publicznych i nikt jej nigdy w ten sposób nie potraktował. To niedopuszczalne! – w jego głosie brzmiało prawdziwe oburzenie.
 
I co z tego, że to „niedopuszczalne”, skoro tamten facet jest pewnie szefem mojego męża. Odzywał się do mnie tak władczym tonem, że trudno mi sobie wyobrazić, aby był zwykłym pracownikiem. Oby tylko Marcin nie miał z mojego powodu kłopotów…
 
Sprawa jednak skończyła się dość nieoczekiwanie, bo… ten kolega, z którym mój mąż pił piwo, wcale nie był zwyczajnym kolegą, tylko właśnie jego przełożonym. Tak, to on właśnie był dyrektorem i szefem Marcina! I nie zamierzał tak zostawić tej żenującej sprawy.
 
Oburzony uznał, że nie tyle moje zachowanie było niedopuszczalne, co jego pracownika, który wszedł znienacka do altanki! Zachowywał się przy tym nieprzyzwoicie obłapiając koleżankę z pracy, poza tym był pijany i obraził mnie, gościa na firmowym pikniku.
 
Dostałam od firmy mojego męża oficjalny list z przeprosinami i ogromny bukiet kwiatów, a Kuba śliczną zabawkę. A ten facet, który chciał mnie przegonić? Nie wiem, jakie miał potem nieprzyjemności. Dla mnie ważne jest to, że szef Marcina chce go awansować. A kiedy mnie widzi czasami z wózkiem pod firmą, jak czekam na męża, zawsze się ze mną wita i uśmiecha.

Anna, 28 lat

Czytaj także:
Dziecko, które płacze
Adobe Stock, Полина Власова
Prawdziwe historie
„Mąż bał się naszej chorej córki. Nie dotykał jej, nie przytulał, a do tego zaczął popijać. Byłam dla Andzi i ojcem i matką"
„Miałam wrażenie, że Roberta przytłacza to, co dzieje się w domu. Że od tego ucieka. Nie próbował nawiązać kontaktu z córką, nie karmił jej, nie przewijał. Nie przytulał. Pomiędzy dwojgiem najbliższych mi osób nie było najmniejszej więzi”.

Nigdy nie zapomnę tamtej nocy sprzed 8 lat, kiedy rodziłam Natalkę. Położna wrzeszczała „przyj!”, a lekarz wyduszał dziecko, napierając mi na brzuch kolanem. Byłam przerażona, zdezorientowana, półprzytomna z bólu i wyczerpania. Poród trwał już od wielu godzin. A ja nie miałam nawet sił, żeby krzyczeć.   Nad ranem tętno dziecka dochodziło do dwustu, ja co kilka minut traciłam przytomność, a mój zepchnięty w kąt przez medyków mąż – był blady jak ściana. Kiedy na chwilę nasze spojrzenia się spotkały, wyczytałam w jego oczach, o czym myśli. Był pewien, że traci nas oboje. I mnie, i dziecko.   W końcu jednak, z użyciem kleszczy i kolana, wyduszono ze mnie naszą kruszynkę. Była sina, nie mogła złapać oddechu. W pierwszej chwili otrzymała zero w dziesięciopunktowej skali Apgar. Po chwili jednak córeczka ożyła. Ile woli życia mieściło się w tym ciałku! Maleństwo było jednak wciąż na granicy śmierci. Liczbę punktów podniesiono tylko do dwóch. Płakałam, trzymając ją na rękach. Z radości, ze smutku, z wściekłości i wzruszenia. Z tych wszystkich emocji naraz.   Dopiero kilka dni później inny położnik z tego szpitala wygadał się, że mój poród od początku kwalifikował się do cesarskiego cięcia. Płód ułożony był pośladkowo, więc nic dziwnego że nie chciał przejść przez kanał rodny. Dlaczego, mimo ewidentnego obrazu z usg, lekarz zdecydował się na poród naturalny? To już tajemnica. Nie miał czasu, żeby ze mną porozmawiać.   Zdiagnozowano u Andzi porażenie mózgowe, którego przyczyną było niedotlenienie mózgu w czasie porodu.   – Proszę nie robić sobie nadziei – wyrąbał mi prosto w oczy lekarz z oddziału neonatologicznego. – Pani córka już zawsze będzie „roślinką”. Przy takich uszkodzeniach mózgowia nie ma szans, żeby kiedykolwiek wstała z łóżka...

Dziewczynka, która nie słucha ojca
Adobe Stock, zinkevych
Prawdziwe historie
„Choć jestem ojcem Zosi, nigdy nie byłem jej tatą. Wolałem kochanki niż własną córkę. Teraz płacę za to najwyższą cenę"
„Moja nastoletnia córka jest dla mnie obcą osobą i sam jestem temu winien. Wybrałem hulaszcze życie, zamiast trwać przy wiernej żonie i dziecku. Choć zabolało mnie, że Zosia po śmierci matki wolała swojego ojczyma, to nie było to dla mnie zaskoczeniem".

Męża mojej byłej żony i ojczyma Zosi widziałem tylko dwa razy. Raz na komunii córki i na rozdaniu świadectw, gdy skończyła podstawówkę. Kiedy więc tamtego dnia zadzwonił o 5 rano, wiedziałem że, coś się stało.   – Zosia? Boże…   – Nie. Zosi nic nie jest. To Basia. Miała wypadek. Nie żyje… – Radek zaczął płakać. – Przepraszam. Pomyślałem, że powinieneś wiedzieć. Zadzwonię potem.   Radek rozłączył się. Usiadłem na łóżku.  Basia. Jak to możliwe?  Zawsze wesoła, pełna życia… Na swój sposób ciągle ją kochałem. Cały ten czas. Nawet wtedy, kiedy miałem kochanki. Wiedziałem, że ją ranię, ale nie umiałem się powstrzymać.   Basia wyrzuciła mnie z domu, gdy Zosia miała trzy lata. Z Radkiem związała się dwa lata później. I wyprowadziła się z Basią z Wrocławia do Wałbrzycha. Na początku starałem się mieć z córką kontakt. Zabierałem ją do siebie w co drugi weekend, w wakacje. Ale potem zamieszkała ze mną Ilona. Zosia ją denerwowała. Zacząłem spotykać się z córką tylko na kilka godzin. Kino, lody, plac zabaw. Potem Ilona się wyprowadziła, ale Basia uznała, że skoro wcześniej nie chciałem zabierać córki na weekendy, to i teraz nie muszę. W sumie tak mi było wygodniej, więc poawanturowałem się tylko dla zasady. Przez ostatnich kilka lat widywałem Zosię tylko w wakacje, i to przez kilka dni, może tydzień. Na resztę czasu wysyłałem ją na luksusowe obozy albo wczasy z moją mamą.   Jak w jej szkole zorganizowali potańcówkę dla córek i ojców – zaprosiła na nią Radka. Zabolało. I chociaż przy mnie bardzo się pilnowała i mówiła o ojczymie „Radek”, wiedziałem, że na co dzień zwraca się do niego „tato”.    Do mnie zawsze po imieniu albo żartem „ojciec”. Ale wiedziałem, że sam jestem sobie...

Smutna dziewczynka
Adobe Stock, Pav-Pro Photography
Prawdziwe historie
„Mam 5-letnie dziecko ze zdrady. Moja kochanka zmarła, a żona każe mi oddać córeczkę do sierocińca. Ta kobieta nie ma serca”
„Wcale nie dziwiłem się mojej ślubnej, że nie chce przyjąć pod swój dach żywego dowodu zdrady męża. Ale przecież nie mogłem zostawić córki na pastwę losu. Miała tylko 5 lat! Małe dziecko nie jest winne moich błędów. Jestem ojcem i muszę być za nią odpowiedzialny”

Matyldo! – chwyciłem żonę za rękę. – Nie mogę tak po prostu zostawić jej samej sobie. Musisz to zrozumieć! To jest moja córka! Krew z mojej krwi.   – Wiem to aż za dobrze – wyrwała mi rękę i zmierzyła mnie chłodnym spojrzeniem. – Chociaż chyba wolałabym o tym nie wiedzieć.   – Przecież prędzej czy później i tak stanęlibyśmy przed tym problemem. A że stało się to wcześniej, niż sądziłem… Co mam niby zrobić?   – Żyje przecież babcia tej Izy…   – Która ma ponad siedemdziesiąt lat, jest bardzo chora, i nie ma jak się nią zaopiekować, bo większość czasu spędza w sanatoriach! – westchnąłem ciężko. – Poza tym, wiesz ile emerytury dostają starsi ludzie?   – Ja tam słyszałam, że ona akurat ma pieniądze. Może wynająć kogoś do opieki nad wnuczką – Matylda wzruszyła ramionami. – Poza tym są jeszcze domy dziecka. Państwo zapewnia bardzo dobre warunki i…   – Ty chyba nie mówisz serio? – spojrzałem na nią przerażony.   – To chyba ty nie mówisz serio! – warknęła. – Żądasz ode mnie, żebym przyjęła pod swój dach żywy dowód twojej niewierności i musiała na niego dzień w dzień patrzeć?! I to jak długo? Przecież leczenie tej twojej… Matki Izy… Może trwać latami. I ja mam to znosić?! Nigdy w życiu! – wyszła, trzaskając drzwiami.   Usiadłem bezradny w fotelu. Nie miałem pojęcia, co mam zrobić.  Moje małżeństwo wisiało na włosku.   Strasznie kochałem moją żonę, ale niestety, kilka lat po ślubie okazało się, że nie może mieć dzieci. Matylda w związku z tym przeszła bardzo poważny kryzys psychiczny, miała nawet myśli samobójcze, musiała się leczyć u specjalistów. W końcu jednak wyszła z dołka. Zaczęliśmy myśleć o...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj