Rodzice założyli nowe rodziny i mnie zostawili
Adobe Stock, stokkete
Prawdziwe historie

„Rodzice się rozwiedli i założyli nowe rodziny, a ja stałam się problemem. Nikt mnie nie chciał, nie było dla mnie miejsca”

Kiedy na Boże Narodzenie mąż matki zabrał całą rodzinę w góry, nikt nie pomyślał o mnie, o tym, że zostaję sama. Ojciec zadzwonił złożyć mi życzenia, ale też nie zapraszał. Spędziłam święta samotnie.

Szłam do pierwszej klasy, kiedy mama wyjechała do pracy. Pamiętam, jak płakałam, nie chciałam, żeby wyjeżdżała, ale tłumaczyła mi, że to tylko na trochę, na krótko, a jak zarobi pieniążki, kupi mi wymarzoną lalkę. Lalkę dostałam, ale mama była za granicą bardzo długo. Kiedy zaczęłam już przyzwyczajać się, że jesteśmy we dwoje z tatą, i przestałam tak rozpaczliwie tęsknić, mama wróciła.

Nic już jednak nie było jak dawniej, ona była inna, nie miała dla mnie czasu, kłóciła się z tatą i bardzo często wychodziła. W końcu pewnego wieczora powiedziała, że bardzo mnie kocha, ale nie może już dłużej mieszkać z tatą i musi się wyprowadzić.

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami i nic nie rozumiałam

– To gdzie teraz będziesz mieszkała? – zapytałam.
– Na razie u dziadka.
– A potem?

Mama zawahała się przez moment.

– A potem zobaczymy.
– Zabierz mnie ze sobą – poprosiłam. – Nie chcę mieszkać bez ciebie.
– Wiesz, kochanie – mama patrzyła gdzieś na ścianę – ustaliliśmy z tatą, że zostaniesz z nim. Tu jest twój dom, twoje zabawki, twój pokój.
– Zabawki zabiorę ze sobą, chcę mieszkać z tobą – upierałam się.
– Nie mogę cię zabrać, kochanie, ale będę cię odwiedzać. Obiecuję, że będziemy się bardzo często spotykać.

W ten sposób po raz drugi zostałam sama z tatą, ale tym razem już chyba na zawsze

Mama mnie odwiedzała, ale wcale nie tak często. Jeszcze na początku, kiedy mieszkała u dziadka, to owszem, nawet zabierała mnie na niedzielę. Szybko jednak się od dziadka wyprowadziła i zamieszkała ze swoim nowym partnerem, jak o nim mówiła. Tata w ogóle o nim nie mówił ani o mamie.

Kiedy go o coś pytałam, złościł się i prosił, żebym dała mu spokój.

– Ale ja bym chciała, żeby mama do nas wróciła – nudziłam.
– Ja też bym chciał – odpowiadał tata.
– To zrób coś.
– Daj mi spokój – złościł się. – Mama nie wróci, ułożyła sobie życie na nowo.
– Ale ona mówi, że mnie kocha.
– Kto ją tam wie, ciebie może i kocha.
– Jakby mnie kochała, toby mnie ze sobą zabrała – krzyknęłam kiedyś przy takiej rozmowie.

Po tych słowach tata nagle się ocknął, spojrzał na mnie, jakby mnie po raz pierwszy zobaczył.

– Amelko… Chciałabyś, żeby mama cię ze sobą zabrała? – zapytał jakby zmienionym głosem. Chciałam zawołać, że bardzo bym chciała, ale coś mnie powstrzymało. Pomyślałam, że jeśli to powiem, tata się rozpłacze, bo miał takie dziwnie błyszczące oczy. Pokręciłam głową.

– Nie – powiedziałam bardzo cichutko. – Wolę zostać z tobą.
– Bardzo cię kocham, córeczko – tata przytulił mnie mocno.

Nowi partnerzy rodziców nie przepadali za mną

Nie lubiłam jeździć do mamy, odkąd zamieszkała z Igorem. On był zupełnie inny niż mój tata, wiecznie coś mu się nie podobało, ciągle zwracał mi uwagę – że źle się zachowuję, źle odzywam, nie odstawiam talerzyka, nie myję kubeczka albo nie odkładam czegoś tam na miejsce. A najbardziej się złościł, że ruszam jego rzeczy, chociaż wcale nie ruszałam.

Może czasem, ale rzadko. Za nic nie chciałabym mieszkać z Igorem, wolałabym, aby mama się od niego wyprowadziła. Kiedy skończyłam jedenaście lat, do taty, a tym samym i do mnie, wprowadziła się ciocia Kasia. Ciocia pojawiała się u nas w domu już wcześniej. Tak naprawdę nie była moją ciocią, tylko naszą sąsiadką. Już jak mama po raz pierwszy wyjechała, ciocia przynosiła nam czasem obiad, a czasem ciasto.

Kiedy tata musiał gdzieś jechać albo pójść, zostawała ze mną. Pomagała mi w lekcjach albo czytała książki, kiedy jeszcze nie umiałam sama. Lubiłam ją, jednak teraz, kiedy z nami zamieszkała, stała się jakaś inna niż dawniej. Zachowywała się tak, jakby tata nie był już moim tatą, lecz należał tylko do niej. We wszystkim jej przeszkadzałam, opędzała się ode mnie jak od natrętnej muchy.

Ciągle słyszałam: „Amelka, idź do siebie”, „Nie przeszkadzaj”, „Zajmij się czymś”, i tak w kółko. Jeszcze gorsze było to, że tata też się zmienił. Już nie byłam dla niego ważna. Ważna była ciocia Kasia.

– Mamusiu, chciałabym mieszkać z tobą – przyznałam pewnego dnia.

Wcale nie byłam pewna, czy tego chcę, pragnęłam tylko, by mama się zainteresowała, martwiła się, że jestem nieszczęśliwa, może porozmawiała z tatą albo z ciocią Kasią. Ona jednak popatrzyła tylko na mnie i powiedziała:

– Niedługo kupimy z Igorem większe mieszkanie, może wtedy, kochanie.
– Przecież teraz też bym się zmieściła.
– Wiesz… – wahała się chwilę – jestem w ciąży, będziesz miała siostrzyczkę.

Zrobiło mi się przykro, że ta siostrzyczka będzie mieszkała z mamą, a dla mnie nie ma tam miejsca

Pomyślałam, że gdyby jej nie było, mama miałaby tylko jedną córkę, i może zabrałaby mnie do siebie.

– Wcale jej nie chcę – mruknęłam.
– Zobaczysz, bardzo ją pokochasz, jak tylko się urodzi – odparła mama. – Kupimy większe mieszkanie i jeśli tata się zgodzi, zamieszkasz z nami.

Zanim urodziła się ta siostrzyczka, okazało się, że ciocia Kasia też jest w ciąży. Tu z kolei miałam mieć braciszka. I też wszyscy się cieszyli. Oprócz mnie. Ja się nie cieszyłam, bo dla mnie nikt już nie miał czasu. Ciocia chyba wcale nie chciała, żebym pokochała małego Antosia. Jeśli w czymkolwiek chciałam pomóc, coś podać czy choćby polulać go w wózku, natychmiast mnie odsuwała, kazała iść do swojego pokoju, nie przeszkadzać i najlepiej zająć się lekcjami.

Miałam wrażenie, że wolałaby, aby mnie wcale nie było. Tata w ogóle na to nie reagował, nigdy mnie nie bronił. Zresztą on nigdy nie sprzeciwiał się cioci Kasi.

Mama zajęta małą Joasią oraz zakupem nowego mieszkania też nie miała dla mnie czasu.

Nikomu właściwie nie byłam potrzebna, wszystkim zawadzałam

Okazało się jednak, że pamiętała o swojej obietnicy, i kiedy już się urządzili, powiedziała, że tata się zgodził i mogę teraz pomieszkać trochę u niej. Nie bardzo wiedziałam, co miało znaczyć trochę, ale nie pytałam. Asia skończyła już rok i była bardzo podobna do Igora. On zresztą świata nie widział poza córką. I poza moją mamą. Znowu miałam wrażenie, że oni we troje byli rodziną, a ja tak na przyczepkę.

U mamy, co prawda, nikt mnie nie wysyłał do drugiego pokoju, żebym tylko zeszła z oczu, ale ciągle było dla mnie coś do zrobienia.

„Amelka, obierz ziemniaki”, „Amelka, pozmywaj naczynia”, „Amelka, pobiegnij do sklepu” – słyszałam co chwila. A już: „Amelka, zajmij się Joasią” – to było stałe zlecenie.

– Mamo, czy ja robię w tej rodzinie za kopciuszka? – wyrwało mi się kiedyś.

Mamę chyba zatkało. Długą chwilę patrzyła na mnie w milczeniu, zanim wreszcie się odezwała:

– Chyba przesadziłaś, córeczko. Jesteś już dużą dziewczynką i musisz mi pomagać. To przecież naturalne. – Ale dlaczego wiecznie muszę zajmować się Joaśką?
– Bo jest twoją młodszą siostrą? – odpowiedziała mama pytaniem.
– Nie chcę się nią opiekować – burknęłam ze złością.
– Myślę, że nie powinnaś się w ten sposób odzywać do mamy – odezwał się za moimi plecami Igor.

Zamilkłam. Igor uważał, że jeśli coś powie, to tak musi być, i koniec. Nie sprzeciwiałam mu się, ale im dłużej mieszkałam z nim i z mamą, tym bardziej go nie lubiłam. Mieszkałam u mamy dość długo, ale kiedy poszłam do liceum, nie mogłam już wytrzymać. I mama, i Igor uważali, że życie składa się z samych obowiązków, przynajmniej w moim przypadku.

Zaraz po lekcjach musiałam wracać do domu, bo trzeba było odebrać Joaśkę z przedszkola, a potem z nią siedzieć do przyjścia mamy z pracy. Wieczorem musiałam odrabiać lekcje, bo przecież trzeba być dobrą uczennicą.

W weekendy mama również miała dla mnie mnóstwo poleceń

– Chciałabym dzisiaj iść do kina z koleżankami – prosiłam.
– Na którą? – padało pytanie; zanim zdążyłam odpowiedzieć, słyszałam: – tylko wracaj natychmiast po kinie, bo ja i Igor wieczorem wychodzimy.
– Ale ja… Ale dziewczyny….
– Ależ musisz wrócić, Amelko. Przecież trzeba zostać z Asią.

Miałam dość bycia niańką dla Asi i kiedy mama po raz drugi zaszła w ciążę, wyprowadziłam się znowu do taty. Sądziłam, że będę miała więcej luzu, będę mogła spotykać się z przyjaciółmi, wychodzić na imprezy i spotkania. Owszem, tak było – tu po prostu nikt się mną nie interesował.

Miałam swój pokój i najlepiej, gdy wcale z niego nie wychodziłam, kiedy byłam w domu

Ani tata, ani ciotka nie interesowali się ani kiedy, ani dokąd wychodzę, nie obchodziło ich, o której wracam, czy odrabiam lekcje, czy coś jem, nic… Zaczęłam nadrabiać zaległości w imprezowaniu i natychmiast bardzo opuściłam się w nauce. Po wywiadówce, na którą jak zawsze poszła mama, rodzice się pokłócili. Mama krzyczała na ojca, że nie pilnuje mojej szkoły, lekcji i w ogóle mnie.

Ojciec nie był jej dłużny, twierdząc, że jestem już prawie dorosła i sama powinnam się pilnować. Skończyło się na tym, że znowu wylądowałam u mamy. Igor nawet nie próbował ukrywać swojego niezadowolenia. Raz usłyszałam wieczorem ich rozmowę.

– Czy ty oszalałaś, Marta – mówił do mamy. – Gdzie my się tu pomieścimy? Zaraz przecież będziesz rodzić.
– Cicho – próbowała załagodzić mama. – Damy radę. Amelia jest już prawie dorosła, pomoże przy dziecku.
– No, nie wiem. Dobrze wiesz, że wcale nie jest chętna do pomocy.

Pół nocy wtedy nie spałam. Chyba po raz pierwszy tak wyraźnie zdałam sobie sprawę z tego, że nikt mnie nie chce, nigdzie nie ma dla mnie miejsca.

Każde z rodziców ma własną rodzinę, a ja tylko zawadzam

„Szkoda, że nie mam dziadków, bo może u nich mogłabym zamieszkać” – myślałam.

Do matury mieszkałam u mamy, ale nie czułam się tam jak w domu. Pomagałam jej we wszystkim, przy sprzątaniu, gotowaniu i przy siostrach, bo były już dwie. Przede wszystkim jednak się uczyłam, chciałam dostać się na studia. Zaraz po egzaminach wynajęłyśmy z dwiema koleżankami małe mieszkanko i wyprowadziłam się z domu. Mama nie protestowała, a Igor był wprost zachwycony. Sam zaproponował, że pomogą mi z mamą finansowo.

Cieszył się, że w końcu zejdę mu z oczu, chyba nigdy mnie nie lubił. W ten sposób rozpoczęłam swoje samodzielne życie. U ojca prawie nie bywałam, mojego młodszego brata prawie nie znam. Do mamy wpadałam, owszem. Zresztą ona często dzwoniła do mnie, prosiła, żebym przyszła posiedzieć z siostrami…

Początkowo próbowałam odmawiać, ale w sumie lubiłam swoje siostry. Tak naprawdę czułam się bardzo samotna i opuszczona. Kiedy na Boże Narodzenie Igor zabrał całą rodzinę w góry, nikt nie pomyślał o mnie, o tym, że zostaję sama.

Nie przyznałam się wtedy koleżankom, że nie mam gdzie pójść, wstydziłam się

Ojciec zadzwonił złożyć mi życzenia, ale nie zapraszał. Spędziłam wtedy święta samotnie. Postanowiłam, że na następne też gdzieś wyjadę i nie będę liczyć na rodzinę, której właściwie nie mam. Na drugim roku studiów poznałam Wiktora. Studiował informatykę, dorabiał sobie pracą w barze i miał pięcioro rodzeństwa. Mamie się nie spodobał.

Po co ci taki biedak? Znalazłabyś sobie chłopaka z porządnej lekarskiej albo prawniczej rodziny – powtarzała.

A ja, kiedy chodziłam do Wiktora, czułam się tam jak we własnym domu. Ciepłym, pełnym wzajemnej życzliwości i zainteresowania. Domu, w którym przyjęto mnie bez żadnych warunków, gdzie mnie… chciano. Pobraliśmy się, gdy byłam na trzecim roku. Witek pisał pracę magisterską. Moja mama była niezadowolona.

– Jesteś za młoda na małżeństwo – powtarzała mi. – Najpierw powinnaś skończyć studia.
– Ty wcale nie byłaś starsza…
– Dlatego wiem, co mówię.

Kochałam Wiktora, on kochał mnie, chcieliśmy być małżeństwem. Zamieszkaliśmy w malutkiej, skromnej kawalerce. Na większą nie było nas stać. Teraz już nie spędzam świąt samotnie, teraz spędzam je wspólnie z rodziną Wiktora. Moja mama nas nie zaprasza, ojciec tym bardziej. Chwilami mam wrażenie, że teściowie są mi bardziej rodzicami niż tamtych dwoje.

Amelia, 25 lat

Czytaj także:

Dziewczynka, która boi się chodzić do szkoły
Adobe Stock, Rafael Ben-Ari
Prawdziwe historie
„Przez nową wychowawczynię, moja 7-letnia córka znienawidziła szkołę. Płakała, symulowała choroby i miała koszmary"
„Było tak pięknie! Dzieci uwielbiały szkołę, chętnie się uczyły, wspaniale czuły się we własnym gronie… Niestety, w kimś obudziły się chore ambicje. Wymienili Panią Ewę na nową, rygorystyczną nauczycielkę, która chyba za cel wzięła sobie obrzydzenie dzieciom szkoły. Świetnie jej idzie".

Głowę miałem pełną zmartwień, gdy córka szła do zerówki. Niepokoiłem się, jak szybko nawiąże nowe znajomości, jak będzie radzić sobie z nauką. No i na jaką nauczycielkę trafi. Wszyscy wiemy, jakie to ważne.    Gdy po szkolnym apelu na rozpoczęcie roku poszliśmy do sali, by poznać wychowawczynię Mai, byłem bardziej stremowany od córki. Zobaczyłem jednak tę nauczycielkę i napięcie opadło. Na pierwszy rzut oka było widać, że to ciepła i sympatyczna kobieta. Niemłoda, bo na oko ponad  pięćdziesięcioletnia, ale uśmiechnięta i uważna. Miała na imię Ewa.   – Dzień dobry, królewno – zwróciła się do Mai, gdy podeszliśmy do niej oboje. – A kogóż to przyprowadziłaś dzisiaj do szkoły?   Córcia była jeszcze trochę wystraszona, więc przytuliła się do mnie i zaniemówiła. Jak zwykle postanowiłem ją ratować z opresji.   – Maja dzisiaj przyszła z tatą  – uśmiechnąłem się, a nauczycielka spojrzała na mnie z sympatią.   – Aha, z tatą… – odpowiedziała, a potem znów skierowała swoje słowa do Mai. – Tylko nie przyprowadzaj taty codziennie, bo nie zmieści się nam w żadnej ławce.  Szkolna codzienność szybko potwierdziła moje przypuszczenia Na drugi dzień zostawiłem małą z ciężkim sercem, ale odbierałem już w wyśmienitym humorze. Maja była szczęśliwa, rozszczebiotana i podekscytowana tym, czego zdążyła się nauczyć o szkolnym życiu.    Cały czas trajkotała też o pani. Jaka jest dla nich dobra, jaka wspaniała.   – My się do pani Ewy nawet przytulamy – mówiła.    – Wszyscy naraz?   – Nie, po kolei. Jak ktoś wstanie z ławki i podejdzie. Ona nam pozwala, bo jesteśmy maluchy. Tak o nas mówi.   Pani Ewa każdego dnia udowadniała, że jest serdeczną wychowawczynią i bardzo dba...

Chłopiec, który był świadkiem samobójstwa
Adobe Stock, Roman Bodnarchuk
Prawdziwe historie
„Mój 14-letni syn na zielonej szkole był świadkiem samobójstwa. Nauczyciele, zamiast mu pomóc, obarczyli go winą"
„Jeśli ta kobieta uważa się za pedagoga, to ja mogę być kosmonautką. Prawdziwy pedagog nigdy nie zrzuci własnej winy na podopiecznego. Nasze dzieci były przesłuchiwane przez policję. Bez wsparcia psychologa, bez zawiadomienia rodziców. Przecież one będą miały traumę do końca życia".

Kiedy nasz czternastoletni syn wyjechał ze swoją klasą na zieloną szkołę, wykorzystałam te kilka dni do zrobienia porządków w domu. Nie martwiłam się wcale tym, że Jasiek nie dzwoni, bo to dla niego zupełnie normalne. Nastoletni chłopcy na co dzień niechętnie rozmawiają z rodzicami, to już taki wiek. A kiedy na jakiś czas wyrwą się spod kurateli dorosłych, zupełnie zapominają o domu. Wiedziałam zresztą, że mojemu dziecku na pewno nie dzieje się krzywda. W zeszłym roku był na zielonej szkole w tym samym pensjonacie i wrócił zachwycony.   Kiedy więc pojechałam po niego na dworzec kolejowy, byłam pewna, że zobaczę zadowoloną minę. Tymczasem Jasiek wysiadł z pociągu dziwnie ponury. Co gorsza, jego wychowawczyni wyglądała tak, jakby była obrażona na cały świat. Widząc to, nawet do niej zagadałam życzliwie.   – Pani Moniko, czy coś się stało?    Zaniepokojona podejrzewałam bowiem, że może któreś z dzieci z klasy Jaśka coś przeskrobało na wyjeździe. Albo, nie daj Boże, podpadł jej właśnie mój syn. Ale wychowawczyni zapewniła mnie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, tylko zwyczajnie źle się czuje, bo jest zmęczona po tym wyjeździe.    W sumie nie dziwiłam się jej. Tydzień z gromadą nastolatków, 24 godziny na dobę…    To, że Jasiek w samochodzie nie był rozmowny, wcale mnie nie zdziwiło. Nigdy nie należał do wesołków.   – Chcesz coś zjeść? – zapytałam go, kiedy dotarliśmy do domu.    – Nie jestem głodny – odburknął tak, że aż mąż podniósł wzrok znad gazety, ale widząc, jak syn chowa głowę w ramiona i człapie do swojego pokoju, odpuścił sobie komentarz.    Pewnie doszedł do tego samego wniosku co ja, że Jasiek jest rozdrażniony ze zmęczenia, i tyle.  Rany boskie, mów! Nasz syn chciał się zabić?!...

Dziewczynka, która gra w gry
Adobe Stock, Anton
Prawdziwe historie
„Moja córka całymi dniami gra w gry pełne przemocy i spędza czas z chłopakami. Nie wiem, co się stało z moją księżniczką”
„Moja córka zamiast księżniczką, jest wojowniczką. Całe dnie spędza przed komputerem grając w jakieś magiczne gry. Zamiast sukienek, wybiera t-shirty i bojówki, a jej przyjaciółmi są sami chłopcy. To mąż wytłumaczył mi, że granie w gry to teraz e-sport i nasza córka jest świetną zawodniczką".

Moment, w którym orientujesz się, że twoja ukochana księżniczka dorosła i stała się kobietą, jest trudny dla każdej matki. Ale kiedy „księżniczka” zamiast sukienki nosi bojówki i T-shirty, a dnie spędza na waleniu w przyciski na klawiaturze oraz krzyczeniu do mikrofonu komputera, zaczynasz się zastanawiać, czy aby na pewno wypuszczasz spod skrzydeł odpowiednio ułożoną kobietę. Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu  Zauważyłam, że Iza spędza coraz więcej czasu przy komputerze. Zwykle włączała go na parę minut, żeby sprawdzić skrzynkę mailową czy wyszukać przepis na ciastka. Teraz swojej aktywności w internecie poświęcała po kilka godzin dziennie.   Chodziło o jedną z tych gier online, popularnych wśród młodzieży. Gracze łączą się w drużyny i walczą z innymi drużynami w jakiejś magicznej krainie. Nigdy nie potrafiłam tego zrozumieć, ale z drugiej strony wiem, że przecież każde pokolenie ma swoje trendy i zabawy. Do dziś pamiętam, jak za moich młodych czasów biegało się za płytami winylowymi, nawet kompletnie nieznanych zespołów. Uznałam więc, że to taka nowa moda, okres przejściowy, i nie zaprzątałam sobie tym głowy.   Iza zmieniała się jednak coraz bardziej. Już prawie nie widywałam jej w spódniczkach, podczas wizyty u fryzjera kazała sobie wygolić niemal pół głowy, co wygląda dziwacznie, bo resztę włosów ma do połowy pleców. Co gorsza, ilekroć ktoś ją odwiedzał w domu, byli to wyłącznie chłopcy. Bladzi od siedzenia przed ekranem, głośni i opowiadający o tych samych dziwactwach co ona. Tacy, którzy z miejsca przypominali mi o tym, dlaczego od zawsze chciałam mieć córkę. Dlaczego kupowałam jej różowe śpioszki, a do zabawy lalki i pluszowe jednorożce. Dlaczego chciałam, żeby Iza pozostała moją małą księżniczką. Córeczko, zajmij się czymś pożytecznym, co? Wielokrotnie próbowałam ją...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj