Chciałem zostawić żonę w ciąży
Adobe Stock, kieferpix
Prawdziwe historie

„Kiedy żona powiedziała mi, że znowu jest w ciąży, uciekłem. Jako samotna matka poradzi sobie lepiej, państwo jej pomoże”

Może Irka beze mnie będzie miała nawet lepiej, kiedy zostanie z dziećmi sama? Bo zawsze znalazłoby się miejsce w żłobku czy przedszkolu i dodatkowe zapomogi…

Bardzo kocham wszystkie nasze dzieci, dlatego ze wstydem wspominam dzień, kiedy Irena powiedziała mi o kolejnej ciąży.

Wczoraj moja córka wraz z zięciem sprawili nam nie lada niespodziankę. Wpadli do nas zaraz po pracy, choć rzadko im się to zdarza, bo normalnie są bardzo zajęci.

– A co to, ktoś umarł? – zdziwiłem się, widząc ich w drzwiach.
– Wręcz przeciwnie, tato – roześmiała się Kasia. – Przyszliśmy wam tylko powiedzieć, żebyście na czerwiec przyszłego roku nie robili żadnych większych planów, zagranicznych wojaży czy czegoś takiego…
– A czemu? – zainteresowałem się.

Nie żeby coś takiego przeszło mi nawet przez myśl, bo latem i tak jeździliśmy z Ireną tylko na działkę. Za granicą to najdalej byliśmy w Bułgarii, jeszcze w poprzednim ustroju.

– Bo będziecie potrzebni mi tutaj, na miejscu – Kasia i Michał popatrzyli porozumiewawczo po sobie. – Przy bawieniu wnuka albo wnuczki!

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Strasznie się ucieszyliśmy się, bo czekaliśmy na taką wiadomość od lat

Ale młodzi, jak to młodzi, najpierw czekali, aż dostaną stałą pracę, potem, aż się dorobią, wezmą kredyt na mieszkanie… Tymczasem czas leci, człowiek nie staje się młodszy, a i ja, i Irenka chcieliśmy jeszcze pobawić wnuka, zabrać go na ryby albo na wakacje nad morzem…

Kasia natychmiast zabarykadowała się z matką na sofie i zaczęły rozmawiać o tych wszystkich szczegółach ciąży – trymestrach, mdłościach – które nie są żadnemu facetowi potrzebne do szczęścia. Zabrałem więc zięcia do piwnicy, w której mam urządzony niewielki warsztacik, i gdzie w starym kredensie, w tajemnicy przed Irenką, trzymam nalewkę na wyjątkowe okazje.

To teraz miałem jak znalazł, żeby oblać dobre wiadomości!

Jak tam, chłopie? – zapytałem Michała, kiedy już rozlałem rubinowy płyn do kieliszków. – Zdenerwowany?
– Może trochę – przyznał zięć. – Ale tyle się naczekaliśmy, że zdążyłem już przeczytać chyba wszystkie książki, które wciąż mi podsuwała Kasia. Chyba nic mnie nie zaskoczy! Chociaż… Wiesz, tato, jak wręczyła mi te maleńkie buciki i powiedziała, że zostanę tatą, to nie powiem, nogi się pode mną ugięły.

Rozumiałem go doskonale, w końcu sam przez to przeszedłem i to niejeden raz. Z pierwszą dwójką, naszymi bliźniętami, było jeszcze nie tak źle. Mieliśmy z Irenką po dwadzieścia parę lat, mnóstwo energii, do tego mieszkaliśmy jeszcze z teściami, więc mogliśmy na nich liczyć.

Jednak i tak dzieci dały nam w kość

Jedno spało, drugie zaczynało płakać, jedno jadło, drugie chciało się bawić. Do tego doszły kolki i problemy z tym, żeby w ogóle coś dla nich zdobyć: wózek, wanienkę, śpiochy… Gdyby teściowa nie miała znajomości w kilku sklepach, to nie wiem, jak dalibyśmy sobie radę!

W każdym razie przez kilka pierwszych lat było nam ciężko i nawet nie myśleliśmy o powiększeniu rodziny. Potem dzieci podrosły, poszły do przedszkola, Irenka wróciła do pracy, mogliśmy sobie pozwolić na wynajęcie niewielkiego mieszkania w mieście. Wszystko jakoś się układało i, chociaż od czasu do czasu bliźniaki marudziły, że chciałyby rodzeństwo, my z Irenką nie zamierzaliśmy mieć więcej dzieci. Uznaliśmy, że swój przydział już odchowaliśmy.

Teraz, kiedy dzieci były większe, mogliśmy wreszcie zostawić je u zaprzyjaźnionych sąsiadów i wybrać się gdzieś do znajomych albo nawet całą rodziną pojechać w góry, co oboje z żoną uwielbialiśmy.

Pewnego dnia, kiedy wróciłem z pracy do domu, bliźnięta jak zawsze szalały na podwórku z innymi dzieciakami, za to Irenka siedziała przy kuchennym stole w całkowitym bezruchu. Przestraszyłem się nie na żarty – pomyślałem, że może jest chora albo coś?

Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby tak próżnowała

Zawsze krzątała się po kuchni, a nawet kiedy siedziała w fotelu, to robiła na drutach albo coś wyszywała. Takie zachowanie było więc do niej całkowicie niepodobne.

– Coś się stało? – zapytałem więc, opadając na stołek obok niej. – Ale chyba nic z dziećmi?
– Byłam dzisiaj u lekarza – powiedziała, potwierdzając moje domysły, po czym dodała cicho: – Jestem w ciąży, Rysiu.

Choć wcześniej Irena zgadzała się ze mną, że wystarczy nam dwójka dzieci, teraz widziałem, że patrzy na mnie jakoś tak z nadzieją. No ale co się dziwić, hormony w jej ciele robiły swoje. Tymczasem ja widziałem sprawę jasno – i wcale nie byłem zachwycony. I choć trudno mi się do tego przyznać, wstałem wtedy z tego krzesła i wyszedłem bez słowa.

Nie przytuliłem Irki, nie powiedziałem jej, że się cieszę

Nic. Nawet dobrze nie wiedziałem, co robię ani gdzie idę. Nie zastanawiałem się nad tym. W głowie huczało mi od innych myśli. Przede wszystkim: jak my sobie poradzimy? Irka dopiero co wróciła do pracy, zaczęliśmy mieć trochę więcej pieniędzy, a tu co – koniec? Teściowie dawno zmarli, nie mieliśmy co liczyć na ich pomoc.

Nasze mieszkanko było naprawdę malutkie, tak że nawet nie wyobrażałem sobie, gdzie moglibyśmy wstawić następne łóżeczko. A ten maluch, co się jeszcze nie urodził, to chyba musiałby raczkować po tapczanie… Do tego czasy były ciężkie, niespokojne, w zakładach coraz częściej odbywały się strajki, protesty, człowiek nie wiedział, co go czeka nazajutrz.

A jeśli stracę pracę? – zamartwiałem się. – Chyba pod most przyjdzie nam pójść! Jak w takich warunkach mielibyśmy wychować następne dziecko? Że też akurat teraz! Dopiero co wyszliśmy z pieluch, wreszcie moglibyśmy się nacieszyć życiem!”.

Może to głupie, ale jedyne wyjście, jakie przychodziło mi do głowy, to takie, żeby to wszystko rzucić. Zostawić Irkę i dzieciaki, wsiąść w najbliższy pociąg i pojechać gdzieś przed siebie, bez żadnych zmartwień, obowiązków, kłopotów… Pomyślałem, że Irka nawet jako samotna matka miałaby lepiej, bo zawsze znalazłoby się miejsce w żłobku czy przedszkolu, i dodatkowe zapomogi…

Dziś sam nie bardzo mogę w to uwierzyć, ale takie mnie wtedy ogarnęły myśli

Choć bliźniaki kochałem nad życie, to myśl o następnym dziecku po prostu przyprawiała mnie o gęsią skórkę. Taki byłem zamyślony, że nawet nie zauważyłem, kiedy trafiłem do parku, na plac zabaw. Opadłem tam na ławeczkę i zastanawiałem się nad swoim życiem. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie cichy głosik. W taki sposób poznałem swojego przyszłego zięcia.

– Tatuś? – pytał mały, na oko trzyletni chłopczyk; oparł się o moje kolano i wpatrywał się we mnie uważnie.
– Zgubiłeś się, bąblu? – uśmiechnąłem się do niego, rozglądając się uważnie wokół, w poszukiwaniu rodziców malca; na szczęście zaraz podbiegła do mojej ławki jego matka.
Michasiu, ile razy ci mówiłam, że nie wolno podchodzić do obcych panów! – strofowała synka. – Masz się trzymać mamusi!

Kobieta wyprawiła malca do piaskownicy i zwróciła się do mnie:

– Jego ojciec porzucił mnie, zanim Michaś się urodził – wyjaśniła cicho. – Dziadków też nie ma, więc wszędzie szuka sobie taty… Nie zliczę już, ile razy musiałam go odciągnąć od obcych mężczyzn, boję się o niego. Ale co mogę na to poradzić, Michaś tak bardzo potrzebuje taty.

Aż łzy mi się zakręciły w oczach, bo widziałem, z jaką nadzieją patrzył na mnie ten chłopczyk. Poczułem się, jakby ktoś walnął mnie w brzuch i przywrócił trochę zdrowego rozsądku.

Wiedziałem, jakie zadanie mam do wykonania!

Pobiegłem do najbliższej kwiaciarni i wykupiłem wszystkie żółte róże, ulubione kwiaty Irki.

– Już myślałam, że się nie ucieszyłeś, że chcesz nas zostawić – szlochała, kiedy wpadłem do kuchni, gdzie siedziała tak, jak ją zostawiłem. – Uciekłeś, jakby cię kto gonił…
Musiałem kupić kwiaty dla przyszłej mamy mojego synka. Albo córeczki – uściskałem ją delikatnie.

Nigdy nie powiedziałem żonie, jakie myśli wpadały mi wtedy do głowy ani co planowałem. Wstyd mi było. Życie nam się jakoś poukładało, nie straciłem pracy, mieszkanie dostaliśmy większe ze względu na następne dziecko, a bliźnięta były zachwycone siostrzyczką i wprost wyrywały ją sobie z rąk.

A co jest najlepsze? Ten mały chłopczyk, który szukał sobie wtedy ojca, dziś mówi do mnie „tato”. Jego matka zaprzyjaźniła się z moją Irką, kiedy razem wychodziły na plac zabaw – nasza Kasia i ten mały Michałek bawili się razem, a potem, po latach, to już jakoś poszło… A ja jestem pewien, że mój zięć swoich dzieci nie zawiedzie.

Ryszard, lat 52

Czytaj także:

Chciałam adoptować dziewczynkę po przejściach
Adobe Stock, IdeaBug, Inc.
Prawdziwe historie
„Chciałam adoptować Maję i stworzyć jej dom. Kiedy dostała spadek po babci, odnalazł się jej biologiczny tatuś”
Maja miała w życiu wystarczająco ciężko. Chciałam, żeby miała w swoim dzieciństwie chociaż trochę szczęścia. Wtedy pojawił się zapity troglodyta, który nawet nie ukrywał, że chodzi mu tylko o pieniądze...

Ktoś mógłby mi zarzucić, że kierowała mną litość, ale to nieprawda. Przy tej małej po raz pierwszy poczułam, że mam po co żyć. Pamiętam tamten wieczór. Była straszna pogoda, deszcz i mgła. Izba przyjęć pękała w szwach. Maja prosto z karetki trafiła pod moją opiekę Gdy dziś się nad tym zastanawiam – to widać było przeznaczenie… Ratownicy z karetki powiedzieli, że para, która była z dziewczynką w samochodzie, nie żyje. – Zginęli na miejscu. Gdy udało nam się dostać do środka auta, dziewczynka leżała nieprzytomna. Ściskała małego psa, który skamlał cicho. W samochód wbiła się wielka ciężarówka. Silnika i przednich siedzeń właściwie nie było – opowiadali. Dziewczynka miała obrzęk mózgu, połamane żebra i podejrzenie uszkodzenia kręgosłupa . Zanim wprowadziliśmy ją w śpiączkę farmakologiczną – odzyskała przytomność. Udało mi się ustalić, że ma na imię Maja. Pytała o rodziców i psa. Powiedziałam jej, że wszystko będzie dobrze… I że pies jest pod opieką. Gdy w końcu po kilku dniach została wybudzona, lekarz wyjaśnił jej, co się stało . Nie płakała. Patrzyła w sufit i powtarzała: – Widać na nich nie zasłużyłam, widać na nich nie zasłużyłam. Potem zaczęła pytać o babcię i psa . Postanowiłam ich odszukać. Ze zwierzakiem poszło mi łatwo – strażacy odwieźli go do schroniska. Trudniej było z babcią. Dopiero gdy w poszukiwaniu jakiejkolwiek rodziny Mai dotarłam do urzędu stanu cywilnego – dowiedziałam się, że dziewczynka była adoptowana i to całkiem niedawno. Próbowałam coś z niej wyciągnąć, ale zamknęła się w sobie i przestała odzywać Nie wiedziałam, jak do niej dotrzeć. Wreszcie przypomniało mi się o psie. Zabrałam go ze schroniska i podczas nocnego dyżuru przemyciłam na oddział. – Maja. Zobacz, kto tu jest ze mną...

Córka, która się buntuje
Adobe Stock, VadimGuzhva
Prawdziwe historie
„Chciałam, by córka wyrosła na ludzi, a ona ciągle się buntowała. Zrobiłam co mogłam, ale nie mam już siły..."
„Walczyłam o nią. A może raczej z nią? Chciałam, aby była dobrze wychowana i wykształcona. Agaty była krnąbrna, koncentrowana tylko na sobie. W gruncie rzeczy zawsze robiła tylko to, co chciała. I to już od najmłodszych lat. Teraz jednak, mówię: dość. Nie mam już siły. Radź sobie sama".

Miałam sporo kłopotów z wychowywaniem Agaty. Była krnąbrna, skoncentrowana tylko na sobie, i w gruncie rzeczy zawsze robiła tylko to, co chciała. I to już od najmłodszych lat. Nie miałam ani siły, ani ochoty, żeby to przełamywać. Wracałam zmęczona z pracy i gdy widziałam, że mała siedzi przed telewizorem, objadając się chipsami, zabierałam jej szeleszczącą torebkę i gasiłam gadające pudło. Po dziesięciu godzinach w biurze, spędzonych na użeraniu się ze wszystkimi i o wszystko, nie miałam już siły, żeby jeszcze w domu kłócić się z dzieckiem. Dlatego nie protestowałam, kiedy Agata, wyjąc i wrzeszcząc wściekle, włączała ponownie swój ulubiony serial. Machałam ręką i szłam do kuchni, ciesząc się, że udało mi się wydrzeć jej chociaż chipsy. Potem nie było lepiej Na propozycje, że poćwiczę z nią czytanie, pisanie czy liczenie, zawsze reagowała gwałtownym sprzeciwem. Krzyczała, zatykała sobie uszy, a w ostateczności siedziała bezmyślnie, biernie sabotując moje wysiłki. Było to o tyle dziwne, że poza tym nasze stosunki były bardzo dobre. Rozumiałyśmy się, miałyśmy podobne poczucie humoru, mogłyśmy gadać godzinami – bylebym tylko nie próbowała Agaty czegokolwiek nauczyć.   W szkole też nie szło jej najlepiej. Chociaż pilnie chodziła na lekcje, siedziała na nich grzecznie i nigdy nie dostawała uwag za złe zachowanie, to wiedza jakoś zupełnie omijała jej głowę. Nie rozumiałam dlaczego tak się dzieje, ale nie mogłam pozwolić, by córka poniosła klęskę szkolną na pierwszym poziomie edukacji. Dlatego zatrudniałam i opłacałam kolejnych korepetytorów. I tak przez nasz dom przewijali się: pani od języka polskiego, od angielskiego i pan od przedmiotów ścisłych. Wiedziałam, że to obłęd, ale co miałam zrobić. Moje dziecko z jakichś powodów nie przyswajało wiedzy w szkole. Nie był to rodzaj żadnej choroby ani zaburzenia...

Chłopiec, który padł ofiarą pedofila
Adobe Stock, Mikael Damkier
Prawdziwe historie
„Mało brakowało, a mój syn padłby ofiarą pedofila. Zboczeniec oferował mu pieniądze za nagie zdjęcia"
„Syn wstydził się przyznać, że wpakował się w tarapaty. Jakiś zboczenie nękał mojego syna przez Facebooka, wysyłał obleśne zdjęcia i nakłaniał do spotkań".

Do dziś robię sobie wyrzuty, że niczego nie zauważyliśmy, ani ja, ani żona. A przecież musiały być jakieś sygnały. Powinniśmy być czujni, chronić syna przed złem, jednak nie zrobiliśmy nic, trwając zadowoleni w przekonaniu, że wszystko jest w porządku. Może dlatego, że los zaoszczędził nam kłopotów z dorastającymi dziećmi. Kuba, dziewiętnastolatek, i Franek, wesoły, towarzyski trzynastolatek nie dawali nam powodów do niepokoju. Owszem, trochę buntowali się przeciwko nakazom, które w trosce o nich wprowadzaliśmy w życie, ale nie przesadnie. Można się było z nimi dogadać. Chyba udało nam się stworzyć ciepły, przyjazny dom, oparty na zaufaniu. Nie wypytywałem chłopaków o prywatne sprawy, szanowałem ich prywatność. Miałem pewność, że w razie kłopotów przyjdą do nas, rodziców po radę. O mało co, nie przypłaciliśmy tego liberalizmu tragedią.   Nic nie wskazywało w zachowaniu Franka, że dzieje się coś złego. Jak zwykle wracał ze szkoły, rzucał byle gdzie plecak, zjadał, co było, i szedł do swojego pokoju. Dopiero Kuba zburzył mój złudny spokój.   – Tata, jest sprawa – zagaił wieczorem. – Młodego i jego kumpla prześladuje jakiś gość. Chłopaki boją się, że znajdzie ich po danych z Facebooka. To całkiem możliwe. A w ogóle na moje oko to pedofil.   Usiadłem. Rewelacje Kuby docierały do mnie powoli i z oporami. Pedofil? Co Franek ma wspólnego z takim człowiekiem? Czy się znają? I skąd? Rany boskie!!!   – Co ty mówisz! – podskoczyłem jak rażony prądem.   – Nie złość się, tato, zrobili to z głupoty, teraz się boją i chyba mają czego.   – Opowiadaj – usiadłem ponownie, próbując za wszelką cenę zachować spokój.    Kuba wziął krzesło i też usiadł. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Przemknęło mi przez myśl, że nasz starszy syn stał się...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj