Krewni zmuszają mnie do zajścia w ciąży
Adobe Stock, samuel
Prawdziwe historie

„Krewni mojego męża ciągle opowiadali mi, że macierzyństwo to moje powołanie, że każda kobieta musi mieć dziecko… A ja nie chcę!”

– Nie chcę mieć dzieci. To moja świadoma i ostateczna decyzja. Dlatego proszę mnie więcej nie pytać o to, czy jestem w ciąży. Nie jestem i nie będę – wypaliłam. Na sali zapanowała najpierw kompletna cisza, a potem... rozgorzała gorąca dyskusja.

Dlaczego ludzie uzurpują sobie prawo do wtrącania się w moje życie, do tego w tak intymną jego część. Podjęłam już decyzję co do mojego macierzyństwa i nikomu nic do tego!

Utrata wolności po narodzinach dziecka – jak sobie radzić [WIDEO]

Dzieci nie mam z wyboru

Może to dziwne, ale jakoś nigdy nie miałam instynktu macierzyńskiego. Kiedy moje koleżanki z pracy z dumą prezentowały swoje rosnące brzuszki, ja z niepokojem czekałam na wynik testu ciążowego. I oddychałam z ulgą, gdy okazywało się, że jest ujemny.

– Zobaczysz, i na ciebie przyjdzie kiedyś czas. Ja też na początku nie chciałam, a teraz zobacz, z niecierpliwością czekam na drugie – tłumaczyła mi moja najlepsza przyjaciółka, Iwona, która podobnie jak ja wyszła za mąż blisko trzydziestki i zarzekała się, że nigdy nie będzie miała dzieci.
– Pewnie masz rację – przytakiwałam jej, ale gdzieś tam w głębi duszy czułam, że to „kiedyś” nigdy nie nastąpi.

I rzeczywiście, mijały lata, a moja niechęć do macierzyństwa wcale nie słabła. Wręcz przeciwnie – po opowieściach moich koleżanek o nieprzespanych nocach i chronicznym braku wolnego czasu jeszcze wzrastała. Kiedy więc one rodziły kolejne dzieci, ja i mąż przygarnialiśmy… kolejne bezdomne psy. Najpierw Ambrożego, potem Kufla i Alberta. Kochaliśmy je nad życie.

Znajomi śmiali się, że to one stały się naszymi dziećmi

Jakieś podobieństwo rzeczywiście było – poświęcaliśmy im niemal każdą wolną chwilę, a one robiły z nami, co chciały… Czasem miałam wrażenie, że obowiązującym językiem w naszym domu powinno być szczekanie. Mąż przyjął ze zrozumieniem moją decyzję o tym, że nie zamierzam mieć dzieci.

Nie naciskał, nie nalegał. Był starszym ode mnie rozwodnikiem, miał syna i córkę z pierwszego małżeństwa.

Ja tam już o przyrost naturalny zadbałem, statystycznie jestem więc w porządku. Ale gdybyś zmieniła zdanie, jestem gotów – śmiał się.

Myślę, że mu się podobało to nasze bezdzietne małżeństwo. Cieszył się, że mam do kochania tylko jego i że nie musi się moją miłością z nikim dzielić. Mieliśmy czas tylko dla siebie i byliśmy szczęśliwi.

Gorzej było z naszą rodziną

Najbliżsi, zwłaszcza ze strony męża, nie dawali nam spokoju. Jurek wychował się w tradycyjnej, śląskiej rodzinie. Tam posiadanie przynajmniej dwójki dzieci było niemal obowiązkowe. O matko, ile ich było! Ciotki, wujkowie… Rodzeństwo, cioteczni bracia, siostry. Ich dzieci, wnuki… Aby wszyscy mogli zasiąść przy jednym stole, trzeba było wynajmować salę weselną.

No kochani, kiedy wreszcie będzie was troje? Może za mało się staracie?” – dopytywali się w czasie takich spotkań, patrząc na mnie znacząco.

Strasznie mnie to denerwowało.

– Dlaczego twoje ciotki włażą z butami w nasze życie? Przecież to prywatna sprawa. Nie zamierzam im się z niczego tłumaczyć – denerwowałam się.
– Daj spokój, wiesz, jakie one są… Dla nich dzieci to największe szczęście, cel życia każdej kobiety. W głowie im się nie mieści, że można świadomie zrezygnować z macierzyństwa. Dla świętego spokoju musisz lawirować. Kiedyś odpuszczą – tłumaczył.

Na początku lawirowałam. Dla męża

Nie chciałam, żeby w rodzinie gadali, że wziął sobie za żonę jakieś dziwadło. Udawałam więc, że nie słyszę tych wszystkich pytań albo szybko zmieniałam temat. Kiedy to nie skutkowało, mówiłam, że nie jestem jeszcze gotowa do macierzyństwa, że mam bardzo absorbującą pracę albo że na dziecko nas nie stać, bo musimy spłacać duży kredyt. Te odpowiedzi nikogo jednak nie zadowalały.

„Nie gotowa? Co ty opowiadasz, przecież każda kobieta jest na TO gotowa”. „Absorbująca praca? To nie powód, by rezygnować z dziecka. Nasze powołanie to macierzyństwo”. „Kredyt? Wiele małżeństw żyje na kredyt i to im nie przeszkadza w powiększaniu rodziny” – słyszałam.

Doszło do tego, że moja ciąża stała się głównym tematem wszystkich rodzinnych spotkań. Kiedy tylko pojawialiśmy się na jakichś imieninach, urodzinach czy chrzcinach, zawsze słyszałam to samo: „Kasiu, czy już jesteś przy nadziei?”.

Gdy odpowiadałam, że nie, pytający nie kryli zawodu.

Miałam tego serdecznie dosyć

Chciałam załatwić tę sprawę raz na zawsze. Okazja nadarzyła się podczas wielkiego przyjęcia z okazji złotych godów teściów. Znowu padło wiadome pytanie, i nie wytrzymałam. Wstałam i powiedziałam, że chcę coś ogłosić. Mąż chyba wyczuł, o co mi chodzi, bo zaczął mnie kopać w kostkę. Ale ja nie zamierzałam wcale przestać. Pamiętam, że wszyscy zwrócili się w moją stronę.

Pewnie myśleli, że wreszcie obwieszczę wszem i wobec, że zostaniemy rodzicami.

Nie chcę mieć dzieci. To moja świadoma i ostateczna decyzja. Dlatego proszę mnie więcej nie pytać o to, czy jestem w ciąży. Nie jestem i nie będę – wypaliłam.

Na sali zapanowała najpierw kompletna cisza, a potem... rozgorzała gorąca dyskusja. Jedni mówili, że jestem egoistką i myślę tylko o swoich przyjemnościach, jeszcze inni próbowali mnie przekonywać i mówić, co tracę: tupot małych stópek, radosne uśmiechy, no i herbatę na starość.

– Zobaczysz, kiedy będzie już za późno, pożałujesz swojej decyzji – powiedziała teściowa, kończąc dyskusję.

Do końca wieczoru wszyscy patrzyli na mnie krzywo

Czułam, że mam w rodzinie przechlapane.

– No i po co się odzywałaś! Zepsułaś całą imprezę, a przy okazji sprawiłaś mamie wielką przykrość! – strofował mnie po powrocie do domu mąż.

Strasznie mnie to wkurzyło.

– Przykrość? To mnie jest przykro, że wszyscy ciągle zadają mi te głupie pytania. To moje życie i innym nic do tego! – krzyknęłam.

Więcej się nie odezwał, ale byłam przekonana, że ma do mnie pretensję. Przez kolejne lata miałam spokój. Nikt w rodzinie nie wracał do tematu. Nawet nie było zbyt wielu okazji, bo nie zapraszano nas już tak często, jak kiedyś. Czułam, że to przeze mnie.

Mąż nigdy mi tego nie wypominał, ale widziałam, że mu z tym trudno

Kiedy więc dostaliśmy zaproszenie na ślub córki jego kuzynki, aż podskoczył z radości.

– No to wreszcie się pobawimy na prawdziwym śląskim weselu! – cieszył się.

Zabawa rzeczywiście była przednia. A i rodzina nie patrzyła już na mnie tak krzywo, jak wcześniej. Właśnie mieliśmy po raz kolejny wypić zdrowie młodej pary, gdy do naszego stołu przysiadła się ciotka Eliza. Nie było jej w Polsce od 15 lat i krążyła od stolika do stolika, próbując nadrobić towarzyskie zaległości. Kiedy już wreszcie dowiedziała się, kto jest kim i z kim, zaczęła przyglądać się nam badawczo.

A właściwie dlaczego wy nie macie dzieci? Przecież jesteście z dziesięć lat po ślubie! – wykrzyknęła na całą salę.

Zamarłam.

„No i znowu to samo” – pomyślałam załamana. Już chciałam wstać i wyjść, gdy usłyszałam głos męża.

– Ależ ciociu, my mamy dzieci. Trzech synów – mówił. A potem wyjął z portfela zdjęcia naszych psów. – Proszę, to jest Ambroży, najstarszy. Straszny z niego rozrabiaka. A to bliźniaki Kufel i Albert. Aż trudno uwierzyć, że są braćmi, prawda? Jeden czarny, a drugi biszkoptowy – tłumaczył.

Ciocia wyglądała na kompletnie zaskoczoną.

– Ale Jerzy, przecież to są psy. Nie powinieneś tak żartować. Ja pytam poważnie – przerwała mu.
– Psy? Naprawdę? To dziwne… Próbowaliśmy z Kasią, próbowaliśmy i takie coś wyszło. Więc kochamy nad życie – odparł mój mąż.

Spojrzałam na siedzących obok nas teściów. Jeszcze próbowali nad sobą panować, ale po chwili wybuchnęli śmiechem.

– Zdrowie wszystkich dzieci świata! Niezależnie od tego, jak wyglądają! – wzniósł toast mój mąż. Wypili wszyscy.

Katarzyna, lat 35

Czytaj także:

matka, która oszalała na punkcie swojego dziecka
Adobe Stock, Кирилл Рыжов
Prawdziwe historie
„Tak bardzo chciałam być idealną mamą, że mąż i rodzina przestali dla mnie istnieć. Przypłaciłam za to najwyższą cenę”
„Marysia była moim oczkiem w głowie. Robiłam wszystko, żeby żyła jak pączek w maśle. Nie mogę sobie wybaczyć, że byłam taka zaślepiona. Zdałam sobie sprawę, że przez moją obsesję, niszczyłam własne dziecko, straciłam męża, część rodziny”.

Witka poznałam na studiach. Nie od razu się polubiliśmy, ale w końcu lody zostały przełamane i początkowa niechęć zmieniła się w sympatię, a z czasem miłość, która po czterech latach zaprowadziła nas do ołtarza. Zaraz po ślubie zaczęliśmy starać się o dziecko. Pochodzę z tradycyjnej wielodzietnej rodziny. Witek również miał trzy siostry i żadne z nas nie chciało odkładać na później decyzji o dziecku. Ani poprzestać na jednym potomku.   Wydawało mi się, że to takie proste. Kilka chwil przyjemności, potem dziewięć miesięcy oczekiwania, poród i za dwa lata powtórka z rozrywki. Tak to sobie zaplanowaliśmy. Chcieliśmy mieć co najmniej trójkę dzieci. Z góry założyliśmy, że wszystko pójdzie po naszej myśli. Niestety, było inaczej.   Staraliśmy się o dziecko przez kilka miesięcy i nic, zero rezultatów. Byłam gotowa zrobić wszystkie dostępne badania, szalałam i panikowałam, chciałam umawiać nas do najlepszych specjalistów, ale Witek zaprotestował.   – Spokojnie, nie stresuj się tak. Dajmy sobie jeszcze trzy miesiące, a jak się nie uda, to wtedy pójdziemy do lekarza – uspokajał mnie.   Zgodziłam się. I chyba wtedy sobie odpuściłam. Założyłam, że wytrzymam jakoś te trzy miesiące… I już po dwóch spotkała mnie niespodzianka – nie dostałam okresu! Każdy z trzech zrobionych testów ciążowych potwierdził, że tym razem się udało! Myślałam, że z radości oszaleję! Od razu obdzwoniłam znajomych, przyjaciół, rodzinę i z każdym dzieliłam się radosną nowiną. Miałam ochotę wyjść na ulicę i krzyczeć, że będę mamą!   Jeszcze tego samego wieczoru chciałam zamówić wyprawkę i zapas pieluch na pierwsze pół roku! Na szczęście Witek wybił mi ten pomysł z głowy. Z utęsknieniem czekałam na wizytę u ginekologa, którą umówiłam za dwa dni. Chciałam już usłyszeć, że wszystko jest dobrze....

Chłopiec, który stracił rodziców
Adobe Stock, Syda Productions
Prawdziwe historie
„Rodzice zginęli w wypadku, a ja mając 19 lat, zostałam matką mojego 2-letniego brata. Mam żal do losu, że tak mnie pokarał”
„Tylko Krzyś przeżył wypadek. Jedna chwila przekreśliła moje plany i marzenia o studiach i wykształceniu. Musiałam je porzucić i szybko dorosnąć. Nie mogłam zostawić brata samego. Stracił już rodziców! Nie chciałam mu fundować jeszcze większej traumy. Byłam przerażona...”.

Weź jeszcze szalik, dziś jest zimno – zawołałam do Krzysia, gdy wychodził do szkoły. Patrzyłam z czułością, jak staje na palcach i wyciąga wysoko ręce, żeby dosięgnąć do górnej półki. Podeszłam, podałam mu szalik, przytuliłam i pocałowałam w czoło. Wybiegł z domu w doskonałym nastroju, machając mi na do widzenia.    To była jedna z tych chwil, kiedy zapominałam, że nie jestem jego mamą. Choć początki były trudne, teraz funkcjonowaliśmy w pełnej harmonii – jak matka i syn. Kto by pomyślał jeszcze dziesięć lat temu, że z beztroskiej i dość niefrasobliwej nastolatki stanę się odpowiedzialną kobietą radzącą sobie z opieką nad dzieckiem i całą masą innych obowiązków. Krzyś wie, że nie jestem jego mamą. Nieraz pokazywałam mu zdjęcia naszych rodziców i opowiadałam mu o nich. Jednak kiedy w wieku pięciu lat zapytał, czy mógłby mówić do mnie: „mamo”, nie miałam serca odmówić. A odkąd zaczął mnie tak nazywać, naprawdę się tak poczułam. Taki scenariusz napisało dla nas życie – nie chciałam i nie mogłam dopuścić, by Krzyś ucierpiał w związku z tą stratą. W końcu był moim jedynym bratem. Wiedziałam, że go nikomu nie oddam Osiem lat temu, gdy rodzice poinformowali mnie, że mama spodziewa się dziecka, osłupiałam. Miałam siedemnaście lat. Byłam jedynaczką. W podstawówce wciąż próbowałam ich namówić, żeby postarali się o rodzeństwo dla mnie, ale ciągle mówili „nie”, więc wreszcie odpuściłam. Gdy byłam w liceum, przez myśl mi nawet nie przeszło, że nasza rodzina mogłaby się powiększyć. Odpowiadało mi to, że byłam oczkiem w głowie mamy i taty i nie musiałam, jak niektóre moje koleżanki, zajmować się młodszym rodzeństwem. Tymczasem niedługo przed maturą rodzice zgotowali mi taką niespodziankę. Nie byłam zachwycona, delikatnie mówiąc!    Mały brzdąc to...

Chłopiec, który bawi się na wsi
Adobe Stock, Tverdokhlib
Prawdziwe historie
„Dla zdrowia dziecka, chciałam przenieść się na wieś. Mąż musiał wybrać, co jest dla niego ważniejsze – syn, czy kariera”
„Staś był poważnie chory. Kiedyś miał taki atak duszności, że zabrała go karetka. Lekarze zalecili nam przeprowadzkę na wieś. Decyzja nie była łatwa. Bałam się, że mój mąż, który kocha miejskie życie, nigdy do niej nie dojrzeje, a nasze małżeństwo nie przetrwa…”.

Kilka lat temu mieszkaliśmy z mężem i naszym maleńkim synkiem Stasiem w bloku na warszawskim Mokotowie. Piotr był grafikiem w agencji reklamowej, ja zajmowałam się domem i prowadziłam z przyjaciółką butik z damskimi ciuszkami. Miewaliśmy problemy, jak każde małżeństwo, ale jakoś sobie radziliśmy.  Święcie wierzyliśmy, że czeka nas wspaniała przyszłość. Oczywiście w Warszawie, bo nie wyobrażaliśmy sobie, że moglibyśmy mieszkać gdzieś indziej. Szczególnie mąż był bardzo związany z miastem. Nie znosił wsi i wcale tego nie ukrywał. Często proponowałam, żebyśmy się wybrali na wakacje do moich rodziców na Podlasie, ale on tylko się krzywił.    – Kochanie, daruj sobie. Nie wytrzymałbym tam tak długo. Wieś jest dla mnie za spokojna, za sielska i za anielska – mówił z przekąsem.    Do rodziców jeździliśmy więc rzadko, i to na jeden, góra dwa dni, bo trzeciego Piotr robił się troszkę nerwowy. Brakowało mu miejskiego zgiełku,  bieganiny, zatłoczonych skrzyżowań. Uspokajał się dopiero wtedy, gdy przekraczaliśmy rogatki. Początkowo nasz synek rósł zdrowy i silny. Kiedy jednak skończył trzy latka, zauważyliśmy, że często się przeziębia i jest alergikiem. Nawet kilka razy w miesiącu musiałam chodzić z nim do lekarza. Dostawał leki, coraz silniejsze, ale jego stan wciąż się pogarszał. Kiedyś miał taki atak duszności, że przestraszyłam się nie na żarty. Karetka zabrała go do szpitala. Lekarze opanowali sytuację, ale uprzedzili, że ataki będą się powtarzać. Coraz silniejsze i groźniejsze.   – Nic więcej nie możecie zrobić? Nie mogę patrzeć, jak moje dziecko się męczy – dopytywałam przerażona.   – My już raczej nie, ale państwo, jako rodzice, owszem – usłyszałam.    – Zrobimy wszystko, co trzeba!   – Konieczna jest zmiana klimatu....

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj