Dziewczynka, która przystępuje do komunii
Adobe Stock, wideonet
Prawdziwe historie

„Ksiądz kazał dzieciom oddawać pieniądze z komunii na kościół. Córka dała za mało, a on na katechezie zwyzywał ją od skąpców"

„Wychowano mnie w poczuciu, że osobom duchownym należy się bezwzględny szacunek. Teraz wiem, że nie zawsze. Ksiądz kazał dzieciom podarować pieniądze z komunii na kościół. Dał im specjalne koperty opisane imieniem i nazwiskiem, żeby wiedzieć kto dał najmniej. Pech chciał, że była to moja córka..."
Moja ośmioletnia córka bardzo poważnie traktowała przystąpienie do sakramentu Pierwszej Komunii Świętej. Nie opuściła żadnego spotkania w kościele, pilnie uczyła się katechizmu. Z niecierpliwością wyczekiwała majowej niedzieli. 
 
Tymczasem ja czułam się coraz gorzej… Jestem samotną matką. Mój mąż zginął tragicznie cztery lata temu. Był zatrudniony na czarno, więc nasze dziecko nie otrzymuje po nim nawet renty rodzinnej. Pracuję w sklepie, zarabiam niewiele, muszę liczyć każdy grosz. Wiedziałam, że nawet przy pomocy rodziny nie stać mnie będzie na drogie prezenty ani urządzenie wystawnego przyjęcia w restauracji. Ledwie udało mi się wysupłać pieniądze na używaną, białą sukienkę. Kiedy z bólem serca powiedziałam o tym córce, mocno się do mnie przytuliła.
 
– Nie martw się, mamusiu. Nie muszę dostawać drogich prezentów. Najważniejsze, że przyjmę Pana Jezusa – odparła poważnie.
 
Pomyślałam wtedy z wielką wdzięcznością o księdzu z naszej parafii, który uczy, że w tym uroczystym dniu nie prezenty i pieniądze są ważne, lecz sam sakrament. Dwa tygodnie przed uroczystością Kasia przyniosła ze szkoły wiadomość, że rodzice wszystkich dzieci przystępujących do komunii mają przyjść do kościoła na zebranie. 
 
Byłam pewna, że chodzi o sprawy organizacyjne, więc nawet zamieniłam się z koleżanką na zmiany, by zdążyć. Ale chodziło o coś innego. Młody ksiądz, który przed nami wystąpił, miał bardzo poważną minę.
 
– Proszę państwa, na kilka dni przed uroczystością dzieci dostaną od nas na lekcji religii koperty ze swoim imieniem i nazwiskiem. Po komunii poprosimy o ich zwrot – powiedział. Spojrzałam na innych rodziców. Niektórzy uśmiechali się znacząco, inni rozglądali się zaskoczeni.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Członkowie wspólnoty mają wiele obowiązków… 

– Ale po co te koperty? – odważył się zapytać jeden z ojców. 
 
Ksiądz spojrzał na niego karcącym wzrokiem.
 
– Kochani, przecież wszyscy doskonale wiemy, że wasze dzieci dostaną z okazji komunii prezenty, w tym także pieniądze. Dobrze by było, żeby podzieliły się nimi z naszym kościołem. Na pewno się ucieszą, że mogą złożyć taką ofiarę od serca. 
W zeszłym roku kilkoro dzieci ofiarowało kościołowi wszystkie pieniążki, które otrzymały. Nawet po trzy tysiące złotych. To piękny gest, godny naśladowania, prawda? – podkreślił i zanim ktoś zdążył się odezwać, zniknął w zakrystii.
 
Kompletnie mnie zamurowało. 
 
Nie potrafiłam zrozumieć, jak można wyciągać od nas kolejne pieniądze! Przecież zapłaciliśmy już składkę komunijną, sto złotych. Czyżby proboszczowi ciągle było mało? No i te nazwiska na kopertach. Przecież od razu wiadomo, o co chodzi. Ksiądz chce wiedzieć, kto ile dał, kto jest szczodry, a kto skąpy. 
 
Zszokowana wyszłam z kościoła. Tuż za bramą natknęłam się na grupę rodziców żywo dyskutujących o tym, co przed chwilą usłyszeli. Większość, podobnie jak ja, była oburzona. Ustaliliśmy, że pójdziemy na plebanię i spróbujemy przekonać proboszcza, by zrezygnował z rozdawania dzieciom kopert.
 
Przyjął nas po prawie godzinie. Gdy dowiedział się, o co chodzi, bardzo się zdenerwował.
 
– To nie wiecie, że członkowie wspólnoty mają obowiązek dbać o potrzeby domu bożego? – zapytał.
 
– Wiemy, ale po co angażować w to dzieci? Każdy z nas da na tacę w czasie mszy, ile może. Anonimowo. Wtedy to będzie prawdziwa ofiara, taka od serca – odparłam. 
 
Ale proboszcz trwał przy swoim.

– Już ja was znam. Teraz obiecujecie złote góry, a potem nic nie dacie. A ławki trzeba odnowić, nowe komże ministrantom kupić. Nie ma więc o czym mówić – stwierdził. I grzecznie, ale stanowczo, wyprosił nas z plebanii.

Wyszliśmy potulnie, bo co mieliśmy robić. Kłócić się z księdzem? Przecież nie wypada.

– Chyba trzeba będzie dać te pieniądze. Proboszcz uczy religii, zemści się na dzieciach, jeśli się postawimy. Albo nawet stopnie obniży – powiedziała jedna z matek.
 
– Zróbmy tak, dla świętego spokoju – westchnęłam zrezygnowana.
 
Pomyślałam, że nawet jeśli Kasia dostanie od krewnych jakieś pieniądze, pozwolę je jej zatrzymać. Niech choć raz kupi sobie coś pięknego, spełni choć jedno malutkie marzenie. Postanowiłam, że do koperty włożę trzydzieści złotych, które miałam schowane na czarną godzinę.

Za inne dzieci dla świętego spokoju zapłacili rodzice

Nadszedł dzień Pierwszej Komunii. Kasia była bardzo przejęta. Po uroczystości w kościele zaprosiłam naszych gości na skromny obiad do domu. Kiedy chrzestni i kuzynka wprowadzili do pokoju prezent – wspaniały rower – córka aż podskoczyła z radości. Z wypiekami na buzi oglądała inne podarunki: złoty medalik i pamiątkowy album, do którego babcia włożyła sto złotych.
 
– O, mam pieniądze do koperty dla księdza – powiedziała Kasia, podając mi banknot. 
 
– Nie. Pieniążki od babci włóż do swojej skarbonki – powiedziałam.
 
– Ale ksiądz powiedział, że trzeba się dzielić – odparła córka z powagą. No więc ustaliłyśmy, że włożymy do koperty połowę, czyli 50 złotych. – Podzieliłam sprawiedliwie, prawda, mamusiu? – dopytywała się. 
 
Następnego dnia Kasia zaniosła nieszczęsną kopertę do szkoły. Wróciła zapłakana. Długo nie była w stanie mi wytłumaczyć, co się stało.
 
– Dzieci się ze mnie śmieją, wytykają palcami. Mówią, że jestem biedna albo skąpa – wykrztusiła wreszcie.
 
– Dlaczego? – zdenerwowałam się.
 
– No bo ksiądz otworzył na religii te koperty. I po nazwisku odczytywał, kto ile dał. W naszej kopercie było najmniej. Inni rodzice włożyli po 300, a nawet 500 złotych.
 
– No i? – dopytywałam się.
 
– I wyczytał moje nazwisko, pokazał wszystkim te pieniążki. A potem powiedział, że to nieładnie nie podzielić się z kościołem! – szlochała.
 
– Nie słuchaj ich. Jesteś najwspanialszą i najdzielniejszą dziewczynką pod słońcem – pocieszałam Kasię, tuląc ją mocno. 
Widziałam jednak, że jest jej bardzo, ale to bardzo przykro.
 
Następnego dnia poszłam do szkoły. Nie zamierzałam udawać, że nic się nie stało. Na dużej przerwie wparowałam do pokoju nauczycielskiego. Ksiądz akurat gawędził sobie miło z wychowawczynią Kasi.
 
– Nie życzę sobie, żeby ksiądz upokarzał moje dziecko – powiedziałam stanowczo, a potem zrelacjonowałam nauczycielom, co się stało.
 
– Moja córka oddała połowę pieniędzy, które dostała. Sama, z dobrej woli. I co ją za to spotkało? Drwiny? Może dla księdza 50 złotych to grosze, ale są ludzie, którzy muszą za to wyżyć kilka dni! – krzyczałam. 
 
– Co pani sobie myśli… – zaczął ksiądz aż czerwony ze złości, ale wychowawczyni ścisnęła go za ramię.
 
– Niech ksiądz lepiej zamilknie – zażądała i zwróciła się do mnie. – Kasi w tej szkole nic złego już nie spotka, obiecuję. A na swojej lekcji powiem, jak było naprawdę – obiecała.
 
Nauczycielka dotrzymała obietnicy. Z Kasi nikt już się nie śmieje. Niektóre dzieciaki patrzą nawet na nią z podziwem. Okazało się bowiem, że jako jedyna naprawdę podzieliła się pieniędzmi. Za innych, dla świętego spokoju, zapłacili rodzice.

Bogumiła, 42 lata

Czytaj także:
Kobieta, która adoptowała córkę
Adobe Stock, kegfire
Prawdziwe historie
„Nigdy nie widziałam siebie w roli matki, ale po śmierci męża poczułam co to samotność. Maryla wypełniła pustkę w moim sercu"
„Gdy słuchałam, jak koleżanka opowiada o Marylce, niemal fizycznie czułam ból i rozpacz tej dziewczynki. Tak wiele nas łączyło… Nie mogłam patrzeć na cierpienie tego dziecka. Tak dziś mijają 3 lata, odkąd jestem szczęśliwą mamą adoptowanej córeczki"

Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Nie uważałam, że jestem z tego powodu jakaś wybrakowana czy bez serca. Po prostu z dziećmi jest jak z zawodem – nie do każdego ma się predyspozycje. Nie bałam się porodu, nie miałam obsesji na punkcie figury, którą mogłabym stracić po ciąży, nie zwariowałam nigdy dla kariery. Żyłam zwyczajnie, miałam przyjaciół, lubiłam pomagać ludziom. Brakowało mi tylko podejścia do dzieci i nie widziałam siebie w roli matki.   Dzieci znajomych tolerowałam, lecz traktowałam jak dorosłych. Nie byłam dobrym kompanem do zabawy w piaskownicy ani ekspertem w szyciu sukienek dla lalek. Męczyło mnie to i nudziło. Dlatego byłam spokojna, matka natura dała mi wyraźny znak – dzieci to nie jest to, w czym powinnam się realizować. Miałam wiele szczęścia, że spotkałam Janka Czułam, że nie będzie mi łatwo znaleźć dobrego kandydata na męża, bo powinien on tak jak ja, nie chcieć mieć dzieci. A to wcale nie jest takie popularne. Jednak miałam szczęście. Zaraz po szkole pielęgniarskiej poznałam Janka. Okazał się moim rówieśnikiem – wesoły, otwarty, do tego z pasją podróżniczą. Dla mnie ideał. W wyobraźni już nas widziałam jako fajną, zgraną parę. Bezdzietną, lecz aktywną, podróżującą po całym świecie, z masą znajomych na każdym kontynencie.    Janek był ratownikiem medycznym. Udało się nam znaleźć pracę w tym samym pogotowiu. Często braliśmy razem dyżury, by jak najwięcej czasu spędzać ze sobą. Po dwóch latach pobraliśmy się. Temat dzieci mieliśmy już omówiony wcześniej. Janek wprawdzie nie był takim przeciwnikiem posiadania potomstwa jak ja, jednak nie naciskał.    – W zasadzie każdy scenariusz mi odpowiada – powiedział, gdy poznał moje poglądy. – Nigdy nie planowałem dużej rodziny, ale gdybym akurat zakochał się w kobiecie, która chciałaby...

Babcia, która zajmuje się wnuczką
Adobe Stock, fizkes
Prawdziwe historie
„Syn zginął i osierocił dwójkę dzieci. Chciałam zastąpić im dom, ale jestem za stara i za słaba na bycie matką. Zawiodłam"
„To Lucjan wyjaśnił im, że mama i tata już nie wrócą. Że umarli jak dobra królowa z bajki. Zuzia nie zrozumiała do końca, co się dzieje. Jeszcze tego samego dnia wieczorem zapytała, kiedy wróci mama. Z kolei Iza była w szoku. Całymi dniami siedziała tylko wciśnięta w róg i stała się bardzo agresywna".

Szymon nie odbiera… – odłożyłam telefon komórkowy, usiłując ukryć panikę w głosie. – Dzwoniłeś do Gabrysi?   – Jej telefon jest wyłączony – Lucjan głośno przełknął ślinę.   – Zapisz numer infolinii dla rodzin – powiedziałam, a mąż spojrzał na mnie, jakbym właśnie wydała wyrok na naszego syna i synową.   Od kilku godzin próbowaliśmy się z nimi skontaktować, bez skutku. Zaczęliśmy minutę po tym, jak w radiu i telewizji podano wiadomość o wypadku polskiego autobusu w Niemczech. Media donosiły o kilkunastu ofiarach śmiertelnych, stan kolejnych był ciężki lub krytyczny.   – Babciu, możemy sobie obejrzeć jakąś bajkę? – czteroletnia Izunia wdrapała się na kanapę i machnęła mi przed nosem pilotem.   – Bajkę, bajkę! – jej siostrzyczka, dwuipółletnia Zuzia zaczęła podskakiwać na dywanie. Najchętniej do końca życia zostałabym w łóżku! Spojrzałam na wnuczki i zmusiłam się do uśmiechu. Nie rozumiały, dlaczego zamiast wesołej Dory i jej przyjaciół oglądamy migające niebieskie światła i wraki samochodów na autostradzie. Przełączyłam kanał na bajki i zasłoniłam dłonią usta, żeby nie zacząć płakać albo krzyczeć. Na szczęście dzieci, skoncentrowane na kreskówce, nie zauważyły, co dzieje się z ich babcią.   – Jagoda, słuchaj… – mąż wyszedł z kuchni blady jak prześcieradło.    – Dzwoniłem na infolinię…   W tej sekundzie mój świat runął.   Szymon i Gabrysia byli na liście ofiar śmiertelnych, potwierdziły to dwa niezależne źródła. Nasz jedyny syn i jego żona zginęli tragicznie podczas pierwszego wspólnego urlopu od pięciu lat. Tak oto ich córki, teraz leżące na naszej wersalce i śmiejące się z przygód wesołej dziewczynki i jej małpki, zostały...

Kobieta, która jest przemęczona
Adobe Stock, Кирилл Рыжов
Prawdziwe historie
„Jestem samotną matką, chociaż mam męża. Marcin nawet nie kiwnie palcem przy córce, a ja chodzę brudna i przemęczona"
„Dziecko miało być ukoronowaniem naszej miłości, tymczasem od narodzin Mariki coraz mniej lubię swojego męża. Twierdzi, że skoro to on na nas zarabia, to cała opieka nad dzieckiem należy do mnie. Nie wierzy, że jestem zmęczona skoro całymi dniami siedzę w domu Co za egoista".

Zawsze uważałam, że Marcin będzie ojcem doskonałym. Chętnie bawił się ze swoimi bratankami, a żona Piotra, młodszego brata mojego męża, śmiała się nawet, że chyba wyszła nie za tego Gawrońskiego, co powinna. Bo Piotr przy dzieciach nic nie robił…   Na Marikę zdecydowaliśmy się jednak dopiero po 6 latach małżeństwa. Najpierw chcieliśmy się trochę ustawić w życiu. Znaleźć pracę, urządzić własny kąt. No i nacieszyć się sobą.   To był chyba najszczęśliwszy okres w naszym małżeństwie. Wychodziliśmy z pracy i robiliśmy, co chcieliśmy. Szliśmy na imprezę, do restauracji, znajomych. Miałam wtedy wielu przyjaciół… Wakacje spędzaliśmy zawsze za granicą, a zimą wyjeżdżaliśmy na narty do Zakopanego. Właściwie nigdy się wtedy nie kłóciliśmy. Ciążę znosiłam doskonale. Żadnych nudności, zawrotów głowy Przytyłam tylko osiem kilogramów, więc nawet nogi mi nie puchły. Pracowałam do samego końca. W międzyczasie kupowałam ubranka i studiowałam poradniki. Marcin przygotowywał się do ojcostwa po swojemu. Przetrząsał internet i szukał gadżetów ułatwiających życie młodym rodzicom, testował wózki.    Na początku siódmego miesiąca już wiedzieliśmy na pewno, że na świat przyjdzie dziewczynka. Mój mąż, najstarszy z czterech braci, wprost oszalał ze szczęścia. Wytapetował pokój na blady róż, kupił śliczne białe mebelki i łóżeczko z baldachimem.   – To wszystko dla mojej księżniczki! Zawsze będzie miała to, co najlepsze – mówił podekscytowany.    Oboje nie mogliśmy doczekać się rozwiązania. Byliśmy przekonani, że nasze życie we troje będzie tak samo piękne i szczęśliwe jak we dwoje. A może piękniejsze i szczęśliwsze. Bo będzie z nami nasza córeczka…   Ale już pierwsze dni po narodzinach Mariki sprowadziły mnie na ziemię. Okazało...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj