Pomogłam dziecku ze szkoły
Adobe Stock, V&P Photo Studio
Prawdziwe historie

„Ten mądry i wrażliwy chłopiec potrzebował pomocy. Musiałam wymyślić podstęp, żeby się nim zaopiekować”

„Patryk czasem dokucza innym dzieciom. Po prostu w ten sposób chce zwrócić na siebie uwagę. Staramy się go pilnować, ale nie zawsze to się udaje przy tylu dzieciakach. To chłopiec z problemami. Rozumie pani, rodzina biedna, patologiczna. A on nie umie się w tym wszystkim odnaleźć i rozrabianiem odreagowuje stres. I, biedactwo, codziennie siedzi w świetlicy do samego zamknięcia. Sam jak palec”.

Dotarłam do szkoły mojej córki parę minut przed szesnastą, tuż przed zamknięciem świetlicy. Byłam zmęczona po całym dniu spędzonym w urzędach, ale zadowolona, bo załatwiłam mnóstwo spraw na mieście. Zdyszana wbiegłam do świetlicy, trzymając w jednym ręku torbę z zakupami, a na drugiej mojego dziewięciomiesięcznego synka.

Moja siedmioletnia córka siedziała przy stoliku i rysowała coś kredkami.

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Obok niej siedział chłopiec w jej wieku

Zwróciłam na niego uwagę, gdyż sprawiał wrażenie zaniedbanego.

– Kim był ten chłopczyk obok ciebie? – zapytałam córkę w szatni.
– Patryk – odpowiedziała.
– Chodzi z tobą do klasy? – dopytywałam, bo nie kojarzyłam jego twarzy.

Nie wiem dlaczego, ale poruszył mnie widok tego chłopca. Wyglądał niby zwyczajnie, ale było w nim coś, co mnie zastanawiało. Miałam cały czas przed oczami jego zaciśnięte usta, gdy zaciekle zamalowywał coś na rysunku przed sobą. I oczy pełne złości, a przy tym smutku, gdy na chwilę podniósł na mnie wzrok.

– Nie, on jest z innej klasy, ale czasem bawi się ze mną na świetlicy, jak mamy przerwy – udzieliła mi informacji moja córka. – Ale go nie lubię – dodała.
– Dlaczego?
– Nie lubię chłopców – oznajmiła stanowczo moja mała pociecha, a ja uśmiechnęłam się do siebie.

No tak, ciekawe, co będzie mówić za kilka lub kilkanaście lat?

Następnego dnia, odbierając Kasię ze świetlicy, od razu poszukałam wzrokiem Patryka. Był w tej samej bluzie co dzień wcześniej i zdawało mi się, że miał jeszcze bardziej zacięty wyraz twarzy.

– Pani Krysiu – zagadnęłam opiekunkę na świetlicy. – Mogłabym dowiedzieć się, kim jest ten chłopczyk? Nie wiem czemu, ale jakoś zwrócił moją uwagę…
– A… Patryk… – opiekunka odwróciła się w jego stronę. – Czy coś się stało? Kasia się skarżyła?
– Nie… Nie… Kasia nic nie mówiła… – zaniepokoiłam się. – A dlaczego pani pyta? Coś się stało?
Proszę się nie martwić, Patryk czasem lubi dokuczać innym dzieciom. Ale to jest niegroźne. Po prostu w ten sposób chce zwrócić na siebie uwagę. Staramy się go pilnować, ale nie zawsze to się udaje przy tylu dzieciakach. To chłopiec z problemami. Rozumie pani, rodzina biedna, patologiczna. A on nie umie się w tym wszystkim odnaleźć i rozrabianiem odreagowuje stres. I, biedactwo, codziennie siedzi w świetlicy do samego zamknięcia. Sam jak palec.

Kiedy dwa tygodnie później dzieci z pierwszych klas wystawiały przedstawienie z okazji Dnia Matki, Patryk stał w tyle sceny w swojej wytartej bluzie.

Na tle innych, wystrojonych z tej okazji dzieciaków, wyglądał naprawdę biednie

Kiedy po przedstawieniu wszystkie dzieci zebrały się z rodzicami w świetlicy na poczęstunek, zauważyłam, że do Patryka nikt nie przyszedł. Siedział sam przy biurku opiekunki i obojętnie rysował coś w książce leżącej przed nim.

– Kasiu – zwróciłam się do mojej córki. – Może zaprosimy Patryka do naszego stolika?
– Po co? – zapytała.
– Zobacz, siedzi tam sam. Może mu smutno?

Odwróciła się i spojrzała na niego:

– Patryk! Chodź do nas! – krzyknęła niezbyt głośno.

Popatrzył na nią spod opadającej bezładnie grzywki i przecząco pokręcił głową.

– No chodź! Moja mama cię woła!

Uśmiechnęłam się do niego zachęcająco. A on z widoczną niechęcią podszedł w końcu do nas i stanął w milczeniu przy naszym stoliku.

– Przynieś sobie krzesełko i usiądź z nami – poprosiłam go. – Będzie nam miło.

Tak zaczęła się nasza znajomość z Patrykiem

Wtedy, po kilku chwilach przy naszym stoliku, zaczął w końcu rozmawiać z dzieciakami. Jednak „oswajanie” go trwało jeszcze długi czas. Ale też każdego dnia okazywało się, jakim jest fajnym i inteligentnym dzieciakiem, choć bardzo zagubionym w swoich emocjach. Musiał tylko poczuć się bezpiecznie, aby otworzyć się i zaufać.

Jego ojciec był alkoholikiem, pracował dorywczo na jakichś budowach. Matka pracowała jako sprzątaczka. Patryk miał też młodszą siostrę, która chodziła jeszcze do przedszkola.

Postanowiłam pomóc temu chłopcu. Zaczęło się od tego, że zaproponowałam pani w świetlicy zorganizowanie zbiórki pieniędzy na zakup ubrań i przyborów szkolnych dla niego.

– Proszę spojrzeć… – prosiłam. – Jak on się musi czuć, gdy wygląda zupełnie inaczej od innych dzieci…
– Droga pani, nie musi mnie pani przekonywać – odpowiedziała opiekunka. – Wiem, że jemu jest potrzebna pomoc. Tylko że… My już próbowaliśmy. Robiliśmy nawet składki, kupowaliśmy mu różne rzeczy. Ale za każdym razem jego matka zwracała je nam i mówiła, że nie potrzebuje jałmużny. Trudno jej przetłumaczyć, że to żadna jałmużna, tylko ludzka życzliwość. A ona ciągle swoje, że dopóki ma dwie ręce i zdrowie… Że tak nisko jeszcze nie upadła…

Przez kolejne dwa tygodnie układałam sobie wszystko w głowie

Wiedziałam już, co chcę zrobić, musiałam tylko dopracować szczegóły. Któregoś dnia umówiłam się z opiekunką ze świetlicy, że przyjdę przed jej zamknięciem.

Chciałam spotkać się z mamą Patryka. Siedziałam więc tamtego dnia i czekałam na nią, obserwując, jak moje dzieci bawią się z Patrykiem klockami. Od dnia, w którym było przedstawienie, Kasia spędzała na przerwach dużo czasu z Patrykiem i pewnego razu nawet mi oznajmiła:

– Lubię Patryka!

Siedziałam więc przy stoliku i czekałam. Aż nagle przyszła jego mama, ciągnąc za sobą czteroletnią dziewczynkę. Skoczyłam jak oparzona. Wyobrażałam sobie niepozorną zagubioną kobietę, a przede mną wyrosła wysoka, wyprostowana kobieta z podniesioną głową i donośnym, stanowczym głosem.

– Dzień dobry – przywitałam się z nią i przedstawiłam.
– Dzień dobry – odpowiedziała, podając mi rękę i patrząc pytająco prosto w oczy.

Miała mocny uścisk dłoni.

– Czekałam na panią, bo mam do pani sprawę – zaczęłam. – Chciałabym panią poprosić, aby Patryk mógł czasem po lekcjach pomagać w lekcjach mojej córce.
– Słucham? – zapytała zdziwiona.
– Pani syn jest bardzo zdolny i inteligentny, a przy tym niezwykle sympatyczny i moja córka go lubi. Kasia nie lubi szkoły, nie przykłada się do zajęć, a ja chciałabym to zmienić – uśmiechnęłam się niepewnie przy tym drobnym kłamstwie. – Patryk mógłby ją zachęcić swoją postawą.

Czułam się bardzo głupio, gdy mama Patryka patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Zastanawiała się pewnie, czy przypadkiem nie pomyliłam dzieci i czy jestem zdrowa na umyśle.

Ale ważne dla mnie było, aby osiągnąć swój cel

– Oczywiście chciałabym rekompensować Patrykowi to, że zajmujemy mu czas – dodałam szybko, mając nadzieję, że wypadnie to bardzo naturalnie. – Myślałam o tym, że mogłabym mu od czasu do czasu dać jakiś prezent, oczywiście praktyczny, bo osobiście nie znoszę prezentów, które do niczego się nie przydają. Mam tu na myśli na przykład jakiś ciuszek do włożenia albo przybory szkolne. Coś, co i tak musi pani kupować. Chyba, że wolałaby pani, abyśmy się po prostu rozliczały jakoś gotówkowo…?

Cały czas dziwnie na mnie patrzyła, a ja czułam, że zaczynam plątać się w zeznaniach.

Jeśli chce się pani zastanowić, to, oczywiście, proszę. Ale proszę nie mówić „nie”… – jąkałam.
– Jak pani sobie to wyobraża? – zapytała nagle, a ja poczułam ulgę i mocniejsze bicie serca.

Przedstawiłam jej krok po kroku mój plan:

Jestem na urlopie wychowawczym, mogę więc odbierać dzieci ze szkoły. Jak będzie trzeba, na przykład gdy Kasia skończy wcześniej lekcje, to poczeka na świetlicy na Patryka i zabiorę ich oboje. Albo odbiorę najpierw Kasię, a potem przyjdziemy po Patryka. Mieszkamy niedaleko. W domu zjemy obiad. A potem dzieciaki będą się trochę uczyć, a trochę bawić. Będziemy też chodzić na plac zabaw. Kasia i Patryk są dużymi dziećmi, nie będzie to dla mnie kłopot, a córka będzie miała urocze towarzystwo do zabawy i ogromną mobilizację do nauki. Widziałam, jak Patryk odrabia lekcje na świetlicy, Kasia nie będzie chciała być gorsza, znam ją, jest piekielnie ambitna. A ja będę mogła spokojnie zajmować się moim małym brzdącem. A jak mój mąż wróci z pracy, będziemy odprowadzać Patryka do domu. Albo może pani sama go od nas odbierać – jak pani wygodniej. Będziemy umawiać się telefonicznie, może być dwa razy w tygodniu na początek, zobaczymy jak to wszystko… – gadałam jak nakręcona.

– Dobrze – przerwała mi nagle.

Prawie podskoczyłam do góry z radości, że mój plan się powiódł.

Od tego czasu minęło dwa i pół roku

W końcu moja Kasia podniosła bunt, że nie chce bawić się tylko z chłopakami, bo jest dziewczynką i ma koleżanki. Ale to już nie było konieczne, bo przez ten czas mama Patryka nauczyła się przyjmować pomoc.

Chociaż na początku w ogromnej tajemnicy przed nią robiliśmy składki wśród rodziców dzieci ze świetlicy i kupowaliśmy Patrykowi i jego siostrze jakieś rzeczy, raz jako prezent ode mnie, innym razem jako podarunek od któregoś z rodziców… Z czasem, stopniowo i delikatnie, robiliśmy to coraz bardziej jawnie. A ona w zamian odwdzięczała się pysznym ciastem lub dobrym słowem.

W tym czasie rozwiodła się też z mężem

I sama, cały czas z podniesionym czołem, zmagała się z życiem. Miło było pomagać i widzieć, jaką ta pomoc sprawia jej radość. A najpiękniejszym podziękowaniem było zobaczyć wystrojonego elegancko Patryka na akademii z okazji zakończenia roku szkolnego kilka lat później, gdy otrzymywał od dyrektorki szkoły wyróżnienie za wybitne wyniki w nauce i słyszeć z jego ust niepewne podziękowanie dla swojej mamy i dla nauczycieli…

I specjalne podziękowanie dla pani Ani, pani Małgosi, pani Krysi… I tu wymienił każdego z nas po imieniu, tych wszystkich, którzy przez ten czas wspierali go i pomagali mu. I trzymali mocno za niego kciuki.

– Dziękuję za wszystko. I moja mama też dziękuje – dodał, a ja poszukałam wzrokiem jego mamy, która stała z boku.

Widziałam łzy na jej policzkach. Pomachałam do niej ręką i otarłam swoje łzy. Byłam wzruszona i szczęśliwa, prawie tak samo, jak chwilę wcześniej, gdy mój Kasiulek odbierał nagrodę.

– Udały nam się te nasze dzieciaki – pomyślałam z matczyną satysfakcją. 

Anna, lat 38

Czytaj także:

Adoptowałam dziecko
Adobe Stock, Brian Jackson
Prawdziwe historie
„Ojciec poszedł do więzienia, a matka założyła nową rodzinę. Dziadkowie uważali, że będzie mu lepiej w innej rodzinie. Dlaczego nikogo nie obchodziło to dziecko?”
Powtarzałam sobie w duchu, że jedyna w tej rodzinie „wyszłam na ludzi” – skończyłam studia, znalazłam dobrze płatną pracę i chciałabym teraz stworzyć taką szansę temu małemu dzieciakowi, aby uniknął przeklętego losu naszej nieudanej rodziny.

Sama przeciwko wszystkim! To nie było łatwe. Tym bardziej, że toczyłam bój nie tylko o to biedne porzucone dziecko, ale i o całą naszą rodzinę. To banda nieudaczników, ale wierzę, że każdy może się zmienić. To dziecko miało być przeznaczone do adopcji, ale w ostatniej chwili udało mi się uzyskać prawo do opieki nad nim. Walka nie była łatwa, bo jestem osobą niezamężną, mam 55 lat i nawet nie jestem jego najbliższą rodziną, tylko cioteczną babcią. Nikt nie przypuszczał, że wygram walkę o Michałka, a jednak... Ojciec Michałka, a mój bratanek nawet na trzeźwo ma paskudny charakter, a po wódce to już prawdziwy diabeł w niego wstępuje i wtedy staje się dla otoczenia postrachem. Obiektem jego agresji bywał każdy z rodziny, a nawet jego mały synek. Burdy, jakie wszczynał, miewały tak dramatyczny przebieg, że kilkakrotnie musieliśmy wzywać policję. W końcu zasłużył sobie na wyrok – trzy lata więzienia. A gdy tam trafił, terroryzowana dotąd przez niego żona i matka Michałka szybko uciekła do innego partnera. Tyle że tamten nie chciał jej z dzieckiem... Młoda kobieta szybko więc zrzekła się praw do malucha. W ten oto sposób mały Michałek trafił do domu dziecka. Byłam jedynym członkiem rodziny, który go tam odwiedzał. Ojciec w więzieniu, matka zajęta budowaniem nowego życia (szybko zaszła w kolejną ciążę), dziadkowie – czyli mój brat i bratowa, schorowani renciści, którzy sami domagają się wiecznie pomocy – nikt z nich nie przejmował się losem dziecka. – Trafi do bogatych ludzi, może nawet za granicę, to będzie mu tam o wiele lepiej niż u nas – powtarzała bratowa, kobieta nie pozbawiona serca, ale bardzo życiowo niezaradna i egoistyczna. Walkę, którą postanowiłam podjąć, aby odzyskać Michałka, wszyscy uznali za fanaberię, a nade wszystko za...

Kobieta, która rodzi
Adobe Stock, Gorodenkoff
Prawdziwe historie
„Żona chciała, żebym był przy porodzie, a mnie na samą myśl robiło się słabo. Kumpel podpowiedział mi, jak się z tego wyplątać”
„Bardzo się ucieszyłem, kiedy okazało się, że zostanę ojcem. Dbałem o moją Magdę, jak umiałem, chuchałem na nią i dmuchałem, spełniałem każdą jej ciążową zachciankę. Jednak na samą myśl, że mam być przy porodzie zbierało mi się na wymioty”.

Mnie się wydaje, że niektórych rzeczy nie należy zmieniać. Na przykład poród powinien być wyłącznie doświadczeniem kobiety. Tak było przez wieki i tak powinno być teraz. Problem polega na tym, że moja żona jest innego zdania.   Gdy dowiedziałem się, że Magda jest w ciąży, omal nie oszalałem z radości. Już od dawna marzyłem o dziecku, ale ona zwlekała. Najpierw chciała nacieszyć się życiem, coś osiągnąć w pracy… Non stop słyszałem więc, że jeszcze nie teraz, że muszę być cierpliwy, że jeszcze ma czas. Wreszcie jednak, po dziesięciu latach oczekiwania usłyszałem, że jest gotowa na macierzyństwo. I że jej tabletki antykoncepcyjne właśnie wylądowały w toalecie. Od razu zabrałem się do roboty, no i kilka miesięcy później usłyszałem, że zostaniemy rodzicami.   Na początku nic nie było w stanie zmącić mojego szczęścia. Ze stoickim spokojem znosiłem zmienne nastroje żony, bez słowa sprzeciwu wychodziłem na balkon na papierosa i ganiałem w nocy na stację benzynową po ogórki konserwowe i lody czekoladowe. Te wizyty były tak częste, że prawie zaprzyjaźniłem się z chłopakami z nocnej zmiany. Wystarczyło, że pojawiałem się w drzwiach, a oni już kładli na ladzie „Zieloną Budkę” i korniszony. Wydawało mi się, że jestem gotowy na każde poświęcenie i wyrzeczenie, byle tylko moja żona czuła się komfortowo. Okazało się jednak, że nie do końca. Podobno rodzenie z mężem mniej boli Wszystko zaczęło się tydzień temu. Wróciłem z pracy zmordowany i marzyłem tylko o tym, by zasnąć, ale Magda zarządziła łóżkowe oglądanie komedii romantycznej. Ciężarnej kobiecie się nie odmawia, więc posłusznie wrzuciłem płytę z filmem. Byliśmy w połowie, gdy nagle Magda chwyciła pilota i wyłączyła telewizor.   – O co chodzi, kochanie, masz dość, źle się czujesz? – zaniepokoiłem się.  ...

Noworodek i babcia
Adobe Stock, grooveriderz
Prawdziwe historie
„Syn i jego ciężarna dziewczyna zginęli w wypadku. Przeżyło tylko dziecko. Byłam jego jedyną nadzieją na normalne życie”
„Gdy w nocy dostałam telefon ze szpitala, byłam pewna, że mi się to śni. Kinga zginęła na miejscu, a syn odszedł dopiero po kilku godzinach męczarni. Tę tragedię przeżyła tylko moja wnusia. Byłam jej jedyną rodziną. To serce podjęło tę decyzję, a rozum poszedł w odstawkę”.

Mamo, dzisiaj wpadnie do mnie moja dziewczyna – poinformował mnie syn. – Bądź dla niej w miarę miła, dobrze?   – Przecież zawsze jestem miła dla twoich znajomych – obruszyłam się.   – Ale widzisz, to nie jest znajoma – skrzywił się, wymawiając to słowo.    – Naprawdę mi na niej zależy. Zrób po prostu dobre wrażenie, okej?   Trochę się obawiałam, że to będzie trudne zadanie, skoro syn mnie uprzedza. Na szczęście Kinga okazała być osobą, której trudno nie polubić.   – Śliczne mieszkanie, takie przytulne i miłe… – pochwaliła mnie już w pierwszym zdaniu, rozglądając się z ciekawością po dużym pokoju. – Zawsze marzyłam, żeby mieszkać w domu z prawdziwymi dywanami i tapetami na ścianach…   Przez moment zastanawiałam się, czy to nie sarkazm, ale w jej głosie brzmiał autentyczny zachwyt.   – Domowe gołąbki? – oczy jej się zaświeciły na widok przygotowanych przeze mnie potraw. – Boże, ale pyszne! Nigdy takich nie jadłam – przymknęła oczy po pierwszym kęsie.   – Taka skromna kolacyjka – krygowałam się, choć było mi naprawdę bardzo miło, że ktoś z takim entuzjazmem delektuje się moimi gołąbkami.    Przy serniku z żurawiną Kinga omal nie zemdlała z wrażenia, a ja z przyjemnością dokładałam kolejne porcje.   – Jest urocza, synuś! – oznajmiłam, kiedy już ją odprowadził. – Trzymaj się jej, bo takiej dziewczyny ze świecą szukać! Kiedy poznasz jej rodzinę?   Syn zachmurzył się nagle.   – Ona nie ma rodziny – wyjaśnił. – Wychowała się w domu dziecka, teraz mieszka razem z trzema innymi wychowanicami w mieszkaniu chronionym, bo jeszcze się uczy. Ale długo to nie potrwa, ma się usamodzielnić…  ...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj