Chłopiec, który padł ofiarą pedofila
Adobe Stock, Mikael Damkier
Prawdziwe historie

„Mało brakowało, a mój syn padłby ofiarą pedofila. Zboczeniec oferował mu pieniądze za nagie zdjęcia"

„Syn wstydził się przyznać, że wpakował się w tarapaty. Jakiś zboczenie nękał mojego syna przez Facebooka, wysyłał obleśne zdjęcia i nakłaniał do spotkań".
Do dziś robię sobie wyrzuty, że niczego nie zauważyliśmy, ani ja, ani żona. A przecież musiały być jakieś sygnały. Powinniśmy być czujni, chronić syna przed złem, jednak nie zrobiliśmy nic, trwając zadowoleni w przekonaniu, że wszystko jest w porządku.

Może dlatego, że los zaoszczędził nam kłopotów z dorastającymi dziećmi. Kuba, dziewiętnastolatek, i Franek, wesoły, towarzyski trzynastolatek nie dawali nam powodów do niepokoju. Owszem, trochę buntowali się przeciwko nakazom, które w trosce o nich wprowadzaliśmy w życie, ale nie przesadnie. Można się było z nimi dogadać. Chyba udało nam się stworzyć ciepły, przyjazny dom, oparty na zaufaniu. Nie wypytywałem chłopaków o prywatne sprawy, szanowałem ich prywatność. Miałem pewność, że w razie kłopotów przyjdą do nas, rodziców po radę. O mało co, nie przypłaciliśmy tego liberalizmu tragedią.
 
Nic nie wskazywało w zachowaniu Franka, że dzieje się coś złego. Jak zwykle wracał ze szkoły, rzucał byle gdzie plecak, zjadał, co było, i szedł do swojego pokoju. Dopiero Kuba zburzył mój złudny spokój.
 
– Tata, jest sprawa – zagaił wieczorem. – Młodego i jego kumpla prześladuje jakiś gość. Chłopaki boją się, że znajdzie ich po danych z Facebooka. To całkiem możliwe. A w ogóle na moje oko to pedofil.
 
Usiadłem. Rewelacje Kuby docierały do mnie powoli i z oporami. Pedofil? Co Franek ma wspólnego z takim człowiekiem? Czy się znają? I skąd? Rany boskie!!!
 
– Co ty mówisz! – podskoczyłem jak rażony prądem.
 
– Nie złość się, tato, zrobili to z głupoty, teraz się boją i chyba mają czego.
 
– Opowiadaj – usiadłem ponownie, próbując za wszelką cenę zachować spokój. 
 
Kuba wziął krzesło i też usiadł. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Przemknęło mi przez myśl, że nasz starszy syn stał się mężczyzną. Kiedy minęły te lata? Siedział teraz naprzeciwko mnie poważny, skupiony. Męska narada. Okej. Słucham.
 
– Wiesz, co to Facebook? – upewnił się Kuba. 
 
Żachnąłem się.
 
– Dobra, tylko sprawdzam – mój pierworodny machnął ręką. – No więc Franek przyjął jakiegoś kolesia do grona znajomych, tym samym dając mu dostęp do publikowania postów na jego tablicy i czytania tych, które opublikuje Franek. Czyli normalka. Problem w tym, że kolo zaczął dziwnie pisać. Również na czacie.
 
– Co to znaczy „dziwnie”?
 
– Puszczał takie teksty, że Franek ma piękne oczy, a ciało jak wyrzeźbione…
 
– Skąd wie?!
 
– Oj, tato, przecież na Fejsie są także zdjęcia. Franek zamieścił ich całkiem sporo z ostatnich wakacji. Nic by nie było, gdyby mój braciszek zablokował nachała, ale on był głupi i zaczął z nim pogrywać. On i Antek, jego kumpel. Pisali z nim na czacie, podpuszczali i mieli z tego niezłą zabawę. Do czasu. Tamten zaczął zagajać konkretnie. Przysłał im kilka świńskich zdjęć, pytał, czy ich kręcą. Pisał, że mógłby im sporo dać w zamian za spotkanie, proponował wakacje na Dominikanie. Czaisz?

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Czaiłem, aż za bardzo

– Tego kolesia można namierzyć? Kto to jest i skąd znają się z Frankiem?
 
– Namierzyć to może go tylko policja i w dodatku musi być podejrzany w sprawie, takie są procedury. Z Frankiem się nie znają, nasz mądrala przyjął do grona znajomych obcego gościa. Tak małolaty robią, nie sprawdzają, bo zależy im na dużej liczbie znajomych. Wiesz, taki miernik popularności.
 
– Czyli to wcale nie musi być nastolatek? – upewniłem się dla porządku.
 
– I pewnie nie jest, równie dobrze może być to wąsaty czterdziestolatek. Taki urok internetu, pełna anonimowość. Ale słuchaj dalej. Smarkacze nie pomyślały, że można do nich łatwo trafić, a ściślej mówiąc – do szkoły. Nieraz nazwa szkoły przewija się w różnych wypowiedziach na tablicy Franka. No i amator jego wdzięków zapowiedział swoją wizytę pod bramą. I teraz chłopaki się boją. Franek przyszedł z tym do mnie, bo było mu mniej głupio, niż gdyby miał spowiadać się ojcu.
 
Przełknąłem tę wiadomość. Nie pora na rozmowy wychowawcze, musiałem działać.
 
– Muszę zobaczyć, co ten człowiek wypisywał do Franka – oznajmiłem.
 
– Część konwersacji młody skasował, bo się wstydził, ale coś tam zostało.
 
To, co zobaczyłem, zaparło mi dech w piersiach. Zdjęcia. Ordynarna dziecięca pornografia. Dorosły i chłopiec, na oko 8-9 letni. Rzeź.
 
Zamknąłem oczy. „Boże, i to wszystko widział mój syn! Zabiję gnoja, który mu to przysłał!”.
 
– Mówisz, że pan pedofil ma ochotę na spotkanie z moim dzieckiem? – wycedziłem, nie patrząc na Kubę. – To świetnie, chętnie go poznam.
 
– Tata, może lepiej zawiadomić policję – starszy syn spojrzał na mnie niepewnie.
 
– Zaraz zawiadomię, ale czy myślisz, że Franek od razu dostanie ochronę? Wdrożą mozolne śledztwo, miesiące będą płynęły, a tymczasem pedofil może zjawić się pod szkołą w każdej chwili. I miejmy nadzieję, że sam. Może to amator szukający na własną rękę mocnych wrażeń z dziećmi, a może ma kolegów. Nie będziemy ryzykować.
 
– Co chcesz zrobić?
 
– Prowokację. Franek się z nim umówi, a my go złapiemy. I oddamy policji.
 
– Chcesz w to wszystko jeszcze raz mieszać Franka?
 
– A skąd! Sam to załatwię. Pokaż mi tylko, jak to się robi.
 
W okienku czatu znaleźliśmy trzy wiadomości od pedofila, które Franek pozostawił bez odpowiedzi. Facet zrobił się namolny, nastawał na spotkanie. Odpisałem. Umówiłem się z nim w imieniu syna. Za dwa dni pod szkołą, o 15. Zapytał też o Antka. On też mu się spodobał. Obiecałem draniowi, że kolega Franka też przyjdzie, bo zaświtał mi pewien pomysł.
Kolejne dwa dni poświęciłem na trudne rozmowy. Musiałem uświadomić żonie, co się dzieje, i zawiadomić rodziców Antka. On też był w niebezpieczeństwie.
 
– Idę z wami – oświadczyła stanowczo moja druga połowa. –   Jakby co, mogę dołożyć facetowi parasolką. A, i siostra też pójdzie. Z mężem.
 
Szwagier był człowiekiem ogromnej postury, wzbudzał respekt wyglądem, chociaż serce miał miękkie jak wosk. Stwierdziłem, że to dobry pomysł. Im nas więcej, tym lepiej. Obstawimy ulicę, mysz się nie prześlizgnie.
 
Ostatecznie pod szkołę wybrała się spora grupa. Do naszej rodziny dołączyli rodzice Antka i jeszcze kilku chłopaków z klasy. Wieść o polowaniu na pedofila, który zagraża naszym dzieciom rozeszła się lotem błyskawicy. Nikt nie miał wątpliwości, faceta trzeba złapać, zanim zrobi komuś krzywdę. Franek i Antek, którzy mieli wystąpić w roli przynęty, nadrabiali miną. Mimo licznej obstawy, nie mieli ochoty na spotkanie z pedofilem. Miałem nadzieję, że to będzie dla nich nauczka, żeby nie podejmować ryzykownej gry z kimś, kogo nie znają.
 
Ulicę przed szkołą obstawiliśmy na długo przed wyznaczonym terminem spotkania. Ojciec Antka zaparkował samochód tuż przed bramą. Siedzieli teraz z moim Kubą, czekając na rozwój wydarzeń. Ja usiadłem na murku ze wzrokiem wbitym w gazetę, żona przechadzała się po chodniku, udając, że czeka na kogoś. Szwagier i kilku ochotników stali na przystanku autobusowym sto metrów dalej, odcinając drogę ewentualnej ucieczki. Wszystko grało. Trzeba było tylko czekać.

Ostatnie pół godziny było najgorsze

Chłopcy byli jeszcze w szkole, a ja biłem się z myślami. „Czy dobrze robimy? A jeżeli nie uda nam się unieszkodliwić tego człowieka? I czy taka akcja w ogóle jest legalna?”. Czułem, że pocą mi się dłonie. Nerwy. Odetchnąłem głęboko raz i drugi i nagle zamarłem. Do bramy szkoły zbliżał się mężczyzna. Może to na niego czekamy? Żona też go zobaczyła i zatrzymała się. Patrzyła jak zahipnotyzowana. „Wszystko zepsuje” – zezłościłem się. Na szczęście jej siostra wykazała więcej opanowania. Podeszła do niej i świergocząc coś o niespodziewanym spotkaniu, pociągnęła na dziedziniec.
 

Zabrzmiał szkolny dzwonek, jeszcze chwila i drzwi placówki otworzyły się z impetem, wypuszczając mnóstwo dzieci. Wypatrywałem między nimi Franka i Antka, ale w tłumie trudno ich było zauważyć. Zdenerwowałem się. Miałem nie spuszczać ich z oka! Szkolny dziedziniec zaczął się w końcu wyludniać, dzieciaki rozbiegły się we wszystkie strony, tylko maruderzy stali w rozchichotanych grupkach.

Franek z przyjacielem wolno zbliżali się do bramy. Dopóki nie wyszli na ulicę, mężczyzna ani drgnął. Dogonił ich dopiero na chodniku. Chłopaki ustawili się taktycznie niedaleko samochodu z obstawą i zaczęli rozmawiać z nieznajomym. Żałowałem, że nie słyszę, o czym mówią. Co za niedopatrzenie! Przecież można było to inaczej zorganizować. Ta rozmowa powinna zostać nagrana, zawsze to jakiś dowód, chociaż sądy ich podobno nie uznają.
 
Wreszcie Franek dał umówiony znak – po prostu podniósł rękę. Wszystko zaczęło się dziać jednocześnie. Z samochodu wyskoczył ojciec Antka, Kuba mocował się z drzwiami, które rozemocjonowany kierowca zablokował centralnym zamkiem. Ja byłem najbliżej i pierwszy dopadłem pedofila. Ojciec Antka zaskoczył go od przodu, a ja od tyłu. Ulicą biegło pół przystanku autobusowego ze szwagrem na czele. Pedofil został otoczony, nie miał szans na ucieczkę.
 
– Zawiadomiłem policję! Radiowóz zaraz tu będzie! – starszy syn wydostawał się mozolnie z wozu przez drzwi od strony kierowcy.
 
– Ludzie, co robicie! – krzyczał pedofil. – To napad w biały dzień! Złożę skargę!
 
Tłum zwabiony wydarzeniami gęstniał. Na cichej do tej pory uliczce kotłowało się mnóstwo ludzi. Modliłem się, żeby pojawili się policjanci, zanim wydarzenia wymkną się spod kontroli. Nie chciałem, żeby pod szkołą odbył się lincz.
 
Z ulgą powitałem policyjne syreny. Pedofil został zapakowany do radiowozu, na razie postawiono mu zarzuty molestowania nieletnich. Franek i Antek oświadczyli, że składał im nieprzystojne propozycje. Dalsze śledztwo poszło w kierunku poszukiwań treści pedofilskich na twardym dysku komputera zatrzymanego człowieka. Na szczęście znaleziono sporo materiałów. Piszę „na szczęście”, bo bez tego trudno byłoby oskarżyć faceta o cokolwiek.

Trzeba było znaleźć dowody, bo zeznania chłopców to za mało. Takie jest prawo, trudno jest dojść sprawiedliwości. Z tego co wiem, śledztwo w sprawie pedofila toczy się dalej. Podobno nie działał sam, a to czyni go jeszcze bardziej niebezpiecznym. Co stałoby się z chłopcem, którego skusiłyby obietnice? Czy kiedykolwiek wróciłby do domu?
 
Z wydarzeń wyciągnąłem wnioski. Założyłem konto na Facebooku, a Franek, choć z oporami, przyjął mnie do grona znajomych, mimo że podobno to obciach, bo jestem jego ojcem. Mam teraz wgląd w to, co może napisać do niego nieznajomy. Jestem czujny.

Arkadiusz, 47 lat

Czytaj także:
Kobieta, którą nęka teściowa
Adobe Stock, motortion
Prawdziwe historie
„Przez teściową przestałam cieszyć się z ciąży. Wierzyła w przesądy i szantażem zmusiła mnie do ich przestrzegania"
„Unikam teściowej jak ognia, bo boję się, że to nie koniec jej pomysłów. Poczytałam na temat ciążowych przesądów i jestem przerażona. Jak tak dalej będzie pilnować, bym się do nich stosowała, to niedługo z domu nie będę mogła nawet wyjść z domu".

Wiele razy słyszałam, jak moje przyjaciółki żaliły się na swoje teściowe. Płakały, że są przez nie non stop krytykowane, pouczane, sprawdzane. I w związku z tym żyją w ciągłym strachu, jakby były pod ostrzałem ciężkiego działa artyleryjskiego. Współczułam im takiego stresu. Szczęśliwie mnie to nie dotyczyło…   Moja teściowa, Marysia, była złotą kobietą. Nie wtrącała się do naszego życia, nie zaglądała do garów, nie wściubiała nosa, gdzie nie potrzeba. W ogóle była sympatyczna i zgodna. Tylko do jednej rzeczy można było się przyczepić: co pewien czas pytała, kiedy wreszcie zostanie babcią. Nie robiła tego jednak nachalnie, z pretensją w głosie. Raczej z nadzieją… Chociaż więc te pytania trochę mnie denerwowały, nie wkurzałam się na nią. W sumie miała prawo się niecierpliwić…    Byliśmy z Konradem już osiem lat po ślubie i chociaż bardzo się staraliśmy, jakoś nie mogliśmy doczekać się potomka. Już nawet chcieliśmy pójść na badania, żeby sprawdzić, czy wszystko z nami w porządku. Na szczęście okazało się to niepotrzebne.    Dwa miesiące temu odkryłam, że jestem w ciąży. Byliśmy z mężem tacy szczęśliwi.    – Musimy jak najszybciej powiedzieć o tym mamie. Też się na pewno ucieszy  – powiedziałam wtedy do niego.    Gdybym wiedziała, co się potem będzie działo, trzymałabym język za zębami do samego porodu. A na pytanie o rosnący brzuch powtarzała, że to od ciastek.    Nie zamierzaliśmy obwieszczać tej radosnej nowiny przez telefon. Wprosiliśmy się do mamy Konrada na niedzielny obiad. Chyba coś przeczuwała, bo zrobiła prawdziwą ucztę. Ustaliliśmy, że powiemy o wszystkim dopiero przy deserze, ale między zupą a drugim daniem nie wytrzymałam.   – Mamo, mamy dla ciebie niespodziankę – zaczęłam.  ...

Oddałam dziecko do okna życia
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Oddałam dziecko do okna życia, ale nie mogłam z tym żyć. Musiałam ją odzyskać”
Rodziłam w pokoju, w samotności, z ręcznikiem wciśniętym w zęby, żeby nie krzyczeć. Nie mogłam tak od razu jej odnieść. Było jeszcze jasno, a ja strasznie osłabiona. Nakarmiłam ją więc, by nie płakała i czekałam na zmrok.

Miłość matki to nie tylko gotowość do poświęceń, nocnego czuwania i pracy ponad siły. To także pokora i umiejętność wybaczania… Jestem najstarsza z czwórki rodzeństwa, a w naszej rodzinie nigdy się nie przelewało. Dlatego wybrałam technikum ekonomiczne i zaraz po jego ukończeniu zaczęłam rozglądać się za robotą. Poszczęściło mi się i dostałam przyzwoicie płatną pracę, ale w dużym mieście oddalonym od naszej mieściny o dwieście kilometrów. Udało mi się jednak znaleźć niedrogi pokój z łazienką w czymś pośrednim między hostelem a pensjonatem . Stać mnie było na jego wynajęcie i jeszcze zostawało coś dla mnie. Mogłam też co miesiąc posyłać mamie niewielkie kwoty, co było dla niej pewnym wsparciem, bo trójka młodszych dzieci jeszcze się uczyła. Tęskniłam za domem, jednak miałam mnóstwo nowych obowiązków, którym musiałam sprostać. Szybko wciągnęłam się w nowy tryb życia Byłam strasznie naiwna, zwykła gęś z prowincji. Duże miasto fascynowało mnie, zakompleksioną prowincjuszkę. Miałam niewiele pieniędzy, ale lubiłam przechadzać się ulicami pełnymi eleganckich sklepów, spacerować po galerii handlowej, gdzie czasami pozwalałam sobie na kawę w jakimś niedrogim miejscu. I właśnie tam, w galerii, w taniej kafejce, którejś niedzieli poznałam Szymona. Co taki elegancki, zamożny mężczyzna robił w miejscu, gdzie zachodzili tacy jak ja, nieśmierdzący groszem? Nie wiem. Zwrócił na mnie uwagę, przysiadł się do mojego stolika i jakoś udało mu się przełamać moją nieśmiałość i rezerwę. A potem historia potoczyła się banalnie. Czarujący mężczyzna, moje zauroczenie, randki, obietnice, wyznania… „Jesteś taka śliczna, mogłabyś być modelką”, „Jesteś taki męski…”. Niedługo po tym pierwszym spotkaniu poszłam z...

Usunęła ciążę za moimi plecami
Adobe Stock, Viacheslav Lakobchuk
Prawdziwe historie
„Powiedziała, że jedzie do koleżanki. Była w Czechach i usunęła moje dziecko, o którym nawet mi nie powiedziała”
Byłem w niej naprawdę zakochany, myślałem, że to miłość na całe życie. Nie zauważyłem, że mam do czynienia z kobietą, dla której kariera i pieniądze były ważniejsze niż nasze nienarodzone dziecko...

Ankę poznałem jeszcze na studiach, od razu wpadła mi w oko. Była w moim typie – niewysoka, drobna, z burzą rudych loków i szerokim uśmiechem. Uwielbiałem w niej absolutnie wszystko. Nawet duże, wystające jedynki, których sama szczerze nienawidziła, i piegi, które na jej prywatnej liście kompleksów zajmowały drugie miejsce, tuż po zębach. Dla mnie była idealna w swoim braku doskonałości, takiej dziewczyny właśnie szukałem. Wesołej, ambitnej, konkretnej. Już po drugiej czy trzeciej randce byłem zakochany po uszy Kiedy po kilku miesiącach znajomości wyznałem jej, że to właśnie z nią chciałbym założyć rodzinę i się zestarzeć, spojrzała na mnie krytycznie i chyba z niechęcią: – Piotrek, to bardzo miłe, co mówisz, ale mam nadzieję, że nie zamierzasz zakładać tej rodziny już teraz? – powiedziała wesoło dla rozładowania atmosfery, a ja poczułem się jak głupek. Zawsze byłem oszczędny w słowach, takie wyznanie dużo mnie kosztowało, tymczasem Anka po prostu mnie wyśmiała. Zdenerwowałem się. – Nie, no skąd – zacząłem się jąkać. – Mówiąc, że chcę założyć z tobą rodzinę, miałem raczej na myśli bliżej nieokreśloną przyszłość. Chciałem, żebyś… żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie ważna. Nic nie powiedziała, tylko mnie pocałowała. W tym momencie zniknęła cała moja złość. Ależ ta dziewczyna na mnie działała! Miała całkowitą kontrolę nie tylko nad moim ciałem, ale też umysłem. Złapała mnie za rękę i poprowadziła w stronę sypialni. Cóż, może nie powinienem tego teraz mówić, ale nigdy wcześniej i nigdy później nie miałem takiego wspaniałego seksu jak z Anką. W łóżku wyprawiała cuda. Najchętniej w ogóle bym jej z niego nie wypuszczał, a i ona chętnie spędzała czas na intymnych harcach ze mną. Dzisiaj patrzę na tę znajomość z ogromnym dystansem, ale wtedy...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj