Kobieta w ciąży
Adobe Stock, Evrymmnt
Prawdziwe historie

„Mam 43 lata, jestem w ciąży i boję się o swoje dziecko. Lekarz odmówił mi badań prenatalnych. Zasłaniał się klauzulą sumienia"

„Zdaję sobie sprawę z tego, że ciąża w moim wieku to ryzyko. Dlatego pomyślałam o badaniach prenatalnych. Gdybym żyła w normalnym kraju, nie byłoby z tym problemu. A tak, musiałam walczyć z lekarzem, który zasłaniał się sumieniem. Przecież, ja nie chce usunąć dziecka!".
Jestem w ciąży. Jako przyszła matka powinnam być otoczona troskliwą opieką lekarską. I mieć zapewniony spokój. Tymczasem wystarczyła jedna wizyta w przychodni rejonowej, by ze zdenerwowania ciśnienie skoczyło mi do dwustu… 
 
Kilka tygodni temu moje życie było spokojne i ustabilizowane. Mam 43 lata, ugruntowaną pozycję zawodową, kochającego męża u boku i córkę na elitarnej uczelni. I wtedy w gabinecie lekarskim usłyszałam wiadomość, która przewróciła ten mój spokojny świat do góry nogami.
 
– Jest pani w ciąży, ósmy tydzień – oznajmił mi lekarz. 

– Słucham? Nie, nie to niemożliwe… Jest pan pewien?– nie mogłam w to uwierzyć.
 
– Na sto procent – odparł. 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Córka zareagowała śmiechem. I radą

Wyszłam z gabinetu oszołomiona. Usiadłam na najbliższej ławce i próbowałam pozbierać myśli. Dziecko? Teraz? Jak to?
Majka obchodziła niedawno 20. urodziny. Śmialiśmy się z Jackiem, że za kilka lat zostaniemy pewnie dziadkami. Poszłam do ginekologa, bo myślałam, że to kłopoty hormonalne albo początki menopauzy. A tu taka niespodzianka! 
 
Byłam przerażona. Zastanawiałam się, czy poradzę sobie z wychowaniem malucha. No i jak zareagują najbliżsi…
Wiadomość o mojej ciąży była przecież ostatnią rzeczą, jakiej mogliby się spodziewać.
 
Zaczęłam od męża. Kiedy prawie 21 lat temu po raz pierwszy oznajmiłam mu podobną nowinę, szalał ze szczęścia…
 
– Ale wpadka, ładna historia – mruknął teraz. 
 
A potem otworzył sobie piwo i zasiadł na kanapie przed telewizorem. Zostawiłam go w spokoju. Wiedziałam, że musi sobie wszystko spokojnie przemyśleć.
 
Po jakiejś godzinie nagle wstał i mocno mnie przytulił. 
 
– Wiesz co, nawet się cieszę! Wyszliśmy z wprawy, ale wychowywanie dzieci to jak jazda na rowerze. Nigdy się tego nie zapomina. No i będzie nam łatwiej. Mamy mieszkanie, nie tułamy się po wynajmowanych kawalerkach – stwierdził.
 
Odetchnęłam z ulgą. Mój mąż pogodził się z faktami. Teraz przyszedł czas na Majkę. Akurat była na wakacjach z przyjaciółmi z uczelni, więc nowinę oznajmiłam jej przez telefon. Dostała… ataku śmiechu.
 
– Ale numer, jak nastolatki! Mamo, nie słyszeliście o antykoncepcji? – chichotała. 
 
Po chwili jednak spoważniała.
 
– Żarty żartami, ale powinnaś pomyśleć o badaniach prenatalnych. Ja, co prawda, udałam wam się wspaniale, tylko że to było lata świetlne temu – dodała.
 
Sama pomyślałam o tych badaniach. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ciąża w moim wieku to ryzyko. Gdybym żyła w normalnym kraju, nie byłoby z tym problemu. W cywilizowanym świecie badania prenatalne to standard. Świadczą o odpowiedzialności i mądrości przyszłej matki: noszę w sobie dziecko i chcę wiedzieć, czy ma szansę na normalne życie, czy nic mu nie grozi. A jeśli grozi, w jaki sposób można mu pomóc.
 
Moja koleżanka mieszkająca w Norwegii dzięki takim badaniom dowiedziała się, że jej synek ma poważną wadę serca. Nie pozbyła się ciąży. Lekarze wiedzieli, jak chore jest dziecko, i prowadząc poród, czekali już z salą operacyjną. Bez operacji maluch by nie przeżył. 
 
Ale u nas? Wytworzono wokół badań prenatalnych jakąś niezdrową atmosferę. Dziwni osobnicy straszą, że są one niebezpieczne, choć ryzyko poronienia w wypadku badań nieinwazyjnych jest żadne, a inwazyjnych sięga zaledwie pół procenta.

Przekonują, że to śmiertelny grzech, niepotrzebna ingerencja w dzieło bożego stworzenia. Wreszcie głoszą wszem i wobec, że kobiety robią badania prenatalne tylko po to, żeby mieć usprawiedliwienie dla zabicia nienarodzonego jeszcze dziecka.

Od samego słuchania niedobrze się robi…

Na dodatek wiadomość o ciąży spadła na mnie w najgorszym możliwym okresie: afery wokół fanatycznego profesora Chazana. Popaprańcy zwarli szeregi, uderzyli ze zdwojoną siłą. Zrobili z niego męczennika cierpiącego za wierność swojemu sumieniu.
 
Opowiadali, jaki to on biedny, skrzywdzony. Żaden z nich nawet przez chwilę nie pomyślał o kobiecie, której odmówił aborcji. O jej cierpieniu, o tym, co przeżywa, wiedząc, że dziecko, które urodzi, jest skazane na śmierć. Nawet dziś nie potrafię mówić o tym spokojnie, a wtedy?
 
Tak mnie wkurzyli, że aż kapciem w telewizor rzuciłam. Pomyślałam, że jak pójdę po skierowanie na badania i trafię na takiego ginekologa-ideologa, to napluję mu w twarz. 
 
– Kochanie, uspokój się, musisz teraz na siebie uważać – zatroskał się mąż, widząc moje zdenerwowanie. 
 
I obiecał, że wybierze się ze mną na wizytę, i w razie czego będzie mnie wspierał.
 
Kłopoty zaczęły się już w trakcie rejestracji. Chcąc nie chcąc, musiałam pójść do przychodni, która ma podpisany kontrakt 
z NFZ. Zdecydowałam się na tę najbliżej domu, w której byłam zapisana do lekarza pierwszego kontaktu. Podałam pani 
w okienku swój dowód osobisty a potem zapytałam, czy lekarz, który ma mnie przyjąć, podpisał „deklarację wiary”. Aż jej długopis z ręki wypadł z wrażenia.
 
Przez chwilę gapiła się na mnie jak na jakiegoś ufoludka.
 
– A dlaczego pani pyta? – wystękała wreszcie.
 
– Chcę wiedzieć, z kim będę miała do czynienia. 
 
– To znaczy?
 
– Jestem w ciąży i chcę mieć pewność, że mogę liczyć na rzetelną pomoc lekarską, a nie pogadankę ideologiczną – tłumaczyłam rzeczowo, starając się zachować spokój
 
– O co pani chodzi? My tutaj nie udzielamy takich informacji! – nastroszyła się.
 
– A niby dlaczego? – wtrącił się Jacek. – Moja żona ma prawo to wiedzieć. Czyżby lekarz wstydził się swoich przekonań? A może przychodnia chce ukryć, że zatrudnia kogoś takiego? 
 
Pani w rejestracji poszeptała chwilę z koleżanką. 
 
– Obowiązuje nas ochrona danych osobowych – odparła, patrząc na nas wyniośle. 
 
Jej koleżanka dodała, że jak nam się coś nie podoba, to możemy zrezygnować z wizyty. 
 
I w ogóle to one nie mają czasu na takie głupie pogaduszki, bo ludzie w kolejce czekają.
 
– Chodź stąd, bo mnie zaraz szlag trafi. Szkoda czasu na te… – zająknął się mąż i zaczął ciągnąć mnie do wyjścia. 
W pierwszej chwili chciałam go posłuchać. Choć nie dostaliśmy jednoznacznej odpowiedzi, sprawa była jasna. Wiadomo było, że skierowania na badanie nie dostanę. Ale po kilku sekundach zmieniłam zdanie.
 
Pomyślałam, że niby dlaczego to ja mam rezygnować z wizyty, szukać innego specjalisty, znowu czekać w kolejce. To pan doktor powinien stracić pracę, skoro przekonania nie pozwalają mu wykonywać swoich obowiązków. 
 
– Wyjdziemy, kochanie, po wizycie u lekarza – złapałam męża za rękę i kazałam pani w okienku wyciągnąć moją kartę. 
 
– Gabinet numer 10 – wycedziła przez zęby. 
 
Minutę później zniknęła z papierami za drzwiami oznaczonymi dziesiątką. Spędziła tam chyba kwadrans. Byłam pewna, że dokładnie powtórzyła lekarzowi naszą rozmowę. 
 
Przesiedzieliśmy na korytarzu prawie półtorej godziny. Lekarz najpierw przyjął dwie pacjentki, które zostały zapisane po mnie. Podobno jakieś nagłe przypadki… Kobiety nie wyglądały na takie, co miały za chwilę urodzić, więc była to zwykła złośliwość. 
 
Jeśli facet myślał, że męża i mnie to zdenerwuje, to się pomylił! Świat idzie do przodu. Są telefony i tablety z dostępem do internetu… Mieliśmy czas pobuszować trochę po forach.
 
Poczytaliśmy dokładnie o prawach kobiet w ciąży, przygotowaliśmy się do ideologicznego starcia. Bo do tego, że ono nastąpi, wątpliwości nie mieliśmy. 

Przecież ja nie chcę zrobić aborcji!

Pan doktor przywitał nas z kwaśną miną. Najpierw próbował wyprosić męża. Że niby jego obecność będzie przeszkadzać 
w badaniu i rozmowie. Oczywiście Jacek nie ruszył się na krok.
 
– Jestem tu na wyraźną prośbę mojej żony. Żeby nie miał pan wątpliwości, że mówimy jednym głosem – wyjaśnił szybciutko. 

 

– No to słucham, o co chodzi? – spojrzał na nas niechętnie. 
 
Położyłam przed nim zaświadczenie od lekarza, który stwierdził ciążę. 
 
– O skierowanie na bezpłatne badania prenatalne – odparłam.
 
Lekarz zaczął obracać dokumenty w dłoniach. 
 
– A dlaczego to mój szanowny kolega nie dał pani takiego skierowania? – dopytywał się.
 
– Bo na nieszczęście pracuje tylko prywatnie i nie ma podpisanej umowy z NFZ.
 
– W takim razie dlaczego ja mam dać pani takie skierowanie? – cedził słowa; wyraźnie chciał mnie zdenerwować.
 
– Bo to jest pana obowiązek. Mam 43 lata i zgodnie z prawem badania mi się należą – nie dawałam się sprowokować. 
 
A ja mam 25 lat doświadczenia i twierdzę, że nie są one pani potrzebne. Urodziła przecież pani zdrowe dziecko, tak? – spytał z uśmiechem bazyliszka.
 
– Szczęśliwie mi się udało. Ale to było dawno, 21 lat temu. Teraz może być różnie. Dlatego proszę o skierowanie – i tu lekko podniosłam głos.
 
– No właśnie, a jak będzie różnie, to pewnie aborcję pani zrobi! – lekarz oskarżycielsko wycelował we mnie palec.
 
– To moja sprawa, co zrobię! Nie muszę się panu z niczego tłumaczyć! – wrzasnęłam. 

Pan doktor poderwał się z krzesła i podszedł do męża

– Drogi panie, jest pan mężczyzną, a więc rozsądnym człowiekiem. Naprawdę pozwoli pan na to, żeby żona przez swoją głupotę skrzywdziła wasze nienarodzone dziecko? – próbował objąć go po ojcowsku.
 
Jacek aż się zagotował.
 
– W przeciwieństwie do pana moja żona nie jest idiotką. I doskonale wie, że badania w ciąży wykonuje się dla dobra dziecka, a nie przeciw niemu. Czyżby pan się nie dokształcał? I nie wiedział, że dziecko można leczyć już w łonie matki? 
 
Lekarz wrócił za biurko. Był purpurowy ze złości.
 
– Widzę, że niczego nie rozumiecie. Żadnego skierowania nie dam! – i walnął pięścią w stół.
 
– Dlaczego? – zapytałam
 
– Bo mi sumienie nie pozwala! Koniec wizyty! Proszę wyjść! – wrzasnął. 
 
– A mnie, konowale, sumienie nie pozwala narażać dziecka na niebezpieczeństwo! Bo to ja, w razie czego, będę musiała patrzeć na jego ból i cierpienie! – aż zacisnęłam pięści ze złości.
 
– Kochanie, miałaś się nie denerwować – zaczął uspokajać mnie Jacek, a potem wyjął z torby plik białych kartek. 
 
Owszem, wyjdziemy, z wielką przyjemnością. Ale najpierw pan napisze, że odmówił pan wydania mojej żonie skierowania na badania prenatalne, i poda przyczynę – położył przed lekarzem kartki i długopis.
 
– Niczego nie będę pisał! – zdenerwował się tamten.
 
– Ależ oczywiście, że pan będzie. Inaczej nie wyjdziemy. Mamy dużo czasu. Prawda, kochanie? – uśmiechnął się do mnie. 

 

– Ochronę wezwę! – zagroził.
 
– Proszę bardzo! Jak się media dowiedzą, że jakiś osiłek wywala z gabinetu lekarskiego kobietę w ciąży, to będą miały używanie! – wysyczałam. – Szczęśliwie są jeszcze w tym kraju normalni ludzie!

 

Napisał. O sumieniu też. Przybił pieczątkę, machnął parafkę. 
 
– I tak wam nic to nie da! – prychnął, gdy wychodziliśmy.
 
– Zobaczymy! – odparłam.

Nikt nie będzie decydował za mnie

Po powrocie do domu od razu napisaliśmy skargę do kierownika przychodni. Mąż zawiózł ją jeszcze tego samego dnia. Sekretarka uciekała podobno przed nim jak przed jakimś bandziorem, ale wreszcie pokwitowała na kopii przyjęcie pisma. 
 
Z prośbą o interwencję zwróciliśmy się też do NFZ i Rzecznika Praw Pacjenta. Dwie ostatnie instytucje obiecały na piśmie, że zajmą się tą sprawą. Dostałam też zaproszenie na badania prenatalne w jednej z warszawskich klinik. Bez skierowania… 
 
Kierownik przychodni uparcie milczy, więc za radą adwokata występuję do sądu. Będę domagać się odszkodowania i zadośćuczynienia. Wiem, że sprawa może potrwać wiele miesięcy albo nawet lat, ale trudno. Jestem mądrą i odpowiedzialną kobietą. I nie pozwolę, by ktoś myślał i decydował za mnie. Zwłaszcza w sprawie mojego dziecka.

 

Grażyna, 43 lata

Czytaj także:
 
Ja i kochanka męża byłyśmy w ciąży jednocześnie
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Kiedy rodziłam, mąż był u kochanki. Okazało się, że… obydwie byłyśmy w ciąży w tym samym czasie”
Po powrocie ze szpitala, wystawiłam mężowi walizki za drzwi. Wiem, że mieszka z kochanką i ich dzieckiem. Widać tamtej nie przeszkadza, że zaszłyśmy w ciążę niemal jednocześnie...

Po ślubie przyszło zwykłe życie – czasem nudne, czasem stresujące. Praca, zmiana pracy, kupowanie mieszkania, remont, urządzanie się, pomaganie rodzicom… Trochę się w tym natłoku spraw zagubiliśmy. Widząc, że oddalamy się od siebie, zarządziłam wspólny wyjazd. Wynajęłam przytulny domek na Suwalszczyźnie, na całe dwa tygodnie. Planowałam, że w otoczeniu lasów i jezior odpoczniemy od codzienności, problemów, pobędziemy razem, ale bez telewizora, komórek, może odnajdziemy nie tylko wspólny język, ale też dawną namiętność… Pierwsze dwa dni były dziwne Jacek nie rozstawał się z telefonem, tłumacząc się, że nowy pracownik ciągle wypytuje go o to czy tamto. Byłam zła i rozczarowana, ale starałam się hamować gniew. Jednak trzeciego dnia już z samego rana pokłóciliśmy się. O wszystko, na śmierć i życie. I wtedy coś drgnęło. Oszczędziłam talerze, bo były na wyposażeniu domu, ale w kierunku mojego męża poleciały dwie książki, które wzięłam z domu. Wyrzuciliśmy z siebie żale i pretensje, które narastały w nas przez lata. A potem wylądowaliśmy w łóżku… I niemal z niego nie wychodziliśmy do końca urlopu. Mniejsza o spacery, było wspaniale! Wyjaśniliśmy sobie wiele nieporozumień, przy okazji na nowo odkrywając przyjemność płynącą z całowania się, pieszczot i seksu. Aż żałowałam, że nie możemy zostać tu na zawsze.  Po powrocie do domu było bardzo ciężko, jakbym nie mogła się przestawić. Ciągle chodziłam zmęczona i odrzucało mnie od każdego jedzenia. Kiedy do kompletu doszła spóźniająca się miesiączka, kupiłam test ciążowy Wpatrywałam się w dwie kreski na teście i… czułam się szczęśliwa. Naprawdę! Gdy Jacek wrócił z pracy i obwieściłam mu radosną nowinę,...

Nie mogłam wybaczyć ojcu, że mnie porzucił
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Nienawidziłam ojca za to, że mnie porzucił. Po latach okazało się, że to mama go ode mnie odcięła”
Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę chciała wybaczyć ojcu to, że go przy mnie nie było. Ale może warto spróbować?

Przez całe życie nienawidziłam ojca. Właściwie tak naprawdę wcale go nie znałam, ale żal za krzywdę, jaką mi wyrządził, tkwił we mnie niczym drzazga od dzieciństwa aż po dorosłość. Żyłam w przekonaniu, że ojciec mnie porzucił. Ale po kolei… Moja mama w młodości była śliczną i wrażliwą dziewczyną. Po maturze poszła do studium nauczycielskiego w mieście odległym aż o czterysta kilometrów od rodzinnej Łodzi. Dlaczego tak daleko? Nie wiem, nigdy o tym nie mówiła. W każdym razie zamieszkała na północy Polski, w miasteczku położonym prawie nad morzem. Po skończeniu szkoły zatrudniła się w miejscowej podstawówce jako nauczycielka języka polskiego. Wtedy poznała mojego tatę, który był kierowcą Podobno straciła dla niego głowę – tak opowiadała mi znajoma mamy – czego efektem była ciąża. Moja mama, wychowana w tradycyjnej rodzinie, uważała, że skoro będzie dziecko, to powinien być i ślub. Chciała wyjść za ojca, ale on nie bardzo miał na to ochotę. Żeby go nieco przycisnąć, za namową koleżanki, wybrała się do jego rodziców i powiedziała im, że jest z Adamem w ciąży, a on nie chce się żenić. Podobno mój ojciec się wtedy wściekł i zerwał z mamą . Ale mną się interesował. Przyszedł zobaczyć mnie do szpitala, kiedy się urodziłam. Dał mi swoje nazwisko i płacił alimenty. Chyba nawet czasami się ze mną widywał, bo jak przez mgłę pamiętam, że kiedyś przewiózł mnie i mamę swoim samochodem. Nie przypominam sobie marki, ale coś mi świta, że było to niebieskie auto. Najwyraźniej to spotkanie z ojcem wywarło na mnie duże wrażenie... Wszystkie koleżanki miały dwoje rodziców, a ja tylko mamę Kiedy miałam sześć lat, przeprowadziłyśmy się do Łodzi. Tam poszłam do szkoły, do tej samej, w której zaczęła pracować mama. O ojcu...

Mąż zmuszał mnie do rodzenia dzieci
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Mąż zmuszał mnie do rodzenia kolejnych dzieci, nawet kiedy zagrażało to mojemu życiu”
„ – Wpadłeś w szał, kiedy dowiedziałeś się, że po drugim porodzie za namową lekarzy rozważam założenie spirali. – Jesteś niedojrzałą egoistką! – wrzeszczałeś. – To nie ty powinnaś decydować o tym, czy mamy mieć dzieci, czy nie”.

Nie ma dnia, abym o tobie nie myślała. Dziwne, że po tym wszystkim, co zdarzyło się między nami, wspominam tylko dobre chwile. Twój uśmiech, sposób, w jaki odgarniałeś włosy z mojej szyi, albo to, jak mnie przytulałeś, gdy przysiadałam obok ciebie na kanapie. W najmniej oczekiwanych momentach przypominam sobie twoje żarty rzucane dla rozładowania napięcia, bukiet polnych kwiatów, który wręczyłeś mi na wieść o pierwszym dziecku, czy wieczorny spacer we dwoje, gdy przytłoczeni problemami z budową domu przestaliśmy nawet marzyć o chwili dla siebie. Każdego roku w twoje urodziny idę nad rzekę, w miejsce, gdzie dawniej zabierałeś mnie na spacer, i palę znicz za twoją duszę. Wolę ten kawałek porośniętego trzcinami brzegu od ponurego nagrobka, który kazali mi dla ciebie postawić. – Choćby symbolicznie – prosiła teściowa, kiedy wzbraniałam się przed podjęciem decyzji. – Choćby dla dzieci… – przekonywała moja mama. – Żeby miały dokąd przyjść we Wszystkich Świętych. I dla nas… Rodzinie i ogółowi społeczeństwa było to potrzebne, więc po przepisowych pięciu latach poszukiwań wymusili na mnie, abym sądownie uznała twoją śmierć . Pocieszali, że policja i specjalne organizacje i tak nie zaprzestaną swoich działań, ale porządek musiał być, zwłaszcza prawny. Nie pragnęłam na własność naszego domu ani horrendalnie wielkiej działki Miałam dość szarpaniny z pożyczkami i żebrania po urzędach, żeby wystarczyło mnie i trójce naszych dzieci na chleb. Każdego dnia po twoim odejściu marzyłam tylko o jednym – żeby zasnąć i obudzić się w ciasnym mieszkanku po babci, w którym spędziliśmy najpiękniejsze lata naszego małżeństwa. Ale nie ma już tamtego miejsca i życia. Chciałeś być jak inni – mieć...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj