Mężczyzna, który prowadzi podwójne życie
Adobe Stock, NDABCREATIVITY
Prawdziwe historie

„Mam dwie rodziny. Jedną na Ukrainie, drugą w Polsce i z żadnej nie zrezygnuję. Kocham moją żonę, dzieci i kochankę”

„Kocham żonę i córkę. Jednak kiedyś pojechałem na Ukrainę i tam kogoś poznałem. Potem Irina urodziła mi Kolę. Ich też kocham. W chwilach kryzysu myślę sobie, że dużo gorsze są domy, w których jest przemoc czy alkohol. Moim obu rodzinom miłości nie brakuje”.
Moja historia wcale nie jest taka znów nadzwyczajna. Wiem, że niektórzy faceci mają kochanki i dzieci z tych związków. Ale choć ja mam żonę i córkę w jednym związku, a także ukochaną kobietę i syna w drugim – nieformalnym, to nie mogę myśleć o sobie jako o tym, który „zdradza żonę z kochanką”. W moim wypadku sprawa jest bardziej skomplikowana, ponieważ… kocham je obie. Nie tylko obie kobiety: Annę i Irinę. Również obie rodziny, które z nimi tworzę. Moja 8-letnia córeczka Wiktoria jest mi nie mniej bliska niż niespełna dwuletni Kola.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Spotkałem ją na imprezie firmowej

Jak to się wszystko zaczęło? I kiedy? Trudno powiedzieć, bo impulsem, który popchnął mnie w ramiona Iriny, nie było oziębienie uczuć, ale – paradoksalnie – straszna tęsknota za żoną. Najpierw to była tylko fizyczna fascynacja. Nie mogę zaprzeczyć – fakt, że z żoną widywałem się tak rzadko i w związku z tym byłem po prostu seksualnie wygłodzony, nie był bez znaczenia. Lecz potem odkryłem w Irinie wspaniałą towarzyszkę życia – prawdziwego przyjaciela, po prostu dobrego człowieka.
 
I tak od czterech lat moje życie upływa na kursowaniu pomiędzy Kijowem a Warszawą, gdzie mieści się centrala mojej firmy. Obowiązki służbowe często zmuszają mnie do pozostania na Ukrainie nawet kilka miesięcy. Potem na jakiś czas wracam do Polski. Pierwszy rok był bardzo trudny, nie potrafiłem przyzwyczaić się do długiej rozłąki z żoną. Ona nie mogła do mnie przyjeżdżać, bo raz, że pracuje, dwa – nasza córeczka była wtedy już w przedszkolu. Anna odwiedzała mnie więc w Kijowie rzadko. Drugi rok był już znacznie łatwiejszy, poznałem wiele osób z firmy. Z kilkoma nawet się zaprzyjaźniłem. 
 
Irinę spotkałem na imprezie firmowej. Było głośno, tłoczno i wesoło. W pewnym momencie zderzyłem się z niosącą stertę kanapek Sonią, naszą tłumaczką. Pomagała jej jakaś wysoka, młoda kobieta.

– Nic nie szkodzi, nie szkodzi – śmiała się Sonia, kiedy, przepraszając, pomagałem im zbierać kanapki. – Musisz poznać Piotra – zwróciła się do dziewczyny. – A to Irina – powiedziała, obracając się do mnie. – Będzie mnie zastępować przez trzy tygodnie, bo idę na urlop. Irina ma polskie korzenie i uwielbia fotografię – dodała z uśmiechem, bo wszyscy w firmie wiedzieli, że fotografia to moja pasja.
 
– Bardzo mi miło – bąknąłem pod nosem, ściskając podaną mi drobną dłoń. 
 
Na moment nasze spojrzenia się spotkały i poczułem, jak krew uderza mi do głowy. Była taka piękna! Naturalne blond włosy 
i błękitne jak niebo oczy... Trzy tygodnie szybko minęły… Spotykaliśmy się codziennie. Irina jest tłumaczem języka polskiego i angielskiego. Do czasu zastępstwa za Sonię zajmowała się dorywczo tłumaczeniem, na stałe pracując jako nauczycielka angielskiego w szkole.
 
Któregoś dnia po pracy, gdy wracałem metrem do mojego służbowego mieszkania, zobaczyłem, że jedziemy w tym samym przedziale. Wysiadła na mojej stacji. Szła przede mną, niosąc dwie ciężkie torby z zakupami. Dogoniłem ją i zaproponowałem, że poniosę jej siatki.
 
– Ojej, wy, Polacy jesteście tacy szarmanccy, dziękuję – powiedziała z uśmiechem i nawet się zaczerwieniła.
 
– A co to za kłopot? – odparlem. – Mieszkasz tutaj?

Od razu znaleźliśmy nić porozumienia

Kiedy mi podała adres, okazało się, że mieszkamy w blokach naprzeciwko. Wniosłem jej zakupy do domu. Zaprosiła mnie na herbatę. Tak nam się dobrze rozmawiało, że zostałem na obiad, a właściwie kolację. Pożegnaliśmy się chyba dopiero przed północą.
 
– Przepraszam, że tak się zasiedziałem – tłumaczyłem się niezdarnie. – Następnym razem to ja zapraszam na obiad. Jeżeli nie masz żadnych planów, nawet w tę sobotę. Podobno świetny ze mnie kucharz! – przechwalałem się, trochę nadrabiając miną.
 
Irina nie miała żadnych planów. Okazało się, że jest rozwiedziona, zajmuje się głównie pracą, prowadzi samotne życie.
Sobotni obiad też przeciągnął się do późnych godzin wieczornych. Było tak, jakbym znów miał 16 lat i umówił się na randkę 
z piękną koleżanką z klasy. Gadaliśmy o naszych pasjach (ani słowa o firmie i pracy!). Oboje pasjonujemy się fotografią, to już wiedziałem. Okazało się też, że lubimy podobne filmy i muzykę. Zanim poszła na studia językowe, kilka lat uczyła się
w szkole muzycznej.
 
– Uwielbiam Chopina – powiedziała. – Kiedy słucham jego muzyki, często płaczę. Bardzo mnie wzrusza. Ostatnie dwa lata niewiele wychodzę z domu – zaczęła się zwierzać. – Po rozwodzie długo dochodziłam do siebie. Kiedyś prowadziłam bardziej towarzyskie życie: koncerty, kino, teatr. Teraz właściwie w wolnym czasie ograniczam się do fotografowania. To mnie odpręża. Wyjeżdżam wcześnie rano poza miasto i robię zdjęcia małych wioseczek, cerkwi.
 
– To może wybierzemy się kiedyś razem za miasto porobić zdjęcia? Pokażesz mi te swoje magiczne miejsca! – zaproponowałem.
 
– Jasne. Kiedy? – zapytała. 
 
– Ot, chociażby jutro – powiedziałem i umówiliśmy się.
 
Rano wyjechaliśmy moim autem. Gdy dotarliśmy na miejsce, zagrzmiało i rozpętała się burza.
 
– No to po zdjęciach! – powiedziałem rozczarowany.
 
Cóż było robić? Wróciliśmy do miasta. Na osłodę poszliśmy na obiad do miłej restauracji. Po burzy szybko się rozpogodziło, a że był piękny lipcowy wieczór, zostaliśmy na mieście do późna. Odwiedziliśmy klub jazzowy. Grali obłędnie, zamarudziliśmy tam do północy. Nie wróciłem do mojego mieszkania. Tamtą noc spędziłem u Iriny. Tak to się zaczęło.

 

Początkowo miało być tylko przygodą. Ona w żadnym razie nie zamierzała rozbijać mojej rodziny, lecz była bardzo samotna. Ja się w ogóle nie zastanawiałem. Wydawało mi się, że nikomu to nie zaszkodzi. Ani przez chwilę nie pomyślałem, że mógłbym zostawić żonę. Jednak stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Czasem tak dobrze mi było z Iriną, że zacząłem się zastanawiać nad rozwodem z Anną – strasznie się czułem, okłamując ją. Lecz kiedy wracałem do Polski, za każdym razem uświadamiałem sobie, że moja rodzina w Warszawie jest mi niezbędna. Nie mógłbym się ich wyrzec. I nie zniósłbym, gdyby one wyrzekły się mnie... 
 
Choć z Anną byliśmy już 10 lat razem, nadal bardzo mnie pociągała. Bałem się, że żona wyczyta w mojej twarzy, że coś przed nią ukrywam. Ale ona była po prostu szczęśliwa, że już ma mnie w domu. Postanawiałem wtedy, że z Iriną koniec. 
Lecz gdy wracałem do Kijowa i próbowałem zerwać, okazywało się, że to mnie przerasta. Spotykaliśmy się co wieczór – u niej albo u mnie. Irina nie pracowała już w naszej firmie, wróciła do szkoły. I tak to trwało jakiś czas, aż przed trzema laty nastał 6 grudnia. Były właśnie mikołajki. Obchodziliśmy je w firmie polskim zwyczajem, obdarowując się upominkami. Kiedy spotkaliśmy się na kolacji, zobaczyłem, że Irina jest blada. Głos jej drżał.
 
– Muszę ci coś powiedzieć, Piotr – zaczęła niepewnie.
 
– Słucham cię, kochana moja – uśmiechnąłem się do niej.
 
– Mam dla ciebie niespodziankę – zaczęła niepewnie. – A właściwie to niespodzianka dla nas obojga, chociaż wcale nie wiem, czy ci się spodoba…
 
Poczułem lekki niepokój. O co jej może chodzić? Chce zerwać? Widziałem, że zbiera siły. I nagle wyrzuciła z siebie: 
 
– Jestem w ciąży.
 
Zanim zdołałem cokolwiek z siebie wydusić, dodała:
 
– I mówię to od razu: nawet jeśli mnie zostawisz, i tak urodzę to dziecko.
 
Zapadła cisza. Siedziałem na kanapie jak osłupiały.
 
– Przecież brałaś pigułkę…
 
– Tak, ale miałam dolegliwości żołądkowe. Wymiotowałam. Widocznie któraś dawka pigułki nie wchłonęła się w całości. Tak mi tłumaczył lekarz, u którego byłam. Nie zamierzałam cię oszukać, Piotr, ani złapać na dziecko. Wierz mi, proszę.
 
– Nie zostawię cię – powiedziałem i dotrzymałem słowa.
 
Kiedy rodził się nasz synek, byłem przy porodzie. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jakim cudem są narodziny, i żałowałem, że 8 lat wcześniej nie mogłem być przy Annie, kiedy rodziła się nasza córeczka. Resztki wątpliwości, jakie miałem przed narodzinami Koli (nazwaliśmy go Nikołaj, czyli Mikołaj – od pamiętnych mikołajek), rozwiały się, kiedy położna dała mi go do potrzymania. Wtedy postanowiłem sobie, że nigdy go nie zawiodę. I że… nie zawiodę też mojej córki ani żony. W tamtym momencie mojego życia wydało mi się, że musi być na to jakiś sposób. Nie unieszczęśliwić nikogo z tych czworga najbliższych mi ludzi: Anny, Wiktorii, Iriny i Koli.

Będę bardzo dbać o moje obie rodziny

Zastanawiam się, czy całkowita szczerość zawsze jest najlepszym wyjściem. Gdybym o wszystkim powiedział Annie, bardzo by cierpiała. Irina zgadza się na taki układ. Wie, że ona i Kola będą mnie widywać przez kilka miesięcy w roku. Powiedziała, że nie zamierza kontaktować się z moją rodziną w Polsce. Wiem, że i Anna, i Irina bardzo mnie kochają. Ja też je kocham. Jestem odpowiedzialny za szczęście obojga dzieci, za ich wychowanie. Jednak bardzo boję się konfrontacji, bo wiem, że nic dobrego by z tego nie wynikło. W chwilach kryzysu myślę sobie, że dużo gorzej jest ludziom w rodzinach, w których występuje przemoc czy alkohol, w których brakuje miłości. Moim obu rodzinom miłości nie brakuje.

Piotr, 35 lat

Czytaj także:
„Moja siostra straciła ciążę. Nie doszłoby do tego, gdyby mąż pomógł jej na czas”
„Prawie zdradziłem żonę, ale to jej wina. Po porodzie przestała o siebie dbać, ciągle spała i straciła na mnie ochotę”
„Po 2 latach starań o dziecko mój brat usłyszał wyrok... Był bezpłodny. Żona go zostawiła, bo uznała, że jest bezużyteczny”
 
samotna matka
Adobe Stock, Pixel-Shot
Prawdziwe historie
„Mam dwoje dzieci, każde z innym ojcem. Rodzina się mnie wyparła, nie przyjechali nawet na chrzciny wnuka”
„Czasem myślę, że moja głowa to taka wirnikowa, stara pralka. Myśli się w niej kręcą do zupełnego ogłupienia. Po tamtych dwóch już nie wierzę żadnemu mężczyźnie i pewnie nigdy żadnemu tak do końca nie zaufam… To może ja już jestem skazana na samotność?”.

Rano, aż do pierwszej kawy jestem nieprzytomna. Najlepiej się do mnie nie odzywać, bo i tak nic nie przyswajam… Biorę prysznic, ubieram się, wstawiam mleko i czajnik z wodą na gaz, a potem czekam na gwizdek. Muszę go natychmiast wyłączyć, żeby dzieciaki jeszcze pospały, zanim ja się naprawdę obudzę.   Patrycja ma pięć lat i jest strasznym śpiochem. Wyciągam ją z łóżka nieprzytomną, dopiero w łazience otwiera oczy i natychmiast zaczyna marudzić, że nie chce do przedszkola, że ją boli brzuszek albo gardło, i tak się maże, maże, dopóki nie wyjdziemy z domu. Nieraz jestem cała spocona, zanim ją ubiorę, jakoś uruchomię i doprowadzę do pionu. Na szczęście Boguś to dobry i spokojny chłopaczek. Z nim nie ma żadnego kłopotu. Alimenty, które dostaję, to jakiś żart Wiem, że takie małe dzieci powinny pospać dłużej, ale co ja mam zrobić, kiedy pracę zaczynam od siódmej, a mój zakład znajduje się na krańcach miasta? Zanim tam dojadę, muszę Patrycję odtransportować do przedszkola, a Bogusia do żłobka. Jedno i drugie w dwóch różnych punktach, ale i tak dziękuję losowi, że mi się udało i że przyjęli dzieci, bo inaczej nie wiem, co by było. Zadecydowało to, że jestem samotną matką i że nie prosiłam na wejściu o żadne zniżki w opłatach ani dofinansowania. Płacę, ile każą, no ale żeby płacić, trzeba zarabiać!   Na Patrycję mam alimenty, tylko bardzo małe, bo jej tata zarabia grosze, przynajmniej tak zeznaje w sądzie i takie przedstawia zaświadczenia. Ma zresztą inną rodzinę i tam też są dzieci, więc postanowiłam, że nie będę tym innym dzieciom od ust odejmować, żeby nakarmić swoje. Jak go poznałam, już był żonaty, ale mi wmówił, że to była pomyłka i że go z żoną nic nie łączy. Potem się okazało, że łączy i to bardzo, bo Patrycja i jego legalna córka przyszły na świat prawie w tym samym...

Kobieta, która porzuciła córkę
Adobe Stock, photobyevgeniya
Prawdziwe historie
„Miałam okropne dzieciństwo bez miłości. Nie chciałam zgotować tego samego mojej córce i oddałam ją do okna życia...”
„Nie jestem godna, żeby nazywać mnie matką. Nie potrafiłam pokochać własnego dziecka, chciałam je porzucić… Ale dziś już wiem, że do miłości – także tej matczynej – trzeba po prostu dojrzeć. Zajęło mi to kilkanaście godzin”.

Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Ciąża. Nie miałam domu. Nie miałam pracy. Ani rodziców, ani faceta. Tylko dziecko w brzuchu. I wcale go nie chciałam! W domu nigdy się nie przelewało. Nosiłam łachy od sąsiadek albo z pomocy społecznej. Boże, jak ja zazdrościłam koleżankom, które miały bajeczne ciuchy z najmodniejszych sklepów. Niesprane dżinsy, nowiutkie trampki, nierozciągnięte koszulki.   – Mamo, zobacz, jak wyglądają moje koleżanki. Ja czuję się obok nich jak śmieciara! Kup mi choć jeden dres do szkoły. Nie musi być markowy, byle nowy, świeży… – prosiłam matkę.   Ale ona patrzyła tylko na mnie bezradnie i bełkotała:    – Nie mam za co. Dobrze, że na jedzenie starcza…   Znowu była pijana. Jak co dzień. Siedziała na wytartej kanapie w pokoju i piła gorzałę z kubka, udając, że to herbata.  I paliła te śmierdzące pety. Nie kojarzyła, co się wokół dzieje. Nie obchodziło jej nic, poza kolejną porcją wódy. I kolejnym papierosem. A gdy te się kończyły, z pasków pociętej gazety i resztek tytoniu z niedopałków robiła skręty.    – Twoja córeczka chce mieć nowe ciuchy – mówiła do ojca gdy tylko wchodził do domu. – No, dalej, idź z nią do sklepu i kup jej! Ja nie mam ani grosza.   – A ty co, znowu piłaś?! – denerwował się ojciec.   Wybuchała awantura. O nic i o wszystko. Uciekałam do swojego pokoju albo wychodziłam z domu. Mróz, deszcz, upał – nieważne. Czasem spraszali znajomych i urządzali pijackie libacje. Alkohol lał się strumieniami, dom stawał się szary od papierosowego dymu. Jak ja ich nienawidziłam! I tych obcych, i moich rodziców.  W wieku 18 lat wyprowadziłam się Ale to matki i ojca nienawidziłam najbardziej. Bo nieraz po ich balandze dostawałam od nich lanie. Za to, że źle spojrzałam....

ksiądz straszy dzieci Halloween
Adobe Stock
Aktualności
„Ksiądz nastraszył moją córkę, że za obchodzenie Halloween idzie się do piekła. Wróciła do domu zapłakana” [LIST DO REDAKCJI]
Do tej pory machałam ręką na te wszystkie rewelacje o księżach i katechetach, którzy twierdzą, że Halloween to diabelskie święto, a ci, którzy je obchodzą, będą potępieni. Dopóki moja córka nie wróciła ze szkoły cała roztrzęsiona po tym, co usłyszała od księdza.

Wera jest w drugiej klasie podstawówki. Jesteśmy wierzący, w przyszłym roku będzie szła do pierwszej komunii. Mimo to od lat obchodzimy Halloween – mieszkamy na osiedlu domków jednorodzinnych, dzieciaki co roku przebierają się i wspólnie chodzą po domach sąsiadów, prosząc o słodkości. W końcu to tylko zabawa – nikt nie robi nikomu krzywdy, dzieci mają mnóstwo frajdy, a przygotowując kostium, możemy spędzić razem trochę czasu… Ksiądz straszy dzieci Halloween Wczoraj wieczorem usłyszałam od Weroniki, że w tym roku nie będzie się przebierać i prosić sąsiadów o cukierki. Zdziwiłam się, bo od maleńkości uwielbiała Halloween, podobnie jak jej starszy brat. Gdy zapytałam, czy coś się stało, rozpłakała się. Przytuliłam ją, zapewniłam, że może porozmawiać ze mną o wszystkim… A ona powiedziała, że „nie chce, abyśmy smażyli się w piekle”. Zdębiałam. Po kilku minutach przytulania i zapewnień, że nie będzie „smażyć się w piekle”, powiedziała w końcu, że ksiądz całą lekcję religii poświęcił Halloween. Pokazywał dzieciom jakieś upiorne obrazki ukazujące tortury, mówił, że Halloween to święto diabła i każde dziecko, które tego dnia się przebiera, staje się jego dzieckiem i ma KREW NA RĘKACH. Myślałam, że spadnę z krzesła! Jak ktokolwiek może mówić takie rzeczy 8-latkom? Jak w ogóle można mówić coś takiego?! Straszenie dzieci w ten sposób jest dla mnie absolutnie niedopuszczalne. Na pewno porozmawiam o tym z innymi rodzicami i wychowawczynią mojej córki. Ksiądz powinien uczyć dzieci miłości do bliźniego, szacunku, powinien wiedzieć, że to są tylko dzieci, które chcą się bawić! Jestem wściekła i nie zamierzam tego tak zostawić. A w tym roku Halloween będziemy obchodzić jeszcze huczniej. Nie pozwolę, żeby takie skandaliczne słowa zepsuły mojej córce dzień! Magda Zobacz także:...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj