Moja mama miała depresję poporodową
Adobe Stock
Prawdziwe historie

„Mama miała depresję poporodową, nie wiedziała, że to się leczy. Nie wytrzymała, porzuciła nas, kiedy miałam 3 miesiące”

Dzisiaj pewnie by mnie leczyli na depresję, wtedy myślałam o sobie „potwór nie – matka!”, bo bałam się ciebie, nie chciałam cię dotykać, brzydziłam się pieluch, nawet chciałam, żebyś umarła. Nie mogłam się zmusić do kochania…

Przez lata tęskniłam za nią i wierzyłam, że wróci. Potem próbowałam zapomnieć, że w ogóle istniała. I nagle ona znów pojawiła się w moim życiu. Niestety na krótko....

Miałam trzy miesiące, gdy od nas odeszła. Nikt nie wiedział dokąd... Moja mama wyszła z domu dwadzieścia dwa lata temu. Zostawiła na blacie kuchennym pokrojony makaron, w garnku gotujący się rosół. Mięso na kotlety dopiero się rozmrażało, więc widocznie zapomniała je na noc wyjąć z zamrażalnika.

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Ja miałam dopiero trzy miesiące. Płakałam, bo mi wypadł smoczek

Ojciec usłyszał ten mój płacz już na parterze i o mało nóg nie połamał, tak gnał na trzecie piętro. Mówił, że tego dnia, od rana miał złe przeczucia… Mama niczego ze sobą nie zabrała, nawet dokumentów. Wyglądało to tak, jakby na chwilę zeszła do sąsiadki albo do kiosku.

Tym tropem szło śledztwo, przynajmniej na początku; podejrzewano, że może ktoś zadzwonił, ona otworzyła drzwi i została porwana albo wepchnięta z powrotem, zgwałcona, zamordowana, a później wywleczona, żeby się pozbyć ciała. Ale to się nie trzymało kupy, bo w domu był porządek, żadnych śladów jakiegoś szamotania czy walki. Więc kombinowano inaczej: wybiegła po coś do sklepu i wpadła pod samochód… Kierowca spanikował i gdzieś ją wywiózł, kiedy się zorientował, że nie żyje. Potem się pozbył zwłok i koniec!

Były także inne teorie i spekulacje. Plotkowano, że miała kochanka i z nim uciekła, że zwyczajnie robiła tatę w konia, zdradzała go, aż wreszcie go olała na dobre. Ale to miało słabe uzasadnienie w faktach; nie zwiałaby przecież bez dowodu i innych papierów! Jednak najdziwniejsze było coś innego…

Przy tym pokrojonym w łazanki makaronie leżała mamy obrączka

Szeroka, złota z wygrawerowaną datą ślubu i inicjałami rodziców. Czy ją zdjęła, bo po prostu przeszkadzała jej w zagniataniu i wałkowaniu ciasta, czy zrobiła to specjalnie, żeby dać tacie jakiś znak? Nie było wiadomo…

Tata jej szukał jak wariat. Długie lata wierzył, że wróci. Każde moje imieniny, urodziny, każde święta, a już szczególnie Wigilia były czasem nadziei.

– Mamunia na pewno o nas nie zapomniała – mówił. – Może jest chora? Może gdzieś za nami tęskni, ale nie wie, jak tutaj wrócić?
– Tato, a może ktoś ją zaczarował? – pytałam, bo w bajkach tak się przecież zdarzało. – Może ktoś ją więzi w jakimś zamku, a ona nie potrafi się wydostać?
– Pewnie, że tak może być! – odpowiadał. – Ale wróci. Zobaczysz. Zbliżają się święta i teraz już na pewno będzie z nami. Otworzysz rano oczy, patrzysz... A tu mama! To dopiero będzie radość!

Ojciec nawet się nie domyśla, jaką mi zrobił krzywdę takim gadaniem

Wychowywał mnie razem z babcią, czyli swoją matką w takiej drżączce. Całe moje dzieciństwo i całe dorastanie było czekaniem na mamę i kolejnymi rozczarowaniami, że znowu się nie pojawiła. Dziwię się, że wyszłam z tego normalna, że jakoś się obroniłam przed tym widmem, które czaiło się w każdym kącie. To trwało wiele lat.

Dopiero w okresie dojrzewania moja miłość i tęsknota za mamą przerodziła się w żal i złość na nią. Byłam wściekła, że mnie tak okrutnie zostawiła. Postanowiłam więc o niej zapomnieć. Przestałam z kimkolwiek o niej rozmawiać. Tak długo się awanturowałam i płakałam, aż przerażony tata pozwolił pochować wszystkie jej fotografie.

Wielki portret powiększony z legitymacyjnego zdjęcia zniknął ze ściany. Inne pamiątki, książki, duperele leżały w pudłach na pawlaczu. Nareszcie moja mama naprawdę od nas odeszła! Na jawie – odeszła. Za to dręczyła mnie w snach.

Prawie każdej nocy przychodziła do mnie i zostawała, dopóki nie otworzyłam oczu

Nie było na nią sposobu. Raz była młoda i śliczna. Raz stara i gruba. Ale zawsze wiedziałam, że to ona, nawet wtedy, gdy mi się śniło, że ją widzę w tłumie na ulicy, że ją mijam w gromadzie innych ludzi, albo stoję na przystanku i czekam na autobus, a ona odjeżdża tym, do którego ja nie wsiadłam. Widziałam jej twarz za szybą, uśmiechała się albo była smutna, a ja goniłam ten autobus, wiedząc, że i tak nie dam rady!

Wolałabym, żeby umarła i żebym o tym wiedziała. Ale ona mnie porzuciła i tego nie umiałam jej wybaczyć! Miałam z tego powodu straszne kompleksy; uważałam się za głupią, nudną i brzydką. Zewsząd słyszałam, że matki kochają swoje dzieci nawet wtedy, gdy są niegrzeczne, chore albo upośledzone.

Skoro więc moja mama ode mnie uciekła, to jakim musiałam być potworem, jakie budzić w niej obrzydzenie, czy wręcz nienawiść? Przez to, że tak źle o sobie myślałam, nie umiałam znaleźć ani przyjaciół, ani chłopaka. Narzucałam się, płaszczyłam przed nimi, we wszystkim im ulegałam, potakiwałam, a kiedy zaczynali mnie lekceważyć stawałam okoniem i żądałam szacunku!

W końcu uznali więc, że mam nierówno pod sufitem i omijali mnie szerokim łukiem!

Życie jest jednak pełne niespodzianek

Raz ktoś się niespodziewanie gubi, a potem nagle odnajduje! Zauważyłam, że mój tata od kilku dni chodzi jak struty, mało się odzywa, wygląda, jakby miał jakieś zmartwienie.

– Co ci jest? – zapytałam. – Widzę przecież, że coś ci leży na wątrobie? Zrobiłam coś nie tak?
– Nie, nie chodzi o ciebie, córeczko.
– To, o kogo?

Wtedy dał mi ten list... Pisała do nas dyrektorka Domu Opieki w odległym województwie. Wyjaśniała, że nasz adres i dane dostała od jednej z pensjonariuszek, która twierdzi, że jest naszą bliską krewną. Ściślej mówiąc: żoną i matką. Była znana pod zupełnie innym nazwiskiem, ale odkąd ciężko zachorowała i kiedy jej stan się bardzo pogorszył, upiera się, że jest kimś zupełnie innym.

Prosi o nawiązanie kontaktu z rodziną i o przyjazd swojej córki, to znaczy – mnie! O niczym innym nie rozmawia, więc ta dyrektorka zawiadamia nas o zaistniałej sytuacji i czeka na informację, co postanowiliśmy?

Dodaje jeszcze, że ta ciężko chora kobieta chce wyjawić jakąś tajemnicę, ale może to zrobić tylko wówczas, kiedy porozmawia z odpowiednią osobą. Nie wie, czy nadal mieszkamy tam, gdzie dawniej, ale jej podopieczna tak błaga o pomoc, że postanowiła zaryzykować. Na razie, nikogo poza nami nie zawiadamia o tej sprawie.

– Co o tym sadzisz? – mój ojciec był wyraźnie skołowany. – Można jej wierzyć, czy to jakaś ściema?
Nie dowiem się, dopóki z nią nie pogadam.
– Chcesz tam jechać? Naprawdę?
– Jak tylko załatwię sobie parę dni urlopu. Dasz mi samochód?
– Może ja też pojadę?
– Nie ma mowy! Jeśli to ona, chcę z nią być sama!

Przez dwa dni do wyjazdu nie mogłam nic przełknąć. Byłam jak na haju, instynkt podpowiadał mi, że naprawdę spotkam się z moją nigdy niewidzianą matką. Wszystko we mnie krzyczało… Nie ze szczęścia, tylko ze strachu, kogo zobaczę i jak na nią zareaguję?

Nie spodziewałam się, że jest taka mała i drobna

Na wąskim tapczaniku wyglądała jak dziecko. Dopiero kiedy podeszłam bliżej, zobaczyłam, że ma twarz w zmarszczkach i zupełnie białe włosy. Nie skończyła jeszcze czterdziestu pięciu lat, a wyglądała jak staruszka! Od razu wiedziałam, że to ona! Miałyśmy taki sam nos i usta.

Oczy również jasnoniebieskie, tylko u niej zmęczone i przygasłe. Spojrzałam na jej dłonie i od razu zauważyłam, że środkowy palec prawej ręki mamy identycznie skrzywiony, a mały palec tak krótki, że ledwie sięgał do połowy palca serdecznego. Nie potrzebowałam innych dowodów. To na pewno była ona.

Po raz pierwszy w życiu widziałam swoją matkę i nie miałam pojęcia, jak się zachować – co powiedzieć, podać jej rękę na powitanie, czy ją pocałować...? Stałam jak słup soli i patrzyłam. Za to ona wiedziała, co robić. Jakby sobie wszystko już dawno zaplanowała, ułożyła; każde słowo, jakby przemyślała sto razy, zanim je wypowiedziała. Żadnych powitań, łez, wyjaśnień nie było. Od razu wypaliła z grubej rury!

– Masz brata. Młodszego. Nie wiem, gdzie jest i czy w ogóle żyje, ale dam ci namiary na szpital, w którym go urodziłam i zostawiłam. Jest już pełnoletni, więc będzie ci łatwiej szukać.
– Skąd wiesz, że będę szukała?
– Będziesz. I twój ojciec też będzie szukał, jak się dowie.
– A co on ma z tym wspólnego?
– Jak to, co? To jego syn!
– Nic nie rozumiem…
Kiedy się zorientowałam, że znowu jestem w ciąży, chociaż jeszcze się nie wygoiłam po twoim urodzeniu, wyszłam z domu tak, jak stałam. Dzisiaj pewnie by mnie leczyli na depresję po porodzie, wtedy myślałam o sobie „potwór nie – matka!”, bo bałam się ciebie, nie lubiłam, jak wrzeszczysz, nie chciałam cię dotykać, brzydziłam się twoich pieluch, nawet chciałam, żebyś umarła. Nie mogłam się zmusić do kochania… Tylko jak ojciec był w domu, udawałam, że wszystko jest w porządku, ale kiedy szedł do roboty, a ja zostawałam z tobą sama, aż się trzęsłam ze strachu, że trzeba cię będzie karmić i brać na ręce. Nawet różne straszne myśli mi do głowy przychodziły, kiedy płakałaś… Chciałam cię utulić, ale nie mogłam. Watę sobie do uszu wpychałam, żeby nie słyszeć, ale i tak ten twój krzyk mnie przewiercał na wylot.

– Mogłaś iść do doktora!
– Dużo później się dowiedziałam, że innym kobietom też takie coś się zdarza. Wtedy myślałam, że tylko ja jestem podła i nienormalna.
– Planowałaś, że mnie zostawisz?
– Nie. Czekałam, aż mi przejdzie. Miałam nadzieję, że tak się stanie. Ale wtedy zaszłam w ciążę drugi raz…
– Nie chciałaś już mieć dzieci?
– Drugie dziecko było dla mnie katastrofą! Mogłam albo wyskoczyć z okna albo uciec od tego wszystkiego. Więc uciekłam...
– Dokąd?
– Przed siebie. Wcale nie tak trudno się zgubić. Wszystko można załatwić; i papiery nowe, i ubranie, i kąt do spania. Najłatwiej udawać przy tym trochę stukniętą, wtedy wszystko uchodzi. Ja udawałam do niedawna i miałam święty spokój! Zresztą, może naprawdę mam coś nie tak z głową?
– Z czego żyłaś?
– Różnie. Ale nigdy nie z kurewstwa! Chłopów nie lubię, brzydzę się nimi.
-– Jednak musiałaś pracować?
– Ciężko pracowałam, ale zawsze tam, gdzie można było schować się przed ludźmi; u zakonnic w ogrodzie, jako salowa w psychiatryku, u różnych gospodarzy w sezonie owocowym... Na forsie mi zbytnio nie zależało; byle było gdzie głowę w nocy przytulić. Ale najlepiej mi tutaj, tylko choróbsko mnie zjada i dlatego cię tu ściągnęłam.
– A ten syn, niby mój brat...
– Wcale nie „niby”. Prawdziwy brat. Z jednego ojca i z jednej matki. Najprawdziwszy!
– To co z nim zrobiłaś?
– Zrzekłam się go. Podpisałam jakieś papiery, które podsunęli mi w szpitalu i byłam wolna. Całe lata o nim nie myślałam. Dopiero niedawno przyszło mi do głowy, że tobie jest lepiej niż jemu, bo masz dobrego ojca, który cię kocha, a on… Bóg jeden wie, gdzie trafił. Może do sierocińca, tak jak ja kiedyś? I morduje się tak, jak ja! Sumienie mnie zaczęło dręczyć.
– Trzeba go było samej szukać! Albo wrócić do nas i przyznać się tacie do wszystkiego.
Żeby mnie zabił?! On, taki spragniony dużej rodziny i kupy dzieciaków miał się ode mnie dowiedzieć, że jedno dziecko porzuciłam, a drugie oddałam, jak szczeniaka jakiegoś? Bałam się. Albo jeszcze gorzej… Żeby mi wybaczył, a potem znowu chciał ze mną spać?
– Teraz się nie boisz?
– Teraz nie. Może się wściekać, ile chce, mnie to już nie dotyczy.

Wystarczyło na nią spojrzeć, żeby zrozumieć, że ma rację

Ledwo oddychała. Była jak dopalająca się świeczka; jeszcze się tliła, ale wiadomo było, że odchodzi. Nic nie czułam. Żadnego żalu. Zostałam przy niej do końca. Mój ojciec nie przyjechał na jej pogrzeb. Źle się poczuł, kiedy mu powiedziałam przez telefon, że czeka go poszukiwanie syna, o którym nie miał pojęcia.

Kiedy wróciłam do domu ledwo do siebie dochodził po tym wstrząsie. Tata nigdy nie związał się z żadną kobietą. Miewał romanse i różne przygody, ale chyba nie na tyle poważne, żeby ułożyć sobie życie od nowa. Dopiero teraz zrozumiałam, jak kochał moją matkę i jakim szokiem dla niego była prawda o niej.

O nic mnie więcej nie pytał; ani jak wyglądała, ani co mówiła, ani pod jakim nazwiskiem ją pochowałam i co w ogóle załatwiłam. Ja też się nie wychylałam, bo prawdę mówiąc, co miałam gadać? Że cały czas czekałam na jakieś serdeczniejsze słowo od niej i się nie doczekałam… Że pragnęłam, aby mi powiedziała, jak tęskniła za mną i jak mnie jednak kocha?

Że chciałam się do niej przytulić, ale nie mogłam, tak, jak ona nie mogła mnie tulić, kiedy byłam niemowlakiem. Nie miałam do niej żalu, chociaż żałowałam, że ją widzę, bo wolałabym, żeby mi się tylko śniła… Ale to wszystko zostawiłam dla siebie.

Muszę oszczędzać mojego tatę, bo czekają go teraz ciężkie chwile. Musi odnaleźć własnego syna, co może być bardzo trudne, a może nawet niemożliwe. Będę mu pomagała z całych sił. Może nam się uda jakoś skleić naszą rodzinę?

Ania, lat 23

Czytaj także:

Po narodzinach dziecka mieliśmy dosyć siebie i malucha
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Latami bezskutecznie staraliśmy się o ciążę. Kiedy już się udało... nie mogliśmy wytrzymać ze sobą i z dzieckiem”
Córeczka darła się całymi dniami. Nie mogliśmy tego wytrzymać. Były momenty, kiedy żałowałem tej naszej obsesji na punkcie ciąży. Wszystko mogło zostać po staremu... Teraz jestem wrakiem człowieka, zawalam pracę, a moje małżeństwo wisi na włosku.

– Przestań beczeć, błagam! – niemal wrzasnąłem na moją dwumiesięczną córeczkę i szarpnąłem mocniej wózkiem. Dało to tylko ten efekt, że Klaudia zamilkła na sekundę, spojrzała na mnie przerażonymi oczkami i zaczęła płakać jeszcze głośniej. A ja nienawidziłem siebie za to, że przestraszyłem własne dziecko Przecież ona nie jest winna temu, że dostała znowu kolki. U takiego szkraba to normalne. Tylko co z tego? Po kolejnych nieprzespanych nocach coraz mniej mnie to obchodziło. Miałem wszystkiego dość. Złapałem się nawet na myśli, jakby to było cudownie, gdyby Klaudia zasnęła i się nie obudziła. Może wtedy, po okresie krótkiej żałoby, wszystko byłoby tak jak dawniej. Wiem, to brzmi jak myśl psychopaty, ale naprawdę na nic nie miałem siły. Cały świat wywrócił mi się do góry nogami, w pracy zawalałem termin za terminem, a moje małżeństwo wyglądało coraz bardziej jak fikcja… Przez kilka pierwszych lat po ślubie nie myśleliśmy o dziecku. Pochłaniała nas praca i konieczność dorobienia się czegoś własnego. Myśl o potomstwie odkładaliśmy „na potem, jak już będziemy mieli dom i samochód”. Kiedy minęła nam „trzydziestka” pomyśleliśmy: „może byłoby już warto?” . Ale nasze starania ograniczały się do tego, co ginekolodzy nazywają finezyjnie „jazdą bez trzymanki”. Aż wreszcie przyszedł rok, w którym oboje skończyliśmy trzydzieści pięć lat Kilka dni po urodzinach żony, znalazłem ją zapłakaną w kącie naszego domu. – Co się stało, Kasiu? – Wiesz, ja chyba już nigdy nie będę mieć dziecka… – Daj spokój, nie przejmuj się, to przecież nic strasznego… – Łatwo ci mówić! – wybuchła. – Ty nawet za trzydzieści lat będziesz mógł znaleźć młodą siksę, która ci urodzi dziecko! – Ale ja nie chcę nikogo...

Dziecko, które płacze
Adobe Stock, pololia
Prawdziwe historie
„Przez sąsiadkę moja córeczka wylądowała w szpitalu. Ta durna baba się opiła i nie potrafiła upilnować rocznego dziecka"
„Dopiero w szpitalu wyszło na jaw, że Zofia jest alkoholiczką. Przez nią Natalka mogła się zabić! Jest jednak spore ryzyko, że uraz mózgu spowodowany upadkiem będzie miał wpływ na rozwój mojej córeczki. Mam nadzieje, że Zośka słono za to zapłaci"

Byłam chyba najszczęśliwszą kobietą na świecie, gdy z hałaśliwego blokowiska przeprowadzaliśmy się do własnego domu w podpoznańskiej wsi. Nareszcie mieliśmy dużą kuchnię z oknem, jadalnię, słoneczny salon, no i śliczną sypialnię z osobną łazienką. Obok sypialni urządziliśmy pokoje dzieci; czteroletniego Kacperka i niespełna rocznej Natalki.    Co więcej, po latach anonimowości na wielkim osiedlu, zamieszkaliśmy w miejscu, gdzie sąsiedzi lubią się i wspierają nawzajem. Zenek i Zosia, młode małżeństwo dzielące z nami płot, przez wiele miesięcy doglądali naszej budowy, podczas gdy my pracowaliśmy w mieście. Wystarczyło, że majster popił z ekipą budowlaną, a Zenek już dzwonił do Jarka z informacją. Zosia podlewała nasze tuje i świerki, bo założyliśmy ogród zaraz po kupieniu działki. Podczas przeprowadzki też mogliśmy na nich liczyć…   – To ja już się dziś pożegnam – powiedział Zenek, gdy wnieśli z Jarkiem wszystkie meble i kartony. – A zaraz przyślę tu żonkę, to pomoże ci się rozpakować, Joasiu.    – Dzięki wielkie, sąsiedzie – powiedział Jarek i podał mu rękę.    – W sobotę zapraszamy was na parapetówkę, musimy przecież uczcić naszą przeprowadzkę.    – Dzięki, przyjdziemy z przyjemnością – obiecał.    Kilka minut później przyszła Zosia. Akurat byłam pochłonięta wypakowywaniem naczyń kuchennych, poprosiłam więc sąsiadkę, żeby spróbowała uśpić Natalkę. Krzątając się, myślałam o tym, jakie mam szczęście. Własny dom, kochający mąż, zdrowe dzieci… Z rozmyślań wyrwał mnie głos Zosi.    – Joasiu, a z kim zostawisz dzieci, jak będziesz chciała wrócić do pracy? – spytała.    – Kacperka będziemy wozić do przedszkola, ale dla...

Dziewczynka, która przystępuje do komunii
Adobe Stock, wideonet
Prawdziwe historie
„Ksiądz kazał dzieciom oddawać pieniądze z komunii na kościół. Córka dała za mało, a on na katechezie zwyzywał ją od skąpców"
„Wychowano mnie w poczuciu, że osobom duchownym należy się bezwzględny szacunek. Teraz wiem, że nie zawsze. Ksiądz kazał dzieciom podarować pieniądze z komunii na kościół. Dał im specjalne koperty opisane imieniem i nazwiskiem, żeby wiedzieć kto dał najmniej. Pech chciał, że była to moja córka..."

Moja ośmioletnia córka bardzo poważnie traktowała przystąpienie do sakramentu Pierwszej Komunii Świętej. Nie opuściła żadnego spotkania w kościele, pilnie uczyła się katechizmu. Z niecierpliwością wyczekiwała majowej niedzieli.    Tymczasem ja czułam się coraz gorzej… Jestem samotną matką. Mój mąż zginął tragicznie cztery lata temu. Był zatrudniony na czarno, więc nasze dziecko nie otrzymuje po nim nawet renty rodzinnej. Pracuję w sklepie, zarabiam niewiele, muszę liczyć każdy grosz. Wiedziałam, że nawet przy pomocy rodziny nie stać mnie będzie na drogie prezenty ani urządzenie wystawnego przyjęcia w restauracji. Ledwie udało mi się wysupłać pieniądze na używaną, białą sukienkę. Kiedy z bólem serca powiedziałam o tym córce, mocno się do mnie przytuliła.   – Nie martw się, mamusiu. Nie muszę dostawać drogich prezentów. Najważniejsze, że przyjmę Pana Jezusa – odparła poważnie.   Pomyślałam wtedy z wielką wdzięcznością o księdzu z naszej parafii, który uczy, że w tym uroczystym dniu nie prezenty i pieniądze są ważne, lecz sam sakrament. Dwa tygodnie przed uroczystością Kasia przyniosła ze szkoły wiadomość, że rodzice wszystkich dzieci przystępujących do komunii mają przyjść do kościoła na zebranie.    Byłam pewna, że chodzi o sprawy organizacyjne, więc nawet zamieniłam się z koleżanką na zmiany, by zdążyć. Ale chodziło o coś innego. Młody ksiądz, który przed nami wystąpił, miał bardzo poważną minę.   – Proszę państwa, na kilka dni przed uroczystością dzieci dostaną od nas na lekcji religii koperty ze swoim imieniem i nazwiskiem. Po komunii poprosimy o ich zwrot – powiedział. Spojrzałam na innych rodziców. Niektórzy uśmiechali się znacząco, inni rozglądali się zaskoczeni. Członkowie wspólnoty mają wiele obowiązków…  – Ale po...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj