Bliźniaki rozdzielone w szpitalu
Adobe Stock, Rock and Wasp
Prawdziwe historie

„Matka porzuciła mnie w szpitalu i rozdzieliła z siostrą bliźniaczką. Odnalazłam ją, chciała wyciągnąć ode mnie alimenty”

„Od początku była niezadowolona, że nas urodziła. Narzekała, że podwójne nieszczęście, że nie ma czasu i pieniędzy na dwójkę bachorów. Ja byłam słabsza od mojej siostry bliźniaczki. Dlatego postanowiła mnie zostawić w szpitalu”.
O tym, że jestem adoptowana, wiedziałam od zawsze. Rodzice nigdy nie ukrywali przede mną tego faktu. W sumie nawet nie wiem, jak i kiedy mi o tym powiedzieli. Chyba jakoś tak naturalnie od zawsze swobodnie o tym rozmawiali, bo nie pamiętam konkretnego momentu.
 
Choć nie są moimi biologicznymi rodzicami, kochałam ich całym sercem i nie czułam potrzeby, by dociekać prawdy o moich genach. Wiedziałam, że zostałam porzucona w szpitalu i trafiłam do mojego obecnego domu, kiedy miałam zaledwie jedenaście tygodni. Ta wiedza mi wystarczyła. Czasem tylko pytałam mamę i tatę, dlaczego nie mam rodzeństwa.
 
– Kochanie, dobrze wiesz, że nie mogliśmy z tatą mieć dzieci. Długo się staraliśmy, ale kiedy lekarze ostatecznie odebrali nam nadzieję, pomyśleliśmy o adopcji. Te wszystkie procedury, papierologia i cała ta przepychanka były okropne! Niby tyle dzieci czeka w domach dziecka na rodziców, a jak przychodzi co do czego, to robią mnóstwo trudności. Ja wiem, że tak musi być, dla bezpieczeństwa, ale zniechęciło nas to strasznie. I kiedy wreszcie dostaliśmy ciebie, nie chcieliśmy się już użerać z urzędami, tylko w pełni cieszyć tobą… – wyjaśniła mi mama.
 
Kiedy byłam mała, brak rodzeństwa aż tak bardzo mi nie doskwierał. W przedszkolu i podstawówce czasem robiło mi się przykro – że koleżanki zawsze mają z kim się pobawić, a ja nie. W gimnazjum i liceum odczuwałam brak starszego rodzeństwa – starszy brat oznaczał możliwość poznania jego kolegów i przeżycia pierwszej miłości; starszej siostrze z kolei można było podbierać kosmetyki czy ciuchy. A ja byłam zawsze sama.
 
Na szczęście miałam bratnią duszę. Basia była moją przyjaciółką już od podstawówki. To właśnie ona kiedyś powiedziała:

 

– A skąd ty właściwie wiesz, że nie masz starszego brata? Albo siostry? Młodszej? Może ta twoja biologiczna mama nie tylko Ciebie porzuciła?

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

To dało mi do myślenia

Moi rodzice byli cudowni i dla mnie prawdziwi, dlatego nie chciałam szukać innych. Jednak brat czy siostra… To już zupełnie inna kwestia. Przecież oni nie byliby niczemu winni. Może też nie mieli pojęcia o moim istnieniu? O ile jakieś rodzeństwo w ogóle było…
 
Przez pewien czas biłam się z myślami. Zastanawiałam się, czy jest sens rozdrapywać rany? Czy powinnam szukać prawdy o sobie? Prawdy, która mogłaby okazać się trudna i bolesna? Krótko po moich osiemnastych urodzinach postanowiłam porozmawiać z rodzicami.
 
– Córeczko, jeśli naprawdę chcesz dowiedzieć się prawdy, to my ci w tym pomożemy – powiedział ojciec i mocno mnie przytulił.
 
Byłam im taka wdzięczna! Mama powiedziała mi, że w sumie wiedzą niewiele więcej ponad to, co ja już wiem. Zostałam porzucona w szpitalu, trafiłam do ośrodka opiekuńczego, skąd od razu po nich zadzwonili i po zakończeniu procesu adopcyjnego zabrali mnie do domu. Najpierw szperaliśmy trochę w internecie, w weekend wybraliśmy się do szpitala, w którym mnie zostawiono, i do ośrodka, do którego później trafiłam. Wszędzie oczywiście odbijaliśmy się od ściany – tajemnica, procedury, przepisy… Niewiele informacji udało nam się uzyskać. 
 
Postanowiłam jednak się nie poddawać i po kilku dniach jeszcze raz wrócić do szpitala. Skoro tam się urodziłam, ktoś musiał przyjąć moją matkę, poród, musiały być jakieś akta, karty, cokolwiek! Musiałam znaleźć kogoś, kto zechce mi pomóc.

Siedziałam na korytarzu, kiedy zobaczyłam salową. Wyglądała na staruszkę, ale nadal była pełna energii i uśmiechnięta. Nie wiem dlaczego, ale po prostu poczułam, że ona mi pomoże, że to ją muszę zapytać.
 
– Przepraszam, ja… Nazywam się Aneta Brendel i mam takie głupie pytanie… Nawet nie wiem, jak zacząć…. – zaczęłam, a potem opowiedziałam jej wszystko, co wiem.
 
Kobieta usiadła, patrzyła na mnie przez chwilę w milczeniu, a w końcu powiedziała:
 
– Pamiętam cię, moje dziecko. Pamiętam tę sprawę. To był jedyny przypadek, żeby ktoś zostawił dziecko w naszym szpitalu, było o tym bardzo głośno…
 
Umówiłyśmy się, że poczekam w parku przed szpitalem, aż skończy pracę. Trzy godziny wlekły mi się w nieskończoność, jakby minęły co najmniej trzy dni! Kiedy wreszcie doczekałam się przyjścia sympatycznej starszej pani, czułam się jak dziecko przed Bożym Narodzeniem. Jakbym za chwilę miała dostać wymarzony prezent! Kobieta jeszcze kilka razy upewniła się, czy na pewno chcę poznać prawdę, a potem wyrzuciła z siebie jednym tchem:
 
– Intuicja cię nie zwiodła. Masz rodzeństwo, z tego, co pamiętam, to na pewno dwie siostry. Starszą i młodszą. Młodszą o kilka minut…
 
Poczułam, jak robi mi się gorąco. „Siostry, dwie siostry!” – w głowie mi się kotłowało. „Mam starszą siostrę! I młodszą!” W tym momencie zrozumiałam sens słów kobiety.
 
– Czyli że… Mam siostrę bliźniaczkę…? – spytałam.
 
Potwierdziła. A potem opowiedziała mi wszystko, co pamiętała i wiedziała. Moja matka podobno pochodziła z nieciekawego środowiska. Nie wiedziała, a przynajmniej twierdziła, że nie wie, kto jest naszym ojcem. W ogóle nikt do niej nie przychodził i nie odwiedzał jej w szpitalu, poza kilkuletnią dziewczynką, która zjawiła się, by zobaczyć siostrzyczki.
 
– Kasia? Basia? Nie pamięta dokładnie, ale jakoś tak miała na imię. Wyglądała na jakieś 10 lat. Była śliczna, ale strasznie zaniedbana i smutna – opowiadała kobieta.

Udawała, że mnie nigdy nie było…

Nasza matka od początku była niezadowolona, że nas urodziła. Narzekała, że podwójne nieszczęście, że nie ma czasu ani pieniędzy na dwójkę bachorów. Ja byłam nieco słabsza od mojej siostry bliźniaczki. Dlatego postanowiła mnie zostawić w szpitalu. Tak po prostu, jakbym była zepsutą zabawką…
 
Nie mogłam powstrzymać łez. Poczułam się strasznie. Jak matka może w ogóle zrobić coś takiego? Jak można zostawić swoje dziecko, bez najmniejszych wyrzutów?
 
– Ta starsza dziewczynka wróciła po kilku dniach. Pytała, czy to prawda, że miała tylko jedną siostrzyczkę, bo przecież wcześniej widziała dwie. Co mieliśmy robić? Żal nam jej było, ale była tylko dzieckiem. Nie powiedzieliśmy jej prawdy.
Moja matka udawała, że mnie nie było. Wymazała mnie całkowicie ze swojego życia. Jak nic nieznaczący epizod… Długo rozmawiałam ze starszą panią, odpowiadała na moje pytania, przytulała, pocieszała. Obiecała też, że spróbuje dowiedzieć się czegoś więcej.
 
W domu rodzice również mnie pocieszali. Zszokowało mnie jednak, że mimo wszystko próbowali bronić mojej biologicznej matki.
 
– Dziecko, nie możesz jej oceniać. Może nie miała wyjścia? Nie znamy jej, ani jej sytuacji. Pamiętaj, że jeśli chcesz kogoś osądzić, najpierw załóż jego buty i przejdź chociaż kilka kilometrów – powiedziała moja mama.
 
Przyznałam jej rację.
 
Powoli docierało do mnie to, czego się dowiedziałam. Miałam rodzeństwo, miałam bliźniaczkę! Kogoś mi tak bliskiego! „Ciekawe, czy też woli góry od morza?” – zastanawiałam się. „I czy lubi rocka? Czy ma, tak jak ja, długie blond włosy? Niebieskie oczy? Ucieszyłaby się z naszego spotkania? Czy nie chce mnie znać?”. Tysiące pytań, wątpliwości…
Ustalenie adresu i nazwiska mojej biologicznej mamy trwało niecały tydzień. Kolejne dwa zabrało mi dojrzewanie do konfrontacji.
 
Do dziś pamiętam tę sobotę, kiedy z samego rana wsiadłam z rodzicami do samochodu i pojechaliśmy na północ. Od poznania moich krewnych dzieliło mnie tylko 180 kilometrów. Ta odległość była niczym, w porównaniu do ponad osiemnastu lat, które nas dzieliły…
 
Denerwowałam się tak bardzo, że kilka razy musieliśmy się zatrzymywać, ponieważ robiło mi się słabo.
 
– Córeczko, w każdej chwili możemy zawrócić. Sama zdecyduj, czy tego chcesz – pytali rodzice.
 
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, moim oczom ukazał się dość duży, ale zaniedbany dom z ogromnym ogrodem. Wysiadłam z samochodu i strach obleciał mnie jeszcze bardziej. Co miałam zrobić? Podejść, zapukać i powiedzieć: „Cześć, jestem Aneta i jestem twoją córką”?. Nie miałam nawet pewności, czy ta kobieta nadal tu mieszka, czy mnie rozpozna, czy będzie chciała ze mną rozmawiać…
 
Stałam tak i rozmyślałam, kiedy drzwi domu otworzyły się i stanęła w nich jakaś kobieta. Na oko mogła mieć koło 50 lat.

 

– O co chodzi? Czego tak tu węszą i węszą od kilku minut? Guza szukają? Bo spuszczę Azora! – powiedziała wściekłym tonem.
 
Poczułam dławiącą suchość w gardle. „Czy to właśnie jest moja mama? Czy tak wygląda nasze pierwsze spotkanie?”. Nie wiedziałam, jak się zachować. Na szczęście w porę zareagował mój tata.
 
– Dzień dobry, nazywam się Marek Brendel. Szukamy pani Marii Jakubowskiej, podobno mieszka pod tym adresem. Dobrze trafiliśmy?
– Może dobrze, a może nie. Czego chcą? Mówią albo do widzenia. – odburknęła kobieta.
 
W tym samym momencie drzwi za nią się otworzyły i zobaczyłam… siebie. Dziewczyna miała wprawdzie krótsze włosy, ich odcień też był nieco ciemniejszy. Ale poza tym wyglądałyśmy niemal identycznie.
 
Odruchowo zasłoniłam usta dłonią, dziewczyna zareagowała podobnie. Kobieta wtedy chyba zrozumiała, co się dzieje, bo zrobiła się blada.
 
– Niech już jadą. My tu kłopotów nie chcemy. A obcy to zawsze kłopoty. Wynocha! – zaczęła nagle krzyczeć zdenerwowana. 

 

Próbowała też zamknąć drzwi, ale dziewczyna sprytnie ją ominęła i podeszła do furtki. Stałyśmy jak zaczarowane, patrząc sobie w oczy. Kobieta chyba zrozumiała, że nie ma odwrotu, że nie jest w stanie ukryć prawdy. Zresztą, kiedy zobaczyłam moją siostrę, wiedziałam, że nie zostawię tak tej sprawy, że muszę dowiedzieć się, czy miała świadomość mojego istnienia.
 
Nasza rozmowa była długa i trudna. Weronika wiedziała, że miała bliźniaczkę. Powiedziała jej o tym Kasia, nasza starsza o osiem lat siostra. Obie były jednak przekonane, że nie żyję. Poza nimi nie miałam już rodzeństwa. Obie nadal mieszkały z mamą. Klepały biedę, czuły się jednak odpowiedzialne za mamę, a ta sprytnie to wykorzystywała. Przez lata owijała je sobie wokół palca i manipulowała nimi, pozbawiając własnego zdania. Okazało się jednak, że to dopiero wierzchołek góry lodowej. Kolejne dni szykowały dla mnie wiele przykrych niespodzianek.

Jak dobrze, że ta kobieta mnie porzuciła!

Moja „mama” najpierw oskarżyła mnie, że zjawiłam się tylko po majątek i że nie ma zamiaru oddawać jakiemuś „obcemu bachorowi” swojej ojcowskiej ziemi. Kiedy uspokoiłam ją, że niczego od niej nie chcę i niczego mi nie brakuje, zmieniła taktykę. Zaczęła zastanawiać się, czy jej, jako matce, nie należą się przypadkiem ode mnie jakieś alimenty.

Zaszantażowała mnie nawet, że jeśli nie zgodzę się płacić jej co miesiąc określonej kwoty, albo jednorazowo nie dam większej sumy, to poda mnie do sądu. Dziękowałam Bogu, że ta kobieta zostawiła mnie w szpitalu i że trafiłam do cudownych ludzi. Jednocześnie czułam żal i jakby wyrzuty sumienia, że moje siostry nie miały tyle szczęścia…
 
Od tych wydarzeń minął niecały rok. Cały czas próbujemy lepiej się poznać z  Kasią i Weroniką. Nie da się nadrobić straconych lat, ale teraz staramy się korzystać z każdej chwili. To niesamowite, jak wiele nas łączy. Wraz z moimi rodzicami chcemy też pomóc moim siostrom wyplątać się z tej toksycznej relacji, jaka łączy je z matką. Nie jest to jednak takie proste.

Z kobietą, która mnie urodziła, nie utrzymuję żadnych kontaktów. Nie czuję takiej potrzeby, zresztą ona też nie interesuje się mną. Mimo wszystko nie żałuję, że postanowiłam poznać swoją przeszłość. Zyskałam nie tylko dwie cudowne siostry, ale też jeszcze bardziej doceniłam moich rodziców i to, jak wielkie mam szczęście, że to oni mnie wychowywali.

Aneta, 19 lat

Czytaj także:
 
Chłopiec z mamą
Adobe Stock, altanaka
Prawdziwe historie
„Moje małżeństwa to dno. Pierwszy mąż zostawił mnie z dzieckiem, drugi miał podwójne życie, a trzeci porównywał do byłej”
„Nie mam szczęścia do mężczyzn. Każdy z nich zgotował mi z życia piekło. Jedyna dobrą rzeczą, którą zyskałam z moich fatalnych małżeństw, są moje dzieci. Wiem, że kochają mnie bezgraniczną miłością i nigdy nie zostawią mnie, jak każdy z tych bydlaków”.

Mówi się, że gdy Pan Bóg rozdawał rozum, niektórzy znaleźli się na końcu kolejki. Nie wydaje mi się, żeby to mnie dotyczyło, na pewno do czołówki się nie załapałam, ale gdzieś tam w solidnym środku… Za to jeśli Pan Bóg obdzielał nas porcjami rodzinnego szczęścia, o, to na pewno wzięłam jedną z ostatnich.   Pierwszy mąż był moją wielką miłością. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia w jego niebieskich oczach i chłopięcym uśmiechu, zresztą do końca rozbrajał mnie swoim urokiem. Nawet wtedy, gdy aż nazbyt dobrze wiedziałam, że za tym wdziękiem kryje się upojenie alkoholowe. To wódka czyniła go miłym, ciekawym, rozmownym facetem , na trzeźwo był raczej nie do zniesienia – zamknięty w sobie, obcy, daleki, zimny. Najgorsze, że od początku miałam tego świadomość i, co tu dużo mówić, tak bardzo mi to nie przeszkadzało. Przeciwnie, pierwszy okres naszej znajomości to było jedno wspólne balowanie. Mój mąż nie był daleki i zimny, bo był wiecznie pijany. Ja też. Byliśmy młodzi, mieliśmy wolne zawody, i to takie, w których alkohol piło się na porządku dziennym (i nocnym). Wyzwalał kreatywność, eliminował stres, dodawał pewności siebie i odwagi. Piliśmy wszyscy, wydawaliśmy się sobie bardzo artystyczni, nowocześni, niekonwencjonalni. Karnawał miał trwać wiecznie, ale oczywiście tak nie było. Zaszłam w ciążę, więc otrzeźwiałam. Przestałam uczestniczyć w nocnych balangach, zaczęłam dostrzegać powagę sytuacji. Ale wtedy jeszcze nie było tak źle. Andrzej się cieszył, że zostanie ojcem, i bardzo swój nałóg kontrolował. Rzecz jasna o nałogu w ogóle nie było mowy, całe to picie to przecież tylko zabawa, z której w każdej chwili można wyjść, pożegnać się, zamknąć drzwi, zacząć nowe życie.    Urodził nam się syn. Klapki z oczu opadły mi ostatecznie, gdy raz zostawiłam dziecko pod opieką Andrzeja....

Matka, która jest zmęczona
Adobe Stock, 4frame group
Prawdziwe historie
„Kocham moje dzieci, ale czasem marzę, żeby zniknęły. Nawet jak jestem chora, to skaczą mi po głowie i krzyczą, że chcą jeść”
„Gdzie ja miałam rozum? Mamo, czemu mnie nie uprzedziłaś, że posiadanie dzieci to jedna walka? Z pieluchami, uporczywymi kolkami, z osłabiającym „a kupisz mi coś”, z wybrzydzaniem, pyskowaniem, ciągłym oglądaniem telewizji, z potwornym lenistwem...”.

Zamierzałam sobie pochorować. Uczciwie, porządnie, od serca, na całego. Powody: gorączka trzydzieści siedem i siedem, ból głowy, drapanie w gardle oraz upokarzający dla każdej kobiety katar. Zrobiłam sobie herbatkę z miodem i cytryną, na czole umieściłam zimny okład, uklepałam łóżeczko i wskoczyłam pod kołderkę. Myślałam: „Poleżę sobie, pochoruję w cieple i spokoju, może nawet podrzemię...”. Stan błogości trwał raptem kwadrans.   Potem wróciło ze szkoły moje pierwsze dziecko, co obwieściło długim i energicznym dzwonkiem. Za długim i za energicznym. Zwlokłam się z łóżka i doczłapałam do drzwi. Chciałam zwrócić dzwonnikowi uwagę, że po pierwsze nie jestem głucha, a po drugie nie musiałby dzwonić jak na alarm, gdyby zabrał klucz. No chyba że go zabrał, ale nie chciało mu się go szukać w tornistrze, co nawet było bardziej prawdopodobną opcją. Nie zdążyłam wygłosić żadnego z tych ironiczno-kpiących komentarzy, bo dziecię mnie ubiegło.   – Cześć, mama! Ty jeszcze w piżamie? Oj, ty śpiochu... – w te słowa zagadał do mnie mój starszy syn.    Lat dwanaście, blondasek z uroczą grzywką, wybity przedni ząb, dołki w policzkach.   – Cześć... – odmruknęłam do powietrza, bo synek już był w kuchni, gdzie buszował po szafkach w poszukiwaniu słodyczy. – Jest coś słodkiego? – zapytał. – Nie ma. Ostatnią czekoladę wrąbałeś wczoraj wieczorem. Całą na jedno posiedzenie – podkreśliłam. – No, dobra była... – rozmarzył się. – A twoje ptasie mleczko? – przypomniał sobie o MOIM pudełku na zmartwienia. – Zjadłeś tydzień temu. – A nie kupiłaś sobie drugiego? – zdziwił się. – Przecież tak je lubisz.   Postanowiłam nie komentować tej bezczelności, za słaba byłam. Wróciłam do łóżka. Przymknęłam...

Kobieta, która adoptowała córkę
Adobe Stock, Mariakray
Prawdziwe historie
„Adoptowałam córkę mojej nieodpowiedzialnej siostry. Zawistni sąsiedzi wytykają mnie palcami, bo myślą, że zrobiłam to dla pieniędzy”
„Gdy Weronika przyszła na świat, okazało się, że ma sporo problemów. Nic dziwnego. Jej matka imprezowała przez całą ciążę… Myślałam, że chociaż teraz moja siostra się uspokoi, ale gdzie tam! Dalej prowadzała się z tymi swoimi gachami, a dziecko podrzucała mnie albo mamie”.

Z Mariolą zawsze były problemy, już od dzieciństwa.  Mamę ciągle wzywano do szkoły, bo jej młodsza z córek co i rusz coś przeskrobała. Nauczycielki żaliły się, że jest gorsza od chłopaków. Była pyskata, a już jako czternastolatka piła alkohol i paliła papierosy. Do tego dochodziły wagary, podejrzane towarzystwo. Rodzice nie mogli sobie z nią poradzić. Jako starsza siostra bałam się o nią, ale intuicja podpowiadała mi, że na nic zdadzą się wysiłki rodziców i wychowawców – wraz z upływem czasu Mariola się nie zmieni. Uważałam, że będzie jeszcze gorzej. Niestety, miałam rację.   Pochodzę z dobrego domu. Rodzice są porządnymi ludźmi. Nie zaznałyśmy z siostrą biedy, głodu ani przemocy. Doprawdy nie wiem, dlaczego ona tak od nas odstaje. Zawsze pakowała się w kłopoty. Już jako dorosła kobieta zmieniała mężczyzn jak rękawiczki, a jej życie było jedną wielką, niekończącą się imprezą.   – Daj spokój, drugi raz młoda nie będę! – denerwowała się, kiedy zwracałam jej uwagę. – Muszę się wyszaleć!   – Nie uważasz, że dość już się w tym życiu wyszalałaś? Masz prawie trzydzieści lat! – próbowałam przemówić jej do rozsądku. Myślałam, że urodzenie dziecka ją odmieni  Do Marioli nic nie docierało. Kiedy mama zadzwoniła do mnie z informacją, że Mariola jest w ciąży i nie ma pojęcia, który z jej licznych „znajomych” jest ojcem dziecka, nawet się nie zdziwiłam. Miałam już wówczas poukładane życie, męża, dwie córki i już dawno obiecałam sobie, że przestanę żyć życiem siostry.   Gdy Weronika, córka Marioli, przyszła na świat, okazało się, że ma sporo problemów. Nic dziwnego. Jej matka imprezowała przez całą ciążę… Myślałam, że chociaż teraz moja siostra się uspokoi, ale gdzie tam! Dalej prowadzała się z tymi swoimi gachami, a dziecko...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj