Dziewczynki, które się przyjaźnią
Adobe Stock, Angelov
Prawdziwe historie

„Matka przyjaciółki mojej córki zrobiła ze mnie darmową niańkę. Miałam karmić, uczyć i odbierać jej dziecko z przedszkola”

„Daj komuś palec, sięgnie po całą rękę. Robiłam dużo dla przyjaciółki mojej córki, ale jej matce chyba odbiło. Zdałam sobie sprawę, że faktycznie ostatnio Weronika bywa u nas już codziennie! Je obiad i odrabia lekcje, a potem w dodatku często odwożę ją do domu!”.
Moja Marta była zawsze bardzo cichym i raczej nieśmiałym dzieckiem, więc w przedszkolu z trudem sobie zdobywała przyjaciół. Dlatego kiedy poszła do szkoły i poznała Weronikę, z którą stały się papużkami nierozłączkami, byłam w siódmym niebie!
 
Dziewczynki świata poza sobą nie widziały i najchętniej bawiłyby się razem przez całe popołudnia. Nie miałam nic przeciwko temu, bo w pierwszej klasie nie ma tak dużo nauki, a zabawa z przyjaciółką też może być rozwijająca. Godziłam się więc na to, że Weronika przychodziła do nas do domu tuż po szkole. Niby miała chodzić do świetlicy, ale moja Marta tam nie chciała siedzieć, twierdząc, że inne dzieci im dokuczają i przeszkadzają w zabawie. No cóż, i tak miałam zatrudnioną opiekunkę, więc w sumie dziewczynki mogły bawić się u nas. Pani Jola twierdziła, że lepsze nawet całe hordy dzieciaków w domu niż tylko jedna moja znudzona córeczka, która wtedy staje się strasznie marudna i absorbująca. Skoro więc opiekunka nie zgłaszała pretensji, to i ja nie miałam nic przeciwko wizytom Weroniki. 
 
Jej obecność z czasem nawet przestała być dla mnie zauważalna. Niepostrzeżenie więc Weronika spędzała u nas coraz więcej czasu, zostając nawet na kolację i odrabiając z Martusią zadania domowe. Często im zresztą w tym pomagałam, bo dziewczynki nie zawsze sobie radziły, zwłaszcza z nauką piosenek czy wierszyków po angielsku. Trochę mnie tylko denerwowało, że przyjaciółka córki jest mniej bystra, więc miałam wrażenie, jakby obniżała poziom naszych domowych „lekcji”. Stwierdziłam jednak, że jeśli trochę się na niej skupię, to powinna nadgonić materiał i dorównać Marcie. Wiadomo, że lepiej jest się uczyć z kimś niż samemu. 
 
Wiele razy także odwoziłam Weronikę do domu po rozmaitych kinderbalach czy wyprawach do kina. Albo kiedy się u nas zasiedziała, a jej mama dzwoniła, że ma jakiś problem z samochodem i pytała, czy byłabym taka miła i podrzuciła jej córkę do domu. Czasami kompletnie nie było mi to na rękę, bo Weronika nie mieszkała na naszym osiedlu, tylko kilkanaście kilometrów dalej, już za miastem. 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Taka sytuacja trwała od miesięcy

Czasami nachodziła mnie refleksja, że dość dużo robię dla tego dziecka, a moja córka raczej u Weroniki nie bywa. Nie jest tam zapraszana, bo mama dziewczynki tłumaczy się, że „u nich nie ma warunków”. W sumie, jak podjeżdżałam pod ich dom, to wydawał mi się całkiem zwyczajny i dość zamożny, ale machałam na to ręką. W końcu przecież robiłam wszystko dla mojej kochanej Martusi. 
 
Klapki spadły mi z oczu pewnego dnia, gdy obie dziewczynki dostały zaproszenie na urodziny do kolegi z klasy, który także mieszkał dość daleko od szkoły, w dodatku w przeciwnym kierunku niż dom Weroniki. Traf chciał, że Bartuś urządzał kinderbal w piątek, kiedy jest mniej lekcji, więc moja córeczka tuż po szkole była zapisana do ortodonty. Miałam po nią przyjechać, zabrać do lekarza, a potem po szybciutkim przebraniu w domu w ładną sukienkę odstawić na imprezę. Było to nie lada zadanie, wymagające ode mnie wcześniejszego zwolnienia się z pracy i poświęcenia na to kilku godzin. Pani Joli dałam więc tego dnia wolne.
 
Dzień wcześniej wieczorem zadzwoniła mama Weroniki z pytaniem, czy bym nie odebrała jej córki ze szkoły i nie odwiozła na imprezę do Bartka, „skoro i tak pewnie tam pojadę z Martą”. Zgodnie z prawdą powiedziałam jej, że nie będzie to możliwe i dlaczego. Jednak zamiast zrozumienia sytuacji i miłego pożegnania, usłyszałam pełne oburzenia słowa:
 
– To co ja mam teraz zrobić z córką? Przecież się nie zwolnię z pracy, żeby ją odebrać 
 
„To już nie mój problem…” – pomyślałam zaskoczona tupetem tej kobiety, a głośno rzekłam, że przecież Marta może spędzić popołudnie na świetlicy.
 
– A pani Jola nie może się nią zająć?? – padło pytanie.

Tu już, przyznam się, oniemiałam, bo co to za bezczelność, dysponować moją opiekunką?
 
– Może, ale to kosztuje 10 złotych za godzinę! – powiedziałam bez ogródek.
 
– Przecież i tak jej pani płaci… – nie wierzyłam własnym uszom, że mama Weroniki przytacza takie argumenty!
 
– Nie, nie płacę, bo się rozliczamy tylko za przepracowane godziny, a w piątek pani Jola ma wolne! W związku z tym pewnie może ją pani wynająć, jeśli chce. Mogę pani dać do niej numer! – stwierdziłam chłodno. 
 
Matka Weroniki burknęła wtedy coś w stylu „obejdzie się” i odłożyła słuchawkę. „Co za człowiek! Dać jej palec, a chce całą rękę!” – denerwowałam się przez cały wieczór, nie mogąc zapomnieć tej niemiłej rozmowy. Kolejna niemiła niespodzianka spotkała mnie następnego dnia. Kiedy poszłam po moją Martunię do szkoły, nie tylko ona czekała na mnie w szatni, ale i Weronika! Ubrana i z tornistrem na plecach.
 

– Pożegnaj się z przyjaciółką i jedziemy – powiedziałam w pierwszym momencie naiwnie do córki.
 

– Ale Weronika jedzie z nami! – oświadczyło moje dziecko. 
 

– Dokąd? Do ortodonty? 
 

– Tak, mama jej pozwoliła! Najpierw do ortodonty, potem do nas na obiadek i do Bartka. Zawieziesz nas? 
 

– Ciebie tak, ale Weronika musi zostać! – starałam się nie okazywać zdenerwowania. – Chodź, zaprowadzę cię do świetlicy! – powiedziałam do dziewczynki.
 

Na miejscu poinformowano mnie, że Weronika już tam nie chodzi! Świetlica nie była opłacona od dwóch miesięcy, podobnie jak obiady!
 

– Przecież zabiera ją wasza wspólna opiekunka, pani Jola – zdumiała się na mój widok świetliczanka.
 

Wspólna opiekunka? Wtedy dopiero zdałam sobie sprawę, że faktycznie ostatnio Weronika bywa u nas już codziennie! Je obiad i odrabia lekcje, a potem w dodatku często odwożę ją do domu! 

Jaki ta kobieta ma tupet!

– Nie zabieram Weroniki! Ani dzisiaj, ani jutro czy następnego dnia! – wściekłam się na bezczelność jej matki. 
 

– To co ja mam zrobić z tym dzieckiem? I kto je odbierze? – zdumiała się świetliczanka. 
 

– Nie mam pojęcia, ale chyba rodzice! – odwróciłam się na pięcie i wyszłam. 
 

Moja Marta była niepocieszona, że Weronika nie pojechała z nami ani nie pojawiła się po południu u Bartka. Szkoda, ale nie dam się przecież tak perfidnie wykorzystywać! Sytuacja teraz jest trudna, bo moja córka ma do mnie żal, że już nie zabieramy jej przyjaciółki po lekcjach, a matka Weroniki rozpowiada po szkole, że jestem egoistką, która rozbiła przyjaźń dziewczynek. Kiedy usiłowałam z nią porozmawiać, rzuciła słuchawką.
 

Moja córeczka cierpi, ale mam nadzieję, że, jak to dziecko, wkrótce zastąpi sobie Weronikę inną przyjaciółką. Zapisałam córkę na zajęcia plastyczne do osiedlowego klubu. Tam jest dużo dzieci i już Martusia poznała taką jedną sympatyczną Anię. Na szczęście wiem, że ta dziewczynka mieszka niedaleko i kiedy rodzice są w pracy, opiekuje się nią babcia, więc nie grozi mi powtórka z rozrywki. 

Katarzyna, 34 lata

Czytaj także:

Krewni zmuszają mnie do zajścia w ciąży
Adobe Stock, samuel
Prawdziwe historie
„Krewni mojego męża ciągle opowiadali mi, że macierzyństwo to moje powołanie, że każda kobieta musi mieć dziecko… A ja nie chcę!”
– Nie chcę mieć dzieci. To moja świadoma i ostateczna decyzja. Dlatego proszę mnie więcej nie pytać o to, czy jestem w ciąży. Nie jestem i nie będę – wypaliłam. Na sali zapanowała najpierw kompletna cisza, a potem... rozgorzała gorąca dyskusja.

Dlaczego ludzie uzurpują sobie prawo do wtrącania się w moje życie, do tego w tak intymną jego część. Podjęłam już decyzję co do mojego macierzyństwa i nikomu nic do tego! Dzieci nie mam z wyboru Może to dziwne, ale jakoś nigdy nie miałam instynktu macierzyńskiego. Kiedy moje koleżanki z pracy z dumą prezentowały swoje rosnące brzuszki, ja z niepokojem czekałam na wynik testu ciążowego. I oddychałam z ulgą, gdy okazywało się, że jest ujemny. – Zobaczysz, i na ciebie przyjdzie kiedyś czas. Ja też na początku nie chciałam, a teraz zobacz, z niecierpliwością czekam na drugie – tłumaczyła mi moja najlepsza przyjaciółka, Iwona, która podobnie jak ja wyszła za mąż blisko trzydziestki i zarzekała się, że nigdy nie będzie miała dzieci. – Pewnie masz rację – przytakiwałam jej, ale gdzieś tam w głębi duszy czułam, że to „kiedyś” nigdy nie nastąpi. I rzeczywiście, mijały lata, a moja niechęć do macierzyństwa wcale nie słabła. Wręcz przeciwnie – po opowieściach moich koleżanek o nieprzespanych nocach i chronicznym braku wolnego czasu jeszcze wzrastała. Kiedy więc one rodziły kolejne dzieci, ja i mąż przygarnialiśmy… kolejne bezdomne psy. Najpierw Ambrożego, potem Kufla i Alberta. Kochaliśmy je nad życie. Znajomi śmiali się, że to one stały się naszymi dziećmi Jakieś podobieństwo rzeczywiście było – poświęcaliśmy im niemal każdą wolną chwilę, a one robiły z nami, co chciały… Czasem miałam wrażenie, że obowiązującym językiem w naszym domu powinno być szczekanie. Mąż przyjął ze zrozumieniem moją decyzję o tym, że nie zamierzam mieć dzieci. Nie naciskał, nie nalegał. Był starszym ode mnie rozwodnikiem, miał syna i córkę z pierwszego małżeństwa. – Ja tam już o przyrost naturalny zadbałem, statystycznie jestem więc w porządku. Ale gdybyś...

matka, która oszalała na punkcie swojego dziecka
Adobe Stock, Кирилл Рыжов
Prawdziwe historie
„Tak bardzo chciałam być idealną mamą, że mąż i rodzina przestali dla mnie istnieć. Przypłaciłam za to najwyższą cenę”
„Marysia była moim oczkiem w głowie. Robiłam wszystko, żeby żyła jak pączek w maśle. Nie mogę sobie wybaczyć, że byłam taka zaślepiona. Zdałam sobie sprawę, że przez moją obsesję, niszczyłam własne dziecko, straciłam męża, część rodziny”.

Witka poznałam na studiach. Nie od razu się polubiliśmy, ale w końcu lody zostały przełamane i początkowa niechęć zmieniła się w sympatię, a z czasem miłość, która po czterech latach zaprowadziła nas do ołtarza. Zaraz po ślubie zaczęliśmy starać się o dziecko. Pochodzę z tradycyjnej wielodzietnej rodziny. Witek również miał trzy siostry i żadne z nas nie chciało odkładać na później decyzji o dziecku. Ani poprzestać na jednym potomku.   Wydawało mi się, że to takie proste. Kilka chwil przyjemności, potem dziewięć miesięcy oczekiwania, poród i za dwa lata powtórka z rozrywki. Tak to sobie zaplanowaliśmy. Chcieliśmy mieć co najmniej trójkę dzieci. Z góry założyliśmy, że wszystko pójdzie po naszej myśli. Niestety, było inaczej.   Staraliśmy się o dziecko przez kilka miesięcy i nic, zero rezultatów. Byłam gotowa zrobić wszystkie dostępne badania, szalałam i panikowałam, chciałam umawiać nas do najlepszych specjalistów, ale Witek zaprotestował.   – Spokojnie, nie stresuj się tak. Dajmy sobie jeszcze trzy miesiące, a jak się nie uda, to wtedy pójdziemy do lekarza – uspokajał mnie.   Zgodziłam się. I chyba wtedy sobie odpuściłam. Założyłam, że wytrzymam jakoś te trzy miesiące… I już po dwóch spotkała mnie niespodzianka – nie dostałam okresu! Każdy z trzech zrobionych testów ciążowych potwierdził, że tym razem się udało! Myślałam, że z radości oszaleję! Od razu obdzwoniłam znajomych, przyjaciół, rodzinę i z każdym dzieliłam się radosną nowiną. Miałam ochotę wyjść na ulicę i krzyczeć, że będę mamą!   Jeszcze tego samego wieczoru chciałam zamówić wyprawkę i zapas pieluch na pierwsze pół roku! Na szczęście Witek wybił mi ten pomysł z głowy. Z utęsknieniem czekałam na wizytę u ginekologa, którą umówiłam za dwa dni. Chciałam już usłyszeć, że wszystko jest dobrze....

Chłopiec, który stracił rodziców
Adobe Stock, Syda Productions
Prawdziwe historie
„Rodzice zginęli w wypadku, a ja mając 19 lat, zostałam matką mojego 2-letniego brata. Mam żal do losu, że tak mnie pokarał”
„Tylko Krzyś przeżył wypadek. Jedna chwila przekreśliła moje plany i marzenia o studiach i wykształceniu. Musiałam je porzucić i szybko dorosnąć. Nie mogłam zostawić brata samego. Stracił już rodziców! Nie chciałam mu fundować jeszcze większej traumy. Byłam przerażona...”.

Weź jeszcze szalik, dziś jest zimno – zawołałam do Krzysia, gdy wychodził do szkoły. Patrzyłam z czułością, jak staje na palcach i wyciąga wysoko ręce, żeby dosięgnąć do górnej półki. Podeszłam, podałam mu szalik, przytuliłam i pocałowałam w czoło. Wybiegł z domu w doskonałym nastroju, machając mi na do widzenia.    To była jedna z tych chwil, kiedy zapominałam, że nie jestem jego mamą. Choć początki były trudne, teraz funkcjonowaliśmy w pełnej harmonii – jak matka i syn. Kto by pomyślał jeszcze dziesięć lat temu, że z beztroskiej i dość niefrasobliwej nastolatki stanę się odpowiedzialną kobietą radzącą sobie z opieką nad dzieckiem i całą masą innych obowiązków. Krzyś wie, że nie jestem jego mamą. Nieraz pokazywałam mu zdjęcia naszych rodziców i opowiadałam mu o nich. Jednak kiedy w wieku pięciu lat zapytał, czy mógłby mówić do mnie: „mamo”, nie miałam serca odmówić. A odkąd zaczął mnie tak nazywać, naprawdę się tak poczułam. Taki scenariusz napisało dla nas życie – nie chciałam i nie mogłam dopuścić, by Krzyś ucierpiał w związku z tą stratą. W końcu był moim jedynym bratem. Wiedziałam, że go nikomu nie oddam Osiem lat temu, gdy rodzice poinformowali mnie, że mama spodziewa się dziecka, osłupiałam. Miałam siedemnaście lat. Byłam jedynaczką. W podstawówce wciąż próbowałam ich namówić, żeby postarali się o rodzeństwo dla mnie, ale ciągle mówili „nie”, więc wreszcie odpuściłam. Gdy byłam w liceum, przez myśl mi nawet nie przeszło, że nasza rodzina mogłaby się powiększyć. Odpowiadało mi to, że byłam oczkiem w głowie mamy i taty i nie musiałam, jak niektóre moje koleżanki, zajmować się młodszym rodzeństwem. Tymczasem niedługo przed maturą rodzice zgotowali mi taką niespodziankę. Nie byłam zachwycona, delikatnie mówiąc!    Mały brzdąc to...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj