Dziecko, które płacze
Adobe Stock, Полина Власова
Prawdziwe historie

„Mąż bał się naszej chorej córki. Nie dotykał jej, nie przytulał, a do tego zaczął popijać. Byłam dla Andzi i ojcem i matką"

„Miałam wrażenie, że Roberta przytłacza to, co dzieje się w domu. Że od tego ucieka. Nie próbował nawiązać kontaktu z córką, nie karmił jej, nie przewijał. Nie przytulał. Pomiędzy dwojgiem najbliższych mi osób nie było najmniejszej więzi”.
Nigdy nie zapomnę tamtej nocy sprzed 8 lat, kiedy rodziłam Natalkę. Położna wrzeszczała „przyj!”, a lekarz wyduszał dziecko, napierając mi na brzuch kolanem. Byłam przerażona, zdezorientowana, półprzytomna z bólu i wyczerpania. Poród trwał już od wielu godzin. A ja nie miałam nawet sił, żeby krzyczeć.
 
Nad ranem tętno dziecka dochodziło do dwustu, ja co kilka minut traciłam przytomność, a mój zepchnięty w kąt przez medyków mąż – był blady jak ściana. Kiedy na chwilę nasze spojrzenia się spotkały, wyczytałam w jego oczach, o czym myśli. Był pewien, że traci nas oboje. I mnie, i dziecko.
 
W końcu jednak, z użyciem kleszczy i kolana, wyduszono ze mnie naszą kruszynkę. Była sina, nie mogła złapać oddechu. W pierwszej chwili otrzymała zero w dziesięciopunktowej skali Apgar. Po chwili jednak córeczka ożyła.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Ile woli życia mieściło się w tym ciałku!

Maleństwo było jednak wciąż na granicy śmierci. Liczbę punktów podniesiono tylko do dwóch. Płakałam, trzymając ją na rękach. Z radości, ze smutku, z wściekłości i wzruszenia. Z tych wszystkich emocji naraz.
 
Dopiero kilka dni później inny położnik z tego szpitala wygadał się, że mój poród od początku kwalifikował się do cesarskiego cięcia. Płód ułożony był pośladkowo, więc nic dziwnego że nie chciał przejść przez kanał rodny. Dlaczego, mimo ewidentnego obrazu z usg, lekarz zdecydował się na poród naturalny? To już tajemnica. Nie miał czasu, żeby ze mną porozmawiać.
 
Zdiagnozowano u Andzi porażenie mózgowe, którego przyczyną było niedotlenienie mózgu w czasie porodu.
 
– Proszę nie robić sobie nadziei – wyrąbał mi prosto w oczy lekarz z oddziału neonatologicznego. – Pani córka już zawsze będzie „roślinką”. Przy takich uszkodzeniach mózgowia nie ma szans, żeby kiedykolwiek wstała z łóżka lub powiedziała słowo. 
 
– Proszę rozważyć oddanie jej pod opiekę wyspecjalizowanej placówki.
 
Wyszłam na szpitalny korytarz. Trzymając się ściany, doczłapałam do łazienki. I dopiero tam, w obskurnej kabinie prysznicowej, pozwoliłam sobie na szloch. Pół godziny później wróciłam do swojego łóżka. Byłam już spokojna. I wiedziałam jedno – Andzia zostaje ze mną. Na dobre i złe. Już nigdy więcej nie płakałam.
 
Po wyjściu do domu zaczęła się walka. Bez przełomowych bitew, wielkich zwycięstw czy porażek, bez rozgłosu, chwały i medali. Żmudna, powolna, pozbawiona widocznych sukcesów walka o normalność dla córki. Zrezygnowałam z pracy. Zamieniłam się w opiekunkę, rehabilitantkę i adwokata mojego ukochanego dziecka.
 
Walczyłam z lekarzami, którzy próbowali postawić na niej krzyżyk, fizjoterapeutami, którzy nie wierzyli w sens zabiegów i ćwiczeń, urzędnikami, którzy próbowali obcinać finanse na leczenie i rehabilitację. W sprawach dotyczących dziecka byłam jak lwica. Odważna i nieprzejednana.
 
A mój mąż? Utrzymanie naszej trójki spadło na jego barki. Na szczęście miał etat, a więc ubezpieczenie, i w miarę stabilną pracę. Przynosił do domu pieniądze, które ja skrupulatnie dzieliłam tak, żeby wystarczyło do końca miesiąca. Było ciężko. Pieluchy, maści przeciwodleżynowe, elektryczny ssak do odciągania zalegającej w oskrzelach flegmy, no i przede wszystkim – horrendalne opłaty za ćwiczenia i turnusy rehabilitacyjne.
 
Robert nie skarżył się, nie narzekał. Ale też się nie włączał. Miałam wrażenie, że przytłacza go to, co dzieje się w domu. Że od tego ucieka. Nie próbował nawiązać kontaktu z córką, nie karmił jej, nie przewijał. Nie przytulał. Nie winiłam go za to.

Sama miałam czasami ochotę wyrwać się do miasta. Nieraz patrzyłam z zazdrością, jak mąż wychodzi do pracy. Żal mi było tylko tego, że pomiędzy dwojgiem najbliższych dla mnie istot – córką i mężem – nie ma najmniejszej nawet więzi.
 
– Zrozum, ja się zwyczajnie boję – powiedział kiedyś w chwili szczerości. – Andzia jest taka krucha i bezradna… A zresztą, i tak chyba nie bardzo wie, co się wokół niej dzieje.
 
Ta ostatnia uwaga zapiekła mnie do żywego.

To nie była prawda!

– Naprawdę nie widzisz, jakie robi postępy? – zagotowałam się. – Zaczyna się uśmiechać, pokazuje oczami to, czego jej potrzeba, nauczyła się nawet przewracać z boku na plecki!
 
Popatrzył na mnie oczami, w których czaił się smutek i rezygnacja. Zaczęłam się zastanawiać, czy tylko ja widzę, że nasze dziecko robi postępy? A może wcale ich nie robi, tylko oszukuję samą siebie?
 
Przez następne miesiące prawie się z mężem do siebie nie odzywaliśmy. On wracał z pracy później, ja byłam pochłonięta ćwiczeniami i zabiegami rehabilitacyjnymi. Pojawiło się jednak coś jeszcze. Coraz częściej czułam od Roberta alkohol.
 
– No co? Ciężko haruję na całą rodzinę, mam więc chyba prawo od czasu do czasu się odstresować! – wybuchł, kiedy tylko zwróciłam mu na to uwagę.
 
– Od czasu do czasu? – syknęłam. – Wracasz podcięty niemalże codziennie! A w weekendy robisz się niespokojny i gburliwy, jakbyś już nie mógł się doczekać poniedziałku bez nas.
 
– Jestem przepracowany, potrzebuję odpoczynku – powiedział już spokojniej, ale zaraz odwrócił się i włączył telewizor, kończąc rozmowę.
 
– Uważaj, żebyś za chwilę nie miał więcej wolnego – powiedziałam do jego pleców. – Żaden pracodawca nie będzie tolerował trunkowego pracownika. Chyba zdajesz sobie sprawę?

Wykrakałam, cholera!

Miesiąc później Robertowi wręczono wypowiedzenie. Nogi się pode mną ugięły, kiedy to zakomunikował. Jego pensja to było jedyne źródło naszego utrzymania!
 
– Coś znajdę, nie martw się – próbował mnie jeszcze uspokajać.
 
– Z dyscyplinarką w CV? Chyba żartujesz?! – wrzasnęłam wściekła.
 
I wtedy przyszedł mi do głowy pomysł na wyjście z impasu. Prosty, wręcz banalny. Ale jedyny możliwy.
 
– Zamieniamy się – oznajmiłam. – Teraz to ty zajmiesz się leczeniem Andzi, a ja idę do pracy.
 
– Co za bzdury opowiadasz? – prychnął. – Od 5 lat tylko gotujesz i pierzesz. Ty w ogóle masz pojęcie, jak wygląda obecny rynek pracy?
 
Gdybym zastanowiła się chwilę nad tym, co powiedział, pewnie przyznałabym mu rację i wszystko zostałoby po staremu. A raczej… Do reszty by się zawaliło. Na szczęście, upojona swoim pomysłem, rzuciłam się do poszukiwań. 
Wysłałam około setki ofert i… odpowiedziała mi tylko jedna nieduża firma. Potrzebowali asystentki szefa, zaprosili mnie na rozmowę.
 
– Przepraszam, ale ktoś z naszego działu kadr popełnił pomyłkę – bąknął mój niedoszły szef, od razu po rzuceniu okiem na moje papiery. – Niepotrzebnie panią fatygowaliśmy.
 
– Macie już kogoś na to stanowisko? – spytałam zdumiona.
 
– No… nie. Ale szukamy osoby z doświadczeniem, świetnie zorganizowanej, kogoś, kto będzie ogarniał mój kalendarz spotkań, zajmował się logistyką i negocjowaniem drobniejszych umów. A pani… Gospodyni domowa z symbolicznym stażem pracy, do tego ponad pięcioletnia przerwa w pracy. Nie, nic z tego nie wyjdzie.

Wtedy poczułam, jak policzki robią mi się czerwone ze złości

– Proszę pana, w czasie mojej „przerwy w pracy” opiekowałam się niepełnosprawną córką – wypaliłam bez zastanowienia. – Zorganizowałam rehabilitację, leczenie, wyegzekwowałam w urzędach należne świadczenia. Równocześnie prowadziłam dom i zarządzałam skromnym budżetem. Trudno o bardziej złożoną logistykę! 
 
Skończyłam i zaczęłam podnosić się z miejsca, zmierzając do drzwi, kiedy w miejscu osadził mnie jego głos:
 
– Do licha! Ale ma pani gadane! No, jeśli w pracy potrafi pani być równie energiczna i przekonująca, to… – wstał i wyciągnął do mnie rękę. – Zapraszam do zespołu! Na próbę.
 
Od tej rozmowy minęły 4 lata. Andzia jest dziewięcioletnią panną. Ja wciąż pracuję, awansowałam ze stanowiska asystentki na szefową jednego z działów firmy. Zarabiam nieźle, ale mam mało czasu. Zdarza się, że do domu wpadam, gdy córeczka już śpi.
 
Na szczęście jednak… Robert wspaniale odnalazł się w roli jej opiekuna. Zmuszony początkowo przez sytuację, błyskawicznie mnie zastąpił. I ma na tym polu większe sukcesy ode mnie! Pod jego opieką Andzia nauczyła się mówić, pisać, poruszać na wózku. Intelektualnie nie odstaje już od swoich rówieśników! Mąż codziennie odwozi ją do integracyjnej szkoły, potem pędzą razem na rehabilitację i dodatkowe zajęcia. Lekarze są zdumieni, zaczęli nawet przebąkiwać o możliwości wstania przez nią z wózka!
 
Robert przestał popijać, odzyskał pewność siebie, odnalazł swoje powołanie. Zresztą, zmiana życiowych ról obojgu nam wyszła na dobre. Wcześniej się męczyliśmy, teraz każde z nas czuje się spełnione. I tylko czasem, szczególnie w weekendy, kiedy Robert z Andzią nie wpuszczają mnie do kuchni, coś tam pichcąc na obiad, czuję się trochę niedoceniona. Cholera, oddałabym kwartalną premię za taki kontakt z córką, jaki ma mój mąż.

Zofia, 30 lat

 

Czytaj także:

Dziewczynka, która nie słucha ojca
Adobe Stock, zinkevych
Prawdziwe historie
„Choć jestem ojcem Zosi, nigdy nie byłem jej tatą. Wolałem kochanki niż własną córkę. Teraz płacę za to najwyższą cenę"
„Moja nastoletnia córka jest dla mnie obcą osobą i sam jestem temu winien. Wybrałem hulaszcze życie, zamiast trwać przy wiernej żonie i dziecku. Choć zabolało mnie, że Zosia po śmierci matki wolała swojego ojczyma, to nie było to dla mnie zaskoczeniem".

Męża mojej byłej żony i ojczyma Zosi widziałem tylko dwa razy. Raz na komunii córki i na rozdaniu świadectw, gdy skończyła podstawówkę. Kiedy więc tamtego dnia zadzwonił o 5 rano, wiedziałem że, coś się stało.   – Zosia? Boże…   – Nie. Zosi nic nie jest. To Basia. Miała wypadek. Nie żyje… – Radek zaczął płakać. – Przepraszam. Pomyślałem, że powinieneś wiedzieć. Zadzwonię potem.   Radek rozłączył się. Usiadłem na łóżku.  Basia. Jak to możliwe?  Zawsze wesoła, pełna życia… Na swój sposób ciągle ją kochałem. Cały ten czas. Nawet wtedy, kiedy miałem kochanki. Wiedziałem, że ją ranię, ale nie umiałem się powstrzymać.   Basia wyrzuciła mnie z domu, gdy Zosia miała trzy lata. Z Radkiem związała się dwa lata później. I wyprowadziła się z Basią z Wrocławia do Wałbrzycha. Na początku starałem się mieć z córką kontakt. Zabierałem ją do siebie w co drugi weekend, w wakacje. Ale potem zamieszkała ze mną Ilona. Zosia ją denerwowała. Zacząłem spotykać się z córką tylko na kilka godzin. Kino, lody, plac zabaw. Potem Ilona się wyprowadziła, ale Basia uznała, że skoro wcześniej nie chciałem zabierać córki na weekendy, to i teraz nie muszę. W sumie tak mi było wygodniej, więc poawanturowałem się tylko dla zasady. Przez ostatnich kilka lat widywałem Zosię tylko w wakacje, i to przez kilka dni, może tydzień. Na resztę czasu wysyłałem ją na luksusowe obozy albo wczasy z moją mamą.   Jak w jej szkole zorganizowali potańcówkę dla córek i ojców – zaprosiła na nią Radka. Zabolało. I chociaż przy mnie bardzo się pilnowała i mówiła o ojczymie „Radek”, wiedziałem, że na co dzień zwraca się do niego „tato”.    Do mnie zawsze po imieniu albo żartem „ojciec”. Ale wiedziałem, że sam jestem sobie...

Smutna dziewczynka
Adobe Stock, Pav-Pro Photography
Prawdziwe historie
„Mam 5-letnie dziecko ze zdrady. Moja kochanka zmarła, a żona każe mi oddać córeczkę do sierocińca. Ta kobieta nie ma serca”
„Wcale nie dziwiłem się mojej ślubnej, że nie chce przyjąć pod swój dach żywego dowodu zdrady męża. Ale przecież nie mogłem zostawić córki na pastwę losu. Miała tylko 5 lat! Małe dziecko nie jest winne moich błędów. Jestem ojcem i muszę być za nią odpowiedzialny”

Matyldo! – chwyciłem żonę za rękę. – Nie mogę tak po prostu zostawić jej samej sobie. Musisz to zrozumieć! To jest moja córka! Krew z mojej krwi.   – Wiem to aż za dobrze – wyrwała mi rękę i zmierzyła mnie chłodnym spojrzeniem. – Chociaż chyba wolałabym o tym nie wiedzieć.   – Przecież prędzej czy później i tak stanęlibyśmy przed tym problemem. A że stało się to wcześniej, niż sądziłem… Co mam niby zrobić?   – Żyje przecież babcia tej Izy…   – Która ma ponad siedemdziesiąt lat, jest bardzo chora, i nie ma jak się nią zaopiekować, bo większość czasu spędza w sanatoriach! – westchnąłem ciężko. – Poza tym, wiesz ile emerytury dostają starsi ludzie?   – Ja tam słyszałam, że ona akurat ma pieniądze. Może wynająć kogoś do opieki nad wnuczką – Matylda wzruszyła ramionami. – Poza tym są jeszcze domy dziecka. Państwo zapewnia bardzo dobre warunki i…   – Ty chyba nie mówisz serio? – spojrzałem na nią przerażony.   – To chyba ty nie mówisz serio! – warknęła. – Żądasz ode mnie, żebym przyjęła pod swój dach żywy dowód twojej niewierności i musiała na niego dzień w dzień patrzeć?! I to jak długo? Przecież leczenie tej twojej… Matki Izy… Może trwać latami. I ja mam to znosić?! Nigdy w życiu! – wyszła, trzaskając drzwiami.   Usiadłem bezradny w fotelu. Nie miałem pojęcia, co mam zrobić.  Moje małżeństwo wisiało na włosku.   Strasznie kochałem moją żonę, ale niestety, kilka lat po ślubie okazało się, że nie może mieć dzieci. Matylda w związku z tym przeszła bardzo poważny kryzys psychiczny, miała nawet myśli samobójcze, musiała się leczyć u specjalistów. W końcu jednak wyszła z dołka. Zaczęliśmy myśleć o...

Matka żartuje z dzieci w internecie
Adobe Stock
Aktualności
Matka naśmiewa się z dzieci w internecie. Maluchy boją się jej żartów!
Pewna mama zagalopowała się nieco w swojej internetowej aktywności. Jej filmiki były całkiem nieszkodliwe, dopóki nie zaangażowała do nich własnych dzieci. Gdy mąż zobaczył, jak maluchy reagują na jej żarty, zagroził rozwodem.

Pewna matka spowodowała ogromny stres u swoich dzieci, a wszystko przez filmiki nagrywane przez nią na serwis TikTok. Mąż kobiety rozważa rozwód, ale co najdziwniejsze, jej samej wciąż wydaje się, że sytuacja jest zabawna. Matka robi sobie żarty z dzieci. Mąż chce rozwodu Mężczyzna opisał swoją historię na popularnym serwisie Reddit. Jego żona regularnie nagrywa filmy na TikTok i Instagram, ale o ile wcześniej skupiała się na pokazywaniu zwykłego, codziennego życia, to ostatnio zaczęła pokazywać także swoje dzieci. Maluszki mają 6 lat i rok, a mama robi sobie z nich żarty! „Pewnego razu słyszałem, jak moja sześciolatka krzyczy i płacze, ponieważ moja żona ją przestraszyła. To się dzieje już od kilku tygodni i wiele razy mówiłem jej, żeby przestała” – wyjaśnił tata „Nasza sześcioletnia córka nie chce już spać w swoim pokoju, ponieważ przez matkę boi się potworów i duchów. Moja żona zbagatelizowała to”. Ale do podjęcia ostatecznej decyzji mężczyznę skłoniła sytuacja, do której doszło niedawno: jego roczny syn płakał przerażony żartem matki i podczas gdy tata próbował go uspokoić, mama śmiała się i montowała wideo. „Powiedziałem jej, że musi przestać traumatyzować nasze dzieci dla rozrywki swoich widzów. To już nie jest w porządku. Kłóciła się ze mną, poszedłem spać w pokoju gościnnym” – kontynuował. „To nie pierwszy raz, kiedy kłóciliśmy się z powodu jej obsesji na punkcie mediów społecznościowych. Bardzo się zmieniła po zdobyciu kilku tysięcy obserwujących. Szczerze rozważam rozwód. Dobro moich dzieci jest dla mnie ważniejsze”. Internauci poparli decyzję oburzonego ojca. „To jest znęcanie się nad dziećmi” – twierdzą niektórzy. Mężczyzna postanowił więc zabrać dzieci z domu do hotelu. Ma nadal nadzieję, że jego żona się opamięta....

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj