Mąż wymusza na mnie kolejne dziecko
Adobe Stock, VadimGuzhva
Prawdziwe historie

„Mąż chce mnie zmusić do urodzenia syna, żeby czuł się męsko. Mamy już dwie córeczki i nie chcę więcej, obydwie ciąże znosiłam strasznie”.

Mam już dość tych wszystkich nacisków. Boli mnie, że wszyscy wokół mówią tylko o dobru i szczęściu Piotrka, a nikt nie liczy się z moimi pragnieniami.

Mąż chce się poczuć prawdziwym mężczyzną. A ja pytam: czyim kosztem?

Mam 37 lat, jestem mamą dwóch córek. Ania ma 9 lat, a Zosia 7. Moje dziewczynki są ładne, zdolne, bardzo je kocham. Całkowicie zaspokajają moje uczucia macierzyńskie. Cieszę się, że już je odchowałam i wróciłam do pracy. Nie zamierzam więcej rodzić, po raz kolejny wywracać swojego życia do góry nogami. Mąż o tym doskonale wie. Mimo to od pewnego czasu nie daje mi spokoju.

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Chce jeszcze jedno dziecko!

Marzy, że wreszcie będzie to upragniony syn. Kiedy to się zaczęło? Na początku lata Piotrek pojechał z córeczkami na kilka dni na wieś do swojego brata ciotecznego na Podlasie. Cieszyłam się z tego, bo wreszcie miałam czas tylko dla siebie. Po powrocie dziewczynki były zachwycone.

Z wypiekami na twarzy opowiadały o kózkach, kaczuszkach i gąskach. I o tym, jak świetnie bawiły się z kuzynami. Tymczasem mąż był dziwnie zamyślony. Wzięłam go na spytki, no i okazało się, że bardzo zazdrości Tomkowi. Bo tamten ma dwóch synów i jedną córkę, a on tylko córki.

– Jestem ostatnim męskim potomkiem w rodzinie. Jak umrę, moje nazwisko zginie – westchnął.
– Może to i lepiej. Nazwisko Kozioł do najpiękniejszych raczej nie należy – zażartowałam.

Normalnie w takich wypadkach Piotrek uśmiechał się, bo sam nieraz dowcipkował na temat swojego nazwiska. Ale wtedy niemal się obraził.

– To nie jest powód do żartów! Każdy prawdziwy mężczyzna chce mieć syna! Ja też! – naburmuszył się.
– A ja chcę gwiazdkę z nieba! Po narodzinach Zosi uprzedziłam cię, że nie zamierzam więcej rodzić. I nie zmienię zdania! Zresztą nie ma gwarancji, że to nie będzie kolejna dziewczynka!
– Urodzi się chłopak! Czuję to! Może więc jednak przemyślisz sprawę…
– Mowy nie ma! Masz dwie piękne córki i musi ci to wystarczyć! – warknęłam i poszłam do łazienki wstawić pranie.

Miałam dość tej rozmowy.

Byłam pewna, że temat dzieci mamy dawno zamknięty

Tymczasem mąż wyskoczył z tym synem jak Filip z konopi. Pomyślałam, że jak w przyszłości zobaczę się z Tomkiem, to mu powiem w mocnych słowach, co myślę o jego poglądach na temat prawdziwej męskości. Czułam, że to on nakładł Piotrkowi do głowy tych bzdur, on go podpuścił. Przez następne dni mąż nie wspominał o synu.

Łudziłam się, że w końcu odpuścił. Nic z tego! Kiedy dwa tygodnie później pojechaliśmy na obiad do jego rodziców, teściowa poprosiła w pewnej chwili, bym poszła z nią do kuchni.

– Coś mi się wydaje, że już nie kochasz mojego Piotrusia – wykrztusiła.
– Słucham? Skąd mamie to w ogóle przyszło do głowy? – zdumiałam się. – A bo on tak marzy o synu. A ty podobno nie chcesz nawet porozmawiać na ten temat… Dlaczego? – wpatrywała się we mnie.

Byłam w szoku. Nie mogłam uwierzyć, że mąż poleciał ze skargą do swojej mamusi. Nigdy wcześniej nie opowiadał jej o naszych sprawach. Gdy już jednak nieco ochłonęłam, poczułam, jak ogarnia mnie wściekłość.

– Bo nie ma o czym. Nie chcę mieć więcej dzieci i już! I nie muszę się z tego nikomu tłumaczyć! – wrzasnęłam i wybiegłam z mieszkania.

Bałam się, że jak zostanę jeszcze chwilę, to urządzę wszystkim taką awanturę, że się nie pozbierają. Do domu wróciłam autobusem. Piotr i córeczki zjawili się godzinę po mnie. Myślałam, że mąż przynajmniej mnie przeprosi, wytłumaczy, dlaczego naraził mnie na taki stres.

Tymczasem on stwierdził tylko, że jego mamie było przykro, gdy tak nagle wybiegłam

Gdyby nie to, że Zosia i Ania były w pokoju, tobym mu chyba przyłożyła. Od tamtego dnia nie mam chwili spokoju. Mąż bez przerwy wraca do tematu trzeciego dziecka. Niby przypadkiem, ale konsekwentnie. Gdy zobaczy na ulicy chłopczyka, pyta, czy nie chciałabym mieć w domu takiego małego słodkiego mężczyzny.

Wieczorami opowiada, jak to marzy, by zagrać z synem w piłkę, zabrać go na ryby, na mecz. Nawet córeczki namówił, by prosiły mnie o braciszka. Wyobrażacie to sobie? Przychodzą do mnie i pytają, czy już zagnieździł się w moim brzuszku. Teściowa też nie odpuszcza. Wydzwania do mnie, pyta, czy już się zdecydowałam. A jak odpowiadam, że nie, zarzuca mi egoizm i wygodnictwo.

Innym razem przymila się, tłumaczy, że jeszcze jej podziękuję za to, że mnie namawiała, ba, nawet obiecuje, że weźmie na siebie wychowanie małego. Akurat! Gdy Ania i Zosia były małe, nie ruszyła przy nich palcem. Dlaczego więc teraz miałoby być inaczej?

Miałam nadzieję, że chociaż moi rodzice staną po mojej stronie

Nic z tego! Ojciec powiedział ostatnio, że fajnie by było mieć wnuka, a mama szepnęła, że powinnam jednak ustąpić. Bo Piotrek to dobry mąż i jego szczęście powinno być dla mnie najważniejsze. Ciekawe tylko, dlaczego ona nie zastosowała się do tej zasady? Z tego co mi wiadomo, tata też chciał mieć więcej dzieci. A jestem jedynaczką…

Mam już dość tych wszystkich nacisków. Boli mnie, że wszyscy wokół mówią tylko o dobru i szczęściu Piotrka, a nikt nie liczy się z moimi pragnieniami. Przecież nie jestem pozbawionym uczuć robotem, tylko człowiekiem! Też mam swoje marzenia, plany. I nie ma w nich miejsca na trzecie dziecko.

A może i czwarte bo przecież naprawdę nie ma gwarancji że urodzę chłopca! Ciężko przechodziłam obie ciąże. Wiele poświęciłam, by je donosić. Właściwie nie ruszałam się z łóżka. Porody też były dla mnie koszmarem, bo dziewczynki były duże…

Gdy pomyślę, że znowu będę wymiotowała, spuchną mi piersi, nogi, pojawią się żylaki…

Będę miesiącami leżała, żeby nie poronić, a później znów przez dwadzieścia godzin wiła się z bólu na porodówce… Wrócą koszmarne sny, że umieram, a dziecko się dusi. A potem będą nieprzespane noce, padanie ze zmęczenia, pieluchy… Przecież dopiero niedawno wróciłam do pracy, rozwinęłam skrzydła.

I teraz znowu mam z tego zrezygnować? Nigdy! Dlatego już postanowiłam: na najbliższym spotkaniu rodzinnym powiem głośno i wyraźnie, że dalsze naciski nie mają sensu, bo i tak nie urodzę mężowi syna. Pewnie usłyszę, że jestem złą żoną. Wiecie co? Mam to gdzieś!

Monika, lat 37

Czytaj także:

Sąsiad pomógł mi urodzić
Adobe Stock, studiofuego
Prawdziwe historie
„Znienawidzony sąsiad odebrał mój poród na klatce schodowej! Gdyby nie on, nie dałabym rady sama”
– Rodzę! Zawiezie mnie pan na porodówkę? – Czym? Przecież nie mam auta! Pani wezwie karetkę! – Ja… nie przyjadą… Dziecko, to chyba już…

Kto jak kto, ale niemiły sąsiad z góry to mi raczej nie pomoże... Kiedy człowiek wprowadza się do nowego mieszkania, zawsze stara się myśleć optymistycznie, że będzie miał miłych sąsiadów. Przeprowadzałam się już kilka razy i zawsze trafiałam na porządnych ludzi. Dlaczego więc teraz miałoby być inaczej? Gdy dowiedzieliśmy się z Krzysiem, że zostaniemy rodzicami, byliśmy w siódmym niebie, ale też zdawaliśmy sobie sprawę, że do naszej mikroskopijnej kawalerki trudno będzie wcisnąć dziecięce łóżeczko, a w wąskim korytarzyku za nic nie zmieści się wózek. Mieliśmy w planach kupienie większego lokum, ale za rok, czy dwa, kiedy odłożymy trochę pieniędzy… Dziecko przyspieszyło nasze działania. Na szczęście moi i Krzysia rodzice obiecali, że się dołożą i faktycznie nam pomogli. Dwupokojowe mieszkanko kupiliśmy, kiedy byłam w szóstym miesiącu ciąży i zdążyliśmy jeszcze pomalować ściany, żeby było czysto i przytulnie na powitanie naszego malucha. Wszystko wydawało się idealne, niestety jedna rzecz spędzała nam sen z powiek, a mianowicie schody do budynku. Były strome i dość wysokie. Już widziałam, jak trudno będzie się po nich schodziło z wózkiem. Aż prosiły się o specjalny zjazd, który można przecież było wykonać naprawdę tanim kosztem. – Nieco betonu i po sprawie! – jak wyraził się mój mąż. W administracji byli otwarci na nasz pomysł, tym bardziej, że schody były szerokie i zjazd by się na nich zmieścił bez żadnego problemu. I kiedy już ucieszyliśmy się, że wszystko jest na dobrej drodze, padła propozycja zebrania podpisów wszystkich lokatorów pod petycją. – Na to muszą wszyscy wyrazić zgodę – poinformowała nas pani z administracji. – To chyba nie będzie problem…? – byliśmy z Krzysiem optymistami. Niestety przedwczesnymi. Kto by pomyślał, że komuś może przeszkadzać...

Dziecko wypadło przez okno
Adobe Stock, ivolodina
Prawdziwe historie
„Rodzice nie domknęli okna w dziecinnym pokoju. Maluch wypadł z drugiego piętra”
Co robić? Zacząć krzyczeć? Nie, jeszcze się maluch wystraszy... Dzwonić po pomoc? Tak! Komórka w dłoń, 112 wybrane jednym palcem, a w chwilę później głos w słuchawce.

Krótko po czternastej wracałem z pracy. Żeby sobie skrócić drogę, od przystanku autobusowego szedłem wzdłuż niskiego, czteropiętrowego bloku, zamiast, jak zwykle, chodnikiem przy ulicy. Szedłem powolutku, podziwiając jesienne mini- ogródki, przyklejone do ściany budynku i oddzielone od trotuaru niskim płotkiem. Nie wiem, co mnie skłoniło, żeby nagle podnieść wzrok nieco wyżej. Przypadek? Przeznaczenie? Odruchowo spojrzałem w okolice drugiego piętra i… zamarłem Zamknąłem oczy, ale gdy je otworzyłem nic się nie zmieniło. Poczułem, jak włosy stają mi na głowie. Na drugim piętrze, na wysokości prawie dziesięciu metrów nad ziemią, na wąskim parapecie zobaczyłem dziecko. Małego szkraba, który jeszcze chyba nie umiał chodzić, za to raczkować – jak najbardziej. Miejsce sobie wybrał nieszczególne, to fakt, ale chyba nie zdawał sobie w ogóle sprawy z niebezpieczeństwa. Wydostał się przez niedomknięte okno i zasuwał po wąziutkiej półce parapetu jakby nigdy nic! szybko rozejrzałem się wokół, szukając pomocy. Nikogo. Godzina czternasta z groszami to nie jest pora na tłumy przewalające się przez osiedlowe dróżki. „Może to i lepiej? – pomyślałem. – Jeszcze się dzieciak wystraszy i… spadnie”. Co robić? Zacząć krzyczeć? Dzwonić po pomoc? Tak! Komórka w dłoń, 112 wybrane jednym palcem, a w chwilę później głos w słuchawce. – Proszę słuchać uważnie… – wyszeptałem. – Stoję na osiedlu pod blokiem, na parapecie drugiego piętra łazi dzieciak… – To żart? – zdziwił się operator. – Powtarzam jeszcze raz: dziecko na parapecie. Przyślijcie kogoś, najlepiej straż pożarną… Ja tu stoję na dole i… i nie wiem, co robić… – Potwierdzam przyjęcie zgłoszenia. Straż będzie za pięć do siedmiu minut – głos w słuchawce spoważniał....

Moja matka zaszła w ciążę razem ze mną
Adobe Stock, VadimGuzhva
Prawdziwe historie
„Moja matka zaszła w ciążę w tym samym czasie co ja. Byłam wściekła! Miała służyć mi pomagać, a nie sama siedzieć w pieluchach”
Nikt nie chciał mnie zrozumieć, a ja nie potrafiłam sobie wyobrazić, że moja mama będzie miała malutkie dziecko. Wstydziłam się tego. To ja miałam chodzić z brzuchem, ja miałam być młodą mamą! A teraz co? Obie będziemy?

Mama nie miała jeszcze dwudziestu lat, kiedy przyszłam na świat. To z mojego powodu rodzice wzięli ślub. Rozwiedli się, gdy miałam pięć lat. Nie doczekałam się rodzeństwa. Od tamtej pory byłyśmy z mamą już tylko we dwie. A teraz, kiedy sama jestem mężatką i spodziewam się pierwszego dziecka, ona nagle oznajmiła mi, że jest w ciąży i wychodzi za mąż. A może najpierw powiedziała, że wychodzi za mąż, a potem, że jest w ciąży, sama nie wiem. Byłam w takim szoku, że przez bardzo długą chwilę nie mogłam wydobyć z siebie słowa. – Mamo, ale to przecież ja jestem w ciąży – wyszeptałam w końcu. – Ja również, córeczko. – Ale przecież ty będziesz babcią. – Bardzo młodą babcią, moja droga – roześmiała się. – Mam dopiero czterdzieści dwa lata. Mogę jeszcze być mamą – dodała po chwili. Dlaczego nikt nie chce zrozumieć, co ja w tej sytuacji czuję? Zdawałam sobie sprawę, że mama jest jeszcze młoda i ładna, że mogłaby ułożyć sobie życie. Adam, z którym od pewnego czasu się spotykała, jest zresztą całkiem fajnym facetem, nie mam nic przeciwko niemu. Jednak do głowy mi nawet nie przyszło, że jeszcze mogłabym mieć rodzeństwo. Przecież to ja miałam urodzić dziecko, ja miałam być mamą, a moja  mama – babcią. Miała mi pomagać i doradzać przy dziecku, a nie sama mieć maleństwo. Dosłownie nie mogłam w to uwierzyć. I nie mogłam się z tym pogodzić. – Nie rozumiem, co cię tak zbulwersowało? – mama zachowywała się, jakby wszystko było w najlepszym porządku, jakby rodzenie dzieci po czterdziestce, gdy ma się już dorosłą córkę, było czymś zwyczajnym. Dla mnie jednak nie było to normalne. Wyszłam od niej, z trudem powstrzymując łzy. Gdy wróciłam do domu,...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj