Mąż traktował mnie jak towar wybrakowany
Adobe Stock, phpetrunina14
Prawdziwe historie

„Mąż co miesiąc pytał ją, czy jest już w ciąży. Traktował jak wybrakowany towar. To było upokarzające i bolesne”

Na jednej z wizyt ginekolog poradził jej, żeby przyszła z mężem, bo to może on jest bezpłodny. – Dobrze, pójdę, żeby ci udowodnić, że to ty jesteś do niczego – usłyszała, chociaż spodziewała się odmowy.

Znamy się z Michaśką od dziesięciu lat. Byłyśmy razem na kursie księgowych w stolicy i przez dwa tygodnie mieszkałyśmy w jednym pokoju hotelowym. Sporo młodsza ode mnie, ładna, zgrabna i bardzo wesoła, od razu ją polubiłam. Mieszkała wtedy pod Łodzią. Była bezdzietna, ale miała dobrą pracę, męża z własnym warsztatem samochodowym i ogólnie była zadowolona z życia.

Trudne rozmowy o męskiej niepłodności - film

Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało...

Zaprosiłam ją któregoś lata do siebie na parę dni. Od tamtej pory dość często mnie odwiedzała, bo jak twierdziła, zauroczyły ją góry, cisza i spokój. W czasie jej pobytów dużo rozmawiałyśmy, ale nigdy się na nic nie skarżyła. Zawsze dobrze mówiła o mężu. Jednak ja wyczuwałam coś, co mnie niepokoiło.

Kilka razy zapraszałam ich razem, ale przyjeżdżała tylko ona.

– Michasiu, dlaczego twój mąż nie chce z tobą przyjechać? – pytałam. – Przecież tyle razy was zapraszałam. Mieszkam sama, dom mam duży, jest gdzie spać. Na pewno bylibyście zadowoleni, a i mnie byłoby weselej w liczniejszym gronie.
– Jest zapracowany, poza tym nie może zostawić bez opieki swojego warsztatu – tłumaczyła się.

Nie miałam powodu, by jej nie wierzyć, bo wiadomo, biznesu trzeba pilnować, ale nie byłam do końca przekonana. Z czasem przyjeżdżała coraz rzadziej, a w rozmowach telefonicznych niewiele opowiadała o sobie. Moje pytania zbywała ogólnikami, a po paru miesiącach w ogóle przestała odbierać ode mnie telefony. Pomyślałam, że może się o coś obraziła, ale nie miałam pojęcia, czym mogłam ją urazić. Było mi trochę przykro, bo zżyłam się z nią, polubiłam i wydawało mi się, że z wzajemnością.

Nie chciałam być namolna, więc przestałam dzwonić

I nagle, po dwóch latach przyjechała, bez zapowiedzi. Na jej widok doznałam szoku. Przede mną stała zupełnie inna kobieta – chuda, zaniedbana, w niczym nie przypominała dawnej Michasi. Słowa, którymi mnie przywitała w progu zamiast dzień dobry, zabrzmiały rozpaczliwie.

Mogę się u ciebie zatrzymać na kilka dni, błagam?
– Oczywiście, jak możesz wątpić? – zdziwiłam się. – Ale co się stało? – spytałam zaniepokojona. – Wyglądasz jakbyś przed kimś uciekała.

Michaśka usiadła i rozpłakała się jak dziecko. Zrobiłam kawę i zaczęłyśmy rozmawiać, to znaczy ona mówiła, a ja, słuchając jej opowieści, czułam ciarki na plecach. Nigdy wcześniej nie mówiła mi o swoich kłopotach małżeńskich, choć miała je od dawna. Dlatego przyjeżdżała do mnie sama, żeby choć przez kilka dni mieć spokój. Dopiero teraz się przyznała.

Wyszła za mąż dość późno, bo w wieku trzydziestu lat, za rozwodnika, który był już dobrze po czterdziestce. Z pierwszą żoną nie miał dziecka i to było powodem rozwodu. Marzył o synu i liczył, że to właśnie Michasia – jeszcze dość młoda, by zostać matką, urodziwa i zdrowa kobieta – urodzi mu upragnionego potomka.

Pobrali się, zamieszkali w wynajętym mieszkaniu i wydawało się, że będą razem żyć długo i szczęśliwie. Mąż Michasi prowadził warsztat samochodowy i całkiem dobrze im się wiodło. Wkrótce zaczęli budować dom, potem wzięli kredyt na rozbudowę warsztatu. Michasia nie stosowała antykoncepcji, bo zdawała sobie sprawę z tego, że zegar biologiczny tyka i niebawem może być już za późno na macierzyństwo. Kiedy się poznałyśmy ona jeszcze nie miała pojęcia o swojej chorobie.

Dowiedziała się przypadkiem, gdy poszła do ginekologa, myśląc, że jest w ciąży

Mąż szalał z radości, kiedy powiedziała mu, że chyba spodziewa się dziecka. Wróciła od lekarza ze skierowaniem do szpitala i z wyrokiem. To nie była ciąża, tylko mięśniaki macicy. W szpitalu zrobiono jej badania i zdecydowano się na wyłuszczenie mięśniaków. Po zabiegu lekarze pocieszali ją, że za pół roku może znów myśleć o dziecku.

Przez ten czas żyła jak w amoku. Martwiła się o swoje zdrowie i o to, czy na pewno uda jej się zajść w ciążę. Minęło pół roku, potem rok, dwa, ona czuła się dobrze, mięśniaki się nie odnawiały, ale w ciążę nie zachodziła. I wtedy zaczął się jej koszmar.

Mąż zmienił się nie do poznania. Zaczęły się awantury, ubliżanie i traktowanie jej jak wybrakowanego towaru. W tamtym czasie, przyjeżdżając do mnie, nie chciała mi nic mówić o swoich problemach, bo wiedziała, że i tak jej nie pomogę. Pragnęła tylko, chociaż przez ten krótki czas zapomnieć o tym, co ją dręczyło.

Mąż, mimo że się awanturował, to nadal korzystał ze swoich małżeńskich praw w sypialni i co miesiąc pytał Michasię, czy jest w ciąży. To było dla niej upokarzające i bolesne.

Na jednej z wizyt ginekolog poradził jej, żeby przyszła z mężem, bo to może on jest bezpłodny

Wtedy już nie chciała dziecka, ale dla świętego spokoju powiedziała mężowi o propozycji lekarza.

Dobrze, pójdę, żeby ci udowodnić, że to ty jesteś do niczego – usłyszała, chociaż spodziewała się odmowy.

Wynik badania był dla niego miażdżący. To on był bezpłodny. Mimo zadry w sercu, starała się go pocieszać, wspierać, ale na nic się to zdało. Mąż się totalnie załamał. Zaczął pić...

Po kilku miesiącach jego warsztat podupadł. W tym czasie Michasia zachorowała na nerki, potem na wrzody żołądka i musiała przejść na rentę. Mąż staczał się coraz bardziej, aż któregoś dnia znalezionego go w warsztacie martwego. Zapił się na śmierć. Potem okazało się, że bez jej wiedzy wziął duży kredyt na jakieś maszyny do warsztatu.

Bank zajął warsztat i Michaśka została tylko ze swoją marną rentą

Utrzymanie domu pochłaniało dużo pieniędzy, więc go sprzedała i kupiła kawalerkę w bloku, a resztę pieniędzy wpłaciła na konto, bo już o powrocie do pracy nie miała co marzyć. Po tym wszystkim podupadła na zdrowiu jeszcze bardziej. No i właśnie przyjechała do mnie, żeby trochę odpocząć od tamtych wspomnień, zregenerować się, nabrać sił...

Starałam się ją rozweselać, jak tylko potrafiłam, ale ona wciąż powtarzała, że już nigdy nic dobrego jej nie spotka.

– Zobaczysz, jeszcze wspomnisz moje słowa, będzie dobrze – pocieszałam ją. – Nie wolno mówić nigdy. 
– Ja tam swoje wiem – mówiła z rezygnacją. – Kto zechce starzejącą się kobietę, schorowaną, z poszarpanymi nerwami, no kto?
– A może znajdzie się taki ktoś? – tłumaczyłam. 
– Może kiedyś, a teraz to mi się nawet rano umyć nie chce – odpowiadała i machała ręką, co miało znaczyć „daj spokój, szkoda gadać”.

Nie byłabym sobą, gdybym ją zostawiła w takim stanie

Miałam zaprzyjaźnioną fryzjerkę i kosmetyczkę jednocześnie, więc dyskretnie zadzwoniłam, powiedziałam, o co mi chodzi i zaprosiłam ją do domu, pod pretekstem wykonania zabiegów mnie. Michasia początkowo patrzyła z dezaprobatą, ale widziałam, że powoli się przekonuje. Kiedy ja byłam już wypiękniona, odezwała się:

– A może i ja bym spróbowała, jak myślisz? – spytała cicho.

Nie dałam po sobie poznać zadowolenia z udanego podstępu, tylko rzuciłam tak od niechcenia.

– No wiesz, jeśli chcesz, spróbuj. Pani chyba ma jeszcze trochę czasu? – zwróciłam się do fryzjerki.
– Tak, tak – odparła dziewczyna. – Jeszcze godzinkę mogę poświęcić.

No i stało się. Po godzinie Michasia wyglądała zupełnie inaczej. Włosy ładnie obcięte, wymodelowane, cera odświeżona, paznokcie zrobione, po prostu, nie ta sama kobieta, która przyjechała. Widziałam, że była zadowolona, bo co chwilę podchodziła do lustra i przyglądała się sobie.

– Ty chyba to specjalnie zrobiłaś? – spytała, mrużąc oczy.
– O czym mówisz? – udałam, że nie wiem, o co chodzi.

Gdy wyjeżdżała, uściskała mnie i gdyby nie staranny makijaż, to pewnie popłakałaby się ze wzruszenia.

Wczoraj pod wieczór odebrałam telefon i nie mogłam uwierzyć, że to od Michasi

Znowu miała radosny głos jak dawniej.

– Wiesz, że niedługo będę mieszkała niedaleko ciebie? – zaskoczyła mnie rewelacją. – Wychodzę za mąż za wdowca, którego poznałam w pociągu, kiedy ostatnio wracałam od ciebie. Ma pod Bielskiem domek i tam zamieszkamy. Ślub będzie w grudniu, czuj się zaproszona.
– To znaczy, że te zabiegi u mnie poskutkowały? – roześmiałam się.
– Oczywiście, że tak – odparła Michasia. – Gdybym wyjechała od ciebie w takim stanie, jak przyjechałam, to na pewno nie spojrzałby na mnie. Jestem twoją dłużniczką.
– A pamiętasz, co ci powiedziałam, gdy byłaś u mnie? – spytałam uradowana.
– Tak, pamiętam – odpowiedziała. – Mówiłaś, żebym na zawsze wykreśliła z mojego słownika słowo „nigdy”, i wiesz, chyba tak zrobię.
– Cieszę się, Michasiu, zasługujesz na dobre życie.

Michaśka wiele przeszła, ale nareszcie zaświeciło dla niej słońce. Wierzę, że będzie szczęśliwa. I kto by pomyślał, że jeszcze tak niedawno straciła nadzieję, że coś dobrego może ją w życiu spotkać. Życie jest nieprzewidywalne, więc... Nigdy nie mów nigdy! 

Weronika, 49 lat

Czytaj także:

Przerażona dziewczynka
Adobe Stock, Artsiom Kuchynski
Prawdziwe historie
„Moje dziecko zaginęło na obozie i przez cały dzień nikt tego nie zauważył. Policja znalazła ją w przydrożnym toi toiu”
„Wychowawczyni aż do wieczora nie zauważyła, że brakuje jej jednej obozowiczki. Mojej córki nie było podczas kolacji, a ona nadal nie zareagowała. Gdyby nie mój telefon, to moje biedne dziecko spędziłoby noc w przydrożnej toalecie”.

Pozmywam jeszcze tylko naczynia i zadzwonię do Ewy – pomyślałam, widząc, że zbliża się szósta po południu.    O tej i tylko o tej godzinie wychowawczyni na obozie pozwalała dzieciom dzwonić do domu. Taki był regulamin, o czym my, rodzice, zostaliśmy zawczasu poinformowani.   – Dzieci powinny odpocząć, także od urządzeń mobilnych – powiedziała nam kierowniczka już na samym początku. – Będą grały w gry zespołowe na świeżym powietrzu, chodziły na spacery i uprawiały sport. Nie przewidujemy siedzenia w internecie. Dlatego wychowawcy zostali poinstruowani, żeby zabierać komórki i tablety na cały dzień i oddawać je tylko na godzinę dziennie, między szóstą a siódmą, tuż przed kolacją. Wtedy dzieci będą miały czas wolny i będą mogły robić, co chcą: grać, dzwonić do rodziców, surfować w sieci – zaznaczyła.   Te reguły wydały mi się bardzo rozsądne. Wprawdzie Ewa nie była tak bardzo uzależniona od komputera jak jej starszy brat i jego koledzy, ale uznałam, że mojej dziesięciolatce przyda się abstynencja od telefonu. Może pozna kogoś nowego, zamiast cały czas dzwonić do koleżanek.    Odstawiłam ostatni talerz na ociekacz i spojrzałam na zegarek. Było pięć po szóstej. Wybrałam numer córki, ale nikt nie odebrał telefonu. Przez kwadrans próbowałam jeszcze kilka razy, z identycznym skutkiem. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo zwykle córka odbierała po pierwszym sygnale. Uznałam jednak, że może dobrze się bawi i zapomniała spojrzeć na zegarek. Kiedy jednak dochodziła siódma, a ona się nie odzywała, poczułam niepokój. Dlaczego milczy? „Może dzisiaj nie ma ochoty ze mną rozmawiać” – pomyślałam, ale przecież sama w to nie wierzyłam. Gdyby Ewa weszła już w okres dojrzewania, pewnie miałaby muchy w nosie. Ale ona była jeszcze w wieku, kiedy mama jest najlepszą...

Szczęśliwa rodzina
Adobe Stock, Drobot Dean
Prawdziwe historie
„Rodzice nazywają mnie wyrodną matką, bo chodzę na imprezy. A ja godzę życie towarzyskie z macierzyństwem” 
„Ciąża była wpadką, ale nie oznaczała dla nas końca świata. Prawie nie odczuwaliśmy, że mamy córkę, że coś nam umyka, że już nie możemy się bawić, że obowiązki nas przytłaczają. Dziecko to nie kula u nogi i wieczne siedzenie w domu”.

Marcysia niedługo skończy półtora roku i jest naszym oczkiem w głowie. Chociaż nie była planowana i wyczekiwana, wręcz przeciwnie, to owoc klasycznej wpadki. Spotykałam się z Rafałem co prawda już dwa lata, ale oboje dopiero skończyliśmy szkoły i zaczęliśmy pracę. Chcieliśmy się nacieszyć dorosłością i niezależnością… Jednak nie wpadliśmy w rozpacz, nie było rwania włosów z głowy. Pewnie, że byliśmy źli, że tak się stało, bo chcieliśmy się najpierw wyszaleć. Ale stało się, jak się stało. Od razu podjęliśmy decyzję, że w takim razie się pobieramy.   Odnowiliśmy mieszkanko brata Rafała, który od kilku lat siedział w Anglii i nie zamierzał wracać. Na razie mogliśmy tam spokojnie mieszkać. Rodzice oczywiście też nie byli zachwyceni faktem, że zaraz zostaną dziadkami, ale po krótkim załamaniu ogarnęli się i zaczęli nam pomagać. Jak tylko Marcysia pojawiła się na świecie, wszyscy oszaleli na jej punkcie. Rafał uznał, że dla córki musi być kimś i… poszedł na studia!  Ja byłam na macierzyńskim, potem chciałam wracać do pracy, lecz rodzice – zarówno moi jak i Rafała – zakrzyczeli mnie. Obiecali, że dołożą się nam do życia, pomogą, bylebym zajmowała się córeczką. Nikt nie chciał słyszeć o tym, że miałabym do maleństwa sprowadzić jakąś obcą nianię, a wśród znajomych i rodziny nie było osób wolnych.    No więc stało się tak, że Rafał pracował i się uczył, ja zaś siedziałam w domu i zajmowałam się córką. Nie powiem, na początku byłam zachwycona. Ja też z przerażeniem myślałam, że moją córką miałaby się zajmować obca osoba. Poza tym – to ja chciałam być przy niej podczas wszystkich ważnych momentów jej życia. Gdy zaczynała siadać, jeść samodzielnie, chodzić, mówić… No więc na początku układało się super. Poprzednie lato było upalne i suche,...

Zmusiłam siostrę do usunięcia ciąży
Adobe Stock, mitarart
Prawdziwe historie
„Zmusiłam nastoletnią siostrę do usunięcia ciąży. Bałam się, że sobie nie poradzimy. Dziś wiem, że bardzo ją skrzywdziłam”
Teraz wiem, że powinnam poszukać pomocy dla siostry. Ona była o wiele za młoda i o wiele za wrażliwa, żeby udźwignąć ciężar, który ją spotkał.

Po latach wiem, że za wszystko w życiu trzeba odpokutować. I ja też muszę. Zawsze byłam zżyta z młodszą siostrą Alą. To ja przejęłam nad nią faktyczną opiekę, gdy mamę zwolniono z pracy za picie. Pilnowałam, żeby odrabiała lekcje, gotowałam jej cienkie zupy z tego, co udało się kupić za pieniądze z opieki społecznej, a po nocach prałam jej ubrania. Nic dziwnego, że Ala traktowała mnie bardziej jak matkę niż jak siostrę To mnie zwierzała się z tego, że dzieci w klasie się z niej śmieją. To do mnie przybiegała, gdy nauczyciel skrzywdził ją niesprawiedliwym słowem. I to mnie pierwszej powiedziała, że się zakochała. Miała wtedy zaledwie szesnaście lat. Szybko zorientowałam się, że coś się zmieniło. Zwykle zamknięta w sobie, przygnębiona, zawstydzona, Ala nagle jakby rozpromieniała jak słońce. – To miłość mojego życia, naprawdę! Jestem taka szczęśliwa – powtarzała z roziskrzonymi oczami. Nie pochwalałam tego związku. Chciałam, żeby Ala skończyła szkołę i znalazła porządny zawód, który pozwoli jej wyrwać się z alkoholowej biedy popegeerowskiej wsi, w której się wychowałyśmy. Ale niech ktoś spróbuje zatrzymać nastoletnią miłość… Mój wpływ na siostrę nie sięgał tak daleko. Ala zaczęła całe dnie spędzać z Wojtkiem. Na skutki nie trzeba było długo czekać Jakoś przed wakacjami zauważyłam, że siostra popłakuje po kątach. Jej wygląd też się zmienił. Ala, która do tej pory chętnie podkreślała swoje wdzięki krótkimi spódniczkami i opiętymi bluzeczkami, teraz zaczęła kryć się za workowatymi bluzami dresowymi. – Kochanie, powiedz mi, czy ty aby nie jesteś w ciąży? – spytałam pewnego dnia z głupia frant. Ala tylko wybuchła płaczem. Więcej nie musiała mówić. Historia była klasyczna. Kiedy...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj