Mężczyzna, który bawi się z synem
Adobe Stock, dusanpetkovic1
Prawdziwe historie

„Mąż uważał, że jest za poważny na zabawę z synem. To wizyta w sklepie z zabawkami wyzwoliła w nim dziecko"

„Są przecież ludzie, którzy nie odnajdują się w zabawie z małym dziećmi. Nie potrafią, nie chce im się, nie mają na nią pomysłu. I nic nie da się na to poradzić i taki właśnie był mój mąż. Czasem, by w pełni dojrzeć do roli rodzica, trzeba odnaleźć w sobie beztroskę, swoje wewnętrzne dziecko".
Sławek to poważny facet. Jest dobrym mężem – troskliwym, opiekuńczym i zaradnym. Czuję się przy nim bezpiecznie, bo on bardzo serio traktuje życiowe obowiązki. Nie wahałam się, by za niego wyjść, tak jak nie miałam wątpliwości, że mogę szybko urodzić dziecko, bo on zajmie się finansami rodziny. 
 
Pół roku po ślubie byłam w ciąży, dziewięć miesięcy potem urodziłam zdrowego i spokojnego syna. Przez kolejny rok zajmowałam się Michasiem na urlopie macierzyńskim, a potem poszłam na wychowawczy. Sławek zarabia wystarczająco, żebyśmy mogli sobie na taki luksus pozwolić.
 
Cieszyłam się, że zostanę z małym, bo nie chciałam oddawać go do żłobka. Nie należę do kobiet, które szczególnie cenią sobie życie zawodowe, więc łatwo było mi podjąć tę decyzję. Oboje z mężem uznaliśmy, że tak będzie najlepiej. 
 
No i było. Mąż wychodził rano do pracy, a ja zajmowałam się Michasiem i domem. Jako że Sławek musiał zarobić na naszą dwójkę, wracał do nas dopiero pod wieczór. Zawsze jednak starał się być na kąpiel. To był jego czas z synem. Najpierw małym oseskiem, którego trzeba było trzymać na dłoni, a potem – gdy Michaś przekroczył rok – z urwisem rozchlapującym naokoło wodę.
 
– Michał, przestańże. Synku! – pokrzykiwał Sławek, gdy mały znów roztrzepywał rączkami wodę na wszystkie strony.
 
– Daj mu spokój, bawi się. Pościeram podłogę – uspokajałam go.
 
– No tak, ale jestem cały mokry. Jak ja wyglądam? – denerwował się mąż.
 
– Wyschniesz, spokojnie.
 
To był nasz jedyny problem. Sławek był zbyt poważny, by wyluzować się w zabawie z synem. To, co było jego największą zaletą w życiu zawodowym, małżeńskim, przy dziecku stawało się poważną wadą. Po prostu nie potrafił odpuścić. Ani na chwilę nie przestawał być dorosłym i wydawało mi się, że tej samej dojrzałości oczekiwał od naszego Michasia. 
 
– Pobaw się z nim, zobacz, jak się nudzi – zachęcałam Sławka w weekend, by usiadł z małym na podłodze.
 
– Mam robotę – odpowiadał.
 
– Daj spokój, praca nie zając. No, zobacz, jak na ciebie patrzy.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Ty go doglądasz, wcale się z nim nie bawisz

Sławek wstawał wtedy od biurka i kładł się obok syna na podłodze. Patrzyłam na nich z kuchni i serce mi się krajało. Widok był żałosny. Mąż leżał obok Michasia i błądził myślami gdzieś daleko. Co chwila podnosił jakiś klocek czy samochodzik i dawał go małemu do ręki. Synek nie za bardzo wiedział, co z nim zrobić, więc brał do buzi albo upuszczał. Sławek nie zwracał na to uwagi. Co chwila zerkał tylko w kierunku biurka, jakby już chciał wstać i wrócić do pracy. Jakby nie mogła na niego zaczekać. 
 
W pewnym momencie tak się zamyślił, że nawet nie zauważył, jak Michaś znudzony jego towarzystwem pomaszerował sobie w inny kąt pokoju. Dopiero gdy Sławek się ocknął, zaczął się rozglądać w poszukiwaniu syna. Posadził go z powrotem na miejsce, ale jednocześnie sięgnął po pilota i włączył telewizor. Usłyszałam odgłosy wieczornych wiadomości i już całkiem załamałam ręce. Sławek gapił się w ekran i tylko od czasu do czasu głaskał małego po policzku albo łaskotał po stopie. 
 
Gdy Michał zachęcony jednym z takich gestów próbował wdrapać się na tatę, Sławek zdjął go i posadził na dywanie. Wziął do ręki kolejną zabawkę i pomachał nią synowi przed nosem, żeby go zainteresować. A potem znów wpatrywał się w telewizor.  
 
Przykro było na to patrzeć, bo przecież Michał był już dość duży i można było się z nim naprawdę dobrze bawić. Miał dwa lata i bardzo lubił budować z klocków wieże, ganiać samochodziki, które mu się puszczało dookoła, i rzucać piłką. Mąż nie potrafił się jednak odnaleźć w tych zabawach. Wiele razy próbował, ale widziałam, że go te rozrywki zupełnie nie interesują. Długo nic nie mówiłam, bo przecież ciężko pracował, lecz któregoś razu nie wytrzymałam. 
 
– Sławek, ty się w ogóle z naszym synem nie bawisz…
 
– Jak to nie bawię?
 
– No bardzo mało.
 
– Bo mam mnóstwo pracy. Wiesz, że na wszystko trzeba zarobić.
 
– Ale ja nie mówię o chwilach, kiedy cię nie ma, kiedy jesteś w biurze. Mówię o tych, kiedy jesteś w domu. Nawet jak siedzisz z nim na dywanie wśród zabawek, to myślami błądzisz gdzieś daleko albo oglądasz telewizor.  
 
– No i jednocześnie się bawimy.
 
– Nie! Ty jednocześnie doglądasz Michasia. Doglądanie dziecka a zabawa z nim to dwie różne sprawy.
 
– Przesadzasz troszkę, Ania. Nie wiem, co jeszcze mielibyśmy razem robić. Grać w statki? Przecież on nic jeszcze nie rozumie.
 
– Jak nic nie rozumie?
 
– No niewiele. Zresztą ja nie lubię się bawić. Wyrosłem z tego. Nic nie poradzę, że stawianie wież z kloców mnie nudzi – powiedział, a mnie zrzedła mina; zauważył to. – Ale go kocham i lubię z nim przebywać. No, Anka, nie patrz tak na mnie…
 
Nie powiem, zrobiło mi się smutno, gdy słyszałam takie słowa męża. Ale nie mogłam go potępiać. Są przecież ludzie, którzy nie odnajdują się w zabawie z małym dziećmi. Nie potrafią, nie chce im się, nie mają na nią pomysłu. I nic nie da się na to poradzić. 
 
Tak sobie to wszystko podsumowałam, przełknęłam tę gorzką pigułkę. „Nic na siłę” – pomyślałam.
 
No i rzeczywiście, nic na siłę. Wszystko można sposobem! A najlepsze metody podsuwa czasem przypadek. Tak było u nas. 

Zbliżały się trzecie urodziny Michałka

 Zamierzaliśmy je uczcić przyjęciem dla rodziny. To miała być naprawdę huczna impreza. Na kilka dni przed tym wydarzeniem zostawiliśmy synka u dziadków i pojechaliśmy na duże zakupy. Chcieliśmy też znaleźć coś na prezent. Tym razem postanowiłam zmusić Sławka, żeby wybierał ze mną. 
 
Weszliśmy do sklepu z zabawkami i nagle – jakby puknięty w głowę jakąś czarodziejską różdżką – mój mąż oszalał. Wyprężył się, zaświeciły mu się oczy i ruszył do jednej z półek. Stała na niej przepiękna kolejka. Taka, która imituje prawdziwy pociąg. Na darmo spierałam się z nim, że Michaś jest za mały na taki prezent. Nie dał się przekonać i wyszliśmy z zestawem za czterysta złotych pod pachą!
 
W domu ukryliśmy prezent i czekaliśmy na dzień imprezy. Dopiero wtedy mąż wręczył go synkowi. Mały, o dziwo, od razu zakochał się w wagonikach, torach i lokomotywie. Przykleił się do wielkiego pudła i chciał natychmiast prezent rozpakowywać. Goście siedzieli przy stole, ja ich obsługiwałam, a Sławek poszedł z Michałem do jego pokoju, żeby rozłożyć kolejkę.
 
– Na chwilę tylko. Przecież nie da mi spokoju… – powiedział do mnie, zanim zniknął u małego. 
 
Po pół godzinie straciłam cierpliwość i poszłam po męża. Gdy stanęłam w drzwiach, aż mnie zatkało. Bawili się razem. Ale nie jak ojciec z synem. Jak dwójka dzieci! Tatuś układał kolejkę na torach, a synek kręcił gałkami sterowania, jak go wcześniej poinstruowano. Zapomnieli o bożym świecie.
 
– Sławek, idziesz?
 
– Tak, zaraz – odpowiedział tylko.
 
Po kolejnych trzydziestu minutach poszłam po niego znowu i tym razem wyciągnęłam go już na siłę. 
 
– Zawsze chciałem taką mieć – wyszeptał tylko rozanielony. 
 
Miał na twarzy uśmiech tak błogi i naiwny, że zupełnie mnie udobruchał.
 
Goście poszli bardzo późno, ale gdy obudziłam się rano, byłam już w łóżku sama. Wstałam i poszłam do pokoju Michała. Znalazłam ich tam obu. Bawili się razem kolejką. Obaj byli w pidżamach – Sławek w kratę, a Michaś w misie. Przecudny widok. Nie odciągałam ich od zabawy. Zrobiłam śniadanie i dałam im czas dla siebie.
 
Od tego czasu mąż przepadł w świecie zabawek. Stał się najlepszym kompanem mojego syna. Układają lego, makiety z żołnierzykami, grają w gry komputerowe, sklejają modele. Michał przepada za tatą, a i Sławek znalazł z nim szczególną nić porozumienia. Bywa, że po wieczornej zabawie razem zasypiają w łóżku, a kolejka jeździ w kółko po pokoju. 
 
Sławek wydaje na zabawki mnóstwo pieniędzy, jednak złoszczę się na niego tylko tak dla zasady – żeby nie przesadził. Tak naprawdę to cieszę się, że są w takiej komitywie. Przecież o to mi chodziło. Nie myślałam tylko, że dla dobra ich relacji mój mąż będzie musiał odnaleźć dziecko w sobie. Ale ten powrót do przeszłości dobrze mu zrobił. Jest weselszy i częściej zdarza mu się odpuścić. Po prostu wyluzować.

Anna, 32 lata

Czytaj także:
Rodzice założyli nowe rodziny i mnie zostawili
Adobe Stock, stokkete
Prawdziwe historie
„Rodzice się rozwiedli i założyli nowe rodziny, a ja stałam się problemem. Nikt mnie nie chciał, nie było dla mnie miejsca”
Kiedy na Boże Narodzenie mąż matki zabrał całą rodzinę w góry, nikt nie pomyślał o mnie, o tym, że zostaję sama. Ojciec zadzwonił złożyć mi życzenia, ale też nie zapraszał. Spędziłam święta samotnie.

Szłam do pierwszej klasy, kiedy mama wyjechała do pracy. Pamiętam, jak płakałam, nie chciałam, żeby wyjeżdżała, ale tłumaczyła mi, że to tylko na trochę, na krótko, a jak zarobi pieniążki, kupi mi wymarzoną lalkę. Lalkę dostałam, ale mama była za granicą bardzo długo. Kiedy zaczęłam już przyzwyczajać się, że jesteśmy we dwoje z tatą, i przestałam tak rozpaczliwie tęsknić, mama wróciła. Nic już jednak nie było jak dawniej, ona była inna, nie miała dla mnie czasu, kłóciła się z tatą i bardzo często wychodziła. W końcu pewnego wieczora powiedziała, że bardzo mnie kocha, ale nie może już dłużej mieszkać z tatą i musi się wyprowadzić . Patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami i nic nie rozumiałam – To gdzie teraz będziesz mieszkała? – zapytałam. – Na razie u dziadka. – A potem? Mama zawahała się przez moment. – A potem zobaczymy. – Zabierz mnie ze sobą – poprosiłam. – Nie chcę mieszkać bez ciebie. – Wiesz, kochanie – mama patrzyła gdzieś na ścianę – ustaliliśmy z tatą, że zostaniesz z nim. Tu jest twój dom, twoje zabawki, twój pokój. – Zabawki zabiorę ze sobą, chcę mieszkać z tobą – upierałam się. – Nie mogę cię zabrać, kochanie, ale będę cię odwiedzać. Obiecuję, że będziemy się bardzo często spotykać. W ten sposób po raz drugi zostałam sama z tatą, ale tym razem już chyba na zawsze Mama mnie odwiedzała, ale wcale nie tak często. Jeszcze na początku, kiedy mieszkała u dziadka, to owszem, nawet zabierała mnie na niedzielę. Szybko jednak się od dziadka wyprowadziła i zamieszkała ze swoim nowym partnerem, jak o nim mówiła. Tata w ogóle o nim nie mówił ani o mamie. Kiedy go o coś pytałam, złościł się...

Dziewczynka, która boi się chodzić do szkoły
Adobe Stock, Rafael Ben-Ari
Prawdziwe historie
„Przez nową wychowawczynię, moja 7-letnia córka znienawidziła szkołę. Płakała, symulowała choroby i miała koszmary"
„Było tak pięknie! Dzieci uwielbiały szkołę, chętnie się uczyły, wspaniale czuły się we własnym gronie… Niestety, w kimś obudziły się chore ambicje. Wymienili Panią Ewę na nową, rygorystyczną nauczycielkę, która chyba za cel wzięła sobie obrzydzenie dzieciom szkoły. Świetnie jej idzie".

Głowę miałem pełną zmartwień, gdy córka szła do zerówki. Niepokoiłem się, jak szybko nawiąże nowe znajomości, jak będzie radzić sobie z nauką. No i na jaką nauczycielkę trafi. Wszyscy wiemy, jakie to ważne.    Gdy po szkolnym apelu na rozpoczęcie roku poszliśmy do sali, by poznać wychowawczynię Mai, byłem bardziej stremowany od córki. Zobaczyłem jednak tę nauczycielkę i napięcie opadło. Na pierwszy rzut oka było widać, że to ciepła i sympatyczna kobieta. Niemłoda, bo na oko ponad  pięćdziesięcioletnia, ale uśmiechnięta i uważna. Miała na imię Ewa.   – Dzień dobry, królewno – zwróciła się do Mai, gdy podeszliśmy do niej oboje. – A kogóż to przyprowadziłaś dzisiaj do szkoły?   Córcia była jeszcze trochę wystraszona, więc przytuliła się do mnie i zaniemówiła. Jak zwykle postanowiłem ją ratować z opresji.   – Maja dzisiaj przyszła z tatą  – uśmiechnąłem się, a nauczycielka spojrzała na mnie z sympatią.   – Aha, z tatą… – odpowiedziała, a potem znów skierowała swoje słowa do Mai. – Tylko nie przyprowadzaj taty codziennie, bo nie zmieści się nam w żadnej ławce.  Szkolna codzienność szybko potwierdziła moje przypuszczenia Na drugi dzień zostawiłem małą z ciężkim sercem, ale odbierałem już w wyśmienitym humorze. Maja była szczęśliwa, rozszczebiotana i podekscytowana tym, czego zdążyła się nauczyć o szkolnym życiu.    Cały czas trajkotała też o pani. Jaka jest dla nich dobra, jaka wspaniała.   – My się do pani Ewy nawet przytulamy – mówiła.    – Wszyscy naraz?   – Nie, po kolei. Jak ktoś wstanie z ławki i podejdzie. Ona nam pozwala, bo jesteśmy maluchy. Tak o nas mówi.   Pani Ewa każdego dnia udowadniała, że jest serdeczną wychowawczynią i bardzo dba...

Chłopiec, który był świadkiem samobójstwa
Adobe Stock, Roman Bodnarchuk
Prawdziwe historie
„Mój 14-letni syn na zielonej szkole był świadkiem samobójstwa. Nauczyciele, zamiast mu pomóc, obarczyli go winą"
„Jeśli ta kobieta uważa się za pedagoga, to ja mogę być kosmonautką. Prawdziwy pedagog nigdy nie zrzuci własnej winy na podopiecznego. Nasze dzieci były przesłuchiwane przez policję. Bez wsparcia psychologa, bez zawiadomienia rodziców. Przecież one będą miały traumę do końca życia".

Kiedy nasz czternastoletni syn wyjechał ze swoją klasą na zieloną szkołę, wykorzystałam te kilka dni do zrobienia porządków w domu. Nie martwiłam się wcale tym, że Jasiek nie dzwoni, bo to dla niego zupełnie normalne. Nastoletni chłopcy na co dzień niechętnie rozmawiają z rodzicami, to już taki wiek. A kiedy na jakiś czas wyrwą się spod kurateli dorosłych, zupełnie zapominają o domu. Wiedziałam zresztą, że mojemu dziecku na pewno nie dzieje się krzywda. W zeszłym roku był na zielonej szkole w tym samym pensjonacie i wrócił zachwycony.   Kiedy więc pojechałam po niego na dworzec kolejowy, byłam pewna, że zobaczę zadowoloną minę. Tymczasem Jasiek wysiadł z pociągu dziwnie ponury. Co gorsza, jego wychowawczyni wyglądała tak, jakby była obrażona na cały świat. Widząc to, nawet do niej zagadałam życzliwie.   – Pani Moniko, czy coś się stało?    Zaniepokojona podejrzewałam bowiem, że może któreś z dzieci z klasy Jaśka coś przeskrobało na wyjeździe. Albo, nie daj Boże, podpadł jej właśnie mój syn. Ale wychowawczyni zapewniła mnie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, tylko zwyczajnie źle się czuje, bo jest zmęczona po tym wyjeździe.    W sumie nie dziwiłam się jej. Tydzień z gromadą nastolatków, 24 godziny na dobę…    To, że Jasiek w samochodzie nie był rozmowny, wcale mnie nie zdziwiło. Nigdy nie należał do wesołków.   – Chcesz coś zjeść? – zapytałam go, kiedy dotarliśmy do domu.    – Nie jestem głodny – odburknął tak, że aż mąż podniósł wzrok znad gazety, ale widząc, jak syn chowa głowę w ramiona i człapie do swojego pokoju, odpuścił sobie komentarz.    Pewnie doszedł do tego samego wniosku co ja, że Jasiek jest rozdrażniony ze zmęczenia, i tyle.  Rany boskie, mów! Nasz syn chciał się zabić?!...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj