Kobieta, która porzuciła córkę
Adobe Stock, photobyevgeniya
Prawdziwe historie

„Miałam okropne dzieciństwo bez miłości. Nie chciałam zgotować tego samego mojej córce i oddałam ją do okna życia...”

„Nie jestem godna, żeby nazywać mnie matką. Nie potrafiłam pokochać własnego dziecka, chciałam je porzucić… Ale dziś już wiem, że do miłości – także tej matczynej – trzeba po prostu dojrzeć. Zajęło mi to kilkanaście godzin”.
Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Ciąża. Nie miałam domu. Nie miałam pracy. Ani rodziców, ani faceta. Tylko dziecko w brzuchu. I wcale go nie chciałam! W domu nigdy się nie przelewało. Nosiłam łachy od sąsiadek albo z pomocy społecznej. Boże, jak ja zazdrościłam koleżankom, które miały bajeczne ciuchy z najmodniejszych sklepów. Niesprane dżinsy, nowiutkie trampki, nierozciągnięte koszulki.
 
– Mamo, zobacz, jak wyglądają moje koleżanki. Ja czuję się obok nich jak śmieciara! Kup mi choć jeden dres do szkoły. Nie musi być markowy, byle nowy, świeży… – prosiłam matkę.
 
Ale ona patrzyła tylko na mnie bezradnie i bełkotała: 
 
– Nie mam za co. Dobrze, że na jedzenie starcza…
 
Znowu była pijana. Jak co dzień. Siedziała na wytartej kanapie w pokoju i piła gorzałę z kubka, udając, że to herbata. 
I paliła te śmierdzące pety. Nie kojarzyła, co się wokół dzieje. Nie obchodziło jej nic, poza kolejną porcją wódy. I kolejnym papierosem. A gdy te się kończyły, z pasków pociętej gazety i resztek tytoniu z niedopałków robiła skręty. 
 
– Twoja córeczka chce mieć nowe ciuchy – mówiła do ojca gdy tylko wchodził do domu. – No, dalej, idź z nią do sklepu i kup jej! Ja nie mam ani grosza.
 
– A ty co, znowu piłaś?! – denerwował się ojciec.
 
Wybuchała awantura. O nic i o wszystko. Uciekałam do swojego pokoju albo wychodziłam z domu. Mróz, deszcz, upał – nieważne. Czasem spraszali znajomych i urządzali pijackie libacje. Alkohol lał się strumieniami, dom stawał się szary od papierosowego dymu. Jak ja ich nienawidziłam! I tych obcych, i moich rodziców. 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

W wieku 18 lat wyprowadziłam się

Ale to matki i ojca nienawidziłam najbardziej. Bo nieraz po ich balandze dostawałam od nich lanie. Za to, że źle spojrzałam. Że nie zrobiłam herbaty. Że nie starczyło na kolejną flaszkę. Każdy powód był dobry.
 
– Jak skończę 18 lat, to się stąd wyprowadzę! I nigdy mnie nie zobaczycie! – odgrażałam się.
 
– A idź, ty darmozjadzie! I tak nie ma z ciebie żadnego pożytku! – odgryzała się matka.
 
– Skończ opowiadać te bzdury. Dobrze wiesz, że nigdzie nie pójdziesz. Bo nie masz dokąd. Bo nic nie umiesz – dogadywał ojciec. –Żebyś chociaż liceum skończyła, a nie marne technikum kolejowe. 
 
I wreszcie nadszedł ten dzień: skończyłam 18 lat! Zamiast wyprawić urodzinową imprezę spakowałam kilka najpotrzebniejszych ciuchów i… wyszłam. Zamieszkałam u swojej przyjaciółki. 
 
– Dasz radę. Ale najpierw musisz zdobyć fach, bo po samym technikum daleko nie zajedziesz. Zrób jakiś kurs – może manikiurzystki, jak zawsze chciałaś? Idź do pracy i odetchnij wreszcie! Zacznij żyć na własny rachunek – tłumaczyła mi wiele razy.
 
Ideałami chodzącymi to my nie byłyśmy. Joaśka nieźle się uczyła, ale to tyle jej zasług. Poza tym całymi nocami razem ze mną szlajała się po nocnych klubach. Podrywałyśmy facetów, a z niejednym się przespałyśmy. Dla zabawy, dla prezentu, dla pieniędzy. Ale Aśka nie musiała martwić się o swoją przyszłość. Jej rodzice harowali w Norwegii na pięcioletnim kontrakcie. Dawali pieniądze na życie, opłacali mieszkanie, przysyłali ciuchy i kosmetyki. Po miesiącu balangowania i życia na koszt przyjaciółki zapisałam się do szkoły fryzjerskiej. To było to! Prawdziwą frajdę sprawiało mi zmienianie kolorów, fryzur, cięcie i modelowanie… .
 
– Masz, dziewczyno, talent – mawiali nauczyciele.
 
Wreszcie ktoś mnie docenił. Po szkole zaczęłam pracę w tym samym zakładzie, w którym miałam praktyki. Szybko uzbierało mi się grono stałych klientów. Wśród nich był Tomasz. Przychodził regularnie raz w miesiącu i zawsze dawał mi duże napiwki.
 
– Może umówi się pani ze mną na kawę? – zapytał kiedyś.
 
– Tak! – odpowiedziałam szczęśliwa. – Bardzo chętnie!
 
Speszyłam się już po czasie, choć nie byłby to pierwszy facet w moim życiu. Ale pierwszy, który naprawdę mi się podobał. Na którym mi zależało… I poszliśmy do miłej kawiarenki. Raz, potem drugi. Zakochałam się w nim na zabój. Po tygodniu spotkań i rozmów, dałam się zaprosić do niego. To była szalona noc, jakich wiele razem potem spędziliśmy.
 
– Kocham cię – szeptałam mu w miłosnych uniesieniach.
 
– Jesteś piękna – powtarzał mój Tomasz, ale nie czynił żadnych deklaracji.
 
Ja za to, głupia, marzyłam o naszym wspólnym domu. Już widziałam się na ślubnym kobiercu, już wybierałam  białą suknię.
Moje marzenia prysnęły któregoś dnia jak bańka mydlana: 
 
– Jest pani w ciąży. Pierwszy trymestr – usłyszałam od lekarza.
 
Nawet się nie zmartwiłam. „Weźmiemy ślub, wreszcie zamieszkamy razem. Przecież się kochamy” – myślałam.
 
– Będziemy mieli dziecko! – wykrzyknęłam radośnie, kiedy tylko się spotkaliśmy.
 
Ale Tomek się nie uśmiechnął. Spojrzał na mnie jakoś tak lodowato. Nie chciałam usłyszeć, co ma mi do powiedzenia, a jednak: 
 
– Nie czuję się na siłach, by być ojcem. Rób, co chcesz, ale mnie w to nie mieszaj. Trzeba było się zabezpieczyć – wycedził.

 

Nie pamiętam, jak wróciłam do domu. Aśka nawet nie spytała, co się stało. Wiedziała, że jestem w odmiennym stanie, reszty pewnie bez trudu się domyśliła. Donosiłam tę ciążę, bo cóż innego miałabym zrobić? Przecież nie zabiję maleństwa. Zresztą, nie miałam pieniędzy na skrobankę, nawet gdybym jej chciała. Obojętnie jechałam do szpitala. Bolało okrutnie. Nie przypuszczałam, że tak strasznie trzeba cierpieć, wydając na świat dziecko. Ból to jedyne uczucie, jakie mi wtedy towarzyszyło.
 
Kiedy z zawiniątkiem wyszłam ze szpitala, poszłam do kościoła. W nim działa okienko życia. Można podrzucić tam dziecko. Jak starą zabawkę. I mieć gwarancję, że ktoś się nim zaopiekuje. Położyłam Oleńkę – tak dałam jej na imię – do specjalnego łóżeczka, a potem uciekłam. Wróciłam do domu. Niestety, była już tam Aśka.

Nie mam domu. Żadnej przyszłości!

– A gdzie maleństwo? Zostało w szpitalu? Chore jest? – dopytywała, widząc, że jestem sama.
 
– Tak… Jest chore – skłamałam, patrząc gdzieś w podłogę. 
 
A po chwili przestałam się kontrolować i rozpłakałam się. Łkałam jak mała dziewczynka. Przed oczami stanęło mi całe moje zafajdane dzieciństwo. Dom pełen przemocy, tonący w oparach gorzały i papierosowym dymie. Pijaną matkę, obojętnego na wszystko ojca. Tabuny ich znajomych, którzy przychodzili do nas na imprezy. Aśka podeszła do mnie i po prostu mnie przytuliła. O nic nie pytała. A kiedy już się wypłakałam, powiedziałam:
 
– Nie chcę, żeby Ola miała takie samo parszywe życie, jak ja miałam. Ale co ja jej mogę dać? Nie mam domu, nie stać mnie na wynajęcie mieszkania. Jej własny ojciec wypiął się na nią. I co, będziemy tułać się po ochronkach, po domach dla samotnych matek? Nie pozwolę na to! Kocham moją córcię I dlatego nie pozwolę jej tak żyć, rozumiesz?! Rozumiesz?! – szukałam w przyjaciółce potwierdzenia.
 
Dopiero Aśka otworzyła mi oczy! Ale nie dostałam od niej rozgrzeszenia. Przeciwnie, wylała mi na głowę kubeł pomyj.
 
– Ty chcesz nazywać siebie matką? Ty mówisz o lepszym losie? Podrzuciłaś dziecko obcym ludziom, bo tatuś powiedział, że go nie chce. I co z tego? Daj mu matczyną miłość, nie przekreślaj maleństwu życia. Nie marnuj swojego. Bo już nigdy nie będziesz sobie mogła wybaczyć. Już nigdy nie spojrzysz w lustro i nie powiesz: to ja. Bo zobaczysz twarz kobiety zasługującej jedynie na pogardę – pierwszy raz w życiu Aśka na mnie krzyczała. 
 
Poszłam do swojego pokoju. Spojrzałam na pluszowego misia, którego Asia kupiła Oleńce, gdy leżałam w szpitalu. Był taki słodki, delikatny, jak moje dziecko… Rozbeczałam się znowu. Nie wiem, jak długo biłam się z myślami, bo w końcu zasnęłam. Obudziłam się w południe następnego dnia. Potwornie bolała mnie głowa. Ale to było nieważne. Najważniejsze – odzyskać córkę. Moją Oleńkę!

Zadzwoniłam do Aśki do pracy:

– Pomóż mi, błagam. Pojedziesz ze mną odebrać malutką? 
 
– Pewnie! Będę w domu za dwie godziny – odparła; w jej głosie usłyszałam ulgę i radość.
 
To były najdłuższe dwie godziny w moim życiu. Już tak bardzo chciałam tulić do siebie maluszka. Czuć jego ciepły zapach. Całować po ślicznej buzi…

Co ja sobie myślałam, że oddając dziecko, naprawię mu życie?

W końcu przyjechała Aśka. Od razu pojechałyśmy do kościoła.
 
– Dzień dobry. To jest Monika Pawłowska – tłumaczyła się za mnie Aśka. – Wczoraj podrzuciła tu swoją córeczkę, ale rozmyśliła się. Czy mogłybyśmy ją odebrać?  
 
Zakonnica długo patrzyła na nas, zanim się odezwała:
 
– Tak. Można. Zawsze dajemy matce kilka dni, żeby się opamiętała, albo otrząsnęła z szoku. Jak ty, dziecko – wskazała na mnie ruchem głowy. – Chodźcie.
 
Poszłyśmy za nią. Musiałam pokazać dokumenty ze szpitala, że to moje dziecko. Dokładnie opisać, w co było ubrane, jak wygląda, czy ma znaki szczególne. To była długa i trudna droga. Ale bohatersko ją przeszłam, choć – nie powiem – oblewały mnie zimne poty. Czułam się jak zbrodniarka. I słusznie. Wreszcie jakaś inna siostra przyniosła zawiniątko. Moją Oleńkę. Rozpłakałam się na jej widok w jednej chwili. Przytuliłam zawiniątko do piersi, najmocniej, jak mogłam i wyszeptałam przez łzy: 
 
– Już nigdy cię nie zostawię, córeczko. I zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Szczęśliwsza niż ja byłam kiedykolwiek…
 
Monika, 20 lat

Czytaj także:
Moja córka mnie nie szanuje
Adobe Stock, Antonioguillem
Prawdziwe historie
„Moja córka mnie obraża i nie szanuje. Ale czy powinnam się dziwić, kiedy zgotowałam jej takie dzieciństwo?”
Przez całe dzieciństwo mieszkali z nami moi kolejni faceci. Większość miała ją gdzieś, jeden ją kilka razy szarpnął. Twierdzi, że ten ostatni ją obmacywał. Niewdzięczna, zawsze wszystko psuła i w końcu zostawałam z nią sama.

– Zdechnij wreszcie, ty stara krowo! – wykrzyczała. Ma zaledwie 13 lat, a ubiera się i maluje jak dorosła kobieta. Zaczęła palić w domu papierosy, parę razy wróciła pijana, nigdy nie mówi, dokąd idzie i kiedy wróci… – Ulka – proszę. – Opamiętaj się. Ze mną jest coraz gorzej… Nie mam siły, żeby cię przypilnować, a ty robisz coraz większe głupoty! Kiedy ostatnio byłaś w szkole? Wychowawczyni dzwoni z pretensjami… – Niech się goni! – odpowiada. – Ty też mi dupy nie zawracaj. Wszyscy się gońcie… I daj mi wreszcie na fajki! Ula jest moją jedynaczką Miałam trzydziestkę z okładem, kiedy zaszłam w ciążę z facetem, który przywiózł mi lodówkę. Nie chciał jej wnieść na piętro, rzucał się, że ma niezapłacone za taką usługę i że zostawi mi tę wielgaśną i potwornie przecież ciężką pakę przed blokiem. Dopiero, kiedy puściłam oko, że jak zatarga tę lodówkę chociaż do windy, nie będzie miał krzywdy, spuścił z tonu i się dogadaliśmy. Po zmianie przyjechał na kielicha… Zjedliśmy parówki na gorąco, grzybki w marynacie i klopsy z obiadu, po czym wylądowaliśmy w łóżku. Taka była umowa… Już po wszystkim naprawił mi obluzowany kontakt, tę lodówkę ustawił i wypoziomował, a jeszcze potem zmajstrował mi dzieciaka, chociaż mówiłam, żeby uważał. Od tamtej pory nigdy więcej go nie widziałam Kiedy się pokapowałam, że jestem w ciąży pojechałam tam, gdzie wtedy pracował. To był mały sklepik handlujący przechodzonymi towarami przywożonymi głównie z Niemiec. Za grosze można było tam kupić sprzęt AGD, RTV, meble, ciuchy, zabawki i inne duperele. Właściciel się chyba domyślał, dlaczego szukam tego konwojenta, może nawet nie byłam pierwsza? Jednak nic mi nie powiedział. – Chyba taki się tu kręcił dzień czy dwa,...

Mężczyzna, któremu żona utrudnia kontakt z synem
Adobe Stock, Photographee.eu
Prawdziwe historie
„Była żona utrudnia mi spotkania z synem, bo jest zazdrosna o nową partnerkę. Kłamie, a sąd i tak stoi po jej stronie”
„Mariola zamykała przede mną drzwi, gdy przyjeżdżałem po Łukaszka. Wymyślała u niego dziwne choroby i jakieś napady lęku przed kontaktem ze mną. Gdy złożyłem skargę do sądu na jej zachowanie, odpowiedziała mi pozwem o… znęcanie się psychiczne nad dzieckiem”.

Z żoną rozstałem się siedem lat temu. Po dziewięciu latach małżeństwa Mariola uznała, że nic nas już nie łączy i odmówiła prób ratowania związku. Nie chciała nawet separacji. Żadnych okresów przejściowych i czasu do namysłu. Przyznam, że choć byłem zdruzgotany, to niezaskoczony takim obrotem sprawy. Od jakiegoś czasu czułem, że coraz bardziej oddalamy się od siebie. Pasję do gór i romantyczną miłość wymieniliśmy na kredyt mieszkaniowy, dziecko i obowiązki. Ja marzyłem o licznej rodzinie, żona wolała się rozwijać, zarzucając mi, że przy tak niskich zarobkach mam problem z utrzymaniem i jednego dziecka. Nie zgadzałem się z nią, ale zdawałem sobie sprawę z tego, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mariola zawsze miała oczekiwania finansowe, którym trudno było sprostać.   Rozwód dostaliśmy niemal od ręki i równie sprawnie podzieliliśmy prawa opieki nad synkiem oraz majątek. Zostawiłem żonie mieszkanie i wychowanie Łukaszka, uznając, że na tym etapie rozwoju mama jest mu bardziej potrzebna od ojca. I to był mój błąd. Każdego dnia żałuję, że na pytanie sędziego czy chciałbym, aby syn został ze mną, odpowiedziałem przecząco. Dostałem szansę, jaką rzadko otrzymuje się w polskich sądach, i niestety ją zmarnowałem. Nie myślałem jednak, że kiedykolwiek będę miał z tego powodu kłopoty. Początkowo nic nie zapowiadało kryzysu Właściwie nasze życie zmieniło się jedynie o tyle, że nie przebywałem na co dzień w domu i nie musiałem spełniać zachcianek żony. Poza tym robiłem wszystko, co do mnie należało: woziłem Łukaszka do szkoły, na zajęcia pozalekcyjne, do dziadków i lekarza, jeśli zaszła taka potrzeba. Co dwa tygodnie zabierałem go do siebie, czyli do mojej skromnie urządzonej kawalerki, i spędzałem z nim tyle czasu, ile tego potrzebował.    Oprócz wpłacanych regularnie alimentów kupowałem mu ubrania,...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj