Dziewczynka, którą bije ojciec
Adobe Stock, Petr
Prawdziwe historie

„Miłość do Pawła mnie zaślepiła i nie zwróciłam uwagi na cierpienie córki. Ten zboczeniec przez 3 lata ją molestował"

„Chyba nie ma większego szczęścia dla kobiety >>po przejściach<< niż to, kiedy jej nowy partner kocha nie tylko ją, ale i jej dziecko. Nie widziałam tragedii, która działa się pod moim własnym dachem. Moja 14-letnia córeczka cierpiała przez swoją wyrodna matkę. Nigdy sobie tego nie wybaczę".
Telefon dzwoni od kilku minut. To znowu on. Nie zamierzam odbierać. Nigdy już nie odbiorę! Najchętniej wyrzuciłabym telefon, zmieniłabym adres, wyprowadziła się daleko, daleko stąd, tam, gdzie on nigdy nas już nie znajdzie… 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Poznałam Pawła siedem lat temu 

w dość (jak sądziłam) zabawnych okolicznościach. Jest policjantem, ja lekko przekroczyłam prędkość – zatrzymał mnie, chciał wypisać mandat. 
 
– A może jednak tylko pouczenie? – uśmiechnęłam się zalotnie. 
 
Nie jestem typem flirciary i od rozwodu z mężem przez dwa lata z nikim się nie spotykałam, ale o dziwo, się udało. 
Zaproponował kawę. Nie pozostawało mi nic innego, jak się zgodzić. Nie liczyłam na wiele. Mój były mąż pił i bił, pozostawił mnie w takiej kondycji psychicznej, że nie szukałam kolejnego związku. A jednak z Pawłem od pierwszej chwili zaiskrzyło. Okazał się człowiekiem czarującym. 
 
Poza tym, co było dla mnie najważniejsze, kiedy usłyszał o Martynce, wyraźnie się ucieszył. Oni z żoną nie mogli mieć dzieci, to był główny powód ich rozstania. Paweł nie ukrywał, że marzy o potomstwie. 
 
Martyna na jego widok wpadła w zachwyt. Pewnie była to po trosze zasługa wielkiego pluszowego konika, którego Paweł przyniósł na pierwsze spotkanie, ale musiałam przyznać, że umiał się facet zaprezentować.  
 
Potem przychodził coraz częściej, nie ukrywał, że chętnie zostałby na stałe. Ja miałam coraz mniej wątpliwości.
Moje dziecko przy nim rozkwitało. Marcin po rozwodzie nie zadzwonił do Martynki ani razu, a Paweł zabierał ją na łyżwy, narty, sanki, kupował jej ubrania, spędzał z nią soboty w kinie, na porankach… Muszę przyznać, że czasami byłam zazdrosna o własną córkę. Mój facet sprawiał wrażenie, jakby to sześciolatkę adorował bardziej niż jej mamusię! 
 
Tłumaczyłam sobie, że to dobrze, że przecież zwykle bywa odwrotnie, że mężczyźni mają problem z zaakceptowaniem dzieci z poprzednich związków swoich kobiet, bo to nie ich geny, i tak dalej. Koleżanki też powtarzały mi, że Pana Boga za nogę złapałam z taką partią. 

Pracowaliśmy na zmiany, córka nigdy nie była sama

Kiedy więc po roku Paweł zaproponował, że się wprowadzi, nie oponowałam. Miałam wrażenie, że w końcu udało mi się dopłynąć do spokojnego portu. Wszystko zaczęło się układać. 
 
W tym samym mniej więcej czasie szef wymyślił, że od tej pory będziemy pracować na dwie zmiany. Oczywiście nie byłam zachwycona – kto zaopiekuje się moim dzieckiem, gdy ja będę w nocy sprzedawała sprzęt sportowy w internecie?! 
Z Pawłem w domu wszystko okazało się jednak łatwiejsze. Wprawdzie mój partner też pracował na zmiany, ale kiedy usłyszał o moich problemach, sam zaproponował, że tak ustawi swój grafik, by nasze godziny pracy się nie pokrywały.

Fakt, to nie jest super rozwiązanie, gdy dorośli ludzie mijają się tylko w drzwiach, ale wiadomo, jak to jest w dzisiejszych czasach. Oboje z Pawłem to rozumieliśmy, a ja cieszyłam się, że Martyna dzięki niemu nie musi godzinami siedzieć sama jak wiele dzieci moich koleżanek. 
 
Kiedy już „to” wyszło na jaw, wielokrotnie obcy ludzie pytali mnie, czy naprawdę nic nie zauważyłam, czy to możliwe, aby żyć z człowiekiem pod jednym dachem, sypiać z nim w jednym łóżku – i nie mieć najmniejszych podejrzeń, że jest ci wierny. Uwierzcie albo nie – nic takiego nie było.
 
Ani cienia podejrzenia, ani cienia złych myśli. Paweł potrafił stwarzać pozory idealnej rodziny. Rano tosty, wieczorem wspólne granie w rzutki… Doskonały dom. Mama i tata, to bez znaczenia, że nie biologiczny. 
 
Pierwszy cień na nasze szczęście rzuciła dopiero zmiana w zachowaniu Martynki. Do tej pory była dziewczynką bardzo pogodną, gadatliwą. O wszystkim mi mówiła: co powiedziała pani w szkole, co koleżanka, kto co nowego sobie kupił. Nagle zauważyłam, że od pewnego czasu odpowiada półsłówkami, a najchętniej zamyka się po szkole w swoim pokoju i siedzi tam długie godziny. Kiedy pytałam, co słychać, odpowiadała krótko, że wszystko w porządku. 

Może moja córka jest chora, ma jakieś niedobory?

Miałam wrażenie, że unika rozmowy ze mną. Gdy pytałam, co robili z Pawłem, gdy mnie nie było, odpowiadała: 
 
– Oglądaliśmy film – albo, znacznie częściej: – Nie wiem, nie pamiętam. 
 
Zaczęłam się martwić. Czułam, że coś jest nie tak, ale co, nie miałam pojęcia. 
 
Wtedy w mojej dalszej rodzinie pojawiła się poważna choroba. To podsunęło mi myśl, że może ze zdrowiem Martyny coś jest nie w porządku. 
 
– Wiesz, to mogą być niedobory żelaza – tłumaczyłam Pawłowi. – Czytałam, że dzieci w tym wieku mogą być osowiałe właśnie z takiego powodu. No i warto by jej zrobić hormony tarczycy, córka mojej koleżanki… 
 
– Czy ty aby nie przesadzasz? – śmiał się Paweł. – To przecież dziecko! Nie rób z niej chorej! Dziewczyny w tym wieku zaczynają mieć swoje humory i tajemnice. Może się zakochała? Nic na siłę. Mam pełno różnych szkoleń o młodzieży, na pewno bym zauważył, gdyby cokolwiek się działo. 
 
To mnie uspokoiło. Paweł wprawdzie pracował w drogówce, lecz często mówił o tym, że marzy o służbie w dziale prewencji. Sam, dobrowolnie, brał udział w szkoleniach dla policjantów z zakresu przestępczości nieletnich czy narkotyków. Czułam więc, że mam w domu specjalistę od tematu. 
 
Teraz wiem, jakie to było naiwne myślenie z mojej strony! Policjanci to tacy sami ludzie jak my. Są wśród nich na pewno prawdziwi bohaterowie, ale są i tacy jak mój były partner… 
 
Przez kolejne miesiące nic specjalnego się w naszym domu nie działo. Aż do incydentu z łazienką. Martyna brała prysznic. Paweł wszedł do niej po ręcznik. Jesteśmy nowoczesną rodziną, nigdy nie istniał u nas problem przesadnej wstydliwości, choć oczywiście nago też przed sobą nie paradujemy. Dlatego zdziwiła mnie reakcja Martyny: 
 
– Wyjdź stąd! – krzyknęła moja córka. – Wyjdź natychmiast! Mamo, on mnie podgląda!!!
 
– Nie przesadzaj – syknął Paweł, też jakimś dziwnie zdenerwowanym głosem. – Przecież wiele nie zobaczę! 
 
Później odwrócił się w moją stronę i już normalnie, z tym półuśmiechem, który tak u niego lubiłam, szepnął: 
 
– Te nastolatki. Myślą, że człowiek kawałeczka ciałka nie widział! 
 
Pamiętam, że nie spodobały mi się jego słowa. Chyba każdej matce nastolatki trudno pogodzić się z tym, że jej córka staje się kobietą, i nie jest jej przyjemnie, gdy ktoś mówi o „ciałku” jej małej dziewczynki. Powiedziałam mu więc coś o szacunku dla dorastającej dziewczyny. 
 
Tej nocy mój partner kochał się ze mną wyjątkowo intensywnie. Pamiętam to, bo byłam zaskoczona jego inicjatywą. Po kilku latach związku sprawy łóżkowe zdecydowanie zeszły między nami na dalszy plan. Zamartwiałam się nawet, że już nie pociągam Pawła tak jak kiedyś, bo wydawało się, że w ogóle nie potrzebuje seksu. No więc byłam przyjemnie zdziwiona, że tej nocy było między nami tak jak na początku. I szybko zapomniałam o czymkolwiek innym, a tym bardziej o drobnym incydencie z Martyną w łazience. 

Martyna zostawiła tablet. Włączony na poczcie…

I pewnie długo trwałabym w nieświadomości piekła, przez które przechodzi córka pod moim dachem, gdyby nie przypadek. Pewnego dnia znalazłam na łóżku tablet Martyny. Zwykle zabierała go do szkoły i pilnowała jak oka w głowie, tym razem jednak jechali z klasą na wycieczkę, więc zostawiła go w domu.
 
Zaskoczyło mnie jednak to, że tablet był włączony i otwarty na poczcie. Psycholog sugerowała mi później, że Martyna zrobiła to specjalnie, że chciała, abym w końcu przejrzała na oczy i zobaczyła, co się dzieje u nas w domu. Być może, choć Martyna nigdy tego wprost nie potwierdziła. Ja jednak do tej pory odczuwam wstyd, gdy pomyślę, że dziecko musiało uciekać się do podstępów, żeby jej matka oprzytomniała wreszcie. 
 
W każdym razie tamtego dnia odruchowo zerknęłam na pocztę córki. Nie miałam zamiaru jej czytać. Nigdy nie grzebałam w rzeczach ani Martyny, ani Pawła i bardzo szczyciłam się zaufaniem, jakim obdarzamy się wzajemnie w domu. Tym razem jednak coś przykuło moją uwagę. Do Martyny ktoś przysłał filmik. Niejeden zresztą. Podobnych załączników było w jej poczcie bardzo dużo. 
 
Przeraziło mnie jedno: był to bardzo ostry film pornograficzny z udziałem młodych dziewcząt!
 
Przerażona odszukałam nadawcę wiadomości, ale podpisał się tylko „Twój”. Zimny dreszcz przebiegł mi po krzyżu. Moja córka miała dopiero czternaście lat, była zdecydowanie za młoda, żeby czerpać wiedzę o miłości z takich wulgarnych pornosów! 
 
Postanowiłam koniecznie porozmawiać o tym z Pawłem. „Przecież to policja zajmuje się gówniarzami, którzy w ten sposób dręczą koleżanki” – myślałam rozdygotana.
 
Byłam zdesperowana doprowadzić sprawę do końca i za wszelką cenę ukarać chłopaka, który takie obrzydlistwa przesyła Martynie. Byłam przekonana, że bez jej zgody, bo na żadną z tych wiadomości moja córka nie odpowiedziała choćby słowem. 
 
Najpierw jednak postanowiłam pogadać z samą dziewczynką. 

Pawła akurat nie było, miał nocny patrol, kiedy moja córka wróciła 

z wycieczki do domu. Już pierwszy rzut oka na nią wystarczył mi, żeby zobaczyć, że coś złego się dzieje. „Że też wcześniej tego nie zauważyłam!” – wyrzucałam sobie. Córka miała podkrążone oczy, była blada i przygaszona. Zdawkowo odpowiedziała na pytanie o wycieczkę. 
 
– Martynko, kochanie, ja… – nie bardzo wiedziałam, jak zacząć tę trudną rozmowę. – Chciałabym z tobą o czymś porozmawiać… Znalazłam filmiki w twoim tablecie. 
 
– Grzebałaś w mojej poczcie?! – moja córka zbladła z przerażenia. 
 
– Ale to nic złego, dziecko, to przecież nie twoja wina – podbiegłam szybko, żeby ją przytulić, ale Martyna gwałtownie się odsunęła, jakbym parzyła. 
 
– Nie moja wina?! – krzyknęła niespodziewanie. – Nie moja wina?! On ciągle mówi, że to ja go prowokuję! 
 
– On? – nie bardzo wiedziałam, co o tym myśleć. 

Sytuacja zdecydowanie wymykała mi się spod kontroli! 

– Ty na pewno i tak mi nie uwierzysz – szepnęła wtedy Martyna. – Ale ja muszę ci powiedzieć. Już dawno chciałam skończyć ze sobą…
 
– Skończyć ze sobą?! – czułam, jak włosy stają mi dęba na głowie. 
 
Jak mogłam nie zauważyć, że moja ukochana córka ma tak poważne problemy, że myśli o samobójstwie! 
 
– Mamo, ja wiem, że ty go kochasz. Ale on ciebie nie kocha. Wiele razy mi to mówił, gdy… Wiele razy… – Martyna spojrzała tępo w wykładzinę; była blada jak ściana, drżała. 
 
Dalej nie rozumiałam, nie chciałam rozumieć, o czym ona mówi! 
 
– Ale o kim ty…? – szepnęłam.
 
– Dziecko, co za drań ciebie tak dręczy? Powiedz, proszę…
 
– Mamo, naprawdę nie wiesz? – córka nie patrzyła na mnie. – Mamo, przecież to chodzi o Pawła. On mnie… on… No, sama rozumiesz. 
 
Nie rozumiałam. Nie mogłam w to uwierzyć. Wszystko we mnie krzyczało: „To nie może być prawda! Młode pannice coś sobie czasem wymyślają! Może jest zazdrosna, może zakochała się w partnerze matki, tak się czasem zdarza… Przecież on jest policjantem, stróżem porządku, on nigdy nie łamie prawa, on nawet jeździ przepisowo, wolniej niż inni”.
 
Ale w głębi duszy wiedziałam, że znowu sama siebie oszukuję. 
 
Nagle przed oczami stanęły mi te wszystkie sytuacje, gdy mogłam coś zauważyć. Prośby, by mógł kąpać Martynkę, gdy była mała. To sadzanie jej sobie na kolanach, nawet gdy była już na to za duża. Głaskanie… 
 
– Pakuj się, jedziemy do lekarza! – syknęłam przez zaciśnięte zęby. 
 
Niestety, później wszystko potoczyło się jak w najgorszym koszmarze. Lekarz potwierdził, że Martyna była wykorzystywana seksualnie. Miała liczne otarcia, skaleczenia, uszkodzenia ciała. Dużo później dowiedziałam się, że to trwało trzy lata. Trzy lata gehenny mojej córki… A ja niczego nie zauważyłam. 

Wyrzuciłam Pawła z domu. Zawiadomiłam prokuraturę, jego przełożonych, nawet media

Chciałam, żeby cierpiał, żeby ludzie go prześladowali, żeby przeszedł ten koszmar, który my przechodzimy każdego dnia. Nie mamy już życia w tym mieście, obie z córką musimy się wyprowadzić. Paweł dzwoni każdego dnia, twierdzi, że to nieprawda, że Martyna sobie wszystko wymyśliła, przypomina dobre chwile między nami, błaga mnie o kolejną szansę… Ale dla mnie ten człowiek już nie istnieje. Życzę mu wszystkiego, co najgorsze! 
 
Dorota, 49 lat

Czytaj także:
Mąż poszedł na urlop wychowawczy
Adobe Stock, dusanpetkovic1
Prawdziwe historie
„Teściowie uważają, że >>baba musi się zajmować domem<<. Obrazili się, że to mój mąż poszedł na urlop wychowawczy”
Michał wychował się w bardzo tradycyjnej rodzinie. Jego ojciec nigdy nie zajmował się domem ani dziećmi i był z tego… bardzo dumny. Przy każdej okazji powtarzał, że to są babskie sprawy i faceci powinni się trzymać od nich z daleka.

Niedawno po trzech latach starań dostałam wreszcie wymarzony awans i podwyżkę. Chciałam pokazać, że świetnie poradzę sobie na nowym stanowisku, zdobyć uznanie i szacunek współpracowników. I dopiero wtedy ewentualnie pomyśleć o macierzyństwie. A tu niespodzianka! Oczami wyobraźni już widziałam, jak z hukiem spadam ze stołka, na który dopiero co się wdrapałam. Bo wiadomo, jak to dzisiaj jest w wielkich korporacjach. Wystarczy, że znikniesz na jakiś czas z horyzontu, a już ktoś wskakuje na twoje miejsce Długo nie przyznawałam się w firmie, że zostanę matką. Szczęśliwie dobrze się czułam, no i nie tyłam za bardzo. Do siódmego miesiąca prawie nic nie było widać. W końcu jednak musiałam wyznać prawdę. Mój bezpośredni szef nie był zachwycony, ale też nie postawił na mnie krzyżyka. Chyba docenił to, że zasuwałam jak mały parowozik, a nie poszłam od razu na zwolnienie lekarskie. Pomarudził więc trochę, pokrzywił się i powiedział, że ma nadzieję, iż od razu po urlopie macierzyńskim wrócę i będę pracować z takim zaangażowaniem jak dotychczas. Obiecałam uroczyście, że tak dokładnie będzie. Dwa miesiące później urodziłam Marcinka. Był taki śliczny i słodki! Natychmiast przesłonił mi cały świat. Oczywiście na początku było ciężko, zwłaszcza jak mały płakał nocami, domagając się karmienia, ale z czasem się do tego przyzwyczaiłam. Tym bardziej że mój mąż dzielnie mnie wspierał. Po powrocie z pracy kąpał malucha, przewijał, a w weekendy dumnie spacerował z wózkiem po parku. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego zachowania. Michał wychował się w bardzo tradycyjnej rodzinie. Jego ojciec nigdy nie zajmował się domem ani dziećmi Nawet nie wiedział, jak założyć pieluszkę ani jak uspokoić własnego syna czy córkę. I był z tego… bardzo...

Koledzy znęcali się nad moim dzieckiem
Adobe Stock, mizina
Prawdziwe historie
„Koledzy ze szkoły znęcają się nad naszym synkiem. Ukrywał to, bo tata kazał mu >>sobie radzić<< i się nie mazgaić”
Okazało się, że Mikołaj jest w klasie szykanowany. Dzieciaki się z niego wyśmiewają, poszturchują go na przerwach, wyzywają od konusów. Nikt nie chce siedzieć z nim w ławce, bawić się na przerwach.

Jeśli mam być szczera, najchętniej przeniosłabym Mikołaja do innej placówki, ale wiem, że to byłaby tylko ucieczka od problemu. Mikołaj tak się cieszył, że idzie wreszcie do szkoły! Przed rozpoczęciem roku z emocji nie spał prawie przez całą noc. Przychodził co chwila do naszej sypialni i z wypiekami na twarzy pytał, kiedy wstajemy. – Zobacz, nawet się nie boi – powiedziałam wtedy do męża. Koleżanki z pracy opowiadały mi, jak to ich dzieci pierwszego dnia popłakiwały, wstydziły się, a nawet zapierały się przed wejściem do klasy. A mój Miki wmaszerował odważnie, jakby w szkole spędził pół życia… Byłam z niego taka dumna. Na początku wyglądało na to, że synek polubił szkołę. Bez problemu rano wstawał, a przed wyjściem pięć razy sprawdzał w plecaku, czy nie zapomniał swoich zeszytów, książek, flamastrów. Po powrocie do domu chętnie opowiadał o tym, co robił przez cały dzień, co ma zadane. Cieszyłam się, bo Miki jest raczej drobny, a także cichy i spokojny i trochę obawiałam się, że nie odnajdzie się w grupie rozbrykanych pierwszaków. A tu taka wspaniała niespodzianka! Gdzieś po tygodniu zauważyłam, że jego entuzjazm znacznie osłabł. Nie opowiadał już tak chętnie o kolegach, o tym, jak spędził dzień. Gdy pytałam, jak było w szkole, mówił, że dobrze i szedł do swojego pokoju. Po kolejnych kilku dniach zaczął nagle marudzić przy wychodzeniu, narzekać, że boli go brzuch, że jest mu niedobrze. – Mogę zostać w domu? Mamusiu, proooszę. Tylko dzisiaj! – składał rączki w błagalnym geście. Trochę mnie martwiła ta zmiana zachowania, ale mąż machał ręką. – Pamiętasz? Paluszek i główka to szkolna wymówka. Pewnie już mu się znudziło poranne wstawanie, siedzenie w klasie, obowiązki i dlatego marudzi....

Kobieta, która ma dość opieki nad dzieckiem
Adobe Stock, Yakobchuk Olena
Prawdziwe historie
„Mój mąż uważał, że powinnam poświęcić karierę dla macierzyństwa. A ja mam już dość brzydkich ubrań i siedzenia w domu"
„Od razu po urlopie macierzyńskim chciałam wrócić do pracy. Mój maż oczywiście twierdził, że to zły pomysł i nazywał mnie wyrodną matką, bo wolę karierę niż własne dziecko. On tego nigdy nie zrozumie. Ja potrzebuję ludzi, eleganckich ubrań i mam swoje ambicje. Chcę być szczęśliwa".

Uparłam się. Postanowiłam, że natychmiast po urlopie macierzyńskim wrócę do pracy. Prawdziwa matka Polka!   – Zwariowałaś? – zdziwił się mój mąż. – Zarabiam tyle, że wystarczy na nas troje. Jak będzie trzeba, wezmę dodatkowe zlecenia.   – Świetnie, ale czy moje ambicje się nie liczą? Nie po to kończyłam studia, żeby siedzieć w domu!   Michał jednak był nieprzejednany:   – Nie szkoda ci zostawiać naszego dziecka obcej kobiecie?   – Tylko na pół dnia. Popołudnia będę już miała dla Kazia.   Mama Michała mieszka daleko, a moja ze względu na stan zdrowia nie mogła się zająć naszym synkiem, chociaż bardzo chciała. Michał uważał, że skoro jego mama poświęciła karierę zawodową dla dzieci (wychowała ich czworo!), to ja powinnam postąpić tak samo. Ja jednak byłam tak samo uparta jak on   – Poza tym szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko! – drążyłam temat.   W końcu doszliśmy do porozumienia, że jak znajdę dobrą nianię, będę mogła wrócić do pracy.   – No i oczywiście jeśli pogodzisz jedno z drugim – sceptycznie powiedział mój mąż. – Czyli na próbę. Mierz zamiar podług sił, że tak powiem.   Przez przypadek udało nam się znaleźć wspaniałą nianię. Akurat moja koleżanka wyjeżdżała w trakcie roku całą rodziną do Norwegii i sama szukała miejsca dla swojej niani. Kazik od razu ją zaakceptował.   Postanowiłam zrobić wszystko, żeby być idealną matką i pracownikiem. Nie mogłam dać satysfakcji Michałowi, poza tym marzyłam o tym, żeby wreszcie włożyć szpilki i jakiś elegancki strój. Miałam już serdecznie dosyć dresu, innych ubrań było mi po prostu szkoda, Kazik był bowiem mistrzem w brudzeniu wszystkiego, niezależnie od tego, czy była to moja koszulka, czy jego.    Gdy po...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj