Chłopiec, który był świadkiem samobójstwa
Adobe Stock, Roman Bodnarchuk
Prawdziwe historie

„Mój 14-letni syn na zielonej szkole był świadkiem samobójstwa. Nauczyciele, zamiast mu pomóc, obarczyli go winą"

„Jeśli ta kobieta uważa się za pedagoga, to ja mogę być kosmonautką. Prawdziwy pedagog nigdy nie zrzuci własnej winy na podopiecznego. Nasze dzieci były przesłuchiwane przez policję. Bez wsparcia psychologa, bez zawiadomienia rodziców. Przecież one będą miały traumę do końca życia".
Kiedy nasz czternastoletni syn wyjechał ze swoją klasą na zieloną szkołę, wykorzystałam te kilka dni do zrobienia porządków w domu. Nie martwiłam się wcale tym, że Jasiek nie dzwoni, bo to dla niego zupełnie normalne. Nastoletni chłopcy na co dzień niechętnie rozmawiają z rodzicami, to już taki wiek. A kiedy na jakiś czas wyrwą się spod kurateli dorosłych, zupełnie zapominają o domu. Wiedziałam zresztą, że mojemu dziecku na pewno nie dzieje się krzywda. W zeszłym roku był na zielonej szkole w tym samym pensjonacie i wrócił zachwycony.
 
Kiedy więc pojechałam po niego na dworzec kolejowy, byłam pewna, że zobaczę zadowoloną minę. Tymczasem Jasiek wysiadł z pociągu dziwnie ponury. Co gorsza, jego wychowawczyni wyglądała tak, jakby była obrażona na cały świat. Widząc to, nawet do niej zagadałam życzliwie.
 
– Pani Moniko, czy coś się stało? 
 
Zaniepokojona podejrzewałam bowiem, że może któreś z dzieci z klasy Jaśka coś przeskrobało na wyjeździe. Albo, nie daj Boże, podpadł jej właśnie mój syn. Ale wychowawczyni zapewniła mnie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, tylko zwyczajnie źle się czuje, bo jest zmęczona po tym wyjeździe. 
 
W sumie nie dziwiłam się jej. Tydzień z gromadą nastolatków, 24 godziny na dobę… 
 
To, że Jasiek w samochodzie nie był rozmowny, wcale mnie nie zdziwiło. Nigdy nie należał do wesołków.
 
– Chcesz coś zjeść? – zapytałam go, kiedy dotarliśmy do domu. 
 
– Nie jestem głodny – odburknął tak, że aż mąż podniósł wzrok znad gazety, ale widząc, jak syn chowa głowę w ramiona i człapie do swojego pokoju, odpuścił sobie komentarz. 
 
Pewnie doszedł do tego samego wniosku co ja, że Jasiek jest rozdrażniony ze zmęczenia, i tyle. 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Rany boskie, mów! Nasz syn chciał się zabić?!

Tymczasem minął może kwadrans, a syn wyszedł i usiadł w przedpokoju na niewielkim stołeczku, po czym zaczął czyścić swoje buty. W życiu wcześniej nie widziałam, aby to robił, zawsze czekał, aż mnie diabli wezmą, że ma je takie ubłocone, i sama mu je wypastuję. Popatrzyłam więc na to ze zdumieniem, mąż także. A potem skrzywieniem ust dał mi znać, że się tym zajmie. Zniknęłam w kuchni, uznając, że faktycznie dobrze będzie, jeśli sobie pogadają – jak ojciec z synem, facet z facetem. 
 
Dość długo żaden z nich nie wychodził, aż się zaczęłam niepokoić. 
 
Dopiero po jakiejś godzinie w kuchni pojawił się Adam. 
 
– Słuchaj, musimy porozmawiać – powiedział z poważną miną. 
 
– A Jasiek? – zaniepokoiłam się, aż mi szklanka z rąk wypadła. 
 
– Poszedł spać – oświadczył mąż ku mojemu zaskoczeniu. 
 
Nasz syn przecież do tej pory nigdy nie kładł się w ciągu dnia, a było wczesne popołudnie! 
 
– Na zielonej szkole miała miejsce próba samobójcza – zaczął mąż. 
 
Aż usiadłam z wrażenia. 
 
A potem gwałtownie się poderwałam ze stołka. 
 
– Jasiek?! Rany boskie! – wychrypiałam zduszonym głosem. 
 
– Nie, to nie był nasz syn, tylko jego kolega, Paweł. Ale Jasiek także jest w to wszystko mocno zamieszany. 
 
Znałam Pawła. Był cichy i delikatny. Nie rozrabiał nigdy jak inni chłopcy, wolał siedzieć gdzieś w kącie z książką albo nawet podręcznikiem. Mimo to był lubiany w klasie, bo zawsze pomagał słabszym w nauce, jeśli tylko tego potrzebowali. Wiem, że mój syn także odpisywał od niego prace domowe, ilekroć zapomniał lub gdy nie chciało mu się odrobić, co się, niestety, zdarzało. 
 
– Tak mu dokuczali, że tego nie wytrzymał? – zapytałam. 
 
Nie mieściło mi się to w głowie! 
 
– Nie. Chodzi o nieszczęśliwą miłość – wyjaśnił mi Adam. 

Jasiek zachował się bardzo dojrzale, tak uważam

Okazało się, że Pawełek w ubiegłym roku zakochał się w córce właściciela pensjonatu, tego, w którym i teraz mieszkali. Przez rok tłumił w sobie to uczucie, a kiedy pojechał ponownie ze swoją klasą w to samo miejsce, jego miłość wybuchła na nowo. Zwierzył się z niej Jaśkowi. A nasz syn poradził koledze, aby wyznał swoje uczucie tej dziewczynie. 
 
„Może ty jej się także podobasz? Nie będziesz tego wiedział, dopóki jej nie zapytasz” – stwierdził Jasiek. 
 
Rada była w sumie logiczna i płynęła prosto z serca. Jasiek jednak nie przewidział zupełnie – bo niby, jak miałby to przewidzieć, skoro jest jeszcze dzieckiem – że Paweł kompletnie się załamie, kiedy ta dziewczynka powie mu, że do niego nic nie czuje. 
 
A tak właśnie powiedziała. Nie wiadomo, czy dlatego, że Paweł nie zrobił na niej żadnego wrażenia, czy też ze wstydu i zaskoczenia – ona jest o rok młodsza od chłopców. Grunt, że kolega Jaśka kompletnie się po tym załamał i… próbował popełnić samobójstwo. Zamknął się sam w pokoju i połknął sześć tabletek. Dobrze, że miał ich tylko tyle, jeden niepełny listek! Jestem farmaceutką z wykształcenia i wiem, że leki zażywane w nadmiarze od razu rozwalają wątrobę. Wtedy nawet po natychmiastowym płukaniu żołądka niedoszłego samobójcę czeka w najlepszym razie przeszczep, a w najgorszym –  śmierć. 
 
Paweł po połknięciu tabletek nieco się opamiętał – wyszedł z pokoju i powiedział kolegom o tym, co zrobił. Oni natychmiast zaalarmowali wychowawczynię. 
 
Pani Monika w tym momencie spanikowała. Zadzwoniła do dyrektorki szkoły z pytaniem, co ma zrobić. Ta oczywiście kazała jej natychmiast wezwać pogotowie i policję. 
 
I tak kilka dni temu, w połowie zielonej szkoły, nasze dzieci były świadkami tego, jak ich śmiertelnie bladego kolegę pielęgniarze pakują na noszach do karetki. Resztę klasy zaczęli przesłuchiwać policjanci. Bez wsparcia psychologa, bez zawiadomienia rodziców. A przecież przepisy mówią, że nie wolno przesłuchiwać nieletniego bez wiedzy i zgody jego opiekunów! 
 
Jakby tego było mało, po wszystkim wychowawczyni zawołała do siebie naszego syna i oskarżyła go o to, że to z jego winy Paweł chciał popełnić samobójstwo! Powiedziała Jaśkowi, że gdyby nie jego „głupia rada”, to pewnie by do niczego nie doszło. 
 
– Zdajesz sobie sprawę z tego, że teraz ja mogę mieć kłopoty, bo was nie dopilnowałam? – zapytała brutalnie czternastolatka, wbijając go natychmiast w poczucie winy. 

Słuchałam relacji mojego męża coraz bardziej oniemiała

 W głowie mi się bowiem nie mieściło, jak dorosła osoba, wychowawczyni i pedagog w jednej osobie mogła się tak zachować? I jakim prawem policja przesłuchiwała moje dziecko bez mojej wiedzy i zgody? Przecież wymagana w takich wypadkach jest obecność rodziców! To do lekarza Jasiek nie może pójść sam, kiedy ma katar, a przesłuchiwany być może? Przecież jemu po tym wydarzeniu trauma może pozostać do końca życia! 
 
Postanowiłam, że na pewno tego tak nie zostawię! Na drugi dzień już rano byłam u dyrektorki szkoły. 
 
– Ale przecież nic się nie stało. Po pierwsze, to był tylko apap, chłopiec się wygłupiał, chcąc zwrócić na siebie uwagę. A poza tym wszystko dobrze się skończyło. Przeszedł płukanie żołądka… To go zniechęci do takich cyrków na długo – usłyszałam od niej, ku swojemu zdumieniu. 
 
A mój Jasiek i jego poczucie winy, wywołane przez wychowawczynię? Przecież ona jako nauczyciel i pedagog powinna raczej chronić dzieci przez przykrymi konsekwencjami, a nie jeszcze je potęgować?!
 
– Pani Monika była po prostu zdenerwowana, dlatego tak postąpiła. Ja się jej wcale nie dziwię, musi jej pani wybaczyć – powiedziała dyrektorka. 
 
A ja się jej dziwię i wybaczyć nie zamierzam! Dlatego sprawę już oddaliśmy z mężem w ręce kuratorium. Do czasu jej wyjaśnienia wychowawczyni naszego syna została zawieszona w prawach nauczyciela. W tym momencie dyrektorce nie pozostało po prostu nic innego, jak zareagować właśnie w taki sposób… 
 
Natomiast ja i mój mąż zastanawiamy się, czy nie przenieść Jaśka do innej szkoły. Bez względu bowiem na to, jak się sprawy potoczą, nie chcemy, aby cierpiał z powodu jakichś uwag ze strony uczniów czy nauczycieli. Szkoła bowiem podzieliła się na dwa obozy – jedni są przeciwko nam, a inni sekundują naszym działaniom. W tym wszystkim ciężko odnaleźć się naszemu nastoletniemu synowi, który i tak z powodu próby samobójczej swojego przyjaciela jest już pod opieką psychologa. 
 
Lidia, 44 lata

Czytaj także:
Dziewczynka, która gra w gry
Adobe Stock, Anton
Prawdziwe historie
„Moja córka całymi dniami gra w gry pełne przemocy i spędza czas z chłopakami. Nie wiem, co się stało z moją księżniczką”
„Moja córka zamiast księżniczką, jest wojowniczką. Całe dnie spędza przed komputerem grając w jakieś magiczne gry. Zamiast sukienek, wybiera t-shirty i bojówki, a jej przyjaciółmi są sami chłopcy. To mąż wytłumaczył mi, że granie w gry to teraz e-sport i nasza córka jest świetną zawodniczką".

Moment, w którym orientujesz się, że twoja ukochana księżniczka dorosła i stała się kobietą, jest trudny dla każdej matki. Ale kiedy „księżniczka” zamiast sukienki nosi bojówki i T-shirty, a dnie spędza na waleniu w przyciski na klawiaturze oraz krzyczeniu do mikrofonu komputera, zaczynasz się zastanawiać, czy aby na pewno wypuszczasz spod skrzydeł odpowiednio ułożoną kobietę. Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu  Zauważyłam, że Iza spędza coraz więcej czasu przy komputerze. Zwykle włączała go na parę minut, żeby sprawdzić skrzynkę mailową czy wyszukać przepis na ciastka. Teraz swojej aktywności w internecie poświęcała po kilka godzin dziennie.   Chodziło o jedną z tych gier online, popularnych wśród młodzieży. Gracze łączą się w drużyny i walczą z innymi drużynami w jakiejś magicznej krainie. Nigdy nie potrafiłam tego zrozumieć, ale z drugiej strony wiem, że przecież każde pokolenie ma swoje trendy i zabawy. Do dziś pamiętam, jak za moich młodych czasów biegało się za płytami winylowymi, nawet kompletnie nieznanych zespołów. Uznałam więc, że to taka nowa moda, okres przejściowy, i nie zaprzątałam sobie tym głowy.   Iza zmieniała się jednak coraz bardziej. Już prawie nie widywałam jej w spódniczkach, podczas wizyty u fryzjera kazała sobie wygolić niemal pół głowy, co wygląda dziwacznie, bo resztę włosów ma do połowy pleców. Co gorsza, ilekroć ktoś ją odwiedzał w domu, byli to wyłącznie chłopcy. Bladzi od siedzenia przed ekranem, głośni i opowiadający o tych samych dziwactwach co ona. Tacy, którzy z miejsca przypominali mi o tym, dlaczego od zawsze chciałam mieć córkę. Dlaczego kupowałam jej różowe śpioszki, a do zabawy lalki i pluszowe jednorożce. Dlaczego chciałam, żeby Iza pozostała moją małą księżniczką. Córeczko, zajmij się czymś pożytecznym, co? Wielokrotnie próbowałam ją...

Matka, która przelewa na córkę swoje niespelnione ambicje
Adobe Stock, New Africa
Prawdziwe historie
„Marzyłam by córka była lekarzem i robiłam wszystko, by tak się stało. Po latach zrozumiałam, że to były moje chore ambicje" 
„Dotarło do mnie, że to ja popełniałam błędy. Chciałam uszczęśliwić Julkę na siłę! Chciałam dać jej wszystko, czego nie miałam ja. Medycyna była moim niespełnionym marzeniem. Nigdy z nią nie rozmawiałam, nie pytałam o zdanie. Z góry założyłam, że chce tego, co ja".

Pamiętam, jak tamtego dnia siedziałam w pociągu do stolicy i z dumą opowiadałam przypadkowo spotkanej pasażerce o swojej córce. Julia była naszym oczkiem w głowie, może dlatego, że komplikacje przy porodzie i trudna operacja odebrały mi szansę na ponowne zajście w ciążę… Dbałam o Julię, chuchałam na nią i dmuchałam. Kupowałam jej najlepsze stroje, najdroższe zabawki.    Gdy miała pięć lat, zapisałam ją na zajęcia taneczne i język angielski. W końcu im szybciej maluchy rozpoczną naukę, tym lepiej, prawda?  Cieszyłam się, że moja Julcia tak wspaniale się rozwija  Była jedną z najlepszych uczennic w całej szkole, reprezentowała ją na wielu konkursach i olimpiadach. Popołudniami nadal uczęszczała na naukę tańca i języka, dodatkowo zapisałam ją na basen. Kiedy rozpoczęła naukę w gimnazjum, doszłam do wniosku, że zapiszę ją też do popołudniowej szkoły muzycznej. Uczyła się tam nie tylko śpiewu, ale i gry na gitarze. Byłam z niej taka dumna!   Gdy poszła do liceum, załatwiłam jej korepetycje z biologii i chemii. Byłam pewna, że zechce zdawać na medycynę. Ja też chciałam być lekarzem, od zawsze o tym marzyłam, jednak moich rodziców nie było stać na opłacenie mi studiów. Pochodziłam z ubogiej rodziny, więc w sumie  na niewiele było ich stać… Dlatego obiecałam sobie, że mojej córeczce nigdy niczego nie zabraknie.   Niestety, mój mąż miał nieco inne zdanie na temat wychowania naszej jedynaczki. Często czepiał się mnie, że za dużo od Julki wymagam, że przelewam na nią swoje ambicje, że chcę, by spełniała moje niespełnione marzenia… Ale to wcale tak nie było! Ja tylko nie chciałam, by czegokolwiek jej zabrakło, przede wszystkim pragnęłam jej pomóc! A przecież kto wie lepiej, czego trzeba dziecku, jeśli nie matka, prawda?   – A spytałaś ją kiedykolwiek o zdanie? Nie!...

Rodzice wywierali na dziecku presję w szkole
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Marysia wygrywała wszystkie konkursy, ale ona musiała to robić. Powiedziała, że mama wpadłaby w szał, gdyby nie wygrała”
Ona nawet nie chciała wygrywać. Ona musiała to robić. Tego oczekiwali od niej rodzice. Inaczej okazaliby jej swoje rozczarowanie, może nawet odrzucenie.

Pamiętam tamten dzień sprzed lat, gdy odbierałam córeczkę z przedszkola po pierwszym dniu. Hania bardzo podekscytowana opowiadała mi o koleżance, która dołączyła do ich grupy. Nowa dziewczynka miała na imię Marysia i córeczka była nią zachwycona. – Dała mi spinkę z wisienkami – pochwaliła się, dotykając ozdoby na ciemnych włoskach. – Obiecałam, że jutro jej przyniosę gumkę z motylkiem. Mogę, prawda? Cieszyłam się z nowej przyjaźni córki, bo do tamtej pory była raczej typem samotniczki… Kilka dni później spotkałam w szatni mamę Marysi. Przedstawiła się jako Marlena i zaproponowała, żebyśmy poszły z dziewczynkami na chwilę na plac zabaw na osiedlu. Godzinę później miałam wrażenie, że znamy się od dawna. Z placu zabaw poszłyśmy do Marleny do domu, wypiłyśmy po koktajlu z jarmużem, który sama zmiksowała, nasze córki dostały po sporym kawałku ciasta marchewkowego, a potem zajęły się jakąś grą logiczną. W domu opowiedziałam wszystko Sylwkowi. – Fajna ta Marysia – relacjonowałam. – Ma cały pokój gier, układanek, książeczek. Bardzo rozwinięta jak na swój wiek; Hania przy niej to jakby była dwa lata młodsza. Ale to dobrze, przy takiej koleżance się szybciej rozwinie . Przez cały rok Hania i Marysia były nierozłączne, zwłaszcza że obie w czwartki chodziły na judo dla maluchów w domu kultury. Naturalnie zaczęłyśmy z Marleną wymieniać się przy odbieraniu dziewczynek i odprowadzaniu na zajęcia. Kiedy poszły do zerówki, było zupełnie oczywiste, że będą dalej trzymać się razem. Kontynuowały naukę judo, ponadto Marlena znalazła zajęcia angielskiego prowadzone nowatorską metodą i zapisałyśmy tam dziewczynki. Marysia łapała wszystko w lot jak jakiś geniusz Okazało się, że miałam dużo racji:...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj