Dziecko jest w szpitalu przez byłego męża
Adobe Stock, Gorodenkoff
Prawdziwe historie

„Mój były mąż to nieodpowiedzialny gówniarz. Podpiął sanki do samochodu, nasz syn wylądował w szpitalu”

Nie szalej… Ile razy to słyszałam? Zawsze wtedy, gdy zarzucałam Adamowi lekkomyślność. Lata mijały, a jego beztroska wciąż mocno zakrawała na nieodpowiedzialność.

– Mamooo! – Marcel wbiegł do mieszkania z okrzykiem na ustach. – Tata obiecał, że pójdziemy na kulig! Taki prawdziwy, z konikami i dużymi saniami!

Mój ośmioletni syn uwielbiał konie i jazdę na sankach. W przeciwieństwie do mnie. Ja koni wręcz nie cierpiałam. Pewnie dlatego, że Adam, mój eksmąż, wdał się w romans z instruktorką jeździectwa. Miał tylko zaprowadzać naszego syna na lekcje, a sam został nadzwyczaj pilnym uczniem…

Kiedy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam jeździć na sankach, ale gdy dorosłam, zima kojarzyła mi się głównie z chlapą, zimnem, brudną podłogą i wysokimi rachunkami za ogrzewanie.

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Nie było takiej siły, która zmusiłaby mnie do saneczkowania

Za to Marcel korzystał z tej atrakcji, kiedy tylko mógł. Ledwo wracał ze szkoły, brał sanki i pędził na pobliską górkę. Wesołe okrzyki dzieci, do których ochoczo dołączał, słychać było prawie do zmroku. Wracał przemoczony, zmarznięty, ale szczęśliwy. I zabroń mu teraz kuligu z prawdziwego zdarzenia, bądź wyrodną, mściwą matką…

– Kulig z konikami… – mruknęłam pod nosem. – Oraz z dorodną amazonką i jej zgrabnymi pęcinkami…

Owszem, poziom złośliwości mi się podniósł, ale – co tu kryć – wciąż czułam złość na Adama, że dla jakiejś pannicy zostawił mnie i syna. Chociaż, bądźmy sprawiedliwi, tak naprawdę to zostawił tylko mnie. Marcela odwiedzał, zabierał na spotkania, dbał o niego, w każdym razie na tyle, na ile potrafił.

– Mamoooo, mamoooo! – chłopięcy głosik rozbrzmiał tuż koło mnie. – Słyszałaś?
– Słyszałam, słyszałam… – odstawiłam żelazko i pogłaskałam syna po głowie. – Poszalejesz z tatą na prawdziwej, męskiej wyprawie – uśmiechnęłam się łagodnie. co było pomiędzy mną a eksmężem, to nasza sprawa.

W jednym się zgadzaliśmy: Marcel nie powinien zbytnio odczuwać tego, że jego rodzice już się nie kochają. Oczywiście nie spłynęło to po nim jak po kaczce, ale dzieci mają niesamowitą zdolność adaptacji; byle im tego nie utrudniać.

– Pojadę kuligiem! Tata powiedział, że będę mógł powozić sanie!

Skrzywiłam się. To nie był dobry pomysł.

Kto normalny pozwoli dziecku powozić?

Chyba tylko mój eksmałżonek, który sam zachowywał się nazbyt często jak wyrośnięty dzieciak. Gdy się teraz nad tym zastanawiam, nie mam pojęcia, czym mnie ujął, że go pokochałam na tyle, by za niego wyjść.

– A kiedy tata chce cię zabrać? – spytałam.

To też była jedna z wad Adama. Najpierw obiecywał coś synowi, ustalał z nim szczegóły, a dopiero potem łaskawie informował mnie. Zupełnie nie brał pod uwagę, że mogłam mieć inne plany. Stawiał mnie pod ścianą, bo jak odmówię, wyjdę na zołzę. Wiedziałam przecież, jak Marcel lubi przebywać z ojcem. Dlatego starałam się nie utrudniać im spotkań.

– W sobotę – odparł Marcel i patrzył na mnie wyczekująco.

Sobota… No pewnie, bo czemu by nie. Akurat w ten dzień wypadały urodziny mojej mamy. Szykowała małe spotkanie w gronie rodzinnym. Miałam przyjść z jej ukochanym wnuczkiem, złożyć życzenia, dać prezent, posiedzieć przy kawie i torcie, pogadać…

– W sobotę po południu wybieramy się do babci na urodziny – przypomniałam delikatnie.

Marcel zrobił smutną minę. Bo jak wybierać między babcią a kuligiem?

– Myślę, że po zmroku jeździć nie będziecie. Koniki nie widzą zbyt dobrze – powiedziałam uspokajająco. – Zadzwonię do taty i zapytam. Ty już zmykaj do siebie, przygotuj książki do szkoły. Jutro wcześnie wstajemy.

Wiszący na ścianie zegar pokazywał dziewiętnastą

Jak ten czas szybko zleciał. Wróciłam z pracy, przygotowałam obiad, od razu na dwa dni, zabrałam się za prasowanie, a tu już wieczór…

Kiedy Marcel zjadł kolację, umył się i zajął się oglądaniem bajki na laptopie, zadzwoniłam do Adama.

Może byś tak konsultował wasze spotkania ze mną, co? – wycedziłam do słuchawki, jednym okiem zerkając na drzwi pokoju syna. – Twoja była teściowa ma urodziny, zapomniałeś?
– Wypadło mi to z głowy – przyznał Adam.

Gdybym przynajmniej usłyszała skruchę w jego głosie, ale gdzie tam. Po prostu stwierdził fakt. Zapomniał. Wypadło mu z głowy.

– O której zamierzasz przyjść po Marcela? – zapytałam wrogo.
– O czternastej. Słuchaj, nie szalej, przejedzie się kuligiem i wracamy. Zapowiadają mróz.

Nie szalej… Ile razy to słyszałam? Zawsze wtedy, gdy zarzucałam Adamowi lekkomyślność. Lata mijały, a jego beztroska wciąż mocno zakrawała na nieodpowiedzialność.

Bałam się, że kiedyś przegnie. Byle tylko nie kosztem mojego dziecka

– Zdążycie wrócić przed osiemnastą? Co prawda umówiłam się z mamą i resztą rodziny na siedemnastą, ale przeproszę i powiem, że nie mogłam wcześniej. Mama zrozumie.

W słuchawce usłyszałam stłumione głosy.

– Olga mówi, że możemy zabrać Marcela przed trzynastą i przywieźć przed siedemnastą.

Zgrzytnęłam zębami ze złości. Jeszcze tego brakowało, żeby aktualna flama Adama próbowała być miła.

– Zgoda – odpowiedziałam prędko, powstrzymując się od mało grzecznego komentarza.

Choćby takiego, że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Rozłączyłam się.

– Marcelku… – weszłam do pokoju syna. – Pojedziesz z tatą w południe, a kiedy wrócicie, pójdziemy do babci.
– Hurra! – wykrzyknął syn, zeskakując z krzesła. – Pojadę kuligiem! I zjem tort u babci!

Przytulił się do mnie, a ja odwzajemniłam uścisk.

– Te atrakcje dopiero w sobotę – pocałowałam synka. – A jutro jest piątek i szkoła. Koniec oglądania bajek – wypuściłam Marcela z objęć.

Niezbyt chętnie, ale wyłączył laptop.

Nadeszła sobota.

Marcel od rana biegał po mieszkaniu, podekscytowany wycieczką

Z trudem namówiłam go, by zrobił laurkę dla babci. Owszem zrobił, ale co chwilę pytał, kiedy przyjedzie tata. Gdy rozbrzmiał dzwonek, popędził do przedpokoju i otworzył drzwi. Ruszyłam za nim.

– Tatuś!
– Cześć, stary!
– Czapka, szalik, rękawiczki – przypomniałam, bo Marcel gotów był wybiec z gołą głową.
– Wrócimy przed siedemnastą – oznajmił Adam, nawet na mnie nie patrząc.
– Oby – odparłam. zamknęłam za nimi drzwi, zza których jeszcze przez chwilę było słychać radosne pokrzykiwania mojego syna.

Miałam kilka godzin dla siebie. Jednak zamiast naprawdę zrobić coś dla siebie, odpocząć, poczytać czy obejrzeć serial, zaczęłam sprzątać. Oprzytomniałam dopiero, kiedy za oknem zaczął zapadać zmrok. Zerknęłam na zegarek. Niedługo powinni wrócić. Marcelek na pewno będzie przemoczony, zmarznięty. Z myślą o nim przygotowałam ciepłe kakao.

Minęła siedemnasta, a ich nadal nie było. No tak! Cały Adam. Na pewno zapomniał. Bo raczej nie zrobił mi na złość.

Zachowywał się głupio, bezmyślnie, egoistycznie, ale nie był celowo wredny

Co nie zmienia faktu, że i tak się zdenerwowałam. Chryste, przecież ten facet miał trzydzieści pięć lat. Kiedy wreszcie dorośnie? Kiedy nauczy się dotrzymywać słowa? Sięgnęłam po komórkę. Abonent niedostępny.

„Co?!” – teraz zaczęłam się bać. „Jak to abonent niedostępny? Gdzie oni pojechali? Gdzie jest Marcel? Co się, do cholery, dzieje?!”.

Wskazówki zegara pokazywały siedemnastą trzydzieści, kiedy rozległa się melodyjka mojego telefonu. To na pewno mama. Rzuciłam okiem na wyświetlacz. Nie znałam tego numeru. Odebrałam czym prędzej.

– Tak, słucham?
– Dzień dobry, pani Basiu – rozbrzmiał młody kobiecy głos. – Mówi Olga…

Cała się spięłam. Nie chciałam na nią warczeć, wyładowywać na niej złości i zdenerwowania, ale to naprawdę była ostatnia osoba, z którą chciałam w tym momencie rozmawiać.

– Mogłaby pani przyjechać do szpitala dziecięcego, na urazówkę? I przywieźć dokumenty Marcela…
– Co?!! – serce prawie mi stanęło. – Coś się stało Marcelowi? – wydusiłam z siebie.
– To nic groźnego, naprawdę – próbowała mnie uspokoić.

Równie dobrze mogłaby próbować powstrzymać lawinę. Okazało się, że mój eksmąż w końcu przekroczył granice beztroski i zachował się skandalicznie nieodpowiedzialnie. Owszem zabrał naszego syna na kulig. Marcel nawet siedział obok woźnicy i trzymał przez chwilę lejce.

Wszystko pod okiem Olgi i tegoż woźnicy

Jednak kiedy mieli wracać, Adam postanowił zrobić Marcelkowi inny, konkurencyjny kulig. Bo co się będą nudzić, czekając na ciocię. Olga poszła do stajni, a ten jak ostatni idiota przyczepił sanki do samochodu. Przejechali kawałek, sanki zarzuciło, mały spadł, zaplątując się w sznurek i płozy.

Tyle szczęścia, że Adam szybko się zorientował i nie wlókł dziecka za autem. No i że jechał polną drogą, na której nie było innych samochodów. Chryste, na samą myśl, co mogłoby się stać, gdyby jednak jakiś wóz się pojawił, słabo mi się robi. Przymykam oczy i widzę mojego syna pod…

Nie! Dzięki Bogu w szpitalu okazało się, że Marcel nic sobie nie złamał ani nie skręcił, skończyło się na guzie, obtarciach i siniakach. Co nie zmienia faktu, że najchętniej przyłożyłabym Adamowi w łeb, jak tylko dotarłam na urazówkę.

To on zasłużył na potężnego guza

Nie mogłam się do niego dodzwonić z awanturą, bo kiedy wyskoczył z samochodu i pobiegł do leżącego w śniegu syna, z kieszeni wypadła mu komórka i zniknęła w zaspie. Dobrze mu tak. A taka była ładna… na urodziny babci już nie pojechaliśmy.

– Przepraszam – Adam zapinał Marcelkowi pas i patrzył na mnie skruszony. – Nie pomyślałem, że może spaść.
To trzeba było pomyśleć. Choć raz! – syknęłam.

Gdyby nie obecność syna, dowiedziałby się, co o nim sądzę. W detalach. Miałam ochotę wykrzyczeć mu twarz, że to był ostatni raz, kiedy pozwoliłam mu zabrać małego. Jednak taką decyzją na pewno zasmuciłabym Marcela, który – mimo guza i obtartego podbródka – wyglądał na zadowolonego. Bez wątpienia miał dzień pełen rozmaitych atrakcji.

– Zapamiętaj, synu – zaczął Adam nieco patetycznie. – Nie wolno podczepiać sanek do samochodu. Tata źle zrobił. Marcel pokiwał głową.
Dorośniesz, tato, i na pewno się poprawisz – odparł.

Popatrzyłam na niego zaskoczona.

– Ciocia Olga tak powiedziała – wyjaśnił prędko.

No proszę. Ciekawe, jak długo ciocia Olga, która – wbrew sobie musiałam to przyznać – wydawała się całkiem rozsądną osóbką, wytrzyma z Adamem – wiecznym chłopcem.

– Już chyba dorosłem – mój były mąż pogłaskał naszego synka po głowie.
– Do zobaczenia we wtorek. – Zamknął drzwi auta. Ja ruszyłam powoli.
– We wtorek? – zdziwiłam się.
– Tata obiecał, że pójdziemy na basen – pochwalił się Marcel. – Więc ci mówię, żebyś wiedziała – dodał.

No tak…, bo eksmałżonek znowu nie raczył mnie poinformować zawczasu. Coś mi się wydaje, że Marcel szybciej dorośnie niż jego ojciec.

Barbara, lat 33

Czytaj także:

Babcia, która zajmuje się wnuczkiem
Adobe Stock, Olesia Bilkei
Prawdziwe historie
„Synowa wychowuje mojego wnuka na życiową kalekę. Wszystkiego mu zabrania. Babcia pozwoliła mu się wyszaleć"
„Synowa wiecznie czegoś zabraniała Maćkowi. Zabawa w piaskownicy? Nie, bo zarazki. Kontakty z innymi dziećmi z osiedla? Nie, bo na pewno są chore i go zarażą. Huśtawki? Rowerek? Nie, bo synek się przewróci, przeziębi, zwichnie nogę… Serce mi pękało, gdy na to patrzyłam”.

Byłam zdziwiona, gdy syn oświadczył, że zamierza ożenić się z Julitą. Wydawało mi się, że ta kobieta w ogóle do niego nie pasuje. Jacek zawsze uwielbiał aktywnie spędzać czas, bo od małego wpajaliśmy mu z mężem, że ruch na świeżym powietrzu to zdrowie. W wolnych chwilach jeździł więc na rowerze, grał w tenisa, biegał, jeździł na rolkach. W zimie szusował na nartach, w lecie pływał w morzu. Tymczasem Julita zachowywała się tak, jakby każde wyjście na dwór kończyło się ciężką chorobą. Czasem miałam wrażenie, że gdyby tylko mogła, to całymi dniami siedziałaby w domu.    Pamiętam, jak syn po oświadczynach przyprowadził ją do nas w gości. Pogoda była piękna, więc podałam obiad na tarasie. Dopóki świeciło słońce, wszystko było w porządku. Ale gdy tylko niebo trochę się zachmurzyło i zerwał się lekki wiaterek, Julita okryła się pledem, a w końcu uciekła do środka.   – Co jej się stało? – szepnęłam do Jacka.   – Julitka boi się, że ją przewieje i znowu się przeziębi – odparł.   – Żartujesz? Przecież to lekki zefirek, a nie huragan – zdziwiłam się.   – Oj, mamo, przestań. Ona jest bardzo delikatna, często się przeziębia. Musi na siebie uważać – bronił jej.    Już miałam zapytać, czy na pewno chce się ożenić z taką mimozą, ale ugryzłam się w język. Kiedyś obiecałam sobie, że nie będę się wtrącać w jego życie, narzucać swojej woli. Poza tym byłam przekonana, że wcześniej czy później zarazi Julitę miłością do sportu.  Niestety, mijały lata i nic się nie zmieniało On nadal jeździł na rowerze po lesie, grał w tenisa, w lecie pływał w morzu, w zimie szusował na nartach, a ona w obawie przed przewianiem, kleszczami, poparzeniami słonecznymi, odmrożeniami i innymi wielkimi, jej zdaniem, niebezpieczeństwami,...

Płaczące dziecko
Adobe Stock, alfa27
Prawdziwe historie
„Nie kochałam własnego dziecka. Na jego widok czułam obrzydzenie i palącą złość"
„Mój instynkt macierzyński był tak silny, że nie potrafiłam go ujarzmić. Dzieci śniły mi się każdej nocy. Czułam, że moje serce mocniej bije na widok kobiet w ciąży lub z wózkiem. Tym bardziej nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego nie umiem pokochać własnego syna”.

Pamiętam do dziś, jak moja mama zareagowała, gdy obwieściłam jej, że zaręczyłam się z Krzyśkiem. Omal nie dostała zawału. Nie dlatego, że nie lubiła mojego chłopaka, ale dlatego, że właściwie nie znała. Uważała, że ja także w ogóle go nie znam i niepotrzebnie śpieszę się ze ślubem. Owszem, znaliśmy się dopiero miesiąc, i choć normalnie nie byłam w życiu aż tak spontaniczną osobą, to przy Krzyśku nie miałam wątpliwości, że to ten jedyny. Poznała nas wspólna znajoma, która uznała, że bardzo byśmy do siebie pasowali.    Nie spodziewała się jednak chyba tego, że zaiskrzy między nami od pierwszego spojrzenia! To było jak piorun! Myślałam, że takie rzeczy przytrafiają się nastolatkom, a ja byłam tuż przed trzydziestką. Nie mogliśmy przestać ze sobą rozmawiać. Przegadaliśmy całą noc. Łączyło nas wszystko – byliśmy z jednego miasta, oboje pracowaliśmy w urzędach, więc znaliśmy realia swoich zawodów, lubiliśmy spędzać czas w domu, a w weekendy wyjeżdżać w góry, nie piliśmy, nie paliliśmy i nie kręciły nas masowe imprezy ani wielkie koncerty. No a przede wszystkim, zarówno ja jak i on chcieliśmy szybko mieć dziecko.    Byłam tym faktem zachwycona, bo wcześniej, gdy spotykałam się z mężczyznami, dziecko przez pierwszych kilka randek było zawsze tematem tabu. A ja bardzo marzyłam o tym, by zostać już mamą, i randkowanie z kimś, kto nie dojrzał do roli ojca wydawało mi się zwykłą stratą czasu.    Krzysiek powiedział po godzinie rozmowy, że bardzo chciałby założyć rodzinę. Już po pierwszej randce byłam zakochana po uszy. Przez miesiąc spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę – poznaliśmy swoje rodziny i przyjaciół. Krzysiek wciąż powtarzał, że jestem jego drugą połową, i ja także nie miałam co do tego wątpliwości. Kiedy więc uklęknął przede mną z pierścionkiem, nie...

Nowonarodzone dziecko
Adobe Stock, haveseen
Prawdziwe historie
„Wnuczka miała umrzeć zaraz po porodzie. Córka nie usunęła ciąży, a Marysia przyszła na świat cała i zdrowa"
„Lekarze nie mieli wątpliwości. Dla całej rodziny oznaczało to wielką tragedię. Niektórzy sugerowali aborcję, ale Justyna nie chciała nawet o tym słyszeć. Nie mogłaby zabić swojego dziecka. To było wykluczone".

Justynka, moja najstarsza córka, późno wyszła za mąż. Ada i Bartek mieli już spore pociechy, kiedy ona brała ślub. Ale za to trafiła wspaniale! Darek jest bardzo dobrym mężem, kocha moją córę nad życie i chętnie jej we wszystkim pomaga.   Justynka i Darek marzyli o dziecku, starali się i nic. Dlatego, kiedy po kilku latach oznajmili, że spodziewają się maluszka, cała rodzina ogromnie się ucieszyła. Justynka porobiła badania. Wszystko było w porządku. Oczekiwaliśmy zdrowego dzidziusia. Darek dosłownie nosił moją córkę na rękach.   Tamtego pamiętnego dnia Justynka i Darek poszli na kolejne usg. To miało być rutynowe badanie, bo dziecko rozwijało się dobrze. Po badaniu obiecali wpaść do mnie. Przyszły też moje młodsze dzieci. Czekaliśmy na nich, żartując i śmiejąc się, kiedy zadzwonił dzwonek.   – Justynka! – ucieszyłam się.   To była ona z mężem, ale na ich widok słowa wesołego powitania zamarły mi na ustach. Darek patrzył ponuro, a moja córka była szara na twarzy i dłońmi osłaniała zaokrąglony brzuszek. Małżonkowie usiedli, milcząc. Wystraszyłam się. Zapytałam niepewnym głosem:   – Jak tam po usg?   Wtedy moja córka rozpłakała się. Nie mogłam znieść tego widoku. Już wiedziałam, że stało się coś złego. Objęłam mocno córkę, ucałowałam ją i zwróciłam się do Darka:   – Co się stało? Niech ktoś nam wreszcie powie, co jest grane!   – Nic z tego nie rozumiem... – westchnął mój zięć. – Przecież wszystko było dobrze! Lekarz zapewniał, że maleństwo jest zdrowe!   – Na miłość boską! Co z dzieckiem?! – krzyknęłam.   Podobno usg wykazało, że… dzieciątko prawie nie ma czaszki!   – Po narodzinach skazane jest na śmierć – wyjaśnił nam Darek.   – Lekarz chciał je...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj