Mój syn chciał płacić ojcu za spędzanie z nim czasu
Adobe Stock, nadezhda1906
Prawdziwe historie

„Mój mąż myślał tylko o pracy i pieniądzach. Doszło do tego, że nasz syn chciał mu… zapłacić, żeby spędzał z nim czas”

– Słyszałem, jak mówiłeś wczoraj do mamy, że będziesz jutro w pracy 5 godzin i chciałem ci zapłacić za nie, żebyś mógł iść ze mną do szkoły – wyciągnął w stronę ojca woreczek pełen monet. – Wyjąłem ze skarbonki, mam tylko tyle…

Są na świecie rzeczy, które nie mają swojej ceny, na przykład... czas spędzony z własną rodziną. W ferworze obowiązków zapominamy, jak bardzo jest ważny, ale dzieci zaraz nam o tym przypomną.

– Naprawdę nie możesz odwołać tego spotkania? – zrezygnowana patrzyłam, jak Marek szykuje się do wyjścia. – Przecież obiecałeś Kajtkowi.
– Ala, nie utrudniaj – mąż popatrzył na mnie nieobecnym wzrokiem. – Wiesz, że muszę być dyspozycyjny.
Ale wciąż zapominasz, że masz rodzinę, żonę i syna – nie ustępowałam. – I co to za dyspozycyjność, służbowe spotkania w soboty, w niedziele, to jakieś niewolnictwo jest raczej – wybuchłam. – Co ty, jakiś cyrograf podpisałeś, czy co?
– Umowę z firmą podpisałem rok temu i od roku zarabiam tyle, że wreszcie nam na nic nie brakuje – Marek wycedził przez zęby. – Czyżbyś o tym zapomniała?

Już się nie odezwałam, nie było sensu. Tak było niemal codziennie, takie rozmowy stały się naszym chlebem powszednim.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Ja mówiłam swoje, mąż swoje

Odkąd Marek objął stanowisko głównego konsultanta w firmie, dom jakby dla niego przestał istnieć. Był dyspozycyjny przez dwadzieścia cztery godziny w pracy i z czasem stało się to coraz bardziej uciążliwe. Ja jeszcze skłonna byłabym to zaakceptować, rozumiałam ten dzisiejszy wyścig szczurów i doceniałam, że dzięki pracy męża żyliśmy na poziomie wyższym niż przeciętny.

Trudno to jednak było wytłumaczyć naszemu dziesięcioletniemu synkowi. Kajtek wciąż dopominał się o swojego ojca, o jego uwagę, czas.

– Zrozum, synku, ja muszę pracować i nic na to nie poradzę – usiłował mu tłumaczyć Marek.
Ale inni ojcowie też pracują – mały krzywił się wtedy płaczliwie. – I chodzą ze swoimi synkami na orlika, grają w nogę, widziałem, jak tata Kuby był tam z nim wczoraj, wracaliśmy z mamą z parku, byłem na hulajnodze – odparł mały i wystawił w stronę ojca palec w oskarżycielskim geście. – A jego tata też pracuje i ma czas grać z nim w nogę.
– Każdy pewnie pracuje jakoś – wzruszył ramionami Marek, spojrzał na zegarek i zaczął się spieszyć. – Ale nie każdy zarabia tyle, co ja, więc sam rozumiesz – uścisnął małego i już go nie było.

Zaczęłam wtedy tłumaczyć synkowi, że tatuś ma bardzo odpowiedzialną pracę, że musi jej poświęcać wiele czasu, że tego wymagają jego szefowie. I że tatuś dzięki takiej pracy dużo zarabia, więc nie musimy się martwić, że zabraknie nam na coś pieniędzy. Mały słuchał uważnie, ale po jego minie widziałam, że chyba go nie przekonałam.

W końcu westchnął głęboko i tak komicznie, że aż się roześmiałam

Obiecałam też, że jak odrobi lekcje, pójdziemy na hulajnogę, dni ostatnio zrobiły się ciepłe jak na tę wczesną wiosnę.

– Ale na dzień sadzenia drzewek tata pójdzie ze mną na pewno? – spytał mnie nagle, patrząc mi w oczy. – Bo obiecał.

W pierwszej chwili chciałam powiedzieć, że tak, że oczywiście, ale ugryzłam się w język. No, bo rzeczywiście Marek przyrzekł dziecku, że pójdą razem w sobotę porządkować tereny, które gmina przydzieliła szkole na zorganizowanie tam czegoś w rodzaju parku sportowo-rekreacyjnego.

I szkoła ogłosiła tę sobotę dniem rodzinnym, prosząc, aby rodzice, zwłaszcza ojcowie przyszli wraz z dziećmi i zajęli się tymi pracami.

– Myślę, że skoro tata obiecał, to słowa dotrzyma – odparłam ostrożnie. – Musimy tylko o tym tacie wciąż przypominać, żeby mu nic nie wypadło w ten dzień.

Bardzo nie chciałam, żeby Marek zawiódł naszego małego i sama postanowiłam dopilnować tej sprawy. Więc codziennie mówiłam mu o tej sobocie, aż do znudzenia, a on tylko kiwał głową. Ale czwartkowego wieczoru, dwa dni przed imprezą, gdy zaczęłam temat, spojrzał na mnie ze złością.

– A ty ciągle swoje – parsknął gniewnie. – Czy ty myślisz, że ja nie mam nic lepszego do roboty, tylko jakieś głupie dołki kopać pod drzewka, które potem i tak ci smarkacze połamią?
– No coś ty, Marek – aż mnie zatkało. – Obiecałeś Kajtkowi, on tak się cieszy, że razem tam pójdziecie.
– To pójdziesz z nim sama, ja mam umówione dwa spotkania – pokręcił głową, ale nie popatrzył na mnie, wyraźnie unikał mojego wzroku. – Zrozum, jeżeli zdobędę tych inwestorów dla firmy dostanę premię i może nawet podwyżkę.
– I te spotkania zajmą ci cały dzień? – spytałam.
– No nie... jakieś pięć godzin – odparł. – Ale potem muszę wpaść do firmy…
– To znaczy, że nie pójdziesz z nami? – chciałam się jeszcze upewnić, żeby jakoś przygotować na to naszego synka.
– No nie, to by mnie zbyt wiele kosztowało, nie stać mnie na taki luksus – powiedział stanowczo.

W tym momencie usłyszałam tupot nóżek na korytarzu

Uchyliłam drzwi naszego pokoju, zdążyłam jeszcze dojrzeć, jak gaśnie światło u Kajtka. Serce mi mocniej zabiło, gdy uświadomiłam sobie, że mały mógł słyszeć naszą rozmowę. Ale gdy zaglądnęłam do niego, wydawało mi się, że śpi, i ostrożnie zamknęłam drzwi. postanowiłam porozmawiać z nim następnego dnia, uprzedzić go, że pójdziemy tylko oboje sadzić te drzewka.

Chciałam, żeby przed sobotą oswoił się z tą myślą. Późnym popołudniem przygotowałam mu więc podwieczorek, kakao i jego ulubiony budyń i poszłam do jego pokoju. Kajtek siedział przy biurku i dłubał jakimś drutem w ceramicznej śwince, skarbonce. Widziałam monety, wysypujące się z niej na blat biurka.

– Co robisz? – spytałam zdziwiona.
– Szykuję kasę – odparł, nie przerywając zajęcia. – Po co? – wciąż nie mogłam opanować zdziwienia.
– Muszę za coś zapłacić – powiedział i dopiero wtedy podniósł na mnie wzrok. – Ale nie powiem ci za co, więc nie pytaj, mamo.

Przysiadłam przy nim, pogłaskałam go po włosach. To, co zobaczyłam, poważnie mnie zaniepokoiło, nasz syn miał na wszystko, nie potrzebował używać swoich oszczędności ze skarbonki. Czyżby działo się coś złego, o czym nie wiedziałam?

– Czy coś się stało, Kajtuś? – spytałam go. – Chcesz o czymś porozmawiać?
– Nie, nie chcę – potrząsnął głową. – Ale wy wciąż coś kupujecie, to i ja chyba mogę, prawda?
– No tak, to twoje pieniądze – przytaknęłam. – A powiesz mi, co chcesz kupić?
– Powiem – odparł. – Jak będę kupował.

Zaniepokoiła mnie cała ta sytuacja

Postanowiłam porozmawiać o tym z mężem, jak tylko wróci z pracy wieczorem. Nie zdążyłam. Bo gdy tylko Marek wszedł do domu, usłyszałam głos Kajtka witającego ojca. Jeszcze nie spał, chociaż było już sporo po dziesiątej. Podeszłam do nich. Myślałam, że mały chce się tylko przywitać z ojcem, ale tak nie było.

– Tato, ile ty kosztujesz? – usłyszał pytanie Kajtka.
– Jak to? – Marek zdumiony popatrzył na syna, a potem na mnie.
– Pytam, ile kosztuje twoja praca, no jedna godzina – powiedział mały. – Bo tata Kuby zarabia za godzinę dziesięć złotych, pytałem go, to wiem.
– No, synku – roześmiał się Marek. – Co to jest dziesięć złotych, jakieś grosze. U mnie to by wychodziło… – zastanowił się. – No jakieś czterdzieści złotych, ale dokładnie nie można tego wyliczyć…
– Tyle nie mam – Kajtek zrobił żałosną minę. – Słyszałem, jak mówiłeś wczoraj do mamy, że będziesz jutro w pracy pięć godzin i chciałem ci zapłacić za nie, żebyś mógł iść ze mną do szkoły – wyciągnął w stronę ojca woreczek pełen monet. – Wyjąłem ze skarbonki, mam tylko tyle…

Marek cofnął się o krok, jakby chciał uciec przed tą wyciągniętą ręką synka

– Ja wiem, że ty musisz dużo zarabiać, tato – Kajtuś podszedł bliżej do ojca. – To weź to na razie, a potem, jak uzbieram, to oddam ci resztę…
– Poczekaj, kochanie – przerwałam mu, bo nie mogłam pozwolić na to, co się działo. – Nie musisz za nic tatusiowi płacić, za żadną godzinę, bycie z tobą to nie jest praca, to jest przyjemność, tylko tatuś na chwilę zapomniał o tym, bo za dużo miał na głowie – przytuliłam małego, a potem spojrzałam mężowi prosto w twarz.

Nie musiałam już nic mówić więcej. Myślę, że dostał taką lekcję życia od własnego dziecka, że nikt nie potrafiłby mu dać lepszej. Nasz synek chciał mu zapłacić za czas spędzony z nim. Chciał mu w ten sposób pokazać, że poza pracą i pieniędzmi są w życiu jeszcze inne wartości, ważniejsze od nich. Takie jak czas, który powinno się mieć dla swoich dzieci.

Alicja, 38 lat

Czytaj także:

Dziewczynka, która przytula misia
Adobe Stock, Irina Glazaceva
Prawdziwe historie
„Córka z tęsknoty przebrała misia w ubrania taty, żeby czuć jego obecność. Na ten widok pękło mi serce”
„Patrzyłem na moją córeczkę, która bawiła się, udając, że miś jest jej tatą, i było mi potwornie wstyd. Dzięki temu zrozumiałem, że złamałem najważniejszą przysięgę daną dziecku. Że nawet nie próbowałem być najlepszym ojcem na świecie”.

Dokładnie pamiętam dzień, w którym żona oznajmiła, że jest w ciąży… Czekałem na Ankę w samochodzie pod przychodnią lekarską, bo powiedziała mi, że musi iść na kontrolne badanie do ginekologa. Gdy wsiadła, miała na twarzy promienny uśmiech, a w ręce wydruk badania usg. Nigdy wcześniej nie poczułem czegoś takiego. Zaskoczenie, wzruszenie, radość – wszystkie te emocje zmieszały się ze sobą. Obiecałem sobie wtedy jedno: że będę najlepszym ojcem na świecie. To było poważne przyrzeczenie… Córka urodziła się w terminie. Była zdrowa, śliczna i gotowa, by zdezorganizować nam życie. Wiecznie domagała się uwagi, nieustannie potrzebowała towarzystwa i opieki. A my? Nie dość, że mnóstwo czasu poświęcaliśmy małej, to jeszcze uznaliśmy, że trzeba zmienić mieszkanie na większe – kawalerka z aneksem kuchennym już nam nie wystarczała. Wzięliśmy kredyt na trzypokojowe.   To było duże obciążenie finansowe, ale jednocześnie pojawiła się szansa zawodowa. Kolega, z którym pracowałem, zaproponował, żebyśmy założyli własną firmę – doradztwo finansowe. Długo się zastanawiałem. Rozmawialiśmy z Anią o plusach i minusach takiego rozwiązania, lecz w końcu uznaliśmy, że trzeba spróbować.    – Tylko żebyś o nas nie zapomniał – zażartowała wtedy żona.   Nie zapomniałem, jednak musiałem trochę zaniedbać. Chcieliśmy z kolegą szybko rozwinąć skrzydła, żeby zacząć porządnie zarabiać. „Początki wymagają pełnego zaangażowania” – powtarzałem więc w domu, gdy zdarzyło mi się wrócić po dwudziestej drugiej.  Tak samo tłumaczyłem się, gdy przyszło pracować w sobotę i niedzielę.    Ania narzekała, że jest z dzieckiem sama, ja rozkładałem ręce i wyjaśniałem, że nie mogę inaczej. Bo nie mogłem – wtedy jeszcze musiałem pracować od rana do...

Zmęczony chłopiec
Adobe Stock, Irina Schmidt
Prawdziwe historie
„Żona zmusza naszego wrażliwego syna do brutalnego sportu, bo to >>kształtuje charakter<<. Przez nią Adaś jest nieszczęśliwy”
„Moja żona jest nienormalna! Robi ogromną krzywdę naszemu dziecku i nie docierają do niej żadne argumenty. Nie rozumie, że Adaś wcale nie chce chodzić na basen, piłkę nożną, boks, judo i Bóg wie, co jeszcze. Przez nią syn jest nieszczęśliwy i przemęczony!”

Kiedy Adaś skończył 3 lata, podjęliśmy z Agatą decyzję, że ona zrezygnuje z pracy i zajmie się dzieckiem. Mieszkanie mieliśmy po moich dziadkach, żadnych kredytów, a ja całkiem przyzwoicie zarabiałem.   – Nie wiem, czy nie będzie mi czegoś brakować – Agata miała wątpliwości. – Lubiłam swoją pracę…   – Przecież powiedziałaś, że chcesz być przy Adasiu? – nie rozumiałem.   – Tak, ale zastanawiam się, czy to mi wystarczy. Czy nie będę się z tym źle czuła. Lubię pracować.   – No dobrze, ale przecież nie musisz rezygnować na zawsze – nie widziałem problemu. – Jeśli dojdziesz do wniosku, że to cię ogranicza, to znajdziemy jakąś opiekunkę.   Ale ostatecznie Agata doszła do wniosku, że będzie mamą na cały etat.   – To jednak bardzo absorbujące i rozwijające – tłumaczyła mi podekscytowana. – Jest tyle zajęć dla dzieci, które trzeba ogarnąć! Zapisałam już małego na angielski i na karate.   – Przecież on nie ma nawet 4 lat! – byłem trochę przerażony.   – No, to już najwyższy czas, żeby zaczął – tłumaczyła. – Wiem, co robię. Dużo czytam na ten temat, dyskutuję na forum, udzielam się w przedszkolu. Zaufaj mi. W końcu po to zostałam w domu, żeby zająć się naszym synem. Nie byłem przekonany, ale musiałem przyznać jej rację Ja nie miałem czasu, żeby zgłębiać książki i poradniki o wychowaniu dzieci. Ledwie znajdywałem codziennie chwilę, żeby pobawić się z synkiem! No i w końcu tak się umawialiśmy – to Agata miała się zająć wychowaniem, ja miałem tylko pomagać. Więc musiałem jej zaufać.   Adaś polubił angielski, ale karate mu się nie podobało. Żona znalazła więc gimnastykę ogólnorozwojową.   – Co prawda to nie to samo, ale przynajmniej...

Dziewczynka z chomikiem
Adobe Stock, New Africa
Prawdziwe historie
„Córka jest wrażliwa, więc gdy jej chomik umierał, podmienialiśmy go na nowego. To błąd, ale nie chcemy złamać jej serca”
„Renatka to bardzo wrażliwe dziecko. Na widok nieżyjącego ptaka, wybuchła płaczem i nie przestawała przez tydzień. Nie chce myśleć, co by było, gdyby, wiedziała o naszych przekrętach”.

Weszłam do ulubionego sklepu zoologicznego po karmę dla rybek. Od progu poczułam specyficzny zapach, charakterystyczny dla takich sklepów. Mieszanka karmy, ziół, siana, trocin. Zawsze miło mi się to kojarzyło.   Zanim podeszłam do lady, poprzyglądałam się zwierzakom w terrariach. Wesoło baraszkujące koszatniczki, śpiące pokotem myszki, świnka morska z noskiem przytkniętym do szyby, rozszczebiotane papużki. I patrzący spode łba królik miniaturka, który zapewne właśnie obmyślał, jak poprzegryzać kable w mieszkaniu przyszłego właściciela. Oj, mieliśmy kiedyś takiego łobuziaka. Jeden był, a rozrabiał za trzech. Nigdy więcej.   – Dzień dobry, czy ma pani biało-beżowe chomiki? – za plecami usłyszałam zdenerwowany kobiecy głos.   Pytanie było skierowane do ekspedientki stojącej za ladą.   – Proszę zerknąć do terrarium – odparła spokojnie. – Jeśli któryś się pani spodoba, to go wyjmę.   – Łaciaty mi potrzebny. To znaczy biały z beżowymi plamkami – tłumaczyła kobieta. – Synek wyjechał do babci na kilka dni, jutro wraca, a jego ukochany chomik leży sztywny i zimny w klatce. Nie wiem, co mu się stało. Jeszcze wczoraj zjadł marchewkę i ziarenka, brykał w nocy, słyszałam, jak hałasuje, a rano… leży nieżywy.   Sprzedawczyni pokiwała głową, a ja odwróciłam się i zerknęłam na kobietę szukającą chomiczego sobowtóra. Mogła mieć koło trzydziestki.   – Nie wiem, jak to powiem synkowi. Pomyślałam, że jeśli kupię takiego samego, to się nie zorientuje – przykucnęła przed terrarium z chomikami i przyglądała się im uważnie.   Uśmiechnęłam się pod nosem. Sama parę razy biegałam do zoologicznego, żeby dokonać podmiany chomika. Może to niewychowawcze, ale Święty Mikołaj też nie istnieje, a podtrzymujemy tę piękną bajkę, póki się...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj