Dziecko przy oknie
Adobe Stock, rohappy
Prawdziwe historie

„Mój syn uratował niemowlę, które wypadło z okna. Przez ten bohaterski czyn ludzie nie dają mu spokoju”

„Gdyby poszedł inną drogą, chłopiec nie przeżyłby tego upadku. To, że jeden z nich wbiegł na klatkę schodową, a drugi został pod oknem, świadczyło o ich niewiarygodnej trzeźwości umysłu i rozsądku. Nie wiem, ilu ludzi na ich miejscu potrafiłoby tak się zachować”.
Mamo, nie uwierzysz, co się stało! – Jarek wpadł do domu zdyszany i zszokowany. Przez chwilę myślałam, że zdarzył się jakiś wypadek, ale jego entuzjazm szybko wywiał mi te czarne myśli z głowy.
 
– Co się stało? – zapytałam, od razu odrywając się od swojej pracy. 
 
– Złapałem dziecko, które wypadło z okna! – powiedział mój syn.
 
Spojrzałam na niego ze zdumieniem. Przez chwilę myślałam, że robi sobie ze mnie żarty, ale najwyraźniej nie. Mówił poważnie. Kazałam mu natychmiast usiąść i wszystko opowiedzieć. Jarek posłusznie usiadł, wziął łyka wody i zaczął opowiadać. 
 
Wracali z Marcinem, jego kolegą z liceum, z treningu piłki nożnej. Mieli iść tą samą drogą, co zwykle, ale Marcin chciał jeszcze wstąpić do sklepu po coś do picia, więc wyjątkowo skręcili w inną uliczkę. Kiedy tylko w nią weszli, zauważyli, że na drugim piętrze budynku z okna wygląda mały chłopiec. Jarek powiedział, że od razu coś go tknęło, bo nie widział za nim nikogo dorosłego, więc stanął i zaczął się przyglądać, czy ktoś pilnuje malca. Po chwili chłopiec wdrapał się na parapet i usiadł z nóżkami po zewnętrznej stronie.
 
– Stój! – mój syn wrzasnął do niego na cały głos. – Wracaj do domu. Gdzie jest twoja mama? 
 
Dziecko było jednak za małe, żeby cokolwiek odpowiedzieć. Wyglądało, jakby miało niespełna dwa lata. Rozglądało się ciekawie dookoła i kompletnie nie zdawało sobie sprawy z grożącego mu niebezpieczeństwa.
 
– Leć do góry! Ja tu zostanę! – krzyknął Jarek do Marcina, a on od razu wbiegł do klatki schodowej, żeby odnaleźć właściwe drzwi, zapukać do domu, gdzie mieszka dziecko i ostrzec jego opiekunów. 
 
Jarek zastanawiał się przez chwilę, czy wezwać straż pożarną, ale w tym momencie chłopiec zachwiał się … i wypadł z okna. To była sekunda! Syn wyciągnął przed siebie ręce i z całych sił skupił się, żeby złapać malucha. Dziecko dosłownie runęło w jego ramiona, a on nawet nie drgnął. Po prostu złapał chłopca i wtulił w siebie z całych sił. Mały zaczął się drzeć wniebogłosy i w tym momencie z okna wyjrzał jego przerażony ojciec. 
 
– Maciuś! Mój Boże! Co się stało? Trzymasz go?! Złapałeś go? Nic mu nie jest?! – krzyczał przez okno, po czym szybko zniknął. 
 
Okazało się, że jak szalony zbiegał już na dół, Marcin nie zdążył nawet dobiec na jego piętro, żeby powiadomić go, co się dzieje. 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Dziennikarka chciała z nim porozmawiać

Jarek dopiero w tamtej chwili poczuł, jak zaczynają mu drżeć ręce i nogi. Poziom adrenaliny zaczął spadać. Tata dziecka wybiegł na zewnątrz, przejął od Jarka płaczące dziecko i zaczął przyglądać mu się z niedowierzaniem, dotykając jego rączki i nóżki. Mały wtulił się w tatę i powoli uspokajał.
 
– Złapałeś go, stary? – krzyknął z niedowierzaniem Marcin, który wybiegł tuż za tatą malca, a Jarek sam nie wierząc w to, co się stało, kiwnął tylko potakująco głową. 
 
Ojciec dziecka cały czas trzymał chłopca w ramionach i nie przestawał go przytulać. W końcu zaczął cicho płakać.
 
– Uratowałeś życie mojemu synowi! – powiedział drżącym głosem.
 
Słuchałam opowieści Jarka z niedowierzaniem. To brzmiało jak jakiś scenariusz filmu akcji, a nie jak prawdziwa historia. To, że akurat w tamtym momencie mój syn przechodził pod tym oknem, było cudem lub zrządzeniem losu! Jakby tego nie nazwać, Jarek zachował się wspaniale, był prawdziwym bohaterem. 
 
– I nic temu dziecku nie jest? – upewniłam się, gdy emocje opadły.
 
– Chyba nie. Jego tata zabrał go do lekarza – odpowiedział. 
 
– A ty, jesteś cały? Nie połamałeś rąk? Nie zerwałeś ścięgien?
 
Jarek zaprezentował ramiona gestem atlety i zaśmiał się, jakby to, co zrobił, nie było niczym więcej niż dobrą opowiastką dla przyjaciół. Tymczasem, gdyby poszedł inną drogą, chłopiec nie przeżyłby tego upadku. To, że jeden z nich wbiegł na klatkę schodową, a drugi został pod oknem, świadczyło o ich niewiarygodnej trzeźwości umysłu i rozsądku. Nie wiem, ilu ludzi na ich miejscu potrafiłoby tak się zachować. Cały dzień nie rozmawialiśmy w domu o niczym innym.

Późnym popołudniem stawili się u nas funkcjonariusze policji, którzy zostali powiadomieni przez pogotowie o wypadku. Przesłuchiwali Jarka przez godzinę, wciąż wypytując o szczegóły zdarzenia. Wyglądało na to, że ojciec chłopca, który miał opiekować się dzieckiem podczas nieobecności mamy, może mieć kłopoty za narażenie zdrowia i życia malca.
 
– To był wypadek. Naprawdę! – zapewniał gorliwie Jarek. 
 
Policjanci byli pod wyraźnym wrażeniem jego skromności i odwagi.
 
– Ma pani naprawdę wspaniałego syna – powiedzieli, wychodząc. 
 
Tuż po ich wyjściu zadzwonił telefon. Była to reporterka lokalnego dziennika, która już dowiedziała się o heroicznym wyczynie mojego syna. 
 
– To nic takiego – zapewniał przez telefon, ale ona wiedziała swoje. 
 
Poprosiła go o udzielenie wywiadu. Jarek początkowo odmówił, ale ona oświadczyła, że artykuł i tak się ukaże, więc dobrze byłoby, gdyby sam opowiedział swoją wersję zdarzeń. Zgodził się dość opornie. Nie przypuszczał, że tym, co zrobił, wywoła aż taką sensację. Chciał umówić się z nią następnego dnia po szkole, ale dziennikarka upierała się, że musi z nim porozmawiać jeszcze dziś, bo artykuł ma być w jutrzejszej gazecie. 
 
Pojawiła się u nas wkrótce i syn po raz kolejny, krok po kroku, opowiedział o tym, co się stało, wciąż podkreślając, że był to zwykły przypadek. Następnego dnia, z samego rana, starsza córka, Majka, pobiegła po gazetę. Zdjęcie Jarka było na pierwszej stronie z podpisem: „Bohater!”. 
 
– Młody, ale masz fejm! – powiedziała wesoło Majka, gdy przeczytała cały artykuł o swoim bracie. 
 
– Co takiego? – roześmiałam się.
 
– No jak to co? Jest sławny! – wyjaśniła córka, a ja i mąż nie kryliśmy dumy z naszego syna.

Byliśmy dumni z naszego dziecka

Bałam się trochę, żeby Jarkowi od tej sławy nie przewróciło się w głowie. Wiedziałam, że nigdy nie interesowała go szkolna popularność, więc liczyłam na to, że i ta prasowa zanadto go nie wciągnie. Jarek jednak nawet nie chciał przeczytać artykułu. Ja oczywiście wzięłam jedną gazetę do pracy, żeby pochwalić się koleżankom i szefowi, jakiego mam dzielnego syna. Okazało się, że nie było to konieczne, bo wszyscy już wiedzieli. Zdążyłam przekroczyć próg biura, gdy koleżanki i koledzy rzucili się w moim kierunku z gratulacjami. 
 
Prawie to samo Jarek i Majka opowiadali po szkole. Syn nie mógł przejść korytarzem, bo wszyscy wciąż wypytywali go o szczegóły. Nawet Marcin relacjonował to, jak Jarek uchwycił dzieciaka, mimo że tego nie widział. Telefon syna dzwonił niemal bez przerwy, a na Facebooku wszyscy udostępniali artykuł o dzielnym nastolatku. Na każdej lekcji odbierał gratulacje i pochwały od nauczycieli, a dyrektor wezwał go do gabinetu, żeby osobiście uścisnąć mu dłoń i przekazać wyrazy uznania.

 

Wrócił do domu wykończony i nie chciał już nawet za bardzo rozmawiać. Majka przeciwnie! Była zachwycona i pełna entuzjazmu, to ona zdała mi relacje ze wszystkiego, co działo się w szkole. Jarek zasnął, chyba musiał odzyskać energię. Nie przywykł do takiego zainteresowania, zwykle nie wyróżniał się szczególnie w klasie i chyba lubił swoją anonimowość. Był trochę nieśmiały, więc całe to zamieszanie widocznie go przytłoczyło. Następnego dnia znów wyświetlił się jakiś obcy numer w jego telefonie komórkowym.
 
– Nie gadam z nikim – powiedział i schował głowę pod poduszkę. 
 
Wzięłam telefon i odebrałam. 
 
– To z Kancelarii Prezydenta Miasta – powiedziałam do niego, a on się wyprostował i wytrzeszczył oczy. – No, bierz ten telefon.
 
– Halo? – powiedział onieśmielony. – Tak, przy telefonie. Tak, oczywiście, że może pani połączyć.
 
Spojrzał na mnie trochę wystraszony, ale ja kiwnęłam uspokajająco głową, choć sama bałabym się, gdybym miała rozmawiać z prezydentem miasta. 
 
– Dzień dobry, panie prezydencie. Tak… Tak… Bardzo dziękuję… Tak. Oczywiście. Będzie mi bardzo miło. Tak. Za tydzień? Tak… Mam czas. Oczywiście. Do widzenia.

Za swój czyn miał otrzymać nagrodę 

Stałam i próbowałam domyślić się, o czym rozmawiali, ale niestety niewiele zrozumiałam. Jarek się rozłączył i spojrzał na mnie oszołomiony.
 
– Chcą mi przyznać jakąś nagrodę prezydenta i medal – powiedział. 
 
– Mój Boże! Poważnie? 
 
– Niech to wszystko już się skończy – rzekł cichym głosem.
 
Położył się znów na łóżku i przykrył szczelnie poduchą, a ja pobiegłam do męża z najnowszym wieściami. To wszystko było jak sen! Nie mogłam uwierzyć, że działo się naprawdę. Żałowałam trochę, że Jarek jest jeszcze taki młody i nie potrafi docenić swoich pięciu minut, tylko traktuje to jak dopust boży. Gdyby był starszy i dojrzalszy, wiedziałby, jakie ogromne wyróżnienie go spotkało! 
 
Opowiedziałam wszystko mężowi, pokręcił głową z niedowierzaniem.
 
– Musimy mu kupić nowy garnitur! – oznajmiłam stanowczo. – Przecież Jarek nie pójdzie do urzędu miasta w samej koszuli – dodałam. 
 
Wiedziałam, że nie będzie zachwycony tym pomysłem, ale nie miał nic do gadania. Następnego dnia po szkole zaciągnęłam go do sklepu. 
 
– Mój syn musi mieć doskonale leżący garnitur. Odbiera nagrodę prezydenta miasta – powiedziałam z dumą, a Jarek wzniósł oczy do nieba. – Co tak na mnie patrzysz dziwnie? Przecież to prawda! Uratował dziecko, które wypadło z okna – zwróciłam się bezpośrednio do ekspedientki.
 
– Mamo! – jęknął cicho.
 
– To byłeś ty? – sklepowa wyraźnie się ożywiła. 
 
Naprawdę podekscytowana zaczęła biegać po całym sklepie i dobierać mu elementy stroju tak, żeby wyglądał jak należy. Spodnie, kamizelka, marynarka, krawat – wszystko musiało idealnie się prezentować. Słono zapłaciłam za ten cały mundurek, ale co tam! Wyglądał świetnie! Poza tym raz w życiu zdarza się taka sytuacja. Drugi dostanie dopiero na ślub! Jarek stwierdził, że dopłaciliśmy dziesięć procent tylko dlatego, że jest lokalnym celebrytą. Nie przejęłam się jednak jego kąśliwą uwagą.

Najważniejsze, że ma w czym iść. Marcina także zaproszono, więc w dniu uroczystości cała szkoła wiedziała już, co się dzieje. Chodziłam tak zestresowana, że nie byłam w stanie niczego przełknąć. Do ratusza przybyły całe tłumy nie tylko młodzieży, ale i dorosłych. Był też najmłodszy zainteresowany – malutki chłopiec, którego Jarek uratował oraz jego rodzice. Zobaczyłam go po raz pierwszy i nawet nie przypuszczałam, że jego widok tak mnie poruszy. Podziękowania jego rodziców były tak wzruszające, że patrzyłam na to wszystko, pękając z dumy, i nie mogąc powstrzymać napływających mi do oczu łez. Prezydent także wygłosił piękną przemowę.
 
– Karel Čapek powiedział kiedyś: „Żadnego bohaterstwa nie da się zaplanować – może się ono jedynie przytrafić”. Są ludzie, którzy w sytuacji krytycznej potrafią zmobilizować w sobie takie pokłady siły, że nic nie powstrzyma ich przed działaniem. Tacy zasługują na to, by o nich mówić i ich wyróżniać. Jesteśmy szczęśliwi i dumni, że prawdziwymi bohaterami okazali się dwaj młodzi mieszkańcy naszego miasta! – powiedział i wręczył chłopakom medale zasługi. 

Od dzieciństwa był szczery i uczciwy

Jarek podziękował i powiedział, że wcale nie czuje się bohaterem i uważa, że każdy na jego miejscu postąpiłby tak samo. A później dodał, że najważniejsze dla niego jest to, że chłopcu nic się nie stało. Pewnie większość osób na sali pomyślała, że mówi tak skromnie z czystej kurtuazji, jednak ja dobrze wiedziałam, że mój syn naprawdę tak sądzi. Miał po prostu dobre serce i mocny kręgosłup moralny. Od dzieciństwa był zawsze szczery i uczciwy, więc może właśnie te cechy sprawiły, że w chwili próby wiedział, jak się zachować. Po wręczeniu nagrody przemawiało kilku polityków, którzy za wszelką cenę próbowali zadbać o swój wizerunek przy tak korzystnej medialnie sytuacji. Szczerze mówiąc, to było naprawdę żenujące. Następnie zaproszono nas na uroczystą kolację, gdzie poza chłopcami i nami, rodzicami, byli sami politycy i przedstawiciele administracji. 
 
Gdy wróciliśmy, syn poszedł bez słowa do pokoju. Wiedziałam, że to wszystko go wykańcza. Jego telefon od kilku dni był wyciszony, zablokował też swoje konto na Facebooku. Ciężko mi było pojąć, dlaczego takie radosne chwile przyjmuje z takim wielkim oporem i trudem.
 
– Jareczku, kiedyś będziesz to wspominał z rozrzewnieniem i dumą. Nie zamykaj się tak. Za moment wszyscy zapomną i będą żyć dalej. Ciesz się swoją chwilą triumfu.
 
– Jakiego triumfu, mamo? Dziecko omal się nie zabiło. To nie żaden triumf. To prawdziwe szczęście, że nic mu nie jest. Może to jego anioł stróż zawrócił nas w inną uliczkę, a może to był czysty przypadek. Ale naprawdę nie chcę już o tym myśleć. Bo gdy to wspominam, to widzę tylko jedno. Gdybym był tam minutę później, to dziecko roztrzaskałoby się o chodnik. I żaden polityk nie miałby okazji dzisiaj przemawiać – powiedział mój syn i miał rację. 
 
Pocałowałam go i wyszłam z pokoju. Nie znam drugiego tak mądrego i wrażliwego dziecka jak on. Wieczorem zadzwonił mój telefon i pan po drugiej stronie powiedział, że jest z telewizji śniadaniowej i od trzech dni próbuje skontaktować się z bohaterem, który uratował dziecko. Grzecznie mu podziękowałam i powiedziałam, że niestety będą musieli zapełnić ramówkę innym tematem, bo mój bohaterski syn pragnie od tej chwili pozostać anonimowy.

Maria, 43 lata

Czytaj także:
Przed przeszczepem szpiku dowiedziałam się, że jestem w ciąży
Adobe Stock, Photographee.eu
Prawdziwe historie
„Miałam oddać szpik swojemu siostrzeńcowi, kiedy… zaszłam w ciążę. Musiałam dokonać przerażającego wyboru”
To były najtrudniejsze dni w moim życiu. W jednej minucie byłam pewna, że muszę ratować Jacusia. A zaraz potem słyszałam w głowie głos mojego dziecka szepczący: „mamusiu”.

Oddać szpik mojemu ukochanemu pięcioletniemu siostrzeńcowi? Nie miałam żadnych wątpliwości, że chcę to zrobić i zrobię! Ale potem wszystko się zmieniło. Kiedy dowiedziałam się, że mój pięcioletni siostrzeniec ma białaczkę, nie mogłam w to uwierzyć. No bo jak to? To śliczne kochane dziecko jest chore? I nie daj Boże, śmiertelnie? Uwielbiałam Jacusia, odkąd się tylko urodził Moja siostra po cesarskim cięciu dość długo dochodziła do siebie i to ja często zajmowałam się niemowlakiem. Zabierałam go na spacery i nie bałam się go kąpać, w przeciwieństwie do jego taty. Szwagier zawsze się przed tym wzbraniał, twierdząc, że jest zbyt niezgrabny i ma za duże ręce. Fakt, jest postury raczej niedźwiedziowatej. Byłam więc z Jacusiem zżyta jak z własnym dzieckiem. Myślę, że to, co do niego czuję, to miłość prawie macierzyńska. I nigdy bym nie sądziła, że kiedyś los postawi mnie przed trudnym wyborem – czy mam przedłożyć uczucie do Jacusia ponad miłość do… własnego dziecka? Białaczka siostrzeńca była wielkim dramatem dla nas wszystkich. To urocze dziecko ginęło na naszych oczach Oczywiście, lekarze natychmiast zalecili chemię. Zapewnili rodziców Jacusia, że od czasu wynalezienia nowych leków chemioterapia jest naprawdę skuteczna i pozwala doprowadzić do takiego etapu, kiedy będzie można u pacjenta zrobić przeszczep szpiku. Badaniu pod kątem zgodności naszego szpiku ze szpikiem Jacusia poddaliśmy się wszyscy, całą rodziną. W pewnym sensie poczułam się dumna, kiedy u mnie wyszła najwyższa, prawie stuprocentowa. Miałam lepszą zgodność z siostrzeńcem niż jego biologiczni rodzice! – Czy będzie pani gotowa na przeszczep, kiedy nadejdzie pora? – zapytał mnie lekarz. – Oczywiście! – odparłam natychmiast. Byłam tego pewna i gdyby ktokolwiek mi wtedy powiedział, że zajdą okoliczności,...

Pozwałam rodziców o alimenty
Adobe Stock, Studio Romantic
Prawdziwe historie
„Rodzice nigdy się mną nie interesowali. Zarabiali góry pieniędzy i myśleli, że to wystarczy. Pozwałam ich o alimenty”
Dyrektorka wezwała inspektora z MOPS. Odnotował, że mieszkamy w ładnej willi, że w domu jest czysto, a ja w swoim pokoju mam komputer, telewizor i szafę pełną ubrań… Rodzice śmiali się głośno i mówili, że to wszystko jakaś pomyłka, że ostatnimi czasy miałam problemy z głową.

Moi rodzice? Nie chcę ich znać! Wykreśliłam ich ze swojego życia i serca. Dobrze im tak, za to wszystko, co mi zrobili. Chociaż wydaje mi się, że zbytnio z tego powodu nie cierpią, bo ja, ich córka, jedynaczka – w ogóle ich nie obchodzę! Pieniądze. W naszym domu tylko o tym się rozmawiało Moi rodzice prowadzili dwa odrębne biznesy i wszystkie ich dialogi kręciły się wokół tego: Kto ile ich zarobił? Ile trzeba zapłacić podatku? Dlaczego ojca interes rozwija się lepiej? Dlaczego matka chce dokapitalizować firmę… I tak dalej. Nigdy nie spytano mnie, jak idzie mi w szkole. Ojciec nigdy nie wziął mnie na kolana, nie przytulił, nie powiedział, że mnie kocha i jestem dla niego najpiękniejsza na świecie. Z tamtego czasu pamiętam tylko jedną szczęśliwą niedzielę. Rodzice zabrali mnie do wesołego miasteczka. Chyba kłócili się jak zwykle, ale wśród ludzi, w gwarze otaczających mnie rozmów i skocznej muzyki, nie słyszałam ich. Siedząc na karuzeli i wirując, patrzyłam w niebo i szeptałam: – Boże, gdybyś mógł dać mi tyle radości, ile w tej chwili, choćby tylko jeden raz w miesiącu, to przysięgałam, że będę najlepszą uczennicą nie tylko w klasie, ale i w całej szkole. Ale taka niedziela już nigdy więcej się nie powtórzyła. Za to w domu wybuchały coraz częstsze awantury Słyszałam je rano, słyszałam, gdy wracałam ze szkoły i kiedy kładłam się spać. Próbowałam nie słuchać wyzwisk, jakimi obrzucali się moi rodzice – kiedy podnosili głosy, nakładałam na uszy słuchawki i rozkręcałam muzykę na maksa. Przez jakiś czas to pomagało. Kiedy skończyłam piętnaście lat, oboje zaczęli szukać u mnie poparcia dla swoich racji . Tak więc kiedy odrabiałam lekcje, matka nieoczekiwanie wpadała do mojego pokoju. Najpierw szlochała. Przytulała mnie, odsuwała od siebie, znowu przytulała i...

Mój syn chciał płacić ojcu za spędzanie z nim czasu
Adobe Stock, nadezhda1906
Prawdziwe historie
„Mój mąż myślał tylko o pracy i pieniądzach. Doszło do tego, że nasz syn chciał mu… zapłacić, żeby spędzał z nim czas”
– Słyszałem, jak mówiłeś wczoraj do mamy, że będziesz jutro w pracy 5 godzin i chciałem ci zapłacić za nie, żebyś mógł iść ze mną do szkoły – wyciągnął w stronę ojca woreczek pełen monet. – Wyjąłem ze skarbonki, mam tylko tyle…

Są na świecie rzeczy, które nie mają swojej ceny, na przykład... czas spędzony z własną rodziną. W ferworze obowiązków zapominamy, jak bardzo jest ważny, ale dzieci zaraz nam o tym przypomną. – Naprawdę nie możesz odwołać tego spotkania? – zrezygnowana patrzyłam, jak Marek szykuje się do wyjścia. – Przecież obiecałeś Kajtkowi. – Ala, nie utrudniaj – mąż popatrzył na mnie nieobecnym wzrokiem. – Wiesz, że muszę być dyspozycyjny. – Ale wciąż zapominasz, że masz rodzinę, żonę i syna – nie ustępowałam. – I co to za dyspozycyjność, służbowe spotkania w soboty, w niedziele, to jakieś niewolnictwo jest raczej – wybuchłam. – Co ty, jakiś cyrograf podpisałeś, czy co? – Umowę z firmą podpisałem rok temu i od roku zarabiam tyle, że wreszcie nam na nic nie brakuje – Marek wycedził przez zęby. – Czyżbyś o tym zapomniała? Już się nie odezwałam, nie było sensu. Tak było niemal codziennie, takie rozmowy stały się naszym chlebem powszednim. Ja mówiłam swoje, mąż swoje Odkąd Marek objął stanowisko głównego konsultanta w firmie, dom jakby dla niego przestał istnieć. Był dyspozycyjny przez dwadzieścia cztery godziny w pracy i z czasem stało się to coraz bardziej uciążliwe. Ja jeszcze skłonna byłabym to zaakceptować, rozumiałam ten dzisiejszy wyścig szczurów i doceniałam, że dzięki pracy męża żyliśmy na poziomie wyższym niż przeciętny. Trudno to jednak było wytłumaczyć naszemu dziesięcioletniemu synkowi. Kajtek wciąż dopominał się o swojego ojca, o jego uwagę, czas. – Zrozum, synku, ja muszę pracować i nic na to nie poradzę – usiłował mu tłumaczyć Marek. – Ale inni ojcowie też pracują – mały krzywił się wtedy płaczliwie. – I chodzą ze swoimi synkami na orlika, grają w nogę, widziałem,...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj