Inteligentne dziecko
Adobe Stock, Irina Schmidt
Prawdziwe historie

„Dla mojego męża liczą się tylko stopnie. Przez to syn jest wyprany z emocji, nie ma kolegów i wszystkimi gardzi”

„Przyjaciół zdobywa się tylko życzliwością i sympatią. Czy mój syn to kiedyś zrozumie? On czuje się mądrzejszy od swoich szkolnych kolegów, bo wiedzę pochłania z ogromną łatwością. Ale to nie powód do tego, żeby wyzywać innych od głupców i nimi pomiatać”.
Nasz syn Bartek jest bardzo zdolny. Wiedzieliśmy o tym z mężem od początku. Już jako trzylatek poznawał litery, a jak miał pięć lat, zaczął czytać. Podsuwaliśmy synowi lektury, a on błyskawicznie wchłaniał wiedzę. Uwielbiał się nią popisywać, a my byliśmy tym zachwyceni. Mój mąż jest urzędnikiem państwowym, często wyjeżdża za granicę, siedzi do późna w biurze, ale za dziecko dałby się pokroić. Tak bardzo trzymał kciuki za debiut Bartka w szkole, a... to była porażka. 
 
Nasz genialny syn stał pod ścianą przestraszony i zamknięty w sobie. Na wszelkie próby wyrwania go z tego stanu reagował agresją. Kopał, bił osoby, które zbyt blisko podeszły. Nie patrzył, czy to jego rówieśnik, czy dorosły. Dwa razy pogryzł nauczycielkę! Musieliśmy odwiedzić szkolnego psychologa. Zlecił jakieś konsultacje, ale nie skorzystaliśmy. Stwierdziliśmy, że Bartek jest za mały, że damy mu jeszcze czas...
 
W pierwszych trzech latach nauki nasz syn zwyczajnie się nudził. Umiał już czytać, pisać i liczyć. Miał też dużą wiedzę ogólną, bo przed snem lubił studiować encyklopedię. W szkole się frustrował. Narzekał na nauczycielkę, że go ucisza, choć on zna odpowiedzi, a pyta tylko najgłupszych uczniów.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Słowo „głupi, głupia” przewijało się cały czas

– Wiesz, Bartusiu, jeśli chcesz zdobyć przyjaciół, nie możesz tak mówić o innych dzieciach – tłumaczyłam mu łagodnie. 
Bartek patrzył na mnie i wiedziałam, że nie rozumie, o co mi chodzi. Westchnęłam zrezygnowana. Może z czasem sam się dowie, jak można zaskarbić sobie sympatię ludzi. Na razie relacje z innymi dziećmi i z nauczycielami, pozostawiały wiele do życzenia (delikatnie mówiąc). Pewnego dnia, gdy poszłam po Bartka do szkoły, zastałam go z wyjątkowo smutną minką.
 
– Co się dzieje, Bartusiu? Znowu jesteś markotny... – zapytałam.
 
– Bo pół dnia przesiedziałem w kącie – wyznał mój syn.
 
Okropnie się zdenerwowałam. „Dlaczego dzieciaczyna tak cierpi? Nie mogę na to pozwolić” – postanowiłam od razu pójść do wychowawczyni, żądając wyjaśnień.
 
– Dobrze, że panią widzę – odrzekła. – Bartek zachowuje się skandalicznie. Dziś rzucił w koleżankę nożyczkami.
 
– I zamiast z nim porozmawiać, lepiej było postawić go do kąta! – krzyknęłam.
 
– Naprawdę uważa pani, że to nic takiego? Czy Bartek wcześniej już tak się zachowywał? – dopytywała się, jakby mój synek popełnił przestępstwo.
 
– Ale koniec końców nic nie zrobił, prawda? – spytałam.
 
– Na szczęście nie trafił w dziewczynę, ale to poważna sprawa – ciągnęła.
 
Gdy opowiedziałam o tej rozmowie mężowi, ten zrobił się czerwony ze złości.
 
– Jutro tam idę i zrobię z nimi porządek! – krzyczał. – Nie potrafią ani uczyć, ani wychowywać. Mają się opiekować dziećmi, a doprowadzają je do takiego stanu, że maluchy sięgają po nożyczki. 
 
– Uspokój się, Rafał – prosiłam. – Poczekajmy. Dajmy Bartkowi trochę czasu. Zaczekajmy do wywiadówki. 
 
Mąż dał się przekonać. Tym łatwiej, że akurat teraz miał zaplanowanych kilka delegacji. 
 
Ze szkoły napływały kolejne niepokojące informacje, ale jak nadszedł czas wywiadówki, okazało się, że muszę na nią pójść sama.
 
– Następnym razem poproszę o zastępstwo w pracy – obiecywał mój mąż. – A teraz nie martw się, wypisałem ci w punktach pytania do nauczycielki, a tu nazwiska dzieci, które biją i wyzywają Bartka. Jakby cię atakowano, przeczytaj to na głos. To zrobi wrażenie – zapewnił. 

Ale ja nie skorzystałam z jego rady

Na zebraniu wychowawczyni mówiła o różnych problemach ogólnikowo. Miałam co prawda wrażenie, że część uwag to aluzje pod adresem mojego syna. Wspominała bowiem, że niektóre dzieci trudno się adaptują, że mają problem z zapanowaniem nad gniewem i agresją. Prosiła, żeby korzystać z pomocy szkolnych pedagogów. Chciałam podejść do niej po zebraniu, ale otoczyła ją grupka rodziców. Mówili jeden przez drugiego. Kilka razy wychwyciłam imię mojego syna. Wyszłam stamtąd po cichu. 
 
Gdy zdałam relację mężowi, nic nie powiedział. Ale od tej pory codziennie wypytywał Bartka, co słychać w szkole. Notował każde zdarzenie, nazwiska kolegów, nauczycieli. Gdy syn skarżył się, że ktoś go pobił i pokazywał siniaki, Rafał od razu robił zdjęcie obrażeń i uzupełniał dokładnym opisem zajścia. Widać było, że szykuje się na wojnę. 
 
Przypuścił atak na następnym zebraniu. Głośno i dobitnie mówił, że nasz syn jest ofiarą prześladowania, że dzieci go nie lubią, bo wie więcej od nich. Powiedział też, że sobie nie życzy, aby ktokolwiek dotykał jego dziecko i że tylko jego dobra wola sprawia, że nie zgłasza napaści na naszego syna na policję. Następnie odczytał długą listę nazwisk kolegów i koleżanek, którzy skrzywdzili Bartka. Podczas jego wystąpienia patrzyłam w blat ławki, ale czułam na sobie wzrok kilkunastu rodziców. Gdyby spojrzenie mogło zabić, pewnie byłabym już martwa.
 
– Czy zdaje sobie pan sprawę, że Bartek rzuca się na chłopców i ich prowokuje, a dziewczęta wyzywa? – spytała zimno wychowawczyni.
 
– A gdzie dowody? – odparował Rafał.

Wychowawczyni głęboko wciągnęła powietrze. Nikt z rodziców nie powiedział ani słowa

Rafał chyba naiwnie myślał, że rodzice wrócą do domu i powiedzą swoim pociechom, że mają być grzeczne wobec Bartka. Albo tego nie zrobili, albo zrobili to w formie, która rozjuszyła kolegów naszego syna. Od tej pory nikt nie chciał z nim siedzieć. Nawet pod przymusem. Nikt z nim nie rozmawiał. Ze mną zresztą też nie.

Matki innych dzieci milkły na mój widok. Nie było to miłe. Czułam, że jak tak dalej pójdzie, syn będzie musiał zmienić szkołę. To mnie martwiło, bo spodziewałam się, że w nowej kłopoty z adaptacją wcale nie będą mniejsze. „Może jednak powinniśmy skorzystać z porady psychologa?”. 
 
Postanowiłam porozmawiać o tym z mężem. Rafał kategorycznie się sprzeciwił mojemu pomysłowi. Stwierdził, że to nie my mamy problem, ale szkoła, która nie docenia wybitnych uczniów.
 
– Ale przecież tu nie chodzi o naukę… – próbowałam go przekonać. 
 
Jednak widząc zacięcie malujące się na jego twarzy, zrezygnowałam. Bartek był naprawdę zdolnym uczniem. Nie było konkursu szkolnego, w którym nie zająłby punktowanego miejsca. Wreszcie wygrał olimpiadę przyrodniczo-geograficzną. Rozdanie nagród miało mieć szczególnie uroczysty charakter. Mały pobiegł tego dnia do szkoły jak na skrzydłach. Gdy z mężem pojawiliśmy się na sali gimnastycznej, publiczność już była w komplecie.

Najpierw przemawiał dyrektor szkoły, potem pani z ministerstwa edukacji i burmistrz. W końcu przystąpiono do rozdania nagród. Najpierw wręczono wyróżnienia, potem gratulowano zdobywcom trzeciego i drugiego miejsca. Wszystkie dzieci uśmiechnięte wychodziły na scenę przy oklaskach i aplauzie kolegów. 
 
– A teraz zdobywca nagrody głównej – powiedział w końcu dyrektor. 
 
Bartek rozpromienił się i w tym samym momencie przez salę przeszedł szmer. Dzieciaki zaczęły gwizdać. Dyrektor ostro uciszył dzieciarnię i przeprosił zgromadzonych. Bartek odbierał nagrodę we wrogiej ciszy. Czułam, że wszystko we mnie zamarło. Co teraz będzie? Zerknęłam na męża i ujrzałam pobladłą z wściekłości twarz. Aparat, którym uwieczniał imprezę, skierowany był obiektywem w dół...
 
Gdy pospiesznie wychodziliśmy, zaczepiła nas wychowawczyni. 
 
– Tak mi przykro – powiedziała.
 
– I co z tego – rzucił mój mąż przez ramię. 
 
Ja przystanęłam.
 
– Co robić? – spytałam bezradnie. 
 
– Chyba poszukamy nowej szkoły.
 
– To nie jest zły pomysł – przytaknęła. – Niedaleko jest dobra podstawówka. Jednak proszę wcześniej porozmawiać z psychologiem. Bartek ma problem i trzeba mu pomóc. Musi inaczej wchodzić w nową grupę rówieśniczą. Podejrzewam… – nie zdążyła dokończyć, bo Rafał wyrósł koło nas jak spod ziemi.
 
– Dlaczego nie idziesz? – zapytał ostro.
 
– Już idę, już – pożegnałam się z nauczycielką i dołączyłam do męża i syna.
 
W domu zdecydowaliśmy, że poszukamy nowej szkoły. 
 
– Musi mieć wysoki poziom… – zaczął Rafał. 
 
Wtedy nie wytrzymałam.
 
– Mam tego dość! – krzyknęłam. – To jest dziecko, a nie student Oxfordu. Tresujesz syna! To przez ciebie ma problemy! 
 
– O nie, to ty jesteś winna – odparował mąż. – Słaba i nadopiekuńcza. A on jest mężczyzną!
 
– To jest jeszcze dziecko! – odparłam ostro i pobiegłam do pokoju syna. 
 
Bartek siedział przed laptopem ze słuchawkami na uszach. 
 
– Syneczku, chcemy zmienić ci szkołę, co ty na to? – spytałam łagodnie. 
 
– Dobrze – odrzekł.
 
– Najpierw pójdziemy porozmawiać z dyrektorem, nauczycielami i szkolnym pedagogiem. Może nam coś doradzą. Zrobimy wszystko, żeby dzisiejsza sytuacja się więcej nie powtórzyła. Ale żeby tak się stało, sporo zależy od ciebie. Powinieneś mniej siedzieć w internecie, za to uprawiać więcej sportu. Będziemy chodzić na rower, na rolki – mówiłam przez łzy, czując na sobie ciężkie spojrzenie Rafała. Bałam się, ale wiedziałam, że robię to dla dobra syna. – Powiedz mi szczerze, czy jest coś, o czym marzysz? Podróż, obóz pod żaglami…?
 
– Kurs językowy za granicą – wtrącił Rafał ku mojej wściekłości.
 
Bartek patrzył na nas uważnie.
 
– Tak naprawdę chciałbym mieć psa – powiedział w końcu.
 
Ze wzruszenia stanęły mi oczach łzy. Poczułam, że wstępujemy na dobrą drogę. Że mamy szansę i – co najważniejsze – że Bartek ją ma.

Katarzyna, 34 lata

Czytaj także:
Mój syn ma okropnego ojca
Adobe Stock, motortion
Prawdziwe historie
„Ożenił się ze mną z obowiązku, bo zaciążyłam. Myślałam, że dziecko nas połączy, ale było coraz gorzej. Przykro mi, że skrzywdziłam syna takim ojcem”
– No i co z tego? Nie kochasz mnie, nie szanujesz. Adasia też masz gdzieś! Po jaką cholerę się ze mną żeniłeś? – Bo tak należało postąpić! – Więc jesteśmy twoim obowiązkiem, brzemieniem, które musisz dźwigać?

To nie była wielka miłość, ot, wakacyjna przygoda. Gdy okazało się, że jestem w ciąży, wzięliśmy ślub. Od początku nie układało nam się najlepiej, ale miałam nadzieję, że dziecko nas zbliży. Nic z tego. Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej… Historia, jakich wiele. Ja świeżo po maturze, on właśnie obronił tytuł magistra. Lato, wakacje, zauroczenie. Gorący seks i ciąża. Gdy zobaczyłam dwie kreski na teście, świat mi się zawalił Chciałam iść na studia weterynaryjne, a przypadkowa ciąża zniweczyła te plany. Grzesiek zachował się jak dżentelmen. – Wyjdź za mnie, Marta – zaproponował. – Zaopiekuję się tobą i dzieckiem. Nie chciałam. Przecież znałam tego faceta zaledwie kilka miesięcy! Moi rodzice nie pozostawili mi jednak wyboru. Myślałam, że chociaż matka zrozumie moją sytuację, a to właśnie ona najmocniej naciskała na małżeństwo. Ślub się odbył, zanim brzuch stał się na tyle duży, by wszem i wobec zdradzać prawdziwy powód zamążpójścia. Wszystkie moje koleżanki dziwiły się tej decyzji, bo przecież znały moje wielkie plany na przyszłość. A tu taka niespodzianka… Żadnej się nie przyznałam. Po co? Wkrótce prawda i tak wyjdzie na jaw. – Zastanów się – powiedziała mi na tydzień przed ślubem Zosia, moja najlepsza przyjaciółka. – Czy to na pewno jest dobry pomysł? – Nie wiem – przyznałam. – Ale wyjdę za niego. No i wyszłam. A potem, cóż, proza życia Grzesiek zajął się rozkręcaniem biznesu, na którego pomysł wpadł jeszcze na studiach, ja siedziałam w domu. Ciąża przebiegała z komplikacjami i lekarz zabronił mi się przemęczać. Całe dnie spędzałam na czytaniu, oglądaniu telewizji i snuciu się po domu. Grześkowi się to nie podobało. – Mogłaś chociaż posprzątać –...

Wnuk okradał dziadków
Adobe Stock, pikselstock
Prawdziwe historie
„Mój syn zawsze był rozpuszczany przez dziadków. Skończyło się na tym, że… zaczął ich okradać!”
– Dziecko powinno dostawać prezent na specjalną okazję albo jako nagrodę Tylko wtedy naprawdę będzie umiało się z tego cieszyć i docenić to, co ma - tłumaczyłam, ale nie działało.

Antek zawsze był rozpieszczany przez dziadków. W końcu to ich jedyny wnuk, oczko w głowie. Mój młodszy brat ożenił się, ale niecały rok po ślubie zginął w wypadku samochodowym. Nie zdążył mieć dzieci. Moi rodzice przeżyli potworne załamanie. Stracili syna w tak tragicznych okolicznościach. Całą miłość i tęsknotę za Markiem przelali na mojego Antka Chcieliśmy mieć z mężem więcej dzieci. Wiedziałam, że tak będzie lepiej i dla naszego syna i dla moich rodziców, którzy przestaną go tak rozpieszczać. Ale nie udało mi się drugi raz zajść w ciążę. Miałam problemy zdrowotne, a potem było już za późno. I tak przez całe życie wszystko kręciło się wokół Antosia. Syn na szczęście był spokojnym dzieckiem, nie sprawiał nam problemów wychowawczych. Dobrze się uczył, ominęła go szczęśliwie faza fascynacji papierosami i alkoholem. Dziękowałam Bogu, że obdarzył mnie takim grzecznym dzieckiem. Dziadkowie za nim szaleli. Już od pierwszych urodzin ledwo mieścili się w drzwiach z furą prezentów, które mu przynosili. Gdy Antek był malutki, oboje jeszcze pracowali jako nauczycielami, więc te ich pensyjki naprawdę były skromne. Ale dla Antka zawsze udało im się zaoszczędzić Moje dziecko już w przedszkolu nosiło firmowe ubranka sprowadzane z Zachodu i jako pierwsze miało elektryczną kolejkę, która kosztowała chyba całą pensję mojego ojca. Na Pierwszą Komunię kupili mu rower i konsolę do gier, a była to wtedy naprawdę droga zabawka. – No, a na cóż my, córeczko, mamy wydawać pieniądze, jak mamy tylko jego? – pytała moja mama, kiedy zwracałam im uwagę, że kupują Antkowi za drogie prezenty. – Dziecko powinno dostawać prezent na specjalną okazję albo jako nagrodę – mówiłam im. – Tylko wtedy naprawdę będzie umiało się z tego cieszyć i docenić to, co ma. Ale...

Byłam zła, że dziecko mnie ciągle woła
Adobe Stock, JenkoAtaman
Prawdziwe historie
„Byłam zła na córkę, że wiecznie zawraca mi głowę. Ale jak można obwiniać dziecko, że pragnie uwagi rodzica?”
– Musisz mnie tak ciągle wołać? – krzyknęłam. – Nic od rana nie słyszę, tylko „mamo” i „mamo”, a przecież nic ci się nie dzieje, sama zaczepiasz Kubę.

Kogo dziecko ma zawołać, jak mu się źle dzieje, jeśli nie matkę?! Odkąd Agusia poszła do przedszkola, nie było miesiąca, żeby nie złapała jakiejś infekcji. Każda kończyła się leżeniem w łóżku i antybiotykiem. Tak przetrwaliśmy jesień i zimę, biorąc kolejno z mężem zwolnienia na opiekę. Wiosna, w której upatrywaliśmy nadzieję na polepszenie sytuacji, niestety, niczego nie zmieniła, Aga wciąż chorowała. Więcej czasu spędzała w domu niż w przedszkolu Do zwykłych infekcji przyplątała się jeszcze alergia, praktycznie na wszystko, bo na kurz i roztocza. Rodzina i znajomi pocieszali nas, że tak bywa, dziecko musi swoje odchorować, żeby się uodpornić. Ale mnie niepokoił fakt, że wciąż łyka antybiotyki, sztuczne witaminy, a nawet przy ostatnim zapaleniu oskrzeli jej pediatra zlecił inhalacje ze sterydami. – Nie dawaj jej tego, nie urośnie po tym świństwie – przestrzegała mnie teściowa. – Lepiej byłoby zmienić małej powietrze, wyjechać z nią w góry, niech wywietrzy sobie płuca od miejskich smrodów i spalin – radziła. Mąż przyznał matce rację i po konsultacji z lekarzem, wspólnie uradziliśmy, że znajdziemy pokój w miejscowości znanej z dobrego klimatu, zwłaszcza dla alergików i dla dzieci. No i wywieziemy małą na miesiąc, albo dwa na klimatyczną kurację Każde z nas miało wziąć sobie po kolei urlop, ja miałam zacząć pierwsza, od długiego, majowego weekendu. Przez swoje kumy, teściowa znalazła nam miejsce w góralskiej chałupie, u gazdów z prawdziwego zdarzenia. Ich dom położony był pod samym stokiem lesistej góry, powietrze było tam jak balsam, dookoła świerki i sosny, a i jedzenie pierwsza klasa – mleko od krowy, jajka od kur. Aga miała tu prawdziwy raj. Zwłaszcza że wnuki gazdów były w jej wieku, nie nudziła się więc,...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj