Dziewczynka, która boi się chodzić do szkoły
Adobe Stock, pressmaster
Prawdziwe historie

„Moja córka jest gnębiona przez nauczycieli. Gdy zainterweniowałam, dzieci z klasy zrobiły z niej kozła ofiarnego”

„Nauczyciele to klika, która myśli, że wszystko wie najlepiej i lubuje się w gnębieniu biednych dzieci. Nie pozwolę im na to! Wiem, że mają mnie za matkę furiatkę, ale co z tego skoro moje dziecko cierpi? Kasia to mądra dziewczynka i nie zasługuje na takie traktowanie”.
Bardzo interesuję się życiem swojej córki i zawsze znajdę czas, by jej wysłuchać i jakoś pomóc. Jest dla mnie oczywiste, że do moich obowiązków należy też rozwiązywanie jej szkolnych problemów. Nie boję się dyskutować z nauczycielami, co zwykle kończy się awanturą. Z tego, co wiem, mam wśród pedagogów opinię trudnej, konfliktowej matki, która za całe zło tego świata wini nauczycieli.
 
Pod koniec czerwca podsłuchałam przypadkowo, jak dyrektorka mówiła złośliwie w sekretariacie, że jak tak dalej pójdzie, to dla mojego dziecka zabraknie szkół w naszym mieście. Bo ciągle jestem z czegoś niezadowolona i tylko przenoszę córkę z jednej placówki do drugiej. A co mam niby zrobić? Pokornie spuścić głowę, kiedy ktoś krzywdzi moje ukochane dziecko?

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

To był jej sposób na motywowanie Kasi!

Pierwsza wychowawczyni Kasi nie była dobrą nauczycielką. Nie traktowała dzieci sprawiedliwie. Jednych odpytywała bez przerwy, inni mieli taryfę ulgową. Moja córeczka należała do tej pierwszej grupy. 
 
Zawsze pilnowałam, żeby chodziła na lekcje przygotowana, ale czasem zdarzały jej się wpadki. Jak to dziecku… A to zasiedziała się dłużej u koleżanki, a to głowa ją bolała i nie mogła odrobić lekcji. I wiecie, co robiła wtedy ta pani? Zawstydzała ją przy całej klasie! Mówiła, że za słabo się stara, że jeśli chce coś osiągnąć, to musi więcej pracować, a nie lenić się, że jak tak dalej pójdzie, to będzie na szarym końcu w klasie. I wpisywała jej jeszcze do zeszytu jakieś uwagi i pały.
 
Kasia bardzo to przeżywała. Nie dość, że czuła się gorsza, to jeszcze inne dzieci się z niej wyśmiewały. Gdy po raz kolejny wróciła z płaczem do domu, nie wytrzymałam i poszłam do szkoły porozmawiać sobie z tą panią. No i wiecie, co usłyszałam? Że ona uczniów w ten sposób motywuje. I uczy systematyczności. Ładna mi motywacja i nauka! 
 
Nie jestem pedagogiem ani psychologiem, tylko zwykłą księgową, ale z tego co wiem, dzieci trzeba zachęcać i chwalić, a nie dołować! Tymczasem, gdy Kasia odpowiadała śpiewająco, nie słyszała nawet dobrego słowa. Owszem, dostawała pozytywny stopień, ale tylko tyle. Nic poza tym…
 
Oczywiście wtedy na tym spotkaniu powiedziałam pani wychowawczyni głośno i wyraźnie, że nie życzę sobie, by w ten sposób motywowała moje dziecko. I że jeśli nie posłucha, to inaczej porozmawiamy. Jak się naburmuszyła! Odparła, że jest doświadczonym pedagogiem i doskonale wie, co robi. Myślałam że ze śmiechu umrę! Doświadczony pedagog to ma co najmniej 45 lat! A ona nie miała jeszcze 30 i tamta szkoła była pierwszą, w której uczyła. Doświadczenie więc dopiero zdobywała. Tylko dlaczego kosztem mojego biednego dziecka?
 
Wykrzyczałam jej to prosto w twarz, no i rozstałyśmy się w, delikatnie mówiąc, niezgodzie. Mimo to miałam nadzieję, że pójdzie po rozum do głowy i zacznie traktować Kasię sprawiedliwie. Przez kilka tygodni był spokój. A potem? Dopiero się na nią uwzięła! Doszło do tego, że latałam do szkoły z awanturami przynajmniej raz w miesiącu. 

Czemu nie wyrzucili tego dziewuszyska?!

Myślicie, że to coś dało? Nic! Pani czuła się pewnie, bo dyrektorka stała za nią murem. Inni rodzice też jakoś nie kwapili się, by mnie poprzeć. Jedna z matek powiedziała nawet, że przesadzam z tymi pretensjami…
 
Nie miałam wyjścia. Po trzech latach przepychanek i nerwów zabrałam córkę z tamtej szkoły. Niestety, trafiłyśmy jeszcze gorzej. Miesiąc po tym, jak Kasia rozpoczęła naukę w nowym miejscu okazało się, że szkoła ma problem ze złodziejami i przemocą. Starsze dzieci napadały na młodsze, silniejsze na słabsze.
 
Moja córka była nowa, więc od razu stała się ofiarą. Na przerwie podeszły do niej jakieś dziewczyny. Kasia mówiła mi, że na początku były bardzo miłe. Uśmiechały się do niej, rozmawiały. Zachowywały się tak, jakby chciały się z nią zaprzyjaźnić. Jedna z nich poprosiła w pewnym momencie, żeby córka pokazała jej swój telefon komórkowy. Kasia posłuchała. I wiecie, co tamta zrobiła? Schowała go do kieszeni! Przy wszystkich! Zagroziła, że jeśli córka komuś się poskarży, to popamięta!
 
Biedna Kasia… Tak się bała, że początkowo nawet mnie nie powiedziała prawdy. Twierdziła, że telefon zgubiła. Gdy po tygodniu wreszcie przyznała się, jak było, wpadłam w szał. 
 
Od razu poleciałam z nią do dyrektorki i zażądałam, by wezwała policję. Ale ta głupia baba obwiniła… mnie! Powiedziała, że nie powinnam kupować dziecku takiego drogiego sprzętu, bo to tylko prowokuje złodziei. Własnym uszom nie wierzyłam! Gdzie jak gdzie, ale w szkole powinno być bezpiecznie!
 
Na dodatek chciała, żebym nie wzywała policji, mówiła, że to zaszkodzi szkole, a Kasi też nie pomoże. I załatwią sprawę sami, bo chyba wie, kto to zrobił. To jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło. Skoro wie, to dlaczego nie wyrzuci tego dziewuszyska ze szkoły?!  Uparłam się na tę policję i już. Nie chodziło mi już o ten głupi telefon, ale o sam fakt. Przyjechali, pogadali, spisali jakiś protokół… 
 
Następnego dnia córka wróciła ze szkoły z płaczem. Stwierdziła, że więcej do niej nie pójdzie, że prędzej się zabije. Gdy wreszcie wyciągnęłam z niej, o co chodzi, okazało się, że wszystkie dzieci wytykają ją palcami. I nazywają kapusiem. No i znowu trzeba było zmienić szkołę.
 
Kolejna znajdowała się w innej dzielnicy. Daleko, ale przynajmniej panował tam spokój! Kasia świetnie się tam czuła, miała dobre stopnie… Ale i w tej beczce miodu musiała się znaleźć łyżka dziegciu. Tym razem zawiniła pani od matematyki. Tylko ona nie chciała postawić Kasi piątki na koniec szóstej klasy i zepsuła jej całe świadectwo. Oczywiście interweniowałam, ale nic to nie dało. 
 
Matematyczka twierdziła, że należy się jej czwórka, i już. Faktycznie z ocen wychodziło cztery, ale mogła trochę naciągnąć końcowy stopień. Kasia przecież tak się starała. Podyskutowałyśmy sobie niezbyt miło kilka razy, ale wreszcie machnęłam ręką. Popytałam tu i tam, i dowiedziałam się, że z takimi stopniami Kasia i tak dostanie się do dobrego gimnazjum.
 
Wybrałam je bardzo starannie. Obdzwoniłam znajomych, którzy mają dzieci, poszukałam opinii na forach internetowych. Wychodziło na to, że szkoła i nauczyciele są wspaniali… I rzeczywiście, byli. Poza jednym wyjątkiem. Pani od WF-u.

To jakaś wariatka! Uważała, że robienie gwiazdy czy stójki na rękach jest wręcz niezbędne do życia. Kasia nie jest w tym dobra, więc zaczęła przynosić dwóje. Byłam u tej pani, tłumaczyłam, że tylko obniża średnią mojej córce, i że przez taki mało istotny przedmiot jak WF, ona może w przyszłości stracić szansę na pójście do dobrego liceum.

Ale była zła! Nadęła się i poczerwieniała jak indor

 A potem zrobiła mi wykład na temat dobroczynnego wpływu ćwiczeń fizycznych na zdrowie. I że jej przedmiot jest tak samo ważny i potrzebny, jak każdy inny… Czułam, że nie odpuści. Postanowiłam więc oszczędzić córce stresu i załatwiłam jej zwolnienie lekarskie. Mam trochę znajomości… Nie była zadowolona, ale przekonałam ją, że tak będzie lepiej.
 
No i znowu musiałyśmy zmienić szkołę… Bo pani od WF-u przy dziewczynach pytała ją ze złośliwym uśmieszkiem o zdrowie i mówiła, że przy takiej matce wyrośnie na kalekę. Bezczelna małpa! Jak pod koniec roku szkolnego zabierałam papiery córki ze szkoły, to powiedziałam jej, co o niej myślę!
 
W tym roku Kasia jest więc w nowej szkole. I od razu pojawił się problem. Nauczycielka angielskiego uważa, że córka ma zaległości. Piątkowa uczennica! Zadała jej koszmarne ilości testów i słówek do przerobienia, i biedne dziecko siedzi po nocach. Oczywiście chciałam od razu iść do tej nauczycielki. Już stałam w drzwiach, gdy stało się coś dziwnego. Kasia wybiegła ze swojego pokoju i zagrodziła mi drogę.
 
– Nigdzie nie pójdziesz! – krzyknęła, a mnie aż wbiło w podłogę. 
 
Nigdy wcześniej nie mówiła do mnie takim tonem.
 
– Ale dlaczego? Przecież chcę ci tylko pomóc. Nie pozwolę, by ktoś traktował cię niesprawiedliwie – spojrzałam na nią zaskoczona.
 
– Przez tę twoją pomoc mam tylko same kłopoty! Nauczyciele patrzą na mnie z niechęcią, ludzie się ze mnie śmieją. Odpuść wreszcie! Nie rozumiesz, że robisz mi tylko obciach? – aż gotowała się ze złości. – Zabraniam ci chodzić do szkoły! Sama porozmawiam z anglistką!
 
Jestem w szoku. Córka zakuwa słówka, a ja siedzę w kuchni i zastanawiam się, dlaczego na mnie tak naskoczyła. Przecież ja chciałam jej tylko pomóc, tak jak zawsze…

Agnieszka, 38 lat

Czytaj także:
Usunęłam ciążę obarczoną zespołem Downa
Adobe Stock, aletia2011
Prawdziwe historie
„Mąż zmusił mnie do usunięcia ciąży obarczonej Zespołem Downa. Po latach, ta sama choroba trafiła się mojemu wnukowi…”
Zdecydowaliśmy się wtedy na aborcję, bo zaważyło przekonanie, że jeśli ten chory chłopiec się urodzi, to nas już za nic nie będzie stać na drugie dziecko. Nie ukrywam, że przez te lata nasza decyzja ciążyła mi bardzo na sercu.

Ewunia w ciąży wyglądała pięknie! Włosy zrobiły się jej gęste i kręcone, oczy miała błyszczące i mimo sporego brzuszka poruszała się lekko jak baletnica. – Córuś, to na pewno będzie chłopiec, tak piękne wyglądasz! – powiedziałam jej już na początku ciąży i faktycznie, jakiś czas później badanie USG potwierdziło moje przypuszczenia. Oboje z mężem zdecydowali, że dostanie na imię Dominik Podobało mi się. Powtarzałam je potem z czułością na milion sposobów, oczekując wnuka i z każdym dniem rosła moja miłość do niego. Widziałam także, że mój mąż już nie może się doczekać chwili, gdy weźmie na ręce tego chłopca. Zawsze przecież marzył o synu. – Będę go zabierał na mecze! – mawiał z nadzieją. Widziałam także, że zaczął majstrować dla maleństwa rozmaite zabawki z zapałek: samochód ciężarowy, zwierzątka. Tak, mój mąż miał zawsze prawdziwy talent do takiego dłubania! Pamiętam dobrze, że zamierzał zrobić podobne cudeńka dla naszego synka, nawet się kiedyś do tego zabrał, ale zarzucił to zajęcie. Lata temu znalazłam jakieś niedokończone szczątki w pawlaczu i wszystko wyrzuciłam do śmieci. Budziły bowiem we mnie zbyt smutne wspomnienia. Ewa, chociaż nie mogę powiedzieć, aby nie była przez męża kochana, nie doczekała się niestety takich zabawek. Olgierd uważał, że to ja powinnam zajmować się córką, że on nie zna się na dziewczynkach. Teraz szykował się z radością na przyjęcie nowego mężczyzny w rodzinie. Im bliżej było narodzin wnuka, tym Ewa z Jackiem robili się mniej spokojni Składałam to na karb zwyczajnego niepokoju młodych rodziców, czy sobie poradzą, czy z maleństwem wszystko będzie w porządku. Uspokajałam ich, że skoro wszystko podczas badań jest dobrze, to na pewno synek urodzi się zdrowy. Raz czy dwa widziałam u córki czerwone od płaczu...

Obwiniałam męża o śmierć córki
Adobe Stock, kieferpix
Prawdziwe historie
„Przedwczesny poród, śmierć córeczki… A to wszystko dlatego, że uwierzyłam w zdradę męża, którą wmawiała mi koleżanka”
Wypominałam mu, że przez niego umarła nasza córeczka. I dodawałam, że teraz może się wynosić do swojej kochanki. Przyjaciółka wpadała często i utwierdzała mnie w przekonaniu, że całemu złu w naszej rodzinie winien jest mój mąż.

Mimo upływu czasu nie potrafiłam pogodzić się z odejściem Martynki. Zastanawiałam się, jaka by była. Podobna do mnie czy raczej do mojego męża? Czy miałaby jasne kręcone włoski, czy może długie kruczoczarne warkocze? Lubiłaby lalki i sukienki czy byłaby chłopczycą? Zadręczałam się takimi myślami bez przerwy Pewnie lepiej byłoby zapomnieć, ale nie umiałam. Wydarzenia feralnego dnia wyryły się w mojej pamięci na zawsze. Zaczęło się od telefonu do męża. – Kupisz truskawki, wracając z pracy? – spytałam. – Kochanie, wrócę późno. Nie zdążę – odpowiedział. – Czy to nie może zaczekać do jutra? – Nie... Teraz mam na nie ochotę – marudziłam. – Iwonko, mam jeszcze masę roboty – próbował tłumaczyć Mirek. – Nie kochasz mnie już, tak? Bo przytyłam i wyglądam jak wieloryb! – krzyknęłam. – I wolisz siedzieć w pracy niż ze mną. Albo łazisz do jakieś obcej baby, zdradzasz mnie... – rozpłakałam się do słuchawki. – Iwonko... – Sama sobie kupię te cholerne truskawki! – krzyknęłam i rozłączyłam się. Zdawałam sobie sprawę, że szalejące w ciąży hormony zmieniały mnie w nieznośną jędzę, ale nic nie mogłam na to poradzić. Poza tym czułam, że jednak coś jest na rzeczy, że Marek wyraźnie mnie unika Byłam pewna, że przestałam być dla niego atrakcyjna i nawet jeśli jeszcze nie ma kochanki, to wkrótce ją sobie znajdzie. Utwierdzała mnie w tym przekonaniu przyjaciółka, której coś podobnego się przytrafiło. Wpadała codziennie, pomóc mi, gdy nie czułam się za dobrze i karmiła opowieściami o mężach zdradzających ciężarne żony. Może powinnam kazać jej się zamknąć? Może lepiej nie wiedzieć o złych rzeczach, żyć w nieświadomości? Ale słuchałam, a jej słowa padały na podatny grunt. Brałam je sobie do serca i moja wyobraźnia szalała. Kiedy...

Zaczęłam rodzić
Adobe Stock, Jyn.Meyer
Prawdziwe historie
„Zignorowałam skurcze, a potem... zaczęłam rodzić w najbardziej luksusowej restauracji w mieście”
– Kochanie, ja rodzę… – wydukałam, wstając powoli z krzesła. Kolejny skurcz sprawił, że oparłam się o stół, zgięta wpół. I poczułam, że między nogami spływa mi coś ciepłego.

Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach – kobieta z wielkim brzuchem zaczyna rodzić w miejscu publicznym. Tym razem w roli głównej wystąpiłam ja! Leżałam rozleniwiona i czułam się trochę jak foka wyrzucona na brzeg. Pod cienką sukienką rysował się wyraźnie mój dziewięciomiesięczny brzuszek. Anna Maria najwyraźniej akurat spała sobie słodko w jego przytulnym wnętrzu, bo nie czułam żadnych ruchów. Ja także lekko drzemałam, ukołysana delikatnym szumem liści dochodzącym zza otwartego okna. Jednym słowem – sielanka. I kiedy tak dryfowałam na wpół we śnie, na wpół na jawie, poczułam na swojej twarzy delikatny dotyk czegoś odurzająco pachnącego. Kwiatów? – Wszystkiego najlepszego z okazji naszej rocznicy, kochanie – odezwał się Jarek, gdy tylko otworzyłam oczy. Stał przy mnie z wielkim bukietem róż, a jedną z nich przesuwał delikatnie po moich policzkach. – Boże, kompletnie zapomniałam! – zerwałam się z fotela na tyle szybko, na ile może to zrobić kobieta w moim stanie. – Nie tak gwałtownie! – mąż natychmiast otoczył mnie ramieniem. – Ale ja nie mam dla ciebie prezentu – jęknęłam. – Zupełnie wyleciało mi z głowy, że dzisiaj jest nasza trzecia rocznica ślubu. Ale ty pamiętałeś… – rozczuliłam się gładko, przechodząc od lekkiej rozpaczy do prawdziwego wzruszenia. – Pamiętałem i mam dla ciebie niespodziankę! Idź i ubierz się elegancko... – Elegancko? – wyjąkałam, myśląc gorączkowo, czy mam coś eleganckiego i jednocześnie „pojemnego”, co pomieści mój wielgaśny brzuch. Wyglądało na to, że będę musiała dokonać wyboru między spodniami z elastyczną wstawką a bawełnianą sukienką z indyjskiej bawełny. Ta ostatnia od biedy mogła uchodzić za szykowną, po dodaniu korali i jedwabnego szaliczka. Grzebiąc gorączkowo w...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj