Moja córka mnie nie rozpoznaje
Adobe Stock
Prawdziwe historie

„Moja córka straciła pamięć. Nie wiedziała, że jestem jej mamą, kazała mi się wynosić”

„Miała taki pusty, zimny, a nawet zły wzrok. Zrozpaczona pobiegłam do lekarza. – Czy moja córka przypomni sobie, kim jestem? – łkałam. – Prawdopodobnie tak. Ale gwarancji nie ma – rozłożył bezradnie ręce”.

Czy wiecie, jak czuje się matka, której nie poznaje własne dziecko? Ja wiem. Moja trzynastoletnia córka Karina przez długi czas nie wiedziała nawet, jak mam na imię, kim jestem, co robię obok niej. Co gorsza, nie było gwarancji, że sobie kiedyś przypomni. Koszmar.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Miała taki pusty, zimny wzrok

Płakałam jak małe dziecko. Dokładnie pamiętam dzień, w którym zachorowała. Wróciła ze szkoły i zaczęła narzekać, że boli ją biodro. Planowałyśmy wielkie porządki w jej pokoju, dlatego myślałam, że to tylko wymówka. Karina nigdy nie lubiła sprzątać i zawsze wymyślała tysiące powodów, byle tylko się do tego nie zabrać. Pewnie i tym razem…

Zamiast jej więc współczuć, ofuknęłam porządnie. I uprzedziłam, że jak wieczorem usłyszę, że nagle w cudowny sposób wyzdrowiała i chce iść do koleżanki, nie dość, że jej nie puszczę, to jeszcze każę posprzątać cały dom. Zwykle w takich wypadkach córka wzdychała i wywracała oczami, ale łapała za szczotę.

Wtedy jednak położyła się bez słowa do łóżka. Ogarnął mnie dziwny niepokój. Pomyślałam, że jak do następnego dnia nadal będzie źle się czuła, to zawiozę ją do lekarza. Karina nie przespała w nocy nawet minuty. Narzekała, że ból coraz bardziej się nasila. Rankiem wsadziłam ja więc do samochodu i zawiozłam do przychodni. Diagnoza była błyskawiczna: zapalenie stawu biodrowego.

Lekarz wypisał receptę na leki i zalecił odpoczynek

– Ale to na pewno nic groźnego? Nic poważnego? – dopytywałam się.
– Na pewno, spokojnie. Za kilka dni córka wydobrzeje – uspokoił mnie.

Nie wydobrzała. Ani następnego dnia, ani kolejnego. Wręcz przeciwnie, czuła się coraz gorzej. W pewnym momencie ból stał się tak silny, że aż jej łzy po policzkach poleciały. Przerażona zadzwoniłam po pogotowie. Karina trafiła do szpitala dziecięcego. Diagnoza znowu była błyskawiczna.

Lekarz na izbie przyjęć stwierdził, że córka musi leżeć na wyciągu, który odpowiednio ustawi i unieruchomi chory staw.

– I to wystarczy? Mogę spokojnie jechać do pracy? – chciałam wiedzieć.
– Oczywiście. Wkrótce córka poczuje się lepiej – usłyszałam.

Przytuliłam ją więc najmocniej, jak umiałam, i obiecałam, że jak tylko załatwię w firmie najważniejsze sprawy, to natychmiast do niej przyjadę.

– Spokojnie, mamo, nie musisz się spieszyć. Nie jestem już malutkim dzidziusiem. Poradzę sobie – odparła.

Kiedy chwilę później wychodziłam ze szpitala, przez myśl mi nawet nie przeszło, że po raz kolejny powie do mnie „mamo” dopiero za kilka miesięcy.

W pracy, jak na złość, miałam istne urwanie głowy

Wszyscy mieli do mnie jakieś pilne sprawy, wszyscy czegoś chcieli. Szlag mnie trafiał, bo bardzo martwiłam się o córkę, ale trzymałam nerwy na wodzy. Myślałam, że skoro nikt do mnie nie dzwoni, to wszystko jest w porządku. Po piętnastej wreszcie dotarłam do szpitala. Ledwie weszłam na oddział, zaczepiła mnie pielęgniarka.

– Dobrze, że pani jest… Właśnie miałam dzwonić… – miała niepewną minę.
– O Boże, co się stało? Coś z moim dzieckiem? – przeraziłam się.
Karina traci przytomność, ma drgawki. Lekarze nie wiedzą dlaczego… – zaczęła tłumaczyć.

Nogi się pode mną ugięły.

– Jakie drgawki? Co to znaczy?! Muszę natychmiast ją zobaczyć! – krzyknęłam.
– To niemożliwe. Jest na badaniach. Proszę usiąść i cierpliwie poczekać – wskazała mi krzesło.

Byłam w szoku. Nie wiedziałam, co robić, co o tym wszystkim myśleć Spanikowana zadzwoniłam do rodziców. Tylko na nich mogłam liczyć, bo ojciec Kariny ulotnił się przed wielu laty i nie wiedziałam nawet, gdzie jest. Przyjechali natychmiast. Przez następne godziny czekaliśmy na diagnozę. W końcu wyszedł do nas lekarz.

Karina ma wirusowe zapalenie mózgu. Stan jest bardzo ciężki – powiedział.
– Ale wyjdzie z tego? – wykrztusiłam.
– Robimy, co możemy – odparł.

Bezwładnie osunęłam się na krzesło.

Dotarło do mnie, że mogę stracić ukochaną córeczkę

Dobrze, że rodzice byli obok, bo chyba bym zwariowała. Następne dni wspominam jak koszmar. Karina ciągle była nieprzytomna. Co kilkanaście minut wstrząsały nią potworne drgawki, twarz i ciało tężały. Siedziałam przy jej łóżku i gorąco się modliłam. Tylko to mogłam zrobić.

„Panie Boże, spraw by moja córeczka wyzdrowiała. Wiem, że codziennie wysłuchujesz milionów takich próśb, ale ulituj się nad nią. I nade mną” – błagałam.

Rodzice namawiali mnie, żebym pojechała do domu odpocząć, mówili, że mnie zastąpią, będą czuwać przy wnuczce, ale nie chciałam o tym słyszeć. Wierzyłam, że jeśli będę przy niej trwać i nadal się modlić, to pan Bóg mnie wysłucha. Rzeczywiście tak się stało. Po czterech dniach usłyszałam od lekarza, że kryzys został zażegnany i Karina wkrótce powinna wybudzić się ze śpiączki.

Czyli najgorsze ma już za sobą? – ucieszyłam się.
– Owszem, ale uprzedzam, minie dużo czasu, zanim córka zupełnie wróci do zdrowia – uprzedził.
– Nic nie szkodzi. Najważniejsze, że żyje. A z całą resztą sobie jakoś poradzimy – uśmiechnęłam się.

Byłam taka szczęśliwa. Oczami wyobraźni już widziałam, jak po przebudzeniu rozgląda się wokół siebie niepewnie, a potem zdziwiona pyta:

„Mamo, gdzie jestem? Co się ze mną działo?”. A ja mocno ją przytulam, całuję i płaczę z radości. Karina wybudziła się ze śpiączki trzy dni później. Początkowo było tak, jak to sobie wyobraziłam: otworzyła oczy i zaczęła rozglądać się wokół siebie.

– Gdzie ja jestem? Co się dzieje? – wykrztusiła z trudem.
– W szpitalu. Byłaś ciężko chora. Ale teraz już wszystko będzie dobrze – chciałam ją przytulić.
– Co pani robi? – zasłoniła się.
Ależ Karinko, to ja, mama – wydusiłam w końcu z trudem.
– Mama? Jaka mama! Nie znam pani! Niech pani sobie idzie! – wściekła odwróciła się do mnie plecami.

Nie uwierzyłam, że córka mnie nie poznaje

Myślałam, że tylko sobie ze mnie żartuje, chce dać nauczkę za to, że nie uwierzyłam w ból biodra. Ale ona stawała się coraz bardziej zdenerwowana. Jak katarynka potarzała, że nie jestem jej mamą, że mnie nie zna.

– No, czego tu pani stoi i się na mnie gapi? Nie rozumie pani? Wynocha stąd! – krzyknęła w pewnym momencie.

Miała taki pusty, zimny, nawet zły wzrok. Rozpłakałam się jak małe dziecko. Zrozpaczona pobiegłam do lekarza.

– Czy moja córka przypomni sobie, kim jestem? – łkałam.
– Prawdopodobnie tak. Ale gwarancji nie ma – rozłożył bezradnie ręce.

Z bezsilności chciało mi się wyć. I znowu na ratunek przybiegli moi rodzice. Ale nie użalali się nade mną, nie biadolili, że Karina ich też nie poznaje. Wręcz przeciwnie, postawili mnie do pionu.

– Zamiast płakać, zacznij walczyć o córkę! – grzmiała mama.
– Właśnie, otrzyj łzy i zacznij działać. Pomożemy ci! – wtórował jej tata.

Wtedy byłam na nich wściekła, że tak na mnie krzyczą, ale dziś jestem im za to bardzo wdzięczna. Karinę wypisano ze szpitala dwa tygodnie później.

Fizycznie czuła się dobrze, ale psychicznie nie

Była zagubiona i zdezorientowana. Wszyscy wokół mówili jej, że jestem jej mamą, a moi rodzice dziadkami, a ona nic nie mogła sobie przypomnieć. I strasznie ją to męczyło. Gdy patrzyłam na jej niepewną minę, obiecywałam sobie, że zrobię, co tylko się da, by przekonać ją, że jest dla mnie wszystkim, że jeszcze niedawno mówiła do mnie: „mamusiu”.

Zabierałam ją w nasze ulubione miejsca, opowiadałam, co tam robiłyśmy, pokazywałam zdjęcia, tłumaczyłam, kto na nich jest, cierpliwie odpowiadałam na setki pytań. I starałam się do niej zbliżyć. Czesałam jej włosy, gładziłam po ręce, w końcu przytulałam. I przez cały czas zapewniałam, że bardzo ją kocham i że jest moją córeczką.

Początkowo przyjmowała moje starania z obojętnością, potem zaciekawieniem, wreszcie szczerym zainteresowaniem. Czułam, że staję się jej coraz bliższa, że mnie potrzebuje. Wreszcie, po siedmiu miesiącach od wyjścia ze szpitala, podeszła do mnie i zarzuciła mi ręce na szyję.

Wiesz co, chyba naprawdę jesteś moją mamusią! A właściwie nie chyba, tylko na pewno – wykrztusiła wzruszona.

Znowu rozpłakałam się jak małe dziecko. Tyle tylko, że tym razem to były łzy szczęścia. Od tamtego czasu minął rok. Karina jest wesołą, uśmiechniętą nastolatką. Od września znowu chodzi do szkoły, umawia się z koleżankami i jak dawniej próbuje wykręcić się od sprzątania. Nadal wielu rzeczy musi uczyć się od nowa, ale wcale jej to nie przeraża.

– Najważniejsze, że mam ciebie, mamusiu. A reszta? Reszta jakoś się ułoży – powiedziała ostatnio. A ja? Tak, znowu się popłakałam.

Dorota, 36 lat

Czytaj także:

Chciałam oddać dziecko do adopcji
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Tuż po porodzie chciałam oddać dziecko do adopcji. Miałam 19 lat i żadnego wsparcia. Rodzice się mnie wstydzili”
„Boże, to już? Już mi go zabierają? Niby podpisałam papiery, ale… – drżałam ze strachu przed tą chwilą. – Nie oddam go. Za nic w świecie. Słyszy pani? Zmieniłam zdanie. – wykrzyczałam, gdy tylko przestąpiła próg sali”.

Byłam o krok od popełnienia największego błędu w życiu. Ze strachu, z powodu braku wsparcia bliskich. W ostatniej chwili na mojej drodze stanął ktoś, kto pomógł mi zrozumieć, jak wielkim darem jest macierzyństwo. Dziś były występy w przedszkolu Najważniejsze, bo pierwsze. Mój Kubuś, wystrojony w kraciastą koszulę i śliczną błękitną marynareczkę, po raz pierwszy wystąpił przed publicznością. Płakałam jak bóbr. Tym bardziej że przedstawienie odbywało się z okazji Dnia Matki i Ojca. Gdy przypomnę sobie, co chciałam zrobić, ciarki przechodzą mi po plecach. Byłam w maturalnej klasie, kiedy zaczęłam spotykać się z Szymonem. Nie zaliczał się do przystojaników, ale miał w sobie „to coś”. Oboje planowaliśmy kontynuować naukę po maturze. Ja chciałam zdawać na filologię angielską, a on do szkoły strażackiej. Niestety, z moich planów nic nie wyszło, bo niedługo po studniówce zaszłam w ciążę . Kiedy zrobiłam test, nie mogłam uwierzyć, że jest pozytywny. Miałam dopiero dziewiętnaście lat! Tyle marzeń i planów… Matura była tuż, tuż, a ja z brzuchem Szymon, cóż, od razu się wycofał. Stwierdził, że nie dorósł do roli ojca, że ma plany. Zostałam sama. Zawiodłam rodziców, bo przecież tak na mnie liczyli. Myśleli, że coś w życiu osiągnę, skończę studia, znajdę dobrze płatną pracę, a tu… Panna z brzuchem, w dodatku samotna. Czułam, że się tego wstydzą. Mieszkamy w niewielkiej miejscowości, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Rodzice zadecydowali, że muszę wyprowadzić się do babci, bo nie chcieli być „na językach”. Koszmar! Dla nich zawsze najbardziej liczyło się, co ludzie powiedzą. Nie miałam wyjścia, musiałam przenieść się do babci, do Warszawy. Ja też nie chciałam tego dziecka, byłam za młoda na macierzyństwo. Marzyłam o studiach, a nie...

kobieta, która kocha swoje dziecko
Adobe Stock, Prostock-studio
Prawdziwe historie
„Nie mogłam zostać samotną matką, więc chciałam oddać dziecko do adopcji. Gdy zobaczyłam maleństwo, przepadłam"
„Zaszłam w ciążę z mężczyzną, którego prawie nie znałam, mieszkałam sama w wynajmowanej kawalerce i pracowałam w sklepie. To nie był wymarzony scenariusz na rozpoczęcie życia rodzinnego. Nie chciałam być samotną matką, nie miałam na to siły".

Tatku, pojedziemy jutro do zoo? Proszę, proszę… – Julcia spojrzała na Jacka błagalnym wzrokiem, a on jak zawsze nie potrafił odmówić. Mała jest typową córeczką tatusia, więc owinęła go sobie wokół palca. Uwielbiam patrzeć, jak się przekomarzają i wygłupiają. Tym bardziej że mam w pamięci trudne początki naszej rodziny.   Jacka poznałam w klubie. Od razu wpadliśmy sobie w oko i przetańczyliśmy razem większość imprezy, a potem zapisałam mu swój numer telefonu szminką na serwetce. Zadzwonił dopiero po kilku dniach, gdy straciłam już nadzieję na to, że w ogóle się odezwie. Poszliśmy na kawę. Jacek opowiadał z zapałem o swoich planach na przyszłość. Prowadził małe studio fotograficzne, gdzie robił zdjęcia do paszportów, ale chciał zostać fotoreporterem i pojechać do Afganistanu. Słuchałam z ciekawością, choć z drugiej strony nie do końca mi się to podobało. Nie widziałam w jego planach miejsca na ślub i rodzinę, a ja właśnie taką miałam wizję przyszłości. Wróciłam z randki trochę zrezygnowana.   – I jak? – napisała mi w esemesie siostra, która była wtajemniczona w moją romantyczną przygodę.   – Sama nie wiem. Fajny chłopak, ale raczej nic z tego nie będzie – odpowiedziałam. – Jego żądza przygody mnie trochę przeraża.   Szczerze mówiąc, myślałam, że na tym się skończy. I pewnie by tak było, gdybyśmy dwa tygodnie później nie wpadli na siebie znów. Tym razem w bibliotece. Chciałam wypożyczyć coś lekkiego, ale kiedy go zobaczyłam, poszłam szybko do działu z książkami historycznymi. Nie wiem, czemu to zrobiłam… Chyba po prostu wstyd mi było przy nim przeszukiwać półkę z romansami. Wyszliśmy z biblioteki już razem. Potem widywaliśmy się coraz częściej i cóż tu dużo mówić – porwała nas namiętność, bo o wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia...

Mama, która wspiera syna
Adobe Stock, Nutthavee
Prawdziwe historie
„Syn mnie nienawidził, a mąż tylko go podburzał. Kiedy Nikodem leżał w śpiączce, to ja czuwałam przy jego łóżku"
„Wydawało się, że nie ma między nami więzi. Szczerze mnie nienawidził. Razem z mężem traktowali mnie jak najgorszego wroga. Cierpiałam. Ale gdy syn był w śpiączce, na granicy życia i śmierci, musiałam odłożyć spory na bok".

Adama poznałam w liceum. Przez całą pierwszą klasę tylko do niego wzdychałam. W drugiej pocztą pantoflową dotarła do mnie wiadomość, że i ja się mu podobam. Nie wyobrażałam sobie większego szczęścia! Planowaliśmy po maturze wyjechać, zamieszkać w mieszkaniu studenckim i żyć pełnią życia, napędzani miłością i ambitnymi planami. On miał iść na medycynę, a ja na sinologię, bo miałam talent do języków.   Tymczasem jeszcze przed studniówką okazało się, że jestem w ciąży.   – Zrujnowałaś mi życie! Miałem zostać lekarzem, a teraz co?! – krzyczał Adam.   Ożenił się ze mną, bo „tak wypadało”. Nasze rodziny urządziły nam skromne wesele, a pan młody upił się jeszcze przed północą, bełkotliwie tłumacząc gościom i rodzinie, że jego życie jest skończone. Czułam się nieszczęśliwa w tym małżeństwie  Kiedy urodził się Nikodem, Adam i ja nie potrafiliśmy już rozmawiać normalnie. On mnie obwiniał o wszystko. Ja czasem krzyczałam, częściej płakałam. Bałam się, że Adam przeniesie swój żal i rozgoryczenie na dziecko, lecz tak się nie stało. Od początku czule i bez oporów zajmował się synkiem. Mieli świetny kontakt.  – Nikodem, ubieraj się, idziemy na rolki! – wydawał komendę, i nasz pięcioletni synek z piskiem radości biegł do przedpokoju. Chodzili też razem na basen, Adam opowiadał mu o zwierzętach i grał z nim w warcaby, a potem w szachy. Do mnie odnosił się okropnie, ale był naprawdę dobrym ojcem.    Cieszyło mnie to, bo ja nie miałam cierpliwości do naszego niezwykle energicznego dziecka, zadającego tysiące pytań. Często dopadało mnie poczucie winy, że jestem złą matką, bo nie miałam siły spędzać kilku godzin na lodowisku, a dociekliwe pytania synka zbywałam zniecierpliwionym „Zapytaj tatę”. Usprawiedliwiałam się sama przed...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj