Szczęśliwa rodzina
Adobe Stock, goodluz
Prawdziwe historie

„Moja córka znalazła mi męża. Gdyby nie jej problemy w szkole, nigdy nie poznałabym mojej wielkiej miłości"

„Podszedł do mnie wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w gustownych okularach, a ja patrzyłam na tego przystojniaka jak urzeczona. To był nauczyciel fizyki, z którym moja córka miała na pieńku. Mieliśmy wspólnie opiekować się dziećmi na wycieczce szkolnej. To była moja szansa na wielką miłość".
Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mojej córce, jak będzie wyglądała nasza rodzina, nie uwierzyłaby w to.
Ten palant od fizyki wlepił mi jedynkę! Głupek jeden! – moja córka Julka, gimnazjalistka, była po prostu wściekła! 
 
Wściekłam się i ja… Ale nie za tę jedynkę. Gdy sama chodziłam do szkoły, fizyka też była moją piętą achillesową… Ciśnienie podniósł mi ten „palant” i „głupek”!
 
– Julia! Jak ty się wyrażasz o nauczycielu i jednocześnie wicedyrektorze waszej szkoły?! – wykrzyknęłam. – Nie tak cię wychowałam! Masz szanować dorosłych! Ostatni raz tak powiedziałaś o kimś starszym! A na poprawienie tej jedynki daję ci dwa tygodnie! 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Rzadko podnosiłam głos na córkę, ale tym razem przesadziła

Wychowywałam ją sama, ojciec Julki nie interesował się nią. Bardzo dbałam, aby wyrosła na porządnego człowieka. A ta, ledwo poszła do gimnazjum, diabeł w nią wstąpił! Zamiast grzecznej, kochanej córeczki, stała przede mną jakaś obca dziewucha!
 
– Zawiodłaś mnie i tyle. Nie tą jedynką, bo to się każdemu może zdarzyć. Tylko tym, jak mówisz o innych ludziach! Nie sądziłam, że koledzy będą mieli na ciebie większy wpływ niż to, czego uczyłam cię latami! – popatrzyłam jej prosto w oczy.
 
– Oj, mamo, nie o to chodzi – córka złagodziła ton. – Wiem, czego mnie uczyłaś i pamiętam o tym. Ale ten wicedyrektor fizyk jest naprawdę beznadziejny! Wiesz, on zachowuje się tak, jakby był… Jakby był z zawodu dyrektorem! – wypaliła.
 
To, co mówiła, było trochę bez sensu, ale zrozumiałam, o co jej chodzi… Moja córka, a także jej koledzy i koleżanki z klasy mieli ostatnio „fazę” – jak to nazywali – na oglądanie starych, polskich komedii. I zasłyszane w nich zwroty wplatali potem z upodobaniem do codziennego słownictwa.

Trzeba było znać kultowe teksty, bo to był prawdziwy „szpan”! Widać na czasie był u nich teraz film „Poszukiwany, poszukiwana”. Śmiać mi się zachciało, ale zachowałam pokerową twarz.
 
– Czyli jak pan od fizyki się zachowuje? – spytałam Julę.
 
– No, nie jak człowiek, tylko jak dyrektor! Z zawodu! – moje dziecko podkreśliło ostatnie słowa. I dodało: – Tylko wydaje polecenia i egzekwuje ich wykonanie. Zero w nim wyrozumiałości!
 
– No i super! Może cię nauczy w końcu dyscypliny, bo ja chyba poniosłam na tym polu porażkę! – wyszłam z kuchni, uważając rozmowę za skończoną. 

Zasmucona Julka została ze spuszczoną głową przy kuchennym stole

Było mi przykro, bo nie znosiłam być dla córki taka surowa! Kochałam ją nad życie, uwielbiałam nasze żarty, wygłupy… Ale wszystko miało jakieś granice. No bo, co to ma znaczyć, żeby moje dziecko mówiło na nauczyciela „palant” i „głupek”?! To było dla mnie nie do przyjęcia.
 
Od dawna wiedziałam, że przyjdzie w końcu czas, kiedy Julka zacznie się buntować. I miałam świadomość, że te najtrudniejsze lata przypadną zapewne na okres gimnazjum. Ale matka, choćby nie wiem jak świadoma, nigdy nie jest przygotowana na sytuację, w której jej dotąd słodka, kochana córeczka, staje się nagle taka zła! 
 
„Cóż, witaj trudny wieku. Muszę poświęcać Julce jeszcze więcej czasu i bacznie ją obserwować” – postanowiłam.
 
Na szczęście Julka chyba wzięła sobie do serca naszą niemiłą wymianę zdań o „palancie”, bo kolejne tygodnie jej nauki w gimnazjum mijały, a ona – przynajmniej przy mnie – nie próbowała obrażać już żadnego nauczyciela. Starałam się z nią dużo rozmawiać, więc z coraz większą ulgą stwierdzałam, że jest zadowolona ze swojej szkoły. Codziennie opowiadała mi zabawne dykteryjki z życia klasy albo o traumatycznych przeżyciach, jakich nastolatkom dostarczył na przykład sprawdzian z epoki Młodej Polski.
 
Julka lubiła barwnie opowiadać, więc szybko podłapałam, że „Naomi” to pani Krupińska – młoda i atrakcyjna polonistka, która zapewne zawdzięczała swoje przezwisko słynnej modelce. „Sardyn” to był pan Sardyński, matematyk, a „Huhu” to pan Puchacz, wuefista.

Ponieważ, jak świat stary, uczniowie zawsze nadawali nauczycielom jakieś przezwiska, uznałam, że póki żadne z nich nie będzie złośliwe albo dla kogoś obraźliwe – jak choćby „palant” – to nie będę zwracała Julce za to uwagi. Co ciekawe, zauważyłam, że pan od fizyki został na dobre przez uczniów ochrzczony oryginalnym przezwiskiem „Z zawodu dyrektor”.
 
– Nie mam jutro ostatniej lekcji, bo „Z zawodu dyrektor” jest chory – poważnym tonem oznajmiała Jula, a mnie chciało się śmiać z pomysłowości nastolatków.
 
Nie miałam powodów do nerwów, bo Julka przestała wypowiadać krytyczne uwagi o fizyku. W ogóle mówiła o nim rzadko. Aż mnie to zaintrygowało.
 
– Córeczko, a jak tam na fizyce? – spytałam któregoś dnia przy kolacji.
 
– Może być – odparła pokojowo.
 
– Nauczyciel złagodniał? – drążyłam.
 
– Wiesz, szczerze mówiąc, to Z zawodu dyrektor nie jest taki zły – wyjaśniła Jula. – Wymaga, ale jest też sprawiedliwy. I jak ktoś choć trochę na bieżąco kuje, to on to jednak docenia. Goni bez litości tylko tych, którzy się w ogóle nie uczą. Da się z nim żyć. Mnie nawet ostatnio pochwalił! – Jula zarumieniła się ładnie.

Kamień spadł mi z serca

„Jest zdolna, więc przy mądrym podejściu nauczyciela poradzi sobie i z fizyką” – pomyślałam.
Kilka miesięcy później poszłam do szkoły córki na zebranie rodziców – jak zwykle w pierwszy poniedziałek miesiąca.

Wychowawczyni omówiła postępy w nauce tych naszych gagatków, po czym poinformowała o zbliżającej się wycieczce klasowej. Uczniowie mieli jechać na tydzień w Karkonosze: Karpacz, Szklarska Poręba, Śnieżka, Szrenica, Kotły Śnieżne, Wodospad Szklarki, Zakręt Śmierci… Jak ja to dobrze znałam! W czasach studenckich niemal w każdy weekend wyjeżdżałam ze znajomymi w tamte rejony! Jakaś nostalgia nagle mnie ogarnęła.
 
– Szukamy rodziców chętnych na wyjazd, do pomocy w opiece nad uczniami – mówiła tymczasem wychowawczyni córki. I nagle zwróciła się do mnie: – Pani Młynarska, Julka mówiła mi, że pani dobrze zna tamte tereny! Ponoć kiedyś dużo pani podróżowała po Karkonoszach?
 
– No tak… – zarumieniłam się lekko. 
 
Było mi miło, że Julka rozmawiała o mnie ze swoją nauczycielką.
 
– Pani córka mówiła też, że prowadzi pani własną firmę, więc ma… dużo wolnego czasu – w oczach nauczycielki dostrzegłam żartobliwe ogniki.

„Zamorduję to moje dziecko” – roześmiałam się w duchu

Rzeczywiście prowadziłam w domu małe biuro rachunkowe, co pozwalało mi dowolnie gospodarować czasem, ale skąd Julce przyszło do głowy, że mam tego czasu w nadmiarze?!
 
– A mogę wiedzieć, co jeszcze ta moja Jula pani naopowiadała? – uśmiechnęłam się do wychowawczyni.
 
– Tak, oczywiście. Julka powiedziała jeszcze przy całej klasie, że pani jest naprawdę „wporzo” – po tych słowach zebrani rodzice wybuchnęli serdecznym śmiechem.
 
Atmosfera na zebraniu wyraźnie się rozluźniła. A ja, po takiej rekomendacji córki wiedziałam, że po prostu muszę pojechać na tę wycieczkę! Zresztą zgodziłam się z ochotą! Chciałam znów zobaczyć góry, które kojarzyły mi się z młodością, beztroską… Odwiedzić dawno niewidziane rejony. Jako drugi opiekun zgłosił się ojciec Bruna, kolegi córki.

Wychowawczyni bardzo się ucieszyła:
 
– Świetnie, że mamy to ustalone! Dziękuję państwu. A z nauczycieli pojedzie pan Mariusz Majerski, fizyk i…
 
– Z zawodu dyrektor… – wyrwało się nagle któremuś rozbawionemu rodzicowi.

I choć wszyscy próbowaliśmy się nie śmiać, całkiem nam to nie wyszło… Zaczerpnięte z kultowego serialu przez nasze dzieciaki przezwisko wryło się w rzeczywistość, czy chcieliśmy tego czy nie!
 
Trzy tygodnie później, w pełnym górskim ekwipunku, stawiłyśmy się z Julą przy autokarze. Podczas pakowania bagażu było nieco zamieszania, więc gdy klapy bagażnika zostały wreszcie zamknięte, odetchnęłam z ulgą. I wtedy podszedł do mnie wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w gustownych okularach.
 
– Pani Młynarska? Dzień dobry. Nazywam się Mariusz Majerski, jestem nauczycielem Julki. Będziemy wspólnie zajmować się dzieciakami na tej wycieczce – wyciągnął do mnie dłoń.

A ja patrzyłam na tego przystojniaka jak urzeczona

Nie tak wyobrażałam sobie surowego Z zawodu dyrektora! Jak się okazało, to nie była jedyna niespodzianka tamtej wycieczki w Karkonosze… Ku mojemu zdziwieniu, a potem to już zachwytowi, Mariusz wcale nie był ani surowy, ani wyniosły. To, co moje dziecko uznawało kiedyś za brak wyrozumiałości, okazało się po prostu męskim zdecydowaniem!

Takim, które bardzo mi imponowało! Lubiłam mocne charaktery, a Mariusz taki miał. Przy nim wszyscy czuliśmy się w górach bezpiecznie! Znał szlaki dużo lepiej niż ja, bezbłędnie poruszał się po trasach, a nawet umiał przewidzieć pogodę, dzięki czemu uniknęliśmy niejednej, niemiłej niespodzianki.
 
I do dziś nie wiem – czy to ta Mariusza męskość, czy jego miłość do gór, czy może jedno i drugie – ale w końcu „coś” sprawiło, że po raz pierwszy od lat poczułam na tamtej wycieczce, że mogłabym się znów zakochać! Co więcej, okazało się, że on czuł to samo! Ja samotna, on wdowiec… 
 
Dni spędzaliśmy na ciekawych wyprawach z uczniami, wieczory na długich rozmowach. Coś nas do siebie pchało! I wcale nie skończyło się wraz z powrotem do domu… Wkrótce Mariusz zaprosił mnie do biblioteki na spotkanie ze znanym himalaistą, innego dnia poszliśmy do kina, potem do kawiarni… Zaczęliśmy się regularnie spotykać. I zrodziło się między nami piękne uczucie, które trwa do dziś!
 
Ukoronowaliśmy je dwa lata później, gdy Julka skończyła gimnazjum. Skromny ślub wzięliśmy w małym, górskim kościółku. Naszym świadkiem była oczywiście moja córka, która bez problemu zaakceptowała nasz związek.
 
– Przecież widziałam na tamtej wycieczce, jak się ku sobie macie. Bądź szczęśliwa mamo! A Z zawodu dyrektor jest… wporzo! – przytuliła mnie.

Dziś Julia jest studentką

Ma z Mariuszem świetny kontakt! Mają swój świat, swoje sprawy, przepadają za swoim towarzystwem! Żeby było śmieszniej, Jula dzięki niemu studiuje… fizykę! Tak ją zaraził pasją do tego przedmiotu, że jest najlepsza na roku! A gdy niedawno przypomniałam jej w żartach czasy „palanta” i „głupka”, zaczerwieniła się jak burak!
 
– Ale byłam niemądra… – pokręciła głową. – Przecież takiego fajnego ojca to ze świecą szukać! Ja nie wiem, jak ja w ogóle bez niego kiedyś żyłam!
 
Wzruszyła mnie tym wyznaniem. No i tym, że mówi o Mariuszu „ojciec”…
 
Ale coś jednak w naszej rodzinie z gimnazjalnego okresu Julci pozostało. Otóż gdy ktoś mnie pyta, czym zajmuje się mój mąż, zawsze żartem odpowiadam: – Mój mąż jest z zawodu dyrektorem!
 
Mariusz oczywiście wie, że uczniowie tak na niego mówili i bardzo go to śmieszy. Piszę „mówili”, bo od niedawna Mariusz nie pracuje już w szkole. Kupiliśmy bowiem w Karkonoszach mały pensjonat, w którym zamierzamy się razem zestarzeć. Jesteśmy naprawdę szczęśliwi!
 
Patrycja, 46 lat

Czytaj także:
Nowonarodzone dziecko
Adobe Stock, Tomsickova
Prawdziwe historie
„Przyjęłam pacjentkę z ostrym bólem brzucha. Dziewczynka miała 13 lat i była... w ciąży. Była w trakcie akcji porodowej"
„Czyżby matka nigdy nie rozmawiała z nią o seksie, zabezpieczaniu się? Nie powiedziała, co oznacza, kiedy nie ma się miesiączki? Jakie są objawy ciąży? To wszystko wina rodziców. Najpierw robią z tego temat tabu, a później dziwią się, że dzieci mają dzieci".

Dziewczynka miała trzynaście lat i sporą nadwagę. Brzuch bolał ją tak bardzo, że lekarz nie mógł jej zbadać. Zlecił więc usg. W naszym szpitalu widziałam już różne rzeczy. Ale to, co wydarzyło w tamtą sobotnią noc dwa miesiące temu, będę pamiętać chyba do końca życia. Bo jak tu zapomnieć o sytuacji, w której przyjmuje się na oddział jedno dziecko, a wypisuje… dwoje. Ona miała nadzieję, że coś jej zaszkodziło  Zapowiadała się spokojna noc. Siedziałam z lekarzem i inną pielęgniarką w dyżurce i kończyłam kawę. Dochodziła północ, a my do tej pory mieliśmy tylko pięć interwencji. Jak na oddział ratunkowy szpitala dziecięcego, niewiele. Właśnie miałam umyć kubek, gdy dostaliśmy wiadomość, że wiozą trzynastolatkę z bardzo silnym bólem brzucha.    – Pewnie wyrostek – stwierdził lekarz.    – Sprawdź, czy sala operacyjna jest w razie czego gotowa – polecił mi.    Dziewczyna przybyła do nas pięć minut później. Za niosącymi ją na noszach ratownikami wbiegli przerażeni rodzice.    – Ratujcie nasze dziecko! – błagali.    Z informacji, które udało mi się od nich wyciągnąć, wynikało, że córka zaczęła mieć bóle kilka godzin wcześniej.    – Agatka lubi zjeść, ma sporą nadwagę… Myśleliśmy z mężem, że to niestrawność – relacjonowała gorączkowo mama. – Dałam jej krople żołądkowe i coś na wątrobę. Byłam pewna, że leki pomogą. Ale było coraz gorzej. Więc mąż wezwał karetkę. O Boże, mam nadzieję, że nie za późno… – denerwowała się.    Zapewniłam ją, że córka jest bezpieczna w naszych rękach i na pewno wszystko dobrze się skończy. Poprosiłam, by usiedli w poczekalni.    – Jak tylko będzie coś wiadomo, poinformujemy państwa...

Babcia, która zajmuje się wnukiem
Adobe Stock, Tomsickova
Prawdziwe historie
„Myślałem, że pomoc babć przy małym dziecku będzie wybawieniem. Te dwie furiatki zaczęły ze sobą rywalizować"
„Cóż – kochająca babcia to skarb, lecz dwie takie babcie równocześnie to… istny dom wariatów! Moja mama i teściowa były nie do wytrzymania. Walczyły jak dwie lwice o względy moje syna. Wytoczyły sobie nawzajem wojnę o tytuł najlepszej babci".

Kiedy na świat przyszedł Piotruś, nasze mamy – moja i Marty – były świeżo upieczonymi emerytkami. Obie z radością pomagały nam w pierwszym okresie życia synka, na wyścigi biegały do wnuczka, ledwo Marta napomknęła, że potrzebuje coś załatwić, wyjść z domu bez dziecka.   Wydawało się, że dzięki babciom, moja żona zaraz po zakończeniu urlopu macierzyńskiego będzie mogła spokojnie wrócić do pracy. Okazało się, że to nie jest takie łatwe… No przecież takie dziecko trzeba ciepło ubierać! Któregoś dnia, gdy Marta załatwiała w firmie ostatnie formalności, ja wróciłem z pracy nieco wcześniej, żeby przejąć od mojej mamy opiekę nad Piotrusiem.   – Już jesteś? – skrzywiła się mama na mój widok. – Miałeś być później.   – Myślałem, że się raczej ucieszysz…   – Prawie nie widuję wnuka!   – Co ty opowiadasz? – spojrzałem na nią zdziwiony. – Przecież jesteś u nas co dwa, trzy dni.   – Ale druga babcia widuje go prawie codziennie – fuknęła z wyrzutem. – Dlaczego ja też tak nie mogę?   Szczerze mówiąc, do tej pory się nie zastanawiałem nad tym, w jakiej proporcji babcie opiekują się wnukiem. Kwestie koordynacji ich wizyt zostawiłem żonie, która najlepiej wiedziała, kiedy potrzebna jej pomoc.    – Skoro tak mówisz – zacząłem teraz ostrożnie. – Pogadam o tym z Martą.   Zgodnie z obietnicą porozmawiałem z żoną o sprawie opieki nad Piotrusiem. Powiedziała mi, że zaraz po porodzie po prostu bardziej potrzebowała obecności własnej matki.   – Nie chciałam dyskryminować twojej – zaznaczyła, lekko rozbawiona. – Ale obiecuję, że kiedy wrócę do pracy, to postaram się o „parytetowe” traktowanie obu babć.   Przez...

Mężczyzna, który będzie tatą
Adobe Stock, Drobot Dean
Prawdziwe historie
„Będę ojcem, ale nie mężem. Grażyna odrzuciła zaręczyny, mimo że spodziewamy się dziecka. Dla niej to staromodne"
„Czy to jest zacofanie, że chcę mieć ślub z kobietą, która za trzy miesiące urodzi mi córkę? Czy nie możemy być taką zwyczajną rodziną? Już machnąłem ręką na ślub w kościele, wystarczy cywilny. Grażyna jednak nie chce słyszeć o małżeństwie".

We wrześniu zostanę tatą, jestem szczęśliwy, podekscytowany, ale i trochę niepewny… No bo moja narzeczona ma dziwne poglądy.   Zawsze słyszałem, że mężczyźni są nieodpowiedzialni, a kobiety, które zazwyczaj same muszą dźwigać ciężar domowych obowiązków i wychowania dzieci, są przez nich wykorzystywane. Tak mówiła nawet moja rodzona matka. Tym biadoleniem na chłopów tak mnie i bratu w głowach poukładała, że jak Jurek zaraz po technikum zmajstrował dzieciaka, wcale się ojcostwa nie wypierał, tylko od razu się ożenił. Co prawda, synowa nie za bardzo przypadła do gustu naszej rodzicielce, ale co było robić.   – No nic, syneczek nawarzył sobie piwa, będzie je musiał wypić – powiedziała i przed ślubem w kościele pobłogosławiła młodą parę. Ależ mi się ona spodobała! Jest ładna i bardzo kobieca Potem swoje nauki wpajała do głowy moim siostrom. Wciąż je upominała, żeby sobie żadnych obiboków i drani nie wynalazły na mężów, i przed ślubem, broń Boże, w ciążę nie zaszły. Na szczęście moje siostry, Monika i Sylwia, posłuchały matki, mężów znalazły sobie dobrych i pracowitych. Każda ma już dwójkę dzieci, urodzonych w jak najbardziej przepisowym terminie.   Tylko ja wciąż jestem kawalerem, mimo że z naszej czwórki najstarszy. I wygląda na to, że właśnie ja będę miał nieślubne dziecko, chociaż bardzo chciałbym się ożenić z mamą mojej córeczki. Już wiem, że będzie dziewczynka, zgodziliśmy się z Grażynką dać jej na imię Adrianna…   Ale tylko w kwestii imienia jesteśmy z moją narzeczoną zgodni. Bo w innych ważnych sprawach dla nas obojga nie możemy się porozumieć. No nic, może zacznę od początku.   Ja jakoś do dziewczyn nie miałem szczęścia. Kręciło się wkoło kilka, ale żadna mi się tak bardzo nie podobała, żeby się wiązać na stałe. Uważałem więc...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj