Zmęczony chłopiec
Adobe Stock, Irina Schmidt
Prawdziwe historie

„Żona zmusza naszego wrażliwego syna do brutalnego sportu, bo to >>kształtuje charakter<<. Przez nią Adaś jest nieszczęśliwy”

„Moja żona jest nienormalna! Robi ogromną krzywdę naszemu dziecku i nie docierają do niej żadne argumenty. Nie rozumie, że Adaś wcale nie chce chodzić na basen, piłkę nożną, boks, judo i Bóg wie, co jeszcze. Przez nią syn jest nieszczęśliwy i przemęczony!”
Kiedy Adaś skończył 3 lata, podjęliśmy z Agatą decyzję, że ona zrezygnuje z pracy i zajmie się dzieckiem. Mieszkanie mieliśmy po moich dziadkach, żadnych kredytów, a ja całkiem przyzwoicie zarabiałem.
 
– Nie wiem, czy nie będzie mi czegoś brakować – Agata miała wątpliwości. – Lubiłam swoją pracę…
 
– Przecież powiedziałaś, że chcesz być przy Adasiu? – nie rozumiałem.
 
– Tak, ale zastanawiam się, czy to mi wystarczy. Czy nie będę się z tym źle czuła. Lubię pracować.
 
– No dobrze, ale przecież nie musisz rezygnować na zawsze – nie widziałem problemu. – Jeśli dojdziesz do wniosku, że to cię ogranicza, to znajdziemy jakąś opiekunkę.
 
Ale ostatecznie Agata doszła do wniosku, że będzie mamą na cały etat.
 
– To jednak bardzo absorbujące i rozwijające – tłumaczyła mi podekscytowana. – Jest tyle zajęć dla dzieci, które trzeba ogarnąć! Zapisałam już małego na angielski i na karate.
 
– Przecież on nie ma nawet 4 lat! – byłem trochę przerażony.
 
– No, to już najwyższy czas, żeby zaczął – tłumaczyła. – Wiem, co robię. Dużo czytam na ten temat, dyskutuję na forum, udzielam się w przedszkolu. Zaufaj mi. W końcu po to zostałam w domu, żeby zająć się naszym synem.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Nie byłem przekonany, ale musiałem przyznać jej rację

Ja nie miałem czasu, żeby zgłębiać książki i poradniki o wychowaniu dzieci. Ledwie znajdywałem codziennie chwilę, żeby pobawić się z synkiem! No i w końcu tak się umawialiśmy – to Agata miała się zająć wychowaniem, ja miałem tylko pomagać. Więc musiałem jej zaufać.
 
Adaś polubił angielski, ale karate mu się nie podobało. Żona znalazła więc gimnastykę ogólnorozwojową.
 
– Co prawda to nie to samo, ale przynajmniej porusza się pod okiem ekspertów – mówiła.
 
– No nie wiem… Przecież on ma korektywę czy rytmikę w przedszkolu, wychodzą na podwórko – nie rozumiałem, o co jej chodzi. – Ma chyba wystarczająco dużo ruchu?

– To co innego, trzeba zadbać o koordynację. Karate było dobre, szkoda, że zrezygnował. Może judo polubi?
 
Zanim Adaś poszedł do szkoły, zdążyła zapisać go i na judo, i na taekwondo. Nic mu się nie podobało.
 
– Chyba poszukam dla niego basenu – stwierdziła moja żona.
 
– A po co masz szukać? – zdziwiłem się. – Przecież basen jest koło nas, całkiem przyzwoity, ledwie dwa przystanki autobusem.
 
– Chodzi mi o zajęcia zorganizowane – wyjaśniła, a widząc moją minę, dodała: – Sama nie nauczę go pływać.
 
Wydawało mi się to dziwne, w końcu ja się nauczyłem z tatą nad jeziorem, a z tego, co wiem, to Agata tak samo. Zresztą sama pływa naprawdę nieźle, poradziłaby sobie. No, ale miałem się nie wtrącać i jej zaufać.

Nasz synek woli planszówki niż sport

Po kilku miesiącach moja żona zadzwoniła do mnie do pracy.
 
– W sobotę są zawody pływackie, Adaś w nich startuje – mówiła podekscytowana. – Jestem pewna, że…
 
– Jak to zawody? – przerwałem jej. – Przecież on ma dopiero 6 lat i trenuje od niedawna. Coś ty wymyśliła?
 
– Nic, po prostu trener powiedział, że sobie świetni radzi, więc zapytałam, czy w takim razie nie wystawiłby go na zawodach, a on się zgodził.
 
– A zastanowiłaś się, że to może być dla niego stres? – zapytałem.
 
– Jaki stres? – zdziwiła się. – To przecież zabawa. A poza tym, to dobrze, bo dzięki temu nauczy się panować nad emocjami w takich sytuacjach, to mu się przyda na egzaminach.
 
Nie byłem przekonany. Tym bardziej że Adaś wyraźnie się denerwował. Chodził przygnębiony, smutny. A kiedy w końcu było po wszystkim i okazało się, że zajął trzecie miejsce, on… wcale się z tego nie cieszył.
 
– Mama będzie smutna – powiedział, kiedy go zapytałem, dlaczego ma taką zmartwioną minkę.
 
– No coś ty? – naprawdę się zdziwiłem. – Jest z ciebie bardzo dumna, poszła ci kupić batonik!
 
– Ale nie byłem pierwszy…
 
– Nieważne. A podobało ci się?
 
– Nie wiem…
 
Prawdę mówiąc, tak podejrzewałem. Adaś nie jest ani typem sportowca, ani nie lubi rywalizacji. Jego żywioł to klocki lego, książeczki i gry.  Potrafimy spędzić kilka godzin przy planszówce czy komputerze. Uwielbia wszystkie – logiczne, przygodowe i zwykłe strzelanki. Niestety, Agata jest zła kiedy gramy, mówi, że Adaś ma za mało ruchu, a ja jeszcze go zachęcam do siedzenia na pupie. Nie rozumie, że takie gry po pierwsze sprawiają naszemu synowi przyjemność, a po drugie również uczą i rozwijają.
 
– Zapisałam Adasia na piłkę nożną, do prestiżowego klubu – oznajmiła pewnego dnia, dumna z siebie.
 
– Nie wiem, czy będzie zadowolony – skrzywiłem się. – On chyba nie lubi grać w piłkę.
 
– Bo nie umie – Agata nie traciła pewności siebie. – Wiesz, on nie jest zbyt sprawny i boję się, że dzieci będą się z niego śmiały. A tak, jak się nauczy radzić sobie w grach zespołowych, to będzie mógł się popisać przed kolegami.
 
– On chyba nie lubi się popisywać – mruknąłem pod nosem. 
 
Coraz bardziej mnie denerwowały pomysły Agaty. Spędza z naszym synem całe dnie, a czasami mam wrażenie, że go w ogóle nie zna. Czy ona nie widzi, że Adaś nie jest typem sportowca, nie lubi grać w piłkę, a na basen chodzi tylko dlatego, że ona mu każe?! Przecież nie każdy musi być supersprawnym wyczynowcem!
 
Pierwszy raz nie wytrzymałem, kiedy Agata chciała zabrać Adama na rower, a on nastawił się na zabawę ze mną. Kupiłem zestaw małego elektryka i mieliśmy robić eksperymenty.
 
– Odpuść mu, przecież cały tydzień czekał na sobotę, aż będę miał czas – zaprotestowałem, gdy zobaczyłem, jak syn się popłakał. – A poza tym, ja też chcę z nim pobyć, coś porobić.
 
– Możemy iść razem na rower – oznajmiła. – Jest piękna pogoda, tobie też przyda się trochę ruchu.
 
– Ale to nie o to chodzi – nie wytrzymałem. – Zobacz, on nie chce iść na rower. Ciągle wyszukujesz mu jakieś nowe zajęcia, zmuszasz do sportu, a on tego nie lubi. Woli inne rzeczy.
 
– Dlatego muszę go pilnować – nic nie rozumiała. – Pamiętasz, jak się cieszył, gdy zdobył medal za pływanie?
 
– Wcale się nie cieszył – wkurzyłem się. – Czy ty nie widzisz, że go unieszczęśliwiasz? Oni źle znosi rywalizację. Przynajmniej w sporcie. Dlaczego nie pozwolisz, żeby realizował się w tym, co lubi? Przecież chciał chodzić na zajęcia matematyczne i do klubu, na robotykę! Nie zgodziłaś się.
 
– Bo wtedy siedziałby całymi dniami przy biurku i już w ogóle by się nie ruszał – Agata też się zezłościła. – A poza tym, z matematyką świetnie sobie radzi, nie potrzebuje pomocy, gorzej jest ze sportem. Trzeba uzupełniać braki!

Twierdzi, że trzeba walczyć ze słabościami

Strasznie ciężko było się z nią porozumieć, bo nie docierały do niej żadne racjonalne argumenty. Tamtego dnia pokłóciliśmy się i w efekcie nie poszliśmy na ten rower. Adam był szczęśliwy – nawet nie przeszkadzało mu, że nie odzywamy się do siebie z mamą, chociaż zawsze bardzo to przeżywał. Przynajmniej robił to, co chciał.
 
Jeszcze kilka razy próbowałem z Agatą rozmawiać na temat aktywności naszego syna, już na spokojnie. Starałem się jej wytłumaczyć, że nie mam nic przeciwko uprawianiu sportu, ale w rozsądnych granicach.
 
– On nie lubi piłki ani karate czy roweru – mówiłem jej. – Może polubiłby jazdę konną? Stać nas przecież na to.
 
– To dobry pomysł – zgodziła się. 
 
– Tylko kiedy? Trzy razy w tygodniu ma piłkę, dwa razy basen…
 
– Nie rozumiesz! Chodzi mi o jazdę konną ZAMIAST tego wszystkiego! – zawołałem. – Po co zmuszasz go do czegoś, czego nie chce?
 
– Jak zacznie odnosić sukcesy, to polubi – nic do niej nie docierało. – I jeszcze będziesz z niego dumny!
 
– Przecież i tak jestem – wzruszyłem ramionami. – Mnie medale nie są do niczego potrzebne!
 
Kłóciliśmy się coraz częściej i to właśnie o wychowanie Adama. Agata zarzucała mi, że się nie znam, bo to ona czyta i dowiaduje się wszystkiego na ten temat, a ja się wtrącam i tylko mieszam. Ale przecież widzę, jak Adaś jest nieszczęśliwy za każdym razem, gdy wraca z treningów! I jaki jest zmęczony – to nie jest dla niego.
 
Ostatnio moja żona przeszła samą siebie. Nie powiedziała mi, co planuje, bo dobrze wiedziała, że bym się na to nie zgodził. Otóż zapisała Adasia na zajęcia na… skałkę wspinaczkową. Poszli tam raz i to była kompletna klapa. Wrócili do domu pokłóceni, a Adaś był cały zapłakany.
 
– Ja nie chcę tam chodzić, boję się – krzyczał. – I bolą mnie palce.
 
– Jak poćwiczysz, to nabierzesz siły i wprawy – przekonywała go. – Masz po prostu zbyt słabe mięśnie, dlatego trzeba trenować.
 
– Ale ja nie chcę! – Adaś był strasznie roztrzęsiony. – I boję się.
 
– No właśnie, a ze słabościami trzeba walczyć i się przełamywać…
 
– Przestań – przerwałem jej wkurzony. – Czy ty nie widzisz, co robisz?! Przecież Adam ma lęk wysokości, co ci przyszło do głowy z tą wspinaczką?
 
– Powinien walczyć, nie poddawać się – broniła swojego zdania.
 
– Wiesz co? Ty chyba jesteś stuknięta – powiedziałem, po raz pierwszy w życiu obrażając żonę przy dziecku.
 
Ale ja już naprawdę nie mam siły. Ta kobieta jest nienormalna! Zabrałem Adasia do jego pokoju, uspokoił się przy puzzlach. Ale obawiam się, że Agata nie odpuści. A co ja mam robić? Wychodzi na to, że muszę bronić syna przed jego własną matką!

Bartosz, 34 lata

Czytaj także:
Dziewczynka z chomikiem
Adobe Stock, New Africa
Prawdziwe historie
„Córka jest wrażliwa, więc gdy jej chomik umierał, podmienialiśmy go na nowego. To błąd, ale nie chcemy złamać jej serca”
„Renatka to bardzo wrażliwe dziecko. Na widok nieżyjącego ptaka, wybuchła płaczem i nie przestawała przez tydzień. Nie chce myśleć, co by było, gdyby, wiedziała o naszych przekrętach”.

Weszłam do ulubionego sklepu zoologicznego po karmę dla rybek. Od progu poczułam specyficzny zapach, charakterystyczny dla takich sklepów. Mieszanka karmy, ziół, siana, trocin. Zawsze miło mi się to kojarzyło.   Zanim podeszłam do lady, poprzyglądałam się zwierzakom w terrariach. Wesoło baraszkujące koszatniczki, śpiące pokotem myszki, świnka morska z noskiem przytkniętym do szyby, rozszczebiotane papużki. I patrzący spode łba królik miniaturka, który zapewne właśnie obmyślał, jak poprzegryzać kable w mieszkaniu przyszłego właściciela. Oj, mieliśmy kiedyś takiego łobuziaka. Jeden był, a rozrabiał za trzech. Nigdy więcej.   – Dzień dobry, czy ma pani biało-beżowe chomiki? – za plecami usłyszałam zdenerwowany kobiecy głos.   Pytanie było skierowane do ekspedientki stojącej za ladą.   – Proszę zerknąć do terrarium – odparła spokojnie. – Jeśli któryś się pani spodoba, to go wyjmę.   – Łaciaty mi potrzebny. To znaczy biały z beżowymi plamkami – tłumaczyła kobieta. – Synek wyjechał do babci na kilka dni, jutro wraca, a jego ukochany chomik leży sztywny i zimny w klatce. Nie wiem, co mu się stało. Jeszcze wczoraj zjadł marchewkę i ziarenka, brykał w nocy, słyszałam, jak hałasuje, a rano… leży nieżywy.   Sprzedawczyni pokiwała głową, a ja odwróciłam się i zerknęłam na kobietę szukającą chomiczego sobowtóra. Mogła mieć koło trzydziestki.   – Nie wiem, jak to powiem synkowi. Pomyślałam, że jeśli kupię takiego samego, to się nie zorientuje – przykucnęła przed terrarium z chomikami i przyglądała się im uważnie.   Uśmiechnęłam się pod nosem. Sama parę razy biegałam do zoologicznego, żeby dokonać podmiany chomika. Może to niewychowawcze, ale Święty Mikołaj też nie istnieje, a podtrzymujemy tę piękną bajkę, póki się...

Pokochałam go jak swoje dziecko
Adobe Stock, fizkes
Prawdziwe historie
„Matka alkoholiczka zafundowała mu traumę. To ja byłam macochą idealną. Teraz ona wróciła i poszłam w odstawkę”
Nagle wyrodna matka wróciła i zapomniał o mnie, choć to ja go wychowywałam, nie ona. Poświęciłam wszystko dla cudzego syna, nawet własne dziecko, a teraz wygląda na to, że mogę zostać z niczym.

Kiedy zobaczyłam Pawełka, od razu zdobył moje serce. Poczułam, że chcę go chronić przed złem całego świata. Nie mieściło mi się w głowie, że można skrzywdzić taką bezbronną istotę. A jednak jego matka to zrobiła. Zanim sąd w końcu odebrał jej władzę rodzicielską, potrafiła głodzić synka nawet po kilka dni, bo nie miała na jedzenie dla dziecka. Ale zawsze miała dla siebie na wódkę. Zamykała go samego w domu i szła w tango A potem przyprowadzała do domu rozmaitych „wujków”. Kiedyś któremuś z nich przeszkadzał mały, to wyrzuciła syna na balkon. Jesienią, w samej piżamce! Pięciolatka! Kiedy Antek, mój ukochany mi o tym opowiadał, serce mi się krajało. Znałam losy jego małżeństwa z tą pijaczką i wiedziałam, jak bardzo walczył o swoje dziecko w sądzie. Długo nie chciano mu przyznać opieki nad Pawełkiem, bo uważano, że matka zaopiekuje się nim lepiej. Nie wiem, ile czasu trwałaby jeszcze ta batalia, gdyby nie to, że właśnie tamtego wieczoru, gdy wyrzuciła syna na balkon, zauważyli to sąsiedzi. To oni zawiadomili policję, która przyjechała i zastała w domu pijaną matkę i jej kompana, a na balkonie zziębnięte i wygłodzone dziecko. Pawełek trafił wtedy do szpitala z zapaleniem płuc Ze szpitala pojechał od razu do ojca. A raczej do mnie, do mojego domu, bo Antek mieszkał już wtedy ze mną. Widziałam, jak mój ukochany cieszy się z tego, że ma syna przy sobie i sama także byłam z tego powodu szczęśliwa. Wiele rozmawialiśmy, jak bardzo tęskni za dzieckiem i że chciałby, aby mały z nami zamieszkał. Nie miałam nic przeciwko temu. Pawełek był przecież miniaturką Antka – te same niebieskie oczy, identyczne usta. Jak mogłabym go nie pokochać? Przysięgłam sobie, że będę dla niego dobrą macochą, po prostu najlepszą na świecie. Wynagrodzę mu wszystko to, co zrobiła...

Musiałam zajść w drugą ciążę, aby ratować starsze dziecko
Adobe Stock, Stéphane Bidouze
Prawdziwe historie
„Tylko rodzeństwo mogło być dawcą dla Marysi. Zaszłam w drugą ciążę, która zagrażała mojemu życiu, aby ratować dziecko”
– Pani Iwono, raz udało się pani oszukać los. Ale drugi raz może się nie udać. Oczywiście decyzja należy do państwa, jednak najlepiej by było, żeby Marysia była jedynaczką – powiedział ginekolog. Ale ja nie miałam wyjścia.

To była najtrudniejsza decyzja w całym moim życiu. Ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie podjąć ryzyka. Nie zrobić wszystkiego, co możliwe, by ratować moją ukochaną córeczkę… Marysia jest naszym jedynym dzieckiem Wyśnionym, wyczekanym. Dużo ryzykowałam, żeby przyszła na świat. Już wtedy chorowałam na cukrzycę i lekarze przestrzegali mnie, że mogę przypłacić ciążę zdrowiem, a nawet życiem. Mimo to zdecydowałam się urodzić. Tak bardzo pragnęłam zostać matką… Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Ja przeżyłam, choć bardzo pogorszył mi się wzrok i prawie wysiadły nerki, ale córeczka była zdrowa i śliczna. Szaleliśmy z Piotrem ze szczęścia. – Pani Iwono, raz udało się pani oszukać los. Ale drugi raz może się nie udać. Oczywiście decyzja należy do państwa, jednak najlepiej by było, żeby Marysia była jedynaczką – powiedział ginekolog, który prowadził moją ciążę. – Wiem, panie doktorze, będziemy rozsądni, przyrzekam – odparłam mu wtedy. Zawsze marzyliśmy z mężem o gromadce dzieci, ale nie zamierzaliśmy kusić losu. Cieszyliśmy się, że mamy chociaż to jedno. Marysia świetnie się rozwijała. Szybko zaczęła chodzić, mówić. Była wesoła, pogodna… Biegała po mieszkaniu jak szalona, dokazywała, śmiała się. Chwilami trudno nam było za nią nadążyć. Aż niedługo po swoich czwartych urodzinach zaczęła płakać w nocy Mówiła, że boli ją nóżka, że nie może wytrzymać. Myślałam, że się po prostu uderzyła. Ale gdy po kilku dniach ból nie przechodził, pojechałam z nią do lekarza. Zlecił badania, potem następne. Diagnoza była przerażająca – białaczka. Przepłakaliśmy z mężem całą noc. Nad ranem jednak otarliśmy łzy i obiecaliśmy sobie, że zrobimy wszystko, by ratować córeczkę. Czuwaliśmy przy niej na zmianę, gdy przechodziła kolejne...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj