Male dziecko, które płacze
Adobe Stock, natalialeb
Prawdziwe historie

„Narzeczony chciał zrobić ze mnie inkubator. Zmuszał mnie do ciąży, mimo że nigdy nie chciałam być matką"

„Nasza sytuacja wydaje się patowa – Jurek marzy o tym, na co ja nie jestem gotowa. Jeśli mu ulegnę, sama będę nieszczęśliwa. Nie czuję w sobie instynktu oraz uważam, że nie mamy na to warunków. Mam mieć dziecko na życzenie narzeczonego? To chyba bez sensu”.
U nas było inaczej niż w typowych związkach. To Jerzy, mój narzeczony, dostał obłędu na punkcie rodzicielstwa. Ja nie miałam takich potrzeb. Żadnych marzeń o ciążowym brzuszku i słodkiej istotce noszonej pod sercem, nic z tych rzeczy. Powiedziałabym nawet, że ta perspektywa raczej mnie przerażała... 
 
Znaliśmy się z Jerzym prawie trzy lata, od pół roku mieszkaliśmy razem. Ledwie podjęliśmy tę decyzję i wynajęliśmy wspólne lokum, Jerzy wyskoczył z zaręczynowym pierścionkiem. Przygotował kolację przy świecach, uroczysty był jak diabli… Byłam tym zaskoczona. Dobrze znał moje poglądy na temat małżeństwa (nie potrzebuję urzędowego papierka, żeby z kimś być!), jednak ich nie podzielał i po raz kolejny dał temu wyraz.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Tym razem bardzo zdecydowanie...

– Kochanie, marzę o tym, abyś została moją żoną – powiedział, klękając przede mną i podając mi otwarte pudełeczko, w którym lśnił pierścionek z białego złota. Wzruszyłam się, bo która z nas by się nie wzruszyła? 
 
– Jurek, ale ja nie planowałam być niczyją żoną – wyszeptałam bezradnie, jednak czułam, że muszę przyjąć ten uroczy podarunek i propozycję – zwyczajnie nie umiałam jej odrzucić. 
 
– Dla mnie zrób wyjątek – poprosił, uśmiechając się szelmowsko. 
 
A musicie wiedzieć, że Jerzy uśmiech ma zniewalający. Pod jego wpływem niezmiennie topnieje mi serce.
 
– Zgoda – powiedziałam, wkładając pierścionek na palec. – Jest piękny – uśmiechnęłam się do narzeczonego. 
 
A on? Wprost promieniał szczęściem! Zaczął mnie całować z takim żarem, że chwilę potem wylądowaliśmy w sypialni, zapominając o bożym świecie. Było cudownie.

Czy już wtedy myślał o dziecku? 

Zostałam narzeczoną i było to nawet miłe doświadczenie, chociaż w zasadzie o samej ceremonii specjalnie nie rozmawialiśmy. Przecież i tak nie było nas na to stać. Nie mieliśmy finansowego wsparcia w rodzinie. Ja mam tylko mamę ze skromną emeryturką, a rodzice Jerzego mieszkają daleko i też się u nich nie przelewa. Jurek niby przebąkiwał coś o tym, że przecież może być skromnie, ale od razu fuknęłam: 
 
– Zgodziłam się być panną młodą, więc chcę mieć godną oprawę. Suknię z prawdziwego zdarzenia, dużo gości, wszystko! 

 

Od razu przestał nalegać. Ale nie minęło wiele czasu i zmienił melodię na znacznie poważniejszą…
 
– Pomyślmy o dzidziusiu, Aniu – ogłosił pewnego wieczoru, ot tak. 
 
– Słucham?! – omal nie spadłam z krzesła. 
 
Wcześniej nie ujawiniał, że ma tego rodzaju pragnienia! 
 
– Chodź tu do mnie – przyciągnął mnie do siebie i posadził na kolanach. – Chciałbym mieć dziecko, wiesz? – wyszeptał mi do ucha. 
 
Miło by było cieszyć się tymi czułościami, przytulić, odpowiedzieć coś równie wzniosłego, ale… No właśnie. Ale ja wcale nie miałam ochoty na ciążę! Pogłaskałam go po głowie, spojrzałam w oczy: 
 
– Mówisz serio? – zapytałam.
 
– Pewnie! Dużo o tym myślałem, nie ma na co czekać. Kochamy się, mieszkamy razem, planujemy ślub, więc dziecko to naturalna konsekwencja tych planów. A ty będziesz wspaniałą mamą – uśmiechnął się od ucha do ucha. 
 
– No tak, tak… Ale chyba jeszcze nie teraz? – zaprotestowałam. 
 
– Ale dlaczego? – powiedział to takim tonem, jakbym spadła z księżyca.
 
– Po prostu nie jestem na to gotowa – odparłam krótko. 
 
„A jeszcze bardziej niegotowe są okoliczności… Praca niepewna, umowy czasowe, pieniądze marne, brak własnego mieszkania, zero zdolności kredytowej, krótko mówiąc: same rafy. Gdzie tu miejsce na dziecko?” – dodałam w duchu. 
 
– Na to nigdy nie ma doskonałej pory! – odparł, jakby wyczytał w moich myślach całą tę litanię wątpliwości. – Nie bój się, damy radę! 
 
Przekonywał mnie tak jeszcze pół wieczoru, prawie się pokłóciliśmy. W końcu, przyparta do muru, obiecałam, że rzecz gruntownie przemyślę. 
 
– Sylwia, ratuj! – postanowiłam podzielić się problemem z przyjaciółką. – Jurek chce dziecka!
 
– Ale numer! – wiadomość wywarła oczekiwane wrażenie. – I co ty na to? Faceci rzadko tego chcą, więc chyba powinnaś się cieszyć.
 
– Tak, to bardzo fajne... Wiem, że traktuje mnie poważnie i w ogóle, ale ja wcale nie myślałam jeszcze o dziecku!
 
– To pomyśl – odparła moja przyjaciółka. – Jesteście w idealnym wieku.
 
– Sylwuś – zagaiłam słodko. – Sama sobie pomyśl, co? Jesteśmy zbyt młodzi i niczego nie mamy. Dopiero co wynajęliśmy mieszkanie, moglibyśmy teraz trochę pożyć, nacieszyć się sobą, wyjechać w jakąś fajną podróż, bo ja wiem… A ten mnie chce od razu wsadzić w pieluchy. Sprawy nabierają niebezpiecznego tempa. Najpierw ten pomysł ze ślubem, teraz od razu dziecko. Wolałabym wolniej.
 
– Mówiłaś mu o tym?
 
– Próbowałam, ale strasznie się zapalił do własnego pomysłu.
 
– No wiesz, jak nie będziesz chciała, to i tak nici z jego planów – wzruszyła ramionami Sylwia. – Masz przecież wpływ na własną prokreację, nie? 

Co racja, to racja. Miałam wpływ

Postanowiłam zatem dla świętego spokoju niespecjalne protestować, ale też regularnie brać środki antykoncepcyjne. Po prostu.
 
Niestety, moje uniki na niewiele się zdawały, bo Jurek i tak regularnie wracał do tematu. Oczekiwał deklaracji. Im bardziej naciskał, tym większy czułam opór. „Czy mam mieć dziecko na życzenie narzeczonego? To chyba bez sensu” – myślałam.

Patrzyłam na niemowlęta na ulicy i nie budziły mojej sympatii. Miałam inne priorytety. Czy tak trudno to zrozumieć?
 
– Różnimy się w tej kwestii, Jerzy – powiedziałam pewnego dnia, po kolejnej próbie przekonania mnie do dziecka.
 
– Jak bardzo? – zapytał. – Nie chcesz dziecka wcale? Nie chcesz teraz? Kiedy chcesz? – zasypał mnie pytaniami. – Bo ja nie mam zamiaru umrzeć bezpotomnie – to powiedział już z wyraźną pretensją.
 
– Nie wiem – wydęłam usta. – Mówię ci, jak jest teraz. Teraz nie czuję w sobie instynktu oraz uważam, że nie mamy na to warunków. Chcesz mnie usadzić z dzieckiem w domu, zatrzymać w rozwoju? W wynajętym mieszkanku? To nieracjonalne! I nigdy się na to nie zgodzę – dałam upust złości. 
 
– Nigdy? – był gotowy do kłótni. – To twoje ostatnie słowo?
 
– O rany, nie przesadzaj! Teraz nie mam ochoty i nie mamy warunków, okej? Teraz! – podkreśliłam. – Jak się sytuacja zmieni, może i we mnie coś się zmieni. Mówię ci jak jest, to chyba uczciwe? A ty wywierasz presję. Nie chcę tak żyć.
 
– Po prostu cię kocham, chcę się z tobą ożenić i chcę, żebyśmy mieli dzieci. Co w tym dziwnego? To raczej ty dziwaczysz… – stwierdził. – Że mieszkanie wynajęte? No i co z tego? Wolalabyś spłacać kredyt? Chyba byłoby jeszcze mniej bezpiecznie? Oboje mamy pracę, to nic, że na umowy terminowe. Przecież i tak dostaniesz macierzyński, prawda? A jak dziecko podrośnie, wrócisz do pracy. Miliony kobiet tak żyją, to nie jest nic nadzwyczajnego. Na co chcesz czekać? 
 
– Nie wiem, Jurek, na co chcę czekać. Może na to, aż poczuję się gotowa? – odparłam. – Nawet nie lubię niemowlaków. Nie chcę brudnych pieluch, nieprzespanych nocy. Przynajmniej na razie…
 
– A co jeśli za rok-dwa nadal nie poczujesz gotowości? – spytał. – Jaką mam gwarancję, że kiedykolwiek zmienisz zdanie?
 
– Żadnej – odpowiedziałam hardo. 
 
No i mamy kryzys. Pierwszy poważny kryzys w naszym związku. I nie bardzo umiemy sobie z nim poradzić. Jerzy chodzi jak struty. Ja czuję się niekochana. Bo co? Miałam być jedynie inkubatorem dla jego wyśnionego potomka? Niby unikamy kolejnych kłótni, ale to niewiele zmienia. Coraz trudniej nam się dogadać także na inne tematy, bo ten zasadniczy tkwi między nami, uwiera. Nie wiem, co będzie. Nie chciałabym rozwalić tego związku, ale przecież nie mogę się zgodzić na macierzyństwo wbrew sobie. Prawda?

Anna, 28 lat

Czytaj więcej:
Lekarz był ojcem mojego dziecka
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Poszłam z dziećmi do lekarza. On nie miał pojęcia, że właśnie widzi swoją biologiczną córkę..."
Nigdy nie oddzwonił. A ja po miesiącu odkryłam, że jestem w ciąży. Kasia nigdy nie poznała swojego prawdziwego ojca i nie chcę, żeby to się zmieniło.

Tylko ja znam całą prawdę. Żyję z tą tajemnicą od dziewięciu lat i mam nadzieję, że zabiorę ją do grobu. Moje dzieciaki były bardzo szczęśliwe, że przyjechały do babci na wakacje. A i ja czułam wdzięczność dla teściowej, że zgodziła się nimi zaopiekować, i to przez całe dwa tygodnie! Planowaliśmy z mężem w tym czasie odmalować mieszkanie. Takiego remontu za nic byśmy nie zrobili przy dzieciach. – Dominik nie lubi jeść kanapek, trzeba mu je kroić na małe kawałki. A Kasia nie pije mleka – tłumaczyłam teściowej. Moje dzieci w zasadzie były zgodne, ale zarówno dziewięcioletnia córka, jak i czteroletni synek mieli swoje przyzwyczajenia. Jak to dzieci. – Nie martw się o nic, poradzę sobie… – uspokajała mnie teściowa. – Wychowałam dwoje własnych dzieci, to i z wnukami dam sobie radę – zapewniła mnie. Nie wątpiłam w to. Była świetną babcią, ufaliśmy jej, a dzieciaki za nią przepadały „Taka teściowa to skarb!” – pomyślałam. Po czym głośno zapowiedziałam dzieciom, że już pora, aby szły spać. – Mogę wykąpać Dominika? – zapytała Kasia. Oczywiście, pozwoliłam jej, bo wtedy czuła się taka dorosła. Dominik zresztą uwielbiał, kiedy kąpała go siostra, często był jej bardziej posłuszny niż mnie. – No to szybciutko, do łazienki! – powiedziałam. – Naleję wodę do wanny – ucieszyła się Kasia. Poszłam do kuchni zagotować mleko, które Dominik pił zawsze przed położeniem się do łóżka, a teściowa oglądała w tym czasie swój ulubiony serial. Mleko było już prawie gotowe, gdy z łazienki dobiegł mnie przejmujący krzyk mojego synka. „Rany boskie, co tam się dzieje?!” – przerażona rzuciłam się na pomoc. Wpadłam do łazienki i jednym spojrzeniem ogarnęłam całe pomieszczenie Syn stał w wannie i płakał...

Do domu mojej siostry wprowadziła się nowa kobieta z dziećmi
Adobe Stock, JackF
Prawdziwe historie
„Nawet nie zapytał dzieci o zdanie, kiedy sprowadził do domu nową kobietę z jej bachorami"
Szwagier poinformował mnie, że jego nowa dziewczyna i jego dzieci zamieszkają z nim i moimi siostrzeńcami. Dla nich to byli obcy ludzie, nawet ich wcześniej nie zapoznał, dzieci nadal były w żałobie po mamie...

Nie oczekiwałam, że mój szwagier będzie samotny do końca życia. Ale też miałam nadzieję, że poczeka trochę dłużej… Moja siostra zmarła 2 lata temu. Nowotwór kości. Zostawiła trójkę dzieci: 16-letniego dziś Adama, 14-letnią Maję i 5-letniego Kubusia. Wszyscy byliśmy zdruzgotani. Marcin, jej mąż, też Ale to silny facet. Dla dobra dzieci szybko się pozbierał. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Gdy zaczęły się wakacje, starał się, by wyglądały tak normalnie, jak tylko się da. Adam pojechał na swój obóz harcerski, Maja na windsurfing, Kubuś na wieś do prababci Heli. Potem wspólny dwutygodniowy wyjazd na Cypr. Jak co roku – tylko zamiast Agi, pojechałam ja. Dzieciaki dobrze się bawiły, Kubuś płakał i wołał mamę tylko wieczorami. Potem zaczęła się szkoła. Marcin starał się, jak mógł, ale bez mojej pomocy pewnie nie dałby rady. A bardzo mu zależało, żeby dzieci wiedziały, że pomimo braku mamy dom i rodzina funkcjonują bez zarzutu. Rano szkoła i przedszkole. Po południu tenis Adama, teatr Mai, judo Kubusia. A jeszcze angielski, gitara. I wspólny obiad wieczorem, a po nim śpiewanie i czytanie. Jak za czasów, gdy była Aga Minęły dwa lata, a dzieciaki rosły. Kubuś jakiś czas temu zrozumiał, że mama nie wróci. Przestał budzić się w nocy z płaczem. Bardzo się ciągle staramy, by ją pamiętał. Pokazujemy mu zdjęcia, filmy. I kiedy już wydawało się, że wszystko wraca do jakiej takiej normy, Marcin zadzwonił do mnie wieczorem. – Magda, muszę ci coś powiedzieć. Dzieci jeszcze nie wiedzą, wolę, żebyś usłyszała to pierwsza . Od kilku miesięcy spotykam się z kobietą. Ma na imię Ania i też ma trójkę dzieci. Wczoraj zaproponowałem jej, żebyśmy wszyscy zamieszkali razem. Słyszałam, co do mnie mówi szwagier, rozumiałam poszczególne słowa, ale nie nie rozumiałam...

Rodzina obraża moją córkę za ubiór i makijaż
Adobe Stock, Kuzmaphoto
Prawdziwe historie
„Moja córka przechodzi gotycką fazę. Rodzina ją obraża. Mówi, że zostanie narkomanką i nic z niej nie będzie"
„– Pamiętaj, że przez narkotyki można źle skończyć! Uzależniają, robią wodę z mózgu… – obrażała Kasię moja matka. – Babciu, ja naprawdę niczego nie biorę... – wyjaśniała jej cierpliwie córka. – Tak? No to po co ci ten cudaczny makijaż?”.

Nie było łatwo tolerować fascynację mojej córki subkulturą gotów. Najbardziej jednak bolały mnie opinie innych ludzi. „Jak ty możesz jej na to pozwalać?” – to zdanie słyszałam chyba milion razy. Ludzie patrzyli na moją córę jak na jakieś dziwadło, a mnie z miejsca oceniali jako złą matkę. Zgodziłam się bowiem, aby Kasia miała kilka kolczyków w uszach, farbowała włosy na czarno i mocno się malowała. Podkreślone ciemną kredką oczy, fioletowe albo czarne usta, no i ten prawie zupełnie biały puder na twarzy. Nigdy nie chodziła tak „wystrojona” do szkoły, bo nauczyciele tego nie akceptowali Ale już po lekcjach – zawsze. Nie tylko podczas spotkań z przyjaciółmi, ale także na wszelkich rodzinnych uroczystościach. – Ona wygląda jak jakiś upiór! – wszystkie ciotki wzdrygały się na jej widok i próbowały wpłynąć na moją córkę, aby zaczęła się normalnie ubierać. – Ty to pewnie słuchasz także takiej okropnej muzyki. Mam tylko nadzieję, że nie bierzesz narkotyków! – moja mama była przerażona i brała wnuczkę na spytki. – Pamiętaj, że przez narkotyki można źle skończyć! Uzależniają, robią wodę z mózgu… – tłumaczyła Kasi. – Babciu, ja naprawdę niczego nie biorę – wyjaśniała jej cierpliwie córka. – Tak? No to po co ci ten cudaczny makijaż? – kręciła głową babcia. – Zobaczysz, wyrzucą ją ze szkoły! Niczego w życiu nie osiągnie – straszyły mnie ciotki. – Teraz to się młodym ludziom w głowach przewraca! Za dobrze mają. Za moich czasów to tatuaże mieli tylko więźniowie. I marynarze. A teraz proszę, co drugi wytatuowany na kolorowo – dołączał swoje trzy grosze dziadek, chociaż akurat Kasia, na szczęście, żadnego tatuażu nie miała. Na tych spotkaniach...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj