Nasze dzieci wykorzystują nas do opieki nad wnukami
Adobe Stock, FrameAngel
Prawdziwe historie

„Nasze dzieci nas wykorzystują. Bez przerwy zajmujemy się wnukami, a jesteśmy chorzy i zmęczeni”

Nasze tempo życia jest zbyt wysokie, moja żona jest na skraju wyczerpania. Dzieci jednak nie rozumieją, że potrzebujemy więcej odpoczynku. Są obrażone i wpędzają nas w poczucie winy.

Usiadłem wieczorem na ganku i wciągnąłem w płuca rześkie powietrze. Nie lubię upałów i zawsze czekam, aż nieco zelżeją, za to późne lato i wczesna jesień to moje pory roku! Ciepło, lekki wiaterek, i ten zapach mokrej ziemi. Uwielbiam to!

To rozkoszowanie się wiejskim klimatem przerwał mi dzwonek komórki. Spojrzałem na wyświetlacz – mój syn. W pierwszym odruchu chciałem odebrać, ale wreszcie zignorowałem sygnał.

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Andrzej dzwoni tylko wtedy, gdy czegoś chce

A ja właśnie po to uciekłem na wieś, żeby uwolnić się od zobowiązań, zależności, żeby po prostu być wolnym. Całe życie razem z żoną poświęciliśmy naszym dzieciom – Andrzejowi i Martynie. Najpierw harowaliśmy, żeby spłacić kredyt za mieszkanie, żeby zapewnić im odpowiednie warunki, opłacić obozy i kolonie, wreszcie studia.

Gdy dorośli, pomogliśmy im jeszcze w kupnie mieszkań – na szczęście ja odziedziczyłem jedno po ciotce, więc było nam łatwiej. A potem, kiedy dzieci poszły na swoje i założyły rodziny, a my przeszliśmy na emerytury, to dla odmiany musieliśmy niańczyć wnuki.

Być może gdyby nie choroba Marylki, mojej żony, to nadal żylibyśmy w mieście i spędzali całe dnie na załatwianiu spraw innych. Ale żona w pewnym momencie zaczęła niedomagać.

Chodziliśmy po lekarzach, robiliśmy badania

Diagnoza na szczęście nie była zła – bo już obawiałem się najgorszego – ale lekarz wprost oznajmił, że musimy zmienić tryb życia.

Pana żona jest po prostu zmęczona – powiedział, gdy poprosiłem o rozmowę w cztery oczy. – Ma też lekką nerwicę i osłabione serce. Prawdopodobnie to wszystko na skutek ciężkiej, wieloletniej pracy. Nie wiem, może prowadziliście państwo stresujący tryb życia?

Opowiedziałem mu, jak ono do tej pory wyglądało i jak teraz wygląda, a on tylko pokiwał głową.

– Typowe – stwierdził. – Coraz więcej starszych osób przychodzi do mnie z takimi problemami. Wie pan, jesteście państwo na emeryturze. Ja rozumiem, że chcieliście pomóc dzieciom, że teraz opiekujecie się wnukami. Wiem, jakie są warunki, że ciężko z przedszkolami, że młodzi dużo pracują...

– Spełniamy po prostu swój obowiązek...

– Ale najwyższy czas, żebyście pomyśleli państwo o sobie. Powiem inaczej – jeżeli nic nie zmienicie w swoim życiu, to pana żona może to odpokutować naprawdę ciężką chorobą.

– A co właściwie grozi mojej żonie? – zapytałem ostrożnie, nieco porażony perspektywą ciężkiej choroby.

– Zawał, choroba wieńcowa, wylew – lekarz wzruszył ramionami. – Trudno przewidzieć, ale ona jest bardzo zmęczona i zniszczona stresem i życiem. Musicie państwo zrezygnować z tego pośpiechu.

– No to, co mamy zrobić? – zapytałem bezradnie.

– Najlepiej byłoby wyprowadzić się na wieś – uśmiechnął się lekarz. – A w każdym razie spędzać jak najwięcej czasu w miejscu spokojnym, wśród natury. I na pewno bez pośpiechu i stresu! Odpoczywać, przede wszystkim odpoczywać!

Długo rozmyślałem, zanim wreszcie zdecydowałem się na rozmowę z Marylką.

Wiedziałem, że będzie niechętna radykalnym zmianom

Porozmawiałem też z dziećmi, powiedziałem im, jak wygląda sytuacja. Przejęły się, ale… głównie myślały o sobie.

No to może ty byś się bardziej zajął Filipkiem – zaproponowała moja córka, gdy oznajmiłem jej, że babcia nie może całymi dniami siedzieć z wnukiem.

– Przecież możecie wyjeżdżać na weekendy – stwierdził syn i dodał: – My tylko raz na jakiś czas mamy imprezy czy coś.

Zrozumiałem, że jeżeli zostaniemy w mieście, to niewiele się zmieni.

Do dzieci nie dociera, jak poważna jest sytuacja. Może gdyby Marylka wylądowała w szpitalu, pojęłyby, że nie może tak harować. Ale do tego nie chciałem dopuścić!

– Musimy się wyprowadzić – powiedziałem żonie po przeanalizowaniu wszystkiego. – Lekarz ostrzegł mnie, jak poważny jest twój stan i nie możemy dopuścić, żeby się pogarszał.

– Ale dzieci... – jęknęła. – Jak one sobie poradzą?

– Są dorosłe – zauważyłem. – A jeżeli nic nie zmienimy, to ty się wykończysz albo wylądujesz w szpitalu, a wtedy i tak nie będziesz mogła im pomagać.

– No nie wiem – nie była przekonana.

– Ale ja wiem – przerwałem jej. – Zrobiliśmy dla dzieci już wiele, teraz musimy zadbać o siebie. A zresztą, gdy odżyjemy, poprawi się twój stan zdrowia, to przecież mogą do nas przyjeżdżać. I wnuki będą miały gdzie spędzać wakacje. Nie musimy przeprowadzać się na drugi koniec Polski! Możemy znaleźć jakieś siedlisko blisko miasta, będą mogli wpadać nawet na weekendy.

Miała wątpliwości, ale twardo postawiłem na swoim

Zacząłem szukać jakiegoś przyjemnego domku, koło lasu, niedaleko jakieś wody (bo uwielbiam wędkować), w promieniu nie więcej niż 100 kilometrów od miasta. Okazało się, że ofert jest wiele, zaczęliśmy więc jeździć po okolicy i oglądać domki. Ten od razu przypadł nam do gustu.

Niewielki, parterowy, z możliwością zaadoptowania strychu. Na dole były trzy pokoje, łazienka i kuchnia. Poza tym na podwórku stał garaż, szopa i malutka, letnia kuchnia, którą przy odrobinie starań mogliśmy przerobić na osobny domeczek. Cena nie była wygórowana – po sprzedaży mieszkania zostawało nam jeszcze co nieco na remont i na tzw. czarną godzinę.

Domek Marylce spodobał się na tyle, że przestała się wahać. Od razu zaczęła planować, gdzie posadzi kwiaty, a gdzie warzywa. Odżyła na samą myśl o tym, że będzie miała ogródek! Wiedziałem, że lekarz miał rację – przeprowadzka to genialny pomysł.

Nasze dzieci miały, co prawda, na ten temat inne zdanie

Zaczęły marudzić, że w naszym wieku to głupota, że sami nie damy sobie rady, że jak będziemy potrzebować pomocy, to ich nie będzie. Ale ja dobrze wiedziałem, że chodzi im raczej o to, że nie będą nas mieli pod ręką.

– Aż tak starzy nie jesteśmy – uciąłem więc te dyskusje. – Mam samochód, we wsi jest przychodnia, a 15 kilometrów dalej szpital. A te 80 kilometrów to niecała godzina jazdy, więc zawsze możecie do nas podjechać.

Nie byli zachwyceni naszym pomysłem, ale ja się tym nie przejmowałem. Sprzedałem mieszkanie, zrobiliśmy z Marylką niewielki remont i zaczęliśmy nowy etap w naszym życiu. Lekarz miał rację. Tu czas płynie wolniej, człowiek nigdzie się nie spieszy, a jednocześnie nie narzeka na nudę.

Marylka praktycznie całymi dniami grzebała w ziemi, ja albo sadziłem nowe krzaczki owocowe, albo przekopywałem warzywniak, albo chodziłem na ryby. Wczesną jesienią zaczynały się grzyby – na brak ruchu nie narzekaliśmy, codziennie robiliśmy kilka kilometrów w poszukiwaniu kozaków i prawdziwków. A potem trzeba było jeszcze to wszystko przerobić, ususzyć.

Zajęć mieliśmy mnóstwo, ale życie toczyło się spokojnym trybem

Co widać było i po wynikach mojej żony – kiedy przyjechaliśmy na kontrolę do naszego lekarza, był wręcz zachwycony.

– Gdyby wszyscy pacjenci stosowali się tak do moich zaleceń, nie miałbym co robić – roześmiał się i pogratulował nam odwagi i rozsądku.

Niestety, chociaż mieszkamy tu już dwa lata, dzieci nadal nie zrozumiały, że musimy mieć czas dla siebie. Dzwonią co chwila, pytając, czy nie przyjechalibyśmy na weekend do miasta zająć się wnukami.

– Idziemy na wesele – poprosił kiedyś mój syn. – Przecież nie zabiorę ze sobą Paulinki i Natalki.

– To przywieźcie je do nas – mówiłem. – Przyjedźcie w piątek, w sobotę rano wrócicie, zdążycie wyszykować się na wesele.

Ale dla nich to było za trudne. Kilka razy uległem tym prośbom, pojechaliśmy do nich na weekend zająć się dzieciakami. Ale wreszcie powiedziałem – basta. No bo jak to – my, starzy, mamy siłę, żeby do nich jechać, a oni do nas nie mogą? Droga przecież taka sama! Wystarczy tylko odrobinę dobrej woli!

Właśnie dlatego nie odebrałem teraz telefonu od syna

Jest czwartek wieczór, więc pewnie chce, żebyśmy przyjechali zająć się Filipkiem. Nie wiem, może wypadło im coś rzeczywiście poważnego, ale nie chcę się tym dziś zajmować. Zmęczyłem się pracą w ogrodzie, teraz chcę się rozkoszować chwilą spokoju, ziołową herbatą, wiejskim powietrzem i towarzystwem swojej żony.

Oddzwonię do niego jutro, a zresztą, jeżeli to pilne, to on zadzwoni jeszcze raz. Powoli odzwyczajam się od tego, że telefon rządzi moim życiem, że inni mi mówią, co mam robić. Jestem panem siebie i swojego czasu. Egoistyczne? Raczej rozsądne. 

Przecież nie odmawiam pomocy, po prostu nie będę leciał na łeb, na szyję na każde zawołanie swoich dzieci. Są dorosłe. My w ich wieku już radziliśmy sobie sami. Ja wiem, że teraz są inne czasy, ale najwyższa pora, żeby się jednak usamodzielniły. A poza tym lekarz miał rację – jeżeli mają na nas w jakimkolwiek stopniu liczyć, my musimy odpoczywać. I mam zamiar stosować się do tych porad skrupulatnie!

Ryszard, lat 65

Czytaj także:

Moja siostra straciła ciążę
Adobe Stock, Kittiphan
Prawdziwe historie
„Moja siostra straciła ciążę. Nie doszłoby do tego, gdyby mąż pomógł jej na czas”
Obwiniam szwagra o pijacką bezduszność, ale i obwiniam siebie, że wcześniej nie reagowałam. Może gdybym głośno mówiła, że wszyscy wiedzą o jego piciu, Kamil by się opamiętał? 

W naszej rodzinie nie jest tajemnicą, że mój szwagier pije. Tylko jemu się wydaje, że to skutecznie ukrywa. Kamil jest bowiem ukrytym alkoholikiem. Na przyjęciach rodzinnych trzyma fason i nie tknie wódki ani nawet piwa, wiedząc doskonale, że inaczej „popłynie” i wszystko się wyda. Jest więc wtedy pierwszym orędownikiem trzeźwości, głoszącym wszem i wobec, że alkohol to zło, którego należy się wystrzegać. Poucza wszystkich, że powinni ograniczać picie dla swojego dobra i nie widzi zupełnie, jak bardzo to wszystkich bawi. Kiedyś wuj Krzysztof w końcu go wyśmiał, mówiąc: – Chłopie, wszyscy wiemy, że zaglądasz do kieliszka! – od tej pory szwagier się do niego nie odzywa. Ja do tej pory trzymałam buzię na kłódkę Nie chciałam robić problemów mojej siostrze. Wiadomo, przecież, że to na niej głównie skupiłby się gniew szwagra, gdybym mu zaczęła przygadywać z tym piciem. Zresztą, czy miałam prawo go krytykować, podczas kiedy moja siostra wcale nie reagowała na to, że w jej domu wódka leje się strumieniami? Nie rozumiem postawy Agnieszki. Nie wiem, dlaczego za wszelką cenę ukrywała alkoholizm męża, bo przecież chyba nie sądziła naiwnie, tak jak on, że nikt o tym nie wie. Mimo to szła w zaparte i chociaż doskonale wiedziałam, że nie przyjedzie do mnie na grilla, bo Kamil zapił, to uparcie mi wmawiała, że jej mąż ma kłopoty żołądkowe i tylko dlatego się nie pojawią. – Zostaw go i przyjedź sama – mówiłam wtedy, ale to nie wchodziło w grę. Agnieszka, niczym ta dobra gejsza czuwała przy Kamilu i była na każde jego zawołanie. – Ty nie rozumiesz… Ja po prostu chcę mieć spokój w domu! – powiedziała mi, kiedy jej pewnego dnia wytknęłam, że swoim postępowaniem jeszcze utwierdza męża w piciu. Bo może gdyby mu się postawiła i stwierdziła, że odejdzie, jeśli on nie zacznie się leczyć,...

Kobieta, która jest zmęczona opieką nad dzieckiem
Adobe Stock, Elnur
Prawdziwe historie
„Prawie zdradziłem żonę, ale to jej wina. Po porodzie przestała o siebie dbać, ciągle spała i straciła na mnie ochotę”
„To, że miała dziecko nie oznaczało, że przestała mieć męża! A odkąd została matką, nie poświęcała mi ani sekundy! Kiedy chciałem się pożalić na robotę, zasypiała, kiedy próbowałem się do niej zbliżyć, odsuwała się. Za to dla Franka miała multum czułości i cierpliwości!”.

Ciąża Agnieszki była najlepszą wiadomością w moim życiu. Nie mogłem się doczekać, kiedy zobaczę swoje dziecko! Od kiedy wiedziałem, że to będzie syn, nic tylko planowałem, jakim będę dla niego ojcem. Oczywiście zamierzałem być tatą idealnym!   – Mój ojciec był praktycznie nieobecny w życiu moim i sióstr – powiedziałem do żony. – Nie popełnię jego błędów. Jak tylko mały zacznie chodzić, będę go uczył kopać piłkę i… tańczyć salsę – puściłem oko do Agniechy, bo przecież poznaliśmy się na imprezie latino. – A jak zacznie mówić, będę z nim rozmawiał po angielsku, żeby się osłuchał z językiem, zapiszę go na lekcje gry na gitarze, żeby był popularny w towarzystwie i…   – Zwolnij! – roześmiała się moja żona. – Wszystko po kolei! Przecież to na razie będzie noworodek, będziesz go mógł co najwyżej ponosić po karmieniu, żeby mu się odbiło. Trzy miesiące później wziąłem Franka w ramiona To był moment, w którym poczułem się jak król świata! Mój syn, mój dziedzic, moja krew – powtarzałem sobie, patrząc na tego maleńkiego człowieczka. Kiedy Agnieszka wróciła ze szpitala do domu, wyobrażałem sobie, że od teraz wszystko będzie jeszcze lepiej, niż kiedy byliśmy tylko we dwójkę. W moich marzeniach byliśmy idealną rodziną – my z żoną zakochani jeszcze bardziej niż na początku znajomości, oboje uwielbiający naszego syna, on rosnący w atmosferze miłości, ciepła i bezpieczeństwa.   Agnieszka jednak dość szybko sprowadziła mnie na ziemię.   – Posuń się bliżej do ściany – poleciła mi w łóżku. – Ja śpię od zewnątrz, mały w łóżeczku, ale w nocy muszę mieć miejsce, żeby go kłaść i karmić.   Już pierwsza wspólna noc okazała się koszmarem. Franek budził się na karmienie co dwie godziny. Żona najpierw...

Dziewczyna, która się buntuje
Adobe Stock, gpointstudio
Prawdziwe historie
„Kontrolowałam córkę, bo bałam się, że zostanie nastoletnią matką. Nie sądziłam, że przez to ona i mąż będą mnie okłamywać”
„Nie pozwalałam córce jeździć z jej chłopakiem na wypady. Nie potrafiłam jej zaufać, dlatego, gdy podsłuchałam rozmowę męża z Kaja, zamarłam. Moje dziecko było na koncercie ze swoim chłopakiem, a Patryk o wszystkim wiedział! Jeśli wróci z brzuchem, to będzie jego wina”.

Od kiedy Kaja skończyła trzynaście lat, nasze relacje zaczęły się gwałtownie pogarszać. Córka wiecznie ze mną dyskutowała, podważała moje decyzje i robiła mi na złość, żeby tylko pokazać, jak bardzo jest dorosła. A ja nie mogłam jej przecież odpuścić. Byłam odpowiedzialna za jej wychowanie, edukację i rozwój. Szkoda tylko, że miałam niewielkie wsparcie ze strony jej ojca.   – Po prostu przestań uszczęśliwiać ją na siłę – rzucił mąż, kiedy Kaja ze złością uciekła z rodzinnego pikniku, na który przygotowałam jedzenie, napoje i gry planszowe. – Ma czternaście lat, niekoniecznie chce spędzać niedzielne popołudnia z rodzicami w parku…   – Tak uważasz? – najeżyłam się. – A co z budowaniem więzi? Mamy ją tak po prostu zostawić samej sobie, żeby potem szukała ciepła i uwagi poza domem? Wiesz, jak kończą nastoletnie dziewczyny, którymi rodzice nie poświęcają uwagi? Zadają się z niewłaściwym towarzystwem, uganiają się za chłopkami albo sięgają po narkotyki! – syknęłam.   – Przesadzasz… – westchnął i dokończył pieczone udko kurczaka, którym wzgardziła Kaja.   Nie czułam, bym przesadzała. Za dużo nasłuchałam się historii o dzieciakach, którym rodzice w porę nie postawili jasnych granic i które wylądowały w areszcie, skończyły na odwyku albo na porodówce. Nie zamierzałam dopuścić, żeby nasza jedynaczka zmarnowała sobie życie! Ale im była starsza, tym trudniej mi się z nią rozmawiało. Kaja nie chciała mi opowiadać ani o koleżankach ani o swojej sympatii.   – Rafał to tylko kolega, uczymy się razem – burczała, kiedy starałam się dowiedzieć czegoś o chłopcu przychodzącym do nas kilka razy w tygodniu.   Próbowałam porozmawiać z nią o seksie. Wytłumaczyć jej, że chłopcy...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj