Postanowiłam wychować dziecko sama
Adobe Stock, Rawpixel.com
Prawdziwe historie

„Nie chciał się ze mną ożenić, nawet kiedy zaszłam w ciążę. Postanowiłam wychować dziecko sama i… pożałowałam”

Dałabym wszystko, żeby cofnąć czas. I żeby teraz był przy mnie Bartek. Żałowałam już wcześniej, gdy samotnie wybierałam ubranka dla naszego synka, łóżeczko i wózek. Nocami płakałam i marzyłam, żeby Bartek się do mnie odezwał.

Można się obrażać, unosić dumą i honorem. Tylko co ja z tego dziś mam? Zostałam sama. A uczuć nie da się ot tak, po prostu zmienić. Wciąż kocham Bartka i bardzo za nim tęsknię. Co ja narobiłam!

Jest późny wieczór. Siedzę w fotelu i czekam na Kaśkę. Przed kwadransem do niej dzwoniłam.

– Chyba się zaczęło! – ryknęłam spanikowana w słuchawkę. – Uspokój się, usiądź wygodnie, oddychaj głęboko i zajmij czymś głowę Zaraz będę! – odparła.

Łatwo powiedzieć: uspokój się, zajmij czymś głowę.

Jak przyszła mama może o siebie zadbać? [WYWIAD Z EKSPERTEM]

Przecież ja zaczynam rodzić!

No właśnie, wkrótce zostanę matką. Za kilka, może kilkanaście godzin przyjdzie na świat mój synek. Wiem, że to będzie chłopiec. Wszystko mam już przygotowane. Ubranka, łóżeczko, wózek… Na szafce w przedpokoju czeka niewielka torba z rzeczami do szpitala.

Gdy Kaśka wreszcie dotrze, złapię ją pod pachę i sprowadzi mnie na dół do samochodu. O Boże, jak to dobrze, że ją mam… Inaczej zostałabym z tym wszystkim sama.

Nie dlatego, że tak chciał los, ale przez swój głupi upór.

Bartek i ja…

Przypadkowe spotkanie na imprezie u znajomych, zauroczenie, ognisty romans i wielka miłość. Wspaniały związek pełen ciepła, wzajemnego zrozumienia i tolerancji. Owszem, zdarzały się kłótnie, ciche dni, ale zawsze wracały radość i szczęście. Tak jak po burzy zawsze wychodzi słońce.

Miałam 24 lata, gdy go poznałam. Starszy ode mnie o 10 lat, zaimponował mi powagą i… dorosłością. Moi rówieśnicy myśleli głównie o zabawie, on był poważny i odpowiedzialny. Miał już za sobą nieudane małżeństwo, rozwód. Teraz chciał zacząć nowe życie. I na początku tej swojej nowej drogi natknął się na mnie.

Po pięciu miesiącach znajomości zamieszkaliśmy razem

Moją kawalerkę wynajęliśmy. Niczego nam nie brakowało – mieliśmy siebie, swoją miłość, mieszkanie, pracę. Bartek dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Wiedział, czego chce od życia. Uwielbiał mnie. Zachowywał się tak, jakbyśmy dopiero co się poznali. Kupował mi kwiaty, zapraszał na romantyczne randki.

Dał mi wszystko z wyjątkiem… ślubu. Już na samym początku naszej znajomości uprzedził mnie, że nigdy więcej się nie ożeni, że nie chce mieć dzieci.

– Małżeństwo zmienia ludzi, niszczy miłość – mówił.

Nie wiedziałam, o co mu chodzi, nie rozumiałam go. Ale nie przejmowałam się jego poglądami. Byłam młoda, zakochana, szczęśliwa. Nie zależało mi na papierku. Wtedy wydawało mi się, że formalności nie mają znaczenia. Liczyło się tylko to, że byliśmy razem.

Nie podejrzewałam, że będę miała dziecko

Regularnie brałam przecież pigułki! Gdy więc nie dostałam miesiączki, pomyślałam, że to kłopoty z hormonami, skutki uboczne antykoncepcji. Na wszelki wypadek zapisałam się jednak do ginekologa. Byłam pewna, że tylko potwierdzi moje przypuszczenia i po prostu zmieni lek. A on…

– Jest pani w ciąży, dziewiąty tydzień – oznajmił.

– Słucham? To niemożliwe… Przecież biorę środki antykoncepcyjne. To pewne? – dopytywałam się, bo nie mogłam w to uwierzyć

– Tak się czasem zdarza, a matką będzie pani na sto procent – uśmiechnął się.

Wyszłam z gabinetu oszołomiona. Usiadłam na najbliższej ławce i próbowałam pozbierać myśli. Byłam przerażona. Zastanawiałam się, czy poradzę sobie z wychowaniem maluszka. No i jak zareaguje Bartek. Przecież uprzedzał mnie, że nie chce mieć dzieci, a ja to zaakceptowałam…

Zwlekałam dwa dni. Trzeciego wreszcie zebrałam się na odwagę.

– Jestem w ciąży. I zamierzam urodzić to dziecko – wydusiłam przy kolacji.

Przez chwilę wpatrywał się we mnie zaskoczony.

– W porządku – mruknął wreszcie.

To wszystko. Później unikał tego tematu jak ognia, ale po jakimś tygodniu przyniósł do domu śpioszki dla niemowlaka.

– Myślisz, że mu się spodobają – spytał.

Odetchnęłam.

Zrozumiałam, że pogodził się z tym, że zostanie ojcem

Nigdy nie rozmawiałam z Bartkiem o ślubie. Doskonale pamiętałam, co powiedział mi kiedyś o małżeństwie. Ale teraz sytuacja się zmieniła. Spodziewaliśmy się przecież dziecka. Uznałam, że powinniśmy zalegalizować nasz związek.

Kochanie, kiedy zamierzasz poprosić mnie o rękę? Jak będziesz dłużej zwlekał, nie zmieszczę się w żadną sukienkę – rzuciłam któregoś dnia.

Długo milczał. Patrzył na mnie z poważną miną, aż wreszcie przemówił:

– Kocham cię i będę kochał nasze dziecko. Ale małżeństwo wybij sobie z głowy – wycedził, odwrócił się i zamknął w sypialni.

Choć wszystko się we mnie gotowało, zostawiłam go wtedy w spokoju. Miałam nadzieję, że jak sobie wszystko przemyśli, zmieni zdanie. Nie zmienił. Ani tego dnia, ani następnego. Nie potrafiłam się z tym pogodzić. Naciskałam, prosiłam tłumaczyłam, krzyczałam. Ale on trwał przy swoim.

– Albo ślub albo się rozstajemy – postawiłam ultimatum.

Bartek nawet się nie odezwał.

Spakowałam więc rzeczy i się wyprowadziłam

Nie mogłam postąpić inaczej! zamieszkałam w swojej kawalerce. Dobrze że lokatorom akurat skończyła się umowa najmu, bo nie miałabym dokąd pójść. Nikogo bliskiego nie miałam. Mama nie żyje, a ojciec mieszka na drugim końcu Polski, ma własną rodzinę i kłopoty. Ale wtedy o tym nie myślałam.

Byłam rozżalona i wściekła. Chciałam udowodnić Bartkowi, że poradzę sobie sama. Przez kilka dni po mojej wyprowadzce dzwonił do mnie, prosił, żebym wróciła. Ale ja się uparłam. Wykrzyczałam mu, że nie potrzebuję jego łaski i że nie życzę sobie więcej telefonów. Nie chcę też, żeby przyznawał się do dziecka.

– Dziewczyno, co ty wyprawiasz! Przez głupią ambicję chcesz wszystko zniszczyć? Daj mu czas, poczekaj – tłumaczyła moja przyjaciółka, Kaśka.

– Bartek mnie zawiódł! I nie chcę go więcej widzieć! – wrzasnęłam.

– Będziesz tego żałować – powiedziała.

– Nigdy w życiu! – zaprotestowałam.

To było kilka miesięcy temu.

Teraz siedzę w fotelu, czekam na Kaśkę i… żałuję

Dałabym wszystko, żeby cofnąć czas. I żeby teraz był przy mnie Bartek. Żałowałam już wcześniej, gdy samotnie wybierałam ubranka dla naszego synka, łóżeczko i wózek. Nocami płakałam i marzyłam, żeby Bartek się do mnie odezwał.

Raz nawet do niego zadzwoniłam, ale włączyła się automatyczna sekretarka. Wstydziłam się zostawić wiadomość. Co miałam powiedzieć? Że przepraszam, że nie miałam racji? Prosić, żeby wrócił? Słyszę szczęk klucza w zamku. Jest Kaśka! Z trudem gramolę się z fotela.

– Gotowa? – słyszę.

Znam ten głos. Ale to przecież niemożliwe, chyba mam jakieś omamy.

– Bartek? – przecieram oczy. – Skąd się tu wziąłeś? I gdzie jest Kaśka? – pytam.

Kaśki nie ma, jestem ja. Może być? – uśmiecha się.

Pewnie, że może! Wciskam mu pod pachę torbę z rzeczami i opieram się na jego ramieniu. Kiedy będzie już po wszystkim, zadzwonię do Kaśki. I jej podziękuję. 

Urszula, lat 27

Czytaj także:

Dziewczynka, która ćwiczy karate
Adobe Stock, Алина Бузунова
Prawdziwe historie
„Córka obroniła słabszego kolegę. Jego rodzice mówili, że to wstyd, że >>baba<< broni chłopaka”
„Mąż postanowił, że wychowa córkę na energiczną, niezależną kobietę, która będzie potrafiła decydować o swoim losie i nie da się zamknąć w czterech ścianach. Dlatego zapisał ją na karate i powtarzał jej, że dziewczynki wcale nie są gorsze od chłopców. Jednak nie każdy uważa tak samo”.

Mój mąż przywiózł Basię ze szkoły i powiedział:   – Ona dzisiaj jest jakaś niewyraźna… Chyba jej nie wezmę na trening.   – Co się dzieje? Ma gorączkę? – zapytałam.   – Nie, nie wydaje mi się. Ale jest jakaś taka osowiała, smutna… Pytałem, czy coś ją boli, ale mówi, że nie.   – Pójdę do niej, zobaczę.   Weszłam do pokoju córki. Leżała na łóżku i czytała jedną ze swoich ulubionych książek.    – Co się dzieje? Wszystko w porządku? – zapytałam.   – Tak, a co?   – Tata mówi, że jakoś dziwnie się zachowujesz. Coś ci dolega?   – Zmęczona jestem…   – Chcesz iść na trening?   – Nie, dzisiaj na pewno nie.   Rozejrzałam się. Wszędzie pełno było plakatów karate. Na krześle wisiało kimono, a w sportowej torbie leżały rękawice do boksowania. Na biurku stała figurka japońskiego wojownika. To była największa pasja naszej córki – sztuki walki.    Mąż zapisał ją na treningi karate, gdy skończyła pięć lat. Chciał, żeby nabrała wigoru, wzmocniła się psychicznie i nauczyła bronić. Postanowił, że wychowa ją na energiczną, niezależną kobietę, która będzie potrafiła decydować o swoim losie i nie da się zamknąć w czterech ścianach. Dlatego też ciągle jej powtarzał, że dziewczynki wcale nie są gorsze od chłopców, że mogą robić w życiu, co tylko chcą. Tłumaczył, że jeśli zapragnie, może polecieć w kosmos, podbijać świat. Może spełniać swoje marzenia. Karate miało dać jej siłę, by w to uwierzyła.   – Co się dzieje? Przecież wiesz, że mamie możesz powiedzieć wszystko… – zachęcałam ją.   – Nic mi nie jest. Chcę poleżeć…   Jeszcze raz sprawdziłam jej czoło, popatrzyłam w oczy i...

Kobieta, krtóra martwi się o córkę
Adobe Stock, Martinan
Prawdziwe historie
„Dla męża i córki odeszłam z pracy, a ten drań zostawił nas dla kochanki. Przez niego zostałyśmy bez grosza przy duszy”
„Obwiniałam męża i cały świat za swoje niepowodzenia. Rozumiem, że ze mną nie chciał mieć nic wspólnego. Ale jak mógł zapomnieć o Oli? Przez niego zrezygnowałam z pracy, a teraz co? Zostałam bez grosza przy duszy”.

Nie każdy mężczyzna nadaje się do małżeństwa. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Nie każdy mężczyzna nadaje się na ojca. O tym przekonało się moje dziecko. Mariusz, mój były już mąż, zostawił mnie i naszą pięcioletnią córeczkę. Okej, rozumiem, że ze mną nie chciał mieć nic wspólnego. Ale jak mógł zapomnieć o Oli? Nie potrafiłam tego ani pojąć, ani wybaczyć.   Odejście Mariusza wiązało się ze znacznym pogorszeniem naszej sytuacji życiowej. Zostałyśmy praktycznie bez grosza, nie licząc marnych alimentów, których i tak musiałam się domagać przez komornika. Próbowałam znaleźć pracę, która nie kolidowałaby z opieką nad Olą, ale nie było to łatwe. Pozostawienie pięciolatki samej w domu do późnego wieczora nie wchodziło w grę. Sporadycznie pomagali mi rodzice, bo teściowie też zapomnieli o istnieniu synowej i wnuczki.   Z zazdrością patrzyłam na sąsiadkę Izę, która jako samotna matka dwójki pociech jakoś nie narzekała na problemy finansowe. Zawsze uśmiechnięta, zadowolona, ładnie ubrana, a ostatnio kupiła nawet używany samochód. Stary, bo stary, ale jeździł. Jakim cudem? Przecież z tego, co wiedziałam, jej nikt nie pomagał. Dorabiała sobie jako dama do towarzystwa czy co? Przychodziły mi takie myśli do głowy, bo byłam zazdrosna i zła, że jej się udaje, a mnie nie. Byłam rozgoryczona tym, że Mariusz nas zostawił i wściekła na samą siebie, że uległam jego namowom i po narodzinach Oli zrezygnowałam z pracy.   – Zostań w domu z dzieckiem, tak będzie najlepiej dla wszystkich – przekonywał.   Akurat! Głupia ja. Gdybym nie zrezygnowała, mogłabym po macierzyńskim wrócić do pracy, może udałoby mi się coś odłożyć… Ech, szkoda gadać! Miałam nadzieję, że gdy mała podrośnie i stanie się bardziej samodzielna, w końcu znajdę jakieś zajęcie. No ale do tego czasu musiałyśmy za coś...

Młoda mama z córką
Adobe Stock, very_ulissa
Prawdziwe historie
„Zaszłam w ciążę mając 16 lat, a ojciec dziecka się ulotnił. Gdyby nie moi rodzice, oddałabym córkę do adopcji”
„Ktoś by powiedział: patologia. Ale nie byłam z żadnej patologii. Choć początkowo nie było łatwo, dziś niczego nie żałuję. Gdyby nie moi cudowni rodzice, nie dałabym sobie rady. Sama byłam przecież jeszcze dzieckiem, przerażoną, naiwną smarkulą. Zyskałam wspaniałą córkę i przyjaciółkę”.

Urodziłam moją Kasię w wieku szesnastu lat. Ktoś by powiedział: patologia. Ale nie byłam z żadnej patologii. Tak się stało i już. Choć początkowo nie było łatwo, dziś niczego nie żałuję. Gdyby nie moi cudowni rodzice, nie dałabym sobie rady. Zapewne oddałabym Kasię do adopcji, zostawiła w szpitalu, albo, co jeszcze gorsze, próbowała usunąć ciążę. Sama byłam przecież jeszcze dzieckiem, przerażoną, naiwną smarkulą. Ojciec Kasi był ode mnie dwa lata starszy, ale też nie miał pojęcia o życiu ani o wychowaniu dziecka. Poza tym jego rodzice nie bardzo pragnęli, żeby się w to wychowanie angażował. Miał studiować prawo, robić karierę, a nie zajmować się zmienianiem pieluch.   – Nie chcę tego dziecka! – płakałam w domu – nie dam sobie rady, nie potrafię.   Mama spokojnie tłumaczyła, że oni we wszystkim mi pomogą.   – Do końca życia byś żałowała, gdybyś zdecydowała się na aborcję – powtarzała cierpliwie.   Wtedy miałam do niej żal, zarzucałam jej, że nie myśli o mnie, tylko o tym dziecku. Dziś wiem już, jaka ta moja mama była mądra, dobra, kochana. Kiedy czytam czasem w gazetach albo oglądam w telewizji zwierzenia dziewczyn, które w młodym wieku zaszły w ciążę i ojciec lub matka wyrzucili je z domu, wydaje mi się to niepojęte. Wtedy dopiero zdaję sobie sprawę, jakie szczęście miałam w życiu, że urodziłam się w takiej właśnie rodzinie, jak moja.   Kiedy Kasia przyszła na świat, nie miałam pojęcia, jak się nią opiekować, bałam się wziąć na ręce takie maleńkie, kruche ciałko. I znowu to mama przeprowadziła mnie przez pierwsze miesiące życia mojej córeczki. To ona nauczyła mnie ją kochać. Dzięki rodzicom i ich pomocy zdałam maturę, a kiedy Kasia poszła do przedszkola, ja zaczęłam studia. Zaoczne, ale jednak. Okazało się, że pierwszy mąż tylko udawał, że...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj