Kobieta w ciaży
Adobe Stock, BGStock72
Prawdziwe historie

„Nie chciałam tego dziecka i byłam wściekła, że mąż mnie zmusił do porodu. To dzięki córce wykryto u mnie poważną chorobę”

„Gdy zaszłam w ciążę, myślałam, że moje wygodne życie się kończy, a zaczyna koszmar. Teraz wiem, że to było błogosławieństwo. Nie chciałam tego dziecka, ale los sprawił, że to właśnie ono być może uratowało mi życie, a na pewno zdrowie”
Dwa lata temu rozwiodłam się z mężem i zostałam sama z szesnastoletnim synem. Ślubny zostawił nam mieszkanie i meble. Wziął tylko rzeczy osobiste i pewnego dnia przeprowadził się do innej. Zabolało mnie to, ale chyba bardziej z powodu urażonej dumy niż zranionych uczuć. To ja powinnam była zostawić drania, który już w dniu naszego ślubu zaczął oglądać się za innymi. Ale o tym dowiedziałam się dopiero po osiemnastu latach małżeństwa. Doniosła mi o tym „życzliwie” koleżanka, która, jak się potem okazało, zrobiła to, by zemścić się na moim mężu. Za co? Za to, że ją uwiódł, a potem porzucił dla innej. Nieźle, co?
 
Rozwód był przykrym doświadczeniem. Dobrze przynajmniej, że dostałam go szybko, bo już po dwóch rozprawach, ale i tak czułam się podle. Upokorzona i odarta z prywatności. W końcu jednak, po kilku tygodniach, odzyskałam spokój. Dotarło do mnie, że wreszcie jestem wolna i jedyne, co powinnam teraz robić, to się tą wolnością cieszyć. Alimenty na syna wystarczały, żeby opłacić mu prywatne liceum, o którym marzył. Poza tym miałam 38 lat, dobrą pracę i czułam się całkiem młodo.

Postanowiłam odreagować. W granicach rozsądku, rzecz jasna. Zaczęłam częściej zaglądać do kosmetyczki i fryzjera. Wreszcie mogłam wyjeżdżać tam, gdzie chciałam, i nie musiałam zgadzać się na kompromisy. Koleżanki twierdziły, że zaszła we mnie pozytywna zmiana. Stałam się weselsza, pewna siebie i przebojowa. A pewnego dnia poczułam nawet, że mam ochotę na podryw… „Mój mąż przez tyle lat sobie nie żałował, to teraz zaszaleję ja!” – myślałam. 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Nie jestem typem imprezowiczki…

Niestety dość często moje plany związane z dobrą zabawą i różnego rodzaju szaleństwami niweczyły silne bóle głowy, które niemal zwalały mnie z nóg. Lekarze zgodnie twierdzili, że to migreny. Rzeczywiście, po kilku dniach spokojnego leżenia i łykania proszków przeciwbólowych ból mijał. Może dlatego w pewnym momencie wmówiłam sobie, że „taka moja uroda” i nauczyłam się z tym żyć. 
 
Z podrywaniem mężczyzn też nie szło mi tak, jak to sobie wcześniej wyobrażałam. Szybko okazało się, że żaden ze mnie wamp – i już w pierwszym mężczyźnie, którego poznałam po rozwodzie, zakochałam się bez reszty. Poznaliśmy się u fryzjera. Ja byłam tam stałą klientką, a on wpadł odwiedzić siostrę – właścicielkę zakładu. Akurat chwilowo w lokalu zabrakło prądu, więc Michał usiadł w fotelu obok i zaczęliśmy rozmawiać. Spodobał mi się. Przy wyjściu spytałam więc wprost, czy nie poszedłby ze mną na kawę. No i tak to się zaczęło…
 
Rok później Michał oświadczył mi się, a ja zgodziłam się wyjść za niego za mąż. Kiedy ustalaliśmy datę ślubu, powiedziałam mu szczerze, że nie chcę mieć już więcej dzieci. Zamierzałam sobie pożyć, a nie znowu bawić się w pieluchy. Poza tym zbliżałam się do czterdziestki, a to już jest granica, po przekroczeniu której ryzyko urodzenia chorego dziecka jest, jak dla mnie, zbyt duże. Michał mnie rozumiał i nigdy nie naciskał na to, żebym zmieniła zdanie. W tej kwestii mieliśmy więc jasność.

 

Jakież było moje zaskoczenie, gdy rok później dowiedziałam się od lekarza, że jestem w ciąży – mimo że stosowaliśmy z Michałem zabezpieczenia! Widać nie bez przyczyny każdy sposób oceniany jest jedynie na 99 procent… 
Chciałam przerwać ciążę, ale Michał stanowczo się temu sprzeciwił. I nie chodziło mu tylko o dziecko, ale i o mnie.
 
– W końcu ciąża to dla kobiety zastrzyk hormonów, które czynią ją młodszą – argumentował. – A dziecko, to zawsze jest cud… – rozmarzył się. 
 
– Tak, cud – wpadłam mu w słowo – który rozwrzeszczany i obsmarkany nie daje matce spać po nocach.
 
– Obiecuję, że będę dbał o maleństwo i wstawał do niego w nocy.
 
– Dlaczego do niego, a nie do niej?
 
– Racja, dziewczynkę też pokocham!
 
Spieraliśmy się jeszcze jakiś czas na ten temat. Przekonywałam Michała, że jestem już za stara na dziecko, że nie mam siły. Ale mąż obalał każdy mój argument i wciąż zapewniał, że będzie zmieniał maluchowi pieluchy, mył go i tak dalej. Obiecał wziąć na siebie większość przykrych obowiązków i przekonywał, że da sobie radę. No i w końcu uległam. Nie byłam na sto procent przekonana, czy dobrze robię, ale zgodziłam się urodzić to dziecko. 
 
Osiem miesięcy później krzyczałam na sali porodowej: „Nie!!!”. Boże, jak ja wtedy bardzo żałowałam podjętej decyzji. Miałam ochotę gołymi rękami udusić Michała za to, że mnie namawiał. Ale kiedy lekarz położył mi na piersi małą Elżunię, to rozryczałam się jak bóbr. Ze szczęścia. 
 
Zapewniam was jednak, że ów płacz szczęścia był chwilowy. Kiedy bowiem wróciłam do domu i pomyślałam, co czeka mnie przez najbliższe lata, to też się rozpłakałam. Tym razem ryczałam ze złości, że dałam się mężowi wpuścić w taki kanał. Ale cóż robić, jak mawia mój tata, trzeba zakasać rękawy i do roboty.
 
Na szczęście Michał należy do facetów, którzy nie tylko obiecują, ale również dotrzymują danego słowa. Nie ukrywam, że pewnego dnia zrobiło mi się go nawet żal, gdy po nieprzespanej nocy, słaniając się na nogach, szedł do roboty (do której zresztą i tak był już spóźniony). Nie chciałam go jednak wyręczać w obowiązkach. „To są konsekwencje twoich decyzji, kotku” – myślałam w duchu.

Gdyby nie Elżunia, dziś pewnie byłabym kaleką

Elżunia chowała się świetnie. Była wręcz wzorowym dzieckiem. Grzecznym, pogodnym i cichutkim. Jakby całą sobą próbowała pokazać mi, że warto ją kochać. Mimo jej ewidentnych zalet, jak również mężowskiej pomocy, ja nadal żyłam w przekonaniu, że jest mi źle i że nie powinnam była godzić się na to późne macierzyństwo. 
 
Utwierdził mnie w tym przekonaniu dzień, gdy moja mała córeczka, biegnąc w moje ramiona, palnęła mnie głową w czoło niczym taranem. Musiałam zemdleć, kiedy bowiem otworzyłam oczy, zorientowałam się, że leżę na podłodze. Zobaczyłam też nad sobą wystraszony wzrok męża i zapłakaną buzię Elżuni.
 
– Nic ci się nie stało? – Michał miał nietęgą minę.
 
– Nie wiem – z trudem usiadłam.
 
Sekundę później syknęłam z bólu. Za prawą gałką oczną poczułam przejmujący ból. Miałam wrażenie, że ktoś włożył dłoń do mojej czaszki i teraz stara się przemocą wypchnąć moje oko na zewnątrz. Ból przeszedł po kilku minutach. Jednak następnego dnia dopadła mnie migrena, która tym razem nie zamierzała ustąpić. Po kilku dniach cierpień mąż zawiózł mnie do lekarza. Na szczęście trafiłam na doświadczonego specjalistę. Obejrzał mnie, wysłuchał, po czym skierował na rentgen kręgów szyjnych.
 
Tydzień później lekarz obejrzał kliszę i stwierdził, że z moim kręgosłupem coś jest nie tak. Skierował mnie do ortopedy, a ten, by mieć całkowitą pewność, nakazał zrobienie tomografii głowy i kręgów szyjnych. Poradził też, abym zrobiła to badanie prywatnie, gdyż najbliższy wolny termin w przychodni jest dopiero za siedem miesięcy.
 
Badanie wykazało, że mam wybity jeden z kręgów szyjnych. Dowiedziałam się, że mogę poczekać na państwową operację (minimum rok). Lojalnie uprzedzono mnie jednak, że jeśli zdecyduję się czekać, muszę liczyć się z tym, że zostanę całkowicie sparaliżowana, bo uszkodzenie kręgu szyjnego może nieoczekiwanie się pogłębić. 
 
Drugą możliwością była operacja w klinice prywatnej, zabieg miał kosztować, bagatela, 20 tysięcy! Zakręciło mi się w głowie od tej sumy, ale po naradzie z mężem doszliśmy do wniosku, że nie mogę czekać i musimy zdobyć te pieniądze. Zwróciłam się do krewnych, poprosiłam ich o pomoc. Nie było mi łatwo to zrobić, ale nie miałam innego wyjścia, byłam przyparta do muru. Na szczęścia bliscy wykazali zrozumienie dla mojej sytuacji i wsparli nas aż sześcioma tysiącami. Resztę sumy dołożyliśmy z oszczędności odłożonych na czarną godzinę.  
 
Jak się potem okazało, postąpiliśmy bardzo słusznie. Moja kontuzja była tak poważna, że z pewnością nie doczekałabym państwowej operacji i zostałabym kaleką. Co więcej, wyszło na jaw, że bóle głowy, które lekarze uznawali za migrenowe, w rzeczywistości pochodziły od rdzenia, na który coraz mocniej naciskał zdeformowany krąg szyjny.
 
– Gdyby nie pani córeczka, nie odkryłaby pani tego schorzenia i najpewniej została kaleką do końca życia – powiedział ortopeda. – Proszę jej podziękować, to był dla pani ostatni dzwonek,
 
Nie chciałam tego dziecka, ale los sprawił, że to właśnie ono być może uratowało mi życie, a na pewno zdrowie. 

Aniela, 44 lata
 

Czytaj także:

Chcę poznać swoje wnuki
Adobe Stock, Syda Productions
Prawdziwe historie
„Syn nigdy mi nie wybaczył, że wyrzuciłem go z domu. Marzyłem o poznaniu swoich wnuków, ale tylko żona miała z nimi kontakt”
Nie zjawił się już do domu, a kontakt utrzymywał tylko z matką i bratem. Rzucił studia, wyjechał za granicę. Wiedziałem o tym, bo Maria mi to kiedyś wypomniała, w kolejnej sprzeczce.

Dziewięć lat temu mój starszy syn powiedział, że nie chce mnie już nigdy więcej widzieć. Rozumiem go. Tak bardzo chciałbym cofnąć czas, aby móc naprawić swój błąd. Gdy Maria powiedziała mi, że Adam chce ze mną rozmawiać na Skypie, w pierwszej chwili pomyślałem, że kpi sobie ze mnie. Ale ona stała w progu naszego pokoju i patrzyła na mnie poważnymi, smutnymi oczami. – Naprawdę? – spytałem nieswoim głosem, bo trudno mi było w to uwierzyć. – Naprawdę – żona skinęła głową. Podniosłem się z wersalki, minąłem ją i wolno ruszyłem do dużego pokoju. W ciągu tych kilkudziesięciu sekund w drodze do komputera, przed oczyma stanął mi tamten wieczór, kiedy to widziałem Adama po raz ostatni. Niewiele pamiętałem z tamtych chwil, tyle tylko, co z opowieści żony Byłem przecież wtedy pijany, najzwyklej w świecie uchlany prawie do nieprzytomności, zresztą, jak prawie każdego wieczoru w tamtych latach. Prowadziłem wtedy własny biznes, duży warsztat samochodowy. Zatrudniałem kilka osób, interes dobrze się kręcił, trzymałem wszystko twardą ręką, na brak klientów i kasy nie narzekałem. A że moja robota wymagała nerwów i stałej uwagi, no to cóż w tym dziwnego było, że pod wieczór wpadałem do baru na szklaneczkę albo i dwie. Stać mnie było, za swoje piłem, odstresować się musiałem . Nie podobało się to moje popijanie żonie, wiadomo, jak to kobieta, zawsze znalazła powód do burczenia. A że ja nie pozostawałem jej najczęściej dłużny, więc awantury były u nas na porządku dziennym. Co mi tam baba miała jeździć po głowie, ja utrzymywałem dom, na wszystko sam robiłem, synowie kształcili się, obaj na studiach już wyższych byli, więc nie miała się czego czepiać. Ale ona wymyślała mi od pijaków, spokoju nie dawała, gdy wracałem wieczorami, no to za swoje dostawała. A...

Niania wynosiła dziecko do innego pokoju, kiedy zaczynało płakać
Adobe Stock, Firma V
Prawdziwe historie
„Nasza niania gadała przez telefon, zamiast zajmować się dzieckiem. Kiedy zaczynało płakać, wynosiła je do innego pokoju!”
Mały pełzał po podłodze i zbierał do buzi wszystkie śmieci. Najciekawszy był moment, gdy niania ubrudziła koła spacerówki ziemią z doniczki i przestawiła wózek w drugą stronę, żeby wmówić nam, że byli na spacerze!

Tak się cieszę, że los postawił na mojej drodze panią Helenkę. Gdyby nie ona, już chyba nigdy nie zostawiłabym swojego dziecka pod czyjąś opieką. Nie po tym, co nas spotkało! Weszłam do budynku szkoły i usłyszałam znajomy gwar. Trwała właśnie przerwa. Uczniowie biegali po korytarzu. Dziewczynki siedziały na ławce i oglądały jakąś młodzieżową gazetę. – Dzień dobry! Kiedy wraca pani do pracy? – usłyszałam za plecami znajomy, dziewczęcy głos. Obejrzałam się. To była Iwonka z piątej klasy, jedna z moich ulubionych uczennic. – Dzień dobry, Iwonko, wrócę w przyszłym miesiącu albo dopiero po feriach zimowych, jeszcze nie wiem dokładnie – wyjaśniłam. – Super, nie możemy się doczekać – ucieszył się Michał, największy łobuziak. – A dzidziuś zdrowy? – spytał. – Tak, na szczęście nie choruje i ładnie się rozwija – powiedziałam. W tamtej chwili byłam już pewna, że chcę wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim Lubiłam moich uczniów. Oni także dawali mi sporo dowodów sympatii. Brakowało mi kontaktu z nimi. Mój dyrektor też zachęcał mnie do powrotu. Pozostał tylko problem opieki nad synkiem . W naszym miasteczku nie ma żłobka. Nie mamy też z mężem żadnej babci do pomocy. Moja mama nie żyje, a rodzice męża mieszkają na drugim końcu Polski. – Wynajmiemy nianię, a ty wrócisz do szkoły, skoro tak bardzo tęsknisz za pracą – stwierdził Marek, mój mąż. Łatwo powiedzieć, ale żadne z nas nie znało odpowiedniej osoby, która mogłaby i chciałaby zajmować się naszym największym skarbem. – Popytam znajomych, może nam kogoś polecą – obiecał mąż. – Marek, ale ja się boję oddać dziecko pod opiekę obcej osobie – martwiłam się. – A jeśli trafimy na jakąś wariatkę? – Kochanie, nie przesadzaj, jesteś chyba troszkę...

Nie płaciłam alimentów, moje dziecko mnie nie interesowało
Adobe Stock, gpointstudio
Prawdziwe historie
„Migałam się od alimentów, moje dziecko mnie nie interesowało. Ale spotkało mnie coś, co zmieniło wszystko”
Jeszcze nie było za późno, żeby to wszystko zmienić. A przede wszystkim, żeby zmienić siebie, żebym nie była dla mojego dziecka nigdy tylko wspomnieniem.

Czy jestem dobrym człowiekiem? Uważałam, że nie. Ale jeden dzień, jedno zdarzenie – ta mała dziewczynka i jej biedny ojciec... – to sprawiło, że już nic nie będzie takie samo. Wściekła jak diabli, szybko zbiegałam po schodach. Musiałam odetchnąć świeżym powietrzem, jeszcze chwila, a udusiłabym się w tej umieralni. Zatrzymałam się na moment przed bramą, uniosłam głowę, patrząc w okna tej szarej kamienicy. I przysięgłam sobie, że byłam tu dzisiaj po raz ostatni. Żadna siła mnie nie zmusi, żebym przyszła tu jutro To nie było dla mnie – praca w tym dziecięcym hospicjum. Dla mnie rozrywkowej kobiety, dla której największym jak dotąd problemem było, gdzie iść się zabawić i z kim. A tu proszę, jak na ironię losu, ten ciul sędzia zamienił mi grzywnę na nakaz pracy. I to takiej, która miała służyć społecznemu dobru. No, bo przed sądem wyszła jeszcze sprawa tych alimentów i ten stary piernik – sędzia – nie miał dla mnie litości. Zalegałam z alimentami dla mojej córki , no i fakt, nie kwapiłam się za bardzo do żadnej normalnej roboty. Bo Justynce niczego nie brakowało, pod czułym okiem jej tatusia i dziadków. Nie potrzebowała ani mnie, ani tym bardziej mojej kasy. A dla nich, majętnych sklepikarzy, co tam znaczyło te parę setek, jakie sąd zasądził ode mnie. Dla mnie to była kupa szmalu i wcale nie byłam taka prędka, żeby go oddawać tym nadętym bufonom, to znaczy mojemu byłemu i jego starym. Łapałam jakieś fuchy i się żyło, zresztą kolesie zawsze ratowali w potrzebie . Ale ostatnio coś nie miałam fartu, po rozróbie w dyskotece dostałam zawiasy i grzywnę, no i sama nie wiedziałam jak, ale sąd dopatrzył się tych moich zaległych alimentów. Już bym wolała to odkiblować, ale nie, tak łatwo nie było. Dostałam nakaz pracy, no i trafiłam do tego hospicjum dla dzieci Myślałam, że będę mieć robotę jak...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj