Dziecko, które płacze
Adobe Stock, pololia
Prawdziwe historie

„Przez sąsiadkę moja córeczka wylądowała w szpitalu. Ta durna baba się opiła i nie potrafiła upilnować rocznego dziecka"

„Dopiero w szpitalu wyszło na jaw, że Zofia jest alkoholiczką. Przez nią Natalka mogła się zabić! Jest jednak spore ryzyko, że uraz mózgu spowodowany upadkiem będzie miał wpływ na rozwój mojej córeczki. Mam nadzieje, że Zośka słono za to zapłaci"
Byłam chyba najszczęśliwszą kobietą na świecie, gdy z hałaśliwego blokowiska przeprowadzaliśmy się do własnego domu w podpoznańskiej wsi. Nareszcie mieliśmy dużą kuchnię z oknem, jadalnię, słoneczny salon, no i śliczną sypialnię z osobną łazienką. Obok sypialni urządziliśmy pokoje dzieci; czteroletniego Kacperka i niespełna rocznej Natalki. 
 
Co więcej, po latach anonimowości na wielkim osiedlu, zamieszkaliśmy w miejscu, gdzie sąsiedzi lubią się i wspierają nawzajem. Zenek i Zosia, młode małżeństwo dzielące z nami płot, przez wiele miesięcy doglądali naszej budowy, podczas gdy my pracowaliśmy w mieście.

Wystarczyło, że majster popił z ekipą budowlaną, a Zenek już dzwonił do Jarka z informacją. Zosia podlewała nasze tuje i świerki, bo założyliśmy ogród zaraz po kupieniu działki. Podczas przeprowadzki też mogliśmy na nich liczyć…
 
– To ja już się dziś pożegnam – powiedział Zenek, gdy wnieśli z Jarkiem wszystkie meble i kartony. – A zaraz przyślę tu żonkę, to pomoże ci się rozpakować, Joasiu. 
 
– Dzięki wielkie, sąsiedzie – powiedział Jarek i podał mu rękę. 
 
– W sobotę zapraszamy was na parapetówkę, musimy przecież uczcić naszą przeprowadzkę. 
 
– Dzięki, przyjdziemy z przyjemnością – obiecał. 
 
Kilka minut później przyszła Zosia. Akurat byłam pochłonięta wypakowywaniem naczyń kuchennych, poprosiłam więc sąsiadkę, żeby spróbowała uśpić Natalkę. Krzątając się, myślałam o tym, jakie mam szczęście. Własny dom, kochający mąż, zdrowe dzieci… Z rozmyślań wyrwał mnie głos Zosi. 
 
– Joasiu, a z kim zostawisz dzieci, jak będziesz chciała wrócić do pracy? – spytała. 
 
– Kacperka będziemy wozić do przedszkola, ale dla Natalki muszę znaleźć nianię – wyjaśniłam. – Właśnie, może znasz jakąś kobietę z okolicy, która lubi dzieci i chciałaby zarobić parę groszy? 
 
– Znam – roześmiała się sąsiadka. – Ja bardzo lubię dzieci i nie mam stałej pracy – powiedziała. 
 
– Och, Zosiu! nie wiem, jak ci dziękować! Naprawdę tacy sąsiedzi to skarb! – ucieszyłam się, bo problem opiekunki już miałam z głowy. 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Naszej niani właściwie nie miałam nic do zarzucenia

Sąsiadka została do późnego wieczoru i pomogła mi rozpakować pozostałe kartony. W ostatnim znalazła zawartość naszego barku. 
 
– A co to? – zawołała, patrząc na butelkę z domową cytrynówką. 
 
– Napijemy się? Zrobiłyśmy kawał dobrej roboty, dzieci już śpią, możemy się zrelaksować przy lampce cytrynówki – zaproponowałam. 
 
Zosi tak posmakowała nalewka, że posiedziała u nas do północy. Opowiadała różne ciekawostki z życia mieszkańców, tłumaczyła, gdzie najtaniej zrobić zakupy, gdzie są najlepsze zakłady fryzjerskie. Po raz pierwszy zaniepokoiło mnie jej zachowanie podczas parapetówki. Zosia po prostu się upiła i zaczęła się zachowywać trochę żenująco. 
 
Było kilkanaście osób i zwłaszcza mężczyźni trochę się wstawili, jednak tylko sąsiadka się upiła.  Najpierw opowiadała jakieś bzdury, chichocząc przy tym tak, że nie można jej było zrozumieć. Potem tańczyła, a na koniec dostała czkawki i torsji. Zenek ledwie zdążył ją wyprowadzić do łazienki. 
 
– Za dużo wypiła, zdarza się – usprawiedliwiałam ją przed gośćmi.
 
Następnego dnia wieczorem sąsiadka przyniosła mi na przeprosiny piękną begonię w doniczce. 
 
– Bardzo mi wstyd za moje zachowanie – powiedziała. – Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, te koktajle były takie pyszne, a potem jeszcze spróbowałam wina, a mało jadłam, bo jestem na diecie…
 
 – Dobrze już dobrze, tylko nie pij, jak będziesz się opiekować Natalką – żartowałam, grożąc jej palcem. 
 
– No co ty, przecież nie jestem jakąś pijaczką! Zresztą urwałabyś mi głowę, gdybym zaniedbała twoją córcię – powiedziała, pochylając się z czułością nad wózkiem.

Natalka skończyła właśnie dziesięć miesięcy, gdy wróciłam do pracy

Zosia przychodziła codziennie rano o siódmej. Wtedy wychodziliśmy; mąż odwoził mnie na przystanek kolejki podmiejskiej, synka zostawiał w przedszkolu i jechał do pracy. W sumie byłam zadowolona z niani. Zosia to młoda, wesoła dziewczyna, wręcz tryskała pomysłami na zabawę z dzieckiem. Czasami tylko córka miała odparzoną pupę albo płakała nie wiadomo dlaczego, ale przecież małe dzieci tak mają…
 
Któregoś wróciłam z pracy, a Zosia chodziła, zataczając się lekko. 
 
– Przepraszam, ale mam taką migrenę, że ledwo trzymam się na nogach – wyjaśniła. – Nawet leki nie pomagają, kręci mi się w głowie. 
 
– Ojej! Trzeba było do mnie zadzwonić, wróciłabym wcześniej z pracy – powiedziałam przejęta. 
 
Dlaczego wtedy jej uwierzyłam? Dlaczego niczego nie podejrzewałam? Cóż, była naszą sąsiadką, ufałam jej.
 
Córeczka miała rok i uczyła się stawiać pierwsze kroki, gdy zdarzył się ten okropny wypadek. Pamiętam, byłam w pracy, gdy zadzwonił do mnie Zenek. 
 
– Joasiu, stało się coś strasznego! Natalka spadła ze schodów! – powiedział przejęty. 
 
– Jak to spadła?! Dlaczego?! Co jej jest?! – dopytywałam się.
 
– Zosia nie zdążyła jej zatrzymać, mała uciekła… Wezwałem karetkę, zabrali małą do szpitala, wszystko pod kontrolą! – tłumaczył.
 
Do szpitala zawiózł mnie kolega z pracy. Po chwili przyjechał Jarek. Był wściekły i przerażony, tak jak ja. 
 
– Jak to się stało?! Czy ta Zośka spała czy co?! – dopytywał. – Mała jeszcze nie biega, dopiero uczy się chodzić, a schody zawsze były zabezpieczone bramką! Zośka jej nie zamknęła? Nie daruję tego!
 
Nasza córeczka była nieprzytomna, leżała na sali operacyjnej. 
 
– Dziewczynka ma obrzęk mózgu, złamane żebra i nóżkę – tłumaczył lekarz. – Zawiadomiliśmy już prokuraturę o niedopełnieniu obowiązku opieki, takie są procedury…
 
Przy szpitalnym automacie z kawą spotkałam ekspedientkę ze sklepu w naszej wsi. 
 
– Jak pani mogła tej kobiecie powierzyć dziecko? – zdziwiła się. – Przecież to pijaczka, za chlanie wywalili ją z roboty w gminie. 
 
– Ale ja o niczym nie wiedziałam! – wyjaśniłam zdumiona. 

Powoli wszystko stawało się jasne…

Kilka godzin po wypadku policja zrobiła Zośce badanie na zawartość alkoholu we krwi. Wykazało jego niewielkie stężenie.
W sądzie tłumaczyła, że była przeziębiona i piła syrop na kaszel na bazie alkoholu. Że była tak słaba, że nie miała siły dopilnować dziecka. 
 
Miałam ogromny żal do jej męża.
 
– Zenek, jak mogłeś?! Dlaczego nam nie powiedziałeś?! I dlaczego nas okłamaliście? – pytałam go. 
 
– Przepraszam, ale to moja żona, muszę jej bronić – odparł, nie patrząc nam w oczy. – No i obiecała, że nie będzie pić przy dziecku…
 
Natalka czuje się coraz lepiej, jest jednak spore ryzyko, że uraz mózgu spowodowany upadkiem będzie miał wpływ na jej rozwój. Bardzo się tego boimy. Wzięłam urlop wychowawczy i sama zajmuję się naszymi dziećmi. Nie potrafię już zaufać żadnej obcej osobie.
 
Joanna, 34 lata

Czytaj także:
Po narodzinach dziecka mieliśmy dosyć siebie i malucha
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Latami bezskutecznie staraliśmy się o ciążę. Kiedy już się udało... nie mogliśmy wytrzymać ze sobą i z dzieckiem”
Córeczka darła się całymi dniami. Nie mogliśmy tego wytrzymać. Były momenty, kiedy żałowałem tej naszej obsesji na punkcie ciąży. Wszystko mogło zostać po staremu... Teraz jestem wrakiem człowieka, zawalam pracę, a moje małżeństwo wisi na włosku.

– Przestań beczeć, błagam! – niemal wrzasnąłem na moją dwumiesięczną córeczkę i szarpnąłem mocniej wózkiem. Dało to tylko ten efekt, że Klaudia zamilkła na sekundę, spojrzała na mnie przerażonymi oczkami i zaczęła płakać jeszcze głośniej. A ja nienawidziłem siebie za to, że przestraszyłem własne dziecko Przecież ona nie jest winna temu, że dostała znowu kolki. U takiego szkraba to normalne. Tylko co z tego? Po kolejnych nieprzespanych nocach coraz mniej mnie to obchodziło. Miałem wszystkiego dość. Złapałem się nawet na myśli, jakby to było cudownie, gdyby Klaudia zasnęła i się nie obudziła. Może wtedy, po okresie krótkiej żałoby, wszystko byłoby tak jak dawniej. Wiem, to brzmi jak myśl psychopaty, ale naprawdę na nic nie miałem siły. Cały świat wywrócił mi się do góry nogami, w pracy zawalałem termin za terminem, a moje małżeństwo wyglądało coraz bardziej jak fikcja… Przez kilka pierwszych lat po ślubie nie myśleliśmy o dziecku. Pochłaniała nas praca i konieczność dorobienia się czegoś własnego. Myśl o potomstwie odkładaliśmy „na potem, jak już będziemy mieli dom i samochód”. Kiedy minęła nam „trzydziestka” pomyśleliśmy: „może byłoby już warto?” . Ale nasze starania ograniczały się do tego, co ginekolodzy nazywają finezyjnie „jazdą bez trzymanki”. Aż wreszcie przyszedł rok, w którym oboje skończyliśmy trzydzieści pięć lat Kilka dni po urodzinach żony, znalazłem ją zapłakaną w kącie naszego domu. – Co się stało, Kasiu? – Wiesz, ja chyba już nigdy nie będę mieć dziecka… – Daj spokój, nie przejmuj się, to przecież nic strasznego… – Łatwo ci mówić! – wybuchła. – Ty nawet za trzydzieści lat będziesz mógł znaleźć młodą siksę, która ci urodzi dziecko! – Ale ja nie chcę nikogo...

Dziewczynka, która przystępuje do komunii
Adobe Stock, wideonet
Prawdziwe historie
„Ksiądz kazał dzieciom oddawać pieniądze z komunii na kościół. Córka dała za mało, a on na katechezie zwyzywał ją od skąpców"
„Wychowano mnie w poczuciu, że osobom duchownym należy się bezwzględny szacunek. Teraz wiem, że nie zawsze. Ksiądz kazał dzieciom podarować pieniądze z komunii na kościół. Dał im specjalne koperty opisane imieniem i nazwiskiem, żeby wiedzieć kto dał najmniej. Pech chciał, że była to moja córka..."

Moja ośmioletnia córka bardzo poważnie traktowała przystąpienie do sakramentu Pierwszej Komunii Świętej. Nie opuściła żadnego spotkania w kościele, pilnie uczyła się katechizmu. Z niecierpliwością wyczekiwała majowej niedzieli.    Tymczasem ja czułam się coraz gorzej… Jestem samotną matką. Mój mąż zginął tragicznie cztery lata temu. Był zatrudniony na czarno, więc nasze dziecko nie otrzymuje po nim nawet renty rodzinnej. Pracuję w sklepie, zarabiam niewiele, muszę liczyć każdy grosz. Wiedziałam, że nawet przy pomocy rodziny nie stać mnie będzie na drogie prezenty ani urządzenie wystawnego przyjęcia w restauracji. Ledwie udało mi się wysupłać pieniądze na używaną, białą sukienkę. Kiedy z bólem serca powiedziałam o tym córce, mocno się do mnie przytuliła.   – Nie martw się, mamusiu. Nie muszę dostawać drogich prezentów. Najważniejsze, że przyjmę Pana Jezusa – odparła poważnie.   Pomyślałam wtedy z wielką wdzięcznością o księdzu z naszej parafii, który uczy, że w tym uroczystym dniu nie prezenty i pieniądze są ważne, lecz sam sakrament. Dwa tygodnie przed uroczystością Kasia przyniosła ze szkoły wiadomość, że rodzice wszystkich dzieci przystępujących do komunii mają przyjść do kościoła na zebranie.    Byłam pewna, że chodzi o sprawy organizacyjne, więc nawet zamieniłam się z koleżanką na zmiany, by zdążyć. Ale chodziło o coś innego. Młody ksiądz, który przed nami wystąpił, miał bardzo poważną minę.   – Proszę państwa, na kilka dni przed uroczystością dzieci dostaną od nas na lekcji religii koperty ze swoim imieniem i nazwiskiem. Po komunii poprosimy o ich zwrot – powiedział. Spojrzałam na innych rodziców. Niektórzy uśmiechali się znacząco, inni rozglądali się zaskoczeni. Członkowie wspólnoty mają wiele obowiązków…  – Ale po...

Kobieta, która adoptowała córkę
Adobe Stock, kegfire
Prawdziwe historie
„Nigdy nie widziałam siebie w roli matki, ale po śmierci męża poczułam co to samotność. Maryla wypełniła pustkę w moim sercu"
„Gdy słuchałam, jak koleżanka opowiada o Marylce, niemal fizycznie czułam ból i rozpacz tej dziewczynki. Tak wiele nas łączyło… Nie mogłam patrzeć na cierpienie tego dziecka. Tak dziś mijają 3 lata, odkąd jestem szczęśliwą mamą adoptowanej córeczki"

Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Nie uważałam, że jestem z tego powodu jakaś wybrakowana czy bez serca. Po prostu z dziećmi jest jak z zawodem – nie do każdego ma się predyspozycje. Nie bałam się porodu, nie miałam obsesji na punkcie figury, którą mogłabym stracić po ciąży, nie zwariowałam nigdy dla kariery. Żyłam zwyczajnie, miałam przyjaciół, lubiłam pomagać ludziom. Brakowało mi tylko podejścia do dzieci i nie widziałam siebie w roli matki.   Dzieci znajomych tolerowałam, lecz traktowałam jak dorosłych. Nie byłam dobrym kompanem do zabawy w piaskownicy ani ekspertem w szyciu sukienek dla lalek. Męczyło mnie to i nudziło. Dlatego byłam spokojna, matka natura dała mi wyraźny znak – dzieci to nie jest to, w czym powinnam się realizować. Miałam wiele szczęścia, że spotkałam Janka Czułam, że nie będzie mi łatwo znaleźć dobrego kandydata na męża, bo powinien on tak jak ja, nie chcieć mieć dzieci. A to wcale nie jest takie popularne. Jednak miałam szczęście. Zaraz po szkole pielęgniarskiej poznałam Janka. Okazał się moim rówieśnikiem – wesoły, otwarty, do tego z pasją podróżniczą. Dla mnie ideał. W wyobraźni już nas widziałam jako fajną, zgraną parę. Bezdzietną, lecz aktywną, podróżującą po całym świecie, z masą znajomych na każdym kontynencie.    Janek był ratownikiem medycznym. Udało się nam znaleźć pracę w tym samym pogotowiu. Często braliśmy razem dyżury, by jak najwięcej czasu spędzać ze sobą. Po dwóch latach pobraliśmy się. Temat dzieci mieliśmy już omówiony wcześniej. Janek wprawdzie nie był takim przeciwnikiem posiadania potomstwa jak ja, jednak nie naciskał.    – W zasadzie każdy scenariusz mi odpowiada – powiedział, gdy poznał moje poglądy. – Nigdy nie planowałem dużej rodziny, ale gdybym akurat zakochał się w kobiecie, która chciałaby...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj