Dziewczynka, która leży w szpitalu
Adobe Stock, Gorodenkoff
Prawdziwe historie

„Nie zaszczepiłam córki, bo uważałam to za bzdurę. Teraz Martynka leży w szpitalu i cudem uniknęła śmierci"

„Robiłam, co mogłam, by trzymać córkę z dala od skutków zachłanności firm farmaceutycznych, wybierając medycynę naturalną. Byłam samotną matką, musiałam sama podejmować wszelkie decyzje. I pomyliłam się, a za mój błąd zapłaciła Martynka. Moja mała, 5-letnia córeczka mogła umrzeć".
Zanim jeszcze odezwała się moja komórka, ja już wiedziałam, że coś się stało. Odebrawszy, zapytałam tylko:
 
– Coś z Martynką?
 
– Kaszle tak okropnie, jakby szczekała! – wyjąkała Diana, młoda opiekunka, którą zatrudniałam, żeby mała nie musiała chodzić do przedszkola, tej wylęgarni chorób. – Dałam jej syrop, ale go zwymiotowała. Ma wysoką gorączkę i chyba coraz ciężej oddycha… – szeptała dziewczyna wyraźnie przestraszona.
 
– Chyba? – zdenerwowałam się. – Dziewczyno, skup się! 
 
Jestem samotną matką, muszę więc podejmować decyzje za dwoje. I odpowiedzialność ponosić za dwoje – matkę i ojca.

 

– Na pewno – wzięła się w garść Diana. – Wezwałam pogotowie. Na wszelki wypadek.
 
– Co?! – poczułam, jak oblewa mnie fala gorącej złości, a potem lodowatego przerażenia.
 
Już widziałam, jak faszerują moje dziecko antybiotykami i innymi środkami „na wszelki wypadek…. Robiłam, co mogłam, by trzymać córkę z dala od skutków zachłanności firm farmaceutycznych, wybierając medycynę naturalną. I Martynka rosła zdrowo!

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Na przekór czarnym wizjom mojej przemądrzałej matki

Odkąd urodziłam córkę, straszyła mnie, że jej szkodzę, że prowokuję los. Nawet się nie dziwię, że tak mówiła. Jako dentystka należała do jednej lekarskiej bandy z pediatrą i lekarzem rodzinnym, z którymi prowadziłam nieustanne boje ideologiczne. 
 
Moja światła, wyemancypowana matka nigdy nie miała dla mnie czasu: praca i rozwój kliniki były dla niej ważniejsze. Wciąż tułałam się więc po przedszkolach, świetlicach i zajęciach dodatkowych. Czasami czułam się jak sierota, jakbym wcale nie miała matki, a teraz ona śmie mnie pouczać, jak powinnam wychować własne dziecko! 
 
Dlatego ograniczyłam nasze kontakty do minimum. Oczywiście to też mi miała za złe, twierdząc, że separuję ją od wnuczki ze szkodą dla nich obu. Bo się kochają, tęsknią za sobą i te de. Nagle się w niej instynkt macierzyńsko-babciny obudził! Szkoda że teraz, nie wcześniej; może ja też bym na tym skorzystała.
 
Nagle poczułam, jak moja złość opada, przykryta strachem. A jeżeli to coś poważnego? Diana nie jest histeryczką, między innymi dlatego ją wybrałam. Coś mówiła. Skupiłam się…
 
– Przepraszam, ale tak się bałam… Może spanikowałam, ale gdyby coś się małej stało, nigdy bym sobie nie wybaczyła. Są!
– krzyknęła nagle.
 
– Co?! – moje serce stanęło, a potem ruszyło z kopyta; nogi i ręce zaczęły mi dygotać. 
 
– Przyjechali. I dzięki Bogu, bo Martynka oddycha coraz ciężej, już nie może mówić…
 
Dochodziły do mnie odległe, przytłumione odgłosy krzątaniny, jakieś polecenia, potem trzask drzwi, wreszcie sygnał karetki. 
 
– Proszę jechać do szpitala, lekarz mówił, że do dziecięcego!
 
Diana coś jeszcze mówiła, przekazywała informacje, które docierały do mnie jak przez mgłę. W końcu rozłączyła się, 
a ja przez chwilę trwałam w bezruchu. Byłam jak sparaliżowana. Lęk o córkę odbierał mi siły. Jednak nie mogłam sobie pozwolić na słabość. Byłam samotną matką. To mnie określało. Martynka miała tylko mnie i byłam jej potrzebna. Teraz, zaraz!
 
W biegu rzuciłam do koleżanki:
 
– Muszę wyjść, małą zabrali do szpitala. Wyjaśnij szefowi.
 
W izbie przyjęć poinformowano mnie, że moja córka trafiła do sali zabiegowej, a mnie przedłożono formularze zgody na leczenie oraz wykonanie zabiegów tracheotomii oraz bronchoskopii.
 
– Potem dziecko trafi na oddział zakaźny – usłyszałam.
 
– Ale czemu zakaźny?! I gdzie w tej chwili jest moja córka?
 
– W sali zabiegowej.
 
Wiedziałam, że tak będzie, że zaczną moje dziecko ciąć i faszerować nie wiadomo czym…!
 
– Jak to? Bez mojej zgody?
 
– Proszę porozmawiać z lekarzem… O, pani doktor! – zawołała kobieta z rejestracji. – To mama tej dziewczynki, co się dusiła. Nie chce podpisać zgody!
 
Odwróciłam się jak fryga w stronę młodej, ładnej, choć wyraźnie zmęczonej kobiety.
 
– Chcę wiedzieć, co robicie mojemu dziecku, i czy to konieczne – wyjaśniłam nieco napastliwym tonem. – A wy mi każecie podpisywać wsteczną zgodę na coś, co już i tak to robicie!
 
– Stan zagrożenia życia, dziecko się dusi, krtań jest obrzmiała, drogi oddechowe niedrożne. Będziemy dalej dyskutować czy udało mi się panią przekonać, że ratujemy pani córkę? – odparła lekarka monotonnym tonem, który zrobił na mnie większe wrażenie, niż gdyby krzyczała.

Podpisałam papiery

– Ale… ale co jej jest? – dopytywała, drepcząc za lekarką.
 
– Podejrzewam krup. Błonicę krtani inaczej. Ale dla uzyskania absolutnej pewności konieczne są badania wirusologiczne. Już je zleciłam. Niestety, to trochę potrwa. Panią poproszę o dostarczenie książeczki szczepień. Może któreś ze szczepień DPT zostało pominięte albo to jednak coś innego. Chyba że… – zastanowiła się i spojrzała na mnie przenikliwie – uległa pani tej nowej, groźnej modzie unikania obowiązkowych szczepień.
 
Zarumieniłam się. Choć w sercu nie czułam się winna. Fakt, nie szczepiłam Martynki rozmyślnie, ale wyłącznie dla jej dobra.

 

– Pani doktor, proszę tak nie patrzeć. Przecież mnie najbardziej zależy na zdrowiu córki.  Właśnie dlatego jej nie szczepię. Nie chcę narażać jej na zbędne, a niebezpieczne komplikacje. Czytałam książki na ten temat, artykuły, dyskusje na różnych portalach. I wszędzie tam przewija się zdanie, że szczepienia mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Ot, choćby autyzm…
 
– Nie ma żadnych naukowych dowodów, że szczepienia wywołują autyzm u dzieci – weszła mi w słowo lekarka.

 

Wtedy ja przypomniałam jej o licznych przypadkach narkolepsji w Norwegii. Na apel władz ludzie masowo szczepili się tam na świńską grypę i zafundowali sobie coś o wiele groźniejszego, czego wyleczyć się nie da. 
 
– Nikt nas nie ostrzega o realnej możliwości powikłań, nikt ich nie odnotowuje, żeby nie straszyć społeczeństwa – mówiłam.

– Prawda wygląda tak, że większości chorób, niegdyś dziesiątkujących ludzkość, już nie ma, a te, na które każą nam szczepić dzieci, można dziś łatwo wyleczyć. A taka na przykład szczepionka na gruźlicę wcale nie chroni przed zachorowaniem. Nie wolno nikogo uszczęśliwiać na siłę, powinniśmy mieć wybór!
 
– Racja, szczepionka nie zapewnia ochrony przed płucną postacią gruźlicy, jednak daje ochronę przed najgroźniejszymi postaciami tej choroby bezpośrednio zagrażającymi życiu – odparła lekarka. – Wybór? Pani córeczka go nie miała. Zdecydowała pani za nią i pomówmy o skutkach tej decyzji, a nie o hipotetycznych zagrożeniach wynikających ze szczepień. Większość dawnych plag obecnie nie występuje, przynajmniej u nas, właśnie dzięki szczepieniom. Ale przy takim podejściu rodziców zaczną wracać. Powołuje się pani na argumenty z książek i portali. Jednak fakty są takie, że nie zaszczepiła pani córki na błonicę i mała przypuszczalnie na to zachorowała. Przywieziono ją do nas niemal w ostatniej chwili, mogła umrzeć. Błonica jest chorobą śmiertelną. I pani córka mogła umrzeć – powtórzyła tym strasznym, wypranym z emocji tonem, który nicował moją duszę i sumienie. – Wyleczymy ją, ale nie mogę zagwarantować, że nie pojawią się komplikacje. Choćby po tracheotomii. Czy piszą o tym na portalach? O powikłaniach na skutek zapadnięcia na choroby, których niby nie ma? Szczepienia niosą ryzyko, tylko czy większe i poważniejsze niż skutki chorób, przed którymi mają nas chronić? Jak pani myśli?
 
– Ale… – urwałam, bo nagle zabrakło mi słów.

Moja córeczka mogła umrzeć. Przeze mnie

Bo miałam swoją wizję, swoją koncepcję, bo nie chciałam słuchać argumentów drugiej strony, choćby mojej mamy.
Boże, ale będzie triumfować, gdy się dowie! I jakie będzie mieć znaczenie, że przecież się starałam postępować właściwie, rozważnie? Zrobiłam tak, jak uważałam za słuszne, w zgodzie ze swoim sumieniem. I pomyliłam się, a za mój błąd zapłaciła Martynka, moja mała, pięcioletnia córeczka. Poczułam się taka bezradna i taka do niczego…
 
Matki mają wbudowany jakiś radar. U samotnych matek ten radar jest bardziej czuły. Nim zdążyłam się porządnie rozpłakać, odezwała się komórka. Zerknęłam na wyświetlacz. Mama. Czasem zapominałam, że ona też wychowywała mnie sama. Oskarżałam ją o wiele, miałam mnóstwo pretensji za zmarnowane, moim zdaniem, dzieciństwo. Nigdy nie spróbowałam spojrzeć na sprawy jej oczami, nawet kiedy ja też zostałam sama z dzieckiem. Dopiero teraz
w pełni dotarło do mnie, że moja mama również musiała samodzielnie podejmować decyzje i sama za nie odpowiadać. 

 

Nie miała z kim się podzielić odpowiedzialnością i obowiązkami. I zapewne też starała się postępować właściwie. A jeśli się myliła, kto ją rozliczał z błędów? Bezlitosny sędzia, własna córka, która nie dostrzegała żadnych okoliczności łagodzących…

 

Odebrałam połączenie.
 
– Mamo…
 
– Co się stało? Masz dziwny głos. Coś z Martynką?
 
– Tak, jest w szpitalu. Musieli jej zrobić tracheotomię, bo by się udusiła. Podejrzewają krup, błonicę krtani, bo… bo jej nie zaszczepiłam… – wyznałam jej prawdę i czekałam na wyrok.
 
Na chwilę zapadła cisza, a potem usłyszałam:
 
– Już jadę. Trzymaj się, córcia. Kocham cię.
 
Hanna, 32 lata

Czytaj także:
Dziewczynka, którą ktoś chce porwać
Adobe Stock, tgordievskaya
Prawdziwe historie
„Chwaliłam się zdjęciami córki w Internecie. Teraz jakiś zboczeniec chciał porwać moje dziecko. Cudem uniknęliśmy tragedii"
„Policjantka rozłożyła przede mną setki zdjęć mojego dziecka. To nie byli zwykli porywacze, tylko... pedofile. Gdy pomyślę, co mogło się stać i jak blisko byliśmy tragedii, wpadam w histerię. Przez nasza bezmyślność prawie straciliśmy córkę".

To chyba normalne, że uważaliśmy naszą córeczkę Agatkę za najpiękniejszą na świecie. Większość rodziców myśli podobnie o swoich pociechach. Czy to coś złego? Samo w sobie nie, ale przekonałam się, że konsekwencje wynikające z takiego podejścia mogą być opłakane.   Gdy urodziłam Agatkę, postanowiliśmy ze Zbyszkiem utrwalać nasze szczęście na fotografiach. Zrobiliśmy naszemu dziecku niezliczoną liczbę zdjęć. Mnogość ujęć, póz, fotki ustawiane, spontaniczne – pełen przekrój tego, jak nasza córcia rośnie z każdym dniem i z każdą chwilą pięknieje, ku radości swoich rodziców.    Rodzina i znajomi patrzyli na nas trochę jak na zwariowaną parę, która rekompensuje sobie jakieś bliżej niesprecyzowane kompleksy czy dokonują projekcji miłości własnej na dziecko (trafiały się takie diagnozy). Tłumaczyliśmy to zazdrością, zwłaszcza gdy takie psychologizowanie serwowały nam moje bezdzietne koleżanki i znajomi Zbyszka, którzy nie zaznali dotąd uroków rodzicielstwa. Ale już mój ojciec pozwalał sobie na prelekcje, wydawać by się mogło, czysto praktyczne.   – Kiedyś było inaczej – marudził. – Na kliszy dwadzieścia cztery albo trzydzieści dwa zdjęcia, więc należało starannie dobierać momenty na fotografowanie. A to cyfrowe cykanie w końcu wam spowszednieje. Kto znajdzie tyle czasu, żeby te wszystkie zdjęcia obejrzeć! Robicie z dziecka maskotkę, modelkę… Spasujcie trochę.   – Ale co jest złego w dziecięcych fotografiach? – pytałam obrażona. – Nie moja wina, że nie miałeś takich możliwości. Ja bym bardzo chętnie pooglądała swoje zdjęcia z różnych okresów dzieciństwa. A jest ich tyle, co kot napłakał. Miałeś tylko jedną kliszę, jak byłam mała?   Wtedy ojciec się obrażał i z tematu zdjęć schodził na kwestie wychowania.   – Wiesz dobrze, że...

Rodzina zastępcza
Adobe Stock, JenkoAtaman
Prawdziwe historie
„Gdy straciliśmy 4. dziecko, myśleliśmy, że to koniec. Nikt nie dawał nam nadziei. Dopiero Kuba podarował nam nowe życie"
„Bardzo chcieliśmy mieć dziecko, ale wciąż nam się nie udawało. Straciliśmy nadzieję, że jeszcze zostaniemy rodzicami. Gdy wspominałem o Kubie, Klaudia dostawała ataku histerii. Jednak nie mogłem się poddać. Musiałem walczyć o naszą rodzinę".

Nigdy nie zapomnę pierwszej ciąży Klaudii. Jej drżących dłoni, gdy podawała mi test ciążowy. Widoku dwóch różowych kresek i łzy spływającej po policzku mojej żony. Krzyczałem i płakałem ze szczęścia, że wreszcie spełnia się nasze największe pragnienie.   – Syn? Córka? Jakie to ma znaczenie, ważne, żeby było zdrowe. Żeby po prostu było – powiedziałem najlepszemu kumplowi, gdy to opijaliśmy.   O naszym szczęściu natychmiast powiadomiliśmy obie rodziny. Uradowana teściowa wyściskała nas oboje, bo dobrze wiedziała, jak długo czekaliśmy na tę wiadomość. Moja rodzicielka była bardziej ostrożna.   – Który to tydzień? – zapytała, gdy zostaliśmy sami.   Pamiętam, jak śmiejąc się, odpowiedziałem, że czwarty, ale Klaudia nie ma jeszcze żadnych objawów ciąży. Test zrobiła właściwie przypadkowo, bo dała jej do myślenia zmieniona woń moczu.   – I trafiła w dziesiątkę moja mądra żona – żartowałem.   – Czwarty to wcześnie. Jeszcze przyjdzie czas na świętowanie, na razie możesz jedynie dbać o nich oboje – przerwała mi mama.   Zaskoczył mnie jej dystans. Dopiero później starsza siostra wyjaśniła mi, jak trudne dla podtrzymania ciąży są pierwsze trzy miesiące , tyle że wtedy sam już to wiedziałem…    Klaudia poroniła, kiedy byłem w pracy. Przyjechałem do niej jednocześnie z wezwaną karetką, bo straciła dużo krwi.   – Ciąża pozamaciczna – brzmiał wyrok ginekologa. – To się zdarza średnio mniej niż dwa razy na sto ciąż, ale nie zrażajcie się państwo, będziecie mieli jeszcze dzieci. Zobaczycie! Nie wiedziałem, jak pomóc Klaudii Po kolejnych dwóch podobnych ciążach zwątpiłem w szczerość jego słów. Było mi przykro, że los tak okrutnie z nas zadrwił, ale wciąż liczyłem na cud. Sądziłem, że...

Magda Stępień nie pozwala Rzeźniczakowi widywać się z dzieckiem
Instagram/jakubrzezniczak25, Instagram/magdalena___stepien
Aktualności
Magdalena Stępień ogranicza Jakubowi Rzeźniczakowi kontakty z dzieckiem! „Każde jego przyjście powodowało żal”
Magdalena Stępień udzieliła wywiadu, w którym opowiedziała o tym, co obecnie przeżywa. Zdradziła także, jak wyglądają relacje jej byłego partnera Jakuba Rzeźniczaka z ich synkiem, małym Oliwierem.

Magdalena Stępień i Jakub Rzeźniczak niecały miesiąc temu powitali na świecie swojego synka – Oliwiera. Niestety, relacje między rodzicami dziecka nie układają się dobrze. Partnerzy rozstali się jeszcze przed narodzinami maluszka. Jakiś czas temu uczestniczka „Top Model”  opowiedziała o swoim traumatycznym porodzie . Przyznała, że byłoby jej łatwiej, gdyby obok niej był ojciec dziecka – Jakub Rzeźniczak. Teraz młoda mama wyjawiła, jak wyglądają kontakty piłkarza z synkiem. „Postawiłam sprawę jasno” Modelka wyznała w rozmowie z Jastrząb Post, że ze względu na swoje dobro stara się ograniczać kontakt ojca z małym Oliwierem. Cała sytuacja jest dla młodej mamy bardzo bolesna, a rany związane z rozstaniem jeszcze się nie zabliźniły. „Na początku postawiłam sprawę jasno. Nie do końca chciałam, aby widywał się z małym, to było bardzo bolesne dla mnie. Każde jego przyjście do domu powodowało żal, smutek i nie dawałam sobie z tym rady. Nie potrafiłam zbudować normalnej relacji ojciec – matka, bo po prostu jest za wcześnie” – powiedziała modelka. „Mam w sercu duży żal, że on poszedł od razu w nową relację. Z tym nie mogę sobie poradzić. Takie były decyzje, że ja nie za bardzo chciałam, aby on miał kontakt z Oliwierem. I też tak powiedział mój psychoterapeuta – że byłoby lepiej, żebyśmy nie mieli tego kontaktu przez jakiś czas. Żeby to wszystko ucichło, żeby sobie poradziła z tymi emocjami i z tą całą sytuacją, która się wydarzyła” – dodała. Magdalena Stępień opowiedziała także o podejściu piłkarza do synka: „Jest zakochany w Oliwierze. To jest jego syn. Był, jest i będzie”. Wspomniała także, że jej kontakty z ojcem dziecka są bardzo ograniczone: „Tyle, co rozmawiamy o zdjęciach małego i formalnościach. A tak nie mamy...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj