Wyniki
Laureaci
ziajka krr
Wyniki
Nivea Klub Rodzica Recenzenta
Wyniki
nivea baby 2w1 krr
Wyniki
Pampers KRR
Wyniki
Wyniki
Wyniki
Wyniki
Prawdziwe historie: zrobiłam aborcję, bo nie chciałam, żeby moje dziecko cierpiało
Adobe Stock
Prawdziwe historie

„Niektórzy uznają mnie za morderczynię własnego dziecka, ale nie czuję się winna. Zaoszczędziłam synkowi bólu”

Pani doktor podczas USG miło z nami rozmawiała, żartowała. W pewnym momencie jednak zamilkła i długo wpatrywała się w ekran. Serce mi stanęło. Co się dzieje?!

Nie wiedziałam, że można tak zwariować ze szczęścia. Dwie kreski na teście ciążowym oznaczały koniec kilku miesięcy badań, pomiarów, starań i zastanawiania się, czy tym razem się uda, czy nie. To był jeden z tych dni, które zachowuje się w pamięci na zawsze. Zaczęłam łykać witaminy i wymiotować całymi porankami. Nie narzekałam, nawet wtedy, kiedy czułam, że mój organizm próbuje przekręcić się na lewą stronę. To minie, myślałam. I rzeczywiście, po sześciu okropnych tygodniach minęło. Mogłam wrócić do normalnego rytmu dnia, uśmiechu na twarzy i dumy z bycia kobietą, bo nosiłam w sobie taki cud.

Dwunasty tydzień to pewna granica. Czekaliśmy na nią, chcąc dopiero po jej przekroczeniu chwalić się całemu światu, otwarcie i oficjalnie. Poszliśmy na USG, żeby usłyszeć bicie serca i sprawdzić, czy z dzieckiem wszystko w porządku. Zaraz po wizycie zamierzaliśmy rozsyłać zdjęcia do bliższych i dalszych krewnych oraz przyjaciół, żeby cieszyli się razem z nami.

– Proszę bardzo, mamy naszego maluszka… – powiedziała lekarka, patrząc w ekran. – A to jego serduszko… – nacisnęła guzik i z głośnika popłynął szybki, miarowy dźwięk bicia serca naszego dziecka.

Obraz mi się zamazywał przez łzy. Marek siedział obok mnie, patrzył na ekran i śmiał się, ale zauważyłam, że on też ociera oczy.

– No, drodzy rodzice, nagle zaniemówiliście? Każdemu odbiera głos w takiej chwili… – pani doktor uśmiechała się miło i żartowała, zapisując kolejne zdjęcia i robiąc pomiary.

Naraz ona też zamilkła i już tylko przyglądała się ekranowi, na którym ja widziałam jedynie biało-czarne plamy i szare

– Pani doktor? Co się dzieje? – spytałam zaniepokojona.

Marek złapał mnie za rękę.

Cisza w gabinecie była przerażająca i przedłużała się. Trwała i trwała, strącając mnie w nieskończoną otchłań lęku. W końcu lekarka odłożyła sondę i wyłączyła aparat do USG.

– Bardzo mi przykro, ale płód nie ma wykształconych kończyn dolnych. Brak mu też kości nosowej. Nawet trzy procent zdrowych dzieci jej nie ma, ale… – pani doktor zawiesiła głos – to raczej nie ten przypadek.

– Jak to nie ma wykształconych kończyn dolnych? To znaczy, że nasze dziecko nie ma nóg?!

Mina lekarki nie pozostawiała złudzeń. Nie było dobrze.

– Brak kości nosowej martwi mnie bardziej. To najczęściej oznaka kilku zespołów, które pojawiają się w okresie płodowym, ale tu trzeba będzie wykonać więcej badań.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Nie mogłam sobie znaleźć miejsca

Wróciliśmy do domu załamani. W niecały kwadrans z naszej nadziei i radości nie pozostało nic. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć, co zrobić. Wszystko wydawało się takie nieistotne i niepoważne. Kręciliśmy się po mieszkaniu, mijając się, jakbyśmy byli dwojgiem obcych ludzi w nowym miejscu.

– Będę je kochać, nawet jeśli urodzi się bez nóg. To nie koniec świata – oznajmiłam wieczorem, stawiając przed Markiem talerz z kanapkami.

– Dagmara, myślisz, że ja go nie kocham? Cały czas. Brak kończyn to jedno, ale brak kości nosowej… to drugie. I tego boję się bardziej.

Ja też się bałam. Mimo ostrzeżeń koleżanek, żebym nie czytała niczego w internecie przed badaniami, naczytałam się jak durna. Artykuły medyczne i fora internetowe, strony naukowe i grupy matek na Facebooku. Wiedziałam, z czym ten defekt może się wiązać. Widziałam zdjęcia. A teraz słyszałam w głowie głos, który odczytywał mi na nowo wszystko, co tam przeczytałam. To już nie był strach. Byłam przerażona. Nie mogłam skupić się na swoich obowiązkach, ani w pracy, ani w domu. Gapiłam się w telewizor albo czytałam kolejne artykuły, w oczekiwaniu na dalsze badania.

Komplet wyników potwierdził to, czego obawialiśmy się najbardziej. Nie dość, że nasze dziecko nie miało nóg, to jeszcze obarczone było szeregiem wad, nazywanych zespołem Pataua. Pani doktor, która prowadziła moją ciążę, starała się być delikatna, ale takie wieści nigdy nie będą mniej okropne, bez względu na sposób ich przekazania. Podała mi pudełko chusteczek i przytuliła.

– Tak mi przykro… Ja o wszystkich dzieciach moich pacjentek myślę trochę jak o swoich wnukach, więc żal mi w takim przypadku i dziecka, i rodziców. Życie nie zawsze bywa sprawiedliwe i piękne. Musi pani ochłonąć, porozmawiać z mężem, czy chcą państwo kontynuować ciążę, czy… nie.

Odruchowo położyłam dłoń na brzuchu, jakby chciała mi odebrać dziecko już teraz, w tej chwili.

Czy mogłam coś zrobić lepiej?

Wróciłam do domu, nie widząc nic po drodze. Byłam jak zombie. Przepłakałam kilka godzin, czekając na Marka, z którym nie chciałam rozmawiać przez telefon. To nie był temat do szybkiego sprawozdania przez słuchawkę. To był temat do długiej, ciężkiej rozmowy i płakania we dwójkę.

I tak właśnie było. Rozmawialiśmy bardzo długo. Nie tylko tego dnia ani następnego. Zastanawialiśmy się, dzwoniliśmy do szpitali, pytaliśmy i słuchaliśmy skomplikowanych wypowiedzi ludzi mądrzejszych w tej kwestii od nas. Ludzi, którzy po przejrzeniu wyników kręcili głowami i wzdychali ze współczuciem. Szukałam przyczyny, pytałam, czy mogłam zrobić coś lepiej, więcej, dokładniej, łykać witaminy, ćwiczyć… Za każdym razem słyszałam to samo: nic nie mogłam zrobić. To po prostu przypadek. Tragiczny błąd matki natury, taki mały, ale przerażający w skutkach nadmiar – zamiast dwóch kopii chromosomu dała naszemu dziecku trzy. Skazała je tym samym na cierpienie, ból, strach i nieuniknioną śmierć. Średnia długość życia dzieci z tym zespołem wad to trzy lata. Naszemu nie dawano nawet tyle czasu. A jeśli w ogóle urodziłoby się żywe, wiodłoby swoją egzystencję głównie w szpitalu, od jednej operacji do drugiej. Tak, egzystencję, bo takie dzieci są ciężko upośledzone umysłowo.

Zasłaniałam brzuch, próbując chronić moje maleństwo przed tymi wizjami i przewidywaniami, ale musiałam dać za wygraną. To nie była kwestia zorganizowania zbiórki pieniędzy i operacji za wielką wodą, skąd moglibyśmy potem słać podziękowania za uratowane życie dziecka…

Podjęliśmy z Markiem najtrudniejszą decyzję w naszym życiu. Zdecydowaliśmy się na terminację ciąży, czując, że to mniejsze zło, że dzięki temu nasze dziecko nie będzie cierpiało tygodniami, miesiącami. Oszczędzimy mu wkłuć, operacji, kolejnych zabiegów, bólu, który my też byśmy czuli, patrząc, jak ono się męczy.

Tak, chciałam też oszczędzić sobie pytań o imię maluszka, o to, czy kupiłam już wózek, czy mam już w domu te słodkie, maleńkie ciuszki. Czy pokój będzie różowy czy niebieski. Czy można dotknąć brzucha, by poczuć, jak kopie. Co miałam powiedzieć? Nie kopnie, bo nie ma nóg, a także nosa i kilku innych przydatnych narządów, za to natura dała mu dodatkową kopię chromosomu?!

Nigdy o nim nie zapomnimy

Bałam się tego dnia. Dnia, w którym pojawi się pustka. Zniknie nasza nadzieja, nasza kruszynka, na którą tak bardzo obydwoje czekaliśmy. Lekarze starali się zrobić wszystko, żeby zmniejszyć naszą traumę, ale i tak popłynęło mnóstwo łez. Kiedy prosiłam, aby pokazano mi moje dziecko, pielęgniarka uścisnęła moją dłoń i pokręciła głową.

– Proszę myśleć, że to najpiękniejsze dziecko na świecie – powiedziała tylko.

W jej oczach było tyle zrozumienia i współczucia, że nie upierałam się.

Dom, mimo że przecież nigdy nie było w nim dziecka, stał się nagle pusty i wielki. Na szczęście mieliśmy siebie nawzajem i staraliśmy się powoli odbudowywać nasze życie. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku.

Zapomnieć nigdy nam się nie uda. Zresztą wcale nie chcę zapomnieć. Ból zawsze będzie się pojawiał wraz z myślą o nim, moim synku. A jednak stawiam kolejny krok. I następny. Idę naprzód. W nowy dzień, w przyszłość, która na mnie czeka.

Do dziś powiedziałam o tym niewielu osobom. Część z nich uznała mnie za morderczynię własnego dziecka i odwróciła się do nas plecami. Ich wybór. Ja dokonałam swojego i nie czuję się winna. Czuję potworny smutek i dojmujący żal z powodu losu, który ograbił mnie z możliwości patrzenia, jak moje dziecko rośnie, rozwija się, uczy nowych rzeczy, śmieje się do mnie, mówi: mamo…

Wierzę, że jedyne, co mogłam zrobić dla tej istotki jako jego mama, to zaoszczędzenie jej bólu. Nikt nie powinien się rodzić tylko po to, by cierpieć.

Dagmara, 35 lat

Piszemy też o:

Postanowiłam wychować dziecko sama
Adobe Stock, Rawpixel.com
Prawdziwe historie
„Nie chciał się ze mną ożenić, nawet kiedy zaszłam w ciążę. Postanowiłam wychować dziecko sama i… pożałowałam”
Dałabym wszystko, żeby cofnąć czas. I żeby teraz był przy mnie Bartek. Żałowałam już wcześniej, gdy samotnie wybierałam ubranka dla naszego synka, łóżeczko i wózek. Nocami płakałam i marzyłam, żeby Bartek się do mnie odezwał.

Można się obrażać, unosić dumą i honorem. Tylko co ja z tego dziś mam? Zostałam sama. A uczuć nie da się ot tak, po prostu zmienić. Wciąż kocham Bartka i bardzo za nim tęsknię. Co ja narobiłam! Jest późny wieczór. Siedzę w fotelu i czekam na Kaśkę. Przed kwadransem do niej dzwoniłam. – Chyba się zaczęło! – ryknęłam spanikowana w słuchawkę. – Uspokój się, usiądź wygodnie, oddychaj głęboko i zajmij czymś głowę Zaraz będę! – odparła. Łatwo powiedzieć: uspokój się, zajmij czymś głowę. Przecież ja zaczynam rodzić! No właśnie, wkrótce zostanę matką. Za kilka, może kilkanaście godzin przyjdzie na świat mój synek. Wiem, że to będzie chłopiec. Wszystko mam już przygotowane. Ubranka, łóżeczko, wózek… Na szafce w przedpokoju czeka niewielka torba z rzeczami do szpitala. Gdy Kaśka wreszcie dotrze, złapię ją pod pachę i sprowadzi mnie na dół do samochodu. O Boże, jak to dobrze, że ją mam… Inaczej zostałabym z tym wszystkim sama. Nie dlatego, że tak chciał los, ale przez swój głupi upór. Bartek i ja… Przypadkowe spotkanie na imprezie u znajomych, zauroczenie, ognisty romans i wielka miłość. Wspaniały związek pełen ciepła, wzajemnego zrozumienia i tolerancji. Owszem, zdarzały się kłótnie, ciche dni, ale zawsze wracały radość i szczęście. Tak jak po burzy zawsze wychodzi słońce. Miałam 24 lata, gdy go poznałam. Starszy ode mnie o 10 lat, zaimponował mi powagą i… dorosłością. Moi rówieśnicy myśleli głównie o zabawie, on był poważny i odpowiedzialny. Miał już za sobą nieudane małżeństwo, rozwód. Teraz chciał zacząć nowe życie. I na początku tej swojej nowej drogi natknął się na mnie. Po pięciu miesiącach znajomości zamieszkaliśmy razem Moją kawalerkę wynajęliśmy. Niczego nam nie brakowało –...

Młoda mama z córką
Adobe Stock, very_ulissa
Prawdziwe historie
„Zaszłam w ciążę, mając 16 lat, a ojciec dziecka się ulotnił. Gdyby nie moi rodzice, oddałabym córkę do adopcji”
„Ktoś by powiedział: patologia. Ale nie byłam z żadnej patologii. Choć początkowo nie było łatwo, dziś niczego nie żałuję. Gdyby nie moi cudowni rodzice, nie dałabym sobie rady. Sama byłam przecież jeszcze dzieckiem, przerażoną, naiwną smarkulą. Zyskałam wspaniałą córkę i przyjaciółkę”.

Urodziłam moją Kasię w wieku szesnastu lat. Ktoś by powiedział: patologia. Ale nie byłam z żadnej patologii. Tak się stało i już. Choć początkowo nie było łatwo, dziś niczego nie żałuję. Gdyby nie moi cudowni rodzice, nie dałabym sobie rady. Zapewne oddałabym Kasię do adopcji, zostawiła w szpitalu, albo, co jeszcze gorsze, próbowała usunąć ciążę. Sama byłam przecież jeszcze dzieckiem, przerażoną, naiwną smarkulą. Ojciec Kasi był ode mnie dwa lata starszy, ale też nie miał pojęcia o życiu ani o wychowaniu dziecka. Poza tym jego rodzice nie bardzo pragnęli, żeby się w to wychowanie angażował. Miał studiować prawo, robić karierę, a nie zajmować się zmienianiem pieluch.   – Nie chcę tego dziecka! – płakałam w domu – nie dam sobie rady, nie potrafię.   Mama spokojnie tłumaczyła, że oni we wszystkim mi pomogą.   – Do końca życia byś żałowała, gdybyś zdecydowała się na aborcję – powtarzała cierpliwie.   Wtedy miałam do niej żal, zarzucałam jej, że nie myśli o mnie, tylko o tym dziecku. Dziś wiem już, jaka ta moja mama była mądra, dobra, kochana. Kiedy czytam czasem w gazetach albo oglądam w telewizji zwierzenia dziewczyn, które w młodym wieku zaszły w ciążę i ojciec lub matka wyrzucili je z domu, wydaje mi się to niepojęte. Wtedy dopiero zdaję sobie sprawę, jakie szczęście miałam w życiu, że urodziłam się w takiej właśnie rodzinie, jak moja.   Kiedy Kasia przyszła na świat, nie miałam pojęcia, jak się nią opiekować, bałam się wziąć na ręce takie maleńkie, kruche ciałko. I znowu to mama przeprowadziła mnie przez pierwsze miesiące życia mojej córeczki. To ona nauczyła mnie ją kochać. Dzięki rodzicom i ich pomocy zdałam maturę, a kiedy Kasia poszła do przedszkola, ja zaczęłam studia. Zaoczne, ale jednak. Okazało się, że pierwszy mąż tylko...

Mężowie znęcali się nade mną i nad dziećmi
Adobe Stock, Syda Productions
Prawdziwe historie
„Pierwszy mąż bił mnie w brzuch, kiedy byłam w ciąży. Drugi znęcał się i nade mną i nad dziećmi”
Andrzej uciekł, kiedy tylko udało mi się urodzić zdrowe dziecko. Nie chciał nas. Bartek omamił mnie obietnicami, że marzy o rodzinie, ale okazał się być takim samym zwyrodnialcem, co pierwszy mąż.

Czy ze mną jest coś nie tak? Czy może po prostu nie mam szczęścia do mężczyzn? Jak nie pijak i tchórz, to znowu jakiś popapraniec, nie panujący nad emocjami. Może ktoś mi na to odpowie: dlaczego przyciągam samych drani? – Nie wpuścisz mnie? – zapytał Bartek przez drzwi. Zawahałam się tylko przez chwilę. – Nie – odpowiedziałam. Ta krótka chwila potrzebna mi była, żeby przypomnieć sobie całe zło, jakie mi wyrządził. Żeby utwierdzić się w przekonaniu, że po naszym uczuciu pozostał tylko ból i żal, że to były stracone lata, że nie chcę go już oglądać, bo nie ma szans na zmianę człowieka, jeśli on sam tego nie chce i nie potrafi zrobić. Owszem, kiedyś łudziłam się, że go zmienię Jak każda kobieta, która kocha, miałam w sobie tę dziwną pewność, że wystarczy moje uczucie, żeby uratować jego, siebie, nas... W końcu jednak zrozumiałam, że moje dobre chęci nie wystarczą. I co z tego, że to wiedziałam? Tkwiłam w tym toksycznym związku, dawałam się przekonywać i wciąż się łudziłam, że coś się zmieni. A powinnam uciekać gdzie pieprz rośnie już po pół roku . Mimo, że wciąż go kochałam. Zresztą, to nie był pierwszy raz. Już wcześniej popełniłam ten sam błąd. Ale, jak widać, gorzka życiowa lekcja niczego mnie nie nauczyła. Dzisiaj myślę, że Bartek to była moja ostatnia porażka Więcej mężczyzn w moim życiu nie będzie! Ale to dzisiaj. Może, gdy przejdzie mi złość, to pomyślę inaczej, bo tak w głębi duszy marzę, by spotkać jakiegoś dobrego człowieka, kogoś, z kim będzie inaczej, lepiej. Bo przecież samemu przez ten świat idzie się ciężko. Jakby człowiek szedł o kulach. Niby posuwa się do przodu, ale z wielkim trudem. Pierwszy raz wyszłam za mąż za Andrzeja . Wiedziałam, że pije, ale który chłop w takiej dziurze, jak nasza...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach
Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19
Partner
częste oddawanie moczu u dziecka
Zakupy
Szukasz najlepszego nocnika dla dziecka? Sprawdź nasz ranking!
Partner
Kobieta czyta książkę
Zakupy
Tej książce ufają miliony rodziców! Czy masz ją na półce?
Partner
łojotokowe zapalenie skóry
Pielęgnacja
Test zakończony sukcesem! 99% osób poleca te kosmetyki
Partner
Polecamy
Porady
Bon turystyczny przedłużenie
Aktualności
Bon turystyczny przedłużony: będzie obowiązywał również w sezonie zimowym 
Joanna Biegaj
Opieka na dziecko 2 dni
Prawo i finanse
2 dni opieki na dziecko: kiedy zgłaszać pracodawcy urlop opiekuńczy
Milena Oszczepalińska
życzenia na dzień chłopaka
Aktualności
Życzenia na Dzień Chłopaka: rymowanki, wierszyki, mądre cytaty
Joanna Biegaj
Ile trwa katar u dziecka
Zdrowie
Ile trwa katar u dziecka: katar wirusowy i bakteryjny. Ile trwa nieleczony katar?
Ewa Janczak-Cwil
Imiona aniołów: lista anielskich imion dla chłopców i dziewczynek
Aktualności
Imiona aniołów: lista anielskich imion dla dziewczynek i chłopców
Luiza Słuszniak
Pomysły na Dzień Chłopaka w szkole
Aktualności
Pomysły na Dzień Chłopaka w szkole: jak zorganizować obchody, jakie prezenty przygotować?
Joanna Biegaj
Ciasto na dzień chłopaka z kremem i owocami
Przepisy
Ciasto na Dzień Chłopaka: przepis. Spraw pyszną niespodziankę!
Adrianna Trusiuk
Dzień chłopaka i Dzień mężczyzny: czy to samo święto?
Święta i uroczystości
Dzień Chłopaka i Dzień Mężczyzny: czy to jest to samo święto?
Małgorzata Sztylińska-Kaczyńska
Zabawy na Dzień Chłopaka: fajne i śmieszne aktywności dla dzieci
Gry i zabawy
Zabawy na Dzień Chłopaka: fajne i śmieszne gry i zabawy dla dzieci
Sylwia Arlak
Urlop ojcowski
Prawo i finanse
Urlop ojcowski 2022: ile dni, ile płatny, wniosek, dokumenty
Magdalena Drab
upoważnienie do odbioru dziecka ze szkoły
Edukacja
Jak napisać upoważnienie do odbioru dziecka ze szkoły [WZÓR]
Joanna Biegaj
gęsty katar u dziecka
Zdrowie
Gęsty katar u dziecka – jak szybko się go pozbyć?
Ewa Janczak-Cwil
pielęgnacja niemowlaka
Aktualności
Najważniejsze zasady pielęgnacji niemowlaka (rady położnej)
Joanna Biegaj
upoważnienie do odbioru dziecka z przedszkola
Edukacja
Upoważnienie do odbioru dziecka z przedszkola: jak je napisać, kto może zostać upoważniony? 
Joanna Biegaj
skierowanie do lekarza
Zdrowie
Do jakiego specjalisty potrzebne jest skierowanie?
Magdalena Drab
Kaszka kukurydziana
Dieta
Kaszka kukurydziana dla niemowlaka – jak zrobić i od kiedy warto ją podać? [PRZEPIS]
Adrianna Trusiuk
Najlepsze książki dla 5-latka
Wychowanie
Książki dla 5-latków. Jakie wybrać, by zachwycić dziecko?
Luiza Słuszniak
wierszyk dla nauczyciela przedszkola
Przedszkolak
Wierszyk dla nauczyciela przedszkola: propozycje, które sprawdzą się też jako życzenia
Joanna Biegaj