Mama, która ma dość swoich dzieci
Adobe Stock, Strelciuc
Prawdziwe historie

„Moje dzieci doprowadzają mnie do szału i marzę, by się od nich uwolnić. Przez nie w domu czuję się jak w więzieniu...”

„Byłam potwornie zmęczona, obolała, spuchnięta i… nienawidziłam własnych dzieci! Tak, bywały takie momenty, że po prostu widziałam w nich tylko małe wampiry energetyczne, których życiowym celem jest zamęczenie mnie na śmierć. A potem czułam się winna...”.
Mamo, zgadnij, czy myślę o mojej prawej, czy lewej nodze? – pięcioletnia Zuzia pomachała mi przed nosem chudymi kończynami w różowych rajstopach.
 
– O lewej – odpowiedziałam, próbując jakoś ukryć znużenie.

– A nie, bo o prawej! Nabrałaś się! Przyznaj, że się nabrałaś!
 
– Przyznaję, nabrałam się – ledwie powstrzymałam chęć zrzucenia jej z łóżka, gdzie położyłam się, żeby choć na chwilę odciążyć opuchnięte stopy. – Wydmuchałaś nos, Zuziu? Masz jakiś straszny katar.
 
– Zaraz wydmucham – byłam pewna, że znowu nie zarejestrowała mojej prośby. – Mamo, a co będziemy robić jutro? Coś fajnego? A pojutrze?
 
Odpowiedziałam jej cierpliwie, po czym po raz setny przypomniałam o wydmuchaniu nosa. W końcu musiałam stoczyć się z łóżka, przytrzymując się oparcia krzesła i sama pójść po chusteczkę. Kiedy wróciłam, krzywiąc się, bo właśnie dostałam kopniaka pod żebra od mojego nienarodzonego jeszcze maleństwa, Zuzia miała do mnie kolejne, niezwykle ważne pytanie:
 
– Mamo, a czemu kupiłaś serek waniliowy, a nie jabłkowy? Nie lubisz już jabłek? Przecież one są pyszne!

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

I tak przez cały dzień…

Podobno to wspaniale, że dziecko dużo mówi i zadaje mnóstwo pytań, ale moje biło wszelkie rekordy. Przynajmniej to starsze, bo młodsze, dwuletni Adaś jeszcze nie mówił, za to złościł się strasznie, kiedy się go nie rozumiało.
 
Wyciągał rączki, mówił coś po swojemu i jeśli mu się tego natychmiast nie dało, zaczynał głośno płakać. Mój Boże, czasem byłam tak przytłoczona macierzyństwem, że miałam ochotę po prostu wyjść, tak jak stałam, i uciec jak najdalej od moich dzieci. Najgorsze, że nie było jak uciec, bo przecież nie zostawię maluchów samych.
 
– Kiedy ma pani termin porodu? – sprzedawczyni uśmiechnęła się na widok mojego ogromnego brzucha.
 
– Za trzy tygodnie – westchnęłam, pakując zakupy do koszyka pod wózkiem. – Adaś, nie, nie wyjdziesz teraz. Siedź spokojnie! Nie, nie mogę cię wyjąć! – westchnęłam, bo synek zaczął płakać, chcąc wyjść z wózka.
 
– Mamo, a po co zaplotłaś mi warkoczyki? – Zuzia, nieczuła na jęki brata, pociągnęła mnie za rękaw.
 
– Adaś! – krzyknęłam, bo małemu jakimś cudem udało się wyplątać z szelek i zaczął powoli zsuwać się ze spacerówki. – Nie wolno, Adaś!
 
– Mamo, a wolisz niebieski kolor czy różowy? – paplała córka.
 
W tym momencie złapał mnie jakiś dziwny skurcz w dole brzucha, i aż pociemniało mi w oczach. Na moment przestałam łapać synka, opierając się ciężko o ścianę. Ten wykorzystał sekundę braku kontroli i uciekł z wózka. Brzuch nadal mnie bolał, Zuzia trajkotała coś nieprzerwanie, domagając się mojej nieustającej uwagi, a Adaś, zasmarkany i zapłakany, dreptał właśnie w kierunku wyjścia ze sklepu.

Nie chciałam wracać do moich pociech...

Dźwignęłam się z trudem, modląc się, żeby nie zemdleć i ciężko poczłapałam za synkiem. W drzwiach dogonił mnie głos sprzedawczyni:
 
– Dwadzieścia jeden, pięćdziesiąt. Płaci pani kartą czy gotówką?
 
Do domu doszłam, płacząc. Byłam potwornie zmęczona, obolała, spuchnięta i… nienawidziłam własnych dzieci! Tak, bywały takie momenty, że po prostu widziałam w nich tylko małe wampiry energetyczne, których życiowym celem jest zamęczenie mnie na śmierć. A potem czułam się winna, że tak o nich myślałam, płakałam, że jestem złą matką, która nie potrafi kochać swoich  maluchów i wpadałam w jeszcze większy dołek psychiczny…
 
– Nasza mama nigdy by tak o nas nie pomyślała – łkałam potem siostrze w słuchawkę. – Pamiętasz, jaka była cudownie cierpliwa? Chłopcy wiecznie coś broili, myśmy gadały jak najęte, wszyscy skarżyliśmy jedno na drugie, a tymczasem ona była zawsze taka pogodna, taka wyrozumiała…
 
Tu rozpłakałam się jeszcze bardziej, bo porównując się do mojej mamy, w moich oczach idealnej Matki Polki, czułam się jak macierzyńskie zero.
 
– A mama miała nas czworo… dobiła mnie z westchnieniem Alina, moja siostra. – Nie mam pojęcia, jak ona sobie dawała z nami radę.
 
– Ale dawała! – chlipnęłam. – A ja nie wyrabiam nawet z dwójką! A co będzie, kiedy urodzę trzecie?!
 
Faktycznie, nasza mama miała niewiarygodne pokłady cierpliwości. Nawet, kiedy któreś z nas było straszliwie niegrzeczne czy namolne, ona po prostu nuciła sobie pod nosem, a dla dzieci miała tylko pełen wyrozumiałości uśmiech. Czemu ja tak nie umiałam?!
 
W końcu zaczęłam rodzić i poszłam do szpitala na całe cztery dni. Staś urodził się zdrowy, ale i tak robiłam, co mogłam, żeby przedłużyć pobyt w szpitalu. Skarżyłam się na bóle brzucha, udawałam, że mi słabo. Dopiero czwartego dnia zorientowałam się, że to wszystko gra na czas… Bo w szpitalu mogłam leżeć i drzemać, kiedy akurat nie karmiłam Stasia i miałam… tylko jedno dziecko. A w domu czekały na mnie moje dwie pociechy… Pociechy, do których ja nie chciałam wracać!
 
– Jestem złą matką – kręciłam głową, ocierając łzy z policzków. – Ale naprawdę nie daję sobie rady…  A przecież kocham ich nad życie! Moja ukochana Zuzia, mój mały orzeszek, Adasiek… Tęsknię za nimi, ale równocześnie wiem, że nie dam rady z nimi i jeszcze noworodkiem… Oni są tacy wymagający…
 
Alina pocieszała mnie jak mogła. Zaoferowała pomoc w opiece, obiecała, że razem z moim mężem będzie dbała o mój komfort. Jakoś zdołałam jej uwierzyć i wróciłam do domu.
 
– Mamo, a dlaczego to chłopczyk, a nie dziewczynka? I czemu nie ma włosków? O, po co tak ściska piąstki? – już w pierwszej minucie od wejścia do domu z noworodkiem, Zuzia zarzuciła mnie milionem pytań. 
 
Tym razem po prostu je zignorowałam, dając znać mężowi, że chcę iść się położyć. Kiedy mi się to wreszcie udało i zaczęłam karmić Stasia, zaczął wdrapywać się na mnie Adaś. Nie rozumiał, że mama teraz zajmuje się nowym dzieckiem i usiłował wcisnąć się między mnie i maluszka.
 
– Adasiu, to twój braciszek… – zaczęłam łagodnie. – Teraz go karmię, za chwilę będziesz się mógł przytulić.
 
Adaś jednak, jak zawsze, kiedy coś szło nie po jego myśli, zaczął płakać, czy raczej przeraźliwie wyć. To sprawiło, że rozpłakał się też Staś, przy okazji zalewając się mlekiem. Patryk przybiegł wprawdzie na pomoc i zabrał Adasia, ale mleko już się wylało i to nie tylko w przenośni…
 
Czułam się zapędzona w kozi róg. Miałam trójkę małych dzieci, mojemu mężowi kończył się urlop, siostra też musiała pracować… Stałam więc przed perspektywą zostawania z nimi sama w domu na całe długie dnie.
 
– Kochanie, jeśli chcesz, to przyjadę – zadeklarowała mama swoim spokojnym, ciepłym głosem.
 
– Z Kanady? Bez sensu, poradzę sobie – zagryzłam wargi, by nie zacząć szlochać.
 
Mama i jej drugi mąż mieszkali od lat w Kanadzie, ale nie zbijali tam kokosów. Wiedziałam, że na bilet do Polski muszą oszczędzać przez wiele miesięcy. Krępowałam się więc tak po prostu zażądać, by mama przyleciała wyręczać mnie w moich obowiązkach. Poza tym nie chciałam się przyznać, że sobie nie radzę. 
 
Nie przed mamą, która przecież śpiewająco dawała sobie radę z czwórką swoich dzieci, i to bez żadnej pomocy. Dosłownie śpiewająco!
 
– To chyba byli „Beatlesi”, nie? 
 
– Alina przerwała na moment grę w Memory z Zuzią, by pogadać ze mną o naszym dzieciństwie. – Mama nuciła sobie pod nosem „Hey Jude”. Tak, teraz to sobie przypominam.
 
– Ciociu, zobacz, zrobiłam domek z kart! – Zuzi nie spodobało się, że ciotka nie poświęca jej stu procent uwagi. – Nie patrzyłaś i się rozsypał!

Musiałam wyglądać jak jakaś wariatka

Zrozumiałam aluzję. Siostra też miała już dość. Moje dzieci zamęczyłyby świętego. I przypomniało jej się nucenie mamy. To ciche, pogodne nucenie, kiedy któreś z nas, a najczęściej wszyscy naraz, dawaliśmy jej popalić.
 
Niestety Staś zaczął mieć kolki. Praktycznie przestałam sypiać. Nie, w nocy wstawał do niego Patryk, ja tylko musiałam małego nakarmić. Ale to z mojej strony wpychał się nocami do łóżka Adaś. A nie sypiał spokojnie. Co chwila dostawałam cios w czoło albo kopniaka w brzuch. Czasem Zuzia miała złe sny i wołała mnie ze swojego pokoju. Potem była pora karmienia. A w ciągu dnia nie miałam szansy nawet zrobić sobie herbaty, a co dopiero się zdrzemnąć.
 
I w końcu pękłam.
 
– Nie! – wrzasnęłam na Adasia, znowu wychodzącego z wózka.
 
Synek oczywiście nie posłuchał i zaczął trząść z całej siły podwójnym wózkiem, aż leżącemu w gondoli Stasiowi podskakiwała głowa.
 
– Przestań! – złapałam go za ramiona i usadziłam siłą. – Nie ma wyłażenia, przechodzimy przez ulicę! – czułam, że coś zaczyna dusić mnie w gardle, a żyły na moim czole się napinają.
 
– Mamo, ja chcę pchać wózeczek – Zuzia wybrała sobie idealny moment, by znowu czegoś zażądać.
 
– Zostaw! – odepchnęłam córkę. – I przestań tyle gadać! Nie mogę nawet zebrać myśli! Ciągle czegoś chcecie! Mam was wszystkich dosyć!
 
Jakaś część mnie obserwowała tę scenę z boku. Oto rozhisteryzowana kobieta wrzeszczy na swoje malutkie dzieci na środku ulicy. Przestraszona dziewczynka patrzy na nią zdezorientowana, dwuletni chłopczyk płacze, biedaczek, uwiązany w wózku, a obudzone niemowlę domaga się piersi.
 
– Przepraszam, może pani jakoś pomóc? – spytała jakaś starsza kobieta.
 
– Nie! Zostawcie mnie wszyscy w spokoju! Won! – ryknęłam na nią. 
 
Drżałam na całym ciele, przed oczami miałam czerwoną zasłonę, zaczęłam tracić kontrolę nad tym, co się dzieje. Poczułam, że Zuzia znowu mnie ciągnie i wyrwałam się tak, że aż upadła. Znowu zaczęłam krzyczeć.

Jak ona to robiła? Ja tak nie potrafię!

A potem odciągnięto mnie od dzieci. Ktoś wyjął z wózka ryczącego Adasia, ktoś zajął się zszokowaną Zuzią. Na szczęście nie wezwano na miejsce żadnych służb i jedyną osobą, która po nas przyjechała, był mój mąż.
– Potrzebujemy pomocy – oznajmił już w domu, wieczorem. – Mogę wziąć nadgodziny, ale musimy mieć opiekunkę. Ty jesteś już wykończona…
 
– Dam sobie radę – powiedziałam odruchowo. – Moja mama sobie dała.
 
Nie odpowiedział. Po prostu mnie przytulił i pozwolił spać nieprzerwanym snem przez trzy godziny. Następnego dnia został w domu, a mnie wysłał do kosmetyczki. Wstyd się przyznać, ale to było jak przepustka z więzienia. Dosłownie wyfrunęłam z domu, ale już pod salonem dopadło mnie poczucie winy. Co ze mnie za matka, jeśli tak chętnie uciekam od dzieci?! Czy ja nie potrafię ich kochać? Dlaczego brak mi cierpliwości?
 
Poczułam, że znowu się rozklejam i prawie bezwiednie zadzwoniłam do jedynej osoby, która mogła mnie wesprzeć. Do mojej mamy.
 
– Co się stało? – ona od razu wyczuła, że sytuacja jest niedobra.
 
– Jestem złą matką… – wypaliłam bez wstępów. – Uciekam od swoich dzieci, a kiedy z nimi jestem, czuję, że doprowadzają mnie do szału! Tracę cierpliwość, krzyczę, szarpię… Mamo, jak ty to robiłaś, że potrafiłaś tak nas kochać?
 
– Kochałam was normalnie – odparła lekko zaskoczona. – Tak samo jak ty kochasz Zuzię, Adasia i Staśka. Dzieci potrafią dać w kość, to co czujesz, czują miliony matek na świecie. Ja też tak miałam.
 
– Nieprawda! – chlipnęłam. – Ty byłaś wcieleniem cierpliwości i dobroci. Kiedy cię zamęczaliśmy, ty po prostu sobie nuciłaś, zamiast krzyczeć…
 
– Kochanie! – przerwała mi gwałtownie. – Wiesz, dlaczego nuciłam? Bo doprowadzaliście mnie do szału! Byliście bardzo żywiołową czwórką  i nieraz miałam ochotę was udusić.

– Ale jak to? – nagle przestałam chlipać. – Przecież nigdy nie krzyczałaś…
 
– Właśnie dlatego, że nuciłam – wyjaśniła. – To była taka samoobrona psychiczna. Kiedy czułam, że jestem bliska rozerwania was na strzępy, zaczynałam śpiewać, żeby odgonić te myśli. Wiesz, żeby się odciąć od rzeczywistości… To pomagało przetrwać najgorsze momenty, a potem zwykle zajmowaliście się czymś innym i dawaliście mi święty spokój…
 
I tak runął mit mojej mamy, modelowej Matki Polki. Zrozumiałam, że nie istnieją idealni rodzice, i że dzieci czasami doprowadzają nas na krawędź utraty cierpliwości. To normalne i nie ma czego sobie wyrzucać. Pojęłam też, że i dla mnie, i dla mojej rodziny będzie lepiej, jeśli przyjmę pomoc.
 
Patryk znalazł mi dziewczynę na trzy godziny dziennie. Niby mało, ale wystarczyło, bym po tej przerwie wracała do moich pociech z nowymi pokładami cierpliwości. Odniosłam jeszcze jedną korzyść – odkryłam w sobie talent wokalny. Naprawdę, czasem myślę, że nikt tak nie doszlifował repertuaru z musicalu „Metro”, jak ja. I jakimś cudem moje dzieci się nauczyły, że kiedy mama zaczyna śpiewać, lepiej przestać przeciągać strunę. Muzyka łagodzi obyczaje!


Agnieszka, 32 lata

Czytaj także​:

Dziewczynka porzucona przez matkę
Adobe Stock, Ekaterina Shvaygert
Prawdziwe historie
„Moja córka zrobiła ze swojego dziecka żywy bankomat. Urodziła ją tylko po to, żeby na niej zarobić. Wychowałam naciągaczkę"
„Co z niej za matka? Jak można tak potraktować własne dziecko. Gdyby od początku wiedziała, że ten bogaty mężczyzna nie jest ojcem Kasi, pewnie usunęłaby ciążę. Wychowałam egoistyczną naciągaczkę. Tak bardzo mi za nią wstyd”.

Czasami zastanawiałam się, jak to możliwe, że moja młodsza córka, Gosia, jest tak wspaniałą matką dla swojej dwójki szkrabów, natomiast starsza, Monika, kompletnie nie ma instynktu macierzyńskiego. Przecież wychowywałam je obie jednakowo, każdej dając identyczną porcję miłości i zainteresowania. Tymczasem Małgosia zawsze była bardzo rodzinna, a Monia, jak ten kot, chodziła własnymi drogami, nie dbała o nikogo, tylko o siebie.   – Zobaczysz, zakocha się, to się wtedy wszystko zmieni! – mawiała moja siostra, której się skarżyłam, że Monika skończyła już trzydziestkę, a nie zanosi się na to, aby się ustatkowała.    Młodsza dorobiła się w tym czasie męża i dwójki dzieci, a starsza… Co rusz miała innego chłopaka. W pewnym momencie zwyczajnie straciłam rachubę, tym bardziej że wyprowadziła się z domu. Pomieszkiwała u kolejnych „narzeczonych”, potem coś sama wynajmowała – i znowu zaczepiała się u jakiegoś chłopaka.   – Żyjesz jak jakiś koczownik! – wyrzucałam starszej córce. – Ciągle na walizkach! Spójrz na Gosię! Jest ustatkowana, ma dom, fantastycznego męża, dwójkę ślicznych maluchów…   – Jaki tam dom? Mieszkanie kupione na kredyt zaciągnięty na dwadzieścia długich lat! Ja sobie takiego kamienia u szyi na pewno nie uwiążę! – wyśmiewała siostrę Monika.   – Więc twoim zdaniem lepiej nie mieć żadnego domu? – dopytywałam.   – Mamo, ty się o mnie nie martw – śmiała się, ale dobrze jej było mówić.    Matka zawsze się martwi o swoje dzieci. Tym bardziej takie, co nie mają żadnego celu w życiu ani perspektyw.   „Gdyby sama została matką, wszystko by się na pewno zmieniło. Stałaby się bardziej odpowiedzialna – myślałam. – Miałaby dla kogo żyć”.  ...

Kobieta, która prawie straciła życie przez ciążę
Adobe Stock, suebsiri
Prawdziwe historie
„Nienarodzona córka, chciała zabić moją żonę. Przez ciążę serce Karoliny przestało bić. Jak ja mam teraz spojrzeć, na własne dziecko...”.
„Nic nie zapowiadało katastrofy. Przez całą ciążę moja żona czuła się świetnie, robiła regularne badania. Tydzień wystarczył, żeby ciąża zrobiła w jej organizmie takie spustoszenie, że Karolina wymagała przeszczepu serca. Lekarze mówią, że jej dni są policzone”

Chyba mnie trochę boli serce – stęknęła Karolina, przytrzymując moją rękę.   – Jak to „chyba”? To boli czy nie boli? – spytałem zdumiony.   – Kochanie, jestem w ósmym miesiącu ciąży i boli mnie wszystko – próbowała się uśmiechnąć, ale zamiast tego skrzywiła się z bólu. – Proszę, usiądźmy na jakiejś ławeczce.   – Oczywiście. To pewnie dlatego, że dzisiaj jest tu strasznie duszno – rozejrzałem się po centrum handlowym, w którym robiliśmy zakupy, w poszukiwaniu jakiejś ławki. – Chyba oszczędzają na klimatyzacji… O tam, jest dobra ławka…   – Nie mogę… Ja nie dojdę… Słabo mi… – próbowałem utrzymać żonę na nogach, ale nie byłem w stanie.   – Kochanie, co ci jest? Kochanie! Niech ktoś mi pomoże! – zacząłem krzyczeć na cały głos.   Zaraz zleciało się sporo osób, co nie było dobre, bo koło nas zrobiło się jeszcze duszniej. Na szczęście ktoś był na tyle przytomny, że wezwał lekarza z prywatnej przychodni, która miała siedzibę w owym centrum handlowym. Przysłano po moją żonę specjalne łóżko, na którym zawieziono ją do gabinetu.   Cały czas było jej bardzo słabo, ale nie straciła przytomności. Na pytania lekarza odpowiadałem jednak ja. Kiedy usłyszał, że Karolinę tuż przed tym incydentem zabolało serce, natychmiast zrobił jej EKG. Widząc jego minę, gdy odczytywał wyniki, wiedziałem, że nie jest dobrze. On zaś natychmiast wybiegł do recepcji i kazał wezwać karetkę pogotowia w związku z zagrożeniem życia.   – Ale panie doktorze, co się stało? – wybiegłem za nim oszołomiony z gabinetu, krzycząc. – Żona jeszcze rano świetnie się czuła… Zresztą w ogóle bardzo dobrze znosiła ciążę i na nic się nie uskarżała.   –...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj