Dziewczynki, które się kłócą
Adobe Stock, Photographee.eu
Prawdziwe historie

„Myślałam, że siostra odebrała mi mamę i całe życie byłam o nią zazdrosna. Tak naprawdę ona uratowała mi życie”

„Podarowałaś mi życie, siostrzyczko, a na pewno szansę na nie. Chciałabym powiedzieć ci głośno, jak bardzo jestem ci wdzięczna, jak bardzo cię kocham, ale jeszcze nie potrafię. Wstydzę się tego, jaka byłam. Przepraszam cię za to. Na razie w myślach, ale jak tylko się pozbieram, powiem ci to, Marysiu”.
Miałam siedem lat, kiedy Marysia przyszła na świat. Nie znosiłam jej od momentu, kiedy dowiedziałam się, że Beata jest w ciąży. Byłam zazdrosna. Uważałam, że zabiera mi uwagę taty, że rodzice troszczą się o nią bardziej niż o mnie, że poświęcają jej za dużo czasu. Byłam wściekła, że Beata jest jej prawdziwą mamą, a nie moją.
 
Mama umarła, kiedy miałam trzy lata, prawie jej nie pamiętałam. Najwięcej zajmowała się mną babcia Kasia, mama taty. Jednak wszystkie święta, niedziele, urlopy spędzałam z tatą. Był tylko mój i tylko dla mnie. Koleżanki w przedszkolu opowiadały o swoich mamach, a ja miałam tylko tatę i dziadków. Czułam wtedy zazdrość, ale nie chciałam się do tego przyznawać. 
 
Beata pojawiła się w naszym życiu nagle. Początkowo podchodziłam do niej nieufnie, ale ona nie była macochą z bajki o Kopciuszku. Była młoda i śliczna, miała kręcone, rude włosy i ogromne, zielone oczy. Bardzo się z moim tatą kochali, już wtedy widziałam to w ich spojrzeniach. Spędzała u nas coraz więcej czasu, czytała mi książki, razem rysowałyśmy lub oglądałyśmy bajki. Aż w końcu tak jakoś naturalnie wyszło, że u nas zamieszkała.

Raz przyszła po mnie do przedszkola. Koleżanka powiedziała mi wtedy:
 
– Ale masz śliczną mamę.
 
Jeszcze tego samego dnia zapytałam Beatę, kiedy kładła mnie spać:
 
– Czy mogę mówić do ciebie mamo?
 
Przytuliła mnie mocno:
 
– Oczywiście, kochanie, jesteś przecież moją małą córeczką. Bardzo cię kocham.
 
– Ja ciebie też, mamusiu.
 
Od tej chwili Beata została moją mamą, mimo że ślub rodzice wzięli dopiero pół roku później. Rodzice mojej prawdziwej mamy chyba nie byli z tego zadowoleni. Słyszałam raz, jak babcia kłóciła się z tatą.
 
– Ona już miała matkę – mówiła babcia. – Chcesz, żeby o niej zapomniała?
 
– Ona jest mała, mamo – tłumaczył przyciszonym głosem tata. – Potrzebuje spokojnego, normalnego domu. Poza tym bardzo kocha Beatę, a Beata ją. Nie niszcz tego, proszę cię – tłumaczył. 
 
Uciekłam wtedy na podwórko i długo płakałam schowana za garażami. Znalazła mnie tam właśnie Beata.
 
– Co ty tu robisz, kochanie? – odgarnęła mi włosy z zapłakanej buzi. – Misieńko, co się stało? – była naprawdę zmartwiona. 
Przylgnęłam do niej, łkając. 
 
– Powiedz, że zawsze będziesz moją mamą, zawsze. Obiecaj – prosiłam.
 
– Obiecuję – odpowiedziała. – Zawsze będę twoją mamą, a ty moją córeczką.
 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Rok później zaszła w ciążę


Wtedy usłyszałam to znienawidzone zdanie.
 
– Michalinko, będziesz miała siostrzyczkę – to tata.
 
– Albo braciszka – dodała Beata. I zaraz zapytała: – Cieszysz się? – usiłowała mnie przytulić, ale ja cała zesztywniałam i uchyliłam się od jej uścisku.
 
– Przecież mi obiecałaś? – wyszeptałam ze łzami w oczach. 
 
– Co ci obiecałam? – Beata patrzyła na mnie zdziwiona.
 
– Obiecałaś, że będziesz moją mamą?
 
– Będę Michasiu, jestem – poprawiła się. – Tylko teraz będę miała dwie córeczki do...
 
Nie pozwoliłam jej dokończyć: 
 
– Nie chcę jej, nienawidzę jej – krzyczałam.
 
– Michalina! – ostry głos taty miał mnie przywołać do porządku, ale ja zerwałam się z kanapy i uciekłam do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. 
 
Liczyłam na to, że Beata do mnie przyjdzie, ale nie przyszła, chyba tata jej nie pozwolił. Od tamtej pory nienawidziłam swojej przyrodniej siostry czy brata, wtedy jeszcze nie było wiadomo. Rodzice jeszcze kilka razy próbowali ze mną rozmawiać, ale na wszystkie próby odpowiadałam niezmiennie.
 
– Nie lubię jej, nie chcę jej.
 
W końcu dali spokój. Widziałam, jak tata przytula Beatę i mówi cicho:
 
– Nie martw się kochanie, jak się urodzi, to wszystko się ułoży. Michasia jest po prostu zazdrosna.
 
Owszem byłam zazdrosna, ale po urodzeniu Marysi nic się nie ułożyło, wprost przeciwnie... Nienawidziłam jej jeszcze bardziej. Była taka śliczna, miała takie same oczy jak Beata i takie same włosy.
 
– Wykapana mamusia – twierdzili znajomi, dziadkowie, sąsiedzi, a ja przełykałam łzy. – Jasne, to przecież ona jest jej córką, nie ja – myślałam. – Jak mogę być podobna do mamy, skoro nie jestem jej?

Marysia rosła, a ja pielęgnowałam w sobie nienawiść do niej

Jak tylko mogłam, usiłowałam jej dokuczyć, a to popchnąć, a to uszczypnąć. Patrzyła na mnie tymi swoimi zielonymi oczyskami i miała w nich bezradność i zdziwienie. Pamiętam, jak rodzice próbowali mi tłumaczyć, prosić, ale nic to nie dawało. Nie lubiłam Marysi, a im bardziej oni opiekowali się nią, tym bardziej ja odsuwałam się od nich.
 
Miałam może trzynaście lat, kiedy powiedziałam przy kolacji, że chciałabym przeprowadzić się do dziadków. Oczy Beaty momentalnie zaszły łzami.
 
– Michasiu – szepnęła załamującym się głosem – przecież my ciebie kochamy, jesteśmy rodziną, jesteś naszą córką tak samo jak Marysia – nie powinna była tego mówić. 
 
Ja wcale nie chciałam być jak Marysia, ja chciałam być najważniejsza, niepowtarzalna, jedyna, nie chciałam się niczym ani nikim dzielić z Marysią.
 
– Chcę mieszkać z dziadkami – powtórzyłam uparcie jak mała dziewczynka, która domaga się zakazanego cukierka.
 
– Dość tego! – tata nagle trzepnął ręką w stół, aż podskoczyły talerzyki. – Tu jest twój dom i tu będziesz mieszkała, z nami. Mam naprawdę dość twoich fochów! – wstał gwałtownie i wyszedł do łazienki, trzaskając drzwiami. 
 
Beata rysowała palcem jakieś wzory na stole. – Nie powinnaś się tak zachowywać, Michasiu – powiedziała cicho. 
– Przecież my cię naprawdę bardzo kochamy, nie czujesz tego? Czy naprawdę jest ci z nami aż tak źle? 
 
Nie odpowiedziałam, nie chciałam z nią rozmawiać. Rzuciłam jej tylko niechętne spojrzenie i uciekłam na górę do swojego pokoju. Tak naprawdę to nie chciałam się nigdzie wyprowadzać, wolałabym raczej, żeby oddali Maryśkę do domu dziecka, albo wszystko jedno gdzie. Niestety, nigdzie jej nie oddali, za to mnie próbowali zapisać do psychologa. Niby miał mi pomóc. Może by i pomógł, ale nie chciałam tam chodzić. Pani psycholog była owszem bardzo miła, ale nie chciałam z nią rozmawiać, powtarzałam uparcie: 
 
– Nie chcę do pani przychodzić, nie potrzebuję tego. 
 
To samo powtarzałam w domu. Po kilku wizytach, które kompletnie nic nie dały, rodzice zrezygnowali. Sytuacja unormowała się odrobinę, kiedy poszłam do liceum. Nie znaczy to, że pokochałam moją młodszą siostrę, czy chociażby ją polubiłam. Oczywiście, że nie. Zdałam sobie jednak sprawę, że walka o nią nic nie da. Rodzice jej przecież nie oddadzą, nie zniknie. Jest i będzie, a ja muszę to zaakceptować. Oganiałam się od niej jak od natrętnej muchy i warczałam o byle co.

Zazdrościłam jej, że była  coraz bardziej podobna do mamy, do Beaty

Miałam siedemnaście lat, kiedy zaczęłam chorować na nerki. Zaczęło się banalnie. Jakieś zawroty głowy, bóle podbrzusza. Beata zapisała mnie najpierw do ginekologa. Szybko okazało się, że to nerki. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że na to samo zmarła moja mama. Nigdy wcześniej mnie to nie interesowało. Wiedziałam, że była bardzo chora i umarła, ale nigdy nie pytałam na co. Teraz przestraszyłam się, ale nie myślałam, że też mogę umrzeć. W wieku siedemnastu lat raczej nie myśli się o śmierci. 
 
Rodzice tak bardzo się mną opiekowali, wreszcie miałam to, co chciałam – byłam najważniejsza. Beata przychodziła codziennie do szpitala, często miała zaczerwienione oczy, wiedziałam, że się o mnie martwiła. Fukałam, kiedy przyprowadzała ze sobą Maryśkę, więc częściej przychodziła sama. Potem długo leżałam w domu, następnie było sanatorium. Do szkoły wróciłam dopiero po pół roku. Jedną nerkę miałam nieczynną, ale drugą udało się uratować. Lekarze twierdzili, że muszę się oszczędzać, dbać o siebie, brać leki i uważać na wszystko, ale z jedną zdrową nerką można żyć długie lata. 
 
W domu byłam najważniejsza, nawet Maryśka chodziła wokół mnie na palcach. Ja jednak nie przestałam na nią warczeć, fukać i złościć się o byle co. Patrzyła na mnie ze smutkiem i znosiła wszystko w milczeniu, tak jak w dzieciństwie. 
 
Dziś wiem, że była o wiele dojrzalsza i mądrzejsza niż ja w jej wieku. W końcu jednak nie wytrzymała. Po jakiejś kolejnej awanturze o bzdety przyszła do mojego pokoju wieczorem. Rodzice wyszli do znajomych, byłyśmy same w domu. Leżałam pod kocem i czytałam książkę.
 
– Wynoś się – warknęłam, ale nie wyszła. Stała i patrzyła na mnie w milczeniu. – No co chciałaś? – powtórzyłam.
 
Podeszła do biurka, odsunęła rozłożone książki i usiadła na blacie. Była taka drobna, szczupła z szopą rozczochranych rudych włosów.

„To właściwie jeszcze dzieciak” – przebiegło mi przez myśl. „To ja powinnam się nią opiekować”.
 
– Złaź z biurka – warknęłam. – Tyle razy mówiłam, żebyś tam nie siadała.
 
Wzruszyła ramionami: 
 
– Przecież ci nic nie zniszczę.
 
– Złaź – powtórzyłam. 
 
Zeskoczyła z blatu, ale nie wyszła. Usiadła w fotelu i spytała:
 
– Michalina, dlaczego ty mnie tak nie lubisz?
 
Wzruszyłam ramionami. Też wymyśliła! Sądziła, że będę jej się spowiadać czy co? Marysia jednak nie rezygnowała.
 
– No powiedz mi, Miśka, przecież jesteśmy tylko we dwie, jesteśmy siostrami. Siostra Weroniki to się nią opiekuje, chodzą razem do kina, na basen, a ty się ciągle ode mnie oganiasz – drążyła uparcie. – Czy ja ci zrobiłam coś złego?
 
– Zabrałaś mi mamę – wyrwało mi się i natychmiast tego pożałowałam.
 
– Mamę? – patrzyła na mnie z takim zdziwieniem w oczach. – O czym ty mówisz? Zwariowałaś?
 
– Wyjdź stąd natychmiast! – warknęłam. 
 
– Miśka, czy tobie odbiło, jak zabrałam ci mamę?
 
– Wynoś się – zerwałam się z kanapy, mając zamiar wyrzucić ją za drzwi siłą, gdyby nie chciała wyjść, ale Marysia zerwała się i skoczyła w kierunku drzwi.
 
– Pójdę sobie, ale ty się zastanów, co mówisz – krzyknęła, będąc już na korytarzu. – Niby jak miałam zabrać ci mamę?
Przecież to moja mama, moja, nie twoja, zapamiętaj to sobie.
 
Od tej chwili zaczęłam zwracać się do Beaty po imieniu. Widziałam, że było jej przykro, ale nie powiedziała ani słowa. Za to ojciec zareagował natychmiast.
 
– Jak ty się odzywasz do matki?
 
– Przecież ona nie jest moją mamą – odpowiedziałam spokojnie.
 
– Michalina!
 
– Daj spokój, Karol – przerwała ojcu Beata – jeśli tak woli, niech tak będzie. Możesz mówić do mnie, jak chcesz, ale pamiętaj, że zawsze jesteś moją córką.
 
– To Marysia jest twoją córką.
 
– Michalina! – usłyszałam za sobą wściekły głos taty.
 
Wiedziałam, że to ja jestem ta niedobra, że to ja powoduję konflikty w rodzinie, ale nie potrafiłam inaczej. Nie potrafiłam pokochać ani nawet polubić Maryśki. 

Franka poznałam na egzaminach wstępnych na studia

Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Chciałam od razu wyprowadzić się z domu i zamieszkać razem z nim, ale rodzice się nie zgodzili. Musiałam ustąpić, w końcu utrzymywali mnie na studiach. Byliśmy z Frankiem dla siebie stworzeni, nie potrafiliśmy bez siebie żyć. Na trzecim roku studiów wzięliśmy ślub i zamieszkaliśmy z rodzicami Franka, a po jakimś czasie w mieszkaniu mojej babci Kasi, która przeprowadziła się do domu moich rodziców.
 
Lekarze ostrzegali mnie przed ciążą. Wiedziałam, że u mojej mamy choroba nasiliła się gwałtownie po moim urodzeniu, ale tak bardzo chcieliśmy z Frankiem mieć dziecko. Zaryzykowałam. Pod wpływem Franka i ciąży bardzo złagodniałam. Nawet moje kontakty z Marysią się poprawiły. Już mnie tak bardzo nie denerwowała, nawet od czasu do czasu nas odwiedzała. Wpadała taka śliczna, radosna, z wiecznie rozwianymi włosami. Zawsze się spieszyła, zawsze miała coś bardzo ważnego do załatwienia.
 
– Piękna ta twoja siostra – powiedział kiedyś Franek.
 
Najeżyłam się momentalnie: – To trzeba się było ożenić z nią, a nie ze mną!
 
Zachichotał i pocałował mnie w czubek głowy.
 
– Głuptas – mruknął.
 
Kiedy przyszedł na świat nasz synek Marcin, byliśmy z Frankiem bardzo szczęśliwi. Niestety szybko okazało się, że moja choroba się nasiliła. Znowu musiałam pójść do szpitala. Maleńkim Marcinkiem zajmowała się teściowa do spółki z Beatą. Wiedziałam, że dbają o niego, że nie dzieje mu się krzywda, ale ogromnie za nim tęskniłam. Na pewno nie pomagało mi to wyzdrowieć, czułam się coraz słabsza, coraz bardziej zmęczona. Widziałam troskę w oczach mojego męża, rodziców, teściów, nawet Maryśki, ale zaczynało mi być wszystko jedno, chyba zaczynałam wpadać w depresję. W końcu lekarze podjęli decyzję o rozpoczęciu dializ, stwierdzając, że mojej nerce nic już nie może pomóc. Przeszczep, albo… Wolałam nie myśleć co.
 
Wypisali mnie ze szpitala, mogłam już być ze swoim synkiem, jednak dwa razy w tygodniu musiałam spędzać kilka godzin w szpitalu na dializie. Źle się po niej czułam, byłam osłabiona i senna, nie miałam sił zajmować się Marcinkiem. Zaczynałam się coraz bardziej bać. Wszyscy mnie pocieszali, że będzie dobrze, ale niby jak miałoby być. Myśl, że do końca życia będę musiała tak jeździć na dializy napawała mnie przerażeniem.

Wiedziałam, że tata zgłosił się na badania, chciał wiedzieć, czy mógłby być dla mnie dawcą. Nie mówili mi, kiedy będą wyniki, ale od kilku dni miałam wrażenie, że już wiedzą. Znałam swoich rodziców i widziałam po ich oczach, że nic z tego nie będzie, tylko nie chcą mi mówić, nie wiedzą jak.
 
Wieczorna wizyta Marysi bardzo mnie zaskoczyła. Mimo że odkąd mieszkałyśmy oddzielnie, wojna między nami przycichła, to jednak nigdy nie stałyśmy się sobie bliskie. Chyba nie potrafiłyśmy być dla siebie siostrami. Gdzieś w głębi serca wiedziałam, że to moja wina, ale nie potrafiłam ani nawet się nie starałam nic z tym zrobić.
 
– Cóż się stało, że przyszłaś? – przywitałam Marysię niechętnie. 
 
Była jak zwykle śliczna i uśmiechnięta. „No tak jest przecież zdrowa” – przebiegło mi przez myśl. „Ona wszystko może, wszystko jej się udaje, a ja?” – w oczach zakręciły mi się łzy. Wiedziałam, że to zauważyła, ale nic nie dała po sobie poznać. Rzuciła torbę i usiadła na dywanie obok próbującego już raczkować Marcinka.
 
– Nie złość się i nie krzycz na mnie, bardzo cię proszę – uważnie na mnie popatrzyła. – Chciałam z tobą pogadać.
 
Wzruszyłam ramionami. 
 
– Niby o czym? 
 
Marysia długo milczała. Już myślałam, że się obraziła, że wstanie i wyjdzie bez słowa. Nie zrobiła tego jednak.
 
– Ojciec nie może być twoim dawcą – powiedziała prosto z mostu. 
 
Mimo że przeczuwałam to już dawno, zrobiło mi się zimno.
 
– I przysłał ciebie, żebyś mi to powiedziała? – spojrzała na mnie z żalem.
 
– Ale ja mogę… – dokończyła.
 
Usiadłam na kanapie, bo kolana się pode mną ugięły. Nie wiedziałam, co powiedzieć, patrzyłam, jak Marysia spokojnie bawi się z moim synkiem i wydawało mi się, że to jakiś sen.
 
– Michalina – Marysia niespodziewanie znalazła się obok mnie na kanapie. – Nie martw się, wszystko będzie dobrze, uda się, zobaczysz.
 
Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Marysia przeszła dodatkowe badania. Termin operacji miałyśmy ustalony na za dwa tygodnie. Bardzo się bałam, że coś pójdzie nie tak. Po Marysi nie było widać stresu, a przecież ona szła na tę operację dobrowolnie, oddawała swoją nerkę dla mnie, a przecież nie musiała.
 
– Marysiu, nie boisz się? – zapytałam.
 
– Czego? Przecież wszystko się uda – powiedziała zdecydowanie. 
 
– Nie masz żadnych wątpliwości?
 
– Nie mam – w zielonych oczach miała takie same ogniki jak Beata. – Jesteś moją siostrą, czy tego chcesz, czy nie.
 
Dwa tygodnie później byłyśmy już po zabiegu. Lekarze twierdzili, że wszystko poszło dobrze. Marysię szybko wypisali do domu, ja musiałam jeszcze kilka dni zostać. Czułam się uwolniona od wielkiego ciężaru, od strachu, od zagrożenia.

Chciałam szybko wracać do domu, do synka, do Franka, do rodziców. Chciałam żyć i cieszyć się tym, że żyję. Obiecywałam sobie, że będę lepsza dla wszystkich, a przede wszystkim dla Marysi.
 
„Podarowałaś mi życie, siostrzyczko, a na pewno szansę na nie. Chciałabym powiedzieć ci głośno, jak bardzo jestem ci wdzięczna, jak bardzo cię kocham, ale jeszcze nie potrafię. Wstydzę się tego, jaka byłam. Przepraszam cię za to. Na razie w myślach, ale jak tylko się pozbieram, powiem ci to, Marysiu”.

Michalina, 26 lat

Czytaj także:
Moje córki nie chcą rodzić wnuków
Adobe Stock, Prostock-studio
Prawdziwe historie
„Dlaczego moje córki nie chcą mi dać wnuków? Wychowałam nieodpowiedzialne egoistki!”
„Dookoła sąsiadki cieszą się wnukami, a ja mam cztery córki i zbieram same upokorzenia”.

Czy ja wymagam od moich dzieci zbyt wiele? Chcę tylko na stare lata móc cieszyć się z wnuków, czytać im bajki, zabierać na spacery... Dlaczego one nie chcą mi tego dać? Z parku wróciłam w fatalnym nastroju, ale nie mogło być inaczej, skoro znów spotkałam sąsiadkę. Siedziałam na ławce, rozkoszując się wiosennym słońcem, kiedy Zofia podeszła i zapytała, czy może się przysiąść. „Ależ mi ta kobieta na nerwy działa” – skrzywiłam się. Nie miałam jednak odwagi, żeby jej odmówić, więc zaraz się usadowiła i jak nie zacznie gadać… – O, widzi pani, pani Bożenko, tu drugie urodziny mojej najmłodszej wnusi – wyjęła z torebki plik zdjęć i jedno po drugim podsuwała mi pod nos. – Śliczną mam wnusię, prawda? – gadała jak nakręcona, zaraz potem pokazując mi dla odmiany zdjęcia swojego sześcioletniego wnuczka, Antka. – Taki zdolny chłopczyk, nawet sobie pani nie wyobraża! – chwaliła się bez skrępowania chyba z dziesięć minut, wychwalając dzieciaka pod niebiosa. – No, geniusz się najwyraźniej państwu trafił w rodzinie – powiedziałam z przekąsem, ale nawet nie wyczuła, że ironizuję. – Żeby pani wiedziała, pani Bożenko, żeby pani wiedziała! – potakiwała z entuzjazmem, chowając zdjęcia do torebki. – A co u pani słychać? Jakieś wnuki w drodze? Bo już chyba czas najwyższy, żeby pani babcią została – nawijała Zofia, wpatrując się we mnie tymi swoimi irytująco przenikliwymi, małymi oczkami. – Na razie cisza, jakoś żadna z moich dziewczynek się do macierzyństwa nie pali – wzruszyłam ramionami, dodając, że ja tam w intymne sprawy swoich córek z butami nie włażę. – Szkoda, szkoda – pokiwała głową Zofia i z troską zauważyła, że dużo tracę. „Jakbym nie wiedziała” – pomyślałam Jasne, że...

Ukrywałam przed narzeczonym bezpłodność
Adobe Stock, one
Prawdziwe historie
„Był idealny, chciał ze mną założyć rodzinę, a ja byłam bezpłodna. Ukrywałam to przed nim, bo bałam się go stracić”
„Strasznie się bałam, czy operacja nie zostawiła śladów, czy on się nie połapie, że ze mną coś nie tak. Przez chwilę chciałam Michałowi wszystko opowiedzieć. O swojej chorobie, operacji i strachu. Wydawało mi się, że zrozumie, ale on chciał mieć dzieci”.

Fakt, nie mogę mieć dzieci, ale czy to oznacza, że nie mam prawa do przeżywania szczęśliwej miłości? Poznałam nowe słowo: histerektomia. To ładnie nazwany zabieg usunięcia macicy. Opowiedziała mi o nim moja pani ginekolog. – Przy takich mięśniakach zawsze jest ryzyko zezłośliwienia. Nie wolno ryzykować! Poza tym, wykończą panią te krwotoki. Trzeba operować. Od kiedy pamiętam, zwijałam się z bólu przy okresie. Przez pierwsze dwa dni musiałam leżeć, bo nie było tamponu czy podpaski, jakie by mnie zabezpieczyły. Myślałam, że to przejdzie, ale było coraz gorzej. Przyplątała się niedokrwistość, miałam zawroty głowy, czułam ciężar w dole brzucha. Zrobiłam badania... Diagnozę przyjęłam jak wyrok – Mam dopiero trzydzieści lat. Chcę być mamą! – płakałam. – Może najpierw ciąża, a potem operacja? – Marne ma pani szanse na to, że jajeczko się w ogóle zagnieździ w macicy. Poza tym, gdyby nawet, nie donosi pani… – lekarka była nad wyraz spokojna. Nic dziwnego, to nie ona miała przestać być kobietą! Jedyną osobą, której się z tego zwierzyłam była Sylwia. Przyjaźnimy się od liceum, prawie wszystko o sobie wiemy, więc wyryczałam się jej na ramieniu. – Tylko nikomu nie mów – błagałam. – Nie chcę, żeby ktoś wiedział, że jestem wybrakowana! – Co ty gadasz?! – oburzyła się. – Zdrowie ważniejsze niż wszystko inne. – Ale jaki facet mnie będzie chciał? Oni potrzebują zdrowych, silnych kobiet do rodzenia dzieci. Ja jestem na aucie! – Nie myśl teraz o tym – pocieszała mnie. – Gdzieś jest twoja druga połówka. Jeszcze wszystko się jakoś ułoży. Sylwia odwiedzała mnie w szpitalu Była przy mnie, gdy wybudzałam się z narkozy. Gdy wypisali mnie do domu, zabrała do siebie, bo nie chciałam, żeby mama czegoś się domyśliła –...

Kobieta, która troszczy się o syna
Adobe Stock, candy1812
Prawdziwe historie
„Noszę za synem plecak i wyręczam go we wszystkich obowiązkach. Jeszcze się w życiu napracuje”
„Zaglądałam do Piotrusia na przerwach, noszę jego ciężki plecak, odbieram go po szkole, dbam o bezpieczeństwo. Tak się zachowuje prawdziwa matka”.

Osobowość neurotyczna? Chorobliwa nadopiekuńczość? To wszystko o mnie?! Ja tylko staram się być dobrą matką. Moje dziecko jest dla mnie najważniejsze, to chyba normalne!   – Doigrałaś się. Ostrzegałem cię wiele razy. Mówiłem, że przesadzasz z tą miłością macierzyńską – skomentował moje rozterki mąż.   – Ty akurat masz najmniejsze prawo komentować tę sytuację. Nigdy cię nie ma w domu, jesteś wiecznie zapracowany,  a Piotrusiem praktycznie wcale się nie interesowałeś i nie interesujesz!   – Chciałbym spędzać z nim więcej czasu, ale muszę zarabiać na jego zachcianki, a raczej twoje… Bo Piotruś musi mieć najlepszy komputer, nowoczesny telefon, firmowe ubrania i wiele innych rzeczy, których inni nie mają. A kiedy chcę go zabrać ze sobą chociażby, to ty nigdy na to nie pozwalasz! – bronił swoich racji Mariusz.   – Nie pozwalam, bo jesteś nieodpowiedzialny i boję się o bezpieczeństwo naszego syna. Pamiętam, jak go wziąłeś kiedyś na sanki. Wrócił zgrzany, bez rękawiczek i ze śniegiem w butach! A co było po tygodniu? Angina! – denerwowałam się.   – Idź do tego psychologa, jak ci zasugerowali, bo naprawdę mocno przesadzasz. Wykańczasz siebie, Piotrka i nasze małżeństwo – rzucił mąż, wychodząc z kuchni. Dlaczego nikt mnie nie rozumie? Ja tylko bardzo kocham moje dziecko… Piotrusia urodziłam w wieku 43 lat. To był cud. Staraliśmy się o dziecko prawie piętnaście lat i kiedy już prawie straciłam nadzieję, w dniu moich urodzin zrobiłam test… To był najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam! Ostatnie miesiące ciąży spędziłam w szpitalu, było ciężko, ale się nie poddałam! Urodziłam sama i to w dodatku zdrowego pięknego syna! Oszalałam. Zrezygnowałam z pracy, bo czułam, że nie mogłabym zostawić go z kimś innym. Chciałam obserwować...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj