Kobieta, która adoptowała córkę
Adobe Stock, kegfire
Prawdziwe historie

„Nigdy nie widziałam siebie w roli matki, ale po śmierci męża poczułam co to samotność. Maryla wypełniła pustkę w moim sercu"

„Gdy słuchałam, jak koleżanka opowiada o Marylce, niemal fizycznie czułam ból i rozpacz tej dziewczynki. Tak wiele nas łączyło… Nie mogłam patrzeć na cierpienie tego dziecka. Tak dziś mijają 3 lata, odkąd jestem szczęśliwą mamą adoptowanej córeczki"
Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Nie uważałam, że jestem z tego powodu jakaś wybrakowana czy bez serca. Po prostu z dziećmi jest jak z zawodem – nie do każdego ma się predyspozycje. Nie bałam się porodu, nie miałam obsesji na punkcie figury, którą mogłabym stracić po ciąży, nie zwariowałam nigdy dla kariery. Żyłam zwyczajnie, miałam przyjaciół, lubiłam pomagać ludziom. Brakowało mi tylko podejścia do dzieci i nie widziałam siebie w roli matki.
 
Dzieci znajomych tolerowałam, lecz traktowałam jak dorosłych. Nie byłam dobrym kompanem do zabawy w piaskownicy ani ekspertem w szyciu sukienek dla lalek. Męczyło mnie to i nudziło. Dlatego byłam spokojna, matka natura dała mi wyraźny znak – dzieci to nie jest to, w czym powinnam się realizować.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Miałam wiele szczęścia, że spotkałam Janka

Czułam, że nie będzie mi łatwo znaleźć dobrego kandydata na męża, bo powinien on tak jak ja, nie chcieć mieć dzieci. A to wcale nie jest takie popularne. Jednak miałam szczęście. Zaraz po szkole pielęgniarskiej poznałam Janka. Okazał się moim rówieśnikiem – wesoły, otwarty, do tego z pasją podróżniczą. Dla mnie ideał. W wyobraźni już nas widziałam jako fajną, zgraną parę. Bezdzietną, lecz aktywną, podróżującą po całym świecie, z masą znajomych na każdym kontynencie. 
 
Janek był ratownikiem medycznym. Udało się nam znaleźć pracę w tym samym pogotowiu. Często braliśmy razem dyżury, by jak najwięcej czasu spędzać ze sobą. Po dwóch latach pobraliśmy się. Temat dzieci mieliśmy już omówiony wcześniej. Janek wprawdzie nie był takim przeciwnikiem posiadania potomstwa jak ja, jednak nie naciskał. 
 
– W zasadzie każdy scenariusz mi odpowiada – powiedział, gdy poznał moje poglądy. – Nigdy nie planowałem dużej rodziny, ale gdybym akurat zakochał się w kobiecie, która chciałaby stworzyć dom pełen biegających, rozkrzyczanych dzieci, też bym rozważył taką opcję – śmiał się.
 
Cudowne jest dzielić życie z kimś, kto nie musi dla ciebie zmieniać życiowych priorytetów ani rezygnować z tego, co kocha. Mieliśmy z Jankiem szczęśliwe życie. Byliśmy zdrowi, zakochani, realizowaliśmy się w pracy, w czasie wolnym podróżowaliśmy po Polsce, a jak zaoszczędziliśmy trochę pieniędzy, wypuszczaliśmy się za granicę. 
 
Aktywnym trybem życia zaraziliśmy znajomych. To dzięki nam Basia, moja najlepsza przyjaciółka, i jej mąż pokochali jazdę na nartach. Inni połknęli wspinaczkowego bakcyla i razem chodziliśmy latem po górach. Czasami, przyznaję, byliśmy osamotnieni w tych naszych podróżach i pomysłach na czas wolny, bo jednak większość naszych przyjaciół miała dzieci i zupełnie inne obowiązki niż my. Ale nie mieliśmy do nich pretensji, a oni też nie krytykowali naszego pomysłu na życie.
 
Przez siedem lat Janek był dla mnie nie tylko coraz lepszym mężem, ale stał się przede wszystkim moim najlepszym przyjacielem. Byliśmy już tak zgranym duetem, że nie wyobrażałam sobie, jak mogłabym być szczęśliwa, gdybym go nie poznała. W życiu bym nie pomyślała, jak szybko los każe mi się o tym przekonać. Był upalny lipiec. Na dwa dni przed naszym długo przygotowywanym i wymarzonym urlopem w RPA odebrałam telefon. 

Był zdrowy, silny, nigdy nic mu nie dolegało!

Byłam w domu, szykowałam się na poranny dyżur do pogotowia. Janek miał wrócić z nocnej zmiany. Umówiliśmy się, że tego dnia prześpi się kilka godzin i pojedzie zrobić ostatnie zakupy przed wyjazdem. Zadzwonił Marek, kierowca karetki, z którym jeździł Janek. Powiedział, że mój mąż zasłabł podczas dyżuru, stracił przytomność, natychmiast był reanimowany, ale lekarze nie mieli szans. To był zator tętnicy płucnej.
 
Janek zmarł. Miał 34 lata i zdrowie jak koń, świetną kondycję, dobrze się odżywiał, dużo się ruszał… Byłam w takim szoku, że przez pierwszy tydzień nie uroniłam nawet jednej łzy. Czułam się jak w letargu.
 
Zostałam sama. Z rozgrzebanym życiem, które ktoś mi przerwał wpół zdania. Bez męża, partnera, przyjaciela, nie umiałam sobie znaleźć miejsca. Nagle dotarło do mnie, jak bardzo byliśmy z Jankiem skupieni na sobie. Nikogo nie potrzebowaliśmy, znajomi dodawali naszemu życiu kolorów, ale bez nich też było nam dobrze. Byle razem.
 
Cieszyliśmy się sobą, swoimi pasjami, coraz to nowymi pomysłami na podróże, zdobywanie wspólnych doświadczeń. Lecz wszystko to było we dwoje, bez Janka nie chciało mi się ani podróżować, ani nawet wychodzić z domu. Moje życie stało się puste, przestało mieć sens, czułam, że staczam się w przepaść depresji. 
 
– Co mi pozostało? – pytałam sama siebie. – Wszyscy wokół zdążyli ułożyć sobie życie, są czymś zajęci, a ja sama nie mam już siły zaczynać wszystkiego od nowa. 
 
Chyba właśnie wtedy najsilniej odczułam, czym jest samotność. Jako jedynaczka przyzwyczajona byłam do spędzania czasu w pojedynkę, ale dopiero po śmierci Janka poczułam, że jestem sama na świecie.

Miłość przyszła wtedy, gdy byłam na nią gotowa

Może właśnie dlatego tak świetnie potrafiłam zrozumieć, co czuje Marylka. Miała siedem lat i została sama. Gdy powiedziała mi o niej koleżanka z pracy, poczułam dziwne ukłucie w sercu. Uczucie dotąd mi nieznane. Jakby to było moje dziecko, jakbym fizycznie poczuła ból z powodu nieszczęścia, jakie je spotkało.
 
Marylka była dzieckiem dalekich kuzynów Agnieszki. Wracała z rodzicami z wakacji na wsi. Mieli koszmarny wypadek. Rodzice Marylki zginęli na miejscu. Ona trafiła do szpitala z pogruchotaną ręką i urazem nóg. Agnieszka martwiła się o nią bardzo. Dziewczynka miała przecież normalne szczęśliwe dzieciństwo, a teraz w szpitalu obudziła się w zupełnie innym świecie. Bez rodziców, ranna, miała trafić do domu dziecka, bo jedni dziadkowie nie żyją, a drudzy sami są zbyt niedołężni, by jeszcze zajmować się dzieckiem. 
 
Nie umiem tego wytłumaczyć, ale gdy usłyszałam tę historię, poczułam, że to dziecko jest mi bliższe niż ktokolwiek na świecie. Że ja czuję to co ono, że jestem samotna, poraniona, a do tego nie robię nic, co miałoby sens. Powiedziałam Agnieszce wprost, że chcę się spotkać z Marylką. Że może będę mogła jej pomóc, pocieszyć ją, wesprzeć finansowo. 
 
– Jak to? – zdziwiła się koleżanka. – Przecież ty od zawsze trzymasz się z daleka od dzieci. Zawsze mówiłaś, że to nie twoja bajka. 
 
To prawda, racjonalnie patrząc, nie miało to sensu. Ale o uczuciach się nie dyskutuje. Po prostu wiedziałam, że chcę przytulić tę dziewczynkę. Jeśli kiedyś ktoś będzie chciał wam wmówić, że ludzie się nie zmieniają, to opowiedzcie mu moją historię. Gdyby nie Marylka, nie wiem, czy nie leżałabym teraz w szpitalu z depresją, a może już by mnie nie było. 

Marylka jest już ze mną trzy lata 

Kocham ją jak nikogo na świecie. Czuję, że jest moją córką, choć nigdy nie chciałam mieć dzieci. To ona zupełnie przewartościowała moje życie i w pewnym sensie je uratowała. Los mi ją zesłał w odpowiednim momencie. Nie wiem, skąd nagle wiedziałam, jak zająć się dzieckiem, skąd znalazłam siłę, żeby bawić się z córką, pomagać jej w szkolnych obowiązkach, gotować dla niej, biegać do lekarza. 
 
A zdarza się to często, bo Marylka po wypadku ma nie do końca sprawną jedną rękę. Potrzebuje większej opieki niż jej zdrowi rówieśnicy, lecz nie czuję, żebym się do czegoś zmuszała czy poświęcała. Ta miłość przyszła naturalnie. Wtedy, gdy byłam na nią gotowa.
 
Dagmara, 32 lata

Czytaj także:
Babcia, która zajmuje się wnuczką
Adobe Stock, fizkes
Prawdziwe historie
„Syn zginął i osierocił dwójkę dzieci. Chciałam zastąpić im dom, ale jestem za stara i za słaba na bycie matką. Zawiodłam"
„To Lucjan wyjaśnił im, że mama i tata już nie wrócą. Że umarli jak dobra królowa z bajki. Zuzia nie zrozumiała do końca, co się dzieje. Jeszcze tego samego dnia wieczorem zapytała, kiedy wróci mama. Z kolei Iza była w szoku. Całymi dniami siedziała tylko wciśnięta w róg i stała się bardzo agresywna".

Szymon nie odbiera… – odłożyłam telefon komórkowy, usiłując ukryć panikę w głosie. – Dzwoniłeś do Gabrysi?   – Jej telefon jest wyłączony – Lucjan głośno przełknął ślinę.   – Zapisz numer infolinii dla rodzin – powiedziałam, a mąż spojrzał na mnie, jakbym właśnie wydała wyrok na naszego syna i synową.   Od kilku godzin próbowaliśmy się z nimi skontaktować, bez skutku. Zaczęliśmy minutę po tym, jak w radiu i telewizji podano wiadomość o wypadku polskiego autobusu w Niemczech. Media donosiły o kilkunastu ofiarach śmiertelnych, stan kolejnych był ciężki lub krytyczny.   – Babciu, możemy sobie obejrzeć jakąś bajkę? – czteroletnia Izunia wdrapała się na kanapę i machnęła mi przed nosem pilotem.   – Bajkę, bajkę! – jej siostrzyczka, dwuipółletnia Zuzia zaczęła podskakiwać na dywanie. Najchętniej do końca życia zostałabym w łóżku! Spojrzałam na wnuczki i zmusiłam się do uśmiechu. Nie rozumiały, dlaczego zamiast wesołej Dory i jej przyjaciół oglądamy migające niebieskie światła i wraki samochodów na autostradzie. Przełączyłam kanał na bajki i zasłoniłam dłonią usta, żeby nie zacząć płakać albo krzyczeć. Na szczęście dzieci, skoncentrowane na kreskówce, nie zauważyły, co dzieje się z ich babcią.   – Jagoda, słuchaj… – mąż wyszedł z kuchni blady jak prześcieradło.    – Dzwoniłem na infolinię…   W tej sekundzie mój świat runął.   Szymon i Gabrysia byli na liście ofiar śmiertelnych, potwierdziły to dwa niezależne źródła. Nasz jedyny syn i jego żona zginęli tragicznie podczas pierwszego wspólnego urlopu od pięciu lat. Tak oto ich córki, teraz leżące na naszej wersalce i śmiejące się z przygód wesołej dziewczynki i jej małpki, zostały...

Kobieta, która jest przemęczona
Adobe Stock, Кирилл Рыжов
Prawdziwe historie
„Jestem samotną matką, chociaż mam męża. Marcin nawet nie kiwnie palcem przy córce, a ja chodzę brudna i przemęczona"
„Dziecko miało być ukoronowaniem naszej miłości, tymczasem od narodzin Mariki coraz mniej lubię swojego męża. Twierdzi, że skoro to on na nas zarabia, to cała opieka nad dzieckiem należy do mnie. Nie wierzy, że jestem zmęczona skoro całymi dniami siedzę w domu Co za egoista".

Zawsze uważałam, że Marcin będzie ojcem doskonałym. Chętnie bawił się ze swoimi bratankami, a żona Piotra, młodszego brata mojego męża, śmiała się nawet, że chyba wyszła nie za tego Gawrońskiego, co powinna. Bo Piotr przy dzieciach nic nie robił…   Na Marikę zdecydowaliśmy się jednak dopiero po 6 latach małżeństwa. Najpierw chcieliśmy się trochę ustawić w życiu. Znaleźć pracę, urządzić własny kąt. No i nacieszyć się sobą.   To był chyba najszczęśliwszy okres w naszym małżeństwie. Wychodziliśmy z pracy i robiliśmy, co chcieliśmy. Szliśmy na imprezę, do restauracji, znajomych. Miałam wtedy wielu przyjaciół… Wakacje spędzaliśmy zawsze za granicą, a zimą wyjeżdżaliśmy na narty do Zakopanego. Właściwie nigdy się wtedy nie kłóciliśmy. Ciążę znosiłam doskonale. Żadnych nudności, zawrotów głowy Przytyłam tylko osiem kilogramów, więc nawet nogi mi nie puchły. Pracowałam do samego końca. W międzyczasie kupowałam ubranka i studiowałam poradniki. Marcin przygotowywał się do ojcostwa po swojemu. Przetrząsał internet i szukał gadżetów ułatwiających życie młodym rodzicom, testował wózki.    Na początku siódmego miesiąca już wiedzieliśmy na pewno, że na świat przyjdzie dziewczynka. Mój mąż, najstarszy z czterech braci, wprost oszalał ze szczęścia. Wytapetował pokój na blady róż, kupił śliczne białe mebelki i łóżeczko z baldachimem.   – To wszystko dla mojej księżniczki! Zawsze będzie miała to, co najlepsze – mówił podekscytowany.    Oboje nie mogliśmy doczekać się rozwiązania. Byliśmy przekonani, że nasze życie we troje będzie tak samo piękne i szczęśliwe jak we dwoje. A może piękniejsze i szczęśliwsze. Bo będzie z nami nasza córeczka…   Ale już pierwsze dni po narodzinach Mariki sprowadziły mnie na ziemię. Okazało...

Koleżanka wystawiała córkę w konkursach miss
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Wystawiała 6-latkę w konkursach miss. Mała chodziła w pełnym makijażu, nie mogła jeść pizzy, słodyczy ani bawić się z innymi dziećmi”
– Może mieć na początku podrażnienia od makijażu – przyznała Agata. – Ale to minie. I pamiętaj o kremie nawilżającym. Taka mała rada od trzeciej wicemiss... Oktawia, złaź z tej huśtawki! Nabijesz sobie siniaka, nawet podkład go nie przykryje!

– Ciociu, czerwone światło! – Pola aż podskoczyła na siedzeniu samochodu Agaty, która wiozła nas na wybory dziecięcej miss. – Spieszymy się – wyjaśniła jej poważnym tonem Oktawia. – Musimy być dwie godziny wcześniej, żeby mama zdążyła mnie umalować i przygotować . Zerknęłam na nią i powstrzymałam się od pytania o czesanie. Widać było, że mama spędziła z nią przed lustrem sporo czasu. Koleżanka mojej córki miała zakręcone angielskie loki i natapirowaną grzywkę, a wszystko tak utrwalone lakierem, że czuć go było w całym samochodzie. Kiedy zajechałyśmy na parking pod eleganckim hotelem, gdzie miała się odbyć impreza, Agata wypakowała z bagażnika ogromną walizę. Na moje zdziwione spojrzenie odpowiedziała, że to kostiumy Oktawii i akcesoria do charakteryzacji Jak dla mnie nawet nieumalowana Oktawia wyglądała nienaturalnie. Miała pomarańczową opaleniznę u progu wiosny, co zawdzięczała codziennemu smarowaniu przez mamę samoopalaczem. Podobno jedną z konkurencji był występ w białych strojach i Agata chciała, żeby Oktawia wyglądała zjawiskowo. Dziewczynki miały po sześć lat i chodziły razem do zerówki. Jeszcze nie tak dawno woziłyśmy je na zmianę na balet i tak się zaprzyjaźniłyśmy. Raz, kiedy czekałyśmy na córeczki pod salą taneczną, Agata zdradziła mi, że wcale nie chodzi o to, że Oktawia lubi taniec, tylko to ona chce, żeby jej córka uczyła się wdzięcznego poruszania się. – To jej się przyda na konkursie – dopowiedziała, a kiedy zapytałam, co to za konkurs, opowiedziała mi resztę. Tak zostałam wciągnięta w świat konkursów piękności dla dzieci Dowiedziałam się, że w Polsce jest tylko kilka konkursów małej miss i małego mistera, a Oktawia brała już udział w dwóch. Teraz czekał...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj