Oddałam dziecko do okna życia
Adobe Stock
Prawdziwe historie

„Oddałam dziecko do okna życia, ale nie mogłam z tym żyć. Musiałam ją odzyskać”

Rodziłam w pokoju, w samotności, z ręcznikiem wciśniętym w zęby, żeby nie krzyczeć. Nie mogłam tak od razu jej odnieść. Było jeszcze jasno, a ja strasznie osłabiona. Nakarmiłam ją więc, by nie płakała i czekałam na zmrok.

Miłość matki to nie tylko gotowość do poświęceń, nocnego czuwania i pracy ponad siły. To także pokora i umiejętność wybaczania…

Jestem najstarsza z czwórki rodzeństwa, a w naszej rodzinie nigdy się nie przelewało. Dlatego wybrałam technikum ekonomiczne i zaraz po jego ukończeniu zaczęłam rozglądać się za robotą. Poszczęściło mi się i dostałam przyzwoicie płatną pracę, ale w dużym mieście oddalonym od naszej mieściny o dwieście kilometrów.

Udało mi się jednak znaleźć niedrogi pokój z łazienką w czymś pośrednim między hostelem a pensjonatem. Stać mnie było na jego wynajęcie i jeszcze zostawało coś dla mnie. Mogłam też co miesiąc posyłać mamie niewielkie kwoty, co było dla niej pewnym wsparciem, bo trójka młodszych dzieci jeszcze się uczyła. Tęskniłam za domem, jednak miałam mnóstwo nowych obowiązków, którym musiałam sprostać.

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Szybko wciągnęłam się w nowy tryb życia

Byłam strasznie naiwna, zwykła gęś z prowincji. Duże miasto fascynowało mnie, zakompleksioną prowincjuszkę. Miałam niewiele pieniędzy, ale lubiłam przechadzać się ulicami pełnymi eleganckich sklepów, spacerować po galerii handlowej, gdzie czasami pozwalałam sobie na kawę w jakimś niedrogim miejscu. I właśnie tam, w galerii, w taniej kafejce, którejś niedzieli poznałam Szymona.

Co taki elegancki, zamożny mężczyzna robił w miejscu, gdzie zachodzili tacy jak ja, nieśmierdzący groszem? Nie wiem. Zwrócił na mnie uwagę, przysiadł się do mojego stolika i jakoś udało mu się przełamać moją nieśmiałość i rezerwę. A potem historia potoczyła się banalnie.

Czarujący mężczyzna, moje zauroczenie, randki, obietnice, wyznania… „Jesteś taka śliczna, mogłabyś być modelką”, „Jesteś taki męski…”.

Niedługo po tym pierwszym spotkaniu poszłam z Szymonem do łóżka. Udawałam silną i wyzwoloną, pewnie dlatego nawet do głowy mu nie przyszło, że mogłabym nie zabezpieczyć się przed ciążą. Zresztą kochałam go, a on twierdził, że się ze mną ożeni.

I stało się – wpadłam

Jak na skrzydłach biegłam na spotkanie z ukochanym, podczas którego zamierzałam mu powiedzieć o naszym dziecku. A potem przeżyłam szok. Szymon wpadł we wściekłość.

– Ty durny wsioku! Co ty sobie wyobrażasz?! – wydarł się na mnie. – Że mnie na bachora złapiesz?! Niby co ja bym robił z takim prymitywem jak ty?! Nigdy bym nie pomyślał, że taki z ciebie tłumok i się nie zabezpieczysz! Rób teraz, co chcesz, jak ci się brzucha zachciało! Żegnaj!

I to był koniec wielkiej miłości. Zostałam sama, w ciąży z facetem, który okazał się kanalią. Nie płakałam. Cios był tak silny, że zabrakło mi łez. Ale kiedy ochłonęłam z pierwszego szoku, zrozumiałam, że jestem w tragicznej sytuacji. Do domu wrócić nie mogłam. Panna z brzuchem? Aż się trzęsłam na myśl o ludzkim gadaniu. Rodzice umarliby chyba ze wstydu! Tacy byli przecież ze mnie dumni…

Musiałam poradzić sobie sama

Tak, to będzie najlepsze wyjście. Dla niej i dla mnie. Aborcja nie wchodziła w grę. Nie mogłabym zabić swojego dziecka! Ale coś musiałam wymyślić. Rozwiązanie znalazło się samo. Któregoś dnia, kiedy błąkałam się bez celu po ulicach, zauważyłam budynek, a w nim „okno życia”. Już wiedziałam, co robić. Ciąży nie było jeszcze widać, pojechałam więc do domu, a tam naopowiadałam rodzicom, że mam bardzo dużo pracy, bo dostałam dodatkowe zlecenia bo przełożeni są ze mnie zadowoleni. A poza tym:

– No, sami rozumiecie, najmłodsza w firmie, to najwięcej na mnie zwalają. Ale może dostanę awans… Nie będę też na razie przyjeżdżać do domu, bo droga zabiera bardzo dużo czasu i nie będę miała go na podróże, zresztą nawet urlopu nie dostanę…
– Dbaj o siebie, córciu! – zatroskała się mama. – Taka jesteś bledziutka!
– To tylko parę miesięcy – uspokajałam ją. – Firma rozkręca dodatkową działalność, więc wszyscy hulamy jak na karuzeli! Potem się wszystko ułoży i będzie spokojniej.

Obiecałam, że na Boże Narodzenie na pewno przyjadę. Do tego czasu miało już być po wszystkim… Wróciłam do miasta, pracowałam, a maleństwo rosło w moim brzuchu. Starałam się o nim nie myśleć, żeby się nie przywiązywać. Ale i tak odczuwałam żal na myśl o tej kruszynce. Biedactwo! Ojciec go nie chciał, a matka będzie musiała oddać…

Wreszcie nadszedł mój czas

Rodziłam w pokoju, w samotności, z ręcznikiem wciśniętym w zęby, żeby nie krzyczeć. Urodziłam córeczkę. Nie mogłam tak od razu jej odnieść. Było jeszcze jasno, a ja strasznie osłabiona. Nakarmiłam ją więc, by nie płakała, i czekałam na zmrok. Serce mi pękało z bólu, ale nie wiedziałam, co innego miałabym zrobić.

Po ciemku, ukradkiem przemknęłam do „okna życia” i zostawiłam tam swoją córeczkę. Zapłakała żałośnie, kiedy położyłam ją na posłaniu. Czułam się jak zbrodniarka!

– Wybacz mi, aniołku, moje serce! – załkałam i uciekłam.

Zza rogu słyszałam alarm w oknie; zobaczyłam jeszcze, jak zakonnica zabiera moje maleństwo. Czułam się tak, jakby wydarto mi serce! Po tym wszystkim wpadłam w depresję. Nie mogłam jeść, spać, wciąż słyszałam płacz maleńkiej, kiedy odchodziłam od „okna życia”. W końcu wzięłam zwolnienie i pojechałam do rodzinnego domu, bo w mieście wszystko przypominało mi stracone dzieciątko.

– Co ci się stało, Agnisiu? – spytała mama, ledwo stanęłam na progu.

W tym momencie ryknęłam płaczem i opowiedziałam jej o wszystkim. Zrozumiałam, że muszę odzyskać córeczkę, bo zwariuję. Mama spojrzała na mnie.

– Kocham cię! Pomogę ci! – obiecała.

Wróciłam do miasta i poszłam prosto do zakonnic, które skierowały mnie do sądu rodzinnego

Tam dowiedziałam się, że moja córka ma już nową tożsamość, imię i nazwisko, ale nie adoptowano jej jeszcze, dostała tylko opiekuna prawnego. Na szczęście prawo dawało mi sześć tygodni na zmianę decyzji. Zdążyłam w ostatniej chwili!

Poddałam się badaniom genetycznym na dowód, że dziecko jest moje, i czekałam z drżeniem na decyzję sądu. Rodzice towarzyszyli mi i wspierali przez cały czas w batalii o córeczkę. Kiedy usłyszałam, że moja maleńka do mnie wróci, omal nie zemdlałam ze szczęścia! Dostałam wprawdzie kuratora, który miał nadzorować moją opiekę nad dzieckiem, ale oddano mi je! Moje ukochane słoneczko było ze mną!

Dziękowałam Bogu, że pozwolił mi naprawić mój błąd. Tamtego ranka, gdy znowu wzięłam Amelkę w ramiona, przysięgłam na wszystko, że już nigdy jej nie zostawię. A mama gładziła czule główkę swojej wnusi i płakała cichutko.

To maleństwo scaliło naszą rodzinę, dodało nam sił

Naturalnie bez ludzkiego gadania się nie obeszło, ale moja rodzina stanęła za mną murem. Niepotrzebnie się kiedyś obawiałam! Rodzice przechwalają się cudowną wnuczką, a ja robię wszystko, aby udowodnić, że jestem dobrą matką. W pracy dostałam urlop macierzyński, a potem będę mogła pracować dla swojego pracodawcy przez internet. Wszystko wspaniale się układa!

Ufnie patrzę w przyszłość, tym bardziej że córeczka chowa się zdrowo i nic nie wskazuje na to, by dramatyczne przeżycia z pierwszych dni wpłynęły na jej rozwój. Amelka rośnie jak na drożdżach i z dnia na dzień staje się mądrzejsza. Jest bystra i wesolutka. To oczko w głowie moich rodziców i rodzeństwa. Kiedyś pewnie zapyta o ojca, ale na razie cieszy się życiem, słońcem, kwiatkami i motylkami. A ja jestem szczęśliwa, że w decydującym momencie nie zabrakło mi odwagi, by odzyskać swój największy skarb.

Agnieszka, lat 25

Czytaj także:

Usunęła ciążę za moimi plecami
Adobe Stock, Viacheslav Lakobchuk
Prawdziwe historie
„Powiedziała, że jedzie do koleżanki. Była w Czechach i usunęła moje dziecko, o którym nawet mi nie powiedziała”
Byłem w niej naprawdę zakochany, myślałem, że to miłość na całe życie. Nie zauważyłem, że mam do czynienia z kobietą, dla której kariera i pieniądze były ważniejsze niż nasze nienarodzone dziecko...

Ankę poznałem jeszcze na studiach, od razu wpadła mi w oko. Była w moim typie – niewysoka, drobna, z burzą rudych loków i szerokim uśmiechem. Uwielbiałem w niej absolutnie wszystko. Nawet duże, wystające jedynki, których sama szczerze nienawidziła, i piegi, które na jej prywatnej liście kompleksów zajmowały drugie miejsce, tuż po zębach. Dla mnie była idealna w swoim braku doskonałości, takiej dziewczyny właśnie szukałem. Wesołej, ambitnej, konkretnej. Już po drugiej czy trzeciej randce byłem zakochany po uszy Kiedy po kilku miesiącach znajomości wyznałem jej, że to właśnie z nią chciałbym założyć rodzinę i się zestarzeć, spojrzała na mnie krytycznie i chyba z niechęcią: – Piotrek, to bardzo miłe, co mówisz, ale mam nadzieję, że nie zamierzasz zakładać tej rodziny już teraz? – powiedziała wesoło dla rozładowania atmosfery, a ja poczułem się jak głupek. Zawsze byłem oszczędny w słowach, takie wyznanie dużo mnie kosztowało, tymczasem Anka po prostu mnie wyśmiała. Zdenerwowałem się. – Nie, no skąd – zacząłem się jąkać. – Mówiąc, że chcę założyć z tobą rodzinę, miałem raczej na myśli bliżej nieokreśloną przyszłość. Chciałem, żebyś… żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie ważna. Nic nie powiedziała, tylko mnie pocałowała. W tym momencie zniknęła cała moja złość. Ależ ta dziewczyna na mnie działała! Miała całkowitą kontrolę nie tylko nad moim ciałem, ale też umysłem. Złapała mnie za rękę i poprowadziła w stronę sypialni. Cóż, może nie powinienem tego teraz mówić, ale nigdy wcześniej i nigdy później nie miałem takiego wspaniałego seksu jak z Anką. W łóżku wyprawiała cuda. Najchętniej w ogóle bym jej z niego nie wypuszczał, a i ona chętnie spędzała czas na intymnych harcach ze mną. Dzisiaj patrzę na tę znajomość z ogromnym dystansem, ale wtedy...

Musimy powiedzieć córce, że jest adoptowana
Adobe Stock, pressmaster
Prawdziwe historie
„Przez lata baliśmy się powiedzieć córce, że jest adoptowana. Teraz musimy, bo od tego zależy życie innego dziecka…”
„Jesteśmy z mężem przerażeni. Czeka nas najtrudniejsza rozmowa w życiu. Powiemy naszej córce, że jest adoptowana. Chcieliśmy zachować to w tajemnicy, ale nie możemy”.

Jesteśmy z mężem przerażeni. Czeka nas najtrudniejsza rozmowa w życiu. Powiemy naszej córce, że jest adoptowana. Chcieliśmy zachować to w tajemnicy, ale nie możemy. Musi poznać prawdę. Od tego zależy życie innego dziecka… Krzysiek jest miłością mojego życia. Spotkałam go na studenckiej imprezie i od razu się w nim zakochałam. Zaczęliśmy się spotykać, a po roku wzięliśmy ślub. Mama martwiła się trochę, że to za szybko, mówiła, że powinniśmy się lepiej poznać, ale nie chciałam czekać. Czułam, że będziemy razem szczęśliwi Rzeczywiście, w naszym życiu wszystko układało się wspaniale. Oboje dość szybko znaleźliśmy pracę, zamieszkaliśmy we własnym mieszkaniu, które zostawiła mi w spadku babcia. Urządzaliśmy to nasze gniazdko i cieszyliśmy się sobą. Ale po kilku latach zaczęło nam jednak czegoś brakować. – Może już czas pomyśleć o dziecku? – zapytałam Krzyśka pewnego wieczoru. – Najwyższy! Najlepiej od razu zabierzmy się do pracy – uśmiechnął się, przytulając się do mnie czule. Byłem pewna, że za kilka tygodni będę mogła obwieścić najbliższym, że nasza rodzina się powiększy. Niestety czas mijał, a test ciążowy ciągle pokazywał tylko jedną kreskę. Poszliśmy na badania. Miałam nadzieję, że wszystko z nami w porządku, że to tylko chwilowe trudności. Prawda była jednak bardzo bolesna. Okazało się, że najprawdopodobniej nigdy nie zajdę w ciążę Nie chciałam o tym słyszeć. Przez następne lata leczyłam się, brałam hormony, próbowałam sztucznego zapłodnienia. Bez efektów. Byłam załamana. Obwiniałam siebie, uważałam, że nie jestem prawdziwą kobietą. I pewnie wpadłabym w depresję, gdyby nie Krzysiek. – Nie zamartwiaj się tak. Przecież jest tyle niechcianych dzieci na świecie. Może pomyślimy o adopcji? – zapytał. Na początku nie chciałam się...

Kobieta, która czuje się niekochana
Adobe Stock, ulza
Prawdziwe historie
„Po porodzie mąż nawet nie chciał mnie dotknąć. Nie rozumie, że ja też mam swoje potrzeby i chcę znów czuć się kobietą"
„Odkąd zostałam matką, coś się między mną a mężem zmieniło. Niby się wciąż kochamy, niby jest dobrze, ale chyba jednak nie do końca... Zatraciliśmy ten ogień, fascynację sobą. A może to moja wina? Bo stałam się matką, chodziłam po domu w dresie, na zakupy wkładałam dżinsy i buty bez obcasów".

Mój dzień zaczynał się bardzo wcześnie. Zwykle sporo przed szóstą, bo właśnie wtedy Maciuś dawał sygnał, że jest głodny. Dziś było tak samo. Usłyszałam kwilenie w łóżeczku, ale wciąż nie mogłam się dobudzić. „Jeszcze chwilka” – pomyślałam, mając nadzieję, że synek jednak nie jest bardzo głodny i da mi chociaż pół godzinki na powrót do rzeczywistości.    To moje trwanie w półśnie było nieco za długie, bo Paweł zdążył wstać. Kiedy w końcu usiadłam na łóżku, zobaczyłam, że mąż krąży po sypialni, trzymając naszego synka w ramionach. Chyba próbował śpiewać, ale Maciuś skutecznie go zagłuszał.   – Cicho, synuś – powiedziałam jeszcze zaspanym głosem. – Czemu ty tak krzyczysz od rana, co?   Maciuś, kiedy mnie usłyszał, istotnie na chwilkę przestał kwilić. Może zastanawiał się nad odpowiedzią? E, chyba nie. Kojarzę mu się z jedzeniem, a jak się je, to się nie krzyczy.   – Głodny jest pewnie – wyjaśnił za niego Paweł. – Bujanie nie pomogło, a nakarmić go nie mogę, bo nie mam odpowiedniego sprzętu.   – A to bardzo źle – wyciągnęłam ręce po synka, który znowu zaczął przypominać o swoich potrzebach. No tak, usłyszał matkę, a nie dostał mleka. Co to za obyczaje? Szybko przystawiłam go do piersi, żeby uniknąć awantury. – Gdyby mężczyzna też mógł nakarmić niemowlę, życie byłoby o wiele sprawiedliwsze.   – Za wcześnie na filozofowanie – mój mąż dyplomatycznie uciął dyskusję, pakując się do łóżka.    Po chwili usłyszałam jego równy, spokojny oddech. Nawet buziaka nie dostałam. Muszę coś ze sobą zrobić, zanim będzie za późno Leżąc tak pomiędzy dwoma mężczyznami, jednym maleńkim, a drugim całkiem już dużym, przypomniałam sobie czasy, kiedy nie byłam tylko matką,...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj