Wściekły chłopiec
Adobe Stock, Tatyana Gladskih
Prawdziwe historie

„Oddaliśmy syna do domu dziecka, bo chciał zgwałcić swoją siostrę. Przegrałam jako matka"

„Podjęliśmy decyzję, że dla dobra Joasi i naszego spokoju musimy oddać Marka do domu dziecka. Cały dzień tłumaczyłam mu swoją decyzję, łudząc się, że może nagle się ocknie, uśmiechnie jak dziecko albo rozpłacze i przeprosi. On jednak tylko patrzył na mnie chłodnym wzrokiem. Nie powiedział nic".
Patrzyłam, jak odchodzi korytarzem, modląc się, żeby choć raz spojrzał na mnie. „Jeśli się odwrócisz, powiesz, że przepraszasz, że wszystko się zmieni, jeszcze cofnę tę przeklętą decyzję. Tylko to powiedz!” – myślałam. Ale nie obejrzał się ani razu. Zamiast jego zapewnień usłyszałam pytanie dyrektorki:
 
– Wejdzie pani na kawę?
 
– A powie mu pani, że czekam? – odpowiedziałam.
 
– Nie. Już państwo zdecydowali, że Marek wraca do domu dziecka. Nie można mieszać mu w głowie. Klamka zapadła.

 

– Tak, ale… Boże… – schowałam twarz w dłoniach.
 
Ta kobieta miała rację. Po dwóch latach walki o Marka podjęliśmy tę najgorszą, najtrudniejszą ze wszystkich życiowych decyzji. Oddaliśmy go z powrotem do domu dziecka, wiedząc, że w wieku 11 lat ma nikłe szanse na znalezienie rodziny, która zechce się nim zaopiekować. A jeśli nic się nie zmieni, to za dwa lata ten ciemnowłosy chłopczyk trafi do poprawczaka.

I będzie, jak jego ojciec i dziadek, zdemoralizowanym wyrzutkiem społeczeństwa.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Zależało nam na adopcji rodzeństwa

W progu przywitała mnie Joasia. Dygotała na całym ciele.
 
– Odwiozłaś go? – zapytała.
 
– Tak – kucnęłam przy niej.
 
Uchodziła za bardzo wysoką ośmiolatkę, teraz jednak wydała mi się taka malutka. Malusieńka… Przyciągnęłam ją do siebie, próbowałam przytulić, ale nie pozwoliła mi na to. Odsunęła się ode mnie, odwróciła plecami i poszła do swojego pokoju.

 Przemknęło mi przez głowę, że zachowuje się jak jej brat. Po chwili usłyszałam szczęk klucza w zamku i silne pchnięcie wiecznie zacinających się drzwi.
 
– Trzeba je będzie naprawić – stwierdził nienaturalnie lekkim tonem mój mąż. – Kupiłem mleko. Asiu, robimy naleśniki!
Spojrzał na mnie. Otarł łzę z mojego policzka.
 
– Wiesz, że musieliśmy – wyszeptał mi do ucha.
 
Podziwiałam jego opanowanie. Trudno było nie przyznać mu racji. Z naszą decyzją zgodziło się trzech psychologów, seksuolog oraz psychiatra. Mimo wszystko ja wciąż czułam ból, bo przecież dziecka się nie oddaje. „To nie mebel!” – huczało mi w głowie. 
 
Próbowałam nadrabiać miną. Roztrzepałam jajko, wsypałam do miski mąkę. Przy otwieraniu kartonu mleka rozpłakałam się.
„Co on teraz je na kolację? Jak się tam czuje?” – bijąc się z myślami, uciekłam do sypialni. Jednak nic nie mogłam zrobić.

Tak bardzo chcieliśmy mieć z Darkiem dzieci…

Marzyliśmy o nich, wymyślaliśmy im imiona, płeć, charaktery, przyszłe zawody. Aż przestaliśmy. Bo mimo dziesięciu lat starań nie była nam dana ta łaska. Dlatego podjęliśmy decyzję o adopcji. Chcieliśmy rodzeństwo, najlepiej starsze. 

Nie byliśmy już młodzi, nie mieliśmy sił biegać za maluszkami. Te nieprzespane noce, ząbkowania – nie, to nie było dla nas.

Kiedy więc powiedziano nam o Marku i Joasi, ucieszyliśmy jak z wyczekanego gwiazdkowego prezentu. Któryś z pracowników ośrodka wprawdzie dodał mimochodem, że dzieci już raz wróciły z rodziny adopcyjnej, ale kto by się tym przejmował…
 
– Jak można oddać dzieci? – prychnęłam wtedy z oburzeniem. – Przecież to nie są meble!

Miał tylko osiem lat, ale spryt dorosłego 

Pracownik uśmiechnął się pod nosem i więcej nie wrócił do tematu, a i my nie drążyliśmy. Wiedzieliśmy, że ich mama zmarła młodo na nowotwór, potem przez lata zajmował się nimi ojciec, lecz odebrano mu je z powodu nadużywania alkoholu. I tyle.

 

Oddaliśmy im największy pokój, pozwoliliśmy wybrać kolory ścian i mebli. Kupiliśmy nowe ubrania, obdarzyliśmy miłością.
Oboje posłaliśmy do najlepszej społecznej szkoły w miasteczku (Asię po roku). No i zaczęło się.
 
Joasia uczyła się całkiem dobrze. Była pilną, niezwykle skoncentrowaną dziewczynką. Może nieco zamkniętą w sobie, ale bardzo do nas lgnącą. Wiedziałam, że za rok lub dwa się zmieni. Szóstym zmysłem raczkującej matki wyczuwałam, że potrzebuje nie tylko czasu, lecz także oceanu ciepła i czułości. Za to Marek…
 
Od razu zaczął przewodzić swojej klasie. Niestety, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Z byle powodu wszczynał bójki, aż kipiał od agresji. Pluł, krzyczał, kopał. A potem zaczął kraść. Podbierał nam niewiele – 10 zł, 5 zł, góra 20 zł. Z czasem jednak zauważyłam, że w portfelu wciąż brakuje mi drobnych. Pytałam go, czy podbiera, bo jeśli tylko na coś potrzebuje, to niech powie, a dam.
 
– Nigdy w życiu, ciociu – odpowiadał, patrząc mi prosto w oczy.
 
Ciociu… Joasia szybko zaczęła do nas mówić: „mamo, tato”. Miała 5,5 roku i bardzo potrzebowała rodziców. A Marek zachował dystans. Nie nalegaliśmy. 
 
Tyle tylko, że za tym jego „ciociu” i „wujku” krył się też cynizm. Traktował nas, jakbyśmy byli nieznającymi życia smarkaczami.
Kiwał nas na lewo i prawo. Potem zaczął popalać i sięgać po alkohol. Jak go zdobywał? Do dziś nie udawało mi się rozgryźć tej zagadki.

A rzecz cała wydała się po dwóch miesiącach. Jeden z kolegów z jego klasy wrócił do domu pijany. Ojciec chłopca omal nie zszedł na zawał. Ośmiolatek pod wpływem alkoholu?! Przerażony natychmiast popędził na policję, a ci wezwali pogotowie. Śledztwo wskazało na Marka. 
 
Został zawieszony w prawach ucznia i trafił na terapię, na którą zresztą nie chciał chodzić. 
 
– Zamiast się męczyć, oddajcie mnie! – powiedział nasz wtedy dziewięcioletni przybrany syn.
 
– Ale dokąd mamy cię oddać? Tu jest twój dom – zdziwiłam się.
 
– Dom to miałem jeden – żachnął się na to Marek.
 
„Tu cię mam! – pomyślałam. – Chcesz udowodnić, że z tobą nie wytrzymamy. Mylisz się!”.

A jeśli przegramy? Co się stanie z Markiem?

Uparłam się, że wyprowadzę tego chłopca na prostą. Poświęcałam mu więcej czasu niż Joasi. Pilnowałam, zmuszałam do rozmów i wspólnego spędzania czasu. Ale im bardziej się starałam, tym było gorzej. Któregoś dnia zajrzałam do jego pokoju. Leżał na łóżku. Myślałam, że śpi, lecz dziwny zapach unoszący się w powietrzu nie dawał mi spokoju.
 
– To marycha, ciociu – odezwał się, przekręcając na bok.
 
Już nie mówił jak dziecko.
 
Następnego dnia pojechaliśmy do psychoterapeuty od uzależnień. Marek wylądował w jego gabinecie, a my w sąsiednim pokoju rozmawialiśmy z jakąś przemiłą panią psycholog.
 
– On chce nam udowodnić, że go oddamy – powiedziałam.
 
– Coraz częściej o tym myślę – wyznał wtedy mój mąż.
 
Spojrzałam na niego.
 
– Przecież to nasz syn! – wrzasnęłam. – Tak wiele przeszedł, musimy go zrozumieć i kochać! 
 
– A jeśli to nie wystarczy? – zapytała tym razem pani psycholog.
 
W pokoju zapadła cisza. Po raz pierwszy zrozumiałam, że możemy przegrać. Popatrzyłam na Darka i przeraziłam się. Posiwiał, zszarzał i jakby się skurczył w sobie, ramiona mu się zapadły.
 
– Już nie daję rady… Te nieprzespane noce, ciągła czujność, pyskówki w domu, i to, że mnie uderzył otwartą dłonią prosto 
w twarz – mówił mój mąż.
 
– Dlaczego nie powiedziałeś?!
 
– Przecież jestem mężczyzną, do cholery! Zniosłabyś takie upokorzenie? – z gorzkim grymasem popatrzył mi w oczy.
 
Zaliczyliśmy kolejny rok zmagań. Oboje byliśmy wykończeni, Joasia też przypominała cień siebie z czasów, gdy ją wzięliśmy. Zmieniała się, miała swoje problemy i potrzebowała nas, a my wciąż krążyliśmy wokół Marka.
 
Nagle stała się płochliwa. Nie chciała sypiać w swoim pokoju. Tym, który dzieliła z bratem. 
Na początku to ignorowałam, nie miałam siły zajmować się kolejnym problemem. Aż pewnego dnia, wróciwszy wcześniej z pracy, natknęłam się w przedpokoju na koszmarna scenę. Marek leżał na przerażonej, zapłakanej Joasi. Ona odpychała go od siebie swoimi małymi piąstkami… Nie wytrzymałam, rzuciłam się na niego, ale on tylko się roześmiał i wykonał sprośny gest biodrami.
 
– Ty też to lubisz, każdy to lubi – wycedził, nim uciekł do pokoju.
 
Przytuliłam mocno Joasię.

My nie mogliśmy mu pomóc

To było dwa miesiące temu. Marek trafił do seksuologa, a ja pojechałam do ośrodka adopcyjnego. Przycisnęłam pracowników i wtedy okazało się, że biologiczny tatuś nie tylko popijał, ale i wykorzystywał chłopca. Odebrano mu dzieci w chwili, kiedy próbował dobierać się do Joasi. Ktoś z sąsiadów usłyszał jej przeraźliwy krzyk, ktoś inny wezwał policję. 
Jednak Marek był stracony.
 
– Synku, możemy ci pomóc – tuliłam go do siebie po wizycie w poradni, ale mnie odepchnął.
 
Pewnej nocy po świętach wielkanocnych podpalił swoje łóżko i uciekł z domu. Ledwie uszliśmy z życiem. Co mogliśmy zrobić? Podjęliśmy decyzję, że dla dobra Joasi i naszego spokoju musimy oddać Marka do domu dziecka.
Gdy go złapali, cały dzień tłumaczyłam mu swoją decyzję, łudząc się, że może nagle się ocknie, uśmiechnie jak dziecko albo rozpłacze i przeprosi. On jednak tylko patrzył na mnie chłodnym wzrokiem. Nie powiedział nic.
 
Dagmara, 36 lat

Czytaj także:
Kobieta, która kłóci się z pasierbicą
Adobe Stock, Syda Productions
Prawdziwe historie
„Córka mojego męża mnie nienawidzi i oskarża o rozbicie rodziny. Smarkula mści się i zatruwa mi życie"
„Nie masz prawa mi rozkazywać, nie jesteś moją matką! – Sylwia, nastoletnia córka Jurka, robiła dosłownie wszystko, żeby mnie do siebie zrazić. Nie spodziewałam się, że Sylwia aż tak da mi w kość. Przecież ja nie chcę zastąpić jej matki".

Stanęła w sobotę na progu objuczona plecakiem. Nie raczyła nam wyjaśnić, dlaczego wyprowadziła się od matki i postanowiła zamieszkać z ojcem. No i ze mną, żoną nr 2.   Wychodząc za mąż za ojca dwójki dzieci, naturalnie zdawałam sobie sprawę, że będą one częścią mojego życia. Właściwie nie miałam nic przeciwko temu. W głowie przewijał mi się familijny film…   Grałam w nim rolę ich przyjaciółki i opiekunki. Nie miałam zamiaru zastępować im matki, ale na pewno brakowało mi też zadatków na złą macochę. Nie jestem młodą dzierlatką, mam poukładane życie i zasady, którymi się kieruję. Nie czuję zazdrości o to, że Jurek kocha swoje dzieci i chce z nimi spędzać czas. Okazało się jednak, że to nie mnie, a potomstwo gnębiła zazdrość o względy ojca. Nie było mi łatwo nawiązać z nimi przyjacielskich kontaktów.    W końcu udało mi się jako tako zaprzyjaźnić z ośmioletnią Antosią, jednak jej siostra wciąż stanowiła ogromne wyzwanie. Nie chciała mieć ze mną nic wspólnego i już. Dlatego bardzo się zdziwiłam, kiedy dowiedziałam się, że Sylwia postanowiła z nami zamieszkać.   Zaniepokojony Jurek zadzwonił do mamy Sylwii, żeby dowiedzieć się, o co tu chodzi.   – Pokłóciły się i Sylwia uciekła z domu. Dobrze, że do nas! Zbuntowanej nastolatce mogą wpaść do głowy całkiem inne pomysły – wyjaśnił, odkładając komórkę.   – Zamieszka z nami? – spytałam, patrząc na szczelnie zamknięte drzwi do małego pokoju, w którym mieszkały dzieci podczas pobytów w naszym domu.   – Na razie tak. Chyba nie masz nic przeciw temu? Muszę z nią porozmawiać, przemówić jej do rozumu. Powinna zdecydować, gdzie chce mieszkać, no i musi w końcu zacząć zachowywać się odpowiedzialnie. Uśmiechnęłam się. Odpowiedzialnie! Pamiętałam jeszcze swoje nastoletnie zrywy,...

smutne dziecko
Adobe Stock, luckybusiness
Prawdziwe historie
„Moja 17-letnia córka wpadła. Musieliśmy zająć się wnuczką, bo młoda mama wolała imprezy i alkohol"
„Myśleliśmy, że Natalia zmądrzała. Odpuściła imprezy, alkohol na rzecz dziecko... niestety do czasu. Coraz częściej wracała do domu tylko na kilka godzin, albo była pijana. Strach było zostawić z nią wnuczkę".

Natalia to nasza najmłodsza. Urodziła się późno: Witek miał wtedy 17 lat, Ewelina 15. No, nie była planowana, to fakt… Jednak gdy pojawiła się w naszym domu, od razu podbiła serca wszystkich. Pewnie dlatego tak ją rozpieściliśmy. I o ile z synem i starszą córką nigdy nie mieliśmy większych problemów, to Natalka zawsze była zbuntowana i wymagała więcej uwagi niż reszta.    Oczywiście, to nasza wina, że pozwalaliśmy jej na więcej niż należało, ale była pełna wdzięku i śliczna jak laleczka. Rodzina i wszyscy znajomi się nią zachwycali. Co chciała, to natychmiast dostawała. Nawet jeśli ja ani mąż jej tego nie daliśmy – rodzeństwo albo ciocie natychmiast nas w tym wyręczały. Natalka nawet nie miała z kim rywalizować, bo różnica wieku między nią a starszymi dziećmi była tak duża, że zawsze jej ustępowały. Robiła, co tylko chciała, i nie liczyła się z nikim Kiedy Witek i Ewelina wyprowadzili się z domu, Natalka miała 9 lat. Bardzo przeżyła fakt, że brat i siostra założyli własne rodziny, że to nie ona jest teraz dla nich najważniejsza. Chcieliśmy z mężem jej to jakoś wynagrodzić i to był nasz kolejny błąd. Natalka już i tak była wystarczająco rozpieszczona; należało raczej uczyć ją życia, a nie nadal chronić przed rozczarowaniami. Wkrótce zorientowaliśmy się, jaką krzywdę zrobiliśmy i jej, i sobie.   Okazało się, że nasza śliczna, najmłodsza córka nie stosuje się do żadnych reguł. Zawsze robiła, co chciała, i jakiekolwiek próby zmuszenia jej do tego, żeby wypełniała swoje obowiązki, spełzały na niczym. Uczyła się słabo, a jedyne, co ją interesowało, to ciuchy i zabawa. I choć wiedzieliśmy, że nie robimy dobrze, zgadzaliśmy się na to. A raczej – nie byliśmy dość stanowczy, żeby się jej sprzeciwić.   Rezultaty były łatwe do przewidzenia. Natalka po gimnazjum poszła do...

Zmęczona kobieta
Adobe Stock, Africa Studio
Prawdziwe historie
„Urodziłam dziecko z gwałtu, bo rodzice nie zgodzili się na aborcję. Gdy patrzę na twarz Adrianka, widzę mojego oprawcę"
„Nie umiem kochać własnego dziecka… Kiedy ssie moją pierś, odwracam wzrok. Czuję złość, czasem bezsilność i smutek. Staram się, naprawdę się staram, ale nadal nie umiem się pogodzić z istnieniem Adriana. To tkwi we mnie jak nabrzmiewający wrzód. Mam świadomość, że on jest tragiczną pomyłką"

Był październikowy wieczór 2011 roku. Wracałam z pracy. Wysiadłam na opustoszałym o tej porze przystanku i znaną od lat trasą poszłam do domu. Przechodziłam obok nieczynnego sklepu, gdy drogę zagrodził mi jakiś obcy facet i z całej siły uderzył mnie pięścią w twarz. Upadłam na pojemnik z piachem i poczułam tak mocne kopnięcie w brzuch, że straciłam oddech.    Torebkę, biżuterię i zakupy w myślach spisałam na straty, lecz nie o to chodziło napastnikowi. Typ brutalnie podniósł mnie za włosy i zaciągnął do altanki śmietnikowej. Zaczęłam wołać o pomoc, lecz natychmiast zostałam uciszona. Facet okładał mnie z całej siły, dopóki nie straciłam przytomności. I tylko za tę chwilową nieświadomość jestem dziś wdzięczna Bogu…   Nie wiem, ile to trwało – czy kwadrans, czy godzinę. Obudziły mnie ból i zimno. Leżałam cała zabłocona i w podartej odzieży na brudnym piachu. Obok moja  torebka i rozsypane zakupy. Usiłowałam się podnieść, jednak byłam na to zbyt obolała. Po kilku próbach udało mi się wstać i dowlec się na postój taksówek.    Następną rzeczą, jaką pamiętam, było zwielokrotnione echo kroków w szpitalnym korytarzu. Sanitariusze szybko mnie gdzieś wieźli na specjalnym wózku. Słyszałam, jak szeptali między sobą z przerażeniem. Badania wykazały wstrząśnienie mózgu, złamane żebro i liczne obrażenia intymnych części ciała.  Nie pozwolili mi na zabieg, są wierzący  Młody lekarz podczas obchodu nie rozmawiał ze mną, oficjalnym tonem zadawał jedynie niezbędne pytania. Chyba czuł się skrępowany, bo nie patrzył mi nawet w oczy. Z kolei policjant prowadzący śledztwo wypytał szczegółowo o przebieg zajścia. Pragnęłam mu o tym opowiedzieć i… nie byłam w stanie. Dukałam tylko pojedyncze słowa i nieudolne zdania.   – Szok pourazowy. Potrzebna pani pomoc...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj